poród na wesoło:)))

    • llayla Re: poród na wesoło:))) 12.12.09, 12:18
      up
    • le_wa Re: poród na wesoło:))) 14.12.09, 09:00
      ech...dobrzej jest poczytać,że nie zawsze jest tak źlesmile
      Ja miałam przy porodzie wyjątkowo pobożną położną,dosłownie fanka radia z
      Torunia. W pierwszej fazie porodu tak mnie męczyło,że powiedziałam położnym żeby
      włączyły radio(bo widziałam,że stoi na parapecie),pomyślałam że jak się
      skoncentruję na muzyce to nie będę tyle myśleć o bólu i czas mi trochę zleci.
      Położna z kwaśną miną(czyt.co to za zachcianki) nie powiem,ale włączyła to
      radio, ja słucham a tu ojciec dyrektor przemawia,no ręce mi opadły.
      Dopiero jak przyszedł lekarz i je ochrzanił,to zmieniły na coś normalnego.
    • ravyn Re: poród na wesoło:))) 14.12.09, 19:25
      Niby było strasznie - bo ktg słabe, rodziłam pod maską tlenową, aż tu nagle coś
      furknęło - nagle z tej maski masa powietrza wyleciała - oszołomiona nie wiem o
      co chodzi, a położna do mnie - kochana, nic się nie stało, tylko mąż ci
      przydepnął rurkę z tlenem wink
      • pucio09 Re: poród na wesoło:))) 16.12.09, 08:12
        Hej! Mój poród też był superowy - lekarz do mnie mówił Justysia-urwisia cały
        czas wink, moje pierwsze słowa po zobaczeniu synka - jakie on ma długie paznokcie
        big_grin, reakcja mojego męża - on wygląda jak Ryszard Kalisz !!!!
        • elzbar Re: poród na wesoło:))) 02.11.10, 00:29
          O jej, mój też wyglądał jak Kalisz!!! smile a my, że taki śliczny smile
    • sssto_krotka_1983 Re: poród na wesoło:))) 19.12.09, 09:52
      to i ja się dołączę...hehe...na sali porodowej odpalone radio,
      muzyka się sączy...tuż przed końcem pierwszej fazy porodu jestem już
      na etapie "zabijcie mnie bo dłużej nie wytrzymam" w przerwie między
      skurczami zaczynam nucić razem z radiem na całą porodówkę
      hehehe...dowiedziałam się po fakcie od mojego M i uśmiałam się do łez
    • gugusz Re: poród na wesoło:))) 19.12.09, 16:42
      3 w nocy 1.04.2006r. Prima Aprilis... czuję silny skurcz coś popłynęło po nogach
      no cóż chyba rodzę (pierwsze dziecko) budzę męża i idziemy po moich rodziców.
      wszyscy wypili herbatkę, coś zjedli oprócz mnie.. pojechaliśmy do szpitala.
      zostałam zbadana i nic.. żadnych skurczów ani wody nie chlastały... więc
      zostałam na obserwacji. w końcu 1.04 o godz. 22.00 zaczęły mi odchodzić
      ()chlustać ) wody i powoli powoli skurcze, więc piszę do męża żeby przyjeżdżał.
      przyszedł po północy i pani pielęgniarka nie chciała go wpuścić to mój pan po
      wygrażał jej parasolką więc został wpuszczony. uspokoiłam go i pojechał znowu
      do domu. od 6.00 2.04 już było strasznie siedzę na tej piłce skurcze nie do
      zniesienia. o 9.00 przychodzi mój szanowny małżonek w stroju do porodu
      rodzinnego porwanym w 10 miejscach bo na jego rozmiar był tylko jeden. i tak do
      11.30 mąż przespał na kanapie. następnie zaczęły się bóle parte i mąż zaczął
      zachowywać się jak prawdziwy biolog (oboje nimi jesteśmy....) czyli prawie wyjął
      notes i zaczął notować.... już położna i lekarka były tym zachowaniem
      zdenerwowane ale jakoś nasz kochany synuś się urodził 2.04 o 12.15 trafiłam
      jeszcze na porę obiadową ja odwodniona j głodna patrze a tu talerz pusty mąż był
      tak zmęczony notowaniem, że aż zgłodniał
      • dziemulek Re: poród na wesoło:))) 30.12.09, 04:06
        już trzy dni po terminie były i ciągle wyczekiwałam kiedy się
        zacznie..sobota wieczór, właśnie skończyły się Gotowe na Wszystko i
        poczułam pierwszy skurcz w dole brzucha..myślę sobie..eee, jak to
        tak będze bolało to pikuś - powinnam dać radę, pamiętna info ze
        szkoły rodzenia, że ta pierwsza faza długo trwa, położylam się do
        łóżka, ale jak przyszedł skurcz to zaraz musiałam wstać i chodzić,
        bo leżeć się nie dało..01:15 zaczęły odpływać wody...pieluchę w
        majtki i chodzę na okrągło po pokoju..jem kanapkę chodząc itd,
        siedzieć nie dawałam rady..po 3ej wybraliśmy się do szpitala..w
        aucie skurcz..ja do męża żeby się zatrzymał, bo muszę wyjść ..i tak
        na skwerku przy sygnalizacji świetlnej miałam swoje spacerki i to
        kilka razy w drodze do szpitala...niezły widok dla innych
        użytkowników dróg..na izbie przyjęć dowiedzialam się że nie ma
        miejsc...co na szczeście nie do końca okazało się prawdą, jak tylko
        dowiedzieli się że mam wykupioną położną.. po godzinie położyli mnie
        na dwuosobowej sali..skurcze były już konkretne..łapałam się poręczy
        łóżka i oddychając jak zasapany psiak udawało mi się przetrwać te
        dziadowskie bóle..potem pojawiła się moja położna i przenieśli nas
        na jednoosobową porodową..to znaczy ja ledwo pokuśtykałam
        przyczepiona do kroplówki z oxy, błagając już o znieczulenie..moje
        skomlenia przyniosły oczekiwany efekt, bo zjawił się anestezjolog -
        gbur nie z tej ziemi..przywitał mnie tekstem...a co to, takiego bólu
        nie potrfisz znieść?no i że źle oddycham (zziajany piesek to nie
        jest prawidłowe oddychanie?) i jak natychmiast się nie uspokoję, to
        on sobie pójdzie i nici ze znieczulenia..cud jakiś, że mu w zęby nie
        dałam, ale naprawdę nie miałabym na to siły..resztką energii udało
        mi się oddychać tak jak kazał i rzeczywiście wkucie było bardzo
        profesjonalne i prawie bezbolesne..wreszcie przeszłam w drugą fazę
        porodu, już na drugiej dawce znieczulenia..zaczęłam odczuwać trochę
        partych, ale jedyne co mi się udało wyprzeć..to kawałki kupy (biedny
        mąż myślał, że to już łożysko wychodzi,ale położna szybko
        skorygowała jego wyobrażenie - intymność tej chwili była
        wyjątkowa..) potem parte się zatrzymały i wróciły normalne, a główka
        nie chciała wejść w kanał rodny i tak przez 2 h - już wiedziałam, że
        coś jest nie tak i naturalnie pewnie nie urodzę..no i zaczęła sie
        biurokracja szpitalna..przyszła jedna lekarka, zbadała..no
        faktycznie brak postępu, ale jeszcze czekamy..ja jej na to błagam,
        to już 10 h, zróbmy cesarkę (no niezupełnie miłym tonem to
        powiedziałam)..to usłyszałam w odpowiedzi aż mi w pięty poszło " 10
        h to niewiele 36 może trwać poród, w naszym szptalu cesarki na
        życzenie nie ma i nie będzie" - no super..postawa wspierjąca
        pierwsza klasa..i po słowach tej pani kazali mi jeszcze skakać na
        piłce i stać przy drabince, bo może akurat dzidzia sie wstawi..nie
        wstawiła się..kolejne badania i dalej nic, aż w końcu się zlitowali
        i ściągnęli do mnie ordynatora, żeby zdecydował..cudny
        chłopak..powiedział, albo czekamy jeszcze kilka godzin albo tniemy
        brzuch..a ja na to p. doktorze tnijcie!! a potem poszło już szybko i
        jak tylko skończyłam czuć cokolwiek to poród wydał mi sie fajnym
        przeżyciem - tylko łapy okropnie mi się trzęsły od tych
        znieczuleń...na zakończenie operacji..gdy już mnie doktor pozszywał
        a maluką wynieśli do taty, to lekarz spytał jednej z
        pielęgniarek "gdzie ten karawan dla pani?", widząc moje przerażenie-
        pielęgniarka wyjaśniła, że doktor nazywa tak te długie łóżka,
        którymi dostajemy się na salę pooperacyjną smilepoczucie humoru w sam
        raz...


