anaisia
26.07.03, 21:24
Drogie mamy
tydzień temu, 19 07 urodziłam ślicznego facecika, 3580, 55cm. Poszło w miarę
szybko i prawie bezboleśnie dzięki znieczuleniu zewn.
O 2 w nocy odeszły mi wody, pojechaliśmy do szpitala i do 5 nad ranem nic
więcej się nie działo. potem delikatne skurcze, o 8 były juz dość silne a że
było już rozwarcie na 4 cm, dali mi znieczulenie. Sam moment mało przyjemny,
prąd mi poszedł po nogach, mąż musiał mnie przygniatać żebym nie fikała, ale
po chwili poczułam ogromną ulgę, żadnego bólu. Położna mogła mi wreszcie
zrobić masaż szyjki bo wcześniej nie dawałam się dotknąć. To bardzo
przyspieszyło sprawę. Po 10 miałam już pełne rozwarcie a o 10.45 Tymuś był
już na świecie. Taki śliczny i kochany. Przy samym porodzie przeżyłam coś na
kształt odlotu, nie za bardzo wiedziałam co się dzieje, chyba z wysiłku
traciłam przytomność. czy któraś z Was też miała takie doświadczenie?
No, a teraz jesteśmy już w domku, mały właśnie zaczyna popłakiwać więc musze
lecieć z cyckiem. Nie bójcie się znieczulenia!!! To rewelacja! Dzięki temu
będę wspominać swój poród z przyjemnością i nie boję się kolejnego!
Szczęśliwa mama Tymka