OPISZCIE SWÓJ PORÓD!

IP: *.* 08.12.01, 23:30
Przeczytałam opis porodu Kasi R i to nasunęło mi myśl, abyśmy opisywały swój poród, ku wiadomości przyszłych mam. To nie po to, żeby straszyć. Ból, wiadomo, zawsze jest. Ale przecież to najpieknieszy dzień w naszym życiu. Więc dlaczego nie się nim podzielić z wszystkimi zainteresowanymi. Co Wy na to?
    • Gość edziecko: guest Re: OPISZCIE SWÓJ PORÓD!-Ja pierwsza IP: *.* 08.12.01, 23:54
      Mój poród przebiegał następująco. Ponieważ pod koniec ciąży miałam zatrucie ciążowe od 36 tygodnia leżałam na OCEPIE w szpitalu.Wiedziałam, że będę miała cesarkę (duża wada wzroku). Lekarz prowadzący powiedział, że wyznaczą mi termin pod koniec 38 tygodnia. Zdziwiłam się i zmartwiłam, bo myślałam, że nastąpi to jak pojawią się pierwsze objawy. Z nienacka. A tu masz. Nie dość, że cesarka to jeszcze wyznaczą termin i żadnej niespodzianki. Tłumaczyli się, że tak jest bezpieczniej, bo co by było, gdyby pojawiły mi się pierwsze objawy,a tu w "poczekalni" do sali operacyjnej czekałoby 10 kobiet? Musiałabym czekac, a w moim przypadku to nie byłoby wskazane. Powszechnym jest, że przy zatruciu ciążowym występuje wysokie ciśnienie. I u mnie takowe się pojawiło. Termin przeunęli na początek 38 tygodnia. Tak więc jak szłam do szpitala myslałam, że będę leżeć 5 tygodni (tyle miałam do terminu), potem skróciło się do 4, potem do niecałych trzech. Moje napięcie rosło (nie mogłam się doczekać). Aż tu pewnej nocy (4,5 tygodnia do terminu, 4 dni po przyjściu do szpitala) ciśnienie wzrosło mi do b wysokich rozmiarów. Powstała mała panika wokół mojej osoby. Jakieś kroplówki, leki. Zaczęłam wymiotować, miałam mroczki przed oczami, potwornie zaczęła boleć mnie głowa. Czułam się gorzej niż kobiety rodzące. One przynajmniej mogły chodzić. Ja, ani leżeć - głowa bardziej bolała, ani chodzić-,bo mroczki. A do tego wymioty.Już miałam czarne mysli, ze tego nie przeżyję. Trwało to jakieś 4 godziny.Pomimo tych wszytskich medykamentów, które wlano we mnie, ciśnienie nie spadło, a nawet jeszcze wzrosło. Lekarz dyżurujący zaprosił mnie na salę operacyjną. Strasznie bałam się o dzidziusia- przecież to był jeszcze 8 m-c. Lekarz stwierdził, że bardziej zaszkodziłby mu dalszy pobyt w brzuszku. On tam już by nie rósł, a przy takim cisnieniu mogłoby dojść nawet do niedotlenienia łożyska, a potem jego. I tak znalazłam się na stole z mężem u boku (zdążył przyjechać). wkłucie w kręgosłup, rozcięcie, wyjęcie Michałka, zaszycie - niecałe pół godziny. Ja z tego porodu niewiele pamiętałam. Dali mi jakiegoś głupiego Jasia. Michalka pokazali na chwilę, zapewnili, że jest zdrowy, wydolny oddechowo i że nie potrzebuje inkubatora i zabrali na oddział wcześniaków. A mnie na salę pooeracyjną. Jedno z tamtąd pamiętam. Było mi baaaaaaardzo zimno-to efekt znieczulenia. Przykryli mnie chyba 5 kocami,a ja trzęsłam się jak w galarecie i usnęłam. Spałam jakieś 6 godzin. Potem zabrali mnie na Oddział Poporodowy i przywieźli Małego na karmienie. Wszystko bolało , ale jak Michalek zaczął ssać, przestało, a w nasze okno zajrzało słońce i zagląda do dziś.Nie tak sobie wyobrażałam ten dzień, choć w pewnym sensie było tak jak chciałam, z nienacka. Ale był to najpiekniejszy dzień w moim życiu.
