nie daję sobie rady:(

01.03.07, 11:12
nie wiem co mam zrobic, pogodzic sie z myslą ze juz nigdy nie bede mogla miec
dzieci, odejsc od M, czy jeszcze walczyc.
Nie jestem młoda bliżej mi do 35 niż 30. Od dłuższego czasu proszę go żeby
wziął to pod uwage, on jednak twierdzi że nie jest gotowy, na to by być
ojcem. Wiec kiedy bedzie, kocham go i wpadka nie wchodzi w rachube. Wiec co
mam zrobić. Materilanie jesteśmy dobrze ustawieni, wiec o co chodzi? Bardzo
tego pragne od dłuższego czasu i bardzo sie boje że w koncu to bedzie
niemozliwe. Nie potrafie go przekonac a czas leci, a ja czekam tak juz od
kilku lat az on sie zdecyduje. Przed slubem rozmawialismy o tym i chciał mieć
dzieci. Wiec co sie stało czy to ze mną jest coś nie tak? Zaczynam popadać w
depresje a każde napotkne dziecko wywołuje u mnie łzotok.
    • saha_ra Re: nie daję sobie rady:( 01.03.07, 11:25
      a jeśli powiesz mu wprost, że dalsze życie w związku bez dziecka nie ma dla
      ciebie sensu? Kiedy odpowie, ze trudno, bo on absolutnie się nie zgadza, to
      sorry, ale będzie to o nim świadczyć jak najgorzej i podważy sens tego
      małżeństwa. Przecież ludzie którzy się kochają chcą szczęścia drugiej osoby i
      wspierają ją w jej dążeniach nawet jeśli wymaga to kompromisu. Tu nie ma co
      płakać tylko trzeba krótko i konkretnie rozmawiać. Wóz albo przewóz. Jesli
      macie ślub kościelny to dodam jeszcze, że kilkuletni brak zgody na potomstwo
      jest argumentem to całkowitego unieważnienia małżeństwa.
      • lumja Re: nie daję sobie rady:( 01.03.07, 11:51
        zwlaszcza, że przed slubem mowił, że chce dzieci.
        • eska762 Re: nie daję sobie rady:( 01.03.07, 11:57
          a co ci da odejscie od męza? Myślisz że tak szybko poznasz kogos z kim bedziesz
          chciała miec dziecko? I że jak go juz spotkasz tego kogoś to bez problemu
          zajdziesz w ciążę?Z tego co piszesz troche goni Cie juz czas. Rozumiem że
          kochasz męza, ale w tej sytuacji ja bym zdecydowała się na "wpadkę" z mężem.
          Jesli aż tak zależy Ci na dziecku to najwyżej wychowasz je sama. Piszesz że
          materialnie jest ok. A i tak jestes zdecydowana odejsc od męza, wiec najwyzej
          odejdziesz od niego mając dziecko.
      • iza1414 Re: nie daję sobie rady:( 01.03.07, 11:57
        szczere współczucie kobieta w twoim wieku napewno marzy o macierzyństwie.
        Łatwo powiedzieć rozwód skoro mimo wszystko nadal bardzo się kocha tę drugą
        osobę. Myślę że twój mąż powinien z tobą szczerze porozmawiać i podać konkretny
        powód dla którego nie chce dziecka. Być może ukrywa coś jakąś chorobę do której
        wstydzi się przyznać. Myślę że tylko szczera rozmaowa między wami pozwoli
        zrozumieć jedno drugie. Gdyby jednak upierał się przy błahym -nie jestem gotowy-
        i to był jego jedyny powód to myślę, że coś z nim naprawdę nie tak i też
        powinnaś zadbać o siebie i swoje marzenia. Sory ale w waszym wieku nie można
        mówić o wpadce, więc jeśli naprawdę chcesz mieć dzidziusia to ostatni dzwonek.
        • wjw2 Re: nie daję sobie rady:( 01.03.07, 12:10
          iza1414 napisała:

          Sory ale w waszym wieku nie można
          > mówić o wpadce

          A dlaczego nie? Co ma wiek do tego? Wpadają kobiety po 40-tce

          Ja nie mam 40-tu lat, ale w ciążę zaszłam w wieku 34 lat. Nie była to ciąża
          planowana. W naszym związku to raczej ja byłam tą "niegotową stroną". Okres
          ciąży wspominam jako jeden z najlepszych okresów w moim życiu, a mojego
          półrocznego kocham ponad życiesmile.
          Dlatego myślę, że autorka wątku powinna zdecydować się na taką "kontrolowaną
          wpadkę", często rozmowy do niczego nie prowadzą.

