arnika15
09.01.07, 20:12
Dziewczyny! Może wydam się Wam dziwna, podobnie jak mój problem...
Od około 9 lat mieszkam z mężem (wcześniej nie mężem) z daleka od rodziny.
Czasem się martwię jak sobie poradzę z Małą jak mąż całymi dniami będzie w
pracy, bo nie ma tu żadnej babci, cioci itd. Z drugiej jednak strony często
się z tego cieszę, bo nikt się nie wtrąca, niczego nie narzuca...
Z rodziną nie jestem bardzo zżyta. Mój tata zmarł jak miałam 5 lat, mama jest
starszą osobą (urodziła mnie moocno po czterdziestce, więc inaczej patrzy na
wiele spraw...); rodzeństwo starsze - nie bardzo trzymamy się razem...Jakoś
każdy poszedł w swoją stronę...

To może przydługi wstęp do tego o co mi chodzi.
Po porodzie mój mąż będzie z nami c.n. dwa tygodnie - wiem, że lekko nie
będzie, ale wierzę, że damy radę. Zresztą on od początku chce kąpać Małą,
zająć się domem, kiedy jeszcze nie będę "na chodzie" - zakupy, gotowanie itd.
Wiem, że da radę, bo należy do tych facetów co potrafią w kuchni robić cuda

I przez pewien czas po porodzie (nie wiem ile, może z 2 tygodnie?)
chcielibyśmy sami sobie dawać radę i oswajać z naszą Kruszynką. Nie wiem jak
powstrzymać rodzinę przed "najazdem". Większy spokój bym miała, kiedy
bylibyśmy sami, niż gdy miałabym jeszcze myśleć o posiłkach, nocowaniu
rodziny. Chcę tego uniknąć, ale jednocześnie nikogo nie urazić. Wiem,że
jeżeli chodzi o rodzinę męża to on postara się ich przez pewien
czas "przytrzymać", ale chodzi o moich... Mama już się zapowiada, a i pewnie
siostry z rodzinkami dołączą... Wiem, że to najbliższa rodzina i moze to
dziwnie wyglądać, że nie chcę żeby przyjechali... Dodam, że mieszkają daleko,
więc nie byłoby to wpadnięcie na kawkę i zobaczenie Małej.Wiem, że moja mama
chce pomóc - kąpanie, gotowanie itp. Ale raczej kiepsko się dogadujemy i
wiem,że więcej byłoby konfliktów niż pomocy... Mama najchętniej karmiłaby
mnie zupkami mlecznymi i innymi specjałami, które uważa za dobre... Nie
rozumie,że nie mogę pić mleka karmiac piersią - ona piła i tyle dzieci
wychowała... My z mężem jesteśmy alergikami i muszę stosować dietę
eliminacyjną, bo Mała ma "duże szanse" na alergię, a wiadomo, że mleko krowie
należy do silnych alergenów (dobra, nie będę sie zagłębiała w dietę). Wiecie
o co chodzi, chcę mieć spokój, a nie toczyć walki z własną matką. Próbowałam
mówić delikatnie, że sobie poradzimy, ale nie rozumie...
Nie wiem jak to wszystko zorganizować, żeby zamiast pomocy nie mieć
dodatkowych stresów. Przecież nie powiem "nie przyjeżdżajcie, bo chcę mieć
święty spokój".
Teściowie chyba też nie chcą zbyt długo czekać z odwiedzinami. Zresztą pod
choinkę kupili nam zastawę na 12 osób i walizkę sztućców, więc chyba chcą być
częstszymi gośćmi

Myślałam,żeby moze zbyt długo nie czekać z chrztem - jakby połączyć chrzest z
odwiedzinami. Jednak to byłoby chyba najprędzej po 2. miesiącach, a tyle
rodzinka nie wytrzyma...Z tym też będzie problem. W rodzinie wszyscy robią w
domu a ja nie przygotuje przyjęcia na kilkanaście osób. Teściowie kupili ten
prezent "z myślą, że wyszykujemy nie jedne chrzciny"... Zamówimy obiad w
restauracji a i tak trzeba będzie zatroszczyć się o pozostałe posiłki i
nocleg. Przeraża mnie to wszystko...
Sorki, że tak sie rozpisałam...