      • Gość edziecko: guest Re: OPISZCIE SWÓJ PORÓD!-Ja pierwsza IP: *.* 08.12.01, 23:56
        trochę pomieszałam z tymi tygodniami. Do szpitala poszłam 34/35 tygodniu.
        • Gość edziecko: guest Re: OPISZCIE SWÓJ PORÓD!-Ja pierwsza IP: *.* 09.12.01, 02:05
          Moje porody: koszmar (zwlaszcza drugi, tzw. "fizjologiczny", po cesarce za pierwszym razem): tak niewiele brakowalo, zeby bylo cudownie, a z powodu kilku niekorzystnych okolicznosci bylo do dupy (doslownie). Efekt: milej wspominam cesarke, zaluje, ze sie nie uparlam za drugim razem na ciecie, bo teraz mam dziecko do rehabilitacji. A moglo byc tak pieknie. Marze, zeby o tym zpomniec. Marna pociecha dla oczekujacych.
          • Gość edziecko: guest Re: OPISZCIE SWÓJ PORÓD!-Ja pierwsza IP: *.* 09.12.01, 23:34
            No coz moj opis bedzie krotki zupelnie jak porod.godz.2.oo poczulam cos cieplego miedzy nogami, lezalam jeszcze jakies 5 minut i zastanawialam sie czy obudzic meza, przecierz lekarz ktory ogladal mnie niedawno stwierdzil ze za 2 dni to moze urodze ale napewno nie dzisiaj.No ale znowu poczulam to samo i bol, wiedzialam ze sie zaczelo potem pamietam tylko ze lezalam pod prysznicem, potem na podlodze nie moglam sie podniesc ani polozyc na lozku, chcialam wdychac gaz ale nie moglam sie nad tym skoncentrowac. Chcialam znieczulenie i przerazala mnie mysl ze jak beda robili zastrzyk to nie moge sie ruszac a mnie tak bolalo, ze zwijalam sie na podlodze. za chwilke poczulam glowke ale polozna stwierdzila, ze za wczesnieale ja naprawde czulam glowke jakos mnie polozyli na lozko jakies 5 parc moj maz nie po tej stronie co trzeba (zamiast trzymac mnie za reke to on wyciagal Natalie) polozna zapytala mnie czy chce lustro aby zobaczyc jak Natalia wychodzi -pomyslalam -glupia czy co? co tu ogladac? (dzis zaluje), godzina 3.42 Natalia na moim brzuchu, i wtedy nie wiedzialam ze to Ona i nawet mnie nie ciekawilo czy to chlopak czy dziewczynka bo wazne bylo ze to dziecko jest juz z nami.PozdrowieniaMarta mama Natali
            • Gość edziecko: guest Re: OPISZCIE SWÓJ PORÓD!-Ja pierwsza IP: *.* 10.12.01, 15:27
              Moniu - witam w klubie, bo ja z kolei przespałam moje bóle z pierwszego okresu porodu - też się spodziewałam czegoś O WIELE GORSZEGO i nie myślałam, że to to.. Ale Tobie gratuluję zwłaszcza tego pchania malucha :)!:hello:Kasia R mama Luizy prawie 7-tygodniowej, która wreszcie usnęła słodko, po raz pierwszy od samego rana
    • Gość edziecko: guest Re: OPISZCIE SWÓJ PORÓD! IP: *.* 09.12.01, 12:26
