ciaza - moja *prywatna* sprawa?...

26.02.07, 11:34
zaczynam watek, ktory z pewnoscia bedzie kontrowersyjny, ale mam nadzieje, ze
da sie dyskutowac bez skasowania wink

bardzo czesto (na forum, w zyciu prywatnym tez) spotykam bardzo roszczeniowa
postawe ciezarnych w stosunku do pracodawcow. "moje malenstwo jest
najwazniejsze", "moja ciaza jest najwazniejsza", "ciaza to stan
blogoslawiony", "zle sie czuje i NALEZY mi sie odpoczynek", itp itd. i owszem,
wszystkie te stwierdzenia sa PRAWDA, ale prawda sybiektywna, osobista,
prywatna. dla WAS (dla nas smile dziecko jest nawazniejsze, ciaza jest stanem
blogoslawionym, nasze samopoczucie jest wazne i nalezy mu sie pelna uwaga (i
odpoczynek smile. ale NIE dla naszego pracodawcy. wybaczcie, ale uwazam ciaze za
swoja prywatna sprawe i nie wymagam od mojego pracodawcy, aby on mial do niej
takie same podejscie! przeciez to nonsens! jego moja ciaza moze NIC nie
obchodzic, ma do tego pelne prawo. oczywiscie jest prawo dostosowane dla
ciezarnych, ktorego pracodawca ma przestrzegac bardzo dokladnie, ale nie jest
on zobowiazany do "zrozumienia" naszego stanu, naszego zlego samopoczucia,
mdlosci, zmeczenia itp itd. dla niego jestesmy pracownikiem, (prawie) takim
samym jak inni. i tak nas wlasnie traktuje. bo niby dlaczego powinien nas
traktowac SPECJALNIE? nie bardzo rozumiem? (ale moze nie widze argumetwo,
chetnie wyslucham). mozna sie klocic o pracodawce panstwowego - ze dzieci sa
bogactwem narodu, ze nalezy promowac maciezynstwo itp. i owszem, zgodze sie,
ze tzw budzetowka moze (ewentualnie) "domagac" sie specjalnego traktowania
ciezarnych (jako inwestycji na przyszlosc). ale prywatni pracodawcy? dlaczego
oni mieliby roztaczac specjalna troske nad ciezarnymi? w koncu zycie prywatne
powinno byc prywatne, oddzielone od pracy. a ciaza, tak mysle, jest rzecza
prywatna...

jakie jest Wasze zdanie na ten temat?

dodam raz jeszcze. uwazam, ze wszelkie ulatwienia prawne powinny byc
absolutnie wszystkim ciezarnym dostepne, nawet te bardzo niedogodne dla
pracodawcy (np przeniesienie nie odpowiednie stanowisko pracy). ale tylko tyle.

w koncu same decydujemy sie na prace. same decydujemy sie na zalozenie rodziny
i ciaze. wiec dlaczego skutki tych PRYWATNYCH decyzji ma ponosic pracodawca?...
    • zmijka76 Re: ciaza - moja *prywatna* sprawa?... 26.02.07, 12:00
      Eee.... jakaż to kontrowersja ? smile
      Rację masz - w stu procentach.
    • mb261 Re: ciaza - moja *prywatna* sprawa?... 26.02.07, 12:21
      Ja uważam, że jeśli jestem dobrym pracownikiem, to pracodawca poczeka.
      Ale jest sporo osób, które podejmują pracę i po 2-3 miesiącach zachodzą w ciążę
      - i wcale nie dziwię się pracodawcom, którzy narzekają na kobiety "naciągaczy".
      Więc niestety opinię o kobietach w ciąży tworzymy same. Wkońcu ciąża to nie
      choroba, a przypadki kiedy L4 jest niezbędne jest niewiele. Natomiast jeśli
      chcemy odpocząć od stresującej lub ciężkiej pracy, dajmy to do zrozumienia
      pracodawcy i przeszkolmy osobę na swoje stanowisko (ja tak zrobiłam) i w 6
      miesiącu poszłam na zwolnienie. Obecnie nikt z pracy mnie nie nęka i z czystym
      sumieniem odpoczywam i czekam na maluszka, który urodzi się w kwietniu smile
      • silje78 Re: ciaza - moja *prywatna* sprawa?... 26.02.07, 12:33
        no tak. jak byłam sumiennym pracownikiem. pracowałam w obecnej firmie prawie 2
        lata. jeszcze w styczniu dostałam premię uznaniową. przez ten czas ani razu nie
        słyszałam złego słowa na temat mojej pracy. wszystko było w porządku na co
        dowodem są premie uznaniowe, które dostawałm co miesiąc. na zwolnienie poszłam
        27 stycznia i nagle okazało się, że byłam złym pracownikiem, że czeka na mnie
        upomnienie itd. nie czuję się naciągaczem, a tak mnie pracodawca potraktował.
        na zwolnienie poszłam bo okazało sie że ciąża jest zagrożona. przez cały czas
        jak tu pracowałam nie byłam ani razu na L4, za poprzedni rok mam jeszcze 17 dni
        urlopu, którego nie wykorzystałam bo było dużo pracy i tak mnie pracodawca
        nagrodził. chciałam wrócić do pracy w sumie jest już ok, ale okazało sie, że na
        moje miejsce ktoś został już zatrudniony. po co mam więc wracać? po to by się
        użerać z pracodawcą i moim następcą? tak to wygląda w niektórych sytuacjach.


        -
      • izabela1976 Re: ciaza - moja *prywatna* sprawa?... 26.02.07, 12:35
        mb261 napisała:

        Wkońcu ciąża to nie
        > choroba, a przypadki kiedy L4 jest niezbędne jest niewiele.

        Wiesz, ja niestety coraz częściej spotykam się z tym, że pójście na L4 jest
        jedynym sposobem na donoszenie ciąży.

        Owszem ciąża to nie choroba, ale ja np. przez prawie 2 m-ce wymiotowałam z
        częśtotliwością co 20-30 min i to nawet jak nie miałam czym. I co miałam nie
        iść na zwolnienie? Poszłam, bo w pracy i tak czas spędzałabym w łazience.

        Teraz czuję się całkiem ok. mimo prawie 7 m-ca więc pracuję. I będę pracować
        tak długo jak z mojej strony będzie to mozliwe. Chyba, że lekarz zarządzi
        inaczej...
        • kura17 Re: ciaza - moja *prywatna* sprawa?... 26.02.07, 12:49
          Izabela, przeciez wiadomo, ze jak ktos rzyga non-stop, bez wzgledu na to, czy
          jest w ciazy, czy ma grype zoladkowa, to mu sie zwolnienie nalezy.
          NIE o TAKICH sytuacjach tutaj orzmawiamy smile
          • mmagda34 Re: ciaza - moja *prywatna* sprawa?... 26.02.07, 17:16
            Kura jestem ciekawa czy też jestes w ciąży czy tylko tak podjudzasz te dyskusje?
            Bo tak czytając te wątki to który bardziej jest kontrowersyjny to to ty jestes
            głównym dyskutantem i to zajadliwym (o zwolnieniah, nauczycieleach, narzekanie
            na ciążę itp). ciekawe czy kiedykolwiek byłas w ciąży i wiesz co to jest za stan.
            • kura17 Re: ciaza - moja *prywatna* sprawa?... 27.02.07, 09:19
              a myslisz, ze kurczak w mojej sygnaturce to kto? ulubione zwierzatko?...
    • izabela1976 Re: ciaza - moja *prywatna* sprawa?... 26.02.07, 12:30
      Owszem, zgadzam się że ciąża to moja prywatna sprawa i pracodawcy może ten fakt
      w ogóle nie obchodzić.

