sfrustrowany mąż po szkole rodzenia - pocieszcie:(

17.11.06, 12:43
Od niedawna zaczęliśmy z mężem chodzić do szkoły rodzenia, głównie z mojej
inicjatywy, bo on uważał ze wszystko i tak wiadomo. Od początku chcieliśmy
rodzic razem, a ponieważ kiedy ja próbowałam cos mu podczytywać o porodzie
itp. Żeby się orientował jak to mniej więcej wygląda, on się frustrował a
potem mówił ze już za dużo się nasłuchał. Postanowiłam wiec ze przestane
cokolwiek na ten temat mówić a wszystkiego dowie się na szkole, będzie
cieszyć się ze to nie ja mu o tym mowie, i nie będzie się czuł głupio no bo w
grupie też są inni mężczyźni którzy słuchają. Wydawało mi się ze jest
wszystko ok. aż do wczoraj kiedy powiedział że jak tak się nasłuchał to on
już w ogóle nie ma ochoty na sex. Strasznie się zdołowałam i poczułam winna
no i zastanawiam się czy on jest mogole gotowy by uczestniczyć w porodzie.
On uważa że chce być przy nas bo wie że tak będzie mi łatwiej (i ma racje bo
ja czuje się przy nim bardzo bezpiecznie). Ale podłamuje mnie trochę ta jego
postawa. Rozumiem że takie informacje nie nastrajają go do pieszczot (mnie
też nie) ale czuję się tak jakby miał do mnie żal że go zmusiłam żeby tego
wszystkiego słuchał (powiedział jeszcze że gdyby on był ginekologiem to chyba
po miesiącu zostałby gejem, więc chyba trudno mu w tym sprawach złapać jakiś
dystans)
Napiszcie jak reagowali wasi partnerzy, czy niektórzy tez byli tacy
sfrustrowani po opowieściach o porodzie, nacinaniu itd. Czy im to przeszło?
Mi jest trochę przykro no bo w sumie to głównie ja będę cierpieć więc
powinien mnie chyba wesprzeć a nie wściekać że go to frustruje crying Dodam tylko
że to naprawdę w porządku kochany facet ... tylko mi tak jakoś przykro…sad((
    • doral2 Re: sfrustrowany mąż po szkole rodzenia - pociesz 17.11.06, 12:46
      współczuję małżonka niedojrzałego emocjonalnie..
    • dan155 Re: sfrustrowany mąż po szkole rodzenia - pociesz 17.11.06, 12:52
      Mój też kochany, też chodzimy do szkoły... W sumie u nas jest tak,że 2 razy w
      tyg. chodzą same babeczki a raz z mężami. Z facetami są ćwiczenia i oddychanie,
      wykład np. o znieczuleniach,opiece nad maluchami a kwestią nacinania, połogu i
      tak dalej zamęczam męża jak wracam z zajęć. Jest dzielny, ale to chyba
      faktycznie odbiera ochotę na pieszczotysmile Ale teraz jest taki czas- musimy
      przygotować sie do porodu, dla mnie to bardzo ważne. Powiedział,że to chodzenie
      do szkoły to dla niego pewne wyrzeczenie, wcale tam sie nie rwie, ale chce dla
      mnie, chce nauczyć sie oddychania w poszczególnych fazach, zeby mi pomóc gdybym
      z powodu bólu pogubiła się... Boję sie porodu, ale wiem, ze na męża mogę liczyć.
      Myślę, że może Twój mąż oswoi się z zajęciami, z przygotowaniami... i będzie
      wsparciem. Ciąża i poród są też trudne dla facetów- wszystko sie przecież w
      życiu zaczyna zmieniać wraz z dzieckiem...Powiedz mu może, że potrzebujesz go,
      że zależy Ci żeby nie tylko był przy porodzie, ale potrafił Ci przynieść ulgę
      pomagając w oddychaniu, masując obolałe mięśnie a w tych przygotowaniach pomogą
      zajęcia w szkole... Głowa do góry!smile
      • ania1551 Re: sfrustrowany mąż po szkole rodzenia - pociesz 17.11.06, 13:09
        Bardzo bardzo dziękuję Ci bardzo za wsparcie i zrozumienie. Może faktycznie
        niedługo się troche z tym wszystkim oswoi. Postaram się go więcej chwalić i
        docenić... dla mężczyzny te wszyskie intymne i trudne sprawy związane z szokiem
        może mogą go troche szokować. Lżej mi po twoim poscie Dziękuję
    • manab Re: sfrustrowany mąż po szkole rodzenia - pociesz 17.11.06, 13:03
      Przykre jest to, co piszesz. Jeśli już sama wizja porodu wywołuje u twojego
      męża takie odczucia jak niechęć fizyczna do ciebie, to niestety nie dojrzał on
      chyba emocjonalnie do partnerstwa. No i raczej nie ciągnij go na siłę na
      porodówkę, bo dozna traumy...
