poród na wesoło:)))

    • lepsza.polowa Re: poród na wesoło:))) 04.05.12, 11:38
      Fantastyczny wątek!

      Byłam już tydzień po terminie, wieczorkiem doczłapałam jeszcze do przychodni na KTG. Mój lekarz dał mi skierowanie do szpitala. Pomyślałam sobie, że pojadę następnego dnia, to jeszcze w domu kąpiel wezmę, zjem coś dobrego itd.

      Godzina 3 w nocy pobudka - przez większość ciąży sikałam co dwie godziny - i po drodze do łazienki - plusk! Wody odeszły. Budzę męża: "Wstawaj! Wody mi odeszły!" Mąż (lekarz, ale nie gin) otworzył jedno oko "Skurcze masz?" "Nie mam" "To obudź mnie za trzy godziny". I zasnął w najlepsze. A ja byłam taka podekscytowana, że spać mi się odechciało. To sobie do 6 rano pograłam na kompie w jakąś durną strzelankę. Rano machnęłam jeszcze jajecznicę i pojechaliśmy.

      Syn urodził się o 13, ale przez cc, bo tak się niezdrowo podnieciłam, że ciśnienie miałam koszmarnie wysokie. W trakcie CC śmiać mi się strasznie chciało i czułam się ogłupiona na maksa (miała zwykłe znieczulenie, nie "głupiego jasia"). W końcu zaczęło mi się nudzić, więc wypaliłam do lekarza: "Długo jeszcze?!". Potem mi strasznie było wstyd indifferent

      W drugiej ciąży leżałam sobie na patologii 2 tyg. przed terminem. Większość kobiet miała zakaz chodzenia, więc generalnie nudy były. Z koleżankami z sali stwierdziłyśmy, że trzeba się rozerwać jakoś. Ja jako jedyna chodząca zostałam oddelegowana, żeby kupić w kiosku program TV. Zaglądamy do tego programu, a tam hit wieczoru - Obcy big_grin Nie mogłyśmy nie obejrzeć big_grin

