ciezki los zagranicznej ciezarowki...

19.12.07, 11:37
czesc dziewczyny,

ja wiem - co kraj to obyczaj. w Holandii, gdzie przyjdzie mi rodzic juz
niedlugo (oficjalna data 4.01) sa rozne zwyczaje. m.in. moda na rodzenie w
domu, podkladanie kolkow pod lozko, przez co sie spi jak na katafalku i sporo
innych. Ale wg mnie najciekawszym jest brak lekarza prowadzacego. tutaj
polozna prowadzi cala ciaze. i tu tez mam pewne zastanowienie: polozna nie
zaglada miedzy nogi, a moze, w miedzyczasie, ja juz mam jakies rozwarcie,
tylko o tym nie wiem (mowiac szczerze, to polozna-kolezanka z Polski zadala mi
to pytanie). i glupio sie czuje taka niedoinformowana...ech...

pozdrawiam
    • gawliki Re: ciezki los zagranicznej ciezarowki... 19.12.07, 12:47
      wspolczuje,na pewno powinni wiecej informowac............
      akle jesli tak wszystkie tam rodza to znaczy ze jest ok!!!!!!!!dasz
      rade,nie stresuj sie laskasmilena pewno wszystko bedzie dobrze!!!!!!!!!!
      POZDRAWIAM
      • zonkastonka Re: ciezki los zagranicznej ciezarowki... 19.12.07, 15:24
        Faktycznie trochę dziwne z tym nie zaglądaniem. Mój ginekolog każde
        badanie zaczyna od sprawdzenia czy szyjka zamknięta i się nie skraca
        (robi to ręcznie oczywiście).
        A nie mogłabyś - skoro to koleżanka - trochę "nagiąć przepisy"?
        Jak ja sie jednak cieszę, że mieszkam w Polsce smile))
        Pozdrawiam!
        stonka
        19 tydz.
        • marzencia2333 Re: ciezki los zagranicznej ciezarowki... 19.12.07, 16:04
          Witam
          Ja rodziłam w Anglii i u mnie jest podobnie.Nawet nie miałam badań
          ginekologicznych. Lakarze mówią, że takie badania bezpłatne
          przeprowadza się co 3 lata, a wcześniej nie widzą potrzeby. Niestety
          mieszkam tu od 1,5 roku i się w to niezaliczam. Lekarzą wystarczą
          tylko testy ciązowe na potwierdzenie, ze jesteś w ciązy. Jak synek
          się rodził to mi nawet znieczulenia nie dali chociaż prosiłam.
          Podali tylko tlen. Wolałam bym rodzić w Polsce no ale cóż życie
          niewybiera... Pozdrawiam Mój synek 23 grudnia kończy 8 miesięcy, a
          następne w drodze - termin na 20 czerwca smile
          • mageillusionist Re: ciezki los zagranicznej ciezarowki... 03.01.08, 13:42
            Cóż, może tylko jestem jakimś szowinistą czy jak tam zwiecie facetów, ale wg
            mnie to Polska was przewrażliwiła. Od kiedy lekarz jest potrzebny do porodu?
            Przecież całą ciążę od poczęcia do narodzin można bez jednej wizyty u lekarza
            zrobić. Wystarczy tylko nie robić idiotyzmów, które mogą szkodzić dziecku, a
            reszta zrobi za nas natura. Jedynym wyjątkiem są powikłania jakieś, ale jeśli
            kobieta czuje, że coś jest źle, to chyba sama może poprosić od dodatkowe badania.
            A zanim się ktoś obrażony moją wypowiedzią wypowie, niech się zastanowi dlaczego
            jednak poziom opieki medycznej za granicą jest uważany za lepszy niż w Polsce.
            • aniorek Re: ciezki los zagranicznej ciezarowki... 03.01.08, 13:55
              Tak a propos tego przewrazliwienia, choc w sumie nie do konca na temat. W Polsce
              cytologie mialam obowiazkowo raz do roku. W Finlandii, gdzie obecnie mieszkam,
              tylko co 2 lata. Z tego wynika, ze rzeczywiscie moze wystepowac jakies
              przewrazliwienie. wink
              • aiczka Re: ciezki los zagranicznej ciezarowki... 03.01.08, 15:02
                Obecnie w Polsce również miałabyś co drugi rok.
                • deodyma Re: ciezki los zagranicznej ciezarowki... 27.02.08, 11:28
                  co drugi rok w Polsce cytologia??? a gdzie??? bo ja mam cytologie co
                  pol roku, wlasnie w Polsce.
                  • hanalui Re: ciezki los zagranicznej ciezarowki... 27.02.08, 11:35
                    deodyma napisała:

                    > co drugi rok w Polsce cytologia??? a gdzie??? bo ja mam cytologie
                    co
                    > pol roku, wlasnie w Polsce.

                    Panstwowo czy prywatnie?
                    • deodyma Re: ciezki los zagranicznej ciezarowki... 27.02.08, 11:36
                      panstwowo.
                      • hanalui Re: ciezki los zagranicznej ciezarowki... 27.02.08, 14:00
                        deodyma napisała:

                        > panstwowo.

                        Fantastycznie smile.
                        Ciekawa jestem czy nadal watka i drucikiem czy nowoczesymi metodami
                        bo jakos srednio chce mi sie wierzyc ze panstwowy ginekolog z
                        szczuplym budzetem na glowe wydaje kase na 2 nowoczesne szczotki co
                        roku dla kazdej swojej pacjentki.

                        Swoja droga skoro tyle i tak czesto sie tych badan przeprowadza w
                        Polsce to dlaczego w 1998 nadal bylismy na 1-szym miejscu w Europie
                        pod wzgledem umieralnosci na raka szyjki macicy????
                        • gaja78 Re: ciezki los zagranicznej ciezarowki... 27.02.08, 14:09
                          hanalui napisała:

                          > Ciekawa jestem czy nadal watka i drucikiem czy nowoczesymi metodami
                          > bo jakos srednio chce mi sie wierzyc ze panstwowy ginekolog z
                          > szczuplym budzetem na glowe wydaje kase na 2 nowoczesne szczotki co
                          > roku dla kazdej swojej pacjentki.

                          To użycie wacika pogarsza jakoś istotnie wiarygodność badania ?

                          > Swoja droga skoro tyle i tak czesto sie tych badan przeprowadza w
                          > Polsce to dlaczego w 1998 nadal bylismy na 1-szym miejscu w Europie
                          > pod wzgledem umieralnosci na raka szyjki macicy????

                          Bo większość kobiet nie odwiedza ginekologów. Podejście "po co skoro nic się
                          złego nie dzieje ?" jest nagminne uncertain Idą do lekarza, gdy jest już za późno. W
                          każdej przychodni ginekologicznej można okresowo znaleźć informacje wywieszone
                          na gazetkach o akcjach masowych badań cytologicznych. Ale nie wiem czy to daje
                          jakiś rezultat sad(
                          • hanalui Re: ciezki los zagranicznej ciezarowki... 27.02.08, 14:27
                            gaja78 napisała:

                            > To użycie wacika pogarsza jakoś istotnie wiarygodność badania ?

                            No niestety pogarsza. Tu o calosci:

                            "Do pobierania wymazów różne ośrodki używają różnych przyrządów:
                            -wacików umieszczonych na metalowym drucie lub patyczku,
                            -metalowych lub plastikowych szpatułek,
                            -profesjonalnych szczotek.
                            Te ostatnie są właściwie jedynym przyrządem, który pozwala na
                            pobranie odpowiedniej ilości i dobrego jakościowo materiału tzn.
                            zawierającego komórki nie tylko z tarczy szyjki macicy, ale i z
                            kanału. Niestety większość ośrodków nadal "oszczędza" na cytologii
                            stosując prymitywne waciki, których stosowanie bardzo często
                            powoduje, że wymaz jest po prostu niemiarodajny. Tymczasem mająca
                            kształt trójzębu szczotka dociera z równym skutkiem i do kanału i do
                            całej powierzchni tarczy szyjki, nie powoduje dolegliwości bólowych
                            w czasie pobierania materiału, jest łatwa w obsłudze, występuje
                            również w wersji sterylnej (zalecanej np. u kobiet ciężarnych) i
                            niezwykle tania. Dopiero po pobraniu rozmazu lekarz powinien
                            przeprowadzić dokładne badanie ginekologiczne, a w przypadku
                            obecności zmian na tarczy szyjki macicy badanie kolposkopowe
                            (badanie powierzchni tarczy za pomocą specjalnego mikroskopu). Przy
                            następnej wizycie u ginekologa, lekarz nie tylko powinien nas
                            poinformować o wyniku badania, ale powinnyśmy również dostać go na
                            piśmie oczywiście opatrzonego podpisem i pieczątką oceniającego
                            cytologa. Jeśli więc chcemy, aby badanie przeprowadzone było w
                            sposób jak najbardziej wiarygodny wybierajmy gabinety, gdzie
                            spełnione są te wszystkie wymogi.

                            Wiarygodność testu
                            Amerykańscy patolodzy uważają, że 50% błędów cytologicznych
                            to "zasługa" pacjentek, które nie przestrzegają wymienionych powyżej
                            zaleceń i ginekologa, który w sposób nieprawidłowy pobiera materiał.
                            Drugie 50% błędów to już zasługa cytologów, którzy nie dostrzegają
                            atypowych komórek, lub odwrotnie - widzą raka tam gdzie go nie ma.
                            Powodem takiego stanu jest zazwyczaj niewiedza, pośpiech, rutyna i
                            fakt, że wielu oglądających ginekologiczne rozmazy cytologiczne w
                            Polsce nie ma przygotowania medycznego (są np. biologami) lub jeśli
                            nawet dyplom lekarski maja zabierają się do oglądania cytologii po
                            krótkim, trwającym zaledwie tydzień kursie. Na całym świecie, tam
                            gdzie wykrywalność komórek raka przedinwazyjnego i inwazyjnego jest
                            najwyższa odbywa się to nieco inaczej. Jako pierwsi oglądają
                            preparat tzw. screenerzy (osoby nie będące lekarzami) i zaznaczają
                            kółeczkami miejsca, w których widzą podejrzane komórki. Drugie
                            wejrzenie należy już do lekarza - specjalisty patomorfologa, który
                            określa grupę cytologiczną i firmuje rozpoznanie swoje nazwiskiem.
                            Miejmy nadzieje, że i u nas ten system wejdzie kiedyś w życie - póki
                            co, wybierajmy gabinety, w których rozmazy oglądają specjaliści.

                            > > Swoja droga skoro tyle i tak czesto sie tych badan przeprowadza
                            w
                            > > Polsce to dlaczego w 1998 nadal bylismy na 1-szym miejscu w
                            Europie
                            > > pod wzgledem umieralnosci na raka szyjki macicy????
                            >
                            > Bo większość kobiet nie odwiedza ginekologów. Podejście "po co
                            skoro nic się
                            > złego nie dzieje ?" jest nagminne uncertain Idą do lekarza, gdy jest już
                            za późno. W
                            > każdej przychodni ginekologicznej można okresowo znaleźć
                            informacje wywieszone
                            > na gazetkach o akcjach masowych badań cytologicznych. Ale nie wiem
                            czy to daje
                            > jakiś rezultat sad(
                            >

                            A tu masz 100% racji niestety.
                            • gaja78 Re: ciezki los zagranicznej ciezarowki... 27.02.08, 14:33
                              Ok, dzięki. Nie wiedziałam.
                              No niestety kasy faktycznie w Polsce brakuje. Praktycznie na wszystko o czym
                              napisano w zacytowanym przez ciebie tekście. I na fachowe szczoteczki do
                              pobierania materiału na cytologię, i na badania kolposkopowe sad
                              • hanalui Re: ciezki los zagranicznej ciezarowki... 27.02.08, 19:28
                                gaja78 napisała:

                                > Ok, dzięki. Nie wiedziałam.
                                > No niestety kasy faktycznie w Polsce brakuje. Praktycznie na
                                wszystko o czym
                                > napisano w zacytowanym przez ciebie tekście. I na fachowe
                                szczoteczki do
                                > pobierania materiału na cytologię, i na badania kolposkopowe sad
                                >

                                No wiem ze brakuje. Ja niestety spotykalam sie jedynie z wacikami i
                                drucikami w Polsce, zarowno u panstwowych jak i u prywatnych ... ale
                                to juz bylo sporo lat temu.
                                Raz dane bylo mi trafic na gina ktory procz cytologii zrobil rowniez
                                badanie kolposkopowe.
                                Dlatego moze wartaloby sie zainteresowac nie tylko iloscia badan i
                                chwalic sie ile sie ich wykonalo, ale wlasnie jakoscia.
                                • gaja78 Re: ciezki los zagranicznej ciezarowki... 28.02.08, 09:34
                                  hanalui napisała:

                                  > Dlatego moze wartaloby sie zainteresowac nie tylko iloscia badan i
                                  > chwalic sie ile sie ich wykonalo, ale wlasnie jakoscia.

                                  Racja. Ale i tak chyba lepiej, żeby ta cytologia była robiona 2 razy w roku,
                                  choćby wacikiem, niż nie była robiona wcale wink
                        • deodyma Re: ciezki los zagranicznej ciezarowki... 27.02.08, 23:11
                          watka i drucikiem to chyba Ciebie badali. z glowka u Ciebie wszystko
                          w porzadku?
                          • hanalui Re: ciezki los zagranicznej ciezarowki... 28.02.08, 00:54
                            deodyma napisała:

                            > watka i drucikiem to chyba Ciebie badali. z glowka u Ciebie
                            wszystko
                            > w porzadku?

                            Tak masz racje tak wlasnie badali...dobrych kilka lat temu tak
                            wlasnie w Polsce badali. I w moim NZOZie i moj prywatny gin. Moze
                            sie myle ale nadal tak badaja...wiec nie masz sie co obruszac.
                            Zanim zaczniesz byc niemila lub opryskliwa to przygladnij sie
                            uwaznie czym pobiera wymazy twoj panstwowy gin 2 razy w roku.
                            "Do pobierania wymazów różne ośrodki używają różnych przyrządów:
                            -wacików umieszczonych na metalowym drucie lub patyczku,
                            -metalowych lub plastikowych szpatułek,
                            -profesjonalnych szczotek."

                            Jesli szczoteczkami (w co watpie) to jestes szczesciara. A
                            przechwalac sie jak to cie wspaniale badaja i ile razy w roku tez
                            sie mozesz. Tak naprawde nikt nie zna ani twojej sytacji, ani
                            twojego zdrowia, ani twoich ukladow,.... bo moze masz wskazania do
                            czestszego badania, bo moze twoj maz/ojciec/partner/mama itd to gin,
                            bo moze...bo moze...Napawde wali mnie to jak, kto, ile i czym
                            pobiera ci wymaz do cytologii....dla samej siebie sprawdz dokladnie
                            czym...bo nie zawsze ilosc to tez jakosc big_grin big_grin big_grin
                            • deodyma Re: ciezki los zagranicznej ciezarowki... 28.02.08, 09:33
                              no to Cie rozczaruje, bo moj gin nie uzywa zadnych wacikow. a wole
                              isc dwa razy do roku, niz tylko raz. w ciagu nawet pol roku moze sie
                              wiele zdarzyc.
            • memphis90 Re: ciezki los zagranicznej ciezarowki... 03.01.08, 20:09
              Cukrzycę też rozpozna się sama, czy może podczas porodu, kiedy 5 kg gigant
              utknie w kanale rodnym, albo dziecko urodzi się ciężko zdeformowane i
              upośledzone, bo mama sie nie leczyła? Że nie wspomnę o wadach wrodzonych, które
              można leczyc już w macicy lub które wymagają podjęcia terapii od razu po
              narodzinach. Bez wizyt u lekarza mierne są szansa na rozpoznanie np. wady serca
              u dziecka, przepukliny przeponowej, wytrzewienia.
              Systemy opieki medycznej wcale nie są wszędzie lepsze niz w Polsce, to tylko my
              zawsze sadzimy, że gdzie indziej trawa jest bardziej zielona.
              • deodyma Re: ciezki los zagranicznej ciezarowki... 27.02.08, 11:31
                zgadzam sie z Toba. i na[prawde dziwie sie, ze wiele osob usiluje
                wmawiac innym, jaka to opieka medyczna w Polsce jest duzo gorsza,
                niz za granica.
              • kraxa nie straszcie 5 kilowym gigantem 28.02.08, 02:21
                Bo moj syn mial niewiele mniej. Urodzil sie w uk, DWA TYGODNIE PRZED
                TERMINEM POLOZNA wymacala, ze raczej jest duzy, ze nie schodzi do
                miednicy i "na jej oko" moze sie to skonczyc cesarka. Po czym
                wyslala mnie na USG w celu okreslenia wymiarow plodu, badania pod
                katem cukrzycy robi sie na biezaco- po prostu zanurza pasek testowy
                w probce moczu- jak cos jest nie tak, sa bardziej szczegolowe
                procedury. Na USG specjalista poloznik stwierdzil, ze nieeee,
                dziecko moze ma 3,5 kilo gora, takze luzzz....Porod zaczal sie
                tydzien po czasie, 18 godzin oksytocyny, brak postepow, brak
                rozwarcia- bo dziecko bylo ZA DUZE. Jak juz zrobili cesarke okazalo
                sie, ze mial 4,37 kilo. Wiec RISPEKT dla poloznych, a nie dla tych
                wszystkich elektronicznych gadzetow ;-DDDD
          • m0nalisa Re: ciezki los zagranicznej ciezarowki... 05.01.08, 01:52
            nie przesadzaj nie jest zle smile
            ja rodzilam w anglii i bardzo sobie chwale i opieke i porod.
            fakt ginekolog- lekarz w ogole pojawia sie gdy jest problem lub gdy polozna
            potrzebuje konsultacji- ale polozna tutaj ma porzadna wioedze, specjalne szkoly
            i uprawnienia do tego by ciaze prowadzic i przyjac porod, mnie polozna rowniez
            pozszywala. lekarz przy porodzie sprawdzil stan dziecka.
            fakt ze usg tylko 2 i tego zaluje bo czesciej popodgladalabym dziecko- a
            prywatnie sie tu nie chodzi.
            odnosnie badan.
            jesli poprosisz- na pewno zostana przeprowadzone, mnie polozna badala przed i
            badala po porodzie- ginekologicznie, najpierw stan szyjki potem gojenie. raz
            zapytala czy chce innym sama poprosilam. to nie jest zla wola to po prostu
            sprawa indywidualna.
            porod wspominam fantastycznie, bardzo mi pomagano i zapytano czy chce
            znieczulenie i oczywiscie mi je podano.
            nie wiem- moze zle trafilas a moze to kwestia komunikacji na poziomie lekarz-
            pacjent, ja zlego slowa nie powiem. jestem znow w ciazy i bardzo sie ciesze ze
            bede rodzic tutaj.
            czuje sie bezpieczna i spokojna
        • arius5 Musisz wykazac wiecej aktywnosci 04.01.08, 00:35
          Nie wystarczy siedziec cicho przy poloznej i lekarzu i uzalac sie na forum
          musisz sama wiedziec, czego chcesz i po prostu zazyczyc sobie tego czy tamtego
          badania
          tak to juz jest
    • marsupilami25 Re: ciezki los zagranicznej ciezarowki... 19.12.07, 18:46
      We Francji, skad mam przyjemnosc klikac, ciaze prowadzi lekarz.
      Pierwsza wizyta obowiazkowo przed 4 mies ciazy, potem kolejne co
      miesiac. Na wizyte u poloznej, umowilam sie dopiero pod koniec 6
      miesiaca, zeby zaczac uczeszczac do szkoly rodzenia. Fizjologiczny
      porod prowadzi polozna, lekarz wzywany jest w momencie komplikacji.
      O cesarskim cieciu decyduje sie na wizycie u anestezjologa, w 8
      miesiacu, i oczywiscie juz na sali porodowej jesli jest taka
      potrzeba. Ze znieczuleniem nie ma najmniejszego problemu.
      Wszystko prezentuje sie niezle, ale prawde zweryfikujemy dopiero pod
      koniec lutego.
      • kajlana Re: ciezki los zagranicznej ciezarowki... 26.12.07, 18:15
        Moja kuzynka urodziła w zeszłym miesiącu0również we Fr., lekarza nie widziała
        całą ciążę..
    • mrs.solis Re: ciezki los zagranicznej ciezarowki... 19.12.07, 19:47
      Ja ci zazdroszcze mozliwosci porodu w domu. Co do reszty to wychodzi
      na to,ze tylko w POlsce ciezarne sa badane na kazdej wizycie i maja
      robione usg. Ja co prawda mam lekarza prowadzacego ,ktorego widuje
      na przemian z polozna jednak one mnei tez nie badaja,wiec nic nie
      wiem na temat stanu swojej szyjki macicy. Widocznie tu sie uznaje,ze
      dopoki nic mnie nie boli i na nic sie nie skarze badanie jest
      niepotrzebne. MOze to i dobrze przynajmniej mam mniej stresow
      zwiazanych z przebiegiem ciazy,a za badaniem gin. wcale nie tesknie.
      • dzoaann Re: ciezki los zagranicznej ciezarowki... 19.12.07, 20:02
        W Irlandii podobnie,na zmiane chodzi sie do lekarza rodzinnego i do szpitala,
        ale badania ginekologicznego nie ma. Do porodu połozna, a lekarz w razie
        komplikacji.
    • kaeira Re: ciezki los zagranicznej ciezarowki... 19.12.07, 20:13
      Co do badania wewnętrznego: w bardzo wielu krajach (np. anglosaskich) to wcale
      nie jest standard! Nie robi się ich regularnie, na każdej wizycie, uważając (bo
      tak wskazują statystki medyczne!) że takie postępowanie wcale nie wykrywa
      większej ilości problemów z szyjką.
      Owszem, badania wewnętrzne się robi, jak pojawią się jakieś konkretne objawy czy
      wskazania.

