PO CO MĘŻCZYZNI NA PORODÓWCE

08.04.03, 19:42
Piszę referat na temat roli ojca w porodzie rodzinnym. Interesuje mnie to,
co myślą o tym Ci których to dotyczy.
Czy według Was ojciec na porodówce ma w ogóle coś do roboty ? Czy jest tam
potrzebny. Po co ?
Prosze o opinię każdego zainteresowanego.Mamy i ojcowie, zwolennicy i
przeciwnicy porodów rodzinnych !
Niech Wasze opinie na ten temat staną się żródłem wiedzy dla przyszłej
pielęgniarki, bo przeciesz podręczniki to tylko część prawdy - ważne co
myślą pacjenci.
Więc myślcie i piszcie JAKA JEST ROLA OJCA PRZY PORODZIE
    • silije.amj Re: PO CO MĘŻCZYZNI NA PORODÓWCE 08.04.03, 20:38
      Ewusian gdybyś podała swój adres to mogłabym ci przesłać moją historię porodu
      rodzinnego, trochę długie, ale można "wyciągnąć" z tego rolę męża.
      • ewusian Re: PO CO MĘŻCZYZNI NA PORODÓWCE 08.04.03, 20:43
        na adres ewusian@gazeta pl
    • jelma Re: PO CO MĘŻCZYZNI NA PORODÓWCE 08.04.03, 20:40
      Kiedyś widziałam posty na ten temat chyba na eTata albo w salonie i pamietam,
      conajmniej 2 miesiące temu!! i było bardzo dużo ciekawych wypowiedzi...
      Poszukaj - stawiam raczej na eTatę...
    • ewa2233 Re: PO CO MĘŻCZYZNI NA PORODÓWCE 09.04.03, 12:03
      Pierwszy raz - 8,5 roku temu - rodziłam z mężem.
      Teraz znowu spodziewamy się dziecka i powiedziałam Mężowi: bez Ciebie nie
      idę ! smile
      Może dla niezainteresowanego bezpośrednio "tatuś" jest w takiej chwili
      zbyteczny, ale mnie
      1. trzymał za rękę,
      2. tłumaczył spokojnie,że np. jednak trzeba się przewrócić na bok...
      3. podawal herbatkę
      4. po prostu ze mną BYŁ i pocieszał, że już niedługo!
      5. w końcu zrobił wymarzone przeze mnie zdjęcia - synka jeszcze "brudnego",
      a nie ślicznie umytego !
      Takią właśnie chwilę chciałam mieć uwiecznioną na zawsze !
      Zaznaczam, że mój mąż jest "typem" spokojnym, ale w razie potrzeby
      potrafił "zmusić" do zainteresowania się mną - położnej, która zrobiła sobie
      przerwę.
      Czułam się BEZPIECZNIEJ !
      Zaznaczam, że do niczego Go nie zmuszałam, (w tamtych czasach porody rodzinne
      dopiero wchodziły "w modę" i nikt ze znajomych nie miał doświadczenia w tym
      zakresie), ale zrobienie zdjęć maluszkowi chyba było dla Niego największą
      zachętąsmile (Zapalony z Niego fotografsmile
      Oczywiście "oswojenie się" z tematem w Szkole Rodzenia uważam za bardzo ważne!
      Pozdrawiam!
    • adzia_a Re: PO CO MĘŻCZYZNI NA PORODÓWCE 09.04.03, 13:56
      Oczywiście, że ma - mnóstwo roboty i to nie tylko jako wsparcie psychiczne, ale
      jak najbardziej fizyczne.
      Mój mąż przeżył ze mną każdy skurcz - przez kilkanaście godzin funkcjonował w
      takim cyklu. Siedziałam na piłce, on za mną - w czasie skurczu z całej siły
      naciskał na krzyż, a kiedy skurcz się kończył - trzymał mnie, bo leciałam do
      tyłu i zasypiałam (nie spałam całą noc i cały dzień). Podczas masażu szyjki
      macicy trzymał mnie z całej siły, żebym nie poturbowała położnej.

      Niezłe miał zakwasy biedaczyna wink

      To była strona fizyczna. Nie mniejszą rolę odegrał w podtrzymywaniu mnie na
      duchu. Do dziś pamiętam głupawe żarciki, jakimi raczył mnie w czasie ćwiczeń w
      pozycji kolankowo - łokciowej wink W ogóle - rodziłam 20 godzin, nie wyobrażam
      sobie bycia wtedy sama. Nie przpominam sobie jakichś strasznych bóli, ale za to
      pamiętam lęk i niepokój o dziecko - samej okropnie ciężko to znosić...

      A jakim cudownym przeżyciem jest, kiedy dziecko pojawia się na świecie,
      słyszysz pierwszy krzyk i widzisz obok siebie tego, który był przy tobie na
      początku...