      • acsis Re: sfrustrowany mąż po szkole rodzenia - pociesz 18.11.06, 00:41
        --to niestety nie dojrzał on
        chyba emocjonalnie do partnerstwa.--
        co to za bzdurne, daleko posunięte wnioski??nie wiemy nic więcej o wspomnianym
        mężu więc darujmy sobie takie ocenianie. dziwne, ze wszytskie nagle maja takich
        wspaniałych, dojrzałych mężów, którzy wszytsko rozumieją, kochają, są
        romantyczni i wogóle ach i och. Tylko skąd tyle rozwodów i nieudanych małżeństw.
        Mój maż jest młody, faktycznie nie do końca dojrzały i właśnie dlatego nie będę
        go zmuszać do wspólnego porodu(przy pierwszym dziecku był za granicą więc kłopot
        z głowy). Niektórzy faceci tak po prostu mają,zresztą wyobraźcie sobie jakies
        prelekcje o nacinaniu prącia, albo małego ludzika wychodzącego z penisa-
        abstrakcja , nie? Dla faceta to też jest szok! Nawet ja, jak zobaczyłam film z
        porodu(a sama juz rodziłam) to sie przeraziłam , jak to wyglada! na 100% nie
        chcę by mój mąż (o ile się zdecyduje na wspólny poród)zagladał mi miedzy nogi!
    • viewiorka Re: sfrustrowany mąż po szkole rodzenia - pociesz 17.11.06, 13:03
      hm...
      Mój też nie palił się do szkoły rodzenia, ale chodził bez szemarania. Dla mnie.
      Nie odbierało nam to ochoty na seks. Przy porodzie też był.
      Tak się zastanawiam, czy twój małżonek nie należy do tych facetów, którzy
      po porodzie nie utrzymują z żoną kontaktów seksualnych. Skoro już przed
      porodem czuje niechęć, tzn. że samo słuchanie o tym go obrzydza.
      A co dopiero, jak zobaczy to wszystko na własne oczy?
      Bałabym się w takkim wypadku uczestnictwa męża przy porodzie.
      Może niech będzie przy tobie w I fazie, a na punkt kulminacyjny się zmyje?
      Mój stał przy mnie do końca. Był teoretycznie przy mojej głowie (pomagał mi przy
      parciu), ale i tak wszystko widział. Więcej niż ja.
      Tak czy siak, decyzja należy do Ciebie.
      I nie każdy musi uwielbiać słuchać o porodach i patrzeć na nie.
    • dan155 Re: sfrustrowany mąż po szkole rodzenia - pociesz 17.11.06, 13:29
      Aniu! Właśnie, też myślę, że czasem trzeba męża docenić za wysiłek,
      pochwalić... Przyznam, ze mi to przychodzi z trudem...choć to nie dlatego,żeby
      nie było za co pochwalićsmile Nie tylko kobitki potrzebują czuć sie docenione. To
      chyba jest tak,że my chcemy czuć się piękne (żeby nam mężowie o tym mówili), a
      mężczyźni chcą się czuć mądrymi (w oczach żony), docenianymi. To wszystko
      ludzkie potrzeby.
      Mam nadzieję,że gdy oboje będziecie się starali wspierać, będzie dobrze.