    • shila78 Re: nie daję sobie rady:( 01.03.07, 12:42
      ja też pokombinowałabym na twoim miejscu aby być w ciaży...np,mówiła że biore
      tabletki,a ich nie brała,dziurawiła prezerwatywy,albo bym powiedziała że
      założył mi lekarz wkładkę domaciczna i że możecie sie kochać bez obaw,w końcu
      te wszystkie środki też czasem zawodza,więc miałabyś wytłumaczenie,zresztą on
      też cie troszkę okłamał mówiac że chce dzieci po ślubie,a tobie zegar
      biologiczny tyka.W koncu może sie okazać,że będzie gotowy na dziecko za 10
      lat,albo jak zdecyduje sie wcześniej okaże sie np,że nie możesz zajsc
      wciaże....moja rada,kuj żelazo póki goraco i nie daj po sobie poznać że coś
      kombinujesz...mam nadzieje że jeszcze w tym roku zajdziesz w ciaże,powodzenia
    • lumja Re: nie daję sobie rady:( 01.03.07, 13:38
      Musisz sie zastanowić czy Ci bardziej zalezy na mężu czy na dziecku. Wpadki bym
      nie polecala, bo znam z doświadczeń bliskich przyjaciół jak to sie skończyło.
      Ona bardzo chciala, on nie i ona zaplanowala wpadkę - maly ma rok a ich
      małżeństwo się wlaśnie kończysad
    • sabko Re: nie daję sobie rady:( 01.03.07, 13:56
      Moim zdaniem powinnaś powiedzieć mężowi dokładnie to co tu napisałaś, niech ci
      nie mówi, że nie jest gotowy, tylko powie dlaczego nie jest?
      Chyba on wie, że nie jesteście coraz młodsi a rodzicielstwo po 40-tce jest już
      bardzo trudne.
      Jeśli nadal będzie cię zbywał to chyba też pomyślałabym o "wpadce" tylko musisz
      liczyć się nawet z najgorszymi konsekwencjami.
      Zostawić sytuacje tak jak jest teraz jest dla mnie bez sensu bo wcześniej czy
      później będziesz miała do męża ogromny żal a to już tylko krok od rozstania.
      • mysz56 Re: nie daję sobie rady:( 01.03.07, 14:09
        zaaranżowanie wpadki to kwestia światopoglądu i sumienia ja np bym się nie
        zdecydowała nigdy -natomiast konkretnie bym porozmawiała wysuwając swoje
        argumenty -potrzeba ,wiek,kilka lat po ślubie ,łączące nas uczucie itd jeżeli
        to nie poskutkuje wysnułabym pewnie wniosek że mąż się ze mną po prostu nie
        liczy lub jest totalnym egoistą,postawiłabym sprawę na ostrzu noża i zobaczyła
        jaki efekt to przyniesie-może da mężowi do myślenia i się obudzi w końcu
        • paulina812 Re: nie daję sobie rady:( 01.03.07, 15:58
          Polecam wpadkę (z własnego doświadczenia), mój mąż zły był raptem dwa dni.
          Inaczej się podchodzi do wyobrażeń o dziecku a inaczej gdy ono już naprawdę
          jest. Mam nadzieję, że jak już będziesz w ciąży to twój mąż będzie się cieszył
          i szczerze pokocha to dziecko.
    • lilith76 Re: nie daję sobie rady:( 01.03.07, 16:37
      Ja nie dopuściłabym do tak długoletniego zwodzenia mnie. Wpakowałaś się w kanał na własne życzenie.
      Mam/miałam podobną sytuację - depresja, długie rozmowy, przekonywania, ale ja mam 31 lat i nie dam sobie wciskać kitu bez końca. Wpadka to też niesmaczne, bo tak pojawiły się na świecie jego poprzednie dzieci i związek to zrujnowało.
      Podałam zakres czasowy, od którego będę chciała zacząć się starać o dziecko i jeśli on nadal nie czuje się na siłach, to odchodzę. Nawet największa miłość nie wybaczy poświęcenia marzeń o macierzyństwie. Wiem, że prędzej czy później bym go znienawidziła i straciła szacunek do samej siebie za głupotę bezdenną.
      Wolę być sama, bez dziecka niż kisić się w toksycznym związku, co owulacja myśląc, że nigdy.
      Mój mężczyzna z myślą się oswoił i kiedy ostatnio miałam spore opóźnienie @ myślał, że to ciąża.