      A ja napiszę coś pozytywnego :-)))Termin pierwszego porodu miałam wyznaczony na 12 kwietnia 1995 r. To miała być środa. Byłam pewna, że tą ciążę przenoszę przynajmniej o tydzień. Nie miałam żadnych bóli przepowiadających, o których jako przyszła pierworódka tyle się naczytałam. Bałam się strasznie, tym bardziej, że we wszystkich książkach pisze, że u pierworódek porody trwają około kilkunastu godzin. Przyszła niedziela, 9 kwietnia, poszliśmy z mężem na obiad do rodziców, a potem do cyrku, dla rozrywki. Po pierwszej połowie zaczęły mnie pobolywać plecy, tak jakbym miała dostać okres, pomyślałam, ooooooooo, bóle przepowiadające. I siedziałam dalej. Bóle powtarzały się, ale ja spodziewałam się czegoś bardziej bolesnego, a nie takich tam bóli. Ponieważ zaczęłam się kręcić w niewygodnych ławkach cyrkowych, mąż stwierdził, że widocznie to nie był dobry pomysł z tym wypadem do cyrku, bo tam nie ma oparć i tak dalej. Pod cyrkiem pchałam jeszcze z mężem malucha, który nie chciał odpalić, i pojechaliśmy na kolację do rodziców. To było około 19.30. Zjadłam kolację i oglądałam telewizję, gdy nagle mama stwierdziła, że jakoś dziwnie wyglądam, że jakby mi się brzuch opuścił itd. Bóle nadal były bardzo słabe, ale już co 5 minut, chociaż mamie powiedziałam, że co 15. A mama, jak to mama - dziecko, jazda do szpitala. Pojechałam sobie spokojna, pewna, że to napewno nie to, bo to prawie wcale nie boli. Po badaniu lekarz stwierdził, że owszem, skurcze są, ale nie ma rozwarcia. Na pocieszenie powiedział mi, że jak się postaram, to za 5, 6 godzin urodzę. Ja przestraszyłam się, ale nie bólu, tylko tego, że każą mi leżeć cały czas na łóżku porodowym, zrobią lewatywę itp. Ale cóż, zabrali mnie na salę porodową i położyli. Była godzina około 20.30. Leżałam sobie, czekając na jakieś przerażające bóle, a tu nic. Dalej bóle takie same... Tylko częstsze. Położne przy swoim stoliku rozmawiały o cyrku, że nie poszły, bo to służba nie drużba, a ja im na to, że ja byłam i nic ciekawego nie było. A one w śmiech, jak to, leżę tutaj, a jeszcze mi się chce o cyrku gadać. Jedna z nich po badaniu stwierdziła, że zadziwiająco szybko robi mi się rozwarcie. A ja nic nie czułam, tylko - fakt - badanie bolało. O godzinie 21.30 przyszła znowu mnie zbadać i mówi: OOOOO, to my już rodzimy????Ja byłam w większym szoku niż ona, wierzcie. Zadzwoniła po lekarza, przyszła do mnie i każe przeć. Ja znowu, oczytana, spodziewałam się około 15 minut parcia, a tu niespodzianka, po pierwszym bólu partym, a nawet przed jego końcem, usłyszałam krzyk dziecka!!! Daria urodziła się o 21.35!!! Ważyła 3450 g i miała 57 cm. A ja byłam w szoku, że to już. Musięli mnie naciąć, bo akcja za szybko się potoczyła, a ja nic nie czułam. Gdy lekarz przyszedł i było już po wszystkim, stwierdził, że jestem stworzona do rodzenia dzieci. Wcale nie było tak długo jak w książkach i tak boleśnie, jak słyszałam od koleżanek. I powiem Wam szczerze, że w ciąży miałam gorsze zatwardzenie, niż bolał cały poród :-))))
      • Gość edziecko: guest Re: OPISZCIE SWÓJ PORÓD! IP: *.* 09.12.01, 17:53
        No cóż, wiele opowiadań z porodów jest już w eDziecku w pracach konkursowych (wejście od strony głównej), kto jeszcze tam nie dotarł, to zapraszam, mój jest trzeci od góry :-) .
