Z kim rodzić?

IP: *.* 06.11.02, 21:28
Moj mąż nie chce ze mną rodzić, boi się. Może jeszcze zmieni zdanie, ale zmuszać go nie będę. Przyjaciółka zaproponowała, że chętnie bedzie przy moim porodzie i zastanawiam się, czy to dobry pomysł. Pierwsze dziecko rodziłam sama i nie było źle, nie wiem, czy towarzystwo mi potrzebne, bo to teraz taka moda. Rozumiem, że obecność męża jest potrzebna, ale skoro on się boi, to czy szukać kogoś innego? Co wy o tym sądzicie? Miałyście juz jakieś doświadczenia z towarzystwem przy porodzie? Chetnie wysłucham waszych opinii, bo mam trochę mieszane uczucia.Agata
    • Gość edziecko: Esther Re: Z km rodzić? IP: *.* 06.11.02, 17:56
      Hej! Moge jedynie mowic na przykladzie znajomych, tu w Anglii. Jedna kolezanka rodzila z mama, bo maz nie zdazyl, cala reszta z partnerami. Jesli twoj maz sie boi, powinnas moim zdaniem najpierw ustalic czego on sie boi? Krwi? Widoku rodzacego sie dziecka, ciebie w bolu? Moj maz mdleje na widok krwi, ale wie ze podczas porodu nikt mu nie kaze stac tam gdzie lekarzsmile No i jesli on sie boi, to co ja mam powiedziec? Ja nie mam wyjscia, tak?Pytasz o kolezanke - czy kolezanka jest ci na tyle bliska ze bez problemu bedziesz mogla sie na niej opierac, moze nawet krzyczec na nia, prosic o wytarcie buzi z potu? Sama musisz wiedziec czego oczekujesz. Z tego co ja widze, to boimy sie rzeczy o ktorych malo wiemy.. moze tak jest z twoim mezem? Zalezy tez jaki macie uklad. Moj maz jest moim najlepszym przyjacielem, i wiem ze obojetnie jak bardzo sie boi porodu (a wiem ze sie boismile), wie tez ze ja go potrzebuje, i nie wobrazam sobie aby w tak waznym momencie mojego zycia on nie byl ze mna.Tak ze zastanow sie czego ty oczekujesz i potrzebujesz - jesli wlasnie meza, pogadaj z nim, daj mu jakas ksiazke. Wszyscy faceci ktorych znam ze byli przy porodzie (a tutaj porod bez partnera jest uznawany za dziwny), nawet ci najwrazliwsi, byli zachwyceni. poza tym mozecie ustalic, ze jesli bedzie mu zbyt trudno, moze wyjsc na korytarz, na spacer, etc, ale zeby na przyklad byl w poblizu, jesli nie na sali...Zawsze jest jakis kompromis.
    • Gość edziecko: Sebi Re: Z km rodzić? IP: *.* 06.11.02, 18:34
      A ja nie chcę rodzić z Mężem. uważam, że wystarczy indywidualnie opłacona Położna. I powiem szczerze, jeżeli ktoś ma mnie oglądać podczas porodu, to ostatnia osobą, której bym na to pozwoliła byłby mój Mąż. Wszystko zależy od nastawienia obu stron. ja w każdym razie nie chciałabym. I mój Mąż raczej podziela moje zdanie.
