Partner przy porodzie a pozniejsze ryzyko rozwodu

24.03.08, 18:53
Wczoraj w "Teleexpresie" uslyszalam, ze obecnosc partnera przy
porodzie zwieksza ryzyko pozniejszej separacji czy rozwodu.
Mezczyzni czuja sie zmuszani do tej obecnosci i kiepsko to znosza.
Faktycznie, wszyscy do tej pory pytali czy maz bedzie przy porodzie,
moja polozna uwaza ze to oczywiste...On troche sie bronil, ale sie
poddal. Teraz zastanawiam sie czy nie odpuscic. Tym bardziej, ze
chodzi mi glownie o dopilnowanie poloznej i lekarzy na sali, a nie o
to zeby podtrzymywal mnie na duchu w czasie porodu. Sama nawet
mysle, ze moglby mnie denerwowac. Mam ambiwalentne odczucia. Jak
jest u Was?
    • kasienka_28 Re: Partner przy porodzie a pozniejsze ryzyko roz 24.03.08, 19:07
      Mój partner był obecny przy porodzie naszej córeczki. Nikt go do tego nie zmuszał, sam chciał. nie zauważyłam żeby się coś zmieniło w naszych relacjach. A muszę przyznać, że bardzo mi pomógł podczas porodu. Masował, robił okłady, podawał wodę itp ale przede wszystkim był i mnie wspierał. Nie wyobrażam sobie żeby to wszystko robiła położna. Ale wiadomo - nie każdy facet tego chce i nie należy go zmuszać. Bo chyba najgorsze jest robić coś z przymusu.
      • broda210 Re: Partner przy porodzie a pozniejsze ryzyko roz 30.03.08, 23:09
        Totala bzdura,jesli facet odejdzie po porodzie to co z niego za facet!Moj maz
        nie wyobraza sobie gdybym miala rodzic sma i jestem dumna ze sam podjal taka
        decyzje...On nie ma byc poto aby zagladac tam gdzie nie trzeba! Ma byc dla samej
        swiadomosci,uwazm ze to laczy anie dzieli...
    • ammazuko Re: Partner przy porodzie a pozniejsze ryzyko roz 24.03.08, 19:35
      Mój mąż był przy 2 porodach, ale to była jego decyzja, sam wyszedł z inicjatywą.
      Myślę, że nie miało to negatywnego wpływu na nasz związek a może nawet go umocniło.
    • osa551 Re: Partner przy porodzie a pozniejsze ryzyko roz 24.03.08, 19:45
      Nic nie wiem o ryzyku rozwodu, ale ja mojego postanowiłam nie zmuszać. Okazało
      się, że i tak miałam przyspieszone, więc ledwie zdążył do szpitala. Zupełnie mu
      to nie przeszkadza w byciu dobrym ojcem.
      • kasiak37 Re: Partner przy porodzie a pozniejsze ryzyko roz 24.03.08, 19:51
        tu gdzie mieszkam to jest naturalne ze ojciec jest obecny gdy rodzi sie jego
        dziecko.Porod trwal 22.5 godziny i maz byl ze mna caly czas i nie wyobrazam
        sobie inaczej.Mysle ze to w pl sie takie bzdury gada jak w teleexpresie bo tu
        nikt by na takie cos nie wpadl.
        • sevilay Re: Partner przy porodzie a pozniejsze ryzyko roz 24.03.08, 20:23
          Kasiak 37-i tu się mylisz,to jest wymysł "światłego Zachodu"smile

          Zobacz tu:
          www.rp.pl/artykul/105767.html
          • kasiak37 Re: Partner przy porodzie a pozniejsze ryzyko roz 24.03.08, 21:53
            Sevilay ja nie mieszkam na "tym zachodzie"smile)
            • sevilay Re: Partner przy porodzie a pozniejsze ryzyko roz 24.03.08, 22:05
              Kasiak to było tak z przymruzeniem okasmile
              Podałam tylko źródło tych rewelacji.Osobiście sądzę,że w Polsce raczej jest pęd do wspólnych porodówsmile
              • kasiak37 Re: Partner przy porodzie a pozniejsze ryzyko roz 24.03.08, 22:19
                no widziisz tutaj pedu nie ma a dla wszystkich jest to naturalne i nikt nie
                wyobraza sobie zostawic rodzaca zone w bolach i potrzebiesmile
                • sevilay Re: Partner przy porodzie a pozniejsze ryzyko roz 25.03.08, 12:47
                  wiesz,ja sie czasem zastanawiam ilu takich tatusiów koniecznie chce a ilu się boi odmówić bo "co ludzie powiedzą". Zauważ,że każda,która chce rodzić sama musi się tłumaczyć dlaczego i bronić męża.A dla mnie to ich sprawa w końcu.