      Jestem ciekawa - pojawia się tu wątek kobiety, która nie chce mieć dzieci, nie czuje instynktu macierzyńskiego, zwodzi męża, że jeszcze nie teraz, może jej się zmieni. Czy poradziłybyście jej mężowi żeby ukradkiem ściągał prezerwtywę i zaaranżował wpadkę, bo ona na pewno dzieciaka pokocha???
      Moralność Kalego.
      • kasiapfk Re: nie daję sobie rady:( 01.03.07, 17:35
        Lilith76,
        czpka z głowy przed Tobą. Bardzo mądra i wyważona wypowiedź.
        Miło poczytać tak rozsądną kobietę. Życzę szczęscia i powodzenia w
        staraniach. smile)))))))

        p.s. doskonale wiem, jak to jest nie moc mieć dziecka przez lata...
    • majdeczka Re: nie daję sobie rady:( 01.03.07, 17:55
      Oj, oj, ja miałam podobny problem - mój mąż, superfacet, jestem w nim zakochana
      po uszy i dobrze nam ze sobą, ale w sprawie dziecka był też strasznie oporny.
      Mimo że starszy ode mnie 3 lata, wciąż mówił, że nie dojrzał i prosi o czas. A
      ja czułam jak zegar bilogiczny tyka i - podobnie jak Ty - alergicznie reagowałam
      na ciążaste koleżanki. Więc drążyłam temat i drązyłam, tłumaczyłam i płakałam.
      Oszustwo, przekręt - to zupełnie nie wchodziło w grę. Ale jak tylko poczułam, że
      troszeczkę kruszeje, to postanowiłam kuć żelazo póki gorące. No i tak za dwa i
      pół miesiąca na świat przyjdzie nasza Zosia. Mąż zachwycony, gada do mojego
      brzucha i dzielnie uczy się masować mi plecy na szkole rodzenia. Mam wrażenie,
      że z dnia na dzień coraz bardziej staje się Tatą. Jaki z tego morał? Rozstanie
      to ostateczność - owszem, znam przypadek pary, która się właśnie z tego powodu
      rozstała. Ta pani następnie zapoznała innego pana i jest z nim bardzo
      szczęśliwa, właśnie spodziewają się trzeciego dziecka! I tak w życiu bywa. Ale o
      ile tylko jesteś pewna, że to jest TEN człowiek, to nie rezygnuj z niego,
      rozmawiajcie tylko jak najwięcej, wyjaśniajcie sobie swoje lęki i obawy, mówcie
      o tym jak najwięcej. Nie poddawaj się, może już niedługo on się przełamie!
      Powodzenia!
      • eleonoe Re: nie daję sobie rady:( 02.03.07, 02:57
        powiem ci kajka tak..osobiscie uwazam, ze facet ktory kocha chce swojej kobiecie nieba przychylic,skoro jestescie ze soba tyle czasu, znacie swoje pragnienia to cos z twoim mezem jest chyba nie tak.powiem ci ze wedlug mnie nie ma na co czekac, mysle ze powinnas "przyprzec go do muru". radze ci tak dlatego, bo moja siostra jest w podobnej sytuacji-tzn nie ma meza ale od ponad 7 lat mieszka z facetem ktory w kolko karmi ja pustymi obietnicami o slubie dzieciach i pieknym domku. siostra ma 30 lat i widze ze bardzo chce miec dziecko a tu nic.pomijam fakt ze tak naprawde jej facet to kawal gnoja przez ktorego tylko tona w dlugach nic nie maja swojego a moja siostra ze strachu ze juz nikogo sobie nie znajdzie tak tkwi w tym toksycznym zwiazku.dlatego warto zastanowic sie na co jeszcze czekac. ona czeka juz ponad 7 lat.... pozdrawiam
    • binkaa Re: nie daję sobie rady:( 02.03.07, 09:04
      ja bym "wpadła"
      i jak juz wyżej ktos napisał
      najwyżej wychowasz dziecko sama
      a tak minie jeszcze kilka lat, o dziecku nie będzie już mowy, zostaniesz z
      mężem i będziesz mieć ciągle żal do niego i do siebie, małżeństwo przestanie
      Cię zadowalać
    • lilith76 Re: nie daję sobie rady:( 02.03.07, 09:45
      kajka problemem może też być to, że ty go prosisz i ciężar podjęcia decyzji składasz tylko na niego, więc on jak większość leniwych facetów zwleka, odwleka, bo to go nic nie kosztuje. To on niby jest Wielkim Dyspozytorem Decyzji.