        w szpitalu spędziłam 5 dni, chcąc nie chcąc nasłuchując jeszcze
        odgłosów innych rodzących..no i któregoś dnia gdy czekałam, aż woda
        zagotuje się na herbatkę, a czajnik był akurat przy jednej z sal
        porodowych byłam świadkiem ciekawej sytuacji..zza drzwi porodówki
        dobigały niesamowite jęki i krzyki do Boga, że ona już umiera..
        ażżal mi było tej nieszczęsnej rodzącej, a na korytarzu stał sobie
        jej życiowy partner i gadał przez komórkę "no tak, właśnie jesteśmy
        w szpitalu i rodzimy.. a nie..wszystko w porządku.." no taka gadka
        szmatka jaki ten poród jest niby prosty i przyjemny..wiem że to
        nieładnie podsłuchiwać, ale czekałam aż ten czajnik sie zagotuje,
        więc siłą rzeczy byłam blisko i nie miałam nic lepzego do roboty,
        ale
        majstersztyk był dopiero za chwilkę..pan skończył rozmawiać i
        zaczepił idącą po korytarzu pielęgiarkę (pomyślałam, że pewnie chce
        wypytać o stan żony albo co), a on grzecznie..czy może pani wejść na
        tą salę, gdzie moja żona rodzi i przynieść mi laptop, który
        postawiłem pod oknem?..dosłownie tak było!!!


        p.s. a teraz nie śpię, bo niestety dopadła mnie depresja poporodowa,
        i stąd te bezsenne noce..ale
        po wyryczeniu się postanowiłam że usiądę do kompa i na przekór
        wszystkiemu napiszę coś weselszego...


        pozd
        • deela Re: poród na wesoło:))) 30.12.09, 04:39
          moj drugi porod byl srednio smieszny ale cos sie znajedzie
          1. lezalam na patologii i cos kurcze zaczynam rodzic, jakos 23 byla
          owszem zaczelam zwiezli mnie na porodowke puszczam strzalke chlopu swemu - jak
          nie oddzwoni znaczy ze spi a niech sobie spi jak polozna mowi ze to jeszcze potrwa
          chlop oddzwania o godzinie 7 - co tam? - ja juz 8 h leze na porodowce i rodze! -
          aha - rozlaczyl sie i zasnal big_grin
          2. po cc wybudzam sie z narkozy
          Ja - o jezu
          Maz - co co?
          J - ja umieram (+ seria przeklenstw)
          M - nie umierasz!
          J - ty mi to wynagrodzisz!
          M - jak?
          J - kupisz mi karte graficzna do kompa
          M - dam ci do stacjonarnego
          J - ja chce do laptopa!
          M - a po co ci nowa karta graficzna?
          J - BO MI SIMSY 3 NA MOJEJ NIE RUSZA
          nie wiem o co mi chodzilo bo smisy 3 mnie nie jaraja :o
          • clitorsis Re: poród na wesoło:))) 04.01.10, 22:13
            Oplułam monitor hahahahahaha
            • aneta79_1979 Re: poród na wesoło:))) 01.03.10, 08:30
              i do górytongue_out
              • donna_klara Re: poród na wesoło:))) 07.03.10, 10:28
                Druga faza porodu, bolesne skurcze, ale moczę się w wannie, jest ok,
                jestem dzielna jak najbardziej potrafię, mąż polewa brzuchol wodą,a
                położna w pe siedzi obok na krzesełku i zagaduje a to to a to tamto
                i w pewnym momencie pyta męża:

                "Wiecie czego oczekujecie?" (wiedzieliśmy oczywiście, że będzie
                dziewczynka)
                Na to małż cały w stresie z wielkimi oczami:

                "No tak...oczekujemy dziecka"

                a położna

                "Doprawdy" i obie wpadłyśmy w śmiech.

                Małż potrzebował kilku sekund, żeby dojść do tego o co poszło.

                P.S. Świetny wątek smile
    • justtli Re: poród na wesoło:))) 07.03.10, 11:17
      Super, ale się uśmiałam wink))
      Ale męża i tak bym zagryzła. Nawet już po porodzie. smile
      • smallcloud Re: poród na wesoło:))) 30.03.10, 12:05
        Podbijam aby nie zgineło smile
        • zebra12 Re: poród na wesoło:))) 30.03.10, 17:26
          Pierwszy poród. Byłam dość wykończona i bardzo słaba. Dziecko
          właśnie opuściło mój brzuch. Nagle coś sobie przypomniałam i ciagnę
          męża za koszulę. Ale nie mam siły głośniej mówić więc on się
          nachyla, to samo robi lekarz i pielęgniarka podejrzewając, że coś mi
          się dzieje. A ja resztkami sił szeptam:
          - Aparat... Dajcie mój aparat fotograficzny z torby...

          No i wszyscy buchnęli śmiechem smile Ale fotki mam!
          • gubusia Re: poród na wesoło:))) 05.04.10, 00:11
            wszyscy wiedzą że gdy nadejdzie skurcz, należy oddychac, masować,
            skakac na piłkach itp. a mi najbradziej odpowiadało, sama nie wiem
            czemu, wąchanie mojego męża . Bardzo mnie to relaksowało i
            uspakajało. wąchałam go w rekaw swetra , pamietam, że nie mogłam
            sobie przypomniec w jakim płynie go płukałam. ten swetr. i tak m i
            mijały kolejne minuty.
          • laila_kz Re: poród na wesoło:))) 26.04.10, 00:04
            uwielbiam to forum
            przeczytałam już prawie wszystkie wpisy
            ja rodzę za 3 miesiące
            maleństwo lubi jak się mama śmieje i kopie
            pozdrówki
            odezwę się jak wrócę z porodówki
    • ylunia78 Re: poród na wesoło:))) 30.04.10, 21:36
      mnie jak już szył lekarz,wszedł inny z pytaniem do tego co mnie szył,że
      zamawiają pizze i jaką ma zamówić...Na to ja tak w sumie po tym "głupim
      jasiu"..."Ja lubię pizzę z kebabem,tylko na cieńkim spodzie"Spojrzeli na mnie
      jak na głupią....a ja dopiero na drugi dzień"zjarzyłam"że to musiało być żenującesmile
    • oakmount Re: poród na wesoło:))) 06.05.10, 22:13
      Juz w trakcie porodu zorientowalam sie, ze cokolwiek by sie nie
      dzialo, ja sie na lozko nie klade - bole byly wtedy nie do
      zniesienia. No i lazilam sobie, podem kucalam. W pewnym momencie
      polozna pyta czy moglabym doslownie na chwile sie polozyc, zeby mogla
      sprawdzic rozwarcie. Moje NIE musialo byc dosc stanowcze wink bo drugi
      raz juz nie pytala. Polozyla sie pod moim tylkiem z mala latarka w
      reku smile
      Po godzinach boli partych i decyzji lekarzy, ze mloda sama nie
      wyjdzie i trzeba jej pomoc kleszczami, przez zeby mezowi
      powiedzialam,ze wiecej dzieci nie bedzie i moze sobie co najwyej
      trzeciego kota kupic (mamy juz dwa). Oczywiscie drugi dziec bedzie,
      za jakies 5 lat.
      Jak juz mloda wyjeli, jedna z lekarek, z grzecznosci chyba, zapytala
      meza czy malutka ma imie. Maz caly zakrecony odpowiedzial "chyba
      tak". Lekarka postala tak pare sekund, wiecej sie nie dowiedziala i
      zmieszana odeszla.
      W trakcie partych kleczalam. Bylo mi zimno, wiec polona i maz co rusz
      przykrywali mnie kocami, ktore caly czas z moich plecow spadaly.
      Czulam sie jak kon z derka na grzbiecie. Do tej pory mam obraz konia
      na polu przed oczami.
    • mini-menstruacja Re: poród na wesoło:))) 09.05.10, 12:09
      To jest śmieszne ?
      Ja bym się rozwiodła.
    • jagabaga92 Re: poród na wesoło:))) 15.06.10, 09:31
      Miałam poród rodzinny. Gdy rodziłam synka, lekarz musiał przeciąć
      pępowinę w kroczu, bo synek miał ją "przewieszoną" przez ramię.
      Lekarz wziął synka, żeby połozyć mi go na brzuchu i w momencie
      przenoszenia, synek zrobił kupę na tatusia smile
    • kachass Re: poród na wesoło:))) 05.07.10, 10:13
      Zaczęło odklejać się łożysko. Lekarze szybko zabrali mnie na cc.
      Właściwie sama doszłam do tej sali porodowej, a za sobą zostawiałam
      krople krwi na całym korytarzu. Potem szybkie znieczulenie w
      kręgosłup. Czekam na to, że "nóg i pasa nie będę czuła", a tu nagle
      patrzę, a w lampie nade mną odbija się... mój przecięty brzuch. A ja
      głupia czekałam, aż mnie ktoś poinformuje lub zapyta czy
      znieczulenie działa. Minęło dosłownie kilka sekun (tak mi się
      wydawało), a lekarz trzyma w ręku dziecko i mówi: ale fajna
      blondyna! A ja myślę: skąd oni mają to dziecko, bo przecież to
      niemożliwe, żeby tak szybko wyciągnęli z mojego brzucha. Położyli mi
      dziecko na klatce piersiowej, a ja zaczęłam ją wąchać (ręce miałam
      zajęte, ktoś mi je przytrzymywał po bokach). A za moment wpadłam na
      genialny pomysł: teraz się rozpłaczę, jak na amerykańskim filmie, no
      bo co mam robić po raz pierwszy widząc swoją córkę... A tak
      naprawdę, to wcale nie chciało mi się płakać, ta akcja tak szybko
      się toczyła, że wydawało mi się, jakbym była obok tego.
      Dopiero po kikunastu godzinach dotarło do mnie, co i jak się
      wydarzyło... Byłam bardzo szcęśliwa.