                  Mój mąz też uważał,że nie może mnie zostawić samej w takiej sytuacji.I jeszcze musiał dopilnować czy nikt jego królewny (czyli mnie smile ) nie skrzywdzismile
          • marti_de Te wnioski to bzdura... 25.03.08, 17:04
            To, że dwa fakty są skorelowane ze sobą ( czytaj: współwystępują ) nie znaczy,
            że mają na siebie bezpośredni wpływ!! To tak jak z pigułkami i rakiem piersi!
            Kiedyś bito na alarm, że pigułki go wywołują, ale tak naprawdę z badań wynikało
            tylko tyle, że kobiety które je biorą, częściej mają stawianą diagnozę, może
            właśnie dlatego, że chodzą do lekarza! Co do porodu to zmuszanie kogoś w
            małżeństwie do czegokolwiek, nie tylko porodu, nie jest dobrym sygnałem na
            przyszłość. Radze zachowywać trochę ostrożności w interpretowaniu różnych
            "rewelacji" i po prostu czasem się zastanowić...
    • artdesign84 Re: Partner przy porodzie a pozniejsze ryzyko roz 24.03.08, 20:53
      dla nas od początku było jasne że rodzimy razem
      umocniło to nasze relacje
      i przynajmniej mamy OBOJE co wspominać smile
      • inia33 Re: Partner przy porodzie a pozniejsze ryzyko roz 24.03.08, 21:12
        przy obu porodach był, było to całkowicie naturalne i oczywiste,
        na pewno wiele zależy również od relacji między partnerami
    • gonia28b Re: Partner przy porodzie a pozniejsze ryzyko roz 24.03.08, 22:06
      to jakieś bzdury w tym "teleexpresie"...
      moim zdaniem wszystko zależy od faceta
      oczywiście, wiadomo - boją się tego co nieznane, tak jak i my same
      mamy czasami jakieś wewnętrzne niepokoje przed porodem.
      Mój mąż przed porodem też się tego trochę bał. Rozmawiałm z nim na
      ten temat... mówił, że sam nie wie co go czeka, ale jeśli ma mi to
      pomóc, że tylko będzie trzymał mnie za rękę, to będzie przy mnie.
      Mówił, że nawet nie będzie "tam" zaglądał jak się dziecko rodzi, w
      sumie sama uznałam, że w sumie po co ona ma "tam" zaglądać - to mi
      na pewno do szczęścia nie będzie potrzebne.
      a jak słyszał o przecinaniu pępowiny (bo tak było u naszych
      najbliższych przyjaciół) to też mówił, ze absolutnie nie, bo nie
      wyopbraża sobie przecinać pępowiny komukolwiek a tym bardziej
      własnemu dziecku... wzruszało mnie to bardzo, jak opowiadał o swoich
      takich odczuciach "przed"... smile

      ale słuchajcie: kiedy przyszło co do czego...
      było nie tylko trzymanie za rączkę i głaskanie po głowie
      to była zupełnie naturalna reakcja - mój mąż nie tylko zajrzał "co
      tam słychać" i "jak TAM", był przed wszystkim rewelacyjny doping:
      "gonia! widzę go! PRZYYYYJ!!!!"
      i na koniec w nagrodę od położnej przecięcie pępowiny:
      - ale ja nie umiem!
      - a to ja panu pokażę. proszę tu przeciąć. brawo...

      powodzenia Wam życzę, kobitki smile
    • vibe-b Re: Partner przy porodzie a pozniejsze ryzyko roz 24.03.08, 22:15
      ..
      zas bole porodowe zwiekszaja dramatycznie ryzyko, iz kobieta juz nie
      dopusci faceta, skoro to on jest pierwotnym przyczynkiem tych
      cholernych boli..

      mniej wiecej ta sama polka
      • sevilay Re: Partner przy porodzie a pozniejsze ryzyko roz 25.03.08, 12:50
        Jak leżałam na patologii ciąży to na własne uszy słyszałam jak jedna rodząca krzyczała do męża:"już ci nigdy więcej d... nie dam!" smile)

