Coś dobrego o porodzie, please - Obiecałam

IP: *.* 06.12.01, 12:30
Przed chwilą przeczytałam post Anety pt. Mój poród, w którym pisze o swoim trudnym, ale pięknym porodzie. Ja też obiecywałam, że opiszę swój jak tylko wróciłam ze szpitala, ale wiecie, jak to jest z Maleństwem w domu - nie ma czasu na dłuższe pisanie. (Przepraszam!!!! będzie długi post, nie wiem, czy komuś będzie się chciało go czytać :().Do szpitala położyłam się 23 października, ponieważ było już tydzień po terminie i ani śladu skurczów przepowiadających. Pogoda była paskudna, ciężkie, ciemne chmury nad miastem, a sala porodowa z oknem z widokiem ze wzgórza. Po wypełnieniu wszystkich formalnych papierków pojechałam z Izby Przyjęć od razu na trakt porodowy. Tam zrobiono mi lewatywę - nie oponowałam, ponieważ lewatywa jest dobrym środkiem naskurczowym. Kazano mi krążyć w pobliżu łazienki, żebym zdążyła w razie czego do ubikacji. Niestety, półgodzinne chodzenie ani nie wywołało skurczów, ani nie spowodowało przeczyszczenia :what:. W związku z czym moja lekarka (której zdaje się śpieszyło się) kazała mi iść na trakt i podłączono mi pompę infuzyjną z oksytocyną. Szczerze mówiąc, po oksytocynie wszystko powinno było pójść szybko. Hmmm, jestem oporna, nie poszło :lol:. Oksytocyna pompowała się we mnie od 10 do 14. Podczas tego całego czasu mogłam stać albo leżeć na worku sako, nie bardzo mogłam chodzić, ponieważ byłam przypięta do KTG i pompy. Pod koniec tego okresu poczułam jakieś pobolewania dołem brzucha - jak przy miesiączce. O 14 odstawiono oksytocynę. W badaniu było raptem 4 cm rozwarcia (czyli tyle, ile rano), a szyjka macicy ciągle gruba. Położna zadecydowała, że trzeba mi dać obiad i położyć mnie spać. Nie chciałam iść na swoją salę, ponieważ z pewnością tam bym nie zasnęła (3 inne mamy z dzieciaczkami, popołudniowe odwiedziny, kąpanie dzieci itp.), więc uparłam się, że zostanę na trakcie, zwłaszcza, że nic się nie działo - było cichutko i spokojnie. I wiecie co? Zasnęłam sobie na łóżku porodowym. Położna nastawiła mi radyjko, męża wysłała do domu na obiad. Stwierdziła, że na pewno obudzą mnie solidne skurcze. Cóż, obudziłam się o 17 - bez skurczów, nawet przeszło to pobolewanie dołem brzucha :what:. Zjadłam kolację i o 19 poddałam się - poszłam (ciągle z brzuchem :cry:) na swoją salę. Mąż jeszcze ze mną pobył do 21, potem oczywiście miał być pod telefonem. Po jego odejściu porozmawiałam sobie na korytarzu z koleżanką, która była w podobnej sytuacji jak ja i następnego ranka miała dostac oksytocynę. Około 23 zachciało mi się spać, a koleżanka zaczęła czuć skurcze. Poszłam na salę. Aha, dopiero o tej godzinie zaczęła działać lewatywa w jej podstawowym zastosowaniu :) - jestem wyjątkowo oporna. Jak się później okazało, zaczęła działać też na drugi sposób - o północy obudziły mnie trochę skurcze. Zainteresowało mnie to, że są regularne (co 5-6 minut i trwają ok. 30 sekund). Nie były przyjemne, ale dało się wytrzymać. Nie był to ból, tylko takie gniecenie. W końcu zaczęły przechodzić w lekkie bóle w okolicach krzyża i już miałam dzwonić do lekarki, kiedy około 1 się skończyły. No to poszłam spać. Około 3 było podobnie, ale też się skończyło. O 7 zadzwoniła spanikowana moja lekarka, dlaczego ja nie rodzę i czy w takim razie nie decyduję się na cesarskie cięcie (chociaż tętno płodu przez całą noc było OK i rano też). Powiedziałam, że pomyślę po badaniu. Około 8 przyszła do pracy i powiedziała, że po raporcie mnie zbada, ale żebym myślała o cięciu cesarskim. No nie chciałam. W końcu z dzieckiem było wszystko OK, a na mojej sali leżała dziewczyna, która miała podobną sytuację i powtórkę oksytocyny po 2 dniaca 6 cm i zgładzona szyjka!!!! Na dobrą sprawę przespałam pierwszy okres porodu. Natychmiast dostałam znowu oksytocynę i aż się bałam, że mąż nie zdąży. Ale przyszedł, jak mi zakładali wenflon o 9.15. Położna powiedziała, żeby umawiał się z dzieckiem na 11.15. Przed 10 stwierdziła, żeby szykowali dla niej wcześniej zestaw, bo będzie szybciej i o 10.20 urodziłam Luizkę!!! Bóle? Cóż, jako takich nie miałam, tylko takie gniecenie, trochę jak "rżnięcie" dołem brzucha. Nieprzyjemne było, gdy czułam bardzo silną chęć parcia, a położna