      P.S. Teraz córeczka ma 7 lat, szykujemy się do szkoły smile
      • malinka_w_szkocji Re: poród na wesoło:))) 06.07.10, 00:49
        Lekarze zdecydowali się wywołać poród 6 dni przed terminem, w piątek.

        Mój mąż zapytał czy nie można by w poniedziałek, bo w piątek i sobotę on on ma młyn w pracy, na co lekarz mu powiedział, że dzieci się nie rodzą wtedy kiedy chce pracodawca smile

        Ale to był pikuś! W piątek młody nie wyszedł i nadeszła sobota. Koleżanka wpadła w odwiedziny, mąż siedzi na łóżku, ona na fotelu a ja kicam sobie na piłce, kiedy naglę bum! Tąpnięcie, wody mi odeszły a ja buch na kolana! Wydarłam się tak, że mnie w całym szpitalu usłyszeli smile i biegiem do WC. Wody lecą, mąż poleciał po położną a ona na to, że przyjdzie za chwilę i nie ma co panikować (dodam, że 12 tyg jeździłam do szpitala i z powrotem, bo młody pchał się przedwcześnie, więc mnie położne już dobrze znały i zapowiedziały że jak nie urodzę tym razem to będę musiała zapłacić czynsz smile)

        W końcu przyszła i pyta czy to już, ja że tak, ona, że chyba nie i taka gadka. Kazała mi wychodzić a ja że nie, bo muszę się załatwić.

        Ona że prę. Ja że nie. Dyskusja w najlepsze.

        W końcu wyszłam, położna mnie bada, ja się drę, ze jak mnie dotknie (położna) jeszcze raz, to jej utnę ręce! Mąż wysyła sms-y czym mnie wkurzył na maksa, więc telefon przeleciał przez całą salę smile Podali mi gaz rozweselający i się zaczęło - położna sprawdza tętno dziecka i mówi, że bobas jest szczęśliwy a ja na to że mam nadzieję że chociaż ten mały gó...arz jest bo ja na pewno nie!

        W pewnym momencie mówię położnej że prę, ona że na pewno chce mi się tylko do toalety. Ja że prę a ona że jeszcze nikt w 45 minut od rozwarcia 0 do 10 nie doszedł, ale zgodziła się sprawdzić.

        No i było!

        Biegiem na porodówkę, prę, do męża gadam po angielsku a do położnych po polsku (biedne nie wiedziały o co mi chodzi) smile W pewnym momencie przypadkiem uderzam męża w krocze. Potem mówił że chciał się na mnie wydrzeć, czy ja wiem jak to boli, ale z uwagi na poziom mojej agresji uznał, że to pytanie mogłoby być ostatnim w jego życiu wink

        W końcu jesteśmy na finiszu, zebrało się niezłe gremium - ja, mąż, 2 położne, ginekolog i pediatra (ciąża zagrożona), położna zachęca "ostatni raz, już ostatnie pchnięcie" a ja na to wytężam słuch - w radio dają moją piosenkę!!!

        No to mówię, że chcę głośniej, lekarz patrzy na mnie jak na idiotkę, a ja drę się na niego, że ma zrobić głośniej wink Dyskusję ucięła położna mówiąc lekarzowi, że ma robić co każę, bo inaczej jak się wkurzę to nie urodzę za nic.

        No to zrobił głośniej, pchnęłam raz i nasz Loluś pojawił się na świecie - po 3,5 godzinnej akcji porodowej. Tatuś odciął pępowinę, Lolinek osikał lekarzy, moja mama zadzwoniła z gratulacjami (NA PORODÓWKĘ!) a ja tylko zwymiotowałam smile
        • kingadaw Re: poród na wesoło:))) 09.07.10, 00:45
          polecam ciężarnym bardzo!!
          www.youtube.com/watch?v=AcVzuV3LNUU
          • zuzuua Re: poród na wesoło:))) 26.08.10, 10:27
            ja uważam, że ten wątek jest bardzo fajny i każdej zestresowanej ciężarówce
            powinno się kazać go przeczytać! a zarzuty niektórych forumowiczek że wątek jest
            beznadziejny uważam, za bezpodstawne.

            mój poród w październiku 2006 wspominam b. miło, nie był może tak śmieszny jak
            niektórych forumowiczke, ale opisze go. nastawialiśmy się na poród w w-wie w
            szpitalu na żelaznej, ale jak podliczyliśmy koszta (ZZO + położna + sal rodzinna
            itp) doszliśmy do wniosku, że nas na to nie stać. więc zdecydowaliśmy się na
            poród w białymstoku w prywatnej klinice, w której poród full wypas kosztował
            tyle co zzo w warszawskich szpitalach.
            termin miałam na 8.10, ale urodziłam dopiero tydzień później. cały dzień miałam
            małe skurcze więc pojechaliśmy do kliniki na ktg, a tam skurczy nie ma. ale mnie
            boli. w końcu mąż uprosił lekarza żeby mnie zbadał a tam 3 cm rozwarcia.
            podłączyli oksytocynę, i położna do mężą "ja panu kawę zrobię, bo pan do rana
            nie wyjdzie. pierworódka szybko nie urodzi". mąż jeszcze zadzwonił do brata,
            żeby mu baterie do aparatu przywieźli, bo oczywiście nie przygotowany...
            ok 2 godz. później urodziłam smile zdrową córę, 3550g. mała miała nawet fałdki
            tłuszczu na karku, a brat przyjechał oglądać już urodzone dziecko <lol>
            położna potem mi gratulowała, że tak szybko mi poszło i radziła, że przy
            następnej ciąży jak tylko coś poczuje powinnam pędzić do szpitala smile

            a najśmieszniejszych momentów - dziecię przynosili zawinięte w kocyk jak ruska
            baba. było widać tylko buzię. przy którymś przewijaniu asystowałam. pielęgniarka
            rozwija córę z betów i ukazują się ręce i nogi. a ja na to "ojej, moja córka ma
            ręcę i nogi"! pielęgniarka spojrzała się na mnie jakbym z choinki się urwała.

            pozdrawiam, wszystkie ciężarówki
    • zuza-nka88 Re: poród na wesoło:))) 26.08.10, 22:05
      ja rodzila najpierw naturalnie potem zdecydowano sie na cesarke i mimo ze porod
      trudny to milo wspominam, ostatnie wspomnienie zdjecie koszuli i lot skarpetek
      he he po sali a potem juz spałamsmile
      • bukosia00 Re: poród na wesoło:))) 18.09.10, 15:18
        podtrzymuję wątek
        • decylia Re: poród na wesoło:))) 08.12.10, 15:55
          hop, hop do góry smile
    • sara_beauty Re: poród na wesoło:))) 15.12.10, 22:44
      Ja poród miałam masakryczny ale po 5 latach znajomości mój małż na porodówce chcąc mnie chyba jakoś podnieść na duchu stwierdził że mam ładnie pomalowane paznokcie u stóp.