        Ale na pewno jej przeszło po jakimś czasiesmile
        • kala196 Re: Partner przy porodzie a pozniejsze ryzyko roz 28.03.08, 16:03
          Ja nigdy bym tak do swojego mężczyzny nie powiedziała-to wszystko zależy od
          kobiety i relacji miedzy partnerami.
          Mój mężczyzna gdy dowiedzieliśmy sie ,że jestem w ciąży bał się porodu
          rodzinnego,ale podczas pierwszego USG sam zapytał położną czy jest możliwość
          porodu rodzinnego.
          Był ze mną cały czas od początku do samego końca,wspierał mnie,masował ,podawał
          wode i tlen znieczulający,widział wszystko jak dziecko wychodziło,jak mnie
          szyli,oczyszczali dziecko nawet na minute mnie nie zostawił,a łzy mu po
          policzkach popłynęły gdy w trakcie partych powiedziałam mu ,że jest
          NAJCUDOWNIEJSZYM MężCZYZNą NA śWIECIE I BARDZO GO KOCHAM.
          wspólny poród nas jeszcze bardziej do siebie zbliżył i ciesze sie,że był przy
          mnie nie wierz w bzdury podawane w telewizji.
          pozdrawiam wszystkich wink
      • ciociacesia dlatego kobietom na czas ciazy spada iq 25.03.08, 17:01
        zeby nie pamietały trudów z nia zwiazanych i zechciały jeszcze
        kiedys sie rozmnozyc smile faceci nie posiadaja tego mechanizmu
        obronnego, wiec sie biedaki rozwodzą
        • 24milenka Re: dlatego kobietom na czas ciazy spada iq 26.03.08, 01:42
          otóż to!
    • dundubha Re: Partner przy porodzie a pozniejsze ryzyko roz 24.03.08, 22:21
      Też słyszałam o tym nowym odkryciu: poród rodzinny=większe prawdopodobieństwo
      rozwodu...Badania przeprowadzono we Włoszech.
      I powiem Wam co ja o tym sądzę...

      Badanie to nie uwzględnia szerszego kontekstu.
      Bo przecież kto decyduje się na porody rodzinne?
      Myślę, że są to pary "specyficzne".
      Na pewno nie są to związki patriarchalne, wyjęte ze "starego porządku",
      kierujące się schematami i konwenansami z początku XXw.
      Nie są to pary, że tak powiem "tradycyjne".
      A oczywiste jest dla mnie, że właśnie powyższe postawy
      paradoksalnie nie tolerują rozwodów.
      Tam, gdzie partnerstwo, mieszkanie i sex przed ślubem-
      zawsze będzie więcej rozwodów. Coś za coś. A poród rodzinny
      jest często domeną par wyemancypowanych.
      Myślę, że są to ludzie o
      specyficznym profilu wartości. Skłonni do świadomego dzielenia
      się rolami, poszukiwań, zmian, indywidualizmu, mający specyficzne
      wymagania od życia i partnera. Takie cechy są wręcz wskazane
      w partnerskich związkach, ale ich uboczną stroną są właśnie:
      zagubienie w rolach, niestałość, wybredność, egoizm, szukanie po omacku...a w
      konsekwencji też rozwody.
      Więc albo tradycyjne małżeństwa ze ścisłym podziałem ról,
      wyraźna polaryzacja płci- patriarchat i rzadsze rozwody, bo
      choćby nie wiem jak źle było w związku, jakie krzywdy, to
      rozwód jest poza dyskusją!
      Albo nowy typ związku, którego jasną stroną może być np. rodzinny poród, kobieta
      która robi karierę, ojciec na wychowawczym, ale co za tym idzie...niepogodzenie
      się z kryzysem czy rozpadem uczuć w związku, bo zawsze lepiej wziąć rozwód i po
      co żyć w hipokryzji...