    • Gość edziecko: Monique76 Re: Z kim rodzić? IP: *.* 06.11.02, 22:10
      Nawojka.. mamy ten sam problem z mężami :-) Mój stwierdził, że on jest stary konserwatysta i będzie na czekał na korytarzu :-) Mam nadzieję, że jeszcze zmieni zdanie, ale postanowiłam, że nie będę go namawiać, bo może to przynieść więcej szkody niż pożytku. Oczywiście chciałabym, żeby w tej najważniejszej dla nasz chwili (pierwsze dziecko) był przy mnie, ale zmusić go do tego nie mogę i nie zamierzam. Myślę, że on boi się nieznanego... zresztą tak jak ja, tylko ja z tej imprezy nie mogę się już wykręcić ;-)A co do obecności koleżanki (dwie mi zaproponowały, że jak tylko będę chciała to się stawią na porodówce ze mną) to chyba jednak czułabym się skrępowana... Co innego obecność faceta w chwili gdy rodzi JEGO dziecko, a co innego obecność koleżanki... Zresztą tak jak napisałaś - jeżeli wcześniej rodziłaś poprzednio sama i jakoś to przeżyłaś, to obecność przyjaciółki tylko dlatego, że taka jest teraz moda, może być krępująca... i taka trochę bez sensu - to jest oczywiście moje zdanie... :-)Ja cały czas liczę na to, że jednak mój mężulek się zdecyduje... tak samo jak zdecydował, że jednak pójdzie ze mną na zajęcia do szkoły rodzenia (a wcześniej się wyśmiewał, ze po co to komu... że niedługo to będą szkoły oddychania, jedzenia itp)...Pozdr. Monika
    • Gość edziecko: danussia Re: Z kim rodzić? IP: *.* 06.11.02, 22:56
      ja nie wyobrazam sobie porodu bez mezatermin mam za 15 dnismilena szczescie moj maz chodzil ze mna do szkoly rodzenia i na porod nie musze go namawiac zreszta sam powiedzial ze musi byc przy tym i by chyba nawet mial mi za zle gdybym mu zabronilaja mam nieco inne zdanie i tak sobie mysle ze arumrentacja niektorych panow ze nie chca ze sie boja, ze to nie dla nich widok itp jest poprostu smieszna!ja tez boje sie widoku krwi, jak pobieraja mi krew to nie moge na to patrzec itp ale urodzic musze i to mnie bedzie bolalo, wiec mysle ze jakby moj facet dawal mi takie argumenty to byloby pojscie na latwizne!Ja mam cierpiec, ja mam to zniesc a on nie moze??????? przeciez jego rola jest tam w zasadzie "bezbolesna".Poza tym wcale nie ma duzo krwi duzo podczas porodu, po drugie moze stac u Twojej glowy wiec nie bedzie ogladac "tych widokow"Porod to najwazniejsze doswiadczenie w naszym zyciu i powinni faceci dzielic ja z nami :)pozdrawiam
      • Gość edziecko: emama23 Re: Z kim rodzić? IP: *.* 07.11.02, 00:29
        Maz mojej przyjaciolki poczatkowo zapieral sie, ze nie chce. W czasie ciazy chodzili razem na wizyty, na USG i lekarz mu dokladnie krok po kroku wyjasnil jak wyglada porod- ze szczegolami. Przeczytal 10 razy ksiazke o porodzie i byl gotowy. Byl z nia prawie do konca (zakoczylo sie cesarką). Porod czasami trwa wiele godzin i ma wiele faz moze w pierwszych Twoj maz chcialby byc z Toba (sama zgoda chyba nie wystarczy musi chyba chciec to przezyc ).No i troche nie rozumiem tlumaczenia,ze nie chce sie zeby maz widzial nas w takiej sytuacji (chyba chodzi o wyglad)Przeciez przyzekamy sobie byc ze soba w chorobie, .. itpporod to raczej szczesliwa chwila - przy chorobie jest znacznie gorzej a przeciez wtedy kazdy oczekuje wsparcia.Ale to bardz osobiste odczucia - mam kolezanke ktorej maz nie mogl widziec jej w walkach na glowiesmile
      • Gość edziecko: Iw Re: Z kim rodzić? IP: *.* 07.11.02, 07:30