      Ja tam wolałabym tak, niż jak w Polsce - każda jedna wizyta: hop na fotel i
      macamy. sad (choć wiem, że i w Polsce bywają lekarze, którzy nie badają rutynowo)

      Tu wątek na ten temat:
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=585&w=45750915&a=45750915
      • 24lena Re: ciezki los zagranicznej ciezarowki... 19.12.07, 20:39
        Ja rownierz z tych zagranicznych tongue_out
        Fakt ciaze stwierdzono na podstawie testu,zadnych badan ginekologicznych,dopiero
        na porodowce jak juz mialam ponad 5 cm rozwarcia.Lekarza widzialam raz,jak
        mialam wstrzymywany porod,ciaze prowadzi midwife i odbiera porod rownierz (w
        moim przypadku maz mial taka przyjemnosc).Bardzo zdrowe podejscie do ciazy,jako
        do stanu oczywistego a nie choroby,czy dobre,coz nie potrafie porownac,bo nie
        rodzilam w polsce.
        • gosia_hh Re: ciezki los zagranicznej ciezarowki... 20.12.07, 12:53
          ja mieszkam od 6 lat w holandii, 11 grudnia urodzilam sliczna zdrowa
          coreczke , ciaza moja przebiegala wzorowo i prowadzila ja
          polozna,ktorejnic nie moge zarzucic ,prowadzenie ciazy
          przebiegajacej prawidlowo nalezy do poloznej,ja chcialamrodizc w
          domu niestey meczylam sie 15 godzin ze skurczami i polozna podjela
          decyje o szpitalu tam czekala nam mnie wspaniala opieka i siwetnie
          wyposazony szpital porod odrazu dostalam znieczulenie i pord
          wspominam baardzo milo chociaz latwo nie bylo..
          po porodzie bylam nie moglam chodzic wystarczylo ze nacisnelam
          guzik a zaraz przyszla pielegniarka mi pomoc wtsac i sie isc
          zalatwic ,jak mala plakala to pielegniarka przychodzila i kladla na
          rece,ja na holandie narzekac nie moge nikomu nie zaplacilam ani
          grosza za opeike,lekarza bo wszystko pokrylo ubezpieczenie..
    • kingaolsz Re: ciezki los zagranicznej ciezarowki... 20.12.07, 13:25
      Juz ladnych pare lat temu udowodniono, ze badanie wewnetrzne nie
      przynosi wymiernuch korzysci, a zwieksza ryzyko infekcji i
      podraznien. Skracajacej szyjki tez tak sie nie diagnozuje.
      Co do poloznych to jest spora roznica miedzy polskimi poloznymi i
      np. tymi z UK ( w Holandii pewnie jest podobnie jak w UK). One sa w
      pelni wyszkolone do poprowadzenia zdrowej ciazy i normalnego porodu
      wiedza tez jak rozpoznac problem i wtedy konkatuja ciezarna z
      lekarzem. W PL polozna to pielegniarka, w UK to jest duzo wiecej niz
      zwykla pielegniarka.

      Mialam prowadzone 2 ciaze w UK, bez zadnego badania wewnetrznego ( z
      czego sie bardzo ciesze), nie byly to zupelnie bezproblemowe ciaze,
      co wykryto w opowiednim czasie i sie tym zajeto. Nie straszono mnie,
      nie ladowano we mnie zbednych lekow. ( leki dla ciezarnych w PL to
      juz inna bajka, bo tym sie powinien zajac prokurator - niestety na
      ta skale to niemozliwe).

      Ciaza to bardzo fajny okres i traktowanie go jako naturalny stan
      rzeczy ( a nie chorobe, ktora musi nadzorowac lekarz) jest bardzo
      dobre.

      • gaja78 Re: ciezki los zagranicznej ciezarowki... 16.01.08, 23:25
        kingaolsz napisała:

        > Juz ladnych pare lat temu udowodniono, ze badanie wewnetrzne nie
        > przynosi wymiernuch korzysci, a zwieksza ryzyko infekcji i
        > podraznien.

        Jasne smile Statystycznie to może nie przynosi wymiernych korzyści. Mi przyniosło,
        pierwsza ciąża miałaby bez tego marne szanse uncertain

        > One sa w
        > pelni wyszkolone do poprowadzenia zdrowej ciazy i normalnego porodu
        > wiedza tez jak rozpoznac problem i wtedy konkatuja ciezarna z
        > lekarzem.

        Trzeba jakoś stwierdzić, czy ciąża jest "zdrowa". W moim przypadku
        zakwalifikowanie ciąży jako zagrożonej wymagało badania lekarskiego.

        > Mialam prowadzone 2 ciaze w UK, bez zadnego badania wewnetrznego ( z
        > czego sie bardzo ciesze), nie byly to zupelnie bezproblemowe ciaze,
        > co wykryto w opowiednim czasie i sie tym zajeto. Nie straszono mnie,
        > nie ladowano we mnie zbednych lekow. ( leki dla ciezarnych w PL to
        > juz inna bajka, bo tym sie powinien zajac prokurator - niestety na
        > ta skale to niemozliwe).

        Osobiście nie spotkałam się z przepisywaniem kontrowersyjnych leków podczas
        swojej ciąży.
    • deela Re: ciezki los zagranicznej ciezarowki... 20.12.07, 13:29
      no patrz a ja rodzilam w polsce i od pierwszego badania w 8 tc lekarz tez mi
      miedzy nogi juz nie zagladal
      • 24lena chyba ze strachu deela :DDD 20.12.07, 13:46
        Ci nie zagladal tongue_out
        • meggii791 za i przeciw 20.12.07, 13:57
          witam was
          ciekawy watek rozpoczelycie-naprawde interesujacy
          ja od 6lat mieszka i pracuje w niemczech
          z zawodu jestem polozna i musze powiedziec ze bardzo zaciekawily
          mnie wasze wypowiedzi
          sama jestem na dzien dzisiejszy w ciazy-28tc,ktora niestety
          przebiega od samego poczatku z powiklaniami(moze i dlatego ze
          czekalam na moja fasolke 5lat z dosc postepowym leczeniem
          nieplodnosci dziedzicznej-PCOS)
          musze wam powiedziec ze tu calkiem inaczej wyglada opieka nad
          ciezarna-ciezarna jest otoczona b.duzo opieka medyczna i mocno
          rozwinietymi swiadczeniami czego w polsce przede wszystkim bakuje.
          jestem za jezeli chodzi o dobre i bezstresowe prowadzenie ciazy bez
          powiklan-obojetnie czy przez polozna czy lekarza,ale jakos nie
          umialabym bez stresu przejsc przez ciaze bez badania i potwierdzenia
          ze uscie zamkniete itd.
          moze to moja mala schiza zawodowa ale na to jedyne bym nie przystala.
          pozdrawiam wszystkie mamusie z holandii,anglii,irlandii i innych
          krajow i trzyma za wsa kciuki naprawde moco a przede wszystkim slowa
          wielkiego podziwu i uznania dla was moje drogie
          trzymajcie tak dalej-jestem pod wrazeniem
    • marzencia2333 Re: ciezki los zagranicznej ciezarowki... 20.12.07, 13:38
      Tak czy i naczej kobieta podczas ciąży powinna bardzij dbać o siebie
      i swoje zdrowie tym bardzij, że w brzuszku rozwija się dziecko, wiec
      nie zaszkodziło by badanie ginekologiczne (nawet prywatnie).
      Pozatym o tyle w Angliii jest dobrze, ze przez cały okres ciąży do
      ukończenia 1 roku życia dziecka wszystkie leki masz za darmo na
      siebie i na dziecko no i dentyste smile
      • babcia47 Re: ciezki los zagranicznej ciezarowki... 20.12.07, 13:52
        a skad Ci przyszło do głowy, ze badanie ginekologiczne jest takie
        niezbedne? juz 25 lat temu, kiedy ja byłam w ciąży po 6 miesiącu
        raczej starano sie w ten sposób nie badac..niestety niektórzy
        lekarze uwazaja, że to koniecznośc. Moją synową (poczatek 9
        miesiąca) lekarz wczoraj zbadał ginekologicznie..i pojawił się
        wyciek gęstego sluzu..czyżby naruszył czop sluzowy? Niepotrzebne
        badanie moze tylko niepotrzebnie wywołać wczesniejszy poród lub po
        prostu podraznić a przeciez sa juz nieinwazyjne metody sprawdzenia
        co się dzieje
        • lamarea Re: ciezki los zagranicznej ciezarowki... 20.12.07, 15:02
          Witam, jestem w 3 m-acu,mieszkam w UK.Gdy dowiedzialam sie o ciazy przezylam
          maly atak paniki,poniewaz od pewnego juz czasu podgladalam gazetowe fora
          poswiecone temu tematowi i bylam niezle nastraszona.Teraz jestem szczesliwa, ze
          moja ciaza jest prowadzona tutaj a nie w Polsce. Zaoszczedzono mi wielu stresow
          i nie koncentruje sie caly czas na potencjalnych nieprawidlowosciach. I naprawde
          nie przeszkadza mi, ze bede miala juz tylko jedno USG do konca ciazy, nie
          pobierze sie ode mnie hektolitrow krwi i nie bede sie stresowala comiesieczna
          wizyta u gina i jego byc moze blednymi diagnozami.Uwazam, ze jest tu zdrowe
          podejscie. Pozdrawiam.
          • lamarea Re: ciezki los zagranicznej ciezarowki... 20.12.07, 15:14
            Zapomnialam dodac - moze to glupie,ale dzieki temu podejsciu mam wrazenie ze
            moja ciaza nalezy wylacznie do mnie i nie jest okreslona tylko ciagiem wymiarow,
            wynikow i "prawidlowych" wskaznikow,tylko czyms naturalnym i wyjatkowym. A
            czestosc "zagladania" to chyba ma na celu dodanie otuchy ciezarnej,no bo jak
            doktor zajrzal i nic nie znalazl,to znaczy ze wszystko bedzie dobrze i przez
            nastepny miesiac mozna spac spokojnie.No nie wiem czy nawet gdy moja nastepna
            ciaza bedzie przebiegala w Polsce, ulegne temu szalenstwu. Jeszcze raz pozdrawiam.
          • borusse1 Re: ciezki los zagranicznej ciezarowki... 15.01.08, 01:09
            Tak sie sklada, ze mieszkam w Niemczech i jestem z branzy medycznej.
            I jak widze w waszych watkach - glownie z Anglii, to wychwalacie
            tamtejszy system zdrowia. Nie wszystko co tam robia wynika z
            evidence based medicine. To oszczednosc kasy co tam sie wyprawia. Ja
            na szczescie jestem pod opieka lekarza i moze dlatego jestem teraz w
            38 tygodniu ciazy i nie urodzilam wczesniaka. To, ze tam was nie
            badaja, nie znaczy, ze to cos dobrego. Nie wychwalajcie wszystkiego
            co robia zagranica, bo to glupota.
            A ja uwazam, ze wspolczesna medycyna jest po to, zeby z niej z
            rozsadkiem korzystac. A USG to standard. A jak wam wykryja np.
            wade/wady u dziecka bez USG?? albo tak jak bylo u mnie przedwczesne
            skrocenie szyjki macicy??? Dodam, ze czulam sie super i przy
            rutynowym badaniu USG przezpochwowym stwierdzono niewydolnosc
            szyjki. No i to na co jestescie uczulone - badanie przez pochwe.
            Mozna je zrobic delikatnie USG przezpochwowym i ocenic ujscia szyjki
            i wymierzyc jej dlugosc. Niestety niektore z was maja malo wyobrazni
            lub wiedzy i twierdza, ze nie potrzeba sie badac w ciazy. Takim
            paniom zycze wiecej szczescia niz rozumu. A i dla dodania nikt nie
            pobieral tu hektolitrow krwi i mnie nie stresowal.
            • bemm1 Re: ciezki los zagranicznej ciezarowki... 15.01.08, 12:40
              zgadzam sie!!! Jakos Polacy maja tendencje do myslenia, ze wszedzie
              dobrze tylko u siebie zle. Uwazam, ze to co powiedzialas to szczera
              prawda. Ja urodzilam juz dwojke dzieci. Ciaze mialam prowadzona po
              polsku wink i jestem bardzo zadowolona. Znam kobiete, ktora miala
              przyjemnosci rodzic poza granicami naszego kraju i wcale jej sie
              wlasnie ten luzik nie podobal. Na szczescie mogla pozwolic sobie na
              odwiedziny w kraju i uspokoic sie co do zdrowia malenstwa. a tak
              poza tym, niejednokrotnie juz mialam mozliwosc slyszesc, ze polscy
              specjalisci, lekarze sa jendymi z najlepszych na swiecie.Pozdrawiam
    • mala300 Re: ciezki los zagranicznej ciezarowki... 20.12.07, 15:23
      nie mozna na forach rowiesniczych licytowac sie iloscia badan, usg i
      tym podobnych?nie mozna porownywac pomiarow z co miesiecznego usg?

      no faktycznie ciezki los masz PPP.
      • ariella Re: ciezki los zagranicznej ciezarowki... 20.12.07, 15:31
        hi,
        ja w Polsce chyba pierwsze usg nialam dopochwowe (ale nie pamietam na
        bank) i zadnego badania ginekologicznego. Bo i po co niby? Gin oglada
        szyjke na usg.
        • marzencia2333 Re: ciezki los zagranicznej ciezarowki... 20.12.07, 16:54
          Nie wiem jak jest w polsce ale po porodzie chyba lekarz kieruje do
          ginekologa - w bardzo duzo polskich gazetach jest napisane że
          trzeba iść.. a w anglii nie. To mnie dziwi przecież trzeba wszystko
          sprawdzić. Co prawda pielękniarka przychodzi do domu i tylko patrzy
          czy się szfy dobrze zrastają ale to wszystko. Czy to niedziwne?.Tak
          zeby niebyło nie mam nic przeciwko angielskim lekarza czy
          pielęgniarką i sposobem ich badań ale mimo wszystko opieka
          ginekologiczna powinna być. Ale to moje zdanie
          • hanna26 Re: ciezki los zagranicznej ciezarowki... 20.12.07, 19:09
            Cóż, w takim razie mam szczęście, że nie mieszkałam w Anglii kilka lat temu, bo bym pewnie już nie żyła. A w najlepszym razie straciłabym jeden jajowód. Na szczęście miaszkałam (i mieszkam nadal) w Polsce. Na szczęście moja lekarka ma zwyczaj przeprowadzać dokładnie badanie na początku ciąży. I od razu stwierdziła, że macica jest zbyt mała i zbyt mało rozpulchniona jak na prawidłową ciążę. Skierowała mnie w trybie pilnym do szpitala, podejrzewając ciążę pozamaciczną. Dzieki tak szybkiej akcji obyło się bez "wycinek", szybko wzieli mnie na stół, bo, jak się okazało na usg - babka miała rację. Zarodek rozwijał się bowiem w jednym z jajowodów.

            Ufff... Być może położne w Anglii są tak wykształcone, że tylko rzucając okiem na pacjentke, przez bluzkę i spódnice potrafiłyby od razu stwierdzić, że "pani macica jest zbyt mała i zbyt mało rozpulchniona". Ale jakoś nie chce mi się w to wierzyć. W każdym razie - ja się cieszę, że moją ciążę prowadzi moja polska lekarka.
            • kingaolsz Re: ciezki los zagranicznej ciezarowki... 20.12.07, 19:51
              Do Marzencia2333 - ja bylam badana po porodzie przez moja GP, nie
              prosilam o nie.

              Do Hanna26 - wyobraz sobie, ze w Anglii kobietom rowniez zdarzaja
              sie ciaze pozamaciczne :o i na dodatek zdarza im sie to przezyc uncertain
              bo tak sie sklada, ze ciaza pozamaciczna daje pewne objawy i jesli
              kobieta zglosi sie z nimi do lekarza ( bo do lekarza idzie sie jak
              cos jest nie tak) to on wysle nawet na wczesne usg i badania.

              Anglia ( i inne kraje zachodnie, w ktorych jest podobny system
              opieki) maja lepsze wyniki niz Polska. Statystycznie wiecej dzieci
              rodzi sie zywych, mniej wczesniakow itp. Ciekawe, ze w Polsce non-
              stop wszystko badaja, a sa na szarym koncu sad
              Jakby te badania tak wiele dawaly, to Polska powinna byc w czolowce.

              Zeby nie bylo - ja Polski nie krytykuje, tylko prowadzenie ciazy w
              tym kraju.
              • yadrall Re: ciezki los zagranicznej ciezarowki... 20.12.07, 20:09
                Tylko,ze w UK lekarz pierwszego kontaktu mnie pocieszal,ze kobietom
                zdarza sie ronic (samoistnie) po 9 razy,a potem maja zdrowe dzieci,a
                w Polsce ginekolog-endykrynolog zajmujacy sie ciazami u pacjentek z
                poronieniami nawykowymi powiedzil,ze zwykle maksymalnie 4-5 ciaza
                konczy sie urodzeniem zdrowego dziceka.
                Poporstu w UK nie podtrzymuje sie wczesnej ciazy i wszystkie slabsze
                ciaze "leca" na samym poczatku,a w Polsce sa wylezane i wydmuchane.
                W UK ciaza po 3 poronieniach nie wymaga specjlnej opieki,a dzwiganie
                czy praca fizyczna nie jest zadnym zagrozeniem dla takiej ciazy.
                • kingaolsz Re: ciezki los zagranicznej ciezarowki... 20.12.07, 20:26
                  Yadrall - wykluczajac rzadkie przypadki, ze poronienie jest
                  spowodowane problemami hormonalnymi ( a te stanowia maly procent) to
                  ani leki, ani lezenie, ani dmuchanie nie utrzyma ciazy, ktora ma byc
                  poroniona. No brutalne jest zycie, ale tak jest. A jesli sie ciaza
                  utrzyma to tak mialo tez byc i bez lekow i chuchania by sie
                  utrzymala.

                  W Polsce tez sie przesadza z tym "podtrzymywaniem" i "zagrozonymi"
                  ciazami. Jak kobieta plami na poczatku - hormony, jak ma skorcze B-H
                  to Fenoterol i No-spa... a to wszystko tez nie pozostaje obojetne
                  dla plodu.

                  Wole osobiscie naturalne podejscie.

                  • agniesia1973 Re: ciezki los zagranicznej ciezarowki... 24.12.07, 23:30
                    Yadrall, cieszę się - chociaż raz, że mieszkam w Polsce.
                    Poroniłam dwa razy w 6-7 tyg ciąży. Myślę, że żaden "normalny", polski ginekolog nie powiedziałby, że mam próbowac do skutku.
                    Miałam zrobione badania, znaleziono przyczynę. Ginekolog powiedział, że bez leczenia mam 10% szans na urodzenie zdrowego maluszka, natomiast przy prawidłowym zestawie leków aż 80%. Pewnie za którymś razem (bez leczenia) udałoby mi się urodzic...
                    Trzecia ciąża należała do tych wyleżanych i na podtrzymaniu. Wcinałam tony leków, codziennie robiłam sobie zastrzyki ale i tak wylądowałam w szpitalu. Udało się jednak ciąże donosic do początku 9 m-ca. W 37 tc urodziłam zdrowego synka.
                    Kingaolsz, chyba jednak się w Polsce nie przesadza z "tym podtrzymywaniem". Dzięki takiemu podejściu, obok mnie śpi teraz synek (też bym chciała bardziej naturalne podejście, no ale cóż...) Zdaję sobie sprawę, że polscy ginekolodzy często przepisują leki profilaktycznie w zdrowej, prawidłowej ciąży ale to już chyba inna historia... Jeszcze jedno - badana byłam tylko wtedy, jeżeli naprawdę istniała taka koniecznośc.
                    • memphis90 Re: ciezki los zagranicznej ciezarowki... 03.01.08, 20:17
                      > Kingaolsz, chyba jednak się w Polsce nie przesadza z "tym podtrzymywaniem". Dzi
                      > ęki takiemu podejściu, obok mnie śpi teraz synek (też bym chciała bardziej natu
                      > ralne podejście, no ale cóż...)