      • dundubha Re: Partner przy porodzie a pozniejsze ryzyko roz 24.03.08, 22:23
        I niech będzie...może i statystycznie asysta mężczyzny przy porodzie łączy się
        ze wzmożoną ilością rozwodów, ale jednocześnie inne badanie
        wykazuje, że jego obecność wpływa znacząco na pogłębienie więzi uczuciowej z
        dzieckiem! ha!
        • vicki1x Re: Partner przy porodzie a pozniejsze ryzyko roz 26.03.08, 00:26
          Niestety ja po porodzie miałam kryzys małżeński - i to bardzo
          poważny. Wszystko się ułożyło ale teraz już wiem że przy następnym
          porodzie (już w czerwcusmile) mąż będzie przy mnie tylko do parcia. Nie
          mam zamiaru przechodzić jeszcze raz kryzysu. Chociaż mąż nigdy się
          nie przyznał że to trauma po porodzie ja to doskonale wiedziałam.
    • agnieszkaela Re: Partner przy porodzie a pozniejsze ryzyko roz 24.03.08, 22:38
      Profesor Izdebski (seksuolog) powiedzial kiedys, ze dzisiejsze
      kobiety chcialyby aby maz byl nie tylko kochankiem, mezem etc ale
      rowniez PRZYJACIOLKA. A akurat tej roli pelnic nie powinien. I jesli
      facet ma jakiekolwiek watpliwosci co do obecnosci przy porodzie-nie
      nalezy go przymuszac, a podejrzewam ze wielu sie tak czuje.
      A czy obecnosc przy porodzie przeklada sie negatywnie na pozniejsze
      relacje? Tego nie wiem-rodzilam z mezem (choc do konca nie wiedzial
      ze czy sie zdecyduje, a ja jeszcze w trakcie porodu pytalam kilka
      razy czy na pewno chce zostac, bo jak nie to nie ma sprawy moze
      isc), nasz zwiazek zmienil sie ale pewnie glownie z powodu nowych
      rol, nowych obowiazkow zwiazanych z pojawieniem sie dziecka.
      • osa551 Re: Partner przy porodzie a pozniejsze ryzyko roz 24.03.08, 22:50
        Chyba nie wszyscy faceci nadają się do porodów rodzinnych i trzeba to
        zaakceptować. Mój mąż odetchnął z ulgą jak się dowiedział, że będzie cc, ale ja
        i tak bym go nie zmuszała. Szczerze mówiąc bardziej by mi zależało na obecności
        zaufanego lekarza, którego znam od lat. Teraz za drugim razem - drugie cc.
        Szczerze mówiąc bardziej mi zależy , żeby przez pierwszy miesiąc wstawał w nocy,
        przewijał i podawał mi do karmienia niż żeby był przy porodzie. On też tak woli
        - najważniejsze żeby się zgadzać, a nie żeby druga strona była albo zestresowana
        albo zawiedziona. Co do większego ryzyka rozwodów - naprawdę byłabym sceptyczna
        co do wiarygodności takich badań.
      • gonia28b Re: Partner przy porodzie a pozniejsze ryzyko roz 24.03.08, 23:17
        mąż jako przyjaciółka czy przyjaciel...
        spotkałam się też z teorią, że każdy udany związek to taki, kitóry
        jest oparty na przyjaźni - nawet, a może nawet zwłaszcza jeśli jest
        to zmiązek między mężczyzną a kobietą...
        mój związek jest chyba jednym z lepszych przykładów. Mój mąż nie
        tylko świetnie się spisał podczas porodu,a le też jest naprawdę
        świetnym ojcem i nie chodzi mi tylko o samo nakarmienie czy
        przewinięcie dziecka.
        I aż wierzyć mi się nie chce - czytając powyższe posty dowiaduję się
        jakie ja mam niesamowite szczęście. A może sobie po protu
        odpowiednio wychowałam męża? wink))))))
        • 24milenka Dzielmy się mężm fizjologią! 26.03.08, 01:28
          Związek przyjacielski jest wtedy, gdy już wygaśnie namiętność. Jeśli komuś
          zależy przede wszystkim, by mąż był przyjaciółką, powiernicą, ale już nie
          kochankiem, to owszem, niech dzieli się z mężem fizjologią.
          • mniemanologia Re: Dzielmy się mężm fizjologią! 26.03.08, 11:55
            24milenka napisała:

            > Związek przyjacielski jest wtedy, gdy już wygaśnie namiętność.
            > Jeśli komuś zależy przede wszystkim, by mąż był przyjaciółką,
            > powiernicą, ale już nie kochankiem, to owszem, niech dzieli się z
            > mężem fizjologią.

            Jeśli komuś zależy przede wszystkim, by mieć kochanka, ale nie
            przyjaciela, to owszem, niech nie dopuszcza męża do porodu.