        Ja myślę, że tu chodzi o to, że dla wielu facetów to nowość. Kobiety od wieków rodziły w towarzystwie kobiet i mężczyźni nie byli do tego mieszani. Pomijam tu lata, kiedy kobiety rodziły unieruchomione na łóżkach szpitalnych bez towarzystwa kogokolwiek znajomego a ojciec mógł dziecko zobaczyć przez okno :(.Teraz to się zmieniło. Nie żyjemy już w rodzinach wielopokoleniowych i bardzo często ani mama ani siostra nie są w stanie nam towarzyszyć. Myślę, że dla wielu kobiet towarzystwo kogoś bliskiego jest bardzo ważne w tym momencie. I nie nazwałabym tego modą, to naturalne, tak było od zawsze. I niestety w dzisiejszych czasach i w takiej sytuacji (brak mamy pod ręką) do mężczyzny należy, żebyśmy czuły się bezpiecznie. Mój mąż też na początku się bał. Ale kiedy zobaczył jakie to dla mnie ważne (to nasze pierwsze dziecko) umówiliśmy się, że będzie ze mną jak najdłużej wytrzyma, mam nadzieję, że do końca ;). Poród w końcu nie trwa godzinę, ale w przypadku przynajmniej pierwszej ciąży o wiele dłużej. Nawojka, czy Twój mąż nie da się namówić na coś takiego? Będzie mógł z Tobą być w pierwszej fazie porodu, masować itd. a potem, jeśli stwierdzi że ma dosyć po prostu poczeka na korytarzu. Mój na początku mówił, że on to zaczeka w barze po drugiej stronie ulicy nad kuflem piwa ;).Powodzenia,Iwona (iwka)
        • Gość edziecko: Nawojka Re: Z kim rodzić? IP: *.* 07.11.02, 15:37
          Ja w zasadzie wiem czego boi się mój mąż i go poniekąd rozumiem. Sama mam wiele wątpliwości, choć będzie to mój drugi poród, bo ja jednak jestem z tych, co nie pokażą sie mężowi w wałkach, a juz na pewno się przy nim nie wysiusiają (mamy łazienkę razem z WC i ciągle wyganiam go z wanny, zwłaszcza teraz nie moze się spokojnie wykąpać :-)), co stanowi dla niego argument na korzyść. :-) Ja oczywiście uważam poród za coś zupełnie innego i chciałabym, żeby był, ale zmuszać go nie chcę, bo to przynieść może więcej szkody niż pożytku. Zwłaszcza w pierwszych fazach wydaje mi sie to potrzebne, bo potem robi sie juz wszystko jedno, byle się jak najszybciej skończyło :-) . Niemal wszystkie znajome mi pary rodziły razem i faceci zawsze są zachwyceni tym przeżyciem, nie mam wątpliwości, że i mój byłby, gdyby się bał namówić. Moje wątpliwości nie dotyczą raczej jego obecności. Jestem ciekawa co sądzicie o obecności innych bliskich osób. Przyjaciółka, o której pisałam sama ma dwoje dzieci, jest mi bardzo bliska i na pewno w niczym bym jej sie nie krępowała, tez w końcu jest kobietą i to przechodziła. Tylko czy to jest potrzebne? Sama musz e sobie odpowiedzieć na to pytanie, ale nadal ciekawa jestem waszych opinii.
          • Gość edziecko: Iw Re: Z kim rodzić? IP: *.* 08.11.02, 08:32
            Ja też swojego wyrzucam z łazienki kiedy chcę się wysiusiać ;). Ale w wałkach parę razy zdarzyło mu się mnie oglądać. Mimo to nadal mnie kocha ;).Wygląda na to, że z tym porodem rodzinnym to jest tak, że wszystko zależy od tego czego potrzebuje rodząca. Ja wiem na pewno, że będę potrzebowała wsparcia i obecności bliskiej osoby. Kamila, to dobrze, że byłaś w stanie sama sobie poradzić. Ja się boję, że nie dam rady sama iść do łazienki lub przynieść sobie coś do picia. Tym bardziej, że to mój pierwszy poród. Poza tym w szpitalach pracują różni ludzie. Moja siostra rodziła w lutym tego roku i gdyby nie obecność naszej mamy mogło być kiepsko. Dostała kroplówkę na wywołanie skurczy. Pielęgniarka przyszła dopiero wtedy, kiedy mama narobiła krzyku bo siostra zemdlała i nie wiedziała, co robić. Dopiero wtedy ktoś się nią zainteresował.Nie mam zamiaru polegać do tego stopnia na obcych ludziach. Wiem, że mój mąż w takiej sytuacji byłby bardzo pomocny.Pozdrawiam,Iwka (iwona)
      • Gość edziecko: sylviazet Re: Z kim rodzić? IP: *.* 10.11.02, 19:43
        Ja mam termin dopiero na kwiecień ale już teraz przeszliśmy z mężem wiele rozmów i postanowiliśmy że wszystko będziemy przeżywali wspólnie. Zaczynając od usg po szkołe rodzenia i na koniec poród. niewyobrażam sobie żeby go niebyło przymnie wiem że niemoże oglądać krwi dlatego będzie siedział przy mojej głowie. kocham go i nawzajem znamy swoje ciała i niema powodu bym miała się go wstydzić podczas porodu jest tą osobą której ufam najbardziej i bezktórej niewyobrażam sobie porodu. wierze ze będzie to dla nas niezapomniane doświadczenie. Pozdrawiam wszystkie przyszłe mamy Sylwia.