      Drugie cc było w niezwykle sympatycznej atmosferze. Z panią doktor, która mnie cięła pogadałyśmy o sposobach przyrządzania łososia big_grin
    • asikol Re: poród na wesoło:))) 06.05.12, 09:20
      Leże na łóżku porodowym po kilkunastu minutach parcia mówie: Mam już dość, nie moge już, mój M patrzy na mnie i krzyczy: przyj głowkę już widać. Lekarz patrzy na mojego M i mowi: to raczej moja kwestia ;o)
      • 4lasica Re: poród na wesoło:))) 06.05.12, 11:28
        Ostatnia faza porodu, a ja mówię do lekarzy i położnych,że mają dać mi odpocząć (bo wydawało mi się że one ciągle mi coś robią) i tak jak koleżanka wyżej już napisała "niech Pani odpoczywa między skurczami" myślę sobie WTF??? "między"???? jakie "między"??? nie ma "między" są tylko skurcze!!! i mówię że już nie dam rady, że idę do domu tylko niech mi torbę podadzą bo się schylić nie mogę i że przyjdę niedługo... innym razem... teraz to ja se sama jedna w domu urodzę!!! Wtedy wchodzi lekarz i mówi skoro jest Pani tego pewna, to niech idzie. To ja z powrotem się pcham na łóżko i krzyczę g...no Pan wie!!! Nigdzie nie idę!!! I nie wyjdę do póki mi dziecka nie wyciągniecie!!! Lekarz się śmiał, a pielęgniarki już do samego końca ostrzegały mnie przed każdym swoim dotykiem smile No i pytanie koleżanek "bolało"??? odpowiadam taaa "a jak bardzo"??? to odpowiadam, że na porodówce nie ma kilku kafelek na ścianach - BO JE WYGRYZŁAM!!!! ( może trochę złośliwie, ale nie pyta się obiety o takie przeżycia od razu po przejściach smile ) teraz odpowiadam po prostu tak i nie komentuję dalej smile
        • incepcja Re: poród na wesoło:))) 23.07.12, 21:13
          Dlaczego taki fajny wątek ucieka? Mnie tam wszystko nie bawi w tych opisach, ale fajnie się czyta smile
          • masak-rua Re: poród na wesoło:))) 23.07.12, 23:17
            to napisz coś od siebie smile
            • niuniusia210284 Re: poród na wesoło:))) 27.07.12, 12:31
              To ja napiszęsmile Przed podaniem oksy lekarz obiecał że dostanę gaz jak tylko będę miała 6 cm rozwarcia, trzymałam się tego jak tonący brzytwy bo bolało bardzo, w końcu nastąpił ten wielki moment, dostałam gaz, kilka głębokich, szybkich wdechów i naćpałam się, odlecialam, poczulam się jak w niebie bo przestało bolećsmile Ogólnie od podania oksy do wyskoczenia Młodego minęła może godzina i przez ten czas zachowywałam się jak panienka z Egzorcysty, darłam się niesamowiciesmile Podczas parcia stwierdziłam że idę do domu, pier... nie rodzęwink No i wody chlupnęły na 2 metry takie miałam ciśnieniesmile
              • incepcja Re: poród na wesoło:))) 27.07.12, 15:47
                Ja się do opisywania swojego porodu nie spieszyłam, bo nie wspominam go zbyt dobrze. Rodziłam w 2004 roku. Od 19 tc leżałam z różnymi przerwami na OCP - przedwczesne skurcze. Źle to przechodziłam, strach o dziecko, ciągłe kroplówki z fenoterolu, zero wsparcia od męża, który wtedy kończył studia... Z koleżanką z sali (moja towarzyszka doli i niedoli - mamy kontakt do dziśsmile dostawałyśmy normalnie głupawki. Znałyśmy oddział na wylot i obyczaje tam panujące, wiedziałyśmy kiedy pielęgniarki śpią na dyżurze i wtedy podkradałyśmy im czekolady smile jak sobie teraz pomyślę...
                Tydzień przed porodem wysłali mnie do domu. Któregoś dnia rano zobaczyłam, że mam mokra wkładkę podbarwioną krwią. Pojechaliśmy do szpitala na IP i ja od razu wypaliłam, że odeszły mi wody smile zabrali mnie piorunem na oddział, położna zbadała i mówi, że chyba im się coś na IP pochrzaniło, bo wody to mi się dopiero sączą i żebym pochodziła trochę z taką wielką podpaską to zobaczymy czy mnie dawać na testy oxy czy nie. Pamiętam co dziewczyny mówiły o tych testach i powiedziałam sobie, że w życiu. Poszłam do wc zlałam wodą podpaskę i jak położna zobaczyła to przebiła bo pęcherz. Momentalnie dostałam skurcze o powrocie na OCP nie było już mowy. Wcześniej pielęgniarka powiedziała mojemu mężowi, żeby jechał do domu bo dzisiaj na pewno nie urodzę, wtedy zadzwoniłam do niego WRACAJ RODZĘ. Wsadzili mnie do wanny z bąbelkami, ale czułam się w niej źle. Ta woda tak głośno bąbelkowała, ale siedziałam, bo skurcze mniej bolały. W pewnym momencie nie wytrzymałam i mówię wyłażę stąd. Pielęgniarka leci i pyta po co wychodzę a ja "że boje się że mnie prąd kopnie". Jej mina bezcenna smile To mówi, żebym poskakała na piłce a ja "że jeszcze się dygnę do tyłu i kto mnie podniesie". No to co chce pani robić??? Rodzić! To proszę na łóżko, jak zajrzała to wrzask, że tu już poród i żebym parła. Kiepsko mi to szło, nie umiałam mimo, że w szkole rodzenia mówili co i jak. Pielęgniarka mówi do drugiej, że tu trzeba pomóc to szybko załatwić, bo nie wytrzymają z taką marudą. Nie bardzo pamiętam ile ja razy parłam, w pewnym momencie brakło mi sił i zaczęłam wrzeszczeć k..... ja już nie mogę. Wtedy lekarz nacisnął mi na brzuch i dziecko wyskoczyło. Pierwsze słowa lekarza "chłopak"!!! No ja myślę, przecież miał być chłopak! "A nie dziewczynka" i dają mi ją na brzuch. Jaka dziewczynka???? Miał być chłopak!!! To chyba jakaś pomyłka. Czułam się jakbym brała udział w ukrytej kamerze. Potem szycie a córka do ważenia itd. Pielęgniarka ją zabiera a mąż "gdzie ja pani zabiera" Pielęgniarka mówi, żeby poczekał, że zaraz ją przyniosą a ten "że mowy nie ma jeszcze mu ja podmienią".