kazała mi odczekać 5 skurczów partych. Pamiętam, że wyszła, a ja kazałam mężowi ją zawołać, bo liczyłam do piątego skurczu i bałam się, że jak ona nie zobaczy, że mam skurcz, to każe mi dłużej wytrzymywać. Między skurczami prawie zasypiałam, więc się regenerowałam. Potem nieprzyjemny był moment, gdy czułam ucisk na odbytnicę. Koniec końców parłam 2 razy i to bez skurczu (myślę, że dlatego, że Luizka była dwukrotnie opętlona wokół szyi i położna chciała skrócić poród). A potem? Pytałam, czy żyje, bo nie płakała (nałykała się wód płodowych w końcu zaczęła mówić Be Be), a jak położyli mi ją na piersi i zaczęła ssać? Cudowny moment, zwłaszcza, że gdy mi ją zabierali, to wczepiła się malutkimi łapkami w cyc i nie chciała puścić :). Na koniec (po szyciu krocza - niemiłe, ale z dzieckiem na piersi, to nie czuć) chcieli mnie odwieźć wózkiem na salę, ale zdziwiona powiedziałam, że po co, pójdę sama. I poszłam sama z traktu na salę. Dziewczyny z mojej sali patrzyły na mnie jak na ducha - 2 godziny wcześniej wyszłam mówiąc, że idę rodzić, a tu już jestem z dzieckiem i w dodatku nie słychać było żadnych krzyków. Podkreślam, że w trakcie całego porodu nie dostałam ŻADNYCH ŚRODKÓW PRZECIWBÓLOWYCH!I jeszcze jedno - już następnego dnia poród wydawał się tak odległy, jakbym to nie ja rodziła albo ja, ale całe wieki temu. Myślę, że tak to jest z każdą z nas - kiedy już wyczekane dzieciątko jest z nami, staje się najważniejsze i wszystko inne schodzi na dalszy plan.Powodzenia, wszystkie ciężarówki, wszystko będzie dobrze!!!!:hello:Kasia R mama Luizy, która jutro skończy 6 tygodniPS. Po rozmowie z moją babcią stwierdziłam, że stosunkowo łatwy poród może być dziedziczny - moja prababcia poszła do sadu zrywać jabłka, a jak zaczął się poród, to podobno sąsiadka ledwo zdążyła przyjąć moją babcię do fartucha! Moja babcia z kolei urodziła dwoje dzieci i mówi, że w ogóle nie krzyczała. Co do mojej mamy, to trudno powiedzieć, jaki byłby poród naturalny, bo ja urodziłam się jako jedyne dziecko cięciem cesarskim.K.
    • Gość edziecko: guest Re: Coś dobrego o porodzie, please - Obiecałam IP: *.* 06.12.01, 13:26
      Slicznie to opisałaś tylko do pozazdroszczenia ja muszę poczekać do kwietnia ale bardzo dobrze mnie nastawił twój list.Dziękuję i pozdrawiam niech się Luizka dobrze i zdrowo chowa.Magda
      • Gość edziecko: guest Re: Coś dobrego o porodzie, please - Obiecałam IP: *.* 06.12.01, 14:41
        :o))) Super poród Kasiu. Ja jestem w 32 tygodniu. Termin mam na 7 lutego. Dziekuję za to co napisałaś, bo chociaż ja osobiście się nie boję porodu (póki co przynajmniej) to wiele kobiet, które to przeszły straszą mnie, że strasznie boli itp. A przecież każda przechodzi to właściwie inaczej prawda ? Ucałuj malutką córeczkę o ślicznym imieniu Luiza. Jakbym miała córeczke, to dałabym jej też takie imie albo Marika.Ale mam w brzuszku maleńkiego chłopczyka, którego kocham całym moim serduszkiem i cieszę się, że jest chłopczykiem. Już się nie moge doczekać dnia przyjścia na świat naszego maleńkiego syneczka. Całuję. MISSY
    • Gość edziecko: guest Re: Coś dobrego o porodzie, please - Obiecałam IP: *.* 06.12.01, 15:32
      Kasiu, opis super (oczywiście przeczytałam od początku do końca) gratuluję tak dobrego porodu i... zazdroszczę (wszystko jeszcze przede mną).Magdzi
    • Gość edziecko: guest Re: Coś dobrego o porodzie, please - Obiecałam IP: *.* 08.12.01, 21:33
      Slicznie opisalas Kasiu i jak zwykle z doza dobrego humoru :-))) Ja przy pierwszym porodzie troche krzyczalam (a wlasciwie jeczalam glosno) no ale to bylo 10 godzin, a teraz przy Madzi to tylko troche pomarudzilam i poszlo ...PozdrowieniaAga i banda ;-)))
    • Gość edziecko: guest Re: Coś dobrego o porodzie, please - Obiecałam IP: *.* 12.12.01, 12:14
      Dziękuję wszystkim 170 dziewczynom, które przeczytały mój długaśny opis porodu! E-dziecko to super sprawa - czasami kanapa u psychoanalityka, a czasami - tak jak tu - wielkie grono koleżanek, którym można się zwierzyć ze swoich przeżyć!Cudownie, że jesteście!:hello:Pozdrawiam wszystkie obecne i przyszłe mamyKasia R mama Luizy, która dopiero co się urodziła, a już dziś skończyła 7 tygodni!!!
Pełna wersja