                      Wiesz, na tej samej zasadzie we wstrętnej, zapyziałej Polsce, gdzie lekarze nie
                      znają sie na niczym oprócz żądania podwyżek swoich niebotycznie wysokich płac,
                      operuje się dzieci z niedorozwojem lewej komory serca. I te dzieci w 75%
                      przypadków żyją i fajnie się rozwijają. W wielu krajach cudownej, mlekiem i
                      miodem płynącej Unii, pełnej wspaniałych specjalistów, którym nasi rodzimi nie
                      są godni pięt lizać- takie płody się wyskrobuje i radzi kobiecie zrobić sobie
                      nowego dzidziusia.
                      • sterlitz Re: ciezki los zagranicznej ciezarowki... 03.01.08, 23:39
                        No i biorąc pod uwagę dobro ludzkości mają rację. Chore dzieci mają potem
                        jeszcze bardziej chore potomstwo. Niestety.
                        Sama poroniłam ciążę, zostałam zdiagnozowana, przez całą następną ciążę brałam
                        zastrzyki, przez które mało przy porodzie nie zeszłam na krwotok, ale córka ma
                        10 miesięcy i jest pięknym zdrowym niemowlęciem. Przy moich chorobach (PCOS i
                        zespół antyfosfolipidowy)bez chuchania nie ma prawie szans na donoszenie ciąży.
                        Tylko czy córka tych cholerstw nie odziedziczy?? no właśnie...
                        • gaja78 Re: ciezki los zagranicznej ciezarowki... 16.01.08, 23:35
                          Ogromna ilość poronień jest efektem posiadania w swoim inwentarzu określonych
                          bakterii. Rozsądny lekarz po drugim poronieniu zleci badanie w kierunku tych
                          określonych bakterii i załatwi sprawę jednym czy dwoma antybiotykami. Nie sądzę,
                          by należało się w tej kwestii obawiać ewentualnego dziedziczenia "bycia
                          szczególnie atrakcyjnym organizmem dla Chlamydia trachomatis " wink

                          To tak a propos troski o dobro ludzkości. Tendencja do poronień nie musi po
                          prostu oznaczać posiadania choroby dziedzicznej.
                • jaleo Re: ciezki los zagranicznej ciezarowki... 21.12.07, 11:48
                  yadrall napisała:

                  >
                  > Poporstu w UK nie podtrzymuje sie wczesnej ciazy i wszystkie
                  slabsze
                  > ciaze "leca" na samym poczatku,a w Polsce sa wylezane i
                  wydmuchane.

                  Zdecydowana wiekszosc poronien jest spowodowana wadami plodu, bardzo
                  niewiele (i to tylko jesli chodzi o poronienia nawykowe) jest
                  spowodowane charakterystyka medyczna matki (np. problemy z
                  krzepliwoscia krwi), a calkiem juz znikomy procent jest
                  spowodowanych trybem zycia - a trzeba niezlej "ekstremy" zeby zdrowa
                  ciaze poronic przez tryb zycia.
                  • gaja78 Re: ciezki los zagranicznej ciezarowki... 16.01.08, 23:36
                    jaleo napisała:

                    > yadrall napisała:
                    >
                    > >
                    > > Poporstu w UK nie podtrzymuje sie wczesnej ciazy i wszystkie
                    > slabsze
                    > > ciaze "leca" na samym poczatku,a w Polsce sa wylezane i
                    > wydmuchane.
                    >
                    > Zdecydowana wiekszosc poronien jest spowodowana wadami plodu, bardzo
                    > niewiele (i to tylko jesli chodzi o poronienia nawykowe) jest
                    > spowodowane charakterystyka medyczna matki (np. problemy z
                    > krzepliwoscia krwi), a calkiem juz znikomy procent jest
                    > spowodowanych trybem zycia - a trzeba niezlej "ekstremy" zeby zdrowa
                    > ciaze poronic przez tryb zycia.
                    >

                    Jakieś źródełka tej interesującej wiedzy może posiadasz ?
                    • gaja78 z resztą ... 16.01.08, 23:44
                      wiarygodnych źródeł i tak pewnie nie ma, bo rzadko kiedy szuka się przyczyny po
                      pierwszym poronieniu.

                      Po prostu nie kumam czego to dowodzi, że większość poronień jest spowodowanych
                      wadami genetycznymi. Jeśli 10% jest spowodowana czynnikami zależnymi od rodziców
                      (zwłaszcza od matki), to chyba warto znaleźć te przyczyny i im zapobiegać, prawda ?
              • hanna26 Re: ciezki los zagranicznej ciezarowki... 20.12.07, 20:49
                kingaolsz napisała:

                > Do Hanna26 - wyobraz sobie, ze w Anglii kobietom rowniez zdarzaja
                > sie ciaze pozamaciczne :o i na dodatek zdarza im sie to przezyc uncertain
                > bo tak sie sklada, ze ciaza pozamaciczna daje pewne objawy i jesli
                > kobieta zglosi sie z nimi do lekarza ( bo do lekarza idzie sie jak
                > cos jest nie tak) to on wysle nawet na wczesne usg i badania.

                No widzisz, tak sie składa, że akurat moja ciąża pozamaciczna nie dawała żadnych nienaturalnych objawów. Żadnego bólu, normalne mdłości od samego początku, jak przy poprzedniej ciąży. Z czym niby miałabym w Anglii udać się do lekarza?
                I żeby było jasne - mnie naprawdę niewiele obchodzi statystyka. Po prostu ja wiem, że w takim ukłądzie (tzn. bez badania macicy i badania ginekologicznego) ja nie przeżyłabym tej ciąży - albo przeżyła, ale bez jednego jajowodu.
                • gombek Re: ciezki los zagranicznej ciezarowki... 04.01.08, 00:04
                  A mi wspaniali polscy lekarze zdiagonozowali badaniem ginekologicznym ciążę pozamaciczną. Na szczęście zaraz po wyjściu z gabinetu pojechałam na usg gdzie okazało się, że mam w macicy zdrowy zarodek ludzki. Ale co przeżyłam to moje.

                  Ci sami wspaniali polscy lekarze w czasie skrobanki po poronieniu przedziurawili znajomej macicę.

                  I ci sami cudowni lekarze wycieli macicę pewnej pacjentce, u której podczas cesarki sami przecięli naczynie i nie umieli później zatrzymać krwotoku - zrobił to chirurg wezwany specjalnie do tego przypadku z innego szpitala bo pomimo wycięcia macicy krwawienie nie ustawało.

                  A ta straszna holenderska służba zdrowia, gdy poroniłam w Amsterdamie, mówiła do mnie po angielsku, nawet salowe między sobą rozmawiały prze mnie po angielsku, zapewniła mi jednoosobowy pokój, pełną informację o moim stanie zdrowia, podanie przyczyny poronienia, psychologa dla mnie, drugiego psychologa dla mojego partnera, jednorazowe majtki i prześcieradła na 15 dni po wyjściu ze szpitala plus leki przeciwbólowe. Rozmowy o pieniądzach i ubezpieczeniu tylko z moim partnerem - żebym się nie denerwowała.

                  Reasumując - jak mawia pewna pani profesor - dzień bez generalizacji, dniem straconym wink

                  Z drugiej strony lekarz, u którego prowadziłam poprzednią ciążę widział się ze mną tylko 3 razy, wtedy też robiliśmy usg i miałam mieć badania - bo jak rozsądnie stwierdził anemia nie ma szansy rozwinąć się w ciągu miesiąca gdy wyjściowe wyniki są prawidłowe. A gdybym się źle czuła zawsze, o każdej porze dnia i nocy mogłam zadzwonić czy przyjść na wizytę.

                  Teraz chodzę do państwowej poradni przyszpitalnej, lekarz zmienia mi się już po raz trzeci a to raptem połowa ciąży, kontakt mam tylko z położną, która w razie emergency i tak każe przyjechać do szpitala gdzie trzeba czekać w kolejce nawet jak się człowiek ledwo na nogach trzyma, co miesiąc każą mi robić badania krwi i moczu i robią badanie ginekologiczne. Przerost formy nad treścią. A ponoć w służbie zdrowia nie ma kasy... I niech nikt mi tu nie pisze, że lepiej zapobiegać niż leczyć. Naprawdę te trzy badania w czasie ciąży, gdy nie ma powikłań, wystarczają...

          • 24lena Re: ciezki los zagranicznej ciezarowki... 20.12.07, 20:10
            hmm a ja dostalam wezwanie na cytologie po ciazy smile
            czekam na wyniki smile
            • 24lena post wyzej do marzencia2333 20.12.07, 20:11

    • kinga700 Re: ciezki los zagranicznej ciezarowki... 20.12.07, 22:29
      Rzeczywiście ciekawy wątek. Tu w Szkocji miałam jedno USG (i tylko
      jedno)i zero badań ginekologicznych. Jak byłam w Polsce na urlopie,
      to przy okazji umówiłam się do ginekologa na badanie i na USG3d (u
      nas 4-5 razy drożej), a co tam, jak na prawdziwą Polkę przystało. Co
      prawda USG nie żałuję, bo to niesamowite przeżycie zobaczyc
      Maleństwo w pełnej krasie i było co rodzinie pokazać, jest pamiątka
      itd. Powiem jednak, że tego dnia obiecałam mojej Dziecinie, że już
      jej tego więcej nie zrobię. Miałam wrażenie,że Ono ucieka przed tym
      skanerem, co potwierdził pan doktor, że dzieciaki tego nie lubią.
      A co do badania ginekologicznego...Auuu. Nie wiem, po co tego
      chciałam - pożałowałam. To było b. nieprzyjemne i myślałam,ze mnie
      już tam sam otworzył. O, nigdy więcej, póki nie zajdzie jakaś
      drastyczna potrzeba.
      • robin2510 Re: ciezki los zagranicznej ciezarowki... 21.12.07, 08:36
        Tak czytam i czytam wypowiedzi "niektórych mam" i odnoszę wrażenie ze Anglia,
        Irlandia i w ogóle Wlka Brytania to Super , wszystko Super, 1 wizyta lekarza, 1
        raz usg, 1 raz badanie krwi itp, i wy Polki tak to zachwalacie, ciekawi mnie jak
        byście były tu w Polsce to zapewne te najbardziej wielbiące obczyznę co 2 dzień
        dzwoniłby do gina, pisały mnóstwo bzdurnych wątków typu czy w ciąży mogę...i od
        początku były na L4 , i ten stan rzeczy uważałybyście za normalny , proszę jak
        punkt widzenia zależy od punktu siedzenia...
        • lamarea Re: ciezki los zagranicznej ciezarowki... 21.12.07, 11:08
          do robin-tak na marginesie przy odrobinie checi polskie zwolnienie moze byc
          uznane i w UK,nic nie stoi na przeszkodzie zeby byc w kontakcie ze swoim polskim
          ginekologiem bedac tutaj lub poleciec kilka razy do Polski zeby sobie zrobic USG
          i dac sie omacac/lub tutaj prywatnie,a badania krwi i tutaj Ci zrobia jak
          poprosisz,ale mozesz je tez zrobic i przy okazji 10 USG w Polsce i mimo wszystko
          pobyt za granica nie jest przeszkoda by napisac mnostwa bzdurnych watkow typu
          czy w ciazy moge...typowego L4 tutaj nie dostaniesz zeby sobie podojrzewac na
          kanapie,ale zawsze mozesz zadzwonic do pracy i powiedziec ze sie zle czujesz w
          zwiazku z ciaza.
          Nie rozumiem skad te negatywne emocje u Ciebie.Pozdrawiam.
          • jaleo Re: ciezki los zagranicznej ciezarowki... 21.12.07, 11:33
            W krajach, w ktorych stosuje sie medycyne oparta na dowodach (EBM) -
            czyli w wiekszosci krajow tzw. "zachodnich", juz od kilkudziesieciu
            lat nie stosuje sie rutynowego badania wewnetrznego w ciazy. A to
            dlatego, ze badania porownawcze nie wykazaly jakichkolwiek korzysci
            takiego podejscia dla rokowan ciazy. Tzn. kobiety w ten sposob
            badane nie mialy mniejszej ilosci poronien czy przedwczesnych
            porodow, wrecz przeciwnie - istnieje udowodniony badaniami negatywny
            wplyw rutynowego badania ginekologicznego w ciazy na ilosc
            przedwczesnych porodow (podraznienie macicy) i zakazen.

            I dlatego w wiekszosci krajow bada sie ciezarna ginekologicznie
            tylko wtedy, kiedy sa do tego konkretne wskazania.

            W Polsce co bardziej oczytani lekarze tez juz od rutynowego badania
            ginekologicznego w ciazy odchodza.
            • yadrall Re: ciezki los zagranicznej ciezarowki... 21.12.07, 12:05
              Problem w tym,ze tu nawet poronienia nawykowe traktuje sie jako cos
              zwyklego, bo to sie zdarza,a jedyne pocieszenie GP to,ze ma
              pacjentke po 9 (!) poronieniach i za 10 razem urodzila zdrowe
              dziecko. Troche malo co?
              Dlugo trwalo,az znalazlam polke, ktora jest GP i ona zdecydowala sie
              przystac na leczenie mojego ginekologa z Polski (oczywiscie
              potwierdzone stosownym listem od polskiego ginekologa), dopiero ona
              stwierdzila,ze jezeli bylam tyle razy lyzeczkowana to praca fizyczna
              i dzwiganie nie jest jednak dobrym pomyslem (sama zapropnowala
              zwolnienie na pierwszy trymestr) i ona zrobi wymaz kontrolny (w
              sierpniu mialam wymaz i byly bakterie) i na koncu ona zdecydowala,ze
              skieruje mnie pod opieke ginekologa,bo szyjka po tylu zabiegach
              wymaga kontroli!!!
              ZADEN angielki GP nic, kompletnie nic nie zrobil!!! A zapewniam,ze
              szukalam dlugo, w roznych przychodniach... Tylko slyszalam: jak
              ciaza silna to bedzie dobrze,a jak nie to postaracie sie o kolejna
              ciaze!
              PS.oczywiscie nikt (ani moj polski ginekolog ani moja obecna GP) nie
              daja zadnej gwarancji,ze ciaza nie zostanie poroniona,ale daja
              szanse mi i malenstwu.
              Ja juz przemilcze aspekt psychologiczny jak takie podejscie GP
              wywiera na pacjentke z poronieniami nawykowymi...
            • memphis90 Re: ciezki los zagranicznej ciezarowki... 03.01.08, 20:21
              I z tym się zgadzam - w dobie usg, które oceni rozwarcie, długość szyjki itd -
              po jakiego grzyba pchać do środka paluchy przy każdej możliwej okazji? Ale z
              tego, co wiem, w Polsce to też się zmienia. Trochę czasu minie, zanim zniknie
              zupełnie- ale przeciez w Polsce usg weszło do gabinetów znacznie później, niż w
              GB czy USA.
    • andida Re: ciezki los zagranicznej ciezarowki... 21.12.07, 17:45
      hoh, nie spodziewalam sie takiego ruchu pod tym tematem. Dziekuje za odpowiedzi.

      W miedzyczasie gadalam z polozna holenderska - zadalm jej te samo pytanie, co a jesli?...
      Polozna odpowiedziala, ze oni nie badaja sami z siebie, bo rozwarciom towarzysza skurcze (zawsze! - prawda to?!). Zatem po prostu, jak skurcze nie chytaja, to nie ma rozwarcia. I tyle.

      Jeszcze dodatkowa informacja (troche mnie zabila): jesli w nocy odejda mi wody, to mam poczekac do rana, bo choc polozne maja 24ro-godzinna szychte, to lepiej ich nie budzic; no chyba, ze kolor wod jest niepokojacy. Oraz jak juz mam minutowe skurcze co trzy minuty, wtedy dopiero moge zadzwonic do poloznej, ktora przyjedzie do mnie do domu, oceni czy nadaje sie juz do szpitala i jesli tak, to uprzejmie poprosi mnie (mnie!!!), zebym pojechala do szpitala. Tu zapytalam, czy mam jechac swoim samochodem. Na co dowiedzialam sie, ze to standard. A jak moj partner nie zdazy?!! Ooo, to tez moze pani prowadzic. Kocham moje polozne smile)

      Glosuje za tym, ze powinnam sama odebrac sobie porod a polozna ewentualnie tylko sprawdzic, czy rowno przegryzlam pepowine!!

      smile Sciskam wszystkie ciezarowy

      PS. Do forumowiczki (mala-costam), ktora sugeruje frustracje moja spowodowana brakiem duzej ilosci wynikow do porownan: nie o to chodzilo, gdy zaczynalam ten temat. Kwestia informacji, kocie.
      • mrs.solis Re: ciezki los zagranicznej ciezarowki... 21.12.07, 19:28
        KUrde to te holenderki to faktycznie twarde sztuki skoro sa w stanie
        prowadzic majac bole porodowe. Ja bym nie wsiadla za kierownice
        majac bole miesiaczkowe,bo wtedy z tego bolu nie jestem nawet w
        stanie logicznie myslec.
        Ogolnie tez mam przykazane zeby jak najdluzej byc u siebie w domu i
        do szpitala jechac juz z czestymi skurczami. Ja tylko sie boje zebym
        nie musiala potem rodzic gdzies na poboczu. Do szpitala mam 30-40
        min. w zaleznosci od natezenia ruchu a teraz to dodatkowo wszystko
        zasypane sniegiem i lata w ciagu kilku tygodni sie nie spodziewam.
        Pozdrawiam i tyrzymaj sie jakos to bedzie.
        Tekst z przegryzieniem pepowiny mnie ubawil trzeba bylo sprzedac go
        poloznej hehehe.
        • osa551 Re: ciezki los zagranicznej ciezarowki... 23.12.07, 10:39
          Wszystkie panie w Polsce łaknące zagranicznej opieki mogę tylko
          pocieszyć, że wkrótce takie praktyki zawitaja i do nas, ponieważ są
          one po prostu tańsze i bardziej się kalkulują w rachunku
          ekonomicznym. Wy będziecie mniej wymęczone badaniami, państwo
          zadowolone bo mniej to będzie kosztowało. Oczywiście po jakimś
          czasie ktos się zorientuje, że państwo własnie przyoszczędziło i
          będzie się ciskał, że chce wrócić do starego systemu opieki, ale
          wtedy będzie juz tylko mógł dodatkowo zapłacić.
          Opieka prenatalna w wielu krajach z prywatna opieka zdrowotną zalezy
          od tego jakie kto ma ubezpieczenie. Jak masz niskie to widzisz
          lekarza raz na 9 miesięcy i masz 1 usg, jak masz wysokie - to
          widzisz lekarza co miesiąc - proste.
          • jamamma Re: ciezki los zagranicznej ciezarowki... 23.12.07, 11:59
            " Wyjęłaś " mi to z ust osa! W same sedno! Wystraczy porównać wysokość
            ubezpieczeń i mamy odpowiedź...bo zwykle jak nie widomo o co chodzi , to chodzi
            o...kasę.Same to potwierdzacie , że idąc prywatnie jest szansa na dodatkowe
            badanie itd...tylko trzeba zapłacić.U nas ciąża jest pod szczególną ochroną i
            całe szczęście...
            • irrcia w Polsce to też różnie wygląda 23.12.07, 12:36
              Wiadomo, że w dużych miastach wygląda to inaczej - zawsze możesz
              sobie poszukać fajnego lekarza nawet z NFZu, masz wybór. Nie jestem
              przekonana, czy pani Wiesia pracująca na zmywaku w barze w Kurzej
              Dolnej ma jakikolwiek wybór - jest gminny ośrodek zdrowia, tam jeden
              ginekolog stary cham i alkoholik, który ostatni kontakt z
              jakąkolwiek myślą naukową miał na studiach czyli 35 lat temu. A w
              jedynym szpitalu w promieniu 50 km akcję "rodzić po ludzku" mają
              głęboko w ...
              Podejrzewam, że gdyby o swojej opiece ciążowej i porodzie napisała
              nam pani prawnik z City, to okazałoby się, że jest jeszcze lepsza
              niż dobra opieka prywatna w Polsce.
            • barbarka707 Re: ciezki los zagranicznej ciezarowki... 03.01.08, 18:21
              stuprocentowo się z Wami zgadzam. Chodzi o kasę, Angielska służba zdrowia
              wybiera tańszą opcję. Po rocznym pobycie w Anglii nikt mi nie wciśnie że
              publiczna służba zdrowia jest tam na wyższym poziomie niż u nas. Lekarze na
              WSZYSTKO przepisują paracetamol, grypa, egzema, stłuczony palec (!), to jest
              wręcz legendarne, ciekawe czy na problemy w ciąży również przepisują ten cudowny
              lek. miałam nieprzyjemność być na pogotowiu w Londynie parę razy, za każdym
              razem czekałam na pomoc nie krócej niż 4 godziny. Jedyny sposób na nich to było
              spektakularnie zemdleć.
              Efekt jest taki, że wszyscy emigranci jakich tam znałam (i nie dotyczy to tylko
              Polaków) leczą się w swoich krajach. W ogóle nie wyobrażam sobie bycia w ciąży
              tam, cieszę się pod tym względem niezmiernie że wróciłam do Polski, gdzie mogę
              ze swoim ginekologiem porozmawiać, wiem że potraktuje mnie i moje ewentualne
              problemy poważnie.
              Pozdrawiam serdecznie wszystkie emigrantki i mam nadzieję że będziecie miały
              lepsze niż ja doświadczenia z ichniejszą służbą zdrowia.
              • kosciotrupek Re: ciezki los zagranicznej ciezarowki... 03.01.08, 19:58
                Hahaha, niedawno napisała do mnie znajoma z Anglii. Mieszka tam z rodziną: 2
                dzieci. I dokładnie to samo - wszystkie choroby leczą paracetamolem, jeżeli w
                ogóle leczą cokolwiek, bo generalnie uważają, że samo przejdzie (albo w wersji
                extremalnej: co dzieciaka nie zabije to go wzmocni). Dostać się na jakąkolwiek
                wizytę do lekarza zakrawa na cud. Nie wiem jak wyglądają statystyki ich chorób,
                ale najdziwniejsze jest to, że kiedy ta moja koleżanka wychodziła z maluchem
                (parę miesięcy) codziennie na spacer, to patrzyli na nią jak na ufoludka, bo tam
                nikt nie ma takiego zwyczaju. Dzieci się hoduje w domu i kropka.
                • memphis90 Re: ciezki los zagranicznej ciezarowki... 03.01.08, 20:27
                  W GB rządzą schematy postępowania i tyle. Znajomy lekarz, jeżdżący na weekendy
                  do GB na dyżury mówił mi, ze np. na zapalenie pęcherza musi kobiecie zapisać lek
                  X, mimo, że jego doświadczenie mówi mu, ze lek X nie zadziała. Dopiero, jak
                  kobitka przyjdzie drugi raz jęcząc, ze po leku X nadal ma wrażenie, ze sika
                  tłuczonym szkłem - moze zapisać jej działający lek Y.
                • kraxa kosciotrupek- jedna pani drugiej pani... 28.02.08, 02:34
                  Nie wiem gdzie mizka Twoja znajoma, ale ten wtret o hodowaniu
                  dziecka w domu to jest jakis absurd wyssany z palca...To wlasnie w
                  Anglii panuje az przesadny czasmi "naturalizm"- niemowlaki w zimie
                  nie maja rajstop, czapek, szalikow- a starsze dzieci chodza do
                  szkoly z golymi nogami pod spodniczka od mundurku...I wiesz co???
                  Zyja a spoleczenstwo ma sie swietnie, pewnie duzo lepiej niz Polacy.
                  Po czym mozna poznac polskie dziecko na angielskiej ulicy- okutane
                  jak Sybirak, owiniete w piernaty i sila trzymane w gondoli do 12
                  miesiaca zycia ;-DDDD
                  • kruche_ciacho Re: kosciotrupek- jedna pani drugiej pani... 28.02.08, 16:06
                    oj to prawda
                    co prawda widze to w Belgii ale zwyczaje te same - dzieciaczki w
                    wózkach sa bardzo lekko ubrane, czasem to aż sama miałam dreszcze
                    jak widziałam gołe nóżki czy główki w styczniu
                    ale - o dziwo - jakies pandemie przeziębień tu nie panują, po prostu
                    dzieci są uodpornione a może tez dlatego że klimat jest trochę inny

