melllago
25.11.07, 08:51
We wtorek o 7.10 jak już wiecie urodziłam cudownego chłopca Czarka.
Do szpitala pojechałam w niedzielę koło 22.30, bo zaczęły wody się
sączyć. Zatrzymali mnie na patologi ciąży i dostawałam antybiotyki
na ochronę dzidziusia. Skurcze dostałam w nocy ale takie niezbyt
bolesne, choć mimo to nie spałam. Na drugi dzień skurcze trochę
mocniejsz ale mówili mi, że to jeszcze nie te właściwe, a rozwarcie
na jeden palec. Pod wieczór rozwarcie na dwa palce, ale skurcze
jeszcze nie tak bolesne (wtedy myślałam, że bardzo bolą).
Okazało się, że słabo u mnie z efektywnością skurczy, słabo
rozwarcie postępuje, i wkońcu około 4.00 nad ranem podali mi
oksytocynę, i wtedy zaczęło się naprawdę. Bolało bardzo, ale się
opłacało, bo jak mały wyskoczył, to się popłakaliśmy z mężem ze
szczęścia. Mąż niesamowice mnie wspierał cały poród, bez niego chyba
bym oszalała.
Dwie godziny po porodzie wstałam i nawet mogłam siedzieć, choć
cięcie było, ale chyba nie jakieś wielkie bo nie boli mnie.
Pozdrawiam