                Już na sali jak przynieśli mi córkę to czułam się strasznie. Dziecko było sinawe, z wielką wybroczyną na nosie - wyglądała jak indor, druga na czole i jeszcze jedna na skroni. Wyglądała jak mój teść. Płakać mi się chciało. Myślałam sobie co ze mną nie tak? Widziałam drugą dziewczynę z sali jak zajmowała się dzieckiem, rąk nie mogła od niego oderwać. A ja marzyłam tylko żeby zniknąć i nic nie musieć. Na drugi dzień córka zaczęła robić się żółtawa, no tego jeszcze brakowało. Przytargali inkubator, założyli jej okularki a ja się cieszyłam, że mam ją z głowy... Zasnęłam, pielęgniarki ją dokarmiały. W nocy obudził mnie płacz, zerwałam się, mała płakała. Wtedy we mnie coś pękło. Wzięłam ją na ręce i patrzyłam jakbym ją pierwszy raz widziała. Przecież to moje dziecko! Oj jeszcze teraz jak to pisze to chce mi się płakać. Nigdy nikomu o tym nie mówiłam, wstydziłam się przyznać, że nie zakochałam się w dziecku od pierwszego wejrzenia. Byłam w jakimś amoku...nie wiem jak to nazwać. Potem było już normalnie, kocham córkę najbardziej na świecie, nie wyobrażam sobie, że miało by jej nie być.
                Mam nadzieję, że teraz będzie inaczej. Planowana ciąża, ja już doświadczona z kochającym facetem z boku. Podobały mi się te wszystkie Wasze wątki o porodach, bo jakoś tak mimo, że humoru w nich za bardzo nie dostrzegłam to poukładałam sobie to wszystko. Wiem już teraz jak być może a jak nie musi. A nie! był taki post gdzie się uśmiałam, to ten w którym facet myślał, że dwuosobowa sala to jest dla niego i dla żonysmile normalnie jakbym swojego słyszała...
                Do porodu mam jeszcze hen hen... Dzięki dziewczyny za ten wątek smile
                • 2-aleksandra1981 Re: poród na wesoło:))) 03.11.12, 22:25
                  up . Boskie wink
                  • rulsanka Re: poród na wesoło:))) 04.11.12, 11:26
                    Ja miałam autentycznie wesoły poród. To był termin porodu a ja od wczoraj masowałam sobie intensywnie brodawki, coby przyspieszyć. Miałam skurcze co 3-15 minut. Tego dnia najpierw pokłóciliśmy się z mężem, potem pogodziliśmy, potem umyłam 2 okna, drzwi i podłogę - no i zauważyłam krwawy śluz na majtkach.
                    Zastanawiałam się czy to czop, czy śluz szyjkowy, niemniej postanowiłam jeszcze nie jechać do szpitala. Zamiast tego pojechaliśmy do moich rodziców, zobaczyć noworodka - prawnuczkę mojego taty, a moją cioteczną wnuczkę (między innymi idea była taka, że widok noworodka rozhula akcję porodową). Dzieciątko było słodziutkie, rodzice mili. Trochę pogadaliśmy, zjedliśmy ciasto i pojechaliśmy odebrać starszaka z przedszkola. Ponieważ śluzu było coraz więcej, a ja chciałam rodzić w Domu narodzin, 35 kilometrów od nas - zdecydowałam, że pojedziemy się zbadać.
                    Na IP trafiliśmy dopiero o 19, jakieś 6 godzin po pojawieniu się śluzu. Okazało się, że mam jeszcze 2 cm szyjki i mnie odesłali, kazali wrócić za 2-4 godziny na kontrolę.
                    Wróciliśmy więc do rodziców męża, gdzie był zostawiony starszy syn. Jest godzina 21. Położyłam się spać, ale zaczęły mnie męczyć skurcze i były już na tyle bolesne, że leżeć się nie dało. Postanowiłam się wykąpać. Skurcze były już regularne, co 3 minuty, bolesne, a ja w najlepsze kręciłam sobie włosy na szczotkę. Będę ładnie wyglądać na zdjęciach porodowych, myślałam.
                    Fryzurka się przydała.
                    Po uczesaniu się pojechaliśmy znowu na IP. Zrobiono mi ktg i czekamy, wypełniamy papiery. Ja w czasie skurczu biegam po korytarzu, bo strasznie boli, nie mogę usiąść ani stać. Poród to maraton, mówią. Ale nie wiedziałam, że dosłownie... Poźniej okazało się, że biegałam tak ponad 2 godziny i naprawdę się zmachałam. Położna odbierała w tym czasie 2 poród. Ja nadal z 1 cm szyjki. Mąż biegał za mną, bo kazałam mu w tym czasie masować sobie lędźwie.
                    W końcu trafiłam na salę porodową, idąc z trudem powstrzymałam się od wymiotów (mało wesołe) i od razu weszłam do wanny. Pierwsza myśl - szkoda, fryzura mi się zniszczy...
                    W tym czasie rozwarcie zrobiło się nagle 4 cm.
                    Rodząc wydawałam z siebie różne pornosowe jęki i to też było nawet śmieszne.
                    Potem przyszły parte. Jak młody ukazał już swoją główkę, położna mówi - dotknij go, dotknij. A ja myślę - jejku, nie chcę go dotykać, bo wtedy już całkiem zwątpię, że TO się tamtędy przeciśnie. No ale w końcu dotknęłam. smile
                    Jak już leżałam z młodym przy piersi, napomknęłam coś położnej o moich odgłosach i że boli mnie gardło. A ona - dobry poród to taki, po którym gardło boli bardziej niż krocze.
                    A jeszcze co do fryzury, to wcale się nie zniszczyła w tej wannie, choć przesiedziałam tam cały poród. I rzeczywiście, zdjęcia ładne.
    • 18lipcowa3 Re: poród na wesoło:))) 04.11.12, 10:08