      Tak się zaczęłam śmiać że nawet kolejny skurcz mi nie przeszkadzął smile
      • trzepunka Re: poród na wesoło:))) 17.12.10, 22:05
        Przy ostatnim parciu (główka już była na zewnątrzsmile położna krzyknęła "mocno". To się zebrałam i mocno pchnęłam, Młody wyskoczył a położna tylko skomentowała "o k**wa, do butów mi się nalało" smilesmilesmile Żeby nie było, kobieta super była-tak jej się wypsnęło smile
        • salsa7 [...] 19.12.10, 21:54
          Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
          • czarnykapturek Re: poród na wesoło:))) 17.05.11, 10:43
            swietny watek, dawno sie tak nie usmialam, normalnie az sie poplakalam, kiedy ja rodzilam, wszystko raczej bylo bardziej nerwowe, ale pamietam 3 takie sytuacje:
            1.leze na lozku, nogi w strzemionach, polozna mowi przyj, to jak tak parlam mocno, ze az wyrwalam noga metalowa rurke (cale strzemiono poszlo), normalnie az mi sie glupio zrobilo, ze niszcze sprzet szpitalny
            2.juz po wszystkim dali mi mala, ja ja przytulilam i mowie, ja chce jeszcze raz....smilenie bardzo wiem o co mi chodzilo, ale pielegniarki az sie poplakaly
            3.biora mala do mycia a tatus mowi, gdzie ja zabieracie?nie oddam!!!(trzymal ja na rekach)
      • kasiek-kd Re: poród na wesoło:))) 04.01.12, 22:21
        ja z kolei natrętnie wink
        chwaliłam sie męzowi, położnej, a potem i reszcie personelu
        pomalowanymi na czerwono paznokciami stóp (pierwszy raz w życiu pomalowałam na czerwono! idąc do porodu)
        i dopytywałam, czy na pewno sa ładne....
    • emitka1.1.9 Re: poród na wesoło:))) 04.01.11, 13:24
      rodzilam w nowiutkim, pieknym centrum porodu, porod naturalny bez zadnego znieczulenia uncertain (nie polecam), bylam w pokoju prywatnym z duza lazienka, ale maz stwierdzil ze podczas porodu kupy tam nie bedzie robil bo smierdzi :p wiec wyszedl na zewnatrz i tak sie spieszyl do mnie ze przy podnoszeniu spodni telefon wpadl mu prosto w sedes :p podniosl, umyl z kupki i wrocil do moich wrzaskow. telefon juz wiecej nie zadzialal ale maz tak smile tuz po porodzie (bylam nagusienka bo rodzilam w basenie) wprowadzil mi do pokoju swoich rodzicow aby pochwalic sie dzieckiem uncertain
      ach niezapomniane przezycia :p
      2 dzieciaczek - wszystkie dostepne srodki przeciwbolowe
      • m_dzia1992 Re: poród na wesoło:))) 21.02.11, 18:01
        nie pomyślałabym że można przeżyć coś takiego na porodówcesmilemąż genialnysmile
    • tus28 Re: poród na wesoło:))) 08.01.11, 11:55
      troche czasu to zabrało, ale przebrnęłam przez cały wątek - niektóre historie rozbawiaja do łez, ale niektóre mnie trochę ścieły wink

      ja swój poród ogólnie dobrze wspominam, ale co mi się tak najbradziej kojarzy i moze kogoś na duchu podniesie:

      ok 6 rano, budzę męża do pracy - 'kochanie dzis będziemy rodzić' on przytomny w sekunde (hmm normalnie poł godz wstaje), ale ja mu spokojnie mówię, że luz, niech jeszcze jedzie do roboty, bo nic sie nie dzieje, ja po prostu 'wiem'. Mocno byl przerazony, ale pojechal - i co, wody zaczely sie sączyć ok. 17.30 wink)) wtedy już się mocno do mnie spieszył

      moja schiza z nogami tez była - zaczeły sie wody sączyć to ja do wanny i golimy, no bo jak to tak wink)

      na IP - chyba wody się sączą. Lekarz - hmm chyba nie, ale Pani idzie na porodówke - to poszlam wink skurcze co jakis czas, słabe

      na porodówce żarty cały czas, tez z połozna i dzieki takiemu optymistycznemu podejściu rodzilismy w pojedynczej sali, chociaż chcieli nas dać do 2osobowej. Ale poprosiłam, na co polozna, ze fajni jestesmy i jak damy rade poczekac z pol godziny to bedzie wolna sala pojedyncza i była smile

      moja druga schiza - lewatywa. Bo robic, czy nie... wiec u mnei stanowczo nie. Organizm sam sie postanowil oczyscic. Po kolejnej rundce do kibla (maz stoi pod drzwiami jakby cos sie dzialo) wychodze, otwieram drzwi a on 'wow, tak to nawet ja nie potrafie atmosfery zanieczyścić'

      atmosfera super, prawie cały czas sami byliśmy. Jak rozwarcie bylo 'na znieczulenie', anestejolog raz dwa byl u nas, wbił sie w kręgosłup, a ja, że już mi lepiej. Lekarz - a to dziwne, bo to dopiero dawka testowa big_grinDD

      po zzo ja w kime, maz po cos do jedzenia, w koncu minimum 1.5h jeszcze. Po niecalej godzince cos mnie budzi. Moja mysl WTF, przeciez mam znieczulenie?!? po trzecim takim baaardzo mało przyjemnym skurczu, stwierdzilam, ze kogos zawołam (i tez sie zastanawialm jak wołać hehe, staneło na SIOSTROOOO). Wchodzi lekarka, zaglada i do mnie, o głowke juz ładnie w kanale widać proszę przeć na próbę - w tym momencie wchodzi mój mąż - wyraz jego twarzy bezcenny

      parę partych i córa z nami, moj pierwszy tekst jak mi ją na brzuchu położyli - a jak Ty się tam zmieściłaś??

      dodam, ze na partych sie darłam jak dzika, mi to pomagało. Pytam czy glosno - mąż: jak ktoś jeszcze był w pobliżu to na pewno po Twoich wrzaskach zrezygnował na dziś z porodu

      ogolnie ja wspominam dobrze smile
      • rozsan poród,roztanie,plany... 09.02.11, 03:04
        Witam wszystkie kobietki...przeczytałam cały wątek od deski do deski...stwierdzenie-GENIALNY...
        A to moja historia...pierwszy poród, strach ogromny,po terminie porodu jestem IP...oczywiście personel na IP okropny...wywiad-praca, status społeczny, i wyrażona opinia że taka młoda a pcham się do dzieci a było to w 2005r..miałam 19lat...i tyle zero pytań o choroby i.t.p chyba z góry założyły że skoro młoda to i zdrowa...a ja równy rok wcześniej miałam wypadek i złamany kręgosłup..od początku kwalifikowałam się do cc..ale nic sie nie odzywam papiery dostali, wiedzą co robić...poleżałam na patologi..kroplówki na wywołanie skurczy, myślę po cholere jak mam mieć cc??...no nic akcja porodowa zaczeła sie standardowo ból, skurcz, były mąż spisał sie dobrze, słowa kochanie nie krzycz tylko urodz mi syna -zmotywowały mnie...i tak urodziłam chłopaka 4500g i 56długi..i lekarz mnie szyje a ja mu kawe proponuje nie wiem po co?? on że chetnie ale poza szpitalem..oj zdziwienie moje straszne...wię mu wyjasniam, że proponuje mu kawke bo miałam mieć cc..od poczatku ciązy miałam je zaplanowane, ze wzgledu na złamany kregosłup..i że przecież dotali wszystkie papiery..a to z wdzięczności go zapraszam bo cudnie rodzić naturalni...on oczy w słup cały szpital n a nogi postawiłm a co sie okazało nikt moich dokumentów przez tydzien leżenia w szpitalu nie przejrzał..na szczescie wszystko skończyło sie dobrze i beż paralizu...a co ciekawsze 18miesiecy pózniej rodziłam drugiego chłopaka w innym szpitalu..oczywiscie wywiad..stan materialny rodziny..status społeczny..i zero pytań o choroby..sytuacja identyczna poród naturalny chłop 4250g i 62 potem wielki szum...A co do zabawnych historii pamiętam jak urodziłam pierwszego syna..rano zmęczona odpoczywałam w sali dołaczyła do mnie kobieta też po ciezkim porodzie..po chwili wpadła jej koleżanka ..niezabardzo lubiana..i sie chwali moj syn ma juz dwa miesiace i wazy 4i5kg a twoj taki maly mial niecale 2kg..na co ona wysyczala strasznie zmeczona wiesz co tam przed chwila dziewczyna urodzila takiego chlopaka jak ty po dwoch miesiacach odchowanego..a teraz sobie idz chcemy spac..