        • Gość edziecko: guest Re: OPISZCIE SWÓJ PORÓD! IP: *.* 09.12.01, 18:14
          Ja tez napisze cos o swoim porodzie, poniewaz wspominam go bardzo, bardzo dobrze (nasza coreczke urodzilam 22 listopada, wiec nie cale 3 tygodnie temu). Bol no coz oczywiscie byl, najpier maly, a potem stawal sie coraz silniejszy, ale naprawde do wytrzymania. Mialam wspaniala opieke mojego meza, poloznych i lekarza, super wyposazona sale porodowa do dyspozycji, ale to nie jest najwazniejsze, najwazniejsze to, ze caly czas czulam wielka sympatie ze strony personelu i ich opieke.Zaczelo sie calkiem normalnie. Zaczely odchodzic wody plodowe o godz. 22.00, wiec z mezem udalismy sie do szpitala. Tam przyjeto nas bardzo serdecznie, ja bylam juz bardzo wystraszona, polozna w sposob dla mnie "tajemniczy" poprostu rozladowala moj strach. Zbadano mnie i stwierdzono, ze jeszcze nie ma skurczy, ale polozono mnie na sali, maz dostal lozko obok, wiec bylismy caly czas razem. O 7.00 rano poczulam pierwsze skurcze, ale bardzo lekkie, ktore z kazda minuta coraz bardziej sie nasilaly.My bylismy przygotowani na porod w wodzie, ale aby wejsc do wanny musialam poczekac do odpowiedniego rozwarcia. Bol coraz bardziej sie nasilal probowalam wszystkiego, chodzilismy po schodach, spacerowalismy, cwiczylam na pilce. Polozna przygotowala mi kapiel ze swieczkami i zpachem lawendy, ale bol coraz bardziej dawal sie we znaki. Probowalam wszystkich pozycji i w koncu polozna stwierdzila ze czas na wode i ... okazalo sie ze wytrzymalam tam tylko 20 minut (ja ktora twierdzilam ze inaczej nie urodze, ze porod w wodzie jest najlepszy dla matki i dziecka, ktora tyle dobrego slyszalam i czytalam o tym). Poprostu porod w wodzie byl nie dla mnie!Lepiej bylo mi na kleczkach, potem na krzesle polozniczym, nastepnie w ramionach meza i jeszcze pre innych pozycji. Jedna polozna masowala mi plecy, druga stopy, a bol stawal sie coraz silniejszy. O godz. 22.00 przyszedl lekarz i zapytal czy nie chce znieczulenia, ja zapytlam tylko ile to wszystko moze trwac, on stwierdzil ze prawdopodobnie zakonczy sie wszystko nad ranem, poniewaz akcja porodowa idzie bardzo powoli. Razem z meze podjelismy decyzje o znieczuleniu. Dostalam znieczulenie, jednak ja upieralam sie ze niechce duzo, tylko tyle, by choc troche zmniejszyc bol. I faktycznie bol byl duzo mniejszy, skurcze czulam nadal. Bardzo mi to znieczulenie pomoglo.O 5.00 rano urodzilam nasza kochana coreczke Olenke. Obydwoje z mezem poplakalismy sie ze wzruszenia, byla to dla mnie najszczesliwsza chwila w zyciu. A wymiarow 51 cm i 3850 g nie zapomne do konca zycia.Teraz porodu boje sie duzo mniej, zawdzieczam to szpitalowi i mojemu mezowi.Serdecznie pozdrawiam Aneta
    • Gość edziecko: guest Re: OPISZCIE SWÓJ PORÓD! IP: *.* 09.12.01, 12:52
