atenette
16.03.07, 19:22
Jakis czas temu pisalam o moim problemie tj. o twardnieniu brzucha. Moze
niepotrzebnie panikuje, ale wole panikowac niz zeby cos sie stalo. Tak wiec
jestem w 23tc i od ok. 2 tygodni odczuwam twardnienie brzucha (tzw. skurcze
Brixtona Hicksa), ktore nie jest bolesne, ale odczuwalne i nieprzyjemne.
Czasami mam ich kilka na dzien, czasami pojawiaja sie rowno co godzine przez
caly dzien (czyli dosyc czesto). Mieszkam w UK gdzie jak wiecie nie ma badan
ginekologicznych w ciazy, wiec powiedzialam o tym mojej poloznej. Kazala mi
udac sie do szpitala, gdzie pielegniarki powiedzialy mi, ze to rzeczywiscie
bardzo wczesnie jak na takie czeste skurcze i ze musza sprawdzic czy nie
zaczelam moze przedwczesnie rodzic. Jak to sprawdzili?? Jedyne co zrobili to
zbadali mi mocz (??), sprawdzili czy bije serce dziecka (??), a ginekolog
obmacal moj brzuch i powiedzial, ze jest miekki wiec nie widzi powodow do
obaw (no przeciez skurcze trwaja kilka sekund, wiec brzuch nie jest twardy
caly czas!), ze skurcze sa normalne i jezeli nie ma plamien i nie bola to nic
sie nie dzieje. Oczywiscie ginekologicznie mnie nie zbadal.
No i niestety wcale mnie ta wizyta nie uspokoila. Mam prace stojaca i boje
sie, ze te skurcze moga doprowadzic do skracania sie szyjki i przedwczesnego
porodu. Zreszta wiekszosc przypadkow opisanych na roznych forach tak wlasnie
wyglada - czeste skurcze = skracanie szyjki i przedwczesny porod. W Polsce
lekarz przepisuje tabletki rozkurczowe, kaze lezec i sie oszczedzac,
zwlaszcza jak skurcze pojawiaja sie tak wczesnie. A tu? Nie chce byc kolejnym
przypadkiem kobiety ktora rodzi w 24tc!
Nie wiem co mam robic i wszedzie gdzie sie da szukam porad na ten temat. Moze
ktoras z Was bedzie mi ws tanie jakos doradzic albo chociaz uspokoic
troche ?