      Co oznacza, że nie jest gotowy? Nie gotowy to może być bigos po pół dnia gotowania. Niech w punktach ten swój brak gotowości wyjaśni. Na 90% to po prostu wygoda i lenistwo. Mój, na przykład, doskonale wie co to nieprzespane noce, ząbkowanie, zmienianie pieluch, ta rewolucja jaką niesie dziecko i już mu się z lenistwa nie bardzo chce. Podał jeszcze inne argumenty, ale to są już punkty do dyskusji i zbicia.
      Podobnie jest z innymi moimi bezdzietnymi kolegami - życie, gdy po pracy robi co chce, odpoczywa jest super. Po cholerę to zmieniać???
      Na mężczyzn działają racjonalne argumenty, a nie "ja chcę", "proooooooszę, ja tak już chcęęęęęęe".


      Oczywiście wpadka to fajna rada, najwyżej wychowasz sama. Ale czy kochane forumowiczki dadzą ci siłę, jeśli w najgorszym wypadku, do tego momentu przeżyjesz, targana hormonami osamotnioną ciążę i połóg, płacząca, że on się odsuwa i cię nie wspiera? Na to trzeba mieć ogromną siłę. Skazać dziecko na życie z jednym rodzicem, bo drugi będzie mieć je gdzieś. Przejrzyj forum dla samodzielnych mam, gdzie niektóre przeżywają smutek, że tak pechowo wybrały dla dziecka ojca i zubożyły mu na starcie życie. Na to trzeba mieć wielką siłę.
      • eska762 Re: nie daję sobie rady:( 02.03.07, 11:40
        uwierz mi lilith76, że samotne maciezyństwo nie jest takie złe, a choc to
        banalne, dziecko jest w stanie wiele wynagrodzić. A wydaje mi się, że znacznie
        gorzej będzie , jak autorka wątku ocknie się za parę lat, samotna u boku męża
        do którego będzie miała wielki żal. Z tego co ona pisze, ma dobre warunki
        materialne, ogólnie sytuacja ok, więc myśle, że jest w stanie wychowac utrzymac
        to dziecko. Posiadanie oficjalnego małżonka nie sprawia, że macieżyństwo z
        automatu staje sie łatwe i proste. A zresztą jesli on ja kocha to wszystko się
        ułozy, a jeśli nie kocha to jakby sprawa tego związku i tak jest przesadzona.
        • lilith76 Re: nie daję sobie rady:( 02.03.07, 12:29
          Dla opcja zostać z mężem, nie miec nigdy dzieci odpada kompletnie!
          Oczywiście, że samotne macierzyństwo może być wspaniałe i sama rozważałam taką opcję kilka lat temu. ttrzeba tylko sobie zdawać sprawę z tego, że zacznie się ono od ogromnego psychicznego obciążenia, w chwili gdy kobieta bardzo potrzebuje wsparcia.
          Dla mnie wpadka jest niemoralna i już. Czy panie doradzające to same chciałyby by być analogicznie tak potraktowane przez męża? W sprawach finansowych, majątkowych? Do sprzedaży nieruchomości, zaciągnięcia kredytu trzeba wyraźnej zgody współmałżonka, ale począć dziecko można za jego plecami... Choć dziecko to sprawa 1000 razy poważniejsza niż mieszkanie, czy kłótnia z bankiem.
      • cadorna Re: nie daję sobie rady:( 02.03.07, 14:08
        lilith76 napisała:

        > Na mężczyzn działają racjonalne argumenty, a nie "ja chcę", "proooooooszę, ja
        > tak już chcęęęęęęe".