      Jak Was tamto nie znudziło to przeczytajcie drugą część, było inaczej, ale na 100% nie gorzej :-)))Termin drugiego porodu miałam na 16 lipca 1999 r. Ale w tej ciąży miałam trochę kłopotó, stawianie się macicy itp. Lekarka kazała leżeć, ale ja nie mogłam uleżeć nawet godzinki, znowu mnie nosiło. Wg USG wyszło, że dziecko jest chyba starsze, bo większe. Więc podczas regionalnego święta - Dni Tomaszowa, odbywających się pod koniec czerwca, chodziłam całe trzy dni, żeby wywołać dzidzię na świat. Już nie chciało mi się być w ciąży, wiecie, upał, nogi puchną, i noś tu człowieku taki brzuch przed sobą. Ale chodzenie nic nie dało. 12 lipca miałam wizytę kontrolną, po badaniu dowiedziałam się, że może za trzy dni najwcześniej. To była godzina 19.30. Poszłam sobie na pieszo jakieś trzy kilometry po starszą córkę, zjadłam ze smaczkiem loda toffi, odebrałam dziecko i [poszłam na plotki do koleżanki. Zadzwoniłam jeszcze do mamy i męża, że wszystko w porządku, dziś napewno nie urodzę :-)))U koleżanki byłam do 22.30. Potem kawałeczek do domu, cztery minutki spacerkiem, położyłam córę spać, była godzina 23.00. I wtedy jak mnie złapało!!! Ból w krzyżu i w brzuchu, CIĄGŁY!!! Bez żadnej przerwy, ale bez przesady, do wytrzymania. Mąż miał przyjechać z pracy o 24.00. więc pomyślałam, spokojnie, bez paniki, przez godzinę nic się nie stanie, przecież nie mam telefonu, a dziecka samego w domu nie zostawię. Tylko... zamiast usiąść albo położyć się, odpocząć, to mnie zaczęło nosić po pokoju, robiłam sobie spacerki. Przeszła północ, w pół do pierwszej, męża nie ma... O pierwszej wyszłam zadzwonić do sąsiadki, ale usłyszałam że przyjechał, więc wróciłam do mieszkania, zostawiając otwarte dzrzwi. Stoję w przedpokoju, oparta o pralkę, on wchodzi, a ja sapię : HU HU HI HI HU HU HI HIOn zdezorientowany, a ja do niego - dzwoń po mamę, niech przyjeżdża do dziecka, a my do szpitala. Kiedy dzwonił z komórki do teściowej, odeszły mi wody. Teściowa przyjechała o 1.15, w szpitalu byłam o 1.20. Na Izbie przyjęć nie chcieli mnie przyjąć, bo nie miałam skierowania - lekarz mi nie zdążył wypisać, bo miałam rodzić w innym szpitalu. A ja na to, czy mam urodzić dziecko na ulicy?W końcu zawieźli mnie windą na salę, bez badania, nic. Położyłam się na łóżku, popatrzyłam na zegarek, była godzina 1.30. Położna zaczęła spisywać wywiad środowiskowy, a ja rodziłam już główkę. Kiedy ją zawołałam, to skwitowała to: Pani myśli, że pani tak szybko urodzi? Ale gdy podeszła, to jej mina się zmieniła. Znowu telefon do lekarza, ale ten znowu nie zdążył przyjść, bo o 1.33 Sara już była na świecie :-))) Ważyła 4300 g i miała 55 cm. Gdy mi ją pokazali, myślałam, że nie ma uszu, bo poliki jej zasłaniały :-)))Tak więc dziewczyny, które nie rodziły, ważne jest także nastawienie, wcale nie musi być strasznie, może być nawet przyjemnie, nie wspominając o tym, że sam cud narodzin jest najwspanialszą chwilą w naszym życiu i żeby nie wiem jak bolał, to o bólu zapomina się w chwili ujrzenia dziecka. I z tej chwili pamięta się wszystko :-)))Zapamiętajcie więc jak najwięcej, i aby było tak łatwo, szybko i przyjemnie jak u mnie. Pozdrawiam :-)))
    • Gość edziecko: guest Re: OPISZCIE SWÓJ PORÓD! IP: *.* 09.12.01, 20:29
      Ja poczekam do marca i opisze ten najnowszy, bo trzech to mi sie nie chce ;)
    • Gość edziecko: asia_t Re: OPISZCIE SWÓJ PORÓD! IP: *.* 10.12.01, 08:47