      Jesteśmy jak lustra - jak ktoś jest miły, doby to my też się staramy bardziej,
      takie to egoistyczne, ale taka natura.Więc jestem za tym żeby starać się
      doceniać partnera, okazywać zainteresowanie i czułość i wtedy i jemu będzie
      łatwiej okazać nam miłość. Podobno kobiety dzilą się na niewiasty i wiedźmy he
      he he. tak sobie myślę, żeby tylko nie być tą wiedźmą hi hi hi
    • judyta2000 Re: sfrustrowany mąż po szkole rodzenia - pociesz 17.11.06, 13:33
      Mój mąż chodził ze mną do szkoły rodzenia bez problemów. Miał być przy
      porodzie, tak zakładaliśmy do końca. Niestety kilka dni wcześniej złapał jakieś
      grypsko i wprawdzie był ze mną na sali, ale na sam moment porodu (u mnie było
      to w błyskawicznym tempie, mała urodziła się na drugim parciu) pielęgniarka
      kazała mu wyjść. Była to bardzo dobra decyzja, po porodzie cieszyłam się, że go
      nie było do końca. Nie chciałabym, żeby widział tę całą krew, cięcie krocza i
      poród łożyska. W sumie nie było go przy mnie 10 minut tylko. Teraz przy drugim
      porodzie też nie chcę, aby był do końca.
    • olamad Re: sfrustrowany mąż po szkole rodzenia - pociesz 17.11.06, 13:44
      Ja na Twoim miejscu głeboko bym się zastanowiła, czy mąż powinien uczestniczyć
      w porodzie. Sa niestety tacy mężczyźni - i nie ma to nic wspólnego z
      niedojrzałościa - którzy nie czują się na siłach, czy też nie chcą ogladać
      swojej małżonki w sytuacji, ze sie tak eufemistycznie wyraże, mało estetycznej.
      Zastanów sie proszę, od kogo wyszła inicjatywa wspólnego rodzenia.. Czy wogóle
      dałas mężowi szansę na wypowiedzenie swojego zdania? Czy z góry założyłas, ze
      on tam z Tobą bedzie i nie pozostawiłas pola do najmniejszej dyskusji??
      Poczytaj sobie forum etata - tam wypowiadaja sie panowie ze wszystkich stron
      barykady. I ci co byli i nie załują, i niestety także ci, którzy zostali
      niejako przymuszeni przez swoje małżonki do uczestniczenia w narodzinach
      potomstwa. Faceci są WZROKOWCAMI, i wielu z nich nie będzie juz w stanie
      spojrzeć na swą żonę jak na ponętną kochankę.. A jeśli piszesz, ze Twój mąż nie
      ma ochoty na sex już po zajęciach w szkole rodzenia, to pomyśl, co będzie po
      wspólnym porodzie..
      • leopoldina Re: sfrustrowany mąż po szkole rodzenia - pociesz 17.11.06, 17:46
        w szkole rodzenia położne podkreślają jak wielkie znaczenie ma męskie nasienie
        dla macicy i zachęcają panów do częstych pieszczot,
        jeden odważył się i zapytał, czy nie zrobi krzywdy dziecku albo nie spowoduje
        wczesniejszego porodu-tak to wytłumaczyła położna-psycholog, że niektórzy
        przebierali nogami-chcieli być w domu i "pomagać" żoniewink
        położne nie uczą nas oddychania a masażu relaksacyjnego, mężów uczą obserwować
        żony i symptomów porodu;
        właściwie to te spotkania dają więcej panom niż nam-nas pilnuje natura i instynkt;

        i najważniejsze:jak rozpoczną się skurcze to zalecają dla odwrócenia uwagi i
        jednoczesnego przyspieszenia akcji porodowej sex-ale taki niezapomnianysmilemężowie
        i partnerzy są zachwyceni.
    • anitka761 Re: sfrustrowany mąż po szkole rodzenia - pociesz 17.11.06, 17:52
      czesc
      niestety musze zgodzic sie z olamed. Moja starsza siostra bardzo chciala zeby
      maz byl przy porodzie. zaciagnela go do szkoly rodzenia a pozniej na porod.