            Ja tam wolę mieć przyjaciela niz kochanka. Póki co jednak - nie
            muszę wybierać smile
          • libbyy Re: Dzielmy się mężm fizjologią! 18.04.08, 14:16
            zgadzam sie w zupelnosci z 24milenka. Mysle, ze mezczyzni sami tez nie potrafia podjac wlasciwej decyzji, bo co oznacza, ze chce lub nie chce wziac udzial w porodzie. to automatycznie oznacza chce wesprzec moja kobiete albo nie chce jej wesprzec a przeciez nie jest to tak oczywiste i proste.
            zwiazek kobiety i mezczyzny to przyjazn, bliskosc, milosc ale tez atrakcyjnosc fizyczna i namietnosc. i o ta atrakcyjnosc fizyczna i namietnosc trzeba dbac. nie mozna sie skupiac jedynie na przyjazni bo to odziera kobiete z kobiecosci a mezczyzne z meskosci.
            uwazam, ze to my kobiety powinnysmy byc w tej kwesti madrzejesze i myslec troche za naszych mezow. moj maz chce byc przy porodzie, jest kochany, bardzo mnie wspiera i wiem, ze bedzie super ojcem ale ja oprocz tego wsyzstkiego chce ciagle mu sie podobac, miec poczucie, ze jestem dla niego (oczywiscie w pewnym sensie, bo po latach jest to trudne) zagadka. ale uwazam, ze to wlasnie ja a nie on ma swiadomosc tego, co zrobic aby to utrzymac przez wszystkie lata. zaden facet, nawet najukochanszy, dobry, jedyny nie wie jak zareaguje po czyms takim. a my kobiety nie jestesmy az tak slabe, zeby nie moc w dzisiejszych czasach z pomoca poloznej, lekarzy urodzic. maz owszem moze byc podczas cwiczen, przygotowan, ale na sam porod nie sadze aby bylo to zgubne dla naszej bliskosci jesli wyjdzie z pokoju. wazne jest jak bedize o was dbal po porodzie, o dzieci i jak blisko jestescie na co dzien.
            • madziara95 nie zgadzam sie 18.04.08, 20:08
              mój mąż był przy dwóch porodach i wkrótce będzie uczestniczył też w
              trzecim. Do niczego go nie zmuszałam,za pierwszym razem był
              niezdecydowany i nie miałam do niego pretensji tylko umówiłam się na
              poród z kuzynką. to on kiedy już sie zaczęło nie wachał sie,że chce
              jechać tam ze mną. był bardzo pomocny i kiedy rodził sie nasz syn i
              mąż zobaczył główke wziął mnie za rękę a po jego policzku płynęła
              łza. za drugim razem już nie miał żadnych wątpliwości. Gdybym
              straciła w jego oczach na atrakcyjności bo zobaczył mnie spoconą i
              cierpiącą to poważnie bym się zastanowiła czy chce być z takim
              facetem. a teraz oboje mamy wsolne wspomnienia z najważniejszej
              chwili w naszym życiu.
    • steffa Re: Partner przy porodzie a pozniejsze ryzyko roz 24.03.08, 22:59
      Ten materiał w Teleexpressie nie był zbyt rzetelny. Takie pitu-pitu. Trudno
      jednak nie zgodzić się z tym, że nie powinno się nikogo do niczego zmuszać. Z
      drugiej strony dlaczego przestraszona kobieta ma być zdana tylko sama na siebie?
      A 'sprawca' ma umywać rączki? wink Mój mąż był przy cc, oglądał moje
      wnętrzności i zobaczy je ponownie za kilka miesięcy. Jakoś go to nie stresuje,
      nie nadwerężyło to naszego związku. Cieszę się, że spotkałam takiego mężczyznę.
      Kiedyś mężczyźni jeździli na wojnę, a teraz boją się widoku krwi, potu i znoju?
      • memphis90 Re: Partner przy porodzie a pozniejsze ryzyko roz 25.03.08, 09:47
        Teraz mąż moze mówić, ze poznał Cię do głębi i kocha Twoje wnętrzewink
        • steffa Re: 25.03.08, 22:55
          Cha cha cha. Już głębiej nie może. wink
          Czasem powierzchowność bywa gorsza (np. materiałów w teleexpresie).
    • zosienka78 [...] 24.03.08, 23:09
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
    • mika_p Re: Partner przy porodzie a pozniejsze ryzyko roz 25.03.08, 00:14
      Zważywszy, że poród trwa przeciętnie kilkanascie godzin, a do szpitala jedzie
      się przy częstych, regularnych skurczach, to przeciętny facet, jeśli nie jest
      marynarzem czy kierowcą TIRa na miedzynarodowych trasach, JEST przy porodzie i
      zawozi żonę do szpitala.
      A potem, trzeba by się zastanowić, czemu zostaje.
      Dla mojego męża było to zupełnie naturalne, że trzeba się mną opiekować i
      czuwać. Z nogą w gipsie.

      Mineło od tego 10 lat, w międzyczasie podjęliśmy decyzję o kolejnym dziecku i
      jakoś przez 3 lata od kolejnego porodu się ze mną nie rozwiódł.
      Jesli kiedykolwiek, to na pewno nie dlatego, ze był przy porodach.