    • Gość edziecko: Kamila Re: Z kim rodzić? IP: *.* 07.11.02, 16:37
      Kiedy prawie rok temu rodzil sie moj synek, mojego mezczyzny nie bylo przy mnie. Do szpitala poszlam z moja mama, ktora co jakis czas wracala do domu i przychodzila po kilku godzinach. Prawde powiedziawszy nie bardzo wiem do czeko ktokolwiek inny niz polozna bylby mi potrzebny? Czulabym sie glupio gdyby ktos bliski patrzyl na moje zmagania. Mimo, ze mialam zo, caly czas cos szlo nie tak jak powinno (bez przerwy mdlalam) i koniec byl juz bez znieczulenia. Na pytanie poloznej, czy moja mama chce byc przy mnie, obie glosno krzyknelysmy "nie". Dla mnie koncowka byla tak koszmarnym momentem i tak intymnym, ze niewyobrazam sobie, aby ktos najblizszy byl wtedy przy mnie i mnie ogladal. Nie, nie, nie. Jestem stanowacza przeciwniczka obecnosci kogokolwiek z bliskich w czasie porodu. Jak chcialam pic to sama sobie przynosilam, jak chcialam chodzic po korytarzu, to sobie chodzilam, jak chcialam isc do toalety, to sama tam maszerowalam, ale ze mnie juz taka "Zosia Samosia" i moze dlatego.Glowa do gory przyszle mamusie i same zdecydujcie z kim chcecie urodzic.Kamila
    • Gość edziecko: olennka Re: Z kim rodzić? IP: *.* 07.11.02, 17:20
      Moj mąż niestety rowniez nie przejawia chęci uczestnictwa w porodzie. Zdecydowałam że nie będę go zmuszac. Postanowiłam rodzić z wynajętą położną. Wydaje mi się ze poród z przyjaciółka byłby dla mnie krępujący.
      • Gość edziecko: sugar Re: Z kim rodzić? IP: *.* 11.11.02, 12:54
        Rodzić będę już stosunkowo niedługo i na szczęście my mamy ten problem z głowy. Mój mąż nie wyobraża sobie bym w czasie porodu była sama, bym znosiła bóle bez niego, bez jego pomocy i opieki. I wreszcie by omineło go partycypowanie w cudzie i oglądanie narodzin naszego synka. Ale muszę wam powiedzieć, że nie zawsze tak było. Życie płata nam różne figle i nie zawsze będziemy w stanie przewidzieć w jakiej sytuacji i z kim się znajdziemy. Swoją pierwszą ciążę nagle i niespodziewanie poroniłam. Zanim się jednak tak stało oboje rozmawialiśmy na temat porodu. I pamiętam, choć było to już z 2 lata temu, zapytałam się ( a raczej założyłam głośno w jego obecności)czy będziemy razem rodzić. A on wtedy popatrzył się dziwnie na mnie i coś tam wymamrotał, że nie wie jeszcze. Widziałam, że nie ma ochoty. Mineło parę tygodni i raptem zaczęłam krwawić i dostałam bóli. Wszystko to na naszym łóżku, w środku nocy. Byłam słaba, przerażona, w szoku i nie miałam siły na nic. Zaczęło się tak, że mąż nie chciał uczestniczyć w porodzie, a zmuszony został do uczestnictwa w poronieniu. Pamiętam jak bałam się iść do ubikacji sama i mój mąż chodził tam ze mną przez parę dni, aż przełamałam strach bycia samą. Pamiętam jak na zawołanie przynosił mi podpaski. Pamiętam jak wymiotowałam w jego obecności i jak on to wszytsko potem sprzątał. I co? Mój mąż dalej mnie kocha, dalej uważa za atrakcyjną. Oboje przeszliśmy horror. Ale zrozumieliśmy, że kiedy wchodzą w grę uczucia to żadna fizjologia nie gra roli. Z mężem jesteśmy teraz najlepszymi przyjaciółmi i muszę przyznać, że ta cała okropna sytuacja zbliżyła nas jeszcze bardziej do siebie.Nie myślę o nadchodzącym porodzie ze zgrozą, nie ważne wydaje mi się czy się zesiusiam czy zrobię coś innego w obecności męża. Myślę, że on też tym się nie przejmuje i nie uważa za istotne. Oboje czekamy z niecierpliwością na narodziny naszego dziecka, na moment kiedy wszyscy razem w trójkę bedziemy mogli się przytulić :-) . To chyba jest najważniejsze w tym wszystkim i inne rzeczy zupełnie nie grają roli. Ciao :love: , Magda