      > I w tym momencie przyszły tatuś co robi?? Wyjmuje z kieszeni telefon i dzwoni
      > do kolegi: Cześć Rafał. Słuchaj, taka sprawa jest: Aga rodzi... (tu
      > gratulacje od kolegi) ... i tak się właśnie zastanawiamy czy może warto brać
      > to znieczulenie zewnątrzoponowe. Mhhh... Tak... Bo ona się tak dziwnie
      > wije... Chyba zaczyna ją boleć...



      Nie wierzę, po prostu nie wierzę.
      To jest ''poród na wesoło''?
      Przeciez to jakaś kpina z ciebie. Męzuś z kolegą konsultowal czy podać ci zzo?
      Jezus maria.
    • dmuchawcelatawce Re: poród na wesoło:))) 04.11.12, 11:20
      Jeszcze nigdy nie slyszalam, zeby komukolwiek przytrafil sie porod na wesolo. Dobrze jak nie ma dramatu i wszsystko przebiega szybko, sprawnie i prawidlowo, ale to nie oznacza, ze odrazu nalezy obwieszczac, ze to porod na wesolo.
      Szkoda mi to mowic niestety , ale wiekszosc z tych opowiesci, to silenie sie na wesolosc takie 'robienie dobrej miny do zlej gry".
      • dmuchawcelatawce Re: poród na wesoło:))) 04.11.12, 11:22
        Tez mnie uderzylo nie wiem jak to nazwac skapstwo, glupota czy miejmy nadzieje chwilowa utrata rozumu meza , ktory widzac wijaca sie z bolu zone, konsultowal z kolega czy dac jej zzo. Powiem szczerze. Malo to smieszne. Nawet bardzo malo.
        • 18lipcowa3 Re: poród na wesoło:))) 04.11.12, 15:43
          dmuchawcelatawce napisała:

          > Tez mnie uderzylo nie wiem jak to nazwac skapstwo, glupota czy miejmy nadzieje
          > chwilowa utrata rozumu meza , ktory widzac wijaca sie z bolu zone, konsultowal
          > z kolega czy dac jej zzo. Powiem szczerze. Malo to smieszne. Nawet bardzo malo.