      Ale prawem kobiety w ciąży - w momencie gdy źle znosi ciążę, bo jest np.
      zagrożenie dla dziecka itd - jest pójście na L4. I pracodawcy nic do tego,
      jeśli lekarz stwierdzi, że kobiecie takie zwolnienie jest potrzebne.

      Ale wystaczy trochę elastyczności ze strony pracodawcy i pracownicy. Pracodawca
      trochę odciąży pracownicę od ciężkich i stresujących prac w miarę mozliwości a
      pracownica będzie pracować tak długo jak się da.

      Tak samo, można powiedzieć, że złamana noga jest tylko i wyłącznie sprawą
      poszkodowanego. Że pracodawcy, nic to nie obchodzi, że chory nie może chodzić,
      bo to nie on mu przecież złamał nogę.

      • kura17 Re: ciaza - moja *prywatna* sprawa?... 26.02.07, 12:35
        alez oczywiscie pracodawcy NIE obchodzi zlamana noga pracownika! gdy pracownik
        zlamie noge, to wykorzystuje swoje PRAWO do zwolnienia L4 i wraca do pracy, gdy
        jest zdrowy (oczywiscie pracodawce zaczyna ochodzic zlamana noga, jesli wypadek
        nastapil w pracy, z winy pracodawcy, ale to inna sprawa). tak samo jest z
        kobieta w ciazy, gdy cos sie zle ze zdrowiem uklada - kobieta wykorzystuje swoje
        PRAWO do zwolniena L4, nie ma problemu. pisalam przeciez wyraznie, ze chodzi mi
        o zachowania pracodawcow POZA prawami przyslugujacymi wszystkim ciezarnym, a
        takim prawem, miedzy innymi, jest prawo do L4, gdy cos sie zlego dzieje...
    • moniazy Re: ciaza - moja *prywatna* sprawa?... 26.02.07, 12:30
      Nie wiem czy ktoś odpowie. Zgadzam się z twierdzeniem, że w części przypadków
      zwykle stan ciąży łączy się z postawą roszczeniową. Ja nie pracuję w prywatnej
      firmie, więc nie mogę się wypowiadać na ten temat choć...w czasie pierwszej
      ciąży byłam sekretarką w agencji ubezpieczeniowej. Nie oczekiwałam od
      pracodawcy specjalnego traktowania, bo niby dlaczego miałabym to robić. Praca
      nie była ciężka, kiedy byłam zmęczona - mogłam odpocząć, co oczywiście nie
      wiązało się z godzinnym leżeniem, ale z chwilą odpoczynku. Pracowałam do 8
      miesiąca, potem lojalnie uprzedziłam, że idę na zwolnienie dając pracodawcy
      czas na znalezienie nowej osoby na moje miejsce. Wydawało mi się, że postępuję
      fair - zresztą szefowie zgodzili się ze mną. Nie wiem jakbym się zachowywała,
      gdybym pracowała fizycznie np. jako sprzątaczka. Zgodzisz się chyba ze mną, że
      specyfika pracy trochę inna.
      Teraz (II ciąża) pracuję już w państwowej firmie. I znowu nie oczekuję od szefa
      specjalnych warunków - rzeczywiście zabrano mi część obowiązków, poza tym
      koleżanki z pokoju same z siebie noszą za mnie ciężkie akta lub pomagają mi w
      inny sposób. to chyba wszystko jest kwestia podejścia do sprawy i cecha
      charakteru. Ale rzeczywiście - ciąża jest moja sprawą - nikogo nie można
      zmuszać do tego, żeby troszczył się o mnie. Pracodawcy zwłaszcza.
    • m-jak-magi od kiedy coaza to choroba ???????? 26.02.07, 12:39
      wszystkim paniom ktore z ciazy robia wielkie hallo i dorabiaja do tego
      ideaologie - proponuje zglosic wniosek do NFZ aby ciaze uznal jako jednostke
      chorobowa.
      cale swoje dorosle zycie mam przeswiadczenie ze ciaza to nie choroba, chociaz
      wiekszosc naciagaczek usilnie stara sie taka opcje lansowac.

      dodam sie nie chodzi tutaj o kwestie kogo tak na dobra sparwe sie okrada a
      wyswiechtany slogan - panstwo okrada mnie wiec ja okradam panstwo to juz
      doprawdy prostacki chwyt ponizej pasa.

      tak sie akurat sklada jestem w ostatnim tygodniu ciazy i jeszcze tydzien temu
      normalnie pracowalam - z tej prostej przyczyny ze czuje sie dobrze i nie widze
      powodow robic z siebie cierpietnicy i dorabiac dupie uszy teoriami jaka to
      ciaza jest straszna i jedyne co potrzebuje to lezec plackiem w chalupie.

      nie kwestionuje prawa kazdej ciezarnej kobiety do odpoczynku i zwolnienia jesli
      sa ku temu medyczne wskazania, ale wkurzaja mnie swieto..e naciagaczki
      ktore ciaze wykorzystuja na kawkowanie z psiapsiolkami i latanie po centrach
      handlowych - na to jakos maja sile, ale zeby uczciwie zarobic na swoje
      pieniadze to juz sil nie ma.

      nie dziwmy sie potem ze pracodawaca szybciutko zastepuje "chora ciezarna mame"
      inna bardziej wiarygodna osoba a potem tylko czeka az takowa wroci z urlopu -
      pogrzebie w papierach tyle ile trzeba i wywala ja na zielona trawke.
      tylko ze te panie z bardzo krotka pamiecia robia wielkie larrum - ciemiezca,
      kapitalista wyrzucil biedna matke na bruk.

      mnie takich nie zal, bo same sobie na to zapracowaly.
      • silje78 Re: od kiedy coaza to choroba ???????? 26.02.07, 12:43
        pracowałm UCZCIWIE w tej firmie prawie 2 lata. na L4 poszłam bo dokleiła mi sie
        kosmówka i musiałam leżeć. jeżeli pracodawca wręczy mi wypowiedzenie po
        powrocie z macierzyńskiego to spotkam się z nim sądzie. nie podstaw do tego by
        mnie zwolnić, poza tym że zaszłam w ciążę.
        • kura17 Re: od kiedy coaza to choroba ???????? 26.02.07, 12:47
          i tak trzymac Silje! podziwiam smile zamiast oszukiwac - walczyc o swoje prawa!
          jesli pojdziesz do sadu, bede trzymac za Ciebie kciuki!!! smile))
        • m-jak-magi Re: od kiedy coaza to choroba ???????? 26.02.07, 12:49
          czytaj ze zrozumieniem to co napisalam.
          w twoim przypadku sa wskazania medyczne i nikt o zdrowych zmyslach nie sugeruje
          ze jestes naciagaczem.
      • marieroos Re:Kochany bedny pracodawca...;( 26.02.07, 14:03
        Zrezygnujmy wiec z macierzynskiego Drogie Panie i stawmy sie w pracy 3-4 dni po
        porodziebig_grin A co tam. To dopiero bedzie wyczyn bohaterski wzgledem naszego
        Pracodawcy!
        Jako pierwsza jestem ZA!!! Dzieciaka oddam tesciowej na przechowanie, a karmic
        i tak nie chce, to co mi szkodzibig_grin
        • bacha1979 Re:Kochany bedny pracodawca...;( 26.02.07, 14:05
          Ewidentnie nie zrozumiałaś tego co napisała kura a silisz się na ironię.
          Nie wyszło Ci.
          • m-jak-magi Re:Kochany bedny pracodawca...;( 26.02.07, 14:20
            dokladnie. nikt tutaj nie sugeruje ze mamy zgrywac cierpietnice i odmawiac
            sobie tego co nam przysluguje. chodzi jedynie o egzekwowanie prawa.
            jestesmy w ciazy i zdrowe - pracujmy
            jestesmy w ciazy zagrozonej - bardzmy na zwolnieniu bo mamy obowiazek chronic
            nasze dziecko i siebie.
            korzystajmy z przyslugujacych nam praw ale nie naciagajmy systemu. ciaza to nie
            choroba a wiekszosc wlasnie tak to trajtuje. sygnal ciaza = ide na zwolnienie.
            • monikaj21 Re:Kochany bedny pracodawca...;( 26.02.07, 14:31
              Oczywiście, że masz rację.
              Ale ja zrozumiałam autorkę wątku inaczej - wydawało mi się, że jej nie chodzi o
              kwestie takie jak zwolnienie i jego zasadność ale o podejście do kobiety w
              ciązy:

              Kura17 napisała:
              jest prawo dostosowane dla
              ciezarnych, ktorego pracodawca ma przestrzegac bardzo dokladnie, ale nie jest
              on zobowiazany do "zrozumienia" naszego stanu, naszego zlego samopoczucia,
              mdlosci, zmeczenia itp itd. dla niego jestesmy pracownikiem, (prawie) takim
              samym jak inni. i tak nas wlasnie traktuje. bo niby dlaczego powinien nas
              traktowac SPECJALNIE? nie bardzo rozumiem?
              • kura17 Re:Kochany bedny pracodawca...;( 26.02.07, 15:10
                monikaj21 napisała:

                > Ale ja zrozumiałam autorkę wątku inaczej - wydawało mi się, że jej nie chodzi
                > o kwestie takie jak zwolnienie i jego zasadność ale o podejście do kobiety w
                > ciązy:

                tak, dobrze mnie zrozumialas. pomijajac wszelkie kwestie prawne, DLACZEGO
                pracodawca ma podchodzic inaczej do kobiety w ciazy? ma od niej mniej wymagac?
                dlaczego? ma ja jakos specjalnie traktowac? jak? dlaczego? ciaza jest prywatna
                sprawa i nie powinna przesadzac tego, jak ktos jest traktowany!
                to dziala w obie strony - ciezarne nie powinny sie domagac specjalnego
                traktowania (powtarzam, poza wszelkimi dobrodziejstwami plynacymi z prawa
                pracy), ale rowniez nie powinny byc gorzej traktowane dlatego, ze sa w ciazy!
                podam przyklad, moze wyjasni o co mi chodzi.

                niemcy w sektorze naukowym maja korzystne prawo dla osob niepelnosprawnych oraz
                kobiet (aby zachecic te osoby do pracy naukowej). tzn przy takich samych
                kwalifikacjach zatrudnia sie najpierw osoby niepelnosprawne, potem kobiety,
                potem "cala reszte" wink prawo jest rowniez korzystne jesli chodzi o warunki pracy
                dla niepelnosprawnych. dostaja wszelkie mozliwe udogodnienia, chocby kosztowne,
                przy przyjeciu cacka sie z nimi jak z jajkiem...
                ... ale to sie konczy w momencie umozliwienia dobrych warunkow pracy. wymagania
                sa w stosunku do nich dokladnie takie same, jak w stosunku do innych
                pracodawcow! nikt ich potem juz nie traktuje inaczej, choc ich potrzeby sa
                traktowane inaczej. uwazasz, ze tak byc nie powinno? ze powinni byc traktowani
                inaczej? jak? dlaczego?
                mam w pracy slepego kolege. co nie przeszkadza mu byc swietnym fizykiem i
                informatykiem. przy przyjeciu do pracy dostal specjalny sprzet, aby mogl sie
                poslugiwac komputerem z czytnikiem breila itp itd. bajere, drogie z pewnoscia.
                ale teraz traktowany jest jak kazdy z nas. rozliczany jest z terminow, jesli
                zawali, nikt nie zawaha sie go "ochrzanic", tak samo jak ochraniony bylby
                jakikolwiek inny, pelnosprawny pracownik.
                szanuje sie go jako czlowieka, starza mu sie jak najlepsze warunki pracy, ale
                nie traktuje sie go specjalnie! i nie sadze, aby on sam chcial byc traktowany
                specjalnie.

                dlatego niby dlaczego mialoby sie specjalnie traktowac ciezarne? czy ktos, kto
                sie ze mna nie zgadza, moglby mi na to pytanie odpowiedziec?
                • monikaj21 Re:Kochany bedny pracodawca...;( 26.02.07, 15:25
                  I dokładnie o to chodzi - osoba o specjalnych potrzebach ma stworzone specjalne
                  warunki pracy. Tak jest jak piszesz w Niemczech - w Polsce tak nie jest (pewnie
                  są wyjąki ale osobiście nie znam).
                  Zresztą w ogóle porównywanie sytuacji Polski i Niemiec w kwestiach związanych z
                  szeroko rozumianą polityką prorodzinną jest trochę bez sensu - sądzę że gdyby
                  młode matki w Polsce miały taką sytuację jak te w Niemczech to naprawdę nie
                  oczekiwałyby już niczego więcej.
                  • kura17 Re:Kochany bedny pracodawca...;( 26.02.07, 15:35
                    ale prawo w polsce jest podobne, prawda? to dlaczego tego prawa nie wykorzystywac?

                    a jesli chodzi o kij (porownywanie polski i niemiec), to ma on dwa konce - z
                    ujednej strony ciezarne sa traktowane "po ludzku", ale z drugiej strony
                    NIEWYOBRAZALNY jest proceder lewych zwolnien w ciazy! tego po prostu nie ma. tak
                    samo jak nie ma przekupywania policjanta, czy dawania lapowki lekarzowi... mozna
                    by powiedziec - cos za cos... i samo tez nie przyszlo, prawda? jesli woli sie
                    naciagac na lewe zwolnienia, "bo z mojej walki o moje prawa i tak nic nie
                    bedzie", to nie mozna oczekiwac, ze nagle wszystko sie samo zalatwi, prawda?

                    a propos lepszych warunkow prorodzinnych... w niemczech maciezynski jest sporo
                    krotszy niz w polsce, tylko 8 tygodni.
                    • monikaj21 Re:Kochany bedny pracodawca...;( 26.02.07, 15:44
                      Proszę Cię... chyba nie chcesz się licytować gdzie jest trudniej młodym matkom
                      czy też rodzinom, bo i tak nie wygrasz smile)))
                      • kura17 Re:Kochany bedny pracodawca...;( 26.02.07, 15:46
                        nie chce sie licytowac, wiem kto wygra wink
                        to byla dygresja jeno