        a teraz planuje 3 ciaze ..z nowym partnerem wiec i pewnie nowe piekne chwile beda...
    • heparka Re: poród na wesoło:))) 17.02.11, 13:56
      Wątek cudny, kilkukrotnie popłakałam się ze śmiechu. Mam tylko małą prośbę do piszących - pamiętajmy, ż tytuł wątku to PORÓD NA WESOŁO, a nie "Opisz nam swój poród jak najbardziej szczegółowo", czy też "Jesteśmy strasznie światowe, bo mieszkamy zagranicą - pokrytykujmy wspólnie Polki rodzące w polskich szpitalach". Z niecierpliwością czekam na Wasze dalsze zabawne opowieści i na swój poród. Pozdrowienia.
    • m_dzia1992 Re: poród na wesoło:))) 21.02.11, 17:57
      Bardzo zabawna sytuacja,ale nie wiem co ja bym zrobiła gdyby mój partner zadzwonił do kolegi i zadawał pytania na które pewnie nie umiał odpowiedzieć,ale jest co wspominaćsmile
      • kiri77 Re: poród na wesoło:))) 23.02.11, 20:50
        Super watek, usmialam sie pozadnie. Moj porod nie byl wogole smieszny oprocz jednej sytuacji.
        W tv weszla wtedy reklama avivy. I tak bardzo mi sie spodobal ten stworek, Leze na porodowce, przychodzi lekarz i mowi ze poczekaja z cc bo serduszko jst silne a reszta to......pikus(pochylil sie nad papierami) ja z mezem na siebie i az widzialam jak maz chce dopowiedziec reszte a wtedy lekarz wychyla sie znad papierkow i mowi : Pan pikus a my jak nie wybuchnelismy smiechem az lekarza chyba speszylismy.

        No i watek z porodu szwagierki: wody odeszly w trakcie mundialu, ogladali mecz, po przybyciu do szpitala lekarz pyta kiedy odeszlu wody a jej maz : jak padla druga bramka -oczywiscie lekarz nie wiedzial o co chodzi. (kiedy krzykneli goool w tym momencie wody jeje odeszly stad maz taki poinformowany )

        Ja na drugi porod czekam we wrzesniu mam nadzieje ze wtedy jeszcze cos dopiszesmile
        • agra1 Re: poród na wesoło:))) 22.03.11, 21:39
          moja mama jak rodziła ojego łodszego brata, to juz w szpitalu usłyszała, ze będzie cc. Spietrana trochę dzwoni do teściów ( bo rodzico nie mieli telefonu), powiedzieć o tym. A moja babcia, kochana kobieta, palnęła:
          ne martw sieMałgosiu, będziemy się Jankiem opiekowac.....

          Mamę zatkało, w końcu kim tu sie trzeba opiekować, ale że zawsze miała upodobanie do absurdu, to parsknęła smiechem i przestała sie bać.
          • mamatytka [...] 29.03.11, 09:22
            Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
            • jasia-mama Re: poród na wesoło:))) 13.04.11, 17:00
              Dumny tata 5 sekund po przecięciu pępowiny zrobił swojemu synowi zdjęcie telefonem i wysłał do rodziny i bliskich znajomych. Okazało się, że miał za dużą rozdzielczość ustawioną i adresaci dostali fotę mojego gołego cycka, młody się nie zmieścił w mms. A że cycek 2 razy większy niż normalnie, to gratulacje też byłysmile

              Na bloku poporodowym miał pewnego dnia dyżur czarnoskóry doktor. Ponieważ nie pamiętałam jak ma na nazwisko, to na pytanie męża kto ma dyżur odpowiedziałam, że doktor czarnecki (bo murzyn to niepoprawne politycznie). Mąż sąsiadki aż się opluł piciem jak dr wszedł na salę.
              Wspomniany pan doktor jest fajnym gościem i często sobie z nami żartował, ale zabił mnie jednym tekstem. Otóż zawsze na obchodzie lekarze pytali "czy oddaje pani mocz/stolec?" a doktor czarnecki wszedł na salę z całą świtą, oparł się o łóżko mojej sąsiadki i zapytał "pani sika?"
    • bukosia00 Re: poród na wesoło:))) 14.05.11, 12:19
      witam
      Mój drugi poród był super szybki 3,5 godziny i po wszystkim. Strasznie śmiesznych rzeczy raczej nie było, ale mój mąż dlugo zapamięta wbite paznokcie w jego skórę.
      A najprzyjemniejszą rzeczą, która naprawdę przyniosła mi ulgę podczas skurczu było ugryzienie go w rękę. Spróbujcie, mąż nie będzie zadowolony, ale może wy tak. Pozdrawiam
      • gundzia Re: poród na wesoło:))) 19.06.11, 23:06
        Tez dodam, tylko ze historie porodu mojego brata,jakies 27 lat temu.
        Mama lezy sobie spokojnie na lozku szpitalnym i czyta gazete, przyjechala na jakies tam badania, poniewaz pierwszy porod (ja) miala bardzo ciezki,wiec na czas badan zatrzymali ja w szpitalu, mimoze do terminu porodu mojego brata miala jeszcze troche. Lezala sobie z innymi paniami na sali, az w pewnym momencie stwerdzila,ze musi wyjsc do toalety... wrocila po ponad godzinie, kolezanki z sali mowia do niej 'pani Reniu poszla pani do toalety na tak dlugo, a tu juz zdazyli obiad podac', a na to moja mama 'a ja zdazylam syna urodzic'. Nikt jej nie chcial uwierzycsmile
    • amsila Re: poród na wesoło:))) 30.06.11, 02:19
      Leżałam w szpitalu po terminie, w noc przed podaniem oxytocyny na wywołanie porodu pielęgniarka z dyżuru widząc że nie śpię zaproponowała mi wlew dojelitowy (lewatywa), ja zrozumiałam że oxytocynowy i że to pewnie dlatego zaproponowała bo widzi że nie pośpię do rana a nic się nie działo na porodówkach. Jakie było jej zdziwienie jak jej odpowiedziałam że muszę zadzwonić do chłopaka i przedyskutować czy się zgadzamy ;].
      Cały poród gadałam (oczywiście między skurczami), godzinę przed narodzinami małego jeszcze dziada wyzywałam że ma mi zostawić jednego chociaż 7 daysa (uszykowałam mu prowiant na poród) a po porodzie iść mi kupić Pepsi w szklanej butelce.
      • karolanati Re: poród na wesoło:))) 04.08.11, 14:31
        Super wątek.. moje śmieszne sytuacje to:
        1) z pierwszego porodu - po podłączeni oxy, zaczeła się jazda z bólami, więc byłam nieźle wkurzona, a okno porodówki wychodziło na Macdonalda, więc mój M. otworzył okno dla mojego dobra, a tu jak zaleciały mi zapachy frytek i hamburgerów, to zaczęłam krzyczec że ma przynieść mi coś do jedzenia, bo inaczej umrę z głodu, oczywiście nic już jeść nie mogłam, a w ostatnich momentach skurczowych strasznie prosiłam położną, żeby przyniosła mi talerz pysznej , szpitalnej zupy mlecznej, tak bardzo prosiłam..smile
        2) przy drugim, byłam już, pewniejsza, więc do szpitala dotarłam z 5cm i skurczami co 5 min. oczywiście pani na izbie musiała dokumenty uzupełnić, ja nie mogłam za bardzo już usiedzieć - a ta do mnie, to trzeba było jeszcze później przyjechać. no więc, po uzupełnieniu wszystkich papierów, wzięłam torbę i lecę po schodach na I piętro na porodówkę, aż mój M nie mógł nadąrzyć, a ja tak strasznie chciałam zdąrzyć przed kolejnym skurczem wdrapać się na góręsmile trafiłam akurat na zmianę poranną połoznych, więc przez 20 min byłam SAMA na poródówce, w momencie gdy pękł mi pęcherz. Więc krzyczę "Halo , jest tu ktoś, - czy ktoś może zobaczyć jaki Kolor tych cholernych wód ze mnie wyleciał" - niestety bez odzewu. Więc leżę w tej kałuży wód, po czym zajrzał łaskawie lekarz, na co ja mu mówię, żeby zawołał położną bo pęcherz pękł. Po kolejnym zbadaniu rozwarcia (7cm) lekarz do mnie" polerzy Pani do obchodu (1,5godz) a potem Pani wstanie i pochodzi, na co ja, że nie zamierzam tak długo czekać, on oczywiście olał to i tyle go widziałam. w momencie 9cm rozwarcia, połozna stwierdziła, żebym na chwilkę zeszła z łóżka, to szybciej dojdziemy do 10cm, więc jakoś się sturlałam, uklękłam przy łózka (jak do pacierza he he) a położna za mną (co zapewne śmiesznie wyglądało). na hasło jest 10 , niech Pani wchodzi na łózko rodzić, ja że nie mam siły, nie moge , a ona" przecież nie będzie Pani rodzić na podłodze", no więc z jej pomocą jakoś wlazłam na wyrko i po kilku Parciach Córcia była na swiecie, a Pani położna miała siną dłoń bo strasznie wbiłam się jej pazurami w skórę (za co strasznie ją potem przepraszałam). Na koniec przyszedł zaginiony Pan doktor i rzucił tekst "jaką szybką dietę Pani miała" a ja do niego, że napewno nie chciałby się ze mną zamienic, choc też by mu się taka przydałasmile