      jarek bardzo ja kocha i dziecko tez i w sumie wszystko zrobil dla niej ale
      wbrew sobie. po porodzie przezyl straszna traume. poza tym czy jakies zwierze -
      ssak - wydaje potomstwo na swiat w obecnosci reproduktora. tak naprawde to
      szuka cichego konta.teraz jest taki trend rodzic we dwoje i wszystko jest ok
      jezeli facet sam tego chce i che tego kobieta ale jak jest cos nie tak to nie
      warto ciagnac go ze soba. wez matke czy siostre. on przyjdzie do ciebie zaraz
      po urodzeniu. to ze tak reaguje to nie znaczy, ze jest niedojzaly emocjonalnie
      czy cie nie kocha. zastanow sie bo nie warto nic robic na sile a pozniej
      zalowac. moje dziecko urodzi sie w kwietniu i jestem na tyle silna osoba , ze
      nie potrzebuje wsparcia meza. oplacam polozna aby dopilnowala wszystkiego i
      jestem z tego zadowolona. glowa do gory. dodaje, ze moj maz zapytal mnie czy
      bedziemy rodzic razem ale nie chce zeby patrzyl jak sie wydzieram, poce itd....
      ja nie chcialabym ogladac go w podobnej sytuacji i nie chce aby on ogladal
      mnie.
      • anitka761 Re: sfrustrowany mąż po szkole rodzenia - pociesz 17.11.06, 18:00
        przepraszam przy wyrazie dojrzaly nie wbilam r
      • wanilia1 Re: sfrustrowany mąż po szkole rodzenia - pociesz 18.11.06, 08:22
        Zgadzam się z anitką. Nic na siłę. Jeśli Ci mówi, że nie chce, to go nie bierz.
        Nie katuj go tym. Wejdź na forum "Mężczyzna" i zapytaj tam o ich wrażenia z
        porodu. Ja też nie będę rodzić z mężem, nie czytam mu o porodzie ani nie chodzę
        do szkoły rodzenia. Uważam, że poród to sprawa kobiety i uważałam tak jeszcze
        zanim poznałam mojego obecnego męża. Partnerzy są różni, a przez modę na
        rodzenie we dwoje możecie oboje być sfrustrowani. Pomyśl, kogo mogłabyś wziąć
        zamiast niego, jeśli nie chcesz rodzić z obcymi ludźmi.
    • jola427 Re: sfrustrowany mąż po szkole rodzenia - pociesz 17.11.06, 19:17
      Nie chcę Cię martwić, ale ja na Twoim miejscu raczej nie brałabym męża na
      poród. Jeżeli on nawet po wysłuchaniu opowieści o porodzie stracił ochotę na
      seks, to po porodzie będzie jeszcze gorzej. To chyba ten typ faceta, jest
      wrażliwy i takie rzeczy jak cierpienie, krew itd. powodują, że zmienia on
      podejście do własnej żony. Takich facetów lepiej nie wystawiać na taką próbę.
      Przecież jak go weźmiesz na poród, to zamiast zajmować się tym, czym trzeba, Ty
      będziesz myślała jak on się trzyma i co on pomyśli o tym. Poród to naprawdę
      niezbyt komfortowa sytuacja, nie dość, że nieestetyczna, to jeszce dochodzi
      cierpienie i często krzyk rodzącej. Dla kochającego męża to straszne przeżycie,
      dlatego on musi być pewny na 100%, że chce przy tym być.
      Rozwiązania są trzy. Albo bierzesz męża i wypraszasz w kulminacyjnym momencie.
      Albo bierzesz kogoś innego (mama, siostra, lub co doradzam opłacona położna).
      Albo bierzesz męża na cały poród i ryzykujesz.
      Wybór należy do Ciebie.
      Pzdr. Jola
    • truscaffka Re: sfrustrowany mąż po szkole rodzenia - pociesz 17.11.06, 19:38
      Witaj. Z moim mężem porozmawiałam szczerze. Uczciwie przyznał mi się, że nieco
      obawia się asystowac przy moim porodzie. Boi się widoku mojego cierpienia i
      swojej bezsilności. Z drugiej strony chciałby tam być, bo nie wyobraża sobie, że
      miałby zostawić mnie z tym samą. Od grudnia zacyznamy szkołę rodzenia. Myślę
      sobie tak - albo po tej szkole pozbędzie się swoich zahamowan, albo się w nich
      utwierdzi. Jeśli nadal po szkole będzie czuł jakieś obawy, blokadę czy niechęć,
      nie będę wywierać na nim presji. Na poród zabiorę "swoją" położną, i może mamę.
      I na pewno nie bede mieć żalu do męża. Wiem, ze mnie kocha, i że będzie
      wspaniałym ojcem, i to mi wystarcza.