                        najwazniejsze bylo to wczsniej, o "dziwnej" koincydencji miedzy ekzekwowanymi
                        prawami, a brakiem kombinatorstwa...
                        • monikaj21 Re:Kochany bedny pracodawca...;( 26.02.07, 15:56
                          Mi się właśnie wydaje, że istnieje silny związek pomiędzy prawem a postępowniem
                          ludzi - jeśli prawo jest 'normalne' to i zdecydowanie mniejsze skłonności mają
                          ludzie do kombinowania - zresztą jest to chyba łatwe do zaobserwowania
                          (najbliższy przykład jaki mi się nasuwa to chociażby zmiana przepisów
                          związanych ze sprowadzaniem samochodów do Polski i zdecydowane zmniejszenie
                          komblinatorstwa w związku z tym).
                          • kura17 Re:Kochany bedny pracodawca...;( 26.02.07, 16:01
                            Monika, ale czy PRAWO dla ciezarnych jest rzeczywiscie takie okropne w polsce???
                            czy rzeczywiscie PRAWO rozni sie tak bardzo w polsce i w niemczech? wg mnie
                            rozni sie podejscie i EKZEKWOWANIE prawa. a to juz jest cos zupelnie innego...
                            • monikaj21 Re:Kochany bedny pracodawca...;( 26.02.07, 16:12
                              Ja skupiam się na tym co ciężarne faktycznie moga mieć w Polsce - co z tego że
                              coś jest gdzieś zapisane jeśli nie ma szans na wyegzekwowanie tego. Owszem -
                              można walczyć z pracodawcą na drodze oficjalnej tylko paradoks polega na tym,
                              że na walkę moga sobie pozwolić osoby, którym na tej pracy nie zależy - jesli
                              zadarłabym za swoim pracodawcą - tzn podała go np do sądu (akurat jestem w
                              stanie przeżyć nasze wzajemne relacje więc piszę teoretycznie smile to w mojej
                              branży nie znalazłabym pracy bo to mały światek - kilkaset osób w Warszawie,
                              gdzie wszyscy o wszystkich wszystko wiedzą. I już.
                              • kura17 Re:Kochany bedny pracodawca...;( 26.02.07, 16:14
                                Monika, ale myslisz, ze w niemczech tez zawsze bylo dobrze?
                                a jesli tak, to dlaczego? co jest tak fundamentalnie innego, ze w jednym kraju
                                prawo jest przestrzegane, a w innym nie?
                                • monikaj21 Re:Kochany bedny pracodawca...;( 26.02.07, 16:20
                                  Z mojego punktu widzenia wszystko jest inne, począwszy od zasobności kraju co
                                  powduje również zupełnie inne warunki życia ludzi - gdybym mieszkała w
                                  Niemczech to nawet gdybym straciła pracę albo po prostu źle się czuła w ciąży i
                                  chciała się zwolnić z pracy to system podatkowy oraz 'becikowe' pozwoliłyby się
                                  nam utrzymac z pensji mojego męża.
                • jajofka aaaa zapomniałam.... 27.02.07, 08:10
                  Kura jest z Niemiec.... w Polsce bywa inaczej, litera prawa jest tylko literą,
                  każdy czyta ją jak chce.
            • marieroos Re:Kochany bedny pracodawca...;( 26.02.07, 14:38
              Ojej! naprawde nie zrozumialam...? Ale ja to napisalam powaznie. Bo przeciez
              ciaza to nasza prywatna sprawa...Dlaczego pracodawca ma cierpiec z powodu
              naszej nieobecnosci...
      • agg.agnieszka kazda ciaza jest inna!!! 26.02.07, 17:08
        a mnie najbardziej denerwuja opinie co niektorych kobiet typu- ,,bo ja jak
        bylam w ciazy to nic mi nie bylo i pracowalam jak mrowka''! a czy taka osoba
        wie dokladnie co czuje ktos inny? kazda kobieta ma inny prog wytrzymalosci.
        ciaza to stan nie tylko ciala ale i ducha.ciaza to nie choroba, ale niektore
        jej symtomy przypominaja stan chorobowy.ja przez pierwsze 3-y miesiace ciazy
        czulam sie poprostu okropnie (mdlosci, jadlowstret), ledwo trzymalam sie na
        nogach i nic tak mnie nie wkurzalo jak opinia jakies pani zosi czy krysi ,, bo
        ja..., to...''.na szczescie moj pracodawca byl wyrozumialy, natomiast wiele
        pracownic zialo zloscia z powodu dodatkowej przerwy na herbate(i gdzie sie
        podziala ta babska solidarnosc?).
        • m-jak-magi Re: kazda ciaza jest inna!!! 26.02.07, 19:43
          od oceny twojego stanu zdrowia jest lekarz. jesli sa wskazania medycznie - idz
          na zwolnienie ale jesli wydaje ci sie ze sam fakt bycia w ciazy kwalifikuje cie
          do zwolnienia to jestes po prostu nacigaczem ktory ciaze wykorzystuje do tego
          zeby nie pracowac.
          • agg.agnieszka Re: kazda ciaza jest inna!!! 27.02.07, 00:38
            ,,naciagacz''.ostre slowo!nie widze powodu aby siedziec na zwolnieniu z powodu
            kilku chwili ,,slabosci'' i niewrazliwosci otoczenia. chce pracowac w czasie
            ciazy i to jest moje prawo, nawet jezeli nie jestem tak samo efektywna.
            • m-jak-magi Re: kazda ciaza jest inna!!! 27.02.07, 10:04
              i wlasnie o to chodzi. zeby na sile nie robic z siebie cierpietnicy tylko
              naturalnie i uczciwie podchodzic do swojego stanu.
              ja pracowalam do polowy 9 miesiaca bo czulam sie dobrze i lekarz tez nie
              widzial przeciwwskazan. nie zoanacza to jednak ze siedzialam za biurkiem 8
              godzin. przychodzilam na kilka godzin zeby pozalatwiac najpilniejsze sprawy i
              powoli przekzac swoje obowiazki osobie ktora na czas mojego macierzynskiego je
              przejmie.
              jest jednak grupa pan ktore z zalozenia przyjmuja ze skoro sa w ciazy to juz
              kwalifikuja sie do zwolnienia lekarskiego - nie wazne czy sa wskazania medyczne
              czy ich nie ma - dla mnie to ewnidentne naciaganie - ktore w konsewkencji moze
              zaszkodzisz zarowno im jak i tym ciezarnym ktora nie chca ale musza pozostac w
              domu ze wzgledow zdrowotnych. jesli poczytasz sobie troche postow to dowiesz
              sie ze owe panie szukaja na forum sposobow jak szybko isc na L4. jedna nawet
              probowala sugerowac ze zdaniem ginekologow ciaza jest choroba sad
              no chyba tylko zdaniem tych ktorzy swoja opinie podpieraja wysokoscia lapowki.
    • izabela1976 Podejście pracodawcy 26.02.07, 12:41
      Jeszcze inną kwestią pracodawcy jest sposób podejścia do ciężarnej.

      Do końca grudnia stanowisko dzieliłam razem z koleżanką, czyli byłyśmy dwie
      odpowiedzialne za to samo itd. Od stycznia ona przeszła do innej pracy, ja
      wróciłam z kolei po zwolnieniu.

      Poinformowałam pracodawcę że przydałoby się by poszukali sobie kogoś na jej
      stanowisko, bo wiadomo, że ja nie wiem jak długo będę pracować. Mogę do końca
      ciąży, ale mogę w każdej chwili już się więcej nie pojawić do rozwiązania.