        i to tyle, życze udanych porodów
        Pozdrawiam
    • e-samantha Re: poród na wesoło:))) 13.08.11, 21:11
      W końcu mogę tu coś dopisać ;D

      Termin miałam na 3 sierpnia, ale nie mogłam się już doczekać. Ostatnie 2-3 tyg były dla mnie ciężkie, ból kręgosłupa nie do wytrzymania, obracanie się z boku na bok sprawiało silny ból w okolicach spojenia, ogólnie tragedia.

      30 lipca (sobota) mąż wrócił z pacy ok 2 w nocy i wyciągnęłam go na nocna przejażdżkę. Pojechaliśmy na pobliskie pola ( mamy samochód terenowy ), żeby mnie troszkę 'wytrzęsło' może coś ruszy z porodem. Ze dwie godziny jeździliśmy, aż w końcu ugrzęźliśmy Bóg Wie Gdzie. Dostałam przyśpieszony kurs jazdy samochodem, ale nic z tego nie wyszło. Po dłuższej chwili wyjechaliśmy dzięki mężowi. Po powrocie do domu w sidłach namiętności kochaliśmy się. Dalej nic się nie działo. Poszliśmy spać. Po obiedzie pojechaliśmy na nasze mieszkanie (w trakcie remontu) wraz z teściami zabrać rzeczy do wywiezienia na działkę. Ok 3 godzin siedziałam na fotelu bujanym mając nadzieje na jakiekolwiek skurcze. Wieczorem wypoczywałam na działce, gdy mężczyźni trudzili się z przenoszeniem rzeczy. Przed 21 poczułam się nieco dziwnie, ale skurczy nie miałam. Poprosiłam męża żebyśmy pojechali do szpitala sprawdzić co się dzieje. Na IP po badaniu okazało się ze 1.5 palca i zero zapisanych skurczy na ktg. Werdykt: zostaje Pani, a Pan pójdzie po rzeczy dla żony. Na szczęście torba spakowana w bagażniku była. Przed 22 byłam na porodówce. Chodzę sobie, rozmawiam jest ok, nic nie boli. Po godz 23 badanie i co... 3 palce i nic nie boli. Dostałam 5 jednostek Oxy i leżę pod ktg. Siła skurczy ok 30 - nic nie czuje. 40 - nic nie czuje. 60 - nic nie czuje. Położna patrzy się na mnie i pyta się czy aby na pewno nic nie czuje. Po godz 3 w nocy zaczęłam czuć skurcze, miałam wtedy 4,5 palca, napierający pęcherz płodowy i jeszcze nie do końca ustawiona główka. Myśle sobie 'O bosz.. przecie ja tu do kolacji bede rodzić'.. Godz 5 rano pozwolono mi przeć. No to prę, prę i nic.. Jeszcze raz.. przebiły mi pęcherz płodowy.. Wody zielone, ja zielona.. Ale ok prę dalej. 1,2 i 3 czuje nacięcie i już synuś jest po tej stronie brzucha. Położne mówią, że nacięcie konieczne było bo rączką wychodził. Ja na to 'Na supermena wyszedł'. Mąż śmiała się przez łzy wzruszenia. Łożysko nie wiem kiedy wyszło ze mnie, cały czas patrzyłam na synusia. Naprawdę miłość pojawia się błyskawicznie. Położna podaje mi dożylnie lek po którym mam totalny odjazd. Zaczynają mnie szyć. Boli jak nie wiem a ja co robię ? Śmieję się ;D Wszystkie kobiety patrzą się na mnie i też się śmieją. Cały czas pytam ich czy dobrze sobie poradziłam jak na 1 poród, jakimi szwami mnie szyją, ile szwów mam, czy łożysko ładne było, czy zdrowy syn jest, jaką kawę lubią ;D zadawałam mnóstwo pytań, nie pamiętam jakich nawet. Czas przenieść się na łóżko poporodowe. Hmm.. tak patrzę i myślę jak ja mam to zrobić do jasnej cholery. Położna uśmiała się jak zschodziłam z łóżka porodowego ;D w sumie jak mi to opowiedziały pożniej sama się uśmiałam, nawet nie umiem tego opisać ;D Wywiozły mnie na sale a ja podczas przejażdżki śpiewałam 'Alleluja' ;D Powiedziały panie, że miłe zakończenie zmiany ;D
      Urodziłam 31 lipca o 5.17 smile 15 min partych i 2 godz bólu czyli poród wcale nie był taki zły;D