                    zresztą, połowa domostw ogrzewa się tu piecami gazowymi które
                    zainstalowane sa tylko na dole - góry gdzie są sypialnie przeważnie
                    są chłodne, taka ichnia natura i są po prostu przyzwyczajeni
          • kingaolsz Re: ciezki los zagranicznej ciezarowki... 23.12.07, 13:38
            Droga Osa551 - czy o tych ubezpieczeniach prywatnych wiesz duzo, czy
            tak Ci pomysl wpadl do glowy?
            Bo w Anglii np. nie ma czegos takiego, ze placisz ubezpieczenie to
            masz lepsza opieke - na prywatne ubezpieczenie przyjmuje Cie ten sam
            lekarz co ludzi bez ubezpieczenia, tyle, ze najwyzej szybciej (
            chociaz i to zalezy od przychodni, bo ja mojego moge zobaczyc teo
            samego dnia z reguly). Szczegolnego traktowania z tego tytulu nie ma.
            Ubezpieczenia prywatne tez nie obejmuja ciazy uncertain jesli chcesz sobie
            zrobic prywatne badanie to placisz za konkretne badanie kosmiczne
            pieniadze i nie masz nic wiecej niz na panstwowej wizycie ( no moze
            nagraja usg na plyte najwyzej).

            Oszczednosci jesli sa to tylko na zbednych badaniach, bo jesli
            cokolwiek sie dzieje to badania sa robione bez zajakniecia - nawet
            jesli jest potrzeba to takie, ktorych w innych przypadkach na
            panstwowe ubezpieczenie sie nie robi ( ja tak mialam i mialam
            pozniej wiele badan w sumie niepotrzebnych, ale lekarze po
            poprzednich komplikacjach woleli je zdrobic).

            Nie znam sie na innych krajach - jak to jest w Holandii, Francji,
            Niemczech ( tam chyba prywatne ubezpieczenia funkcjonuja).
            • ewa-krystyna Re: ciezki los zagranicznej ciezarowki... 23.12.07, 19:04
              Kingaolsz, w Kanadzie jest tak samo... moze z ta roznica,ze nie ma prywatnych
              lekarzy...
            • osa551 Re: ciezki los zagranicznej ciezarowki... 24.12.07, 09:49
              Posiadałam takowe ubezpieczenie pracując za granicą w kraju, gdzie
              są tylko prywatne kasy chorych. I dlatego piszę o krajach gdzie
              funkcjonuje prywatna opieka. Moje koleżanki rodziły w tym kraju
              dzieci i stąd wiem, jakie są różnice, szczególnie w zlecaniu badań i
              ilości wizyt lekarskich a także możliwości wyboru kliniki w której
              rodzisz.

              Mam również rodzinę w UK, gdzie urodziło sie kilkoro dzieci. Są to
              ludzie dosyć zamożni i szczerze mówiąc z ich relacji opieka
              prenatalna wygląda zupełnie inaczej niz z powyższych opisów, więc
              być może w UK różnice tez istnieją.

              W Polsce tez możesz rodzić na Solcu za darmo i w Damianie z 5000.
              • andida Re: ciezki los zagranicznej ciezarowki... 24.12.07, 12:52
                Holandia i ubezpieczenia - wszystko prywatne, czyli jakby panstwowe smile.
                Nie ma opcji - ide do prywatnego lekarza, no, chyba ze to twoj znajomy, bo
                "plecy" dzialaja wszedzie. Malo tego (a wkurza mnie to okropnie) - wizyta u
                specjalisty musi byc poprzedzona wizyta u lekarza domowego, ktory z reguly
                reprezentuje poziom baaardzo niskich lotow. I sztuka jest tu w Holandii znalezc
                porzadnego lekarza domowego. I jakosc ubezpieczenia nie ma na to wplywu.
                W Holandii rzadza konowaly, ktore w dodatku przyjmuja bez fartucha, jacys tacy
                flejowaci, ale za to moga robic badania cytologiczne (o ja cie pier.. - moja
                reakcja jak mi lekarz domowy wyskoczyl z wziernikiem).
                igi-tigit
      • id.kulka Re: ciezki los zagranicznej ciezarowki... 23.12.07, 12:58
        andida napisała:

        > W miedzyczasie gadalam z polozna holenderska - zadalm jej te samo
        pytanie, co a
        > jesli?...
        > Polozna odpowiedziala, ze oni nie badaja sami z siebie, bo
        rozwarciom towarzysz
        > a skurcze (zawsze! - prawda to?!).

        Pewnie tak, tylko że skurcze (przynajmniej te pierwsze) nie zawsze
        muszą boleć. Widomo, że w pewnym momencie ciąży brzuch zaczyna sobie
        twardnieć kilka razy dziennie - macica "ćwiczy".
        I na kontroli 37/38 tc okazało się, że z tego mojego ćwiczenia jest
        już rozwarcie na 2 palcewink
        Pozdrawiamsmile
        • ma.pi Re: ciezki los zagranicznej ciezarowki... 23.12.07, 22:04
          id.kulka napisała:

          > andida napisała:
          >
          > > W miedzyczasie gadalam z polozna holenderska - zadalm jej te
          samo
          > pytanie, co a
          > > jesli?...
          > > Polozna odpowiedziala, ze oni nie badaja sami z siebie, bo
          > rozwarciom towarzysz
          > > a skurcze (zawsze! - prawda to?!).
          >
          > Pewnie tak, tylko że skurcze (przynajmniej te pierwsze) nie zawsze
          > muszą boleć. Widomo, że w pewnym momencie ciąży brzuch zaczyna
          sobie
          > twardnieć kilka razy dziennie - macica "ćwiczy".
          > I na kontroli 37/38 tc okazało się, że z tego mojego ćwiczenia
          jest
          > już rozwarcie na 2 palcewink
          > Pozdrawiamsmile

          I tak powinno byc. 37/38 tydzien ciazy to juz ciaza praktycznie
          donoszona i czas szykowac sie do porodu. I ciesz sie, ze jez na tym
          etapie mialal takie rozwarcie. Ja za kazdym razem do porodu jechalam
          z zamknieta szyjka bo sie rozwierac nie chciala, i to dopiero jest
          horror :o) jak z bolu po scianach chodzisz od 10 godzin a rozwarcia
          0.

          Pozdr.
          • id.kulka Re: ciezki los zagranicznej ciezarowki... 23.12.07, 22:26
            Ależ ja wcale nie narzekałam wink
            Pytanie było o rozwarcie i skurcze - wiec piszę, że skurcze nie
            muszą boleć, może to być "zaledwie" twardnienie brzucha.
            Ja się tak z tego rozwarcia ucieszyłam, a poród zaczął się chyba
            dopiero 9 dni późniejwink
            • urszula.slo a co z wadami genetycznymi? 03.01.08, 12:34
              Jeżeli nie ma USG, badań ginekologicznych itp., jak się odkrywa np. zespół dawna
              i inne wady? Nie mówię, że trzeba odkryć po to, by dokonać aborcję, lecz ... by
              się przynajmniej przygotować na zupełnie inne życie. Czy po prostu się rodzi i
              ... i zobaczymy, co i jak?
              • ewa-krystyna Re: a co z wadami genetycznymi? 03.01.08, 13:30
                nie wiem jak jest gdzie indziej,ale w Kanadzie jesli kobieta chce wykonac
                badania genetyczne to dostaje na nie skierowanie... nie ma ograniczenia
                wiekowego,bo wady wystepuja w kazdym wieku...
                rowniez podczas calej ciazy sa wykonywane 2-3 usg jesli przebiega prawidlowo-
                wiecej po prostu nie ma potrzeby... rowniez jesli kobieta sobie ich nie zyczy
                nie musi ich wykonywac...
                • kingaolsz Re: a co z wadami genetycznymi? 03.01.08, 13:44
                  A kto powiedzial, ze nie robi sie usg.
                  W Anglii sa przynajmniej dwa - w ok. 12 tc i 21 tc. Sa tez robione
                  badania krwi. Jesli cokolwiek lekarza niepokoi to robi dodatkowe
                  badania.
                  Kazda kobieta ma oferowany tez PAPPA ( czy jakos tak, bo juz nie
                  pamietam) z krwi, a jesli chce bardziej inwazyjne i dokladniejsze
                  badanie to wystarczy jedynie poprosic i uzasadnic to sensownie.

                  Ale zaciekawilo mnie jakie wady genetyczne mozna wykryc przez
                  badanie wewnetrzne ( ginekologiczne) smile) ? Takie badanie poza
                  informacja o ew. rozwarciu i zwiekszajac ryzyko infekcji nie daje
                  nic.
              • zzz12 Re: a co z wadami genetycznymi? 03.01.08, 13:44
                W Szwecji wykonuje sie jedno usg ok. 18 tygodnia ciazy. Zespolowi
                Downa z reguly towarzysza inne wady rozwojowe (np. wady serca),
                ktore usg na tym etapie bez trudu by wykazalo, aczkolwiek bylaby
                to , ze wzgledu na wiek ciazy, musztarda po obiedzie. Podejrzewam,
                ze jesli kobieta zyczy sobie diagnostyki pod katem ZD czy innych wad
                genetycznych (zwlaszcza rozwazajac aborcje w razie niepomyslnych
                wynikow), to zapewne zostalaby na nie skierowana we wczesniejszej
                ciazy. Mnie nie zaproponowano, mimo wieku, doglebniejszej
                diagnostyki prenatalnej, ale ja sie o nia nie dopominalam ani nie
                bralam pod uwage mozliwosci aborcji, wiec dla uzyskania informacji o
                stanie plodu wystarczylo mi to usg w 18.tygodniu.
      • gombek Re: ciezki los zagranicznej ciezarowki... 04.01.08, 00:17
        Cudowna jest ta bierna agresja... Naprawdę cudowna...

        Z tego co pamiętam Holandia to wolny kraj. Jak Ci się nie podoba to zmień położną. A jak Ci się i tak nie podoba to się stamtąd wyprowadź. Proste jak świński ogonek... Tylko trzeba troszkę pomyśleć, kotko... smile
      • aga_bee Re: ciezki los zagranicznej ciezarowki... 18.01.08, 13:07
        w angli jest to samo - nie badano mi rozwarcia w ogole przy porodzie
        bo polozne mialy poznac po moich jekach jakie rozwarcie no i poznaly
        dopiero jak sie darlam ze juz nie moge ze to 10cm i pol godziny
        pozniej dzieciak byl na swieciesmile

        gdyby nie to ze przy tych 10cm bylam przypadkowo w szpitalu, bo sama
        sie nie spodziewalam ze to porod to bym na pewno nie zdazylasmile
    • panpaniscus Re: ciezki los zagranicznej ciezarowki... 03.01.08, 12:34
      Hej hej,
      Co do "zaglądania między nogi", to bym sie tym absolutnie nie przejmowała, bo
      jak któraś z dziewczyn napisała, bez innych objawów nic sę nie dzieje. Ja
      mieszkam w Niemczech, miałam całą ciążę ściśle monitorowaną ze względu na moją
      cukrzycę typu 1 - od połowy wizyty u dwóch lekarzy co 2 tyg, mimo braku powikłań
      - a poza wywiadem i USG i KTG na tych wizytach nic się nie działo.
      Rozumiem, że założenie jest, że ciąża to stan fizjologiczny. Również,
      jakkolwiek okrutnie to nie brzmi, że większość wczesnych poronień wynika z
      nieprawidłowości płodu.
    • malq Re: ciezki los zagranicznej ciezarowki... 03.01.08, 13:51
      Spoko,w UKeju jest to samo,i moja ciezarowka tez sie martwi,w sumie
      jak sie nic nie dzieje, to nic nie jest potrzebne, w tym jednak sek,
      ze czasem trudno zgadnac czy sie dzieje, czy nie.. badz dobrej
      mysli, w koncu to nie choroba smile) a kolezanka polozna,moze Cie
      przeciez zbadac..coz mosimy sobie pomagac...
      • kropkacom Re: ciezki los zagranicznej ciezarowki... 03.01.08, 14:33
        Polki przyzwyczajone są po prostu do innego typu prowadzenia ciąży niż w
        Holandii czy UK. Ale to tylko przyzwyczajenie. Warto je zmienić. Zaglądanie
        miedzy nogi co miesiąc nie pozwala wykryć żadnych wad płodu smile A jeśli coś z
        samą ciążą jest nie tak to jest wiele innych symptomów i nie trzeba się zaraz
        pchać do pochwy żeby to zauważyć. Częste badanie ginekologiczne to podrażnienia
        i infekcje. Ja wole bystrą położną co jakiś czas i w razie potrzeby wszystkie
        potrzebne badania (włącznie z prenatalnymi) niż znudzonego lekarza i ładowanie
        się na fotel ginekologiczny. Pozdrawiam.
    • renata48 Re: ciezki los zagranicznej ciezarowki... 03.01.08, 14:34
      mozesz dostac skierowanie od lekarza by rodzic w szpitalu. mocno
      radze: kolezanka w Holandii sobie zalatwila i cale szczescie, bo
      byly duxe komplikacje przy porodzie.

      obecnosc w szpitalu jest konieczna!
    • minka5 Re: ciezki los zagranicznej ciezarowki... 03.01.08, 19:17
      Co to znaczy zalatwic? Nie potrzeba zadnych znajomosci, plecow czy
      innych. W Holandii masz prawo wyboru - albo prowadzi to polozna albo
      chcesz, aby ciaza prowadzona byla w szpitalu. To ostatnie moze (choc
      nie musi)oznaczac, ze kazda wizyte bedziesz miala u innego lekarza,
      a raczej AIO (lekarz w okresie specjalizacji). I moze to komus
      wydawac sie dziwne, ale az tak bardzo nie jest. Mlody lekarz, ktory
      dopiero 'przyucza sie' do specjalizacji jest z reguly bardzo czujny
      i staranny. Woli zapytac specjaliste 2 razy niz popelnic blad. I to
      jest ogromny plus.
      Jesli ciaza prowadzona jest w szpitalu, to jakoby automatycznie
      podejmuje sie dycyzje o porodzie w szpitalu. Jesli przez polozna, to
      tak jak juz napisano wyzej.
      Rodzilam w NL 3 razy, 3 razy w szpitalu i za kazdym razem opieka
      byla po prostu super! W przeciwienstwie do poloznej, szpital
      nigdy 'nie spi' i nie bylo zadnych ograniczen kiedy dzwonic. Rowniez
      w srodku nocy, gdy tylko moglo mi sie wydawac, ze nie czuje dziecka.
      Zawsze kazali przyjezdzac i nikt mi zlego slowa nie powiedzial -
      prowadzenie ciazy (bez komplikacji), porody (juz z komplikacjami),
      opieka poporodowa - naprawde super!
    • rychu_taxi_drajwer Re: ciezki los zagranicznej ciezarowki... 03.01.08, 19:24
      Było siedzieć na dupie w Polsce.
      • kosciotrupek Re: ciezki los zagranicznej ciezarowki... 03.01.08, 20:22
        Ło matko, co za czub skomentował...
        A wracając do tematu: mam (tu w Polsce) kolezankę, która uważa, że jak się nic
        nie dzieje, to nawet do lekarza nie powinno się za czesto chodzić w ciąży, bo
        natura sobie sama poradzi. Z takim podejściem, to może i nie miałabym juz
        swojego dziecka, bo w II połowie wyskoczyło mi nadciśnienie. Bez wizyty u
        lekarza sie tego nie stwierdzi, bo kto sam sobie mierzy ciśnienie? Czułam sie
        znakomicie, tak, że samopoczucie tez nie było żadnym wskaźnikiem. I gdyby nie
        wizyty, na których mi lekarka to rozpoznała, to może i mojego synka by nie było.
        I tak urodził się z hipotrofią (wywołaną właśnie moim nadciśnieniem), ale było
        to rozpoznane i kontrolowane, no i w porę zadziałali. A koleżance (innej) w
        bardzo podobnej sytuacji dziecko zmarło.
        • gombek Re: ciezki los zagranicznej ciezarowki... 04.01.08, 00:28
          O rany... wydawało mi się, że w 21 wieku każda w miarę świadoma kobieta w ciąży 1. nie pali papierosów, 2. nie pije alkoholu, 3. unika nabiału, 4. mierzy sobie ciśnienie. Aparaty do mierzenia ciśnienia są dostępne w każdej aptece, w różnych cenach. A przecież wiadomo, że nadciśnienie może być w ciąży bardzo niebezpieczne...

          Chyba mam zbyt idealny obraz świata w swojej głowie smile
          • kaeira Re: ciezki los zagranicznej ciezarowki... 04.01.08, 00:35
            gombek napisała:
            > O rany... wydawało mi się, że w 21 wieku każda w miarę świadoma kobieta w
            ciąży [...] unika nabiału,

            ???
          • paliwodaj Re: ciezki los zagranicznej ciezarowki... 15.01.08, 03:09
            z tym nabialem to rzeczywiscie ciemnogrod....a gdzie tak trzeba sie
            katowac????
            Jadlam wszystko w ciazy, w czasie karmienia tez prawie wszystko,
            uwazalam lekko 2 miesiace a pozniej wcinalam wszystko i nic sie
            zlego nie dzielo z moimi dziecmi ( cala trojeczka)
          • gaja78 Re: ciezki los zagranicznej ciezarowki... 16.01.08, 23:56
            gombek napisała:

            > O rany... wydawało mi się, że w 21 wieku każda w miarę świadoma kobieta w ciąż
            > y 1. nie pali papierosów, 2. nie pije alkoholu, 3. unika nabiału, 4. mierzy sob
            > ie ciśnienie.