      A mój pracodawca co robi? Nic. Podchodzi luzacko do całej sprawy i nikogo nie
      szuka.
      • mynia0 Re: Podejście pracodawcy 26.02.07, 13:09
        ja nie czuję się naciągaczką, jestem na długim zwolnieniu - to znaczy byłam, bo
        dzisiaj wracam do pracywink ciaża była zagrożona.

        w pierwszej ciazy miałąm podobnie, ale jak poczułam sie lepiej, pracowałam już
        praktycznie do samego końca.

        czego oczekuję od pracodawcy? poszanowania moich praw - na przykład do tego, że
        nie muszę wyjeżdżać na delegacje ani pracować w nadliczbówkach. i zrozumienia ,
        jak bede musiała latać do WC z częstotliwością raz na godzinę wink i to wszystko -
        nic wiecej nie oczekuję.

        szacunek dla stanu ciązy powinien obowiązywac w obie strony. kobieta ma robić
        swoje, ale i pracodawca nie ma prawa kobiety szykanowac ze względu na ciążę -
        a to chyba jest dość powszechna praktyka.
        • beatar9 Re: Podejście pracodawcy 26.02.07, 14:23
          ...i wywalać z pracy kiedy dowiedzą się o tak strasznej chorobie jaką jest
          ciąża,pracownik niepełnowartościowy więc sio..powrót-loteria...może te
          osoby,które piszą o naciąganiu pracodawcy same są pracodawcami i nie lubią
          przyjmować kolejnych zwolnień...cóż takie życie i takie państwo prawa-skoro
          kobieta nie chce być lojalna wobec firmy,bądź nie może i z miejsca pracy jechać
          na porodówkę to pytanie czy pracodawca jest ok,czy nie patrzy na nią krzywo bo
          ONA JEST W CIĄŻY,czy ona ma możliwość powrotu po wychowawczym na swoje miejsce-
          ciekawe jaki jest procent mających gdzie wrócić...
    • monikaj21 Re: ciaza - moja *prywatna* sprawa?... 26.02.07, 13:08
      To prawda że nie ma podstaw do oczekiwania że ktoś będzie mnie traktował ze
      zrozumieniem i oczywiście tego nie żądam, tylko, że z drugiej strony to chyba
      byłby dziwny świat gdybyśmy się wszyscy mieli traktować tak jak to nakazuje
      prawo i nic ponad to. Bo jak mój pracodawca pisze maila że w tym miesiącu
      pensje będą z tygodniowym opóźnieniem to miałabym go do sądu podawać? Albo nie
      przepuścić kogoś kto prosi w kolejce, bo nigdzie nie ma takiego przepisu?
      Na szczęście żyję w lepszym świecie gdzie istnieje coś takiego jak ludzkie
      odruchy smile
      • kura17 Re: ciaza - moja *prywatna* sprawa?... 26.02.07, 13:25
        monikaj21 napisała:

        > To prawda że nie ma podstaw do oczekiwania że ktoś będzie mnie traktował ze
        > zrozumieniem i oczywiście tego nie żądam, tylko, że z drugiej strony to chyba
        > byłby dziwny świat gdybyśmy się wszyscy mieli traktować tak jak to nakazuje
        > prawo i nic ponad to.

        owszem, zyczliwosc jest mile widziana, ale NIE mozna jej WYMAGAC. to jedynie
        dobra wola!

        > Bo jak mój pracodawca pisze maila że w tym miesiącu
        > pensje będą z tygodniowym opóźnieniem to miałabym go do sądu podawać?

        owszem, moglabys. u mnie w pracy to mialo miejsce (praca w niemczech, w tzn
        budzetowce, w zakladzie pracy zatrudnionych jest kilka tysiecy ludzi). dokladnie
        to - chciano zmienic (na stale) termin wyplacania pensji. pracodawca (rzad wink
        zostal podany przez pracownikow do sadu i wynegocjonowano kompromis...

        > Albo nie
        > przepuścić kogoś kto prosi w kolejce, bo nigdzie nie ma takiego przepisu?
        > Na szczęście żyję w lepszym świecie gdzie istnieje coś takiego jak ludzkie
        > odruchy smile

        owszem, te odruchy istnieja i dobrze, ze istnieja.
        ale one nikomu sie nie NALEZA, a takie wlasnie czesto obserwuje podejscie na
        forum "nalezy mi sie, bo jestem w stanie blogoslawionym"...
        • monikaj21 Re: ciaza - moja *prywatna* sprawa?... 26.02.07, 13:35
          Wiesz, nawet chciałam użyć określenia 'zachodnie podejście do świata' wobec
          tego przerzucania sie prawem i traktowania siebie nawzajem - bo tak mi się
          własnie kojarzy, ale nie użyłam bo pomyślałam sobie że kogoś mogłoby urazić,
          przecież nie wszyscy na zachodzie tacy są. Cieszę się, ża tam nie mieszkam -
          nie lubie takiego stylu smile
          A na moją przyjaciółkę w Niemczech ostatnio sąsiadka złożyła skargę w
          administracji bo jej 3 miesięczne dziecko kilka dni pod rząd popłakiwało w
          godzinach ciszy nocnej i to przeszkadzało owej sąsidce w spaniu smile No cóż,
          miała prawo smile
    • lomre Re: ciaza - moja *prywatna* sprawa?... 26.02.07, 13:21
      Pytasz dlaczego domagamy się innego traktowania? Ponieważ jesteśmy ludźmi, to
      ludzie nas zatrudniają, z nami współpracują. Takiego samego zrozumienia powinni
      domagać się ludzie, którzy np. sa po zawale, po ciężkich przejściach, z trudną
      sytuacją rodzinną. Jak kolega wrócił do pracy po złamaniu nogi to staraliśmy
      się żeby nie chodził nadmiernie, niektóre rzeczy można mu przecież donieś. I
      wcale nie miałam mu tego za złe. To sa przecież krótkotrwałe niedomagania. Nie
      mówię, że ma za nich pracować ktoś inny, ale gdy np. trzeba przyjśc rano na
      dyżur to u nas dyr. wybiera osoby, które nie mają małych dzieci czy innych
      zobowiązań i nikt się nie burzy. Czy nie lepiej pracować z ludźmi a nie z
      robotami. W końcu praca to kawał życia, jakaś pasja i cel. Nie tylko
      przelicznik wydajnych godzina na kasę.
      • kura17 Re: ciaza - moja *prywatna* sprawa?... 26.02.07, 13:26
        owszem, tak moze byc. i fajnie, jak jest.
        ale uwazam, ze nie mozna niczego takiego WYMAGAC od innych.
    • kandinsky1 [...] 26.02.07, 14:36
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
      • beatar9 do kandinsky 26.02.07, 14:45
        myślisz,że to prowokacja?? smile)pozdrawiam
        • kura17 Re: do kandinsky 26.02.07, 14:51
          beatar9 napisała:

          > myślisz,że to prowokacja?? smile)

          czy moglabys uzasadnic swoje podejrzenia o prowokacje?
          • bacha1979 Re: do kandinsky 26.02.07, 14:56
            kura17 napisała:

            > beatar9 napisała:
            >
            > > myślisz,że to prowokacja?? smile)
            >
            > czy moglabys uzasadnic swoje podejrzenia o prowokacje?
            >

            Tym Paniom się w głowie nie mieści, żę można myśleć innaczej.
            • kura17 Re: do kandinsky 26.02.07, 14:58
              bacha1979 napisała:

              > Tym Paniom się w głowie nie mieści, żę można myśleć innaczej.