        • Gość edziecko: clowiek Re: Z kim rodzić? IP: *.* 12.11.02, 16:11
          Tak trzymac sugar!!!Wiecie co, nasunelo mi sie takie pytanie.Czy ktoras z Was-mam rodzila z np. jakims najblizszym kolega???Piszecie tylko o mezach, kolezankach albo mamach a nikt nie wspomnial o kolegach. Czy naprawde zadna z Was nie ma takiego naprawde zaufanego kolegi, przed ktorym nie krepowala by sie calej tej procedury porodu??? moze np. jakis byly chlopak???Wiem ze wyda wam sie to glupie, ale pytam z ciekawosci. Co o tym sadzicie???pozdrawiam
    • Gość edziecko: 15186 Re: Z kim rodzić? IP: *.* 12.11.02, 16:42
      Mój mąż, który jak typowy facet ma w sobie sporo niechęci do krwi i innych płynów ustrojowych, na moje pytanie, czy go nie zniechęci widok wód płodowych itd odpowiedział "to nie są JAKIEŚ wody płodowe tylko TWOJE". I to zamknęło temat. Rodzimy razem. Prawie wszystko zresztą zawsze robiliśmy razem, nie mamy wobec siebie zahamowań i pewnie dlatego wspólny poród wydał mu się czymś całkowicie naturalnym.Ale wiem z opinii kolegów, którzy już przez to przeszli, że panowie w tych sytuacjach najbardziej nie boją się krwi czy innych wydzielin, tylko tego, że będą musieli poniekąd bezradnie patrzeć na ogromny ból swoich partnerek.Oraz tego, czy sobie poradzą psychicznie gdyby nagle coś poszło nie tak i znaleźliby się w sytuacji biernego widza tego wszystkiego.Słuszną i sprawdzoną metodę podpowiedziały Ci już dziewczyny - większość położnych też tak radzi zrobić, jeśli w mężczyźnie górę biorą obawy i niechęć. Najpierw uświadomić mu, że jest Ci potrzebny, a potem zaproponować, żeby pobył z Tobą na porodówce dopóki da radę. Zazwyczaj to się kończy tak, że każdy zostaje do końca. Oni po prostu często nie mają nawet bladego wyobrażenia, co to jest tak naprawdę poród. Mimo czytania książek na ten temat i zasuwania do szkoły rodzenia. Tak naprawdę dopiero na sali porodowej zaczynają rozumieć, jak bardzo są potrzebni i w czym uczestniczą.Także życzę powodzenia Wam obojgu i trzymam kciuki.Agnieszka
      • Gość edziecko: Fuga dlaczego myślicie o sobie a nie o dziecku????? IP: *.* 12.11.02, 16:54
        Qrcze, kobitypomyslcie o dziecku, to ono jest najważniejsze, to ona się rodziJA rodziłam z mężem przede wszystkim dlatego, że wiedziałm, że nieprzytomna z bólu nie będę miała siły walczyć z lekarzami.Naprwadę to, że opłacicie lekarza czy położną wcale nie znaczy, że jesteście w 100% zabezpieczone przez tzw. sytuacjami podbramkowymi.Ja opłaciłam lekarza - 2000 PLN - a mimo to w trudnej sytuacji ( konieczniść natychmiastowego vacuum ) dużą rolę miała obecność mojego męża.To on wołał lekarza, że na ktg coś nie tak - lekarz nie siedzi z tobą 12 czy ileś tam godzin plackiem,Ergo - mąż albo inna przytomna osoba jest potzrebnaPSa ja siusiam przy mężu i chodzę w wałkach - siusianie może być seksowne :) a wałki mam takie fajne wieeelkie i nam się podobają. Wyluzujcie dziewczyny - przez następne 50 lat będziecie skrępowane we własnym domu.POzdroGosia
