estel7
06.11.06, 11:06
Jestem w połowie ciąży w zeszłym roku zaczęłam studia doktoranckie - ot tak
dla siebie.Wszystko było ok dopóki nie zaszłam w ciaże - 100% planowaną
chciana i wyczekaną. Najgorzej jest z teściową - co u niej jestem to sie pyta
czy juz przestałam studiować. Męzowi za moimi plecami mówi ze przecież
doktorat nie jest potrzebny do urodzenia dziecka. Że pracy nie rzucam też żle
(przechodzę na pół etatu) nieważne ze nas nie stać. poza tym nie chce.
gdyby to była tylko teściowa - ale co chwila ktoś sie mie pyta czy rzucam
studia a jak sie dowiaduje zę nie to jest albo niezmiernie zdziwiony albo
oburzony. Wiadomo ze bedzie trudniej - ale czy to znacy ze trzeba od razu
zrezygnowac? Czy to taka zbrodnia że interesuja mnie też inne sprawy niz moje
dziecko?
czy Wam tez zdażało się takie potępienie dlatego ze nie rzucacie wszystkiego z
powodu tego ze pojawia sie dziecko?? Dobrze ze moi rodzice i mąż są cudni i
kochani i zastanawiaja sie jak mi to ułatwić a nie jak mnie zniechecic.
Przepraszam za taką ilość żalu ale potrzebowałam to wyrzucić z siebie.