          to jest straszne
        • ms229 Re: poród na wesoło:))) 05.11.12, 16:22
          wydaje mi się, że zbyt poważnie podchodzicie do tematu,
          w wielu przypadkach porody tu opisywane moze nie są zabawne w momencie gdy trwały ale po jakimś czasie miło się je wspomina, nie ukazują one "głupoty mężów" jak to opisujecie ale ich chwilową bezmyślność co zdaża się każdemu przy dużym stresie,
          odkryłam to forum ponad trzy lata temu w pierwszej ciąży i przeczytałam całe co zajęło mi kilka dni ale radości jaką mi przyniosło nie zapomnę nigdy, całkowicie rozładowało mój przedporodowy stres dzięki czemu wiedziałam, że na wiele rzeczy poprostu nie mam wpływu a mój luby może się dziwnie zachowywać, ja zresztą też smile.
          może zamiast okazywać swoją "wyższość" bo jest się takim "normalnym" poprostu nie wchodźcie na to forum
          • kasiamalpa Re: poród na wesoło:))) 05.11.12, 17:24
            w szpitalu wylądowałam przeddzień cc,
            Kazałam mężowi przyjść następnego dnia na trakt ok g10.
            Poprosiłam a nawet wymusiłam na nim,aby założył ładną koszulę( nie wiem co mi strzeliło do głowy,ale miałam taką potrzebę wtedy hihi wink
            Położna od rana szykuje mnie na cc, kroplówka itp.pyta się czy będzie mąż chciał czekać na "nas"przed salą operacyjną?ja mówię,że tak.
            położna" to musi mieć takie ubranko ochronne zanim wejdzie na trakt"
            to ja mówię, że mąż czeka przed drzwiami na oddział i że jest ubrany w taką ładną koszulę ( a wcale nie wiedziałam do końca czy ją rzeczywiście założył,bo gadałam z nim przez tel tylko rano a jeszcze nie widziałam z nim)
            położna wyłazi przed trakt i krzyczy " który to Pan ma taką ładną koszulę?....bo nie przyda się i tak,bo mam ubranko dla niego na wierzchsmile
            Wszedł mąż,ubrany na zielono smile w ten kubraczek szpitalny,
            położna mówi,że obuwie ochronne w automacie na dole musi dokupić jeszcze(w tym momencie dałam mu buziaka i poszłam cewnikować się)
            Jak wrócił w tych bucikach pod salę operacyjną,to wynieśli mu od razu synka pokazać.
            Natomiast podczas znieczulenia
            tu popisał się anestezjolog pytając" motylowi między oczy" ?chodziło o mój tatuaż na lędźwiach centralnie wzdłuż kręgosłupa-którego w trakcie znieczulenia,oglądała cała ekipa zgromadzona na sali.
            po operacji...
            Na sali jestem z koleżanką tez po cc,rozgadane na maxa.... ,wchodzi pielęgniarka o g22."cały oddział Panie słyszy,spać już proszę ,przecież jesteście po morfinie,czemu jeszcze nie śpicie?"Dam Wam kolejną dawkę o g.24.
            Za 5 min wraca i mówi"a dam Wam teraz jednak te morfinę" smile
            za 30 min przychodzi znów" jesteście narkomankami czy co?"czego dalej nie śpicie po dwóch dawkach morfiny?
            Zasnęłyśmy o 4 smile bo już się widno robiło za oknem smile
      • 18lipcowa3 Re: poród na wesoło:))) 04.11.12, 15:43


        dokladnie, zwlaszcza podejscie niektorych mężów
        a one ha ha ha i hi hi hi
        ja bym zabiła zamiast sie cieszyc


        ale wiekszosc z tych opowiesci, to silenie sie na
        > wesolosc takie 'robienie dobrej miny do zlej gry".
        • 4lasica Re: poród na wesoło:))) 06.11.12, 22:15
          mój ulubiony wątek znów ożywa smile upupup smile mnie tam humor poprawia bardzo i jest zabawny smile piszcie dziewczyny więcej smile z chęcią poprawię sobie humor smile
          • tol8 Re: poród na wesoło:))) 07.11.12, 20:22
            poród pierwszy

            Rano w niedzielę odchodzi czop śluzowy - siedzę cicho i nic nikomu nie mówię.
            Wieczorem o 20 jesteśmy na IP na KTG - wszystko ok, dostaję żel na rozwieranie szyjki i wracamy do domu.
            Dojeżdżamy do domu, przy wysiadaniu z auta pojawia się pierwszy skurcz - jest 21.
            M idzie spać, położna powiedział że urodzę do rana. Wlewam wodę do wanny, biorę gazetę, zegarek, kartkę i długopis. Mamy przyjechać jak skurcze będą co 5 minut.
            Koło 23 skurcze są co 7 minut, 0.30 są co 3 - nic to - pierwszy poród, może tak ma być ???
            O pierwszej dzwonię do położnej, że nie ma tych skurczów co 5, za to są takie co 2 smile
            Panika i jedziemy !!!
            Sam poród - oxy plus chamski lekarz...