      Myslę, że i Ty powinnaś uszanować uczucia męża,i nie zmuszać go do postepowania
      wbrew samemu sobie. Kazdy z nas jest inny, każdy z nas ma inną odporność. I
      bynajmniej nie swiadczy to o braku dojrzałości emocjonanej, jak napisałam Doral.
    • deela jak sie chlop boi to 18.11.06, 01:24
      go nie zmuszaj po co te nerwy wam obojgu?
    • zebra12 Wrażliwy przynajmniej jest! 18.11.06, 08:55
      Mój był owszem przy moich dwóch porodach, ale czytała sobie gazetę, gdy ja się
      wiłam z bólu. Raczej było mmu do śmiechu. Mówił, że cała PRZYJEMNOŚĆ po jego
      stronie! Miałam go dosć. Podczas parcia darł mi się do ucha: przyj, przyj, bo
      MUSISZ mi jeszcze sześcioro urodzić! Wolałabyś takiego faceta? Teraz oczekuję
      trzeciego dziecka i on stwierdził, że poród to nic takiego, bo to natura.
      Wogóle mnie nie rozumie, nie umie współodczuwać. Wymyślił sobie, żebym wzięła
      dziś dzieci do centrum, żeby zobaczyć jak on remontuje kamienicę. Nie bierze
      pod uwagę, że kończę 9 miesiąc, źle się czuję, ciężko mi chodzić, a co dopiero
      wlec się z dziećmi tramwajem do miasta. Ale cóż go to obchodzi...
    • monia19722 dlatego ja nie namawiałam swojego męża 18.11.06, 12:32
      piszesz, że wspólne zajecia to Twoja inicjatywa, moi znajomi po wspólnym
      porodzie zasiegają teraz rad specjalistów, bo facet sie "przyblokował" i nie ma
      ochoty na sex z żoną; z kolei mój brat brał udział w szkole rodzenia i porodzie
      i wspomina miło smile) więc nie mozna generalizować; ale jeżeli to sam facet nie
      jest na 100% zdecydowany i chętny na takie przezycie , nie ma co naciskać;
      decyzja powinna być wspólna i świadoma ; pozdrawiam
    • tiuia Re: sfrustrowany mąż po szkole rodzenia - pociesz 18.11.06, 13:42
      Myślę, że Twój facet należy do tych nieodpornych... Chyba niepotrzebnie
      wyciągnęłaś go do szkoły rodzenia. Nie każdy mężczyzna jest gotowy na
      uczestniczenie w porodzie. I myślę, że czasami lepiej to uszanować (o wiele
      lepiej to robi związkowi niż rodzenie z facetem, który kompletnie nie jest
      gotowy na te wszystkie widoki, nie wie jak pomóc rodzącej żonie, nierzadko
      jeszcze ją denerwuje swoją obecnością i jest u progu wytrzymałości psychicznej).

      Ja i mój facet do końca ciąży nie byliśmy pewni, czy jego obecność przy porodzie
      jest dobrym pomysłem. Na szczęście (albo i nieszczęście) okazało się, że muszę
      mieć cesarkę, i tyle było wspólnego rodzenia... Więc mój niemąż czekał na wieści
      na korytarzu szpitalnym (i tak był strasznie zdenerwowany i podekscytowany -
      więc swoje też przeżył). Teraz już jestem zadowolona z takiego biegu wydarzeń,
      on tezwink

      Dodam tylko, że chodziliśmy razem do szkoły rodzenia, zajęcia wspominamy bardzo
      fajnie. Ale jak mój facet zaczął się dowiadywać o nacinaniu krocza, robieniu
      kupy podczas parcia, itd, to bladł i czerwieniał na przemianwink I tak jak
      wcześniej chciałam żeby był ze mną przy porodzie, tak szkoła rodzenia zaczęła
      weryfikować moje poglądy na tą sprawęwink
    • roymiro1 Re: sfrustrowany mąż po szkole rodzenia - pociesz 18.11.06, 15:02
      Wydaje mi się że więszkość facetów reaguje w podobny sposób dlatego jestem
      przeciwna aby do szkoły rodzenia miały chodzić pary/małżeństwa-wiadomo, że
      takiego faceta mało co interesuje jak przystawia się dziecko do piersi jak
      opiekować się malcem itd...przecież powtarzanie tego ciągle i jeszcze zajęcia
      praktyczne mogą ich doporwadzić do frustracji i zniechęcić i tylko dlatego, że
      oni tego nie przeżywają tak jak my- i nic w tym dziwnego a po drugie przecież i
      tak trzeba będzi im to wsyzstko jeszcze raz powtórzyć lub pokazać już na
      maluszku- w życiu taki chłop nie zapamięta na kolejne 2 miesiące jaką
      temperature ma mieć woda do kąpieli - przyjdą i się spytają i wtedy
      zapamiętają. Żeczy związane z porodem dla nas też nie są jakąś cudowną sprawą
      tylko że my to odczujemy na własnej skórze i dlatego chcemy wiedzieć co i jak a
      taki facet wystarczy że raz mu powiemy jak to wygląda bez koneicnzości wdawanie
      się w szczegóły-chłopy to inny gatunek i może dlatego nie rodzą dzieci bo
      połowa z nich by tego nie przeżyła...
