polyanna123
13.03.07, 10:40
Nie moge sobie ze soba poradzic, dowiedziałam się, że mój ukochany dziadziuś
ma nowotwór woreczka żółciowego, to juz diagnoza potwierdzona, miał wczoraj
operacje, lekarz mówił, że raczej nie ma przerzutów, ale jak otworzyli jame
brzuszną, to okazało się, że jednka są i to na węzły chłonne... Wychowywałam
się bez ojca, jak miałam 4 latka dziadzius nauczył mnie czytac, zawsze
potrafił sprowadzic mnie na dobra drogę, obok męża jest dla mnie najbliższą
osoba na ziemi... Do tej pory wypierałam to ze swojej świadomości, wmawiałam
sobie, ze to moze jakaś niegroźna narośl, polip, ale wobec faktów jestem
bezsilna... Mąż mówi, żebym nie płakała, ze to nie pomoze, a wręcz
przeciwnie, bo jestem w ciąży 14 tydz, juz zaczyna się irytowac tym, że
ciagle "ryczę", a ja po prostu nie mogę dac sobie rady z tym wszystkim...
Dziadek jest po 2 zawałach, przebytej gruźlicy, wrzodach żołądka i śmierci
klinicznej, jest naprawde bardzo schorowany, podejrzewam, ze nie przetrzyma
radioterapii. z drugiej strony wiem, ze moja rozpacz i zamartwianie nic nie
zmieni, ale inaczej nie potrafie... Boję się, ze urodzę chore albo w
najlepszym wypadku znerwicowane dziecko... Do tego jeszce niepewna sytuacja w
pracy i strasznie dużo obowiazków na studiach. Może znacie jakies sposoby na,
nie wiem, zapomnienie o tym wszystkim... Moze któraś z was coś takiego
przezywała... napiszcie jak sobie radziłyście. Dzięki