opa1
26.06.03, 22:15
Miałam świetny poród. termin był wyznaczony na 14 września. 1 września
pokłóciłam się z mężem (jak zwykle o pierdoły). Miałam iść na grilla, ale
cały czas chciało mi się spać. O 18.00 mają przyjść znajomi na oglądanie
meczu Polska-Norwegia, a przy okazji na piwko.
O 15.00 nasmażyłam sobie tłustego boczku, bo takie miałam smaki. Nagle... coś
poczułam. O nie! Odszedł mi czop, co 15 min miałam lekkie bóle pleców.
Ponieważ byłam obrażona na mojego męża, i nie bolało mnie bardzo postanowiłam
być dzielna. Poszłam się wykąpać, umyłam i wymodelowałam włosy. Jednak bóle
stawały się częstsze i silniejsze (już co 8 min). Musiałam się wyżalić, że
boli ... Mój ukochany skakał z radości, ja cierpiałam, a on się cieszył,
niewdzięcznik. Zapisywał minuty jakie dzielą mnie od jednego skurczu do
drugiego, trzeciego, czwartego...Spakowałam rzeczy do szpitala (a raczej
odkurzyłam, bo czekały już od 6 tygodni – tak bardzo chciałam mieć już
dziecko). 18.00 – przyszli imprezowicze. Jeszcze nic im nie mówimy. Był tez
szalony wujek, który pyta mojego męża: „co Ty tak liczysz?” a on na
to „odczytuję dane z wodomierza”. Myślałam że padnę ze śmiechu i bólu, bo
skurcze miałam już co 3 minuty. Mówimy! Radość i zdenerwowanie naszego
kuzyna, on jedzie z nami, on nam pomoże! Mówię Grzesiu, za 2 godziny Oluś
(mój Kochany mąż) będzie z powrotem, siedźcie i oglądajcie mecz. Spokojna
głowa.
W 4 minuty dojechaliśmy do szpitala, ja już umierałam. Mam rozwarcie na 7
palców. Zrobili mi lewatywkę, cały mój tłuściutki boczuś poszedł w pizdu!
Pani położna przez 45 min robiła ze mną wywiad środowiskowy, myślałam, że ją
pogryzę. Jest 19.45. Nagle chlust! Kochanie przepraszam-posikałam się! Nie,
nie posikałaś się drogie dziecko – wody Ci odeszły! A ja głupia myślałam że
oni wszyscy żartują z tym porodem.
Przyszedł wkurzony Pan doktor (przerwałam mu oglądanie meczu- wynik 2:1 dla
Polski). Co tam mamy? O porodzik! Jest akcja!!!! Uff, uf, ah, oh, ychy, ychy,
wody, wody – to odgłosy jakie wydawał mój Ukochany. Jeszcze jedno parcie
i.....19.45
... jest piękny MATEUSZEK. CUDOWNY, PIĘKNY, PŁACZE, KOCHAM GO!!!!!!!!!!!!
Kocham mojego Męża. Pierś, pokarm, moje łzy szczęścia. Jest cudownie.
O 20.15 już cała rodzina wiedziała, że mamy synka. Przyszli na salę porodową.
Ja piękna, nie zmęczona, szczęśliwa (mogę iść na imprezę), mój ukochany –
mokry, zmęczony- rzuca hasłem: takiego porodu to ja jeszcze nie widziałem.
Płaczemy ze śmiechu! Doświadczony TATUś!!!
Razem z Mateuszkiem idziemy na salę noworodków. Nie mogę się na niego
napatrzeć, jest taki niewinny. Taki piękny.
Jestem MAMĄ.