      Na Do widzenia powiedziałam tak ' ja tu wrócę za 2 lata z córką' ;D
      --
      https://www.suwaczki.com/tickers/82dol6d8ic4m581x.png
      • miaau [...] 15.08.11, 08:52
        Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
    • selenka82 Re: poród na wesoło:))) 16.08.11, 15:55
      Nie wiem czy dla Was bedzie to wesołe lub zabawne wink ale ja moj porod także wspominam jako wesoła akcje hihihi...Zaczelo sie od tego, ze w koncu zmusilam meza wieczorem wpiatek zeby skręcił mebelki dla dzidziusia (chociaz dziecko mialo sie urodzic dopiero ponad miesiac pozniej). Ja siedzialam na podlodze i dyrygowalam mezem kiedy nagle zaskoczona wyznalam : "Kochanie, chyba wlasnie wody mi odeszly", spanikowany maz na to " jak to ci wody odeszly???Przeciez masz rodzic dopiero za miesiac??", na co ja rezolutnie odpowiadam "Powiedz to swojej corce, ze sie na swiat pcha za wczesnie". Pomijam ciag zabawnych wydarzen (chociazby przyjecie na porodowce, na ktorej wyladowalam z mezem i kolega - ktory pojechal z nami w roli tlumacza i co spowodowalo konsternacje poloznych), brak skurczy przez ponad dobe, po szczesliwy traf ze na zmianie podczas mojej akcji porodowej znajdowala sie polozna polka hehe... Akcja porodowa zaczela sie na dobre o 1.oo w nocy, o 9.00 rano dopiero zostalam przewieziona do pokoju w ktorym rodzilam, a do godziny 10.15 nie dostalam zadnego srodka znieczulajacego chociaz w dokumentacji bylo wpisane zyczenie o lustgas (glupi jas - gaz rozweselajacy), i zzo. O 10.20 w koncu pofatygowal sie domnie anestezjolog, ktory spokojnie zaczal od wywiadu ze mna pt. : jaki typ epilepsji pani przechodzila. na co ja oczywiscie wijaca sie w bolach, na wpol przytomna (gaz rozweselajacy dzialal jedynie podczas wdychania - a ja wdychalam go bez przerwy),odpowiadam usilujac panowac nad soba , nerwami i skurczami : a skad ja mam ku...a wiedziec? smile Normalna... smile po czym slysze tlumaczenia mojego męza ze musi mnie bardzo bolec bo zwykle nie uzywam niecenzuralnych slowe smile jakby to bylo istotne w takiej sytuacji... smile minute pozniej z ulga stwierdzilam ze nic mnie juz nie boli (anestezjolog niczym czarodziej nie wiem kiedy sie wkol w moj kregoslup) ao 10.28 juz tulilam do siebie swoja sliczna malenka coreczke (jedyne 44 cm a czulam przed znieczuleniem jakbym rodzila dziecko olbrzyma).
      Tak czy inaczej uwazam ze warto bylo przezyc te 9 godzin boli bez znieczulenia, i warto bylo takze wziac znieczulenie na te ostatnie 8 minut porodu... A to jedno brzydkie slowo na 9 godzin... mysle ze personel szpitalny mi wybaczyl wink
      • madziulaz Re: poród na wesoło:))) 04.01.12, 19:01
        up...bo wątek godny kontynuacjismile)
        uśmialam się do łez
        • kariatyda79 Re: poród na wesoło:))) 14.01.12, 22:30
          Jeszcze przed porodem przeczytałam Wasze wpisy i bardzo podniosły mnie na duchu, więc teraz parę słów od siebie smile
          W szpitalu leżałam kilka dni przed porodem z powodu cholestazy ciążowej i właściwie mieli już mnie wypisać do domu (37 tc) gdy akcja się zaczęła. Rodziłam b. szybko, aż przyprowadzono lekarza, żeby pokazać mu tę "sensację". A ja do niego "a my to się z Panem Doktorem już znamy" pan doktor drapie się w głowę "A skąd" a ja na to "z porannego obchodu" smile A potem stwierdzili, że taka znajomość to żadna znajomość.
          Poród idzie jak burza i położna do drugiej " szybko bo nie mamy zestawu porodowego" a ja jak nie wrzasnę "jak to - to ja rodzę, a wy nie macie zestawu???"
          Już w trakcie partych krzyczę "no niestety ja już więcej dzieci mieć nie będę" a jakąś godzinkę później jeszcze na sali porodowej mówię do położnej "siostro ja się jednak pomyliłam - ja jeszcze będę mieć córeczkę big_grin"
          I wogóle wszystko było miło, sprawnie i szybko. A mój mąż pytany o wrażenia z porodu opowiadał "poród to fajna sprawa" - na co ja zawsze dodaję "zależy z czyjej perspektywy ..."
    • bernadeta123 Re: poród na wesoło:))) 18.01.12, 20:56
      Mój był lepszy 4700smile ale krótszy 57.
      • lady_iris Re: poród na wesoło:))) 29.01.12, 17:45
        To ja też dodam swoje 3 grosze... smile
        W pn 19.09 poszłam na wizytę. Nic szczególnego się nie działo, choć trochę mnie ćmiło podbrzusze. Miałam wcześniej ktg, skurcze takie jak tydzień wcześniej, po 70%. Na wizycie okazało się, ze łożysko już dość stare, i "dobrze by było" żebym urodziła do terminu. Wobec tego umówiono mnie na test oksytocynowy na następny dzień. Ale lekarka powiedziała tez, że rozwarcie jest na dwa palce i zażartowała, zebyśmy po wizycie poszli jeszcze na zakupy, to może nie będę musiała do domu wracać. Więc poszliśmy do McDonalda na "zdrowy" posiłek. Tam brzuch zaczął mnie pobolewać już mocniej i cyklicznie, ale pomyślałam, ze to pewnie skurcze przepowiadające. Potem pojechaliśmy do centrum handlowego, a tam już skurcze były na tyle mocne, że musiałam przystawać zgięta wpół. Ale ja dalej swoje, ze to na pewno fałszywy alarm, poza tym mieliśmy jechać do teściów na obiad (30km). No ale w końcu skurcze zrobiły się co 3 minuty, więc z tego obiadu zrezygnowaliśmy. wink Lekarz zbadał mnie i orzekł, że rozwarcie na 2 palce (wciąż?!) i do północy powinnam urodzić ( a była 18.) i że przyśle zaraz anestezjologa żeby założył mi dojście w kręgosłup. Ja na to, ze nie chcę znieczulenia, a co! Dalej wypadki potoczyly się błyskawicznie, zaczęło tak boleć ze myślałam że oszaleję i błagałam o zzo. big_grin Ale już było za późno, bo pełne rozwarcie zrobiło mi się w ciągu godziny, potem zaraz były parte i urodziłam o 19.25 smile)) Jak wysłalam smsa do domu, to nie mogli uwierzyć że to już i myśleli że jajka sobie robię. wink A ja potem miałam ubaw, że się przed porodem zdążyłam najeść porządnie (frytki, cola, cheesburger, ha ha).

        A, jeszcze tuz po porodzie, z dzieckiem na brzuchu, mówię do lekarza: Muszę panu coś wyznać... (chciałam podziękować, bo cieszyłam się, że trafiłam właśnie na tego). A on na to: tylko szybko, zanim mąż wróci... big_grin

        A potem, po szyciu, pytam, czy nie widzieli mojego męża, a dr: a widziałem na korytarzu jakieś nogi wystające spod leżanki...
        • casablanca76 [...] 30.01.12, 14:21
          Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
        • casablanca76 [...] 26.02.12, 00:36
          Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
          • kasiek-kd Re: poród na wesoło:))) 26.02.12, 01:04
            Bo masz bardzo duże sygnaturki
            • casablanca76 [...] 26.02.12, 13:28
              Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
              • malgosiek2 Re: poród na wesoło:))) 26.02.12, 16:07
                casablanca76 napisała:

                > i to był powód???!!! oki nie piszę tam gdzie mnie nie chcą - a to już wesołe nie jest!! sad

                Ale tu nie ma o co się obrażać.
                Sygnaturki dotyczą wszystkich forumowiczek bez wyjątku.
                A kłania sie Netykieta, fragment......
                Twoja sygnaturka (podpis), powinna mieć co najwyżej cztery linie. Może zawierać np. imię i nazwisko lub pseudonim, adres e-mail, link do strony, ulubiony cytat.
                Jeśli w sygnaturce znajduje się obrazek, nie powinien być większy niż orientacyjna wysokość 4 linii tekstu.