              wiesz co, to ze im sie nie miesci, ze MOZNA myslec inaczej malo mnie wzrusza...
              ... za fakt, ze uwazaja, iz NIE mam PRAWA myslec inaczej (bo tak rozumiem
              komentarz o poddaniu mnie jakiejs operacji mozgu, przymusowej, jak sadze, bo
              sama sie na nia nie zgodze), to juz powoli zaczyna robic sie nieciekawe...
              ... i smieszno, i straszno...
      • kura17 Re: ciaza - moja *prywatna* sprawa?... 26.02.07, 14:50
        czy mozesz uzasadnic swoja wypowiedz?
        bo inaczej, to nie ma z nia jak dyskutowac...
        ... o ile oczywiscie zalozymy, ze Ty chcesz DYSKUTOWAC...
    • melka_x Re: ciaza - moja *prywatna* sprawa?... 26.02.07, 15:25
      To zależy co rozumiesz przez specjalne traktowanie. Jeśli przymykanie
      pracodawcy na lewe zwolnienie w ciąży czy niewątpliwe lenienie się w pracy to
      masz rację. Natomiast zrozumienie, że ciężarna może być przez pewien czas mniej
      wydajna, bardziej rozkojarzona, może się gorzej czuć wydaje mi się dość
      ludzkie. Ciąża to nie choroba, ale jednak stan dużego obciążenia (stąd w końcu
      nazwa) organizmu, ciężarne szybciej się męczą, ich kręgosłupy znoszą większe
      obciążenia, wzrasta podatność na infekcje, wzrasta ryzyko upadku czy omdlenia z
      powodu innego odczuwania ośrodka równowagi itd.
      Pracowałam w ciąży w czasie rekordowych upałów. I przez kilka dni prosiłam
      pracodawcę o możliwość wcześniejszego wyjścia, żeby nie wracać w szczycie i nie
      stać w korku przy 34 stopniach. Pracodawca zgadzał się, to było więc chyba
      specjalne traktowanie? A w mojej poprzedniej firmie ciężarne nie dostawały
      nowych projektów, nie proszono je o udział w wieczornych czy weekendowych
      imprezach, to też było specjalne traktowanie. Dla mnie ci szefowie byli po
      prostu ludzcy, nie musieli, ale chcieli i chwała im za to.

      A poza wszystkim myślę, że łatwo sobie snuć takie rozważania z punktu widzenia
      kogoś pracującego w biurze. W sklepie obok mojego domu pracowała ciężarna
      ekspedientka, były upały, sklep bez klimatyzacji, ona ze spuchniętymi nogami,
      przy stoisku prawie cały czas kolejka. Czasem nie podchodziłam do jej stoiska,
      bo jak widziałam, że wreszcie usiadła na taborecie to szkoda było mi ją zrywać.
    • korlewna Re: ciaza - moja *prywatna* sprawa?... 26.02.07, 16:13
      mam własna firme i dlatego pozwolę sobie napisac, jak ja zachowałabym sie,
      gdybym miała pracownice w ciazy:
      1. miałaby zakaz wykonywania fizycznych prac - tych zagrazajacych dziecku i jej
      samej.
      2. nie marudziłabym, gdyby w czasie pracy wychodziła na badania, czy do
      lekarza, ale gdyby okazało się, ze w kazdy tygodniu ma 2 wyjścia to na pewno
      wymagałabym dowodów na to, ze faktycznie te nieobecnosci były potrzebne.
      3. Starałabym sie odciazyć te kobietę psychicznie, oczywiscie w miarę
      mozliwosci.
      4. Nie denerwowałabym sie, gdyby poszła na zwolnienie, bo uważam, ze ciezarna
      nie musi tlumaczyć dlaczego idzie na d.L4. Natomiast gdyby po zwolnieniu
      wrócila do pracy, znowu poszła na zwolnienie i znowu wrocila i oczywiscie znowu
      poszła na zwolnienie to po powrocie do pracy zostałaby zwolniona pod byle
      pretekstem. Dlaczego? Bo uważam, ze byłaby to jedynie zla wola ze strony
      ciezarnej, a ja za tę złą wolę nie musze płacić. Bo nie zapominajmy, ze przez
      pierwsze 33 dni zwolnienia płaci pracodawca - zarówno pensje na rękę, jak i
      ZUS. Wolałabym, zeby moja pracowniczka poszła na dłużesze zwolnienie, wtedy
      mogłabym na jej miejsce zatrudnic kogos w ramach zastępstwa.

      Generalnie myślę, ze układ pracodawca-pracownica w ciązy to układ, do którego
      obie strony powinny sie dostosować i obie strony powinny wykazać zrozumienie.
      Pracodawcy dużo łatwiej jest zaplanować najbliższe miesiace (zarówno w kwestii
      funkcjonowania firmy, jak i w sprawach finansowych firmy)jeśli ciązarna
      pracowniczka uczciwie powie jak zamierza wszystko rozegrać, bo nie czarujmy
      sie, ale wiekszość kobiet z góry planuje, ze np. od 5 m-ca idą na zwolnienie.
      Ja pomijam sytuacje nagłe i nieoczekiwane, ale tych jest znacznie mniej, niz
      tych z góry ustalonych.
      I nie uważam, ze ciaza jest jedynie sprawą ciezarnej, bo pracodawcy także...
      tylko trzeba minimum dobrej woli z obu stron.

      Pozdrawiam
      • monikaj21 Re: ciaza - moja *prywatna* sprawa?... 26.02.07, 16:23
        Korolewna, zaraz wszystkie dziewczyny będą chciały u Ciebie pracować smile

    • rew4 Re: ciaza - moja *prywatna* sprawa?... 26.02.07, 17:44
      watek prawda wydaje sie kontrowersyjny, jestem w siodmym miesiacu ciazy. Tyle,
      ze nie mieszkam w Polsce, a w Anglii. Tu ciaze traktuje sie jako stan fizyczny,
      a nie jako chorobe. I jakos musze powiedziec z tutaj zauwazam duzo mniej
      zagrozonych przypadkow ciazy. I wydaje mi sie ze jest tak dlatgo, ze jak sie
      idzie na "chrobowe" to dostaje sie marne grosze (okolo 45% pensji) a nie jak w
      Polsce 100% platne L4. Tyle ze tu maciezynski trwa 39tygodni, a w Polsce jak
      sie nie myle chyba 18. I jak kazdy mowi, ze tutaj to mam tak fajnie chcialam
      zauwazyc ze ja cala ciaze chodzilam do pracy, a w Polsce kobiety odpoczywaja
      sobie zwykle kilka miesicey przed urodzeniem dziecka. Wiec ciekawa jestem ile
      kobiet w polsce dalej mialoby "zagrozona" ciaze i wybralaby sie na L4 gdyby nie
      byloby ono 100% platne.
      • kasiapfk Re: ciaza - moja *prywatna* sprawa?... 26.02.07, 18:04
        Rew, jak sadzę o wiele mniej niz teraz hihihihihihi