      Moja rada jest taka, że nie ma co namawiać na szkołę rodzenia jeśli nasz luby
      źle się czuje na zajęciachsmile
    • ania1551 Re: sfrustrowany mąż po szkole rodzenia - pociesz 18.11.06, 20:27
      Bardzo dziękuję Wam wszystkim za wypowiedzi, zwłaszcza te pełne zrozumienia i
      wsparcia. Trochę wczoraj rozmawiałam z mężem ale nie po to by go dręczyć że
      czemu tak powiedział dzień wcześniej itd. ale żeby podkreślić jak bardzo się
      cieszę że ze mną chodzi na szkołę ze mnie wspiera itd. Ale że też rozumiem
      jeśli nie jest pewien czy chce być przy porodzie. On powiedział że przy
      porodzie jak najbardziej chce być i w ogóle chyba było mu bardzo miło że mówię
      mu tyle miłych rzeczy. Jeśli chodzi o brak ochoty na sex i pieszczoty to też
      zupełnie mu ten problem przeszedł (przyznał tez ze on czasem czuje że to ja już
      nie mam na niego ochoty i że on rozumie ze mogę teraz nic nie chcieć ale czuje
      się trochę odrzucony i że już nie może się doczekać Az minie trochę czasu od
      porody i będzie tak jak kiedyś) Ogólnie spędziliśmy bardzo miły wieczór i
      troszkę się sobą zajęliśmy winkwinkwink A dziś jak byliśmy w odwiedzinach u rodziny
      to chwalił się ze w poniedziałek będzie się uczył na szkole rodzenia robić mi
      masaż znieczulający...(byłam w szoku) no cóż może wniosek z tego że mężczyźni
      tak jak i kobiety mają lepsze i gorsze dni i swoje dylematy. W każdym razie On
      nie chce słyszeć o osobnym porodzie i uważa ze za bardzo się przejmuje tym co
      On mówi, jak go zdenerwuję. Ogólnie czuję się dużo lepiej i po jego zachowaniu
      widzę że wcale nie stracił ochoty na przyjemności wink (ani ze swojej strony ani
      w dbaniu o moje). Wiem że będą i lepsze i gorsze dni ale jednak najlepszy
      sposób żeby mężczyzna trochę się otworzył to go docenić (i nie przejmować się
      tym co mówi jak jest zły, zmęczony i sfrustrowany). Jeszcze raz dziękuję Wam
      wszystkim za wsparcie i mądre słowa, a tym co tak podkreślały tą niedojrzałość
      gratuluję chodzących ideałów za partnerów smile
    • dorotakatarzyna Re: sfrustrowany mąż po szkole rodzenia - pociesz 18.11.06, 20:34
      Mój mąż był przy pierwszym porodzie, był bardzo dzielny i pomocny. Już po
      wszystkim powiedział, że gdyby wiedział że to tak wygląda, toby się nigdy nie
      ożenił i nie miał dzieci. Na szczęście następne dziecko samo się zaplanowało,
      ale drugie i trzecie już rodziłam sama. Poród jest okropny, i nie ma się co
      chłopu dziwic. Niejedna dziewczyna, która poczyta albo posłucha o porodzie,
      krzyczy że nigdy nie będzie miała dzieci.
Pełna wersja