            Padłam z tym nabiałem big_grinDDDDDDDDDD

            Cholera, chociaż to takie do końca śmieszne nie jest. Mam nadzieję, że świadoma
            kobieta kompensuje sobie jakoś ilości zawartego w zakazanym nabiale wapnia ?
            Zjada wystarczającą ilość innych produktów zawierających ten bądź co bądź dość
            istotny składnik odżywczy ?
        • kingaolsz Re: ciezki los zagranicznej ciezarowki... 04.01.08, 13:44
          Kosciotrupek - cisnienie w ciazy kontroluje sie na kazdej wizycie w
          Anglii, plus bada sie mocz ( czy nie ma cukru, bialka itp.), no i
          jak juz mozna to Dopplerem sie sprawdza tetno malucha. Nie potrzeba
          do tego lekarza. Ja tez mialam nadcisnienie w ciazy i w Anglii bez
          ginekologa to wkryto wink
    • imszulc Re: ciezki los zagranicznej ciezarowki... 03.01.08, 20:02
      ja rodziłam w Irlandii, na szczęście bez większych komplikacji ale właśnie przez
      to, że nie sprawdzili rozwarcia trochę bez sensu mnie męczyli oksytocyną i
      znieczuleniem, wrrr

      zostałam skierowana na wywołanie a że czekałam na to kilka godzin to sama
      zaczęłam rodzić, skurcze były częste ale niezbyt silne, widocznie taka moja
      uroda, a Oni mimo to podłączyli mnie do kroplówki i znieczulenia, po kilku
      minutach okazało się, że znieczulenie zaczyna działać w górę a nie w dół więc z
      przerażeniem w oczach mnie odłączyli, jak mnie odłączyli to po 15 minutach synek
      był na Świecie, a wystarczyło sprawdzić rozwarcie...

      jak zapytałam dlaczego nie sprawdzili, to położna powiedziała, że kobiety tego
      nie lubią!!! a ja kurcze nie lubię jak mnie się nakłuwa bez sensu i naraża na
      dodatkowe męczarnie (po oksytocynie ból jest znacznie silniejszy)

      oprócz kilku "drobiazgów" to chyba jestem zadowolona z tutejszej opieki nad
      ciężarną, trudno mi porównywać do Polskich warunków, bo dwójka moich dzieci
      przyszła na Świat w Irlandii
    • eglis Re: ciezki los zagranicznej ciezarowki... 03.01.08, 20:30
      Ja mieszkam w Stanach i wiem jedno: jestem przeszczesliwa ze dziecko
      urodzilam w PL. Tutejsza opieka medyczna (przy najdrozszym
      ubezpieczeniu z mozliwych, na ktore pracodawca meza wydaje prawie
      $2000/mies. na nas troje) jest dramatyczna. Podobnie jak w UK
      wszystko leczy sie paracetamolem. Lekarze ogolnie rozrozniaja tylko
      2 schorzenia: flu albo allergy.
      Ale do rzeczy: fanka badan gin. nie jestem i w ciazy to byl dla mnie
      duzy problem. Natomiast mialam regularnie robione badania USG i
      tylko dzieki temu wykryto ze mam wade lozyska ktora jest bardzo
      niebezpieczna dla dziecka, ale przy wnikliwej obserwacji pozwala
      donosic ciaze. Od tego czasu bylam pod scislym monitoringiem,
      codziennie spedzalam w szpitalu do kilku godzin na obserwacji i
      badaniach (a bylo to od 22 tygodnia ciazy). Dodam ze nigdy bym nie
      przypuscila ze cos jest nie tak; w ciazy czulam sie swietnie i w
      ogole chyba wady lozyska jako takie nie daja wyczuwalnych symptomow.
      W 36 tygodniu lekarz zdecydowal ze sytuacja ulegla zalamaniu i
      szybko trafilam na cc. Rownie dobrze moglo to jednak byc miesiac
      wczesniej.
      Wniosek z tego dla mnie jest taki ze natura natura, ale w pewnych
      sytuacjach jest wskazane korzystanie ze wszystkich zdobyczy medycyny
      i cywilizacji.

      • kasiapro1 Re: ciezki los zagranicznej ciezarowki... 03.01.08, 20:51
        Co do lekarzy w usa to sie zgodze.Trafilam jako mloda matka z wizyta
        u tesciow do lekarza od wszystkiego,z dzieckiem 9 m-cy
        (alergia,astma).Naczekalam sie,przyjal mnie pan i w slowa,abym nie
        podawala krewetek,masla orzechowego itp no a na wysypke sterydzik a
        co!dziecko nawt skorki chleba nie moglo jesc,scisla dieta a ten tak
        planal.Plamy zeszly po wykapaniu w oceanie,dostalismy 2 syropy za
        ponad 100$(4lata temu),odpowiedniki naszego eurespalu i czegos
        wyksztusnego.Porazka!!Teraz madrzejsza juz jestem w chorobach.
        A jesli o usg bioega to szwagierka tylko 2 miala i zdziwiona ze u
        nas mozna czesciej
        • paliwodaj Re: ciezki los zagranicznej ciezarowki... 15.01.08, 03:31
          oceniasz wszystkich lekarzy na podstawie wizyty u
          jednego "niedouczonego"
          Uwierz mi sa tu wybitni specjalisci ,ale trzeba zrobic male
          rozeznanie gdzie. Ja dla swoich dzieci zmienilam juz 3 praktyki
          lekarskie i nareszcie jestem we wlasciwym - 4 miejscu, zajelo mi to
          4 lata.
          W Polsce tez nie jest miodzio, gdy bylismy tam na wakacjach i moje
          dzieci zachorowaly, musielismy pojsc "na pogotowie", o
          matko,,,podziwiem tych lekarzy i ich pacjentow, ale zeby w szpitalu
          na Nieklanskiej w Warszawie nie bylo papieru toaletowego w
          lazienkach i "pachnialo" soda kaustyczna to chyba nie ten wiek. Pani
          doktor tez z laska powiedziala ze w "Polsce nie dostajemy tyle
          pieniedzy zeby dzieciom w uszy zagladac surprisedOOO. A przez pielegniarki
          o malo nie zostalismy pokasani.
          Szwagierka ( nie pamietam ale w kazdym razie ta osoba o ktorej
          mowisz) miala wystarczajaca ilosc USG, bo i po co wiecej jezeli
          wszystko jest ok .
          Ja mialam 4 usg w trzeciej ciazy, bo tak chcialam, wczesniej po 3.
      • paliwodaj trzeba wiedziec jakie sa twoje prawa- USA 15.01.08, 03:23
        rodzilam w Stanach - 3 dzieci i powiem Ci ze to zalezy od szpitala.
        Sa beznadziejne, gdzie nie maja dla Ciebie czasu i super
        szpitale...ale trzeba wiedziec gdzie sie udac prowadzic ciaze.
        To nie prawda ze tu nie robia badan, trzeba miec samemu jakas wiedze
        zeby wiedziec co Ci robia i pytac, pytac , pytac, jak tez upominac
        sie o swoje.
        Nie jestem za badaniem wewnetrznym zbyt czestym, czesto badano mnie
        jak juz skonczylam 40 tydz.
        Mialam 4 USG, 2 wlasciwie na wlasne zyczenie - ubezpieczenie pokrylo
        wszystko, chodzi o to zeby lekarz napisal ze jest ze wskazan
        medycznych i trzeba o to poprosic. Ubezpieczenie placi raczej za
        wszystko jezeli tylko lekarz to poprze - ciaza to dla nich okres
        bardzo wazny i ryzykowny. 4 usg- zaraz jak skonczylam 40 tydzien,
        aby sprawdzic wage dziecka , stan lozyska, przeplywy, o wszystkim
        mnie informowano ( mowie o trzeciej ciazy, w ciagu dwoch pierwszych
        bylam za glupia by wiedziec jakie sa moje prawa jako ciezarnej).
        Sam porod mialam wspanialy, poprzednie dwa z zatloczonych szpitalach
        takie sobie.
        Jestem przeszczesliwa z powodu tego wspanialego porodu , a corcia ma
        dopiero 5 dni i jako ze porod nie byl trauma potrafie sie cieszyc
        tym ze mam moje dzieciaczki
    • ik_ecc Re: ciezki los zagranicznej ciezarowki... 04.01.08, 01:48
      Rodzilam w Kanadzie. Wybralam isc z poloznymi (mozna wybrac albo
      polozna albo lekarza), wybralam porod w domu. Od 7 mies spotykalam
      sie z plozna co 2 tygodnie, wczesniej raz na miesiac. Kazda wizyta
      trwala godzine. Zawsze bylo badanie moczu (siusialam sobie na
      papierek), badaly mi cisnienie, sluchaly dopplerem serca i macaly
      brzuch (od ktoregos momentu, nie pamietam - 5, 6 mies?) - reszta
      czasu byla na rozmowy, informowanie mnie o sprawach ciazowo-
      porodowych, pomoc w wybraniu odpowiednich dla mnie opcji, itp.
      Mialam 2 usg z wyboru - bo mozna nie miec wcale jak sie nie chce i
      znam wiele osob, ktore nie chca - usg nie jest obojetne dla plodu.
      Polozna zajrzala mi miedzy nogi jeden raz, na moje wyrazne zyczenie
      wynikajace z mojej osobistej niecierpliwosci, w dzien terminu - nic
      nie bylo rozwarte, nic nie bylo skrocone. Badanie bylo zrobione
      bardzo delikatnie. Urodzilam 6 dni po terminie, w domu, w ciagu
      troche ponad 3 godzin, bez zadnych problemow.

      Nieustannie bogom i boginiom dziekuje za to, ze ciaze i porod
      przeszlam w Kanadzie, nie w przemedykalizowanej i
      przehisterycznionej Polsce.
      • ewa-krystyna Re: ciezki los zagranicznej ciezarowki... 04.01.08, 12:47
        ik_ecc przede mna dopiero porod i bede pod opieka ginekologa choc wolalabym polozna,ale jestem po poronieniu i z lekarzem rodzinnym stwierdzilysmy,ze bedzie lepiej przeprowadzic te ciaze z lekarzem... mam dokladnie te same odczucia co ty... moja znajoma urodzila dwoje dzieci z pomoca poloznej ( sama jest w trakcie nauki na polozna) i rowniez w drugiej ciazy nie zgodzila sie na zadne usg ...
      • jamamma Re: ciezki los zagranicznej ciezarowki... 04.01.08, 23:07
        Dziękuj również bogom za to ,że ciąży nie miałas zagrożonej,z wadami, lub innymi
        "niespodziankami" , które łatwiej wykryć w w przemedykalizowanej i
        przehisterycznionej Polsce.
        • paliwodaj Re: ciezki los zagranicznej ciezarowki... 15.01.08, 03:43
          ale jak to latwiej wykryc, przeciez mnie zawsze pytano czy wyrazam
          zgode na badanie genetyczne i zawsze chcialam, poza tym mialam w
          kazdej z 3 ciaz 3-4 usg, 3 badania krwi, badanie moczu co wizyta,
          sluchani bicia serca co wizyta i badanie na czystosc pochwy i
          bakterie strep w 36 tygodniu. Wiec o co chodzi???????????????????
          Widze ze opinie o rodzeniu w USA czy Kanadzie sa wyrazane tu przez
          osoby , ktorych "kolezanka kolezanki, szwagierka mojego znajomego "
          i inne siodme wody po kisielu rodzily tutaj , zapewne baz znajomosci
          gruntu i.....jezyka
        • ewa-krystyna Re: ciezki los zagranicznej ciezarowki... 15.01.08, 05:07
          jamamma napisała:

          > Dziękuj również bogom za to ,że ciąży nie miałas zagrożonej,z wadami, lub innym
          > i
          > "niespodziankami" , które łatwiej wykryć w w przemedykalizowanej i
          > przehisterycznionej Polsce.

          wlasnie jestem w 12t5d ciazy i po drugim usg tzw. genetycznym za ktore nic z
          wlasnej kieszeni nie musialam zaplacic,ktore zostalo mi zaproponowane,a z
          ktorego moglam zrezygnowac.... mam dopiero 32 lata i nie znam zadnych przypadkow
          chorob wykrywalnych w tym badaniu w mojej rodzinie - kryteria wedlug ktorych w
          Polsce moze mialabym zrobione te badania za darmo jesli sie dobrze orientuje....
          wyniki tego badania bede miec dopiero na poczatku lutego... powiedz mi gdzie w
          tej "przemedykalizowanej i przehisterycznionej Polsce" jak to piszesz mialabym
          szanse na takie badanie bezplatnie w panstwowej sluzbie zdrowia w odpowiednim
          czasie bez tzw. wskazan (wiek powyzej 35roku zycia,wystepowanie badanych chorob
          w rodzinie itp.)? w przypadku zlego wyniku jakie mam opcje w Polsce? jak lekarze
          mnie przygotuja na ewentualne niepelnosprawne dziecko lub smierc dziecka tuz po
          porodzie lub urodzenie martwego? jaka dopstane pomoc medyczna bezplatna i na
          poziomie dla takiego dziecka? psychologiczna dla mnie,mojego partnera i
          ewentualnych pozostalych dzieci? zycie nie konczy sie na donoszeniu ciazy....
          • claudiaa3 ewo-krystyno 27.02.08, 09:47
            Czy mieszkasz w Polsce???
            Ja tak.
            • ewa-krystyna Re: ewo-krystyno 27.02.08, 13:26
              nie,nie mieszkam w Polsce...
      • osa551 Re: ciezki los zagranicznej ciezarowki... 05.01.08, 10:09
        Ile przypadków tyle opinii. Mozesz sie cieszyć, że przeszłaś
        wszystko bez komplikacji. W parszywej Polsce, nadgorliwy ginekolog
        położnik z doktoratem, który prowadził moją ciążę, stwierdził, że od
        38 tygodnia powinnam chodzić codziennie na KTG do szpitala. Przy 3
        KTG okazało się, że tętno dziecka zaczęło tak wariować, że trafiłam
        od razu na CC. Co spowodowało, że dzisiaj mam żywe i zdrowe dziecko
        i dziękuję Bogu, że ciążę przechodziłam w Polsce. Dodam tylko, że
        czułam się świetnie i nic nie zapowiadało komplikacji.

        W drugiej ciąży nadgorliwy ginegkolog połoznik pomimo braku wskazań
        w podstawowych badaniach kazał mi wcześniej niż to zalecane zrobić
        test obciążenia glukozą. W badaniach wyszła rzadka ponoć postać
        cukrzycy ciążowej, która wymaga natychmiastowej reakcji. Ponownie
        dziękuję Bogu, że mieszkam w Polsce, gdzie sa nadgorliwi lekarze,
        dodam tylko że "od spodu" raczej nikt mnie nie ogląda na każdej
        wizycie.
    • sevilay Andida 04.01.08, 13:23
      Czy mogłabyś mi napisać co ma na celu to wkładanie kołków pod łóżko?
      Bo bardzo mnie to zaciekawiło-co to daje?smile
    • minka5 Re: ciezki los zagranicznej ciezarowki... 04.01.08, 22:44
      Kolki sa po to, aby podwyzszyc lozko, a to z kolei chroni kregoslup
      poloznej. Lozka szpitalne maja regulowana wysokosc, tak aby
      pracownicy mieli dostep na odpowiedniej wysokosci. Domowe loza z
      reguly nie posiadaja takiej regulacji, wiec wymyslono specjalne
      kolki (ktore mozna wypozyczyc).
      A maluszkom w NL wkladaja do lezeczek takie flaszki z goraca woda,
      ktore mieszcza sie w ochraniaczach. A to po to, aby dziecko za
      bardzo sie nie wyziebilo. Nikt jednak sie nie zastanawia, ze materia
      moze szwankowac. Brrr!
      • sevilay Re: ciezki los zagranicznej ciezarowki... 05.01.08, 14:10
        Tak myślałam,że żeby podwyższyć łózko tylko nie rozumiałam po cosmile Myślałam,że to o ciężarną chodzismile

        Dzięki za odpowiedźsmile
    • titta Re: ciezki los zagranicznej ciezarowki... 12.01.08, 17:01
      A nie jest tak lepiej? Po co ci wiedza czy masz rozwarcie, zeby sie denerwowac?
      Brak badzan inwazynych przynajmniej zapewni ze niczego ci tam nie porusza, nie
      zaaraza.
      Mnie wkurza zbyt duza, nie potrzebna ingerencja lekarzy. Ja w Szwecji moge
      wybrac - lekaz czy polozna. I jak bedzie wszystko ok to oczywiscie,ze polozna.
      Lekarz jest od patologi.
    • kruche_ciacho Re: ciezki los zagranicznej ciezarowki... 15.01.08, 06:30
      ja będę rodziła w Belgii
      i wcale nie uważam że ciężarna za granicą ma "ciężko", ja sobie
      chwalę tutejszą mądrze zorganizowaną opieke medyczną - w
      przeciwieństwie do Polski
      ze spokojem czekam na poród z zzo bo wiem że tutaj anestezjologa mi
      nie zabraknie
      • sofi75 No widzisz a ja w tej samej Belgii 15.01.08, 09:55

        jestem juz po dwoch poronieniach i badania zadne mi sie nie naleza,
        poniewaz wszyscy lekarze staraja sie przestrzegac tutaj przepisu
        rodem z WHO ze przyczyny zaczynamy dociekac dopiero po trzecim.

        Tak wiec mam przed soba trzecia probe "na slepo" - jak sie uda to
        fajnie, jak nie - badania. Tylko czemu musze przejsc az przez trzy
        traumy zeby zasluzyc sobie na 2 pobrania krwi.

        Aha - to musza byc 3 poronienia z rzedu, jesli w miedzyczasie byla
        zdrowa ciaza - restart the clock
        • kruche_ciacho Re: No widzisz a ja w tej samej Belgii 15.01.08, 10:42
          pierwsze słyszę ?!
          dlaczego zatem na czas ciązy nie wrócisz do Polski? jesli tam
          czułabyś się bezpieczniej - rób to co uważasz najlepsze dla siebie i
          dziecka
          • sofi75 Re: No widzisz a ja w tej samej Belgii 15.01.08, 15:25

            pierwsze słyszę ?!
            >>> tak? A ja to juz slyszalam od wielu osob i wcale mnie to nie
            dziwi. Zreszta w PL istnieje taki sam przepis - to ze w PL jet
            mozliwosc zrobienia badan, wynika z osobliwego podzialu na sluzbe
            zdrowia prywatna i panstwowa. W BE badan nie zrobisz, nawet jesli
            mialabys za nie sama zaplacic (no chyba ze o czyms nie wiem).

            >>> Bo tu mieszkam wraz z rodzina i pracuje, tu jest moj dom itd.
            Jak sobie wyobrazasz jechanie do Polski na 9 miesiecy: mam wziac
            urlop bezplatny i mieszkac przez 9 m-cy w hotelu, tylko dlatego ze
            tam jest cos takiego jak prywatna opieka zdrowotna?!
            • kruche_ciacho nie masz racji 15.01.08, 23:04
              oczywiście że możesz zrobic sobie takie badania na własna rękę, mało
              tego - idziesz z rachunkiem do ubezpieczyciela i najprawdopodobniej
              dostaniesz zwrot części kosztów
              nie wiem gdzie dokładnie mieszkasz ale w "moim" mieście nawet
              niedaleko nas jest prywatna klinika gdzie zrobią Ci badania jakie
              sobie zażyczysz
              wielu z kręgu naszych znajomych korzystało z tego więc to nie jest
              prawdą

              co do Polski: nie znam Twojej sytuacji rodzinno-mieszkaniowej,
              wychodze z założenia że każdy zostawił jakąś rodzine w Polsce u
              której w razie czego może "pomieszkać" (np chocby na czas badań)
              zależy jak silne pragnienie dziecka posiadasz, znam kobiety które by
              to zrobiły ale to oczywiście moja subiektywna opinia, życzę
              powodzenia smile

              • sofi75 nie wiem, ja mowie jak jest 16.01.08, 09:19

                w laboratoriach, z ktorymi mialam do czynienia (Bruksela): na "dzien
                dobry" pytaja sie o skierowanie od lekarza, bo to lekarz decyzuje,
                jakie i kiedy badania sa potrzebne a nie pacjent.
                Jesli rzeczywiscie jest tak jak mowisz, to moze podaj mi na priva,
                gdzie to jest i jak to zalatwic, moze w przyszlosci ulatwi mi to
                zycie.
                Co do przepisu, ze badania po trzecim poronieniu - to nie jest moj
                wymysl - znam dwie inne osoby w Belgii, ktore rzeczywiscie dostaly
                skierowanie na kompleksowa diagnostyke dopiero po trzecim (wczesniej
                sie nie dalo).

                Co do pragnienia - mysle ze nie Tobie to oceniac. Mam tutaj dziecko,
                ktore chodzi do szkoly i jakos nie wyobrazam sobie, ze zostawie go
                tutaj, bo jade do PL na kilka m-cy ciazy.
                I ostatnia kwestia: ja rowniez uwazam ze system belgijski jest
                lepiej zorganizowany niz PL i rzeczywiscie zgadzam sie z tym, ze to
                lekarz powinien decydowac o leczeniu i badaniach. Czasami jest to
                malo wygodne dla pacjenta, ale niestety takie sa reguly gry.
                Natomiast fakt iz w PL mozna wejsc do laboratorium bedac np.
                magistrem ASP i zazyczyc sobie jakiekolwiek badania, nie wiedzac czy
                one w ogole sa potrzebne jest co najmniej chory ... i to jest
                dopiero sluzba zdrowia postawiona na glowie.