      Facet, który czuje się zmuszany do bycia przy porodzie, zamiast jako naturalne
      przyjąć, że kobiecie jego życia potrzebne jest wsparcie, pomoc i opieka,
      faktycznie jest kandydatem do separacji czy rozwodu. Ostatecznie, to nie on
      ryzykuje życiem i zdrowiem, nie on cierpi godzinami i jesli dla niego
      uciązliwość nieprzespanej nocy, opieki i pomocy jest zbyt wielkim wysiłkiem, to
      trudno się dziwić, ze prędzej czy później uzywa pretekstu odbytego porodu
      rodzinnego, by zwiać w bardziej bajkowe rejony.
    • denea Re: Partner przy porodzie a pozniejsze ryzyko roz 25.03.08, 08:12
      Wiecie co ? Mnie strasznie wq.wił ten materiał w Teleekspresie,
      takie to głupkowato - leciutkie było i niby dowcipne, że i tak tatuś
      jako pierwszy świętuje narodziny dziecka, czyt. zalewa się w trupa.
      Tymczasem w Pl częsta jest jeszcze postawa, że poród to sprawa
      kobieca i nie dla faceta, on biedny wrażliwy i nie powinien harcoru
      oglądać, a jak babka się będzie czuła i czego potrzebuje to najmniej
      ważne. Mam kilka koleżanek, których mężowie nie chcieli być przy
      porodzie a one nie nalegały i to nie ze względu na uczucia faceta
      tylko właśnie na tę mityczną możliwość, że go to "zohydzi". Brawo
      TVP, "rzetelnymi" badaniami na 310 parach rozniecać stereotypy i
      zaściankowe lęki !
      Dlaczego nikt się nie boi, że kobieta nabierze obrzydzenia do
      faceta, kiedy pielęgnuje go w czasie choroby, kaca czy czego tam ?
      Przecież w życiu bywają sytuacje, kiedy fizjologia daje o sobie znać
      i już wink
      Jak ktoś już słusznie zauważył poród to nie jest 5 minut parcia i
      krwi jak na amerykańskich filmach. To są godziny ciężkiego wysiłku,
      jeśli któreś z partnerów nie chce to ojciec zawsze może wyjść przy
      końcówce, prawda ?
      Chciałam, żeby mąż był przy mnie po prostu dlatego, że uważałam, że
      będę mniej bezbronna. Co by nie mówić obecność przytomnej i nie
      zwiniętej z bólu osoby jakośtam wpływa na personel. On nie
      protestował, twierdził, że chce smile Ustaliliśmy, że jeśli będzie
      chciał to po prostu wyjdzie. Został do końca, poryczał się jak
      zobaczył dziecko (nigdy nie widziałam, żeby miał łzy w oczach przez
      te 11 lat bycia razem) a najlepsze jest to, że naprawdę urodziliśmy
      razem. Położne były w porządku, za to pomoc męża okazała się
      nieoceniona, przypominanie o oddychaniu, poczucie bezpieczeństwa -
      jestem przekonana, że gdybym była sama zapomniałabym się w bólu i
      strachu i trwałoby to znacznie dłużej.

      Porody rodzinne - czy to z ojcem dziecka, siostrą, matką, kim się
      chce - to wielki krok ku ucywilizowaniu polskiego położnictwa,
      jeszcze kilka jest bardzo potrzebnych, moim zdaniem. Natomiast
      głupkowate dowcipasy nadawane w prime time za naszą kasę z
      abonamentu jest dla mnie bulwersujące, świadczy o lekceważeniu
      problemu, jakim niestety bywają warunki porodu w Polsce.
      • gonia28b Re: Partner przy porodzie a pozniejsze ryzyko roz 25.03.08, 16:49
        a... to już teraz wszystko jasne! smile
        po prostu chodziło o smieszność i straszność jak to jakaś mądrala
        koreluje wyniki badań socjologicznych i sensowność tych statystyk
        zależność ilości rozwodów, separacji w związkach od zaistniałych
        porodów rodzinnych
        ktoś istotnie miał "bujną" fantazję, bo wychodzi na to, że poród
        rodzinny jest powodem rozwodu - oczywiście bzdura kompletna.
        chyba, że po prostu facet nie widzi potrzeby, żeby w takim momencie
        życiowym być pomocnym żonie, to istotnie, nawet poród rodzinny nie
        jest potrzebny, żeby małżonkowie mieli się rozstać - jak to
        zauważyła Mika_p smile
      • moofka Re: Partner przy porodzie a pozniejsze ryzyko roz 25.03.08, 20:30
        brawo denea smile
        dawno nie czytalam na tym forum czegos tak madrego i trafnego
        dokladnie tak samo uwazam, tyle, ze bym tego tak pieknie nie ujela smile
      • 24milenka Re: Partner przy porodzie a pozniejsze ryzyko roz 26.03.08, 01:39
        denea napisała:

        > Tymczasem w Pl częsta jest jeszcze postawa, że poród to sprawa
        > kobieca

        Nie w Pl, ale wielu kulturach. Także w naszej przez wieki to akuszerka, matka
        czy siostra towarzyszyły kobiecie.
        Porody z mężem są w Europie nowym zjawiskiem.

        > Chciałam, żeby mąż był przy mnie po prostu dlatego, że uważałam, że
        > będę mniej bezbronna. Co by nie mówić obecność przytomnej i nie
        > zwiniętej z bólu osoby jakośtam wpływa na personel.