      Zdecydowanie - następny poród tylko z mężem.
    • mirrabella Re: PO CO MĘŻCZYZNI NA PORODÓWCE 21.05.03, 22:35
      witaj- dwa lata temu rodziliśmy razem, i teraz też mamy taki zamiar.jeżeli o
      mnie chodzi wystarczyło,że mój facet był obok mnie.trzymał mnie za rękę,
      oddychał ze mną, i był sto razy biedniejszy ode mnie, bo nic nie mógł
      zrobić.tak mu się wydawało, ale w rzeczywistości bardzo, bardzo mi pomógł.on
      sam stwierdził, że każdy mężczyzna powinien być przy porodzie, bo NABIERA
      SZACUNKU DO SWOJEJ MATKI I DO SWEJ KOBIETY.
      myślę,że kiedy przyszli rodzice witają na świecie swoje dzieciątko, to wpływa
      pozytywnie na ich dalszy żywot w szerszym już gronie. wogóle facet wtedy
      innaczej podchodzi do kobiety i do swego potomka.
      MĘŻCZYŹNI NA PORODÓWCE-jak najbardziej pożądani dla dobra ogółu.
      • roma52 Re: PO CO MĘŻCZYZNI NA PORODÓWCE 22.05.03, 00:10
        Odpowiedź na tytułowe pytanie: bo każdy ojciec ma prawo być przy narodzinach
        swojego dziecka jeśli tego chce.
        • alltid_ung Re: PO CO MĘŻCZYZNI NA PORODÓWCE 23.05.03, 01:15
          Nie zaszkodzi facetowi zobaczyc jak sie kobitka meczy. Ale tylko kiedy sam chce
          bo innaczej moze byc zle - moi dawni sasiedzi sie rozwiedli po jej porodzie
          kiedy ona go zmusila do asysty. Ja rodzilam moje dzieci z mezem i byl
          potrzebny! Pierwszw dziecko rodzilam prawie 40 godzin i w koncu bylam tak
          zmeczona ze nie mialam kontroli nad niczym i kiedy moj maz zniknal na chwile
          ( moze byla toalecie albo cos w kazdym razie zniknol ) to sie "zacipalam" gazem
          znieczulajacym i kiedy przyszedl i sciagna mi maske z twarzy to myslalam ze
          moja glowa jest wielkosci sali porodowej hi, hi, hi. Poza tym byl - masowal
          mnie - szeptal cos, nawet nie wiem - co po prostu aktywnie przyjmowal role
          ojca potem obcial pepowine i byl strasznie zadowolony z siebie i dumny ze mnie
          i dzieckasmile

          • lidqa Re: PO CO MĘŻCZYZNI NA PORODÓWCE 23.05.03, 10:37
            Ja go potrzebuje bo sie boje i wiem ze jak tam bedzie to nie pozwoli zeby mi
            sie stala krzywda. Bo mi sie wydaje ze jak juz kobieta rodzi to moga z nia
            zrobic co chca a ona nie jest w stanie protestowac. A maz moze jej bronic albo
            zabiegac o cos , ale ja jeszcze mam porod przed soba i to ytlko moje
            wyobrazenia. W kazdym razie troszke sie boje i ciesze sie ze bedzie ze mna. Ale
            znam jadnego faceta ktory nie chce byc przy porodzie bo sie boi ze jak zobaczy
            zone w takim stanie to mu w jakis sposob ja obrzydzi...... Ale to swiadczy
            tylko o jego dojrzaloscismile To taki argument przeciwsmile))))
            • anfido Re: PO CO MĘŻCZYZNI NA PORODÓWCE 25.05.03, 15:24
              Przecież, gdyby nie faceci to nie byłoby dzieci.
              Dlaczego, więc nie ma być świadkiem narodzin tego, co narobił. Mój mąż sam się
              mnie zapytał, a wręcz mi powiedział,że ja sama nigdzie nie pójdę i cały czas
              będzie ze mną. W jego obecności czułam się BEZPIECZNA !!!!!!!!!!!
              Anfido ( mama Filipka 11.02.02)
    • beataiw Re: PO CO MĘŻCZYZNI NA PORODÓWCE 27.05.03, 14:23
      Nie wyobrazalam sobie porodu bez meza, zreszta on tez bardzo chcial byc przy
      tym obecny. Wydaje mi sie, ze jest to bardzo piekna, magiczna chwila i fajnie
      byc wtedy razem cala rodzina. Kobieta nosi dziecko przez 9 miesiecy, czuje
      ruchy, mezczyzna moze "nadrobic" to przy porodzie. To oczywiscie wielki skrot
      tej mysli, mam nadzieje, ze wiesz o co mi chodzi. Ja osobiscie nie postrzegalam
      porodu jako czegos nieestetycznego, przez co lepiej przejsc samemu, ale wrecz
      przeciwie, jako cos pieknego, chwile niezapomniana, ktora chcialoby sie dzielic
      z kochana osoba.
      Poza tym druga rzecz to wsparcie. Maz bardzo mi pomogl, oczywiscie mniej mnie
      przez to nie bolalo, ale rozsmieszal mnie, milo rozmawialismy. Potem jak juz
      bylam w mniej rozrywkowym nastroju - pozwalal sie sciskac, glaskal, masowal -
      co bylo naprawde duza pomoca, dawalo mi poczucie bezpieczenstwa i jakis spokoj.
      Potem powiedzial mi, ze bardzo sie cieszyl, ze mogl mi w ten sposob pomoc i ze
      czul sie potrzebny, ze nie mogl by byc wtedy gdzie indziej. Niestety moj porod
      ze wzgledu na zle ulozenie glowki zakonczyl sie cesarka, wiec umknela nam
      chwila wspolnego przywitania malenstwa na swiecie. Maz zobaczyl coreczke
      chwilke po mnie, poza sala operacyjna, ale i tak wspominam te chwile bardzo
      dobrze. Drugie dziecko tez bedze rodzila z mezem, nie wyobrazamy sobie inaczej.
      Pozdrawiam,
      B.
Pełna wersja