                Joachim 01.06.2007 (13tc) i Mały Ktoś 13.11.2007 [*](10tc)
                • pirolina Re: nie wiem, ja mowie jak jest 16.01.08, 10:40
                  A co jest złego w tym, że ktoś, kto za badanie płaci, może je sobie wykonać? Tak
                  się składa, że równolegle chodzę do lekarza w Brukseli i w Polsce. Polski lekarz
                  jest dużo bardziej ostrożny, np. zaleca dłuższą przerwę po poronieniu i
                  sprawdzenie, czy beta prawidłowo spada. Tutaj lekarz zachęca do niemal
                  natychmiastowych ponownych prób, a na sugestię, czy może warto sprawdzić betę,
                  macha ręką i mówi, że to bardzo rzadka komplikacja (cóż, że skutkująca poważnymi
                  konsekwencjami). Jednocześnie lekarz tutaj radośnie mnie informuje, że jego
                  pacjenci przechodzą to po kilka razy, a potem mają zdrowe dzieci. Może tylko dla
                  mnie nie jest normalne przechodzenie przez to kilka razy? Może jednak w tej
                  metodzie jest coś nie tak, skoro pacjentki przechodzą przez to kilka razy, zanim
                  urodzą zdrowe dziecko? Rozumiem, że w przyrodzie poronienia się zdarzają, ale w
                  większości takie, o których ciężarna nie wie. Okres przychodzi może trochę
                  później, może trochę bardziej obfity. Ja mówię o poronieniach regularnych w 9-10
                  tygodniu ciąży. Wiem, że się zdarzają, ale kilka (np. 5) u jednej kobiety nie
                  powinno być regułą. Tych, którzy twierdzą, że na zachodzie i tak mają lepszą
                  statystykę, chciałabym uświadomić, że na zachodzie nie uwzględnia się w
                  statystykach tych wszystkich nieutrzymanych ciąż, którym nikt nie pomógł.
                  Przypadek mojej szwagierki, która rodziła w Holandii też w statystyce wygląda
                  różowo, bo urodziło się zdrowe dziecko, a szwagierka przeżyła. A to, że ciąża i
                  sam poród to była droga przez piekło, jakoś statystykom umyka. Doświadczenia
                  podobne, jak jednej z forumowiczek powyżej - w nocy położna śpi i nie należy jej
                  budzić. Cóż, że ciężarna ma zapaści? Cóż, że w domu nie ma nikogo, bo mąż
                  wojskowy dostał rozkaz, a mama właśnie siedzi w samolocie? Cóż, że w szpitalu
                  odmówili przyjęcia z braku miejsc? No, wielkie mi historie. Te kobity ze wschodu
                  to prawdziwe histeryczki. Dobrze, że w pobliskich Niemczech nie uważają, że taka
                  opieka nad ciężarną, to norma. Może dzięki temu szwagierka i jej córka żyją.
                  Paniom, które są takimi zwolenniczkami minimalnej ingerencji lekarza podczas
                  ciąży życzę, aby wszystkie ich ciąże przebiegały bez komplikacji. Ciąża to stan
                  naturalny? Owszem, podobnie jak posiadanie wyrostka robaczkowego.
                  • sofi75 pirolina, wlasciwie do tego 16.01.08, 13:23

                    co napisalas nie mozna sie przyczepic i podzielam zdanie oraz
                    wrazenia - mam dokladnie takie same, jesli chodzi o podejscie
                    belgijskich ginow do tematu.
                    Ja podobno trafilam na zlotego czlowieka i rzeczywiscie jestem z
                    niego zadowolona, glownie dlatego ze po prostu mozna na nim polegac,
                    jako na czlowieku. Ale przyznaje ze nie mam 100% pewnoscie co do
                    tego, ze robi dokladnie to, co zrobilby lekarz w PL - niby badania
                    mi zlecil, ale jak cos podejrzanego z nich wyniklo, to raczej na tym
                    etapie sie zatrzymal i dalej kazal sie nie martwic,
                    bo "prawdopodobnie ryzyko jest pomijalne" - a skad to wie?
                    przeczytal w gwiazdach? Dla niego moze pomijalne znaczy "najwyzej
                    pani przejdzie przez to tzreci raz", a dla mnie "a moze jednak da
                    sie zminimalizowac".

                    Nie zgadzam sie tylko co do jednej rzeczy:
                    A co jest złego w tym, że ktoś, kto za badanie płaci, może je sobie
                    wykonać?
                    -
                  • sofi75 i jeszcze jedna kwestia i pytanie 16.01.08, 13:26

                    mozesz napisac (moze byc na priva jesli wolisz), co na to lekarz
                    belgijski, ze konsultujesz sie rownolegle gdzie indziej (bo rozumiem
                    ze zdaje sobie z tego sprawe) - jaka byla jego reakcja i czy dal sie
                    przekonac to strategii postepowania lekarza w PL.

                    z gory dzieki
                    • pirolina Re: i jeszcze jedna kwestia i pytanie 16.01.08, 14:10
                      Masz wiadomość na priva.
                • kruche_ciacho Re: nie wiem, ja mowie jak jest 16.01.08, 13:44
                  ok, tylko wywiem się o dokładny namiar (miasto to Gent)

                  daleka jestem od oceniania czyichs pragnień więc nie złość się
                  bezpodstawnie

                  jeszcze raz powodzenia!


          • pirolina Re: No widzisz a ja w tej samej Belgii 16.01.08, 10:49
            Co za zabawny argument. W Polsce wolno mi krytykować służbę zdrowia, a tutaj
            nie? Płacę ubezpieczenie w Belgii i w Belgii się leczę. Mam prawo krytykować
            system, który finansuję, jeśli mi nie odpowiada, albo jeśli mam porównanie do
            czegoś lepszego. Nie wrócę do Polski z powodów różnych. Nie ma sensu przytaczać,
            bo każdy ma inne powody i są one równie dobre. Twoja argumentacja, to
            argumentacja w stylu rodziców nastolatek "jak ci się nie podoba, to się
            wyprowadź". Może i prawda, ale jakoś nie pomaga na ogólną poprawę sytuacji. W
            Belgii podstawowym problemem w każdej dziedzinie jest właśnie to, że ludzie są
            bierni, niczego nie zmienią, niczego nie skrytykują, nie pomyślą, że możnaby
            lepiej. To dlatego codzienność belgijska to taki surrealizm. Służba zdrowia
            właściwie wpisuje się tylko w ogólny krajobraz.
    • gaja78 Re: ciezki los zagranicznej ciezarowki... 16.01.08, 23:15
      Gdyby mnie lekarz nie oglądał podczas pierwszej ciąży i nie przepisywałby leków
      na ciągnące się infekcje pochwy i stan zapalny szyjki macicy, na 99% nie
      donosiłabym ciąży do 35 tygodnia. A tak udało się urodzić "tylko" miesiąc za
      wcześnie uncertain

      Ślicznie wyhodowane infekcje były efektem wcześniejszych rzadkich wizyt u
      ginekologa. Mając świadomość, że "taka moja uroda" i łapię wszelkie paskudztwo w
      tempie błyskawicznym, niezależnie od szorowania wiadomej okolicy 5 razy dziennie
      mydłem czy samą wodą - nie zdecydowałabym się na ciążę nie mając gwarancji, że
      będę pod stałą opieką lekarza.
      • kaeira Re: ciezki los zagranicznej ciezarowki... 18.01.08, 15:24
        gaja78 napisała:
        > Mając świadomość, że "taka moja uroda" i łapię wszelkie paskudztwo
        > w
        > tempie błyskawicznym, niezależnie od szorowania wiadomej okolicy 5 razy dzienni
        > e
        > mydłem czy samą wodą

        Ee, nie rozumiem - przecież częste mycie "okolicy", tym bardziej mydłem, właśnie
        zwiększa możliwość infekcji?

        - nie zdecydowałabym się na ciążę nie mając gwarancji, że
        > będę pod stałą opieką lekarza.
        • gaja78 Re: ciezki los zagranicznej ciezarowki... 18.01.08, 16:45
          kaeira napisała:

          > gaja78 napisała:
          > > Mając świadomość, że "taka moja uroda" i łapię wszelkie paskudztwo
          > > w
          > > tempie błyskawicznym, niezależnie od szorowania wiadomej okolicy 5 razy d
          > zienni
          > > e
          > > mydłem czy samą wodą
          >
          > Ee, nie rozumiem - przecież częste mycie "okolicy", tym bardziej mydłem, właśni
          > e
          > zwiększa możliwość infekcji?
          >

          To było napisane z przymrużeniem oka. Miało znaczyć "bez względu na sposób
          prowadzenia higieny intymnej"
          • kaeira Re: ciezki los zagranicznej ciezarowki... 18.01.08, 21:25
            gaja78 napisała:
            > To było napisane z przymrużeniem oka. Miało znaczyć "bez względu na sposób
            > prowadzenia higieny intymnej"

            A to przepraszam smile
      • mari_ole Re: ciezki los zagranicznej ciezarowki... 26.02.08, 20:02
        o tak dobrze zarlo i zmarlo wink
        taki ciekawy watek i nagle cisza... choc trzeba przyznac ze imponujacy rozmiar
        osiagnal wink

        czytam te wypowiedzi dziewczyn oburzonych na wykonywanie badania
        ginekologicznego i sie nie moge nadziwic tym obawom przed zakazeniem ? albo
        ewentualnym podraznieniem szyjki macicy i nasuwa mi sie pytanie (pomijajac czy
        takie badanie rzeczywiscie daje jakies korzysci czy nie) czy Panie w czasie
        ciazy nie wspolzyja?
        jakim cudem badanie mialoby byc bardziej inwazyjne niz stosunek seksualny?
        takie gadanie ze badanie gin. przynosi wiecej strat niz korzysci, jest jak
        przezywanie czy dziecku nie zaszkodzi kawa, albo sok malinowy, ze nie wspomne o
        pasztecie czy innych "zakazanych" produktach bo mnie moga nadgorliwe
        forumowiczki zlinczowac, jesli i tak nie mam tego juz zagwarantowanego...indifferent
        pozdrawiam i zycze wszystkim bezproblemowego przejscia przez ciaze i zdrowych
        dzidziusiow
        m.
        • kruche_ciacho Re: ciezki los zagranicznej ciezarowki... 26.02.08, 20:15
          powiedz mi w takim razie dlaczego po badaniu ginekologicznym mam
          plamienia a po stosunku nie?

          smile takie pytanie retoryczne - mi wydaje się że "jakimś cudem"
          badanie ginekologiczne jest często bardziej inwazyjne niż seks
          • gaja78 Re: ciezki los zagranicznej ciezarowki... 26.02.08, 21:11
            kruche_ciacho napisała:

            > powiedz mi w takim razie dlaczego po badaniu ginekologicznym mam
            > plamienia a po stosunku nie?
            >
            > smile takie pytanie retoryczne - mi wydaje się że "jakimś cudem"
            > badanie ginekologiczne jest często bardziej inwazyjne niż seks

            I odwrotnie. Seks jest często bardziej inwazyjny niż badanie ginekologiczne. Ja
            miewam plamienia po seksie, po badaniu ginekologicznym (w ciąży) - nigdy. Czyli
            mój lekarz jest bardzo delikatny a małżonek namiętny ;P
            • ewa-krystyna Re: ciezki los zagranicznej ciezarowki... 26.02.08, 23:53
              podczas stosunku jestem zwykle bardzo rozluzniona i podniecona...
              podczas badania ginekologicznego raczej spieta lekko i na pweno nigdy
              podniecona... wiec moze dlatego stosunek jest mniej inwazyjny niz badanie
              ginekologiczne.... takie tylko rozwazanie....
            • kruche_ciacho Re: ciezki los zagranicznej ciezarowki... 27.02.08, 10:00
              lekarza to ci jeszcze wybaczę ale czy sugerujesz że mój małżonek
              jest mniej namiętny?????!!!!! ;-P

              a tak serio - nie uwazam że mój lekarz jest niedelikatny, po prostu
              to co innego wsadzać palce, sondę czy wziernik i naciskać,
              penetrować, badać niż całkowicie rozlużniona poddawac się miękkim
              ruchom frykcyjnym - że tak niepoetycko to ujmę wink
              • gaja78 Re: ciezki los zagranicznej ciezarowki... 27.02.08, 10:12
                kruche_ciacho napisała:

                > lekarza to ci jeszcze wybaczę ale czy sugerujesz że mój małżonek
                > jest mniej namiętny?????!!!!! ;-P

                gdzież bym śmiała ;DDDD

                > a tak serio - nie uwazam że mój lekarz jest niedelikatny, po prostu
                > to co innego wsadzać palce, sondę czy wziernik i naciskać,
                > penetrować, badać niż całkowicie rozlużniona poddawac się miękkim
                > ruchom frykcyjnym - że tak niepoetycko to ujmę wink

                Ja myślę że nie ma reguły. Czasem seks jest delikatny, czasem "ostry". Jak jest
                "ostry", to mi nawet mega podniecenie nie pomaga - i tak śluzówka bywa
                uszkodzona i pojawia się delikatne plamienie.

                Badanie ginekologiczne w ciąży w moim przypadku wygląda zupełnie inaczej niż
                badanie poza ciążą. Delikatne włożenie wziernika, jeden rzut okiem, szybkie
                wyjęcie wziernika. Całość trwa może 20 sekund. Jak dla mnie nie ma porównania z
                seksem - ten drugi jest 1000 razy bardziej inwazyjny.
                I bardziej ryzykowny - a nóż widelec małżonek był tego dnia w publicznej
                toalecie, złapał za klamkę a potem za przyrodzenie (zapomniał umyć rąk między
                jedną a drugą czynnością) - a potem to co zgarnął z tej klamki zostawił mi w
                prezencie w drogach rodnych ?

                To oczywiście przemyślenia na podstawie własnych doświadczeń i rad usłyszanych
                od lekarza. Każdy ma inne.
                • kruche_ciacho Re: ciezki los zagranicznej ciezarowki... 27.02.08, 10:29
                  "ostry" seks.... big_grin
                  zazdraszczam i gratuluję, nasz tylko na foczkę, jakiekolwiek
                  ostrości kończą się moją zadyszką, ostatnio próbowałm coś urozmaicić
                  i wleżć na górę to złapał mnie kurcz łydki, uda a junior zaczął tak
                  fikac że brzuch falował jak u ameby ... no i było po seksie smile
                  • gaja78 Re: ciezki los zagranicznej ciezarowki... 27.02.08, 10:56
                    kruche_ciacho napisała:

                    > "ostry" seks.... big_grin
                    > zazdraszczam i gratuluję, nasz tylko na foczkę, jakiekolwiek
                    > ostrości kończą się moją zadyszką, ostatnio próbowałm coś urozmaicić
                    > i wleżć na górę to złapał mnie kurcz łydki, uda a junior zaczął tak
                    > fikac że brzuch falował jak u ameby ... no i było po seksie smile

                    big_grinDD
                    Ja też nie lubię być na górze, z brzuchem to nie to samo co bez ;P
                    Ten ostry seks to tak jakby bokiem trenujemy. Znaczy się ja na boku małżonek na
                    kolanach. Chociaż teraz to nie to samo co w pierwszej ciąży ... <rozmarzyła się>
                    ... wtedy się nie szczypaliśmy, teraz mam lekką schizę porodu przedwczesnego
                    (choć z ciążą jest wszystko ok).
                • jak_matrioszka Re: ciezki los zagranicznej ciezarowki... 27.02.08, 17:29
                  gaja78 napisala:
                  a nóż widelec małżonek był tego dnia w publicznej
                  > toalecie, złapał za klamkę a potem za przyrodzenie (zapomniał umyć rąk między
                  > jedną a drugą czynnością) - a potem to co zgarnął z tej klamki zostawił mi w
                  > prezencie w drogach rodnych ?


                  Zawsze mozesz poprosic malzonka zeby umyl rece przed stosunkiem z Toba, skoro
                  nie robi tego w innych okolicznosciach wink
                  • gaja78 Re: ciezki los zagranicznej ciezarowki... 27.02.08, 18:38
                    jak_matrioszka napisała:

                    > Zawsze mozesz poprosic malzonka zeby umyl rece przed stosunkiem z Toba, skoro
                    > nie robi tego w innych okolicznosciach wink


                    Pisałam o umyciu rąk pomiędzy otwarciem drzwi toalety a rozpięciem rozporka. Ilu
                    mężczyzn to robi ? Podejrzewam że niewielu. Myją ręce PO załatwieniu potrzeby,
                    ale przed - rzadko.
                    A na przykład nie raz spotkałam się już z opinią lekarską, że korzystając z
                    toalety publicznej mężczyzna powinien myć ręce przynajmniej 2 razy. Chyba że
                    używa rękawiczek do otwierania drzwi toalety ;P
                    • kaeira Re: ciezki los zagranicznej ciezarowki... 27.02.08, 18:47
                      aja78 napisała:
                      > jak_matrioszka napisała:
                      >
                      > > Zawsze mozesz poprosic malzonka zeby umyl rece przed stosunkiem z Toba, s
                      > koro
                      > > nie robi tego w innych okolicznosciach wink
                      >
                      >
                      > Pisałam o umyciu rąk pomiędzy otwarciem drzwi toalety a rozpięciem rozporka. Il
                      > u
                      > mężczyzn to robi ? Podejrzewam że niewielu.

                      Też tak podejrzewam. Ale jest prosty sposób - niech partner myję ręce ORAZ
                      "przyrodzenie" przed stosunkiem. To nie takie skomplikowane. smile

                      Jeżeli chodzi o infekcje, ja zdecydowanie opowiadam się po stronie "niebania"
                      się seksu, a raczej "bania" (choc bez przesady) problemów od badania
                      ginekologicznego.
    • ayelet Re: ciezki los zagranicznej ciezarowki... 27.02.08, 00:41
      Czytam te wypowiedzi i jestem przerażona jacy Polacy to
      zakompleksiony naród. Połowa udowadnia, że w Polsce jest najlepsza
      opieka nad ciężarną, druga część,że tylko oświecona Europa jest w
      stanie bezkolizyjnie przeprowadzić pacjentkę przez ciążę.
      Nie uważam, żeby badanie szyjki było niezbędne na każdej wizycie ale
      na pewno można na nim ocenić czy się nie skraca i nie otwiera. To
      samo można ocenić na usg ale czy jest taka różnica czy się wkłada to
      pochwy palce czy sondę usg? Nie docierają do mnie argumenty,że to
      ryzyko dla dziecka z uwagi na zakażenie, bo wtedy trzeba by unikać
      seksu przez całą ciążę, bo w spermie też się mogą trafić bakterie i
      z pewnością jałowe rękawiczki są bezpieczniejsze jeśli chodzi o
      ryzyko zakażenia od członka smile
      • hanalui Re: ciezki los zagranicznej ciezarowki... 27.02.08, 08:21
        ayelet napisała:

        bo w spermie też się mogą trafić bakterie i
        > z pewnością jałowe rękawiczki są bezpieczniejsze jeśli chodzi o
        > ryzyko zakażenia od członka smile

        A ja tak sobie mysle ze organizm jest raczej "glupi" i poznaje swoje
        bakterie czlonka, i nie odbiera ich jako potencjalne zrodlo
        zakazenia bo sa "swoje", dobrze znane a niekoniecznie poznaje jalowe
        z rekawiczek lekarza (wkiekszosc lekarzy uzywa takich rekawiczek z
        pudelka...wiec chyba jalowe to one nie sa, wg mnie to jest tam spory
        zestaw tego co fruwa po gabinecie smile)
        • ayelet Re: Hanalui 28.02.08, 19:17
          Przepraszam Cię ale to co piszesz to brak wiedzy. Jeżeli Twój facet
          będzie miał bakterie w spermie to ty też się zarazisz jest to jakby
          oczywiste smile
          A generalnie jeśli chodzi o zagranicę to nie ma co pisać o tematach
          pobocznych, bo w tych systemach chodzi głównie o oszczędności. I nie
          zajmuje się ciążami poniżej 12 tyg., bo wiele dziewczyn roni ciąże i
          finansowo się to państwu nie opłaca, nie ma co dorabiać ideologii.
          Prawdą jest,że wiele ciąży w I trzech m-ach roni się z przyczyn
          genetycznych ale nie tylko. Inne powody to odklejanie się
          kosmówki,kłopot z hormonami itp. Zadbanie o taką ciążę spokojnie ma
          duże szanse zakończyć się szczęśliwie. Swoją drogą jestem ciekawa
          jak wygląda sytuacja dziewczyn, które np. mają poronienia nawykowe
          czy inne stałe kłopoty z ciążą nie mogą liczyć na pomoc lekarzy??
          Ciężko w to uwierzyć sad
          Mój synek po urodzeniu zachorował na gronkowca i wylądowaliśmy w
          super szpitalu w Dziekanowie Leśnym i tam pani dr, która wiele lat
          przepracowała w USA powiedziała, że w Stanach miał by szanse
          przeżycia o ileś procent mniejsze, bo zakażenia gronkowcem leczyli
          tam tylko miejscowo i śmierć jednego dziecka na 50 bardziej się im
          opłacała finansowo niż leczenie każdego dziecka antybiotykami. Mój
          dostał dożylnie 3 antybiotyki i dzięki temu żaden pediatra nie może
          uwierzyć, że w 4 dobie życia groziła mu posocznica.
          • kruche_ciacho moją ciążą zajęto sie od 8,5 tc 28.02.08, 19:38
            nikt mnie nie wyprawił do domu abym siedziała i czekała na selekcję
            naturalną (Belgia)
            więc nie wypisujmy bzdur proszę typu "I nie zajmuje się ciążami
            poniżej 12 tyg., bo wiele dziewczyn roni ciąże i finansowo się to
            państwu nie opłaca"
            • ayelet Kruche ciacho 28.02.08, 19:47
              No ale sama widzisz,że wiele dziewczyn z Irlandii, GB, Norwegii
              właśnie to pisze, że ciąże są tam prowadzone dopiero od 12
              tygodnia.Mi to też wydaje się dziwne i bezlitosne sad
              • kruche_ciacho Re: Kruche ciacho 28.02.08, 20:51
                po pierwsze - często same zainteresowane dowiadują się o ciąży
                własnie w tym okresie

                po drugie - żaden lekarz nie odeśle cię do domu jesli widzi na usg
                zdrowy zarodek, jesli ma watpliwości - zalezy od lekarza albo czekać
                albo badać ale z tym spotkasz się i w Polsce i w Europie

                po trzecie - wiele zalezy od tego na ile znasz język i potrafisz
                powiedzieć że czegoś "chcesz", czy masz ubezpieczenie i ogólnie od
                indywidualnej historii danej osoby a nie zasłyszanych skądś opowieści

                • ayelet Re: Kruche ciacho 28.02.08, 21:48
                  Zgadzam się z tym, że nie powinno się powtarzać tego co nam się
                  wydaje a nie to co jest faktem. Dlatego dziwią mnie opinie w tym
                  wątku,że Polska jest na końcu Europy i świata jeśli chodzi o
                  ratownictwo dzieci wcześnie urodzonych (wystarczy spojrzeć na
                  procentową ilośc uratowanych wcześniaków by zobaczyć, że Polska jest
                  w czołówce), badania przesiewowe słuchu są ewenementem na skalę
                  światową, nie znajdzicie kraju, w którym byłyby one wykonywane u
                  wszystkich nowo narodzonych dzieci). Pewnie, że polska słuźba
                  zdrowia ma też wady,jest niedofinansowana, natomiast napewno
                  krzywdzące jest pisanie o braku wiedzy polskich lekarzy, bo jak chcą
                  to znajdują pracę w najlepszych światowych klinikach i są tam
                  cenionymi specjalistami (oczywiście nie wszyscy). To co tu się pisze
                  o polskich lekarzach to niestety jedna z najbardziej typowych cech
                  Polaków plucia na swoje gniazdo i niedoceniania tego co mamy. Dla
                  nas zawsze na Zachodzie będą fajniejsi ludzie, ładniejsze dzieci,
                  lepsi lekarze. Koszmar.
                  Mieszkałam wiele lat w różnych krajach i wiem, że to nie jest tak,
                  że tam to jest eldorado a tutaj dno i kaplica. Chyba, że ktoś
                  mieszkał przed wyjazdem w jakieś pipidówie i faktycznie to był dla
                  niego jakiś szok kulturowy, dla mnie nie.
                  • hanalui Re: Kruche ciacho 28.02.08, 22:44
                    ayelet napisała:

                    > Zgadzam się z tym, że nie powinno się powtarzać tego co nam się
                    > wydaje a nie to co jest faktem. Dlatego dziwią mnie opinie w tym
                    > wątku,że Polska jest na końcu Europy i świata jeśli chodzi o
                    > ratownictwo dzieci wcześnie urodzonych (wystarczy spojrzeć na
                    > procentową ilośc uratowanych wcześniaków by zobaczyć, że Polska
                    jest
                    > w czołówce),

                    A moze przytoczysz te dane wraz ze zrodlem, bo ciekawe jest to co
                    powiadasz smile

                    badania przesiewowe słuchu są ewenementem na skalę
                    > światową, nie znajdzicie kraju, w którym byłyby one wykonywane u
                    > wszystkich nowo narodzonych dzieci).