        zgadzam się z lilith
        nie tylko z tą wypowiedzią
        zgadzam się z Nią po prostu
        sama mam 34 lata i pierwsze dziecko w drodze

        coś takiego jak kontrolowana (oczywiście tylko przez jedną stronę) wpadka to
        jest coś obrzydliwego wg mnie oczywiście - to jest oszukanie w perfidny sposób
        kogoś kogo się kocha, świadczy o całkowitym braku szacunku dla tej drugiej
        osoby i o braku wiary w siebie - tzn. w rzeczowość swoich argumentów

        Faceci są skonstruowani właśnie tak jak napisała lilith - trzeba się z nimi
        udać na potyczkę na argumenty. Dobrze się do takiej rozmowy przygotować i po
        prostu wytrącać mu "kopie z ręki"

        po czym zakoczyć rozmowę zapowiadając, że daje się jakiś tam określony czas N
        na przemyślenie sprawy
        w międzyczasie do tematu nie wracać W OGÓLE
        i NIE MOŻNA być rozżaloną,że On wcześniej tego tematu nie zacznie. BO NIE
        ZACZNIE ! Tacy są faceci - zwłaszcza faceci przed 40-tką
        Sorry no bonus

        Po upływie danego czasu wrócić do rozmowy i wtedy zakończyć romowę postawieniem
        sprawy na ostrzu noża
        No sorry - czasem tak trzeba

        Ja tak zrobiłam akurat nie w kwestii ciąży, ale w kwestii kontaktów z
        porzuconym dzieckeim mojego męża - oporny był na argumenty całego nieba i ziemi
        (rodzina, znajomi, 1-za żona) przez 14 lat - mnie się udało w ciągu roku
        żelazną konsekwencją
        a tu chodziuło o coś więcej - bo trzeba się byo ostro pokajać, a mój mąż
        to "twardziel"

        ROZMOWA
        podstawą jest ROZMOWA

        MUSISZ powiedzieć mężowi jakie to jest dla Ciebie ważne

        i nie poddawaj się - dobrze tę rozmowę przemyśl, ale nie zaczynaj od stawiania
        sprawy na ostrzu noża bo odbierasz sobie możiwość stopniowania nacisku
        czekają Cię negocjacje, a w negocjacjach stopniowanie nacisku jest bardzo
        ważnym elementem
        jak od razu pojedziesz "z grubej rury" to mogła już będziesz tylko odpuszczać
        a to źle
        bardzo źle

        unikaj też stawiania ultimatum, którego boisz się/wiesz, że nie dasz rady
        doprowadzić do końca
        np. bo od Ciebie odejde
        bo jak NIE ODEJDZIESZ to straci do Ciebie szacunek
        niestety to takie typowo.. męskie

        Pozdrawiam gorąco
    • doraxyz Re: nie daję sobie rady:( 02.03.07, 12:33
      Ja bym się zdecydowała na wpadke licząc się z tym że moge maleństwo sama
      wychowywać. Bo na co tu czekać, latka lecą a nie każda zachodzi po jednej
      próbie. Życzę powodzenia.
    • aliset Re: nie daję sobie rady:( 02.03.07, 12:47
      teraz on jest niegotowy bo to i tamto, a jak bedzie bardzo gotowy kiedy ty już
      nie bardzo będziesz mogła mieć dziecko to co ci powie? wiesz kocham cię , ale
      ten związek nie jest pełny chce miec dzieci... itd itp. no i znajdzie sobie
      taką która będzie mogła uraczyć go dzieckiem? facet jak kocha to nie stawia
      takich warunków jak widzi , że kobieta jego jest nieszczęsliwa, bo to własnie
      swoadczy o braku uczuc do partnera? pamiętaj że on deklarował, że chce mieć
      dzieci i pewnie prędzęj czy poźniej je będzie miał, pytanie tylko ,czy jak ty
      będziesz czekała z poważną rozmową i podjęciem konkretnych kroków , to czy te
      dzieci będa z tobą. Ty będziesz nieszczęsliwa całe życie a on będzie gdzies tam
      kochającym tatusiem? Pozatym mówienie , że się nie jest gotowym wcale nie
      oznacza, że jak będzie dziecko to jest prawda. Dziecko wyzwala takie uczucia,
      że na wiele żeczy staje się bardzo szybko gotowymsmile
      • aliset Re: nie daję sobie rady:( 02.03.07, 12:47
        rzeczy a nie żeczy"smile
Pełna wersja