        I to jest smutne w naszej polskiej rzeczywistości, że personel musi być przez
        kogoś z rodziny pilnowany. Bo inaczej nie będzie sie starał lub będzie niegrzeczny.

        > Dlaczego nikt się nie boi, że kobieta nabierze obrzydzenia do
        > faceta, kiedy pielęgnuje go w czasie choroby, kaca czy czego tam?

        Z pewnością się boi. Myślisz, że jeśli kobieta zmienia pieluchy mężowi, to nadal
        będzie jego cielesność postrzegać z taką namiętnością jak wcześniej? Myślę, że
        nie. To zostawia ślad w psychice.
    • sosena Re: Partner przy porodzie a pozniejsze ryzyko roz 25.03.08, 17:17
      Mój mąż bardzo chce być przy porodzie. Ja do niczego go nie zmuszałam. To jest
      jego samodzielna decyzja. Nie sądze, żeby poród rodzinny zle wpłynął na nasz
      związek, a wręcz przeciwniesmile
    • em73 presja srodowiska 25.03.08, 20:47
      Ja rodzilam sama i nie wyobrazam sobie inaczej. Znaczy maz byl za mna w szpitalu
      ale nie wyobrazam sobie jego obecnosci podczas samego finalu. Dla mnie to zbyt
      "fizjologiczne" i wolalam byc w tedy sama z anonimowym personelem. No moze nie
      do konca anonimowym, bo byl ze mna moj lekarz, ktory prowadzil ciaze. W stanach
      gdzie rodzilam tez kazdy rodzi we dwoje, ew z przyjaciolka lub mama, wiec bylam
      nielicznym wyjatkiem sama smile Mam wrazenie ze istnieje presja na porody z
      facetem, jednak chyba lepiej o tym pogadac otwarcie niz sie zmuszac.
    • ania_may Re: Partner przy porodzie a pozniejsze ryzyko roz 25.03.08, 20:56
      Mój mąż powiedział, że dla niego to bzdura.
      • dundubha Re: Partner przy porodzie a pozniejsze ryzyko roz 26.03.08, 00:39
        Ani ja ani mój mąż nie wyobrażamy sobie porodu bez jego obecności.
        Nie wyobrażamy sobie też rozwodu, ale z drugiej strony
        nie zawahamy się przed rozwodem gdy zajdzie taka konieczność, nie
        będziemy odstawiać szopki ani przed sobą ani przed otoczeniem.
        Te dwa czynniki poród rodzinny/rozwód mogą więc istnieć obok siebie,
        ale nikt mi nie wmówi, że to poród rodzinny prowadzi do rozwodu lub jest jego
        przyczyną. No, i na szczęście badanie to tylko pozornie prowadzi do takiego wniosku.
    • ibera Re: Partner przy porodzie a pozniejsze ryzyko roz 26.03.08, 08:59
      Mnie nikt nie pytał się czy chcę być przy porodzie, czy jestem
      psychicznie nastawiona do sn, czy cesarki. Nikt nie pytał, bo nikt
      za mnie nie urodzi. Przepraszam, ale leczą mnie teksty o tym, że mąż
      nie chce być przy porodzie, bo nie wie czy to zniesie, czy da radę.
      Mój mąż długo przed pierwszym porodem uważał że chyba by nie chciał,
      ale dziecko chciałby mieć bardzo. Powiedziałam wtedy że albo będzie
      przy porodzie albo nie będziemy mieć dzieci. Może żartobliwy był to
      ton, ale ja wtedy nie żartowałam. Potem im bardziej zaawansowana
      była ciąża i im dłużej chodziliśmy do szkoły rodzenia, no i im
      częściej mówiłam o swoim strachu przed porodem, stało się dla niego
      naturalne że chce i będzie ze mną przy porodzie, bo nie wyobraża
      sobie że mógłby nie być ze mną i nie wiedzieć co się dzieje, nie
      pomóc. Nie obrażajcie się, to tylko moje zdanie, ale ja uważam że
      facet ma tak jak my 9 miesięcy na to żeby oswoić się z ciążą i jej
      naturalną konsekwencją czyli porodem. Nie biorę do głowy innej
      ewentualności.
    • luna615 Re: Partner przy porodzie a pozniejsze ryzyko roz 27.03.08, 10:27
      Nie wiem w jaki sposób mozna męża zmusić do obecności przy porodzie.
      Być może taki" zmuszany " bywa i do innych sytuacji i to jest
      właśnie prawdziwa przyczyna póżniejszych rozstań.
      Mój mąż sam z siebie chciał być przy narodzinach naszych chłopców,
      mimo, że były to cesarskie cięcia i jego pomoc nie była potrzebna.
      Ale wazne było dla nas, że zanim ja byłam w stanie zająć się
      dzieckiem, on był przy nim cały czas. Latem urodzę trzecie dziecko i
      nie podlega wątpliwości, że zrobimy to razem.
      Wśród naszych znajomych większość tatusiów była przy porodzie i
      każdy z nich uważa , że to najważniejsze przeżycie jakiego
      doświadczyli. Więż z dzieckiem i szacunek dla kobiety , która je
      rodzi może nie jest gwarancją związku, ale nie wierzę, że może
      spowodować jego rozpad.
      To, że teraz mężczyzna może uczestniczyć w porodzie to wielki
      przywilej , o jakim pokolenia ojców nie mogły nawet pomarzyć. Może
      więc zamiast zmuszać partnera lepiej dać mu czas do samodzielnego
      podjęcia takiej decyzji .A najlepiej , żeby mógł porozmawiać z
      jakimś kolegą , który był przy narodzinach swojego dziecka.
      MIałam przyjemność słuchac męskich opowieści o porodach i powiem
      wam, że towarzyszyły temu emocje nie porównywalne z dyskusjami o
      sporcie , czy innych typowo męskich tematach.
      • mk-cafe1 Re: Partner przy porodzie a pozniejsze ryzyko roz 27.03.08, 15:15
        Mój mąż powiedział, że jeśli chcę to będzie przy mnie. Ale ja się na
        nic nie nastawiam. Po pierwsze dlatego, że rodzę w zwykłym szpitalu
        i jeśli akurat będą wszystkie sale rodzinne( czyli trzy)zajęte to
        rodzę w sali ogólnej i męża mogą nie wpuścić. Po drugie dlatego, że
        nie wiem jak mój facet zareaguje. Może teraz taki odważny, a jak
        przyjdzie co do czego, to.... nie wiadomo. A po trzecie, ponieważ
        jest to nasze pierwsze dziecko to nie wiem jak ja sama zareaguję.
        Może każe mu wyjść bo będę myśleć o urodzeniu a kazdy jego ruch
        będzie mnie drażnił i wkurzał. Kto wie jak będzie?
        A tak poza tym to telewizja kłamie!!!
        • paliwodaj Re: Partner przy porodzie a pozniejsze ryzyko roz 27.03.08, 17:00
          dziewczyny ja juz nic nie rozumiem...
          jezeli facet jest na tyle dojrzaly ze "zrobil" to dziecko to
          dlaczego nie wystarczy mu dojrzalosci zeby byc przy porodzie.
          On jest rodzicem tak samo jak ja i dlaczego mialoby go nie byc przy
          narodzinach tego dziecka?
          Urodzialam 3 dzieci, wszystkie z mezem, nigdy przenigdy nie bylo
          pustych gadek czy zechcesz byc przy narodzinach swojego dziecka, z
          gory bylo wiadome ze to tak samo jego jak i moj obowiazek.