                    Fantastycznie ze sa wykonywane. A slyszalas o wysokim odsetku
                    falszywie dodatnich rozpoznan? A nastepne badania pociagaja dalsze
                    koszty. Sami lekarze zaczynaja zauwazac ze powinno sie je
                    przeprowadzac w grupie zwiekszonego ryzyka. Jedynie u 15% dzieci, u
                    których rozpoznano niedosłuch w wieku 8-12 miesięcy (a u 6% z
                    ciężkim obustronnym niedosłuchem), wyniki przesiewowego badania
                    słuchu w okresie noworodkowym były prawidłowe.
                    www.mp.pl/artykuly/?aid=11935
                    >Pewnie, że polska słuźba
                    > zdrowia ma też wady,jest niedofinansowana, natomiast napewno
                    > krzywdzące jest pisanie o braku wiedzy polskich lekarzy, bo jak
                    chcą
                    > to znajdują pracę w najlepszych światowych klinikach i są tam
                    > cenionymi specjalistami (oczywiście nie wszyscy).

                    Ci co znajduja prace w swiatowych klinikach to juz sie na swiatowych
                    uczelniach ksztalcili i tylko im polskie nazwisko zostalo big_grin
                    Wiekszosc lekarzy ktorzy wyjezdzaja w obecnych czasach pracuje w
                    zwyklych przychodniach, a w wielu wypadkach nawet w polskich
                    przychodniach i klinikach.
                    Jesli zainteresujesz sie bardziej tematem to dowiesz sie ze w wielu
                    krajach europejskich jest inny stystem hierarchii: specjalista z
                    Polski niekoniecznie bedzie specjalista za granica. Zeby mogl sobie
                    uzywac tego tytulu musi miec conajmniej 2 stopnie specjalizacji. Z 1
                    moze co najwyzej byc lekarzem rodzinnym znajacym sie na dermatologii
                    czy ginekologii, a to juz nietety degradacja jakby nie patrzec.
                    Dlatego wielu wybiera polskie kliniki bo tam moga sobie uzywac
                    polskich tytulow.

                    > To co tu się pisze
                    > o polskich lekarzach to niestety jedna z najbardziej typowych cech
                    > Polaków plucia na swoje gniazdo i niedoceniania tego co mamy. Dla
                    > nas zawsze na Zachodzie będą fajniejsi ludzie, ładniejsze dzieci,
                    > lepsi lekarze.

                    Tak masz racje, fajniejsi sa ludzie, czesciej sie usmiechaja, sa
                    uprzejmii. Dzieci niekoniecznie ladniejsze...rzecz gustu. Mnie
                    bardzo podobaja sie chinskie dzieciaczki...sa bardzo urocze.

                    >Koszmar.
                    > Mieszkałam wiele lat w różnych krajach i wiem, że to nie jest tak,
                    > że tam to jest eldorado a tutaj dno i kaplica. Chyba, że ktoś
                    > mieszkał przed wyjazdem w jakieś pipidówie i faktycznie to był dla
                    > niego jakiś szok kulturowy, dla mnie nie.

                    Nie mieszkalam w pipidowie, nie mialam szoku kulturowego wyjezdzajac
                    za granice bo zwiedzilam troche krajow zarowno na wschod jak i na
                    zachod od Polski. Szok za to miewam teraz jak przyjezdzam do Polski,
                    jak czytam polskie gazety...i jak sie dowiaduje ze tacy wspaniali
                    jestesmy w tej Europie i tylko jedyni w tym wyroznieniu bedziemy
                    musieli sie starac o wizy do USA. To dopiero szok nad
                    szoki big_grin big_grin big_grin. Nawet "zacofany" wschod nas przegonil tacy
                    przodownicy jestesmy : big_grin big_grin
                  • kraxa badania sluchu wylacznie w Polsce???? 28.02.08, 23:19
                    Kpisz, czy o droge pytasz???? Nie wiem w jakich warunkach wykonywane
                    jet to badanie w Polsce, ale w UK DO CIEBIE do domu przychodzi tzw.
                    Health Visitor, osoba odpowiednio przezkolona do wykonania tego
                    badania. Robi to na miejcu, zbiera wywiad, informuje o wszystkim.
                    • gaja78 Re: badania sluchu wylacznie w Polsce???? 28.02.08, 23:21
                      kraxa napisała:

                      > Kpisz, czy o droge pytasz???? Nie wiem w jakich warunkach wykonywane jest to
                      badanie w Polsce,

                      W szpitalu po narodzinach dziecka.
                • pirolina Re: Kruche ciacho 04.03.08, 16:10
                  Ja miałam to na własnej skórze w Belgii właśnie, a nie z
                  zasłyszanych opowieści. Znam język bardzo dobrze i jestem śwetnie
                  ubezpieczona. I mimo to usłyszałam, że na razie nie ma co sobie
                  zawracać TYM głowy, że mam nie wymawiać słowa "dziecko" dopóki nie
                  będzie miało możliwości samodzielnego przeżycia (czyli co najmniej
                  do 6 mca ciąży), a najlepiej w ogóle, dopóki się zdrowe i całe nie
                  urodzi. Po czym poroniłam i NIKT nie ujmie tego w żadnych
                  statystykach, dzięki którym możnaby sprawdzić jaka jest NAPRAWDĘ
                  opieka zdrowotna nad ciężarnymi w Belgii. Cieszę się, że Ty miałaś
                  same dobre doświadczenia, ale czuję, jakby Twoje komentarze zadawały
                  kłam moim przeżyciom, jakby to się nigdy nie wydarzyło i uwierz mi,
                  nie chciałabyś poczuć się podobnie. Pozdrawiam.
                  • kruche_ciacho Re: Kruche ciacho 04.03.08, 16:33
                    moje komentarze odzwierciedlają tylko moje doświadczenia oraz opinię
                    moich znajomych które rodziły dzieci tutaj
                    ciąże miały różne - bez problemów, zagrożone, poronienia - ale żadna
                    nigdy nie usłyszała komentarza że dziecko to dopiero od 6 miesiąca!

                    tym bardziej mi przykro że trafiłaś na takiego lekarza, skoro znasz
                    świetnie język oraz nie masz problemów ubezpieczeniowych na pewno
                    możesz poszukać specjalisty który będzie miał inne podejście od
                    zacytowanego powyżej

                    więc mimo różnych doświadczeń - nie generalizujmy że w Belgii to tak
                    a nie inaczej - tak jak już napisałam - bardziej zalezy to od
                    lekarza niż kraju

                    życzę powodzenia
            • sofi75 kruche_ciacho dyskutowalysmy juz o tym 01.03.08, 15:18

              do domu nie odprawiaja, ale w tej samej Belgii tez niewiele robia, aby uniknac
              potencjalnego poronienia przed 12 tc.
              Po swoim pierwszym poronieniu w Belgii ulyszalam ze to natura i przed 12 tc to
              naturalnie i nie ma sie co przejmowac.
              Jednoczesnie lekarz poinformowal mnie ze przyczyny szukac sie dopiero kiedy mam
              za soba trzy takie przypadki z rzedu.
              Trafil mi sie drugi raz, i powiedzialam STOP!!! albo teraz zaczniemy szukac
              przyczyny albo jade jej szukac do PL. Moj lekarz dal sie przekonac - chyba
              jedynie dlatego e widzial moja determinacje i bez jego szybkiej decyzji
              utknelabym w martwym punkcie.
              Teraz zaczynam podejscie do trzeciej ciazy, ale przyczyne na 95% juz znam -
              nastepna ciaza bedzie prowadzona na heparynie i aspirynie. Czuje sie
              bezpiecznie, ale wiem ze jestem w Belgii wyjatkiem - znam wiele osob, ktore
              musialy probowac nadal nie wiedzac nic.
              _____________________________________________________________
              Joachim 01.06.2007 (13tc) i Mały Ktoś 13.11.2007 [*](10tc)
              • kruche_ciacho Re: kruche_ciacho dyskutowalysmy juz o tym 04.03.08, 16:25
                niedawno moja kuzynka usłyszała to samo po drugim poronieniu w Polsce
                zatem to raczej bardziej zależy od lekarza a nie kraju

                ja znam tutaj sporo kobiet które miały problemy z zagrożona ciążą i
                otrzymały doskonałą opiekę więc nie mogę się zgodzić z tym poglądem

                życzę powodzenia i szcześliwego rozwiązania przy trzecim razie smile
          • olensia Re: Hanalui 28.02.08, 20:36
            Cos ta pani doktor glupoty gada:
            "śmierć jednego dziecka na 50 bardziej się im
            > opłacała finansowo niż leczenie każdego dziecka antybiotykami."
            Przeciez szpital w USA nie ponosi zadnych kosztow leczenia pacjenta tylko
            ubezpieczenie za ktore placi pacjent, a lekarze robia wszystko co sie da zeby
            uratowac chorego. Bez przesady bo jak czytam takie rzeczy to mnie normalnie
            trzesie...
            Ja rodzilam w USA wizyty u lekarza mialam raz w miesiacu. W 9 miesiacu mialam co
            tydzien. Lekarz badal mnie ginekologicznie 2 razy i mialam 2 USG. Porod wpominam
            jako jedno z najpiekniejszych przezyc w moim zyciu. Cisza, spokoj wlasny lekarz
            i polozna, zadnych stresow.
            • ayelet Re: Hanalui 28.02.08, 21:28
              Moja siostra była w USA miała ubezpieczenie, trafiła do lekarza i
              lekarz dzwonił do ubezpieczyciela czy pokryje określone procedury
              więc może o to chodzi, że różne ubezpieczenia pokrywają tylko
              określone działania medyczne.Generalnie jeśli chodzi o USA to
              Amerykanie, których znam narzekają bardzo na tamtejszy system
              ubezpieczeń, rzekomo nawet jak się ma dobre ubepieczenie
              poważniejsza choroba może pójścić delikwenta z torbami. A skoro co
              prezydent to próby zreformowania systemu ubezpieczeń w USA to coś w
              tym musi być.
          • hanalui Re: Hanalui 28.02.08, 22:11
            ayelet napisała:

            > Przepraszam Cię ale to co piszesz to brak wiedzy. Jeżeli Twój
            facet
            > będzie miał bakterie w spermie to ty też się zarazisz jest to
            jakby
            > oczywiste smile

            I masz racje i nie. Jesli masz stalego partnera to organizm
            przyzwyczaja sie do jego stalego zestawu bakterii i nie traktuje ich
            jako zagrozenie. Po prostu je rozpoznaje - tak jak w przypadku
            szczepien...dostajesz bakterie..i potem sobie organizm jesli na nie
            natrafii ma sobie z nimi radzic. Cos mniej wiecej w tym stylu.
            Pomijam w tym wypadku jakies chorobska przenoszone droga plciowa
            ktore mozna przywlec zmieniajac partnerow lub jesli twoj partner
            zmienia osoby z ktorymi sypia smile

            > A generalnie jeśli chodzi o zagranicę to nie ma co pisać o
            tematach
            > pobocznych, bo w tych systemach chodzi głównie o oszczędności. I
            nie
            > zajmuje się ciążami poniżej 12 tyg., bo wiele dziewczyn roni ciąże
            i
            > finansowo się to państwu nie opłaca, nie ma co dorabiać ideologii.
            > Prawdą jest,że wiele ciąży w I trzech m-ach roni się z przyczyn
            > genetycznych ale nie tylko. Inne powody to odklejanie się
            > kosmówki,kłopot z hormonami itp.

            Ciekawa jestem czy leczylas swoja ciaze za granica czy takie twoje
            przemyslenia na ten temat?
            Moze dorzuc do tej swojej teorii troche kultury polskiej i religii i
            wyjdzie ci dlaczego w Polsce jest jak jest. smile

            >Zadbanie o taką ciążę spokojnie ma
            > duże szanse zakończyć się szczęśliwie. Swoją drogą jestem ciekawa
            > jak wygląda sytuacja dziewczyn, które np. mają poronienia nawykowe
            > czy inne stałe kłopoty z ciążą nie mogą liczyć na pomoc lekarzy??
            > Ciężko w to uwierzyć sad

            Nie nikt ich nie ratuje, jak z matka cos zle to jeszcze lekarz ja
            dobija...zeby sie nie meczyla. Ogolnie za granica sie nie leczy po
            prostu pavulon zwlaszcza kobietom w ciazy podaja big_grin, big_grin. To zart i
            ironia dla tych co tego by nie zrozumialy big_grin big_grin
            > Mój synek po urodzeniu zachorował na gronkowca i wylądowaliśmy w
            > super szpitalu w Dziekanowie Leśnym i tam pani dr, która wiele lat
            > przepracowała w USA powiedziała, że w Stanach miał by szanse
            > przeżycia o ileś procent mniejsze, bo zakażenia gronkowcem leczyli
            > tam tylko miejscowo i śmierć jednego dziecka na 50 bardziej się im
            > opłacała finansowo niż leczenie każdego dziecka antybiotykami. Mój
            > dostał dożylnie 3 antybiotyki i dzięki temu żaden pediatra nie
            może
            > uwierzyć, że w 4 dobie życia groziła mu posocznica.
            >

            TO po coz ta pani doktor w USA tak dlugo siedizala i dobijala tam te
            biedne dzieci??????
            Wiesz, lekarze w Polsce oraz polscy lekarze za granica pracujacy w
            polskich osrodkach dla Polakow to takie brednie gadaja ze....strach
            to nawet powtarzac. Co ma to na celu? Spowodowanie ze pacjent
            poczuje sie zgrozony kazda inna sluzba zdrowia, kazdym lekarzem
            innej narodowosci, kazdym sposobem leczenia innym od polskiego i
            zaraz w te pedy przyleci leczyc sie u Polaka lub polskiej klinice.
            Ci co nie znaja jezyka, nie potrafia sie porozumiewac...sa skazani
            na to co im wlasnie tacy lekarze mowia.
            Ci co znaja jezyk, maja prywatne ubezpieczenia
            wybieraja....zapewniam cie ze wielu decyduje sie swiadomie leczyc
            gdzie indziej tylko nie w Polsce. Patrz Lech Walesa, ini politycy,
            gwiazdy...
            • gaja78 Re: Hanalui 28.02.08, 23:15
              hanalui napisała:

              > > A generalnie jeśli chodzi o zagranicę to nie ma co pisać o
              > tematach
              > > pobocznych, bo w tych systemach chodzi głównie o oszczędności. I
              > nie
              > > zajmuje się ciążami poniżej 12 tyg., bo wiele dziewczyn roni ciąże
              > i
              > > finansowo się to państwu nie opłaca, nie ma co dorabiać ideologii.

              > Ciekawa jestem czy leczylas swoja ciaze za granica czy takie twoje
              > przemyslenia na ten temat?

              To nie są przemyślenia tylko fakty. Sama znam je z opowieści znajomych
              mieszkających na Wyspach. Chodzi przede wszystkim o pieniądze a nie o "nie
              chuchanie i dmuchanie na ciężarne dla ich dobra" tongue_out.

              > Moze dorzuc do tej swojej teorii troche kultury polskiej i religii i
              > wyjdzie ci dlaczego w Polsce jest jak jest. smile

              Że co, że się podtrzymuje ciąże w pierwszym trymestrze ze względu na przekonania
              religijne ? Jasne ...

              > >Zadbanie o taką ciążę spokojnie ma
              > > duże szanse zakończyć się szczęśliwie. Swoją drogą jestem ciekawa
              > > jak wygląda sytuacja dziewczyn, które np. mają poronienia nawykowe czy inne
              stałe kłopoty z ciążą nie mogą liczyć na pomoc lekarzy??

              > Nie nikt ich nie ratuje, jak z matka cos zle to jeszcze lekarz ja
              > dobija...zeby sie nie meczyla. Ogolnie za granica sie nie leczy po
              > prostu pavulon zwlaszcza kobietom w ciazy podaja big_grin, big_grin. To zart i
              > ironia dla tych co tego by nie zrozumialy big_grin big_grin

              Nie no ale serio, wiesz jak jest czy nie wiesz ? Znasz odpowiedź na pytanie o
              poronienia nawykowe ? Sama jestem ciekawa jak to jest.

              > Wiesz, lekarze w Polsce oraz polscy lekarze za granica pracujacy w
              > polskich osrodkach dla Polakow to takie brednie gadaja ze....strach
              > to nawet powtarzac. Co ma to na celu? Spowodowanie ze pacjent
              > poczuje sie zgrozony kazda inna sluzba zdrowia, kazdym lekarzem
              > innej narodowosci, kazdym sposobem leczenia innym od polskiego i
              > zaraz w te pedy przyleci leczyc sie u Polaka lub polskiej klinice.

              To, że ty tak odbierasz opowieści o doświadczeniach lekarzy za granicą nie
              znaczy, że tak emocjonalnie wszyscy do tego podchodzą. Dla mnie to jest
              zbieranie informacji dla zaspokojenia ciekawości. Nic poza tym.

              > Ci co znaja jezyk, maja prywatne ubezpieczenia
              > wybieraja....zapewniam cie ze wielu decyduje sie swiadomie leczyc
              > gdzie indziej tylko nie w Polsce. Patrz Lech Walesa, ini politycy,
              > gwiazdy...

              Możemy porównywać ośrodki medyczne. Najlepsza klinika kardiologii w Polsce z
              pewnością nie umywa się pod względem doświadczenia do kliniki, w której Wałęsie
              operują serce. Ale porównywanie całych systemów opieki medycznej na podstawie
              skrajnych przypadków bardzo zamożnych czy wpływowych ludzi jest śmieszne, bo
              akurat ci ludzie są z całego społeczeństwa najmniej zależni od systemu opieki
              medycznej.
              • hanalui Re: Hanalui 29.02.08, 13:48
                gaja78 napisała:

                > > > A generalnie jeśli chodzi o zagranicę to nie ma co pisać o
                > > tematach
                > > > pobocznych, bo w tych systemach chodzi głównie o oszczędności.
                I
                > > nie
                > > > zajmuje się ciążami poniżej 12 tyg., bo wiele dziewczyn roni
                ciąże
                > > i
                > > > finansowo się to państwu nie opłaca, nie ma co dorabiać
                ideologii.
                >
                > > Ciekawa jestem czy leczylas swoja ciaze za granica czy takie
                twoje
                > > przemyslenia na ten temat?
                >
                > To nie są przemyślenia tylko fakty. Sama znam je z opowieści
                znajomych
                > mieszkających na Wyspach. Chodzi przede wszystkim o pieniądze a
                nie o "nie
                > chuchanie i dmuchanie na ciężarne dla ich dobra" tongue_out.
                >
                > > Moze dorzuc do tej swojej teorii troche kultury polskiej i
                religii i
                > > wyjdzie ci dlaczego w Polsce jest jak jest. smile
                >
                > Że co, że się podtrzymuje ciąże w pierwszym trymestrze ze względu
                na przekonani
                > a
                > religijne ? Jasne ...

