Problemy emocjonalne a poród

28.11.06, 14:17
Szukam i szukam ale na ten temat nikt się nie wypowiada... czy tylko ja mam
ten problem? Dość trudno o tym mówic ale cierpię na silna nerwicę, która
przybrała również postać wegetatywną. Myślę czasem o dziecku, lecz... ciąża i
poród wydają mi się z pewnych względów nie do przejścia. Cc być może byłoby
akceptowalne... ze względu na krókotrwałość stresu i poczucie (może nawet
złudne, ale zawsze)kontroli nad sytuacją. Słyszałam o tym, że kobiety
panikujące w czasie porodu sn sa często przez personel poniżane, wyśmiewane,
czasem zdarza się nawet, że bite po twarzy w celu "uspokojenia". Jak to jest
z takimi delikwentkami jak ja? Co można zrobić? Z góry mówię, że dziękuję,
za wpisy typu "wychowanie dziecka to dopiero stres" itp. Podobne mędrkowanie
jak ktoś nie zna danej osoby, charakteru problemu oraz historii życia nie ma
najmniejszego sensu, a sprawia przykrość. Dzieki.
    • kocio-kocio Re: Problemy emocjonalne a poród 28.11.06, 14:25
      Istnieje coś takiego jak wskazania do wykonania cc.
      Wiem, że mogą być psychiczne, ale nie znam szczegółów.
      A co do bicia położnic - włóż raczej między bajki.
      • nelly11 Re: Problemy emocjonalne a poród 28.11.06, 15:44
        odpowiednio wypozarzysz kieszen lekarza majacego ci zrobic cesarke, i w trakcie
        kwiczenia innych dziewczyn na porodówce ty czekasz na swoja kolejke z "twoim
        stylem" w reku, nie obawiajac sie niczego, btw... cesarka to najlepsza rzecz
        jaka moze przydarzyc sie rodzacejwink)))
    • lilith76 Re: Problemy emocjonalne a poród 28.11.06, 16:24
      Nie pomyślałam o kontkacie z psychologiem?
      Przecież to nie wstyd, a jakość życia się zmienia.
      Ja korzystam, żeby moje przyszłe dziecko miało normalną, nie znerwicowaną matkę. Dlaczego miałabym mu to robić sad
      • malwinette Re: Problemy emocjonalne a poród 28.11.06, 17:09
        Załatw sobie lepiej ta cesarkę, choćby "awaryjnie". ja znerwicowana okrutnie
        zdecydowałam się na prywatny szpital w celu zrobienia cc na życzenie.W końcu po
        namowach lekarza, zebym choć spróbowała i obietnicach, że tylko jedno moje
        słowo i robią cięcie urodziłam "normalnie". Myśl, że jak tylko będę chciała cc
        to je dostanę uspokoiła mnie na tyle, ze byłam wzorową połoznicąsmileCo prawda
        gdybym kiedykolwiek miała jeszcze rodzić w swym życiu, to raczej cc.Natomiast
        przeżycie bólu porodowego, dało mi jakąś taką siłę zyciową, jestem
        spokojniejsza niż kiedykolwiek. Po prostu czuję, ze"przeszłam samą siebie" i
        nie c mnie juz w zyciu nie złamiesmile
    • malpka_z Re: Problemy emocjonalne a poród 28.11.06, 19:36
      Hej!
      Chyba potrafie Cie zrozumiec, tez mam nerwice, moze nie ostra, ale wiem co to
      jednoczesnie strach i ogromne pragnienie dziecka.
      Zaszlam w ciaze po wielu, wielu miesiacach leczenia, wiec teoretycznie powinnam
      sie cieszyc podejrzewajac ciaze, a mi sie tak trzesly rece robiac test i bylam
      tak ogolnie zdenerwowana, ze chcialam to wszystko odwolac. Poszlam do lekarza,
      zeby potwierdzic wynik testu. Oczywiscie bardzo sie denerwowalam czekajac w
      kolejce, myslam, ze uciekne wink ale wytrwalam. W gabinecie dowiedzialam sie ze
      jestem w ciazy, ale nie wiadomo czy ja utrzymam. To zmienilo caly moj strach w
      silne pragnienie, zeby nie poronic i udalo sie (obecnie 7 miesiac).
      Pierwsza polowa ciazy to byl koszmar, czesto mialam napady leku, balam sie
      nagle tak banalnych rzeczy, ze sama siebie mialam dosyc. Na dodatek napedzalam
      sie, ze ten moj strach moze szkodzic dziecku. Od 5-6 miesiaca uspokoilam sie,
      jakos radze sobie z tymi lekami, wiem, ze one przechodza czasem dopiero po
      kilkudniach, ale zawsze mijaja. Jesli jest bardzo zle, biore ziola - melise do
      zaparzania, melise w syropie, neospasmine. Wierze, ze te sporadyczne ziola
      mniej zaszkodza dziecku niz cala chemia ktora napakowane jest obecnie jedzenie.
      Jeszcze taka mala uwaga - jest jeden lek na nerwice, ktory niektorzy lekarze
      podaja jako bezpieczny - relanium, ale sa 2 szkoly, niektorzy przepisuja, inni
      nie (mi w szpitalu bez problemu chcieli to przepisac, ale moj lekarz odradzal).