                No i kto tu mówi, że Cie nie chcą ?
                Nie dorabiaj ideologii.
                • casablanca76 Re: poród na wesoło:))) 27.02.12, 00:23
                  nic nie dorabiam...poprostu te sygnaturki mam od początku mojej ciąży i wszędzie gdzie piszę jeszcze nikt mi nic nie wywalił z tego powodu sad gdybym wiedziała to bym je skasowała przed dodaniem tekstu i tyle....
          • malgosiek2 Re: poród na wesoło:))) 26.02.12, 16:03
            To popatrz na swoje mega wielkie dwie sygnaturki.
            I proszę o przeczytanie wątku na "szpilce" u góry forum.
            To będziesz wiedziała dlaczego.
    • monniab Re: poród na wesoło:))) 17.04.12, 13:51
      Musze powiedziec, ze watek cudowny i bardzomi przed porodem pomogl.
      Moj porod moze nie byl super zabawny, ale mial kilka niezapomnianym momentow. Rodzic zaczelam 11 dni po terminie. Poniewaz mieszkam w Angli na dzidziusia nadal czekalismy w domu, a nie w szpitalu. Skurcze zaczely sie okolo 16.00. Poniewaz nie do konca wiedzialam, czy to juz, czy nie wiec za bardzo sie tym nie przejelam (przed porodem przeprowadzilam badania w Internecie na temat: 'skad wiesz, ze rodzisz?' i chyba nie musze nikomu powiedziec, ze odpowiedzi typu po 'prostu sie wie' wcale nie pomagaja, bo ja np nie wiedzialam).
      - Godzina 22.00 skurcze regularnie co 4 minuty wiec nadeszla pora by zadzwonic do szpitala, ze jedziemy (w Angli dzwoni sie do szpitala i wtedy oni przeprowadzaja tzw. wywiad i decyduja, czy masz juz jechac, czy jeszce nie. Standardowo jedzie sie dopiero przy skurczach co 3 minuty przy pierwszej ciazy). Po krotkim wywiadzie pani polozna poinformowala nas, ze nie ma sensu abysmy przyjezdzali bo jej sie wydaje, ze to skurcze probne, a nie porod.
      Dobra pomyslelismy, chyba wie co mowi. Odpalilismy playstation ii zaczelismy grac.
      - Godzina 23.00 skurcze co 3 minuty, no i co tu robic. Ponownie zadzwonilismy do szpitala, a polozna swoje 'prosze pani jak to beda skurcze to bedzie pani wiedziala, a poza tym to chyba pania za bardzo nie boli, bo moze pani mowic'. No i tu troche zbaranialam, bo bolec bolalo, ale miala racje, mowic moglam, wiec chyba wie lepiej. Maz zrobil mi kapiel, zadzwonil do rodzicow mowiac, ze ja czuje sie swietnie, bo on - czytaj bohater - wlasnie napuscil mi wody do wanny i ze to chyba falszywy alarm, bo moge mowic, a podobno nie powinnam.
      - Godzina 24.00. Czop odszedl (tzn. ja teraz jestem madra ze to czop, wtedy myslalam, ze tylko krwawie). No wiec znowu dzwonimy do szpitala tym razem, ze jedziemy i nic nas nie obchodzi. Dzwonimy po taksowke, a tu pan nam mowi, ze najszyciej to oni moga przyjechac za 1.5 godziny. Myslalam, ze zawalu dostane. W koncu sciagnelismy taksowke z innego miasta i dawaj do szpitala. Pan taksowkarz jak mnie zobaczyl, to zbielal. Okazalo sie bowiem, ze on musi jeszcze na stacje po benzyne pojechac. Jak Boga kocham, nie widziala, zeby ktos tak szybko lecial placic do okienka smile
      - Godzina 01.00.Nareszcie dotarlismy do szpitala, gdzie panie z poblazliwym usmiechem kazaly mi sie polozyc i przyslay studentke, zeby sobie popraktykowala z panikara smile do tej pory pamietam jej mine jak mnie zbadala i oklazalo sie, ze mam rozwarcie na 6 centymetrow smile

      O 9.30 mialam juz pelne rozwarcie, ale synek urodzil, ze dopiero o 11.54 poniewaz skurcze parte trwaly 2.5 godziny. Maly trzymal w reku pepowine wiec chyba na prawde nie chcial wyjsc smile Z partych pamietam tylko pytanie meza, czy jak krzycze to mi to pomaga (krzyknelam tylko 2 razy, ale to mu wystarczylo, by probowac miec ze mna konwesracje). Po wszystkim zostalam okrzyknieta gwiazda oddzialu bo podczas porodu zapytalam polozna, czy sie dobrze czuje (wydawalo mi sie ze jakos zbladla), na pytanie czy jak bardzo boli odpowiedzialam, ze chyba bardzo, ale pani przez telefon powiedzia, ze nie wiec, chyba nie bardzo. Poza tym powidzialy, ze byl tonajspokojniejszy porod jaki kiedykolwiek widzialy smile
      Moja rada dziewczyny: patrzcie na swoj porod z boku, jakbyscie ogladaly film. Mi pomoglo smile A poza tym pamietajcie, ze niewazne jak bardzo boli ten bol sie w koncu skonczy, nawet jak wydaje wam sie inaczej.
    • kamizelkaratunkowa Re:to nie wesołe tylko przykre 18.04.12, 10:34
      Wcale nie uważam, że ta historia jest śmieszna. Raczej współczuję takiego męża. Ciekawe jakby sam rodził czy by też się zastanawiał nad oszczędzaniem 350 zł.
      Na szczęście udało Ci się szybko urodzić.
    • mamaboryska2 Re: poród na wesoło:))) 30.04.12, 20:56
      Podnoszę temat dokładając swoją cegiełkę. Bardzo przyjemnie mi się czytało posty poprzedniczek, postanowiłam więc stanąć w rankingu na bestseller porodowy roku wink

      Starszy syn Borys pojechał na "urlop" do mojej mamy do Anglii na całe dwa tygodnie. W tym czasie ja intensywnie szorowałam chatę, piłam hektolitry herbaty z liści malin i miałam wyjątkowo mocne postanowienie aby W TYM WŁAŚNIE czasie urodzić. Oczywiście stało się inaczej! Borys wrócił od mamy 14 kwietnia, odebrałam go z busa o 12,30 w nocy - był tak zmęczony że bełkotał! O 1 w nocy położyłam małego spać, o 3,30 odeszły mi wody - ot taki mój życiowy pech... O 4 okazało się, że niania, która teoretycznie miała rzucić wszystko i przyjechać do syna - wypięła się na mnie, synek został więc ze swoim tatą, z którym zdążyłam się jeszcze solidnie pokłócić.
      Nie spieszyłam się jakoś specjalnie, ogoliłam nogi, zmyłam lakier z paznokci, zastanawiałam się jeszcze czy by nie pomalować na nowo ale już skurcze były regularne... Dopakowałam torbę i przed 6 rano ruszyłam do szpitala. W lodówce niewiele było ciekawych rzeczy więc zahaczyłam jeszcze o bankomat w celu zakupienia jakiś produktów spożywczych bo mnie nieźle ssało. Niestety - niedziela! Pojechałam więc na spokojnie do całodobowego Tesco, kupiłam serki, banany i rogaliki. Kątem oka obejrzałam śliczne rampersiki na dziale dziecięcym i poczłapałam do kasy. Przy kasie już mnie całkiem nieźle trzymało, zabawiłam się więc kosztem Pani Kasjerki w kasie samoobsługowej i zapytałam czy mogłaby mi skasować zakupy bo właśnie rodzę i mam skurcze co trzy minuty big_grin Pani kasjerka aż się zaczęła telepać, szybko mnie skasowała podczas gdy ja stałam z gębą pełną danio truskawkowego popychanego wieeelką bułą. Następnie poczłapałam do auta i dalej opychając się śniadankiem pojechałam rodzić wink

      Reszta nie była już tak wesoła - ogólnie poród był stosunkowo szybki (12 godzin) ale zdecydowanie nie wspominam go jako magicznego doświadczenia a raczej traumatyczne no ale to już nie na ten wątek wink Tak tylko chciałam się pochwalić moją wycieczką na porodówkę...
      A i jeszcze jak mi Pan doktor obmacywał brzuch bo jak się okazało potem - wyciskał ze mnie młodego to ja się go dopytywałam co on robi - czy gila młodego w giry licząc na to że szybciej wylezie? I pamiętam jego spojrzenie jak już nie mogłam wytrzymać i na jego tekst "proszę odpoczywać między skurczami" chlapnęło mi się "k....wa! jakie przerwy? Ja nie mam przerw! Mnie boli non stop!"

      Pozdrawiam wszystkie przyszłe rodzące!
      • mamaboryska2 Re: poród na wesoło:))) 30.04.12, 22:53
        Aha, jeszcze mi się przypominało pytanie roku zadane mi przez telefon przez mojego wyjątkowo przytomnego "przyszłego-niedoszłego"
        Skurcze co 2-3 minuty, dreptam po korytarzu, podczas skurczu łamie mnie w pół tak, że przytrzymuję się czegokolwiek co mam pod ręką a ten mi dzwoni i zadaje pytanie roku - "jak sądzisz, tak mniej więcej za ile urodzisz????" No zdębiałam po prostu!
Inne wątki na temat:
Pełna wersja