          Bzdury ze obecnosc przy porodzie zwieksza ryzyko rozwodu, jak
          wiadomo rozwodow jest coraz wiecej na calym swiecie i na pewno nie z
          powodu rodzinnych porodow.

          Porod to dopiero poczatek, pozniej trzeba to dziecko wychowac i tu
          tez bedzie dyskusja " nie bede go zmuszac"? A sa tez mnijej
          przyjemne strony posiadania dzieci ja np:choroby, wstawanie w nocy
          A znam takich co nigdy dziecku nie zminili pieluszki, nie byli na
          spacerze z dzieckiem, nie nakarmili, no bo to przeciez matki dzialka.
          Moj maz moze zajac sie naszymi 3 dziecmi rownie dobrze jak ja, no
          jedynie nie karmil ich piersia.
          nie wyobrazam sobie sytuacji na porodowce " wiesz kochanie to ja
          spadam, za duzo tu krwi, pojde na kawe i nie dbam co sie z toba i
          dzieckie tu stanie, wroce jak mi sie zechce"...
    • italia148 dalsza część tego reportarzu 27.03.08, 15:42
      też uważam, że to mocno naciągana teza, natomiast zaciekawiło mnie
      co innego - widziałyście potem wypowiedzi tej dwójki lekarzy?
      połoznik /kobieta/ z Bialańskiego i ordynator Bielańskiego - Dębski
      czy jakoś tak i oni oboje przyklaskiwali tej tezie, pierwsze słowa
      mojego męża - jasne, jasne, po co ma im ktoś patrzec na ręce...po co
      świadkowie...
    • ewuncia.a Re: Partner przy porodzie a pozniejsze ryzyko roz 