        Jestem i pracownikiem i pracodawcą, dziękuję Bogu,że mam fajne dziewczyny w
        pracy. Na obie czekało miejsce po ciąży i macierzyński (jedna tez na
        wychowawczym). Ale obie pracowały do chwili, gdy naprawdę lekarz z własnej
        inicjatywy dawał zwolnienie. One były po prostu odpowiedzialne. W zamian za
        taką zwykłą przyzwoitość, gdy któraś musi iśc z dzieckiem do lekarza w środku
        dnia to wychodzi i wraca .I nie licze jej nieobecnosci, ani opuszczonych
        godzin. Bo wiem, ze mogę na nią zawsze liczyć i ze jej praca wpłwa na wyniki
        firmy. Ale prawdą jest,że one są też w porządku (ostatni przykład: prezes
        wracał w piatek z urlopu a w niedzielę jechał na targi zagraniczne, ona
        przygotowywała spedycję eksponatów targowych, dokumenty itp. Trzy razy dzwoniła
        i uparła się,ze w sobotę (WOLNĄ!) przyjedzie do firmy bo musi szefowi osobiście
        wszystko przekazać. Prezes-nie był przekonany o koniecznosci jej obecnosci -ale
        ona i tak przyjechała na 2 h.)
        Taki pracownik to skarb. Wszlekie inne "wrażliwe kombinatorki" żegnam w dniu
        wygasnięcia umowy. Bez żalu.
        p.s. jestem w ciazy z 3 dzieckiem. Mój prowadzący gin, dwukrotnie już pytał:
        Czy pani potrzebne zwolnienie? i był zdziwiony gdy pytałam: a są wskazania
        medyczne? nie było. To i L4 mi nie potrzebne. Mimo,ze z dwójka dzieci jest
        roboty sporo i mogłabym grzecznie siedzieć w chałupie.
        Ot, po prostu mam "inne" poczucie odpowiedzialności.
        p.s. na L4 bytłam jak mnie zdrowo przeziębienie trafiło - współczuję wszystkim
        smarczącym w ciaży. horror.
      • id.kulka Re: ciaza - moja *prywatna* sprawa?... 26.02.07, 18:08
        Kura, z pasją męczysz tematsmile
        Tak sobie czytam o tym, co piszesz o sytuacji w Polsce i w Niemczech. I tak
        teoretycznie - to masz rację. Że w Polsce to jest wszystko chore, to
        nieposzanowanie prawa przez pracodawcę i nieposzanowanie prawa przez cieżarne,
        które wyłudzają L4. Tak na logikę - o wiele bardziej słuszne byłoby
        egzekwowanie swoich praw, a nie ucieczka na zwolnienie (czyli oszustwo). To
        tyle teoria i logikasmile
        A teraz powiedz mi, Kuro. Czy znalazłaś się kiedyś w sytuacji, które z taką
        pasją tępisz? smile Czy stanęłaś przed takim dylematem: masz wrednego szefa,
        który nie dość, że jest chamem, gburem i paskudnym prosiakiem, nie dość, że
        wpędza w stresy, to jeszcze ma w nosie Twoje prawa: musisz zasuwać po godzinach
        (zresztą jak nie, to zeżrą Cię współpracownicy, którzy muszą odwalić w takim
        razie część Twojej działki), dźwigać ciężary itd itd. Wstąpienie na drogę
        prawną oznacza głównie... dłuuugą drogę prawnąwink Z wynikiem wcale nie
        stuprocentowo pewnym. Czy zaryzykujesz w tym momencie utratę pracy (co często
        oznacza jeśli nie stratę środków do życia, to przynajmniej bardzo ciężką
        sytuację materialną, bo często jedna pensja nie wystarcza na utrzymanie
        rodziny). To byłoby bardzo chwalebne zapewnesmile Ale myślę, że jeśli nie byłaś
        (ja nie byłam) w takiej sytuacji i nie musiałaś się się z czymś takim zmierzyć -
        to nie masz prawa oceniać dziewczyn, które w takiej sytuacji wybiorą L4. Ja
        się również nie odważę.
        Podkreślę jeszcze raz: nie chodzi mi tu o ogół - tylko o te szczególne
        sytuacje, kiedy pracodawca jest nieuczciwy, a dziewczyna zamiast walczyć o
        swoje prawa wybiera zwolnienie.
        Pozdrawiam serdecznie,
        Kulka.
        • antyka Re: ciaza - moja *prywatna* sprawa?... 26.02.07, 22:31
          Id.kulka

          a gdybys miala takiego wrednego pracodawce,
          chama, prosiaka, gbura itp.
          i nie bylabys w ciazy, to poszlabys na zwolnienie, czy nie???

          nie poszlabys, jestem pewna na 100 proc.

          poszlabys, gdybys byla w ciazy, bo:
          - mialabys platne 100 proc.
          - moglabys wrocic ze zwolnienia w kazdej chwili i pracodawca nie mialby prawa
          Cie zwolnic
          - zalozylabys, ze juz do tej pracy nie wrocisz do konca ciazy,
          potem macierzynski i wychowawczy a w miedzyczasie poszukalabys innej pracy

          i co Ty na to?
          • salinas Re: ciaza - moja *prywatna* sprawa?... 26.02.07, 22:46
            Niektóre panie mają to szczęście, że mają lekką pracę, fajnego szefa, mogą w
            pracy popić kawkę, poplotkować , posiedzieć na forum , zrobić w międzyczasie
            zakupy. I co gorsza nie mają pojęcia o prawdziwej pracy i prawdziwym życiu.
            Szkoda że na forym nie ma ( a może są ? ) kobiet pracujących w takim badziewiu
            jak Biedronka, Auchan ( słynne pampersy!) i kilka innych ,, firm " np na
            prowincji , gdzie nikt nie słyszał o prawie pracy. A jak uslyszal to wylecial z
            roboty za 600 na rękę . Kochane Panie, zapraszam do prawdziwego życia. Pracując
            tam nie miałybyście czasu pół dnia spędzać na forum i deliberować ,, jakie to
            ciężarne to złodziejiki i wyłudzaczki " i ,, ciąża moja prywatna sprawa'' lub
            też wyśmiewać się z postów o sałacie , serach , fasolkach, dzidziach itp.