      A ja napisze cos wybitnie pozytywnego!!!!! Urodzilam 29 listopada, wiec niecale 2 tygodnie temu. Odbylo sie to tak: bylam w 34 tygodniu, blizniaki, mial byc porod naturalny. We srode rano odeszly mi nagle wody, pojechalismy piorunem do szpitala, na szczescie maz zmusil mnie w weekend do spakowania torby. :-) w szpitalu wzieli mnie na porodowke, ale nie mialam skurczow zadnych... po kilku godzinach trafilam na patologie. Chcialam wytrzymac jeszcze kilka dni, zeby sie maluchom plucka rozwinely. No i tak sobie lezalam, w nocy mialam skurcze co 2-3 minuty... ale nic nie mowilam, bylam podlaczona do fenoterolu, nie pomagalo... rano o 7 zawiezli mnie na porodowke, hihi, rozwarcie 3 cm, szyjka mieciutka... a moj maz SPI. Dzien wczesniej zawiozl mnie do szpitala i pojechal sie bronic! :-) troche to bylo za duzo jak na niego. Lekarka mnie postraszyla, ze za 2 godziny bedzie po wszystkim, balam sie, ze Sebastian nie zdazy. hihi. Dostalam znieczulenie, moj lekarz na szczescie przyszedl na dyzur, i skurcze sie skonczyly... tak sobie lezalam, czekalam na meza, cos tam mnie czasem bolalo, ale lekko... troche poskakalam na pileczce, jesc mi sie chcialo koszmarnie, bo nie zalapalam sie na sniadanko... :-) ok. 15 lekarze stwierdzili, ze to JUZ. dostalam dreszczy, chyba z emocji straszliwych, balam sie bardzo. A potem parlam kilka minut, i juz Andrzejek byl na swiecie. Bez bolu, bez wysilku jakiegos, nawet sie nie spocilam. No, wazyl 2300, wiec oczywiscie byl malutki. Obsikal mamusie na powitanie. Kamilek nigdzie sie nie wybieral, przebili mu pecherz, kilka razy parlam, 20 minut pozniej Kamilek byl na swiecie. Niestety owinal sie pepowina i troche bylo o niego strachu, ale za chwile darl sie rozkosznie. :-) wiecie, to jest piekna muzyka w uchu mamy, bo wiadomo, ze plucka ma silne. :-) zwlaszcza przy wczesniakach. Potem urodzilam jeszcze lozysko. Moj maz wyszedl rozmawiac i sms-owac z polowa swiata, lekarz mnie szyl i opowiadal dowcipy... bylo FANTASTYCZNIE. naprawde. trafila mi sie super-ekipa, fantastyczne polozne i przemily lekarz, w ogole porod wspominam jako przyjemne, wesole wrecz przezycie. :-) ja moze jestem wariatka, ale to prawda. trzymam kciuki za wszystkie, ktore maja to przed soba! jesli sie da - wezcie znieczulenie. wbijania drenu nie czulam wcale, a najbardziej sie tego balam. :-) pozdrawiam wszystkieAsia
      • Gość edziecko: guest Re: OPISZCIE SWÓJ PORÓD! IP: *.* 10.12.01, 10:55
        Mój poród wspominam jako coś niesamowitego.Zaczęło się w niedzielę rano kiedy poczułam silne bóle takie miesiączkowe. Obudziły mnie o 4.30. Poleżałam trochę w pozycji modlącego się muzułmanina po czym o 5 rano poczułam się strasznie samotna i obudziłam męża, że to chyba już i żeby zjadł ze mną śniadanie. Zjedliśmy, wykąpałam się i zasnęliśmy. Obudziłam się i okazało się, że żadnych skurczy nie ma. Po paru godzinach około 12 pojawiły się znowu. Były tylko nieregularne co 10, co 15 minut. Ponownie zaczęło się w poniedziałek rano kiedy poczułam silne bóle ale już nie takie miesiączkowe tylko inne dużo bardziej bolące. O 5 rano poczułam się bardzo samotna i obudziłam