        • Gość edziecko: Rosa* Re: dlaczego myślicie o sobie a nie o dziecku????? IP: *.* 16.11.02, 01:08
          Rodziłam z męzem, choć budzilo to wiele kontrowersji w bliższej i dalszej rodzinie. Siostra mojego męza wywołała mnie kiedyś do drugiego pokoju i konspiracujnym tonem wyszeptała: "Ty się jeszcze zastanów! Czy Ty wiesz, że jak on Cię TAM zobaczy, to potem nie będzie mieć ochoty na seks? Nie mówiąc już o miłości francuskiej". Powiem jedno- w ósmym miesiącu miłośc francuska była ostatnią rzeczą, o której bym pomyślała :D hi hi. A siostra młoda i wykształcona, tyle że jej związek opiera się na wyobrażeniu kobiety jako tej pięknej, wypachnionej, która nie sika i innych fizjologicznych rzeczy nie robi ;) . A nawet jeśli- to w tajemnicy przed męzem... W sytuacji porodu miłośc to jedno, a fizjologia drugie. Jeśli mąż widzi w Was CZLOWIEKA, ŻONĘ, MATKĘ- to Wasza miłość, także fizyczna, nie ucierpi. Rodzi się nowy czlowiek, to cud- a nie ohydne wydzieliny, paskudny wyraz twarzy i inne tym podobne określenia, na ktore nie ma miejsca w sytuacji rodzenia się nowego życia. Jeżeli Masz, Nawojko, taką potrzebę, aby ktoś Ci towarzyszył- to zabiegaj o to. Aspekt poruszony przez Fugę też jest bardzo ważny. Miałam mieć zakladane kleszcze, tak rozkazał lekarz- a moja położna i mąż do ostatniej chwili błagali go, żeby dał mi szansę. I udalo się :) Jeśłi chodzi o to "stanie przy głowie" rodzącej- to bywa róznie. Mój mąz też stał w górze łóżka, a po skończonym porodzie z niewinną miną zapytał: "Ania, chcesz wiedzieć jak wyglądało Twoje łożysko?". Bo wszystko- drań- skrzętnie wypatrzył i w ogóle często się ruszał. ale był przeszczęśliwy, że widział narodziny syna i obecnie poleca to każdemu przyszłemu tacie.aniaps. A po porodzie zadzwonił do swojej matki, popłakał się i powiedział: "Dziękuję mamo, że mnie urodziłaś. Teraz dopiero wiem, jaki to ból i wysiłek dla kobiety- dzięki, że przeszłaś przez to dla mnie". Czy to nie piękne?
          • Gość edziecko: Nawojka Z kim rodzić? IP: *.* 17.11.02, 21:47
            Wiecie co, nie musicie mnie przekonywać, że warto rodzić z mężem. Wiem o tym i bardzo bym tego chciała, to całe gadanie o sikaniu i wałkach, to zwykłe śmichy hihy, każda z nas (jak widać z powyższych postów) zdaje sobie sprawę, że poród to zupełnie co innego i potrafi te rzeczy od siebie oddzielić. Ale wiem też, że najważniejsze jest, żeby facet sam tego chciał. Nie można go namawiać, jedynie można mu uświadomić, że jest nam potrzebny, a co on zrobi, to już jego rzecz. Nie wyobrażam sobie, żebym miała mojego męża do tego zmuszać, czy prosić. Nie znam przypadku, by towarzyszący kobiecie przy porodzie facet tego żałował, wręcz przeciwnie, wszyscy wspominają to jako cudowne przeżycie. Ale jedyne co mogę zrobić, to wytłumaczyć mu dlaczego go potrzebuję i że też się boję. No, ale ja już nie mam odwrotu :-) A co do obecności innych bliskich osób, to dalej sama nie wiem. Może rzeczywiście potrzebny jest ktoś, kto przypomni lekarzowi, ze choć dla niego jest to tylko kolejny poród, dla mnie to jedna z najważniejszych w życiu chwil...
Pełna wersja