            Drugi poród

            Leżę w łóżku, 0.30 na zegarze i czuję, że mokro się robi...Budzę M że wody odeszły, że jedziemy - na to M: poczekaj, na 5 mam budzik nastawiony... Huknęłam, że jedziemy teraz i już !!! Wody się sączą, a on na to że przecież tak mu do auta nie wsiądę, bo zaleję mu siedzeniasmile

            W szpitalu, już po porodzie, po traumatycznym pierwszym szyciu próbuję uciec z fotela - na szczęście rozsądna położna wzywa anestezjologa. Pani anestezjolog wpada, ja coś podpisuję i nagle wypalam do niej:
            Ale ja się po tym obudzę???
            Na to ona:
            Tak, 20 minut i będzie po wszystkim
            Ja z pełną powagą, leżę w rozkroku na łóżku porodowym:
            BO WIE PANI, JA DOPIERO CO DZIECKO URODZIŁAM !!!
    • malgosiek2 Re: poród na wesoło:))) 01.06.13, 21:17
      A może jeszcze parę historii?
      • kochamjesien79 Re: poród na wesoło:))) 12.06.13, 14:16
        Mój poród tak w ogóle to nie był wesoły. Skończył się dobrze, i o to chodziło.

        Ale było coś co teraz przy opowiadaniu mnie śmieszy. Miałam butelkę 1,5 l wody. I coś mi się chyba w głowę zrobiło ( ?) bo powiedziałam mężowi żeby mi dawał pić w zakrętce od tej butelki.... I on tak mnie poił.... Położne myślały najpierw że to jego pomysł, ale kiedy powiedział ze ja tak zarządziłam nie skomentowały tylko popatrzyły po sobie. W ten sposób, w nakrętce, wypiłam cała wodę.

        I jeszcze coś. W trzecim trym. lubiłam odpoczywać w pozycji kolankowo-łokciowej, w domu, na podłodze. W szpitalu, kiedy skurcze stały się bolesne też przyjęłam tę pozycję, na podłodze. Położne nic mi nie powiedziały, ale wzięły męża na bok i spytały go czy może przekonać żonę żeby klęczała na łóżku.
        • mb75 Re: poród na wesoło:))) 25.06.13, 13:36
          Cudny wątek wink

          Przyjęli mnie na oddział w dniu terminu (cukrzyca), po podłączeniu ktg okazało się że tętno spadło, potem się wyrównało ale już musiałam bez przerwy pod tym ktg leżeć. Masakra, bo ta pelota się zsuwała i gubiła tętno. Ja oczywiście w stresie. Za którymś razem widzę że tętno spada, wyświetlacz pokazuje już 45 ale nikt nie przychodzi. Akurat do sali weszła salowa z mopem podłogę myć. No to się pytam, czy może poprosić położną, bo coś się z tętnem dzieje. Na co salowa pstryk! - wyłączyła ktg i mówi że jest ok.

          Zamurowało mnie w pierwszej chwili ale jak mi mowa wróciła to zawołałam położną - okazało się że tętno było ok, tylko pelota się przesunęła.
    • madame_julietta [...] 20.07.13, 13:38
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
      • malgosiek2 madame_julietta,proszę usunąć komercję z sygnaturk 20.07.13, 18:22

    • madame_julietta [...] 20.07.13, 13:41
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
      • miaau c.d.n. 27.08.14, 14:09
        podbijam smile
        odkopuję wątek, który czytałam w 2011 r. przed moim porodem..

        mój poród był bardziej długi niż wesoły, rozbawiła mnie tylko jedna sytuacja:
        wody odeszły mi w domu, szybko podpaska, suche spodnie i do samochodu..
        jedziemy.. i czuję jak mi wody chlustają, spodnie mokre, fotel samochodowy mokry..
        mówię do m.: chyba pomoczyłam fotel..
        a on: nie martw się, kupimy nowy..

        hehe, za bardzo byłam zestresowana żeby pytac czy nowy fotel czy nowe auto, ale trochę mnie to rozbawiło wink
Inne wątki na temat:
Pełna wersja