męża, że to chyba już i żeby zjadł ze mną śniadanie. Ponownie zjedliśmy, wykąpałam się, położyliśmy się spać i ...skurcze przeszły. Około 10 postanowiłam coś z tym zrobić. Poszliśmy na spacerek, na którym ćwiczyłam sobie, a jak przychodził skurcz opierałam się o najbliższe drzewo i głęboko oddychałam. Było fantastycznie - ładna pogoda, zieleń i ja prawie rodząca. No właśnie prawie skurcze o różnym natężeniu i różnej częstotliwości męczyły mnie już 30 godzin a ja dalej na tym spacerku. Pojechaliśmy do szkoły rodzenia, gdzie prowadząca pokiwała głową i kazała uzbroić się w cierpliwość. Poszliśmy na pizzę. Po drodze łapały mnie skurcze -opierając się o różne buddynki, ławki i murki oddychałam głęboko. Do godz 23 ilość i jakość(konkretny ból) rozwinęły się na tyle, że postanowiliśmy jechać do szpitala. Poród miał być rodzinny ze specjalną salą poporodową - super wyposażoną itd. Po przyjeździe okazało się, że rozwarcie to ja mam malutkie, a lekarz którego już nigdy nie chcę widzieć powiedział, że to może trwać jeszcze trzy dni. Po czym postanowiono położyć mnie na patologii ciąży, a męża który miał być cały czas przy mnie odesłano do domu. Oczywiście popłakałam się. Na szczęście na korytarzu spotkałam koleżanki ze szkoły rodzenia. Podano mi relanium, które miało albo przyspieszyć, albo spowolnić akcję porodową. I kazano położyć się spać. JAK MOŻNA SPAĆ KIEDY CO JAKIŚ CZAS BIODRA SA ROZRYWANE NIESAMOWITYM BÓLEM. Stałam na korytarzu opierając się o parapet i co skurcz prosiłam o śmierć. Około 4 rano poszłam do położnych i powiedziałam, że muszą coś zrobić bo ja dłużej nie wytrzymam. Była to jakaś nieprzyjemna zmiana, powiedziały, ż4e nie mogą mi pomóc, ale jak jestem taka uparta to one zawołają lekarza. Lekarz przyszedł - inny i powiedział, że co prawda rozwarcia nie ma ale coś się skraca i że BĘDZIEMY RODZIĆ. I że mają mi zrobić lewatywę. Chyba jeszcze nikt tak jak ja nie ucieszył się na dźwięk tego słowa. Od tej pory było super, zrobiono mi lewatywę dla mnie sama przyjemność, zadzwoniłam po męża znowu była 5 rano. przeniosłam rzeczy do tego fajnego pokoju. Obok była sala porodowa. Wykąpałam się - przyszedł lekarz i znowu dostałam relanium. Powiedzieli, że mam się przespać. Udało mi się to na pół godziny. Mąż co skurcz masował mi kręgosłup, lub biodra. Co jakiś czas przychodziła położna badała rozwarcie, przy naciąganych 4,5 cm podano mi oksytocynę (godz12). Ucieszyłam się jeszcze bardziej, bo wiedziałam że to już na pewno niedługo. W którymś momencie zapytałam pani Madzi co myśli o znieczuleniu. Na co stwierdziła, że bez sensu i że zaraz urodzę. W międzyczasie ściągnęła mnie z łóżka na worek sako. Pamietam jedno najdłuższy skurcz trwał 28 kafelków. Po pewnym czasie powiedziała no to będziemy rodzić. I po 8 skurczach partych przyszło na świat najcudowniejsze dziecko na świecie - moja córeczka 3000 kg/56 cm. Po zaszyciu, mąż wziął mnie na ręce i przeniósł do pokoju obok. Zaraz potem przyniesiono mi córeczkę. Czułam się jak nowo narodzona szczęśliwa i wypoczęta. Pozdrawiam wszystkie przyszłe mamusie i ....każdy poród kiedyś się skończy.