            No ale syty głodnego nie zrozumie!
          • id.kulka Re: ciaza - moja *prywatna* sprawa?... 26.02.07, 22:53
            Antyka,
            a ja na to: mam nadzieję, że nie będę miała nigdy takich dylematów. Bo ja się
            lubię czuć w porządku i nie chciałabym robić takich przekrętów.
            Poza tym, to że cham, gbur i prosiak to jedna rzecz - sedno sprawy to
            nierespektowanie przez owego pracodawcę praw, jakie przysługują ciężarnym (zero
            nadgodzin, zmiana stanowiska na równorzędne, jeśli dotychczasowe może się
            okazać dla ciężarówy szkodliwe, np wiążące się z dźwiganiem ciężarów itp). O to
            mi głównie chodziło. Co wybrać, jak się ma następujące opcje:
            1. praca w potencjalnie szkodliwych dla ciąży warunkach
            2. podanie pracodawcy do sądu - w perspektywie spora szansa na pozostanie bez
            środków do życia na co najmniej kilka miesięcy (zakładając, że w ogóle wygra
            się sprawę) BTW nie zazdroszczę nerwów i stresu z tym związanych
            3. zwolnienie lekarskie
            Hmm.
          • alicja0 Re: ciaza - moja *prywatna* sprawa?... 26.02.07, 23:23
            antyka, a to czemu ktoś nie poszedłby na L4 nawet bez bycia w ciąży?
            Miałam znajomego - dostał pracę w niezłej firmie, harował jak wół, miał efekty,
            ale ze względu na to, że ktoś tam miał "plecy", to wyczuł nosem, że wkróce go
            zwolnią. Poszedł na L4 (miał problemy z kręgosłupem, więc zawsze mógł brać
            zwolnienie, choć nie robił tego), nie pracował w firmie pół roku i w tym czasie
            szukał innej pracy, na podobnym poziomie.
            Moim zdaniem zrobił to, co planowano jemu zrobić - tj zachować się nie fair.
            Tylko, że o ile firma nie upadła przez jego L4, to on miał na utrzymaniu
            rodzinę i kredyty i po nagłym zwolnieniu z pracy, poszliby na dno finansowe.
    • alicja0 Re: ciaza - moja *prywatna* sprawa?... 26.02.07, 23:43
      jak myślisz - dla kogo jest prawo pracy?
      Dla ochrony pracownika, nie pracodawcy.
      A dlaczego? A dlatego, że w układzie pracodawca-pracownik to ten pierwszy jest
      stroną silniejszą i to pracodawca zawsze wygrywał w jakichkolwiek sporach z
      pracownikiem.
      Prawo pracy ma regulować ten układ na w miarę sprawiedliwy, ale prawo jest
      ułomne i wszystkich opcji nie przewidzi. I mimo posiadania prawa pracy, nadal
      są nieuczciwi pracodawcy, którzy bezlitosnie traktują pracownika, więc i też są
      pracownicy, którzy nie są lojalni wobec takiego pracodawcy.
      Problem powstaje wtedy, gdy spotka się uczciwy pracodawca z nieuczciwym
      pracownikiem lub nieuczciwy pracodawca z uczciwym pracownikiem. Wtedy któraś ze
      stron przegrywa, ale moim zdaniem, przegrana uczciwego pracodawcy raczej nigdy
      nie jest tak dotkliwa dla niego samego, jak dzieje się to w przypadku
      przegranej uczciwego pracownika. Bo pracownik dla pracodawcy stanowi jakiś tam
      element pracujący dla jego zysków, a dla pracownika dana firma to źródło jego
      całkowitego utrzymania.
      Dlatego, wracając do Twojego pytania, choć pracodawca nie ma obowiązku
      traktować pracownika po ludzku, a jedynie zgodnie z kodeksem pracy, to lepiej
      na tym wyjdzie, jeśli jednak będzie pracownika w ciąży traktował na lżejszych
      warunkach.
      Tak potraktowany pracownik odpowie mu (jeśli nie jest oszustem) lojalnością i
      oddaniem.
      Udawanie, że ciężarna nie jest w jakimś innym stanie zdrowotnym, to paranoja.
      Są różne dolegliwości, mniejsze lub większe przez cały okres ciąży. Nawet jak
      czuje się kobieta super, to już tylko sam rosnący brzuch często powoduje, że
      trudniej jej się poruszać, gdzieś dostać, coś przenieść.
      Nie chodzi mi o noszenie ciężarnej na rękach, ale naprawdę niewiele jest
      kobiet, które w ciąży czują się cały czas tak, jakby w niej nie były, stąd
      jeśli tylko ktoś nieco im pomoże, to będą pracowały do końca. A jeśli ktoś
      tylko egzekwuje prawo pracy, które nie musi przecież określać wszystkich
      sytuacji życiowych, a jedynie te najtrudniejsze, to niech się nie spodziewa, że
      ciężarna będzie dla niego oddana jak pies.
      • agg.agnieszka Re: ciaza - moja *prywatna* sprawa?... 27.02.07, 00:48
        swietne podsumowanie!
    • jajofka bo skutki 27.02.07, 07:58
      ...najgłupszych, najbardziej krzywdzących decyzji szefa ponosimy MY PRACOWNICY.
      poza tym, mój pracodawca nie chciał w mojej pierwszej ciąży przestrzegać
      kodeksu i szanować moich uprawnień, a po powrocie też potraktował mnie jak
      podczłowieka. poniekąd się z Tobą zgodzę, ale tylko pod warunkiem posiadania
      PRZYZWOITEGO, SPRAWIEDLIWEGO I MĄDREGO pracodawcy. takiego jak najbardziej
      należy szanować.
      • ska_kanka Re: bo skutki 27.02.07, 09:53
        Pisałam już w innym wątku, że polskie prawo jest chore - nie wynagradza
        pracodawcy za zatrudnianie kobiet w ciąży/młodych matek, stąd czesto taka
        kobieta jest postrzegana jako pracownik mniej atrakcyjny - mniej dyspozycjny
        etc.
        Mój mąż jest pracodawcą - jego asystentka ma obecnie roczną córeczkę. Podczas
        ciąży wielokrotnie powtarzał, że jezeli źle się poczuje, moze wyjsc wczesniej
        do domu, bez problemu moze isc na badania, z wyrozumiałością traktował
        nieobecność asystentki wywołaną nagłym bólem głowy czy czymś innym (jak wiemy,
        w ciąży dzis czujesz sie swietnie a nastepnego dnia mozesz poczuc sie podle).
        Układ pomiedzy mężem-pracodawcą a asystentką był uczciwy, jasny, KAŻDA ZE STRON
        ROZUMIAŁA SYTUACJĘ DRUGIEJ. I co? I wszystko nadal układa się dobrze. Nikt
        nikogo nie oszukał, nie naciągnął, nie zwolnił. Co było wynikiem zrozumienia
        stron swoich sytuacji.
        Co nie zmienia faktu, że mąż-pracodawca, w oczach naszego panstwa nie zrobił
        nic rewelacyjnego - a tu powinno się cos zmienić. Bo kim jest pracodawca dla
        panstwa? Płatnikiem podatków, zusów - zasila budżet. Stworzenie chociazby
        drobnych udogodnien, wynagradzających za zatrudnianie kobiet w ciąży i młodych
        matek na pewno spowodowałoby, że wiekszość pracodawców inaczej traktowałoby
        ciężarne/młode matki. Narazie w naszym panstwie postanowiono zadbac o interes
        pracownika - 100% płatne zwolnienie, becikowe (śmieszna kwota, nie wiem, kogo
        zacheca do rodzenia dzieci poza patologią...), wydłużony urlop macierzynski -
        wiem, ze patrząc na całokształt tych udogodnien, to poza 100% l4 reszta jest
        smieszna, ale w opinii pracodawców, to tylko pracownik zyskuje.
        Założyciel/ka wątku pisze, ze inaczej powinni patrzec na ciezarne pracodawcy z
        administracji panstwowej, inaczej pracodawcy prywatni - nie rozumiem tego
        absurdalnego stwierdzenia... Zarówno dla jednych jak i drugich ciezarna to
        osoba, któa wyda na swiat dziecko, ktore w przyszlosci bedzie pracowac na
        emerytury nas wszystkich.
        Nie popieram lewych L4 - ale nie uwazam, ze ciąża to normalny stan, w którym
        kobieta może normalnie pracowac i śmigać na wysokości lamperii. Pomimo dobrych
        wyników badan, ja nie czuje sie dobrze i jestem na zwolnieniu. Nie bede
        rozpisywac sie o swoich dolegliwosciach, bo zapewne znalazłaby sie tu grupa
        chetnych do objechania mnie za "uzalanie" sie nad sobą. Samopoczucie w ciazy to
        indywidualnna sprawa. Nawet jezeli kobieta ma dobre wyniki, i czuje sie dobrze,
        a powiedzmy poprzednie ciąże straciła, poroniła - jesli lepiej czuje sie na
        zwolnieniu przy nastepnej ciąży, to uważam że ma prawo do L4.
Pełna wersja