                Widzisz...kultura i religia tlumaczysz to jakie jest podejscie do
                ciazy w Polsce. A czy wzielas pod uwage ze nie wszedzie jest taka
                sama jak w Polsce kultura i religia? W spoleczenstwach
                wielokulturowych i wieloreligijnych jakimi sa Wyspy czy inne kraje
                europejskie jak Norwegia czy Szwecja trzeba sie liczyc z tym ze nie
                dla kazdego 4 komorki to dziecko i ze nie tylko wazne jest urodzenie
                dziecka ale w pierwszej kolejnosci wazne jest urodzenie ZDROWEGO
                dziecka. To pierwsza sprawa. (Nie chce by sie tu posypaly na moja
                glowe udowodnienia moralne kiedy jest dziecko i takie tam czy jakies
                inne. Takie jest po prostu podejscie w innych kulturach czy
                spoleczenistwach do ciazy, plodu oraz definicji zycia. Wyjezdzajac
                trzeba sie zapoznac odrobine z kultura obowiazujaca w danym
                kraju...i jesli nikogo nie dziwi ze kobieta w cerkwii powinna miec
                chustke na glowie, a w kraju arabskim nie isc sama bez mezczyzny
                ulica to to tez powinno sie zaakceptowac takie a nie inne przepisy,
                raguly czy prawa...bez wzgledu czy i sie to podoba czy nie)
                Po drugie...jesli o koszty chodzi...to nie ze panstwu sie nie
                oplaca...nie oplaca sie lekarzowi popelniac bledu ... a takim bledem
                jest pozwolenie na urodzenie chorego dziecka. Nasze polskie
                podejscie nie radzi sobie z czyms takim...ale... niestety lekarze na
                zachodzie placa wysokie ubezpieczenia od odpowiedzialnosci cywilnej
                i zaden z nich nie zaryzykuje na to by ktos go oskarzyl ze
                podtrzymywal plod genetycznie uszkodzony, bo gwarancji przeciez dac
                nie moze z czego ronienie tak niskiej ciazy wynika w przypadku
                pierwszej ciazy (zwlaszcza ze w przypadku pierwszysch ciaz to
                wlasnie jedna z czestych przyczyn). Jesli nie moze ci dac 100%
                gwarancji urodzenia zdrowego dziecka, nikt nie zaryzykuje.
                Wiesz...moze Polka nie wpadnie na to by pociagac danego lekarza do
                odpowiedzialnosci cywilnej, ale zapewniam cie ze wyznawcy religii
                islamu nie przepuszcza okazji, oni juz nawet urodzonego dziecka (o
                chlopcow glownie chodzi) nie uznaja jesli jest chore...niekoniecznie
                genetycznie, moze to byc jakas pie...
                Niektore szpitale czy lekarze nawet nie chca udzielic informacji na
                temat plci plodu i nie dlatego ze nie wiedza o co pluja sie Polacy,
                ale dlatego gdyz zawsze istnieje margines bledu...a ten
                margines...moze drogo kosztowac jesli znajdzie sie w sadzie smile. Moze
                dla Polek to raczej obojetne czy chlopiec czy dziewczynka, ale dla
                innych niekoniecznie smile
                Co do innych kosztow...osobiscie nigdzie w naukowej literaturze nie
                spotkalam sie ze niepodtrzymywanie ciazy to ze wzgl. na koszty.
                Chetnie sie zapoznam z takimi materialami, byle to nie byly
                opowiesci znajomych.
                Gdyby tak bylo ze to koszty dla panstwa to po prostu decyzja odgorna
                usuwano by wszystkie ciaze chore, dzieci z wadami genetycznymi itd.,
                a tak nie jest. Zawsze decyzje zostawia sie w gestii rodzicow.
                >
                > > >Zadbanie o taką ciążę spokojnie ma
                > > > duże szanse zakończyć się szczęśliwie.
                Ale nei 100% a tego lekarz nie zaryzykuje w przypadku 1szego

                > > >Swoją drogą jestem ciekawa
                > > > jak wygląda sytuacja dziewczyn, które np. mają poronienia
                nawykowe
                > czy inne
                > stałe kłopoty z ciążą nie mogą liczyć na pomoc lekarzy??
                >
                > > Nie nikt ich nie ratuje, jak z matka cos zle to jeszcze lekarz
                ja
                > > dobija...zeby sie nie meczyla. Ogolnie za granica sie nie leczy
                po
                > > prostu pavulon zwlaszcza kobietom w ciazy podaja big_grin, big_grin. To zart
                i
                > > ironia dla tych co tego by nie zrozumialy big_grin big_grin
                >
                > Nie no ale serio, wiesz jak jest czy nie wiesz ? Znasz odpowiedź
                na pytanie o
                > poronienia nawykowe ? Sama jestem ciekawa jak to jest.
                >

                Tak, moga liczyc na pomoc, ale 1-sze poronienie bez zbadania jeszcze
                przyczyny nie jest chyba poronieniem nawykowym?
                Przy szpitalach polozniczych sa specjalne grupy wsparcia dla kobiet
                ktore poronily i ich rodzin. Zajmuja sie tam zarowno pomoca
                psychologiczna jak i medyczna, badaniami itd. Problem w tym ze do
                wszystkiego trzeba znac troche wiecej jezyka, troche trzeba o to
                popytac, poprosic o odpowiednie skierowania. No i do tego moga tez
                dojsc dodatkowe koszty na badania i ustalanie przyczyn,
                leczenie...co wielu Polakom bedacym za granica nie za bardzo sie
                podoba.
                W takim przypadku jesli lekarz podtrzymuje ciaze pacjentka wie ze
                moze urodzic chore dziecko i lekarz nie musi sie obawiac spotkania w
                sadzie smile. Jest to swiadomy wybor pacjenta.

                > > Wiesz, lekarze w Polsce oraz polscy lekarze za granica pracujacy
                w
                > > polskich osrodkach dla Polakow to takie brednie gadaja
                ze....strach
                > > to nawet powtarzac. Co ma to na celu? Spowodowanie ze pacjent
                > > poczuje sie zgrozony kazda inna sluzba zdrowia, kazdym lekarzem
                > > innej narodowosci, kazdym sposobem leczenia innym od polskiego i
                > > zaraz w te pedy przyleci leczyc sie u Polaka lub polskiej
                klinice.
                >
                > To, że ty tak odbierasz opowieści o doświadczeniach lekarzy za
                granicą nie
                > znaczy, że tak emocjonalnie wszyscy do tego podchodzą. Dla mnie to
                jest
                > zbieranie informacji dla zaspokojenia ciekawości. Nic poza tym.
                >
                > > Ci co znaja jezyk, maja prywatne ubezpieczenia
                > > wybieraja....zapewniam cie ze wielu decyduje sie swiadomie
                leczyc
                > > gdzie indziej tylko nie w Polsce. Patrz Lech Walesa, ini
                politycy,
                > > gwiazdy...
                >
                > Możemy porównywać ośrodki medyczne. Najlepsza klinika kardiologii
                w Polsce z
                > pewnością nie umywa się pod względem doświadczenia do kliniki, w
                której Wałęsie
                > operują serce. Ale porównywanie całych systemów opieki medycznej
                na podstawie
                > skrajnych przypadków bardzo zamożnych czy wpływowych ludzi jest
                śmieszne, bo
                > akurat ci ludzie są z całego społeczeństwa najmniej zależni od
                systemu opieki
                > medycznej.

                • sevilay Re: Hanalui 29.02.08, 14:18
                  O głównym temacie nie będe dyskutowac bo już szkoda słów na dyskusję z niektórymi.
                  Ale dwie sprawy bym tu chciała sprostowac tak trochę off topikowo:

                  1.To nie jest całkiem prawda,że w arabskich kobieta nie może sama chodzić po ulicy-może wyjść z druga kobieta albo z dzieckiem,tylko nie sama.
                  2.Wyznawcy islamu to nie tylko Arabowie-nie mozna tak wszystkich wrzucać do jednego worka i z przekonaniem oświadczać,że muzułmanie odrzucą dziecko jeżeli będzie chore.Może i jacyś Arabowie z pustyni mają takie obyczaje.Ale jak już napisałam-muzułmanie to nie tylko Arabowie.Możliwe,ze słyszałas o takich przypadkach ale należało by napisać NIEKTÓRZY.
                  A Ty jeszcze zapewniasz,że tak jest-no ciekawe skąd jesteś taką znawczynią i mozesz zapewnić,że KAŻDY muzułmanin odrzuci dziecko z powodu jakiejś wady.No proszę cię.
                  Chyba jednak też musisz trochę uzupełnić swoją wiedzę o innych kulturach zanim zaczniesz ją tu eksponowac publicznie.

                  I przepraszam,że to nie na główny temat ale wnerwiłam się trochę.
                  • hanalui Re: Hanalui 29.02.08, 14:39
                    sevilay napisała:

                    > O głównym temacie nie będe dyskutowac bo już szkoda słów na
                    dyskusję z niektóry
                    > mi.
                    > Ale dwie sprawy bym tu chciała sprostowac tak trochę off topikowo:
                    >
                    > 1.To nie jest całkiem prawda,że w arabskich kobieta nie może sama
                    chodzić po ul
                    > icy-może wyjść z druga kobieta albo z dzieckiem,tylko nie sama.
                    > 2.Wyznawcy islamu to nie tylko Arabowie-nie mozna tak wszystkich
                    wrzucać do jed
                    > nego worka i z przekonaniem oświadczać,że muzułmanie odrzucą
                    dziecko jeżeli będ
                    > zie chore.Może i jacyś Arabowie z pustyni mają takie obyczaje.Ale
                    jak już napis
                    > ałam-muzułmanie to nie tylko Arabowie.Możliwe,ze słyszałas o
                    takich przypadkach
                    > ale należało by napisać NIEKTÓRZY.
                    > A Ty jeszcze zapewniasz,że tak jest-no ciekawe skąd jesteś taką
                    znawczynią i mo
                    > zesz zapewnić,że KAŻDY muzułmanin odrzuci dziecko z powodu jakiejś
                    wady.No pros
                    > zę cię.
                    > Chyba jednak też musisz trochę uzupełnić swoją wiedzę o innych
                    kulturach zanim
                    > zaczniesz ją tu eksponowac publicznie.
                    >
                    > I przepraszam,że to nie na główny temat ale wnerwiłam się trochę.
                    >
                    >


                    Zupelny off topic.
                    Nie dyskutujemy tu o kulturze arabskiej i szczegolach dotyczacych
                    wychodzenia na ulice kobiet (jakby tak rozwijac to by jeszcze trzeba
                    dodac ze niekiedy musza chodzic w burkach, niekiedy z zaslonieta
                    twarza, a niekiedy tylko z chusta na glowie big_grin big_grin, tylko ze akurat
                    do niepodtrzymywania ciazy to nijak sie ma big_grin big_grin....)...podalam
                    tylko przyklad, nie wnikalam w szczegoly czy kazdy wyznawca islamu
                    tak robi...tak jak nie kazdy wyznawca islamu jest terrorysta i sie
                    wysadza. Wyluzuj troche big_grin. Nie robie z siebie zadnej specjalistki
                    temacie islamu big_grin big_grin big_grin.
                    Co do odrzucania dziecka to by sie zdziwila ... nie na pustyniach
                    sie to dzieje (choc tam tez...nie wiem, nie bylam wink) tylko w
                    cywilizowanych krajach. Poczytaj troche. O mordach kobiet siostr,
                    zon za zhanbienie rodziny w Niemczech czy Szwecji chyba slyszalas
                    wiec nieodebranie chorego dziecka ze szpitala to maly pikus w tym
                    wszystkim. A to wcale nie niecywilizowane kraje smile.
                    • sevilay Re: Hanalui 29.02.08, 15:09
                      To też napisałam,ze to off topik.
                      Wierzę,że tak się może dziać ale nie wmówisz mi,ze tylko wsród muzułmanów.W Polsce także są dzieci porzucone dlatego,ze są chore.Że już nie wspomnę o głośnej sprawie Wojnarowskich,którzy własnie wytoczyli lekarzowi proces-w Polsce.

                      Do podtrzymywania ciązy to się moze i nie ma ale Ty tu sobie tu rzucasz radośnie takie przykładziki i jednocześnie robisz muzułmanom czarna propagandę.

                      Ja też nie jestem specjalistką od kultury arabskiej ale jestem żoną,szwagierką,synową i ciocią muzułmanów.
                      I to ja potem muszę wszystkim tłumaczyć,że nie każdy muzułmanin to jakiś talib.
                      Bo wiedza ludzi o tej kulturze bierze się głównie z jakichś rewelacji usłyszanych w telewizji czy strzępkow informacji gdzieś tam zasłyszanych czy przeczytanych.

                      Trzeba więc było wniknąć w szczegoly i napisac,że nie kazdy.To też nie jest tak,że każdy muzułmanin zaraz morduje niewierną za zhańbienie rodziny.

                      Dyskutujesz sobie to ok, jakie wybierasz przyklady to Twoja sprawa ale staraj sie nikogo przy tym nie krzywdzić uogólnieniami.

                      A co do wyluzowania-pobądz sobie żoną muzułmanina przez dziesięć lat,użeraj się z nietolerancją to będziemy mogły pogadac o wyluzowaniu.Acha,najgorsze komentarze mnie spotykały na swiatłym zachodzie,konkretnie w Holandii.W Polsce na razie nie jest źle.
                      • hanalui Re: Hanalui 29.02.08, 15:38
                        sevilay napisała:

                        > Ja też nie jestem specjalistką od kultury arabskiej ale jestem
                        żoną,szwagierką,
                        > synową i ciocią muzułmanów.
                        > I to ja potem muszę wszystkim tłumaczyć,że nie każdy muzułmanin to
                        jakiś talib.
                        > Bo wiedza ludzi o tej kulturze bierze się głównie z jakichś
                        rewelacji usłyszany
                        > ch w telewizji czy strzępkow informacji gdzieś tam zasłyszanych
                        czy przeczytany
                        > ch.
                        >
                        > Trzeba więc było wniknąć w szczegoly i napisac,że nie kazdy.To też
                        nie jest tak
                        > ,że każdy muzułmanin zaraz morduje niewierną za zhańbienie rodziny.
                        >
                        > Dyskutujesz sobie to ok, jakie wybierasz przyklady to Twoja sprawa
                        ale staraj s
                        > ie nikogo przy tym nie krzywdzić uogólnieniami.

                        Wiesz nie sadzilam ze tak bardzo cie to dotknie. Przepraszam cie
                        wiec bardzo. Dla mnie oczywistym jest ze nie kazdy wyznawca islamu
                        jest Talibem, Arabem czy terrorysta wysadzajacym sie w powietrze,
                        nie kazdy zabija swoja zone i sadzilam ze wiekszosc osob to tez
                        rozumie. ALe widocznie trzeba lopatologicznie.

                        No wiec nie kazdy wyznawca islamu odrzuca swoje dziecko ze wzgledu
                        na defekty fizyczne czy genetyczne. Ale sa tacy, nawet w krajach
                        cywilizowanych co to robia...i z tego wzgledu lekarze postepuja jak
                        postepuja, i z tego wzgledu tez czasem nie podaja informacji ktore
                        nie moga byc 100%
                        Lepiej smile?
                        • sevilay Re: Hanalui 29.02.08, 16:28
                          hanalui,moze zareagowałam zbyt emocjonalnie ale jak już pisałam,nie raz spotykały mnie przykrości,tylko z tego powodu,ze mój mąż wyznaje islam.Czasem więc reaguję zbyt emocjonalnie, bo ile mozna to znosić spokojnie.

                          Teraz jestem w ciązy i to zagrożonej to też mnie wszystko wkurza.

                          Ja Ci tez łopatologicznie wyjaśnię i konczymy dyskusję-oki?smile
                          Często spotykam ludzi,ktorzy wiedzą lepiej odemnie,mimo,ze go nie znają,jaki jest mój mąż.No bo przecież oglądali film "Tylko razem z Corką" więc wiedzą.I na pewno wszyscy muzułmanie sa tacy sami.I jeszcze mi przytaczają rozmaite newsy z gazet,że oto (i u Ciebie się ten argument pojawił)tu i tu rodzina zamordowała córkę bo ich zhańbiła.Tu jakiś Arab wyjechał z dziecmi.Tu jeszcze coś tam.I nic to,że tak samo np. Holender moze porwać własne dzieci (w moim mieście był taki przypadek).

                          I jeżeli ,przy okazji dyskusji na temat ciązy, jakas dziewczyna przeczyta,że niejaka Hanalui napisała w skrócie myslowym,że wyznawcy islamu odrzucaja chore dzieci to jej się to zakoduje w pamieci.
                          Mozliwe,ze kiedyś spotka jakiegoś muzułmanina i nie znając go wyda o nim opinię złożoną ze zlepków zasłyszanych informacji.I już na dzien dobry będzie do niego uprzedzona.

                          Wiesz,czasami naprawdę nie jest łatwo i już mi nieraz ręce opadają.
                          Ale mimo to warto byłosmile Gdybym miała jeszcze raz dokonywać wyboru to wyszłabym za tego samego mężczyznę.Tylko nie wyjeżdzałabym z nim z Polski bo tu jednak(ciekawostka) łatwiej się nam żyje.Teraz się staramy za granice nie wyjeżdżać.
                          Bo czasami,przykro mi się robi,że ktoś go ocenia nie znając.
                          Dlatego nie mogłam nie zareagować na Twój post.Ja wiem,ze Ty rozumiesz,że nie każdy muzułmanin jest talibem i większosc pewnie też ale są i tacy,którzy to biorą dosłownie.

                          I ten końcowy akapit brzmi zdecydowanie lepiejsmile

                          Konczę dyskusję bo powrócił mój straszny tyran i muszę mu buty zdjąć i podać miskę do umycia rąksmile)(tak naprawdę to leżę plackiem ze względu na komplikacje ciążowe a mąz mi robi herbatkę, no ale nie mogę ludzi pozbawiac bajecznych wyobrażeń,no nie?smile)
                      • hanalui Re: Hanalui 29.02.08, 16:04
                        sevilay napisała:
                        > W Polsce także są dzieci porzucone dlatego,ze są chore.Że już nie
                        wspomnę o głośnej
                        > sprawie Wojnarowskich,którzy własnie wytoczyli lekarzowi proces-w
                        Polsce.

                        Wiesz...tych spraw bedzie coraz wiecej bo coraz wiecej ludzi jest
                        swiadomych co moze i jakie ma prawa.
                        Na zachodzie istnieja instytucje ktore tylko czekaja na tego typu
                        bledy, potkniecia.
                        W Polsce tymi "zlymi" sa osoby-ofiary dochodzace swoich praw. No i
                        jeszcze nie ma konkretnego winnego tylko np szpital, rzad polski i w
                        ostatecznosci to za bledy lekarza placi podatnik.
                        A w krajach europejskich wina spada na lekarza ktory podjal taka a
                        nie inna decyzje, nie postapil zgodnie z procedurami, swiadomie
                        spowodowal ze urodzilo sie chore dziecko, choc rodzice nie wyrazali
                        na to zgody.
                        No ale jak wspomimnalam to zalezy wlasnie od tego jaka jest kultura,
                        przepisy, poglady, religia danego spoleczenstwa.
                        • sevilay Re: Hanalui 29.02.08, 16:35
                          To racja.Aczkolwiek dziwię się bo muzułmanie powinni przyjąć dziecko takie jakie jest i powiedzieć "Inshallah"(Wola Allaha).
                          Ale wierzę,że zdarzają się tacy jak piszesz.Jednak nie tylko oni tak robią.
                          I nie wszyscy,znałam w Berlinie Libańczyków,którzy mieli głuchoniemego synka i bardzo go kochali,jak mogli tak go leczyli i rehabilitowali.
                          Także sąsiadka mojej teściowej ma wnuka z porażeniem móżgowym i to jest ich najukochańszy wnuczek.

                          Po prostu różnie bywa.
      • kruche_ciacho Re: ciezki los zagranicznej ciezarowki... 27.02.08, 09:56
        lekarz zaczął badac mnie ginekologicznie od 31 tc własnie po to aby
        sprawdzic czy nie skraca mi się juz szyjka - wczesniej nie
        zaglądał "na doły" choć co wizyta padało pytanie czy odczuwam lub
        zauwazyłam jakieś dziwne dolegliwości, upławy, plamienia itd

        ja uwazam to za rozsądne podejście
        • gaja78 Re: ciezki los zagranicznej ciezarowki... 27.02.08, 10:14
          kruche_ciacho napisała:

          > lekarz zaczął badac mnie ginekologicznie od 31 tc własnie po to aby
          > sprawdzic czy nie skraca mi się juz szyjka - wczesniej nie
          > zaglądał "na doły" choć co wizyta padało pytanie czy odczuwam lub
          > zauwazyłam jakieś dziwne dolegliwości, upławy, plamienia itd
          >
          > ja uwazam to za rozsądne podejście

          W zasadzie ja też smile
Inne wątki na temat:
Pełna wersja