      • Gość edziecko: guest Re: OPISZCIE SWÓJ PORÓD! IP: *.* 10.12.01, 12:10
        bardzo pozytywny i pocieszajacy mail :-)ja tez mam blizniaki i nie moge sie zdecydowac czy bym wolala naturalnie, czy cesarke.na razie sprawa otwarta, gdyz chłopię jest jasiem wedrowniczkiem i zalicza wszystkie możliwe pozycje (ostatnio miednicowa). dodam, ze dziewczynka grzecznie od samego poczatku glowka w dol.w naturalnym najbardziej przeraza mnie to, ze nie czuję sie przygotowana, bo nie chodzilam do szkoly rodzenia (nie zdazylam przed sensacjami wskutek ktorych wskazana jest glownie pozycja horyzontalna).bylabym pewnie spokojniejsza po takiej szkole, a czy by to cos pomoglo to inna sprawa...Asia, takie znieczulenie naprawde pomaga????pozdrawiam serdeczniealina
    • Gość edziecko: guest Re: OPISZCIE SWÓJ PORÓD! IP: *.* 11.12.01, 22:15
      Witajcie mamy więc i ja do Was dołączę :hello: Od maja jestem najszczęśliwszą na świecie mamą. Na synka czekaliśmy kilka lat no i doczekaliśmy się :-)Moja ciąża nie należała do najłatwiejszych. Do końca nie wiedzieliśmy, czy to będzie chłopczyk, czy dziewczynka... uparciuszek tak się układał na USG, że nie było widać. Ostatnie tygodnie ułożył sie miednicowo (główka do góry), miałam nadzieję, że przed porodem obróci się poprawnie... ale cóż. To było w piątek (37-my tydzień), oglądałam TV (byłam u mamy w B-stoku, mój mąż musiał wyjechać do W-wy). Maleństwo kręciło się jak nigdy dotąd, ale spokojnie poszłam spać.W nocy (ok. 2:00) poczułam, że coś jakby we mnie pękło... zaczęło się lać... tak mocno.... Wiedziałam - to już! już się zaczęło. Z wrażenia cała drżałam.... strasznie się bałam. Zaczęłam wołać mamę. A ona spokojnie do mnie podeszła, powiedziała, że nie trzeba się bać, że wszystko będzie dobrze, żebym uważnie słuchała położnych, bo one są po to by pomóc.. i żebym nie krzyczała, bo to nie pomoże ;-)Poszła na parking po samochód, tata pomógł mi zejś po schodach... cały czas drżałam... pojechałyśmy do szpitala.Tam dyżurna przyjmująca zasypała nas setką pytań (wtedy wydawało mi się to wiecznością), na większość zaczęła odpowiadać mama, zawsze była nadopiekuńcza ;-))... zaczęły się skurcze... szybkie i dość mocne. Uśmiechałam się do mamy, a ona popatrzyła i powiedziała - "już czujesz?" ;-) Zawieziono mnie na salę porodową. Położne cały czas ze mną rozmawiały, jedna poszła zadzwonić po mojego męża (tak się bałam, że będzie szybko jechał), ale ona obiecała, że powie mu, żeby jechał powoli, bo poród nie trwa krótko. Skurcze były coraz mocniejsze. ZZa ściany słyszałam straszne jęki (rodziła inna kobieta)... i chyba to bardziej mnie przerażało, niż mój poród. Po badaniu (niestety bardzo nieprzyjemne) położna stwierdziła, że mogę dalej rodzić, bo maluszek jest główką do dołu... więc sobie tak rodziłam jeszcze 2 godzinki (to boli, ale można wytrzymać... cały czas w duchu się modliłam - bardzo, bardzo mi to pomagało).Kolejne badanie, rozwarcie 2-3 cm. Położna zrobiła przestraszoną minę: "to pupa a nie główka". Szybko zawołała lekarza, podpisałam jakiś dokument (zgodę na cesarkę) i zawieziono mnie do drugiej sali. Niestety już nie było czasu na wybór znieczulenia - dostałam pełną narkozę. Budziłam się powoli, słyszałam płacz chyba 100 dzieci (tak wtedy to czułam). Czułam straszny ból brzucha.... zaraz przybiegła położna i położyła mi coś na brzuchu, żeby zmniejszyć ból. Po chwili zobaczyłam kolejną siostrę, pokazywała mi słodkie maleństwo ciasno opatulone, z czerwoną buźką i zapuchniętymi oczkami. Od razu poinformowała mnie, że to synek, 55cm, 3300g i chyba najważniejsze: 10pkt. Pomyślałam - "to już po wszystkim, nareszcie". A to przecież dopiero początek ;-)Za chwilę zobaczyłam zapłakanego męża. To był najpiękniejszy dzień w moim życiu. Czuję, że narodziny tego maleństwa to cód i chyba jeszcze często będę do tego wracać wspomnieniami.ps. troszkę zazdroszczę mamom, którym udało się urodzić maleństwo naturalnie... może kolejnym razem i ja do nich dołączę ;-)
Pełna wersja