      Tez mialam schizy porodowe, na razie je stlumilam, staram sie sama siebie
      przekonac, ze akurat strach przed porodem czy zachowanie w czasie porodu sa
      niezalezne od nerwicy (pamietaj o tym!!!). Zrobilam sobie liste argumentow,
      dlaczego nie powinnam sie bac porodu, uszeregowalam ja wedlug sily
      poszczegolnych argumentow, i jak sie nakrecalam to ja czytalam jak mantre smile

      Mysle, ze ta dziewczyna, co wpisala sie przede mna ma racje - znajdz lekarza
      pracujacego na porodowce, pojdz do niego prywatnie powiedz szczerze o
      problemie. I zostaw sobie furtke - byc moze wcale nie bedziesz potrzebowala
      tego cc, byc moze hormony, zmeczenie III trymestrem i pragnienie ujerzenia
      wreszcie dziecka zrobia swoje i znajdziesz w sobie sile by rodzic naturalnie.
      Najwazniejsze, byc miala cc "zalatwione" i to Cie uspokoi, a ostateczna decyzje
      podejmiesz jak juz zaczniesz rodzic.
      Wiele kobiet ktore urodzily, pociesza mnie, ze jak sie wszytko zaczyna, kobieta
      wchodzi w jakas inna swiadomosc, znjaduja w sobie sile i spokoj by z tym
      wszystkim dac sobie rade, a o bolach porodowych szybko mozna zapomniec, natura
      dba o to, by nie rodzily sie tylko jedynaki smile

      Znajdz lekarza i psychologa, ktorzy pomoga Ci przejsc ciaze. Mozesz tez
      zalatwic sobie polozna, ktora na pewno bedzie dla Ciebie mila w czasie porodu i
      pobytu w szpitalu.

      Trzymaj sie i nie poddawaj, warto zryzykowac, bo przede wszystkim nie wiesz jak
      sie poczujesz odczytujac pozytywny wynik testu. A jak poddasz sie, to moze
      nigdy nie dowiesz sie, ze nie bylo tak trudno jak sie balas.

      Powodzenia
      Malpka smile
    • intuicja77 Re: Problemy emocjonalne a poród 29.11.06, 09:35
      napiszę do ciebie na priv
    • anulka59 Re: Problemy emocjonalne a poród 29.11.06, 10:13
      Rozumię Cię bo też mam nerwicę.Ciąża była wynikiem dwuletniegom leczenia.Bałam
      się a jak przyszła ta chwila po telefonie do gina jechałam całkiem spokojna do
      szpitala.Miałam cc choć nastawiałam się na kroplówkę gin jednako zdecydował się
      na cc.Na sali operacyjnej anastezjolog pytał mnie czy jestem taka spokojna czy
      udaję.Porozmawiaj ze swym lekarzem-mnie właśnie to uspokoiło że mój gin był
      przy mnie od momentu przyjazdu do szpitala.Może też uda Ci się przejść przez
      poród spokojnie.
    • dorak8 Drogie dziewczyny.... 29.11.06, 11:04
      nie tlumaczcie swoich lekow przed porodem i macierzynstwem woja nerwica...
      Rozumiem wasze dolegliwoci, wiem, ze Wasze dolegliwosci nie sa mile...
      Ale wszystkie kobiety jakos tam boja sie porodu. Jedne mniej, inne bardziej,
      bez wzgledu na to, czy cierpia na nerwice, czy inne neurotyczne zaburzenia...
      Kzda ciezarna ma powody do leku i wiekrzosci choc raz przez mysl przeszedl
      pomysl cesarki na zyczenie.
      Nie tlumaczcie sie swoja choroba... Karzda ciezarna czuje sie czasami bezradna
      wobec nadchodzacego porodu. To normalne. Powiedziala bym raczej, ze to bardzo
      zdrowy obiaw!
      Glowa do gory! Podolacie!
      pozdrawiam i zycze wytrwalosci!
      • beatam123 Re: Drogie dziewczyny.... 29.11.06, 11:29
        A co zrobic, jak jest sie w 33 tyg. i ma sie skurcze, a wszyscy dookola
        strasza, ze trzeba przystopowac i sie nie stresowac bo inaczej dziecko urodzi
        sie za wczesnie. A ja nic innego nie robie, tylko "stopuje" od kilku tygodni a
        na dodatek jakies babsko w szkole rodzenia w trakcie lekcji oddychania krzyczy
        na mnie ze mam wciagnac twardy jak kamien brzuch (bo akurat mam skurcz), bo
        inaczej nie dotlenie dzicka w trakcie porodu. Jak tu sie nie zalamac??!!
      • lilith76 Re: Drogie dziewczyny.... 29.11.06, 12:36
        dorak8,
        nie jestem jeszcze w ciąży, ale mam nerwicę i to na razie oporną w leczeniu.
        Do sprawy podchodzę poważnie, bo nawet zdrowa kobieta w ciąży ma stany maks wpienienia. Nie chcę mieć zagrożonej ciąży przez nerwy, nie chcę "nasączyć" mojego dziecka w brzuchu hormonami stresu, czy być roztrzęsioną matką, bo to też nie przysporzy dziecku radości. Sama miałam znerwicowaną matkę, to wiem smile
        Co dziwne, porodu i jego otoczki się nie boję (może dlatego, że nie jestem w ciąży) - wiem, że wywalę kasę na zoo i położną i przejdę przez to.

        Dlatego dziewczynom się nie dziwię. Jeśłi można cos z tym zrobić, to trzeba działać. Ciężko zrozumieć to komuś kto nie miewał "trzęsionek" wink
    • pestka888 Re: Problemy emocjonalne a poród 30.11.06, 13:48
      No właśnie rzecz w tym, że każdy czegoś tam się boi ale nie jest to jeszcze
      chorobą... ale gdzieś jest ta granica poza którą przestaje być ten "zdrowy"
      strach czymś zdrowym i do opanowania. Nie znam żadnej osoby któwr by "wyszła" z
      nerwicy. Obwaiam sie, że nie ma takiej. To dziwna choroba, ale wiele jest
      takich chorób, które maja okresy "remisji" a potem nawroty.
      Co do leczenia - przestałam oczekiwać, że to nastąpi. Raczej staram się nauczyć
      z tym żyć. Pierwszym krokiem do tego jest właśnie wyzbycie się przekoanania, że
      ktoś mi pomoże. Nie pomoże. Psycholog, psychiatra, przyjaciele, rodzina... mogą
      towarzyszyć, starać się zrozumieć. MOgą wspierać ale nie pomogą.
      U psychologa mogę się nauczyć odróżniać chore lęki od zdrowych, nauczyć się
      reagować, rozumiec samoą siebie, nie zadręczać otoczenia tym "co się ze mną
      dzieje" - nie musze już szukac rozpaczliwie "ratunku" - bo nauczyłam sie
      rozpoznawac moje stany i na nie reagować - samotność, spacer z psem czy
      dodatkowa tabletka - wiem kiedy co. Bo są różne stany. Na "zdrowe" wystarczy
      sie przespać czy pójść potańczyć. Na "chore" trzeba działać konkretnie.
      Drugiej rzeczy któej się nauczyłam - przestać się tłumaczyć, z tego kim jestem.
      dawniej na głosy takie jak dorak reagowałam "ale, zrozum, ja inaczej nie mogę..
      to jest tak, że...". Skończyłam z tym. Chociaż ciągle mnie w środku szarpie jak
      słyszę "wzięłabyś się w garsć!". Rozumiem, że inni moga być zniecierpliwieni.
      Rozumiem, że mają prawo nie rozumieć. Ja akceptuję siebie sama i wiem, że
      czasem mogę a czasem "nie mogę" wziąść się w garść. I to nie zalezy od mojej
      woli. O tym decyduje moja choroba. Niemy nie powie ani jednego słowa, nawet
      jeśli wszyscy będą nad nim stali i wrzeszczeli, "przestań się wygłupiać,
      powiedz coś!". ALe może komunikować się z innymi nawet jak nie mówi. Nie bęzie
      to nigdy taka komunikacja, jak "normalnie" byśmy chcieli. Ale zawsze znajdzie
      się ktoś kto to zrozumie, zaakceptuje, nawet specjalnie dla tej osoby zechce
      nauczyć się "migać".
      Ciesze się że napisało tyle osób, które rozumieja, albo same mają podobny
      problem. To bardzo pomaga, zwłaszcza kiedy staje się przed czymś nowym i
      kompletnie nieznanym, kiedy nie ma się tego "bezpiecznego" schematu reagowania.
      Bardzo mi ta rozmowa dużo daje. Pozdrawiam wszystkich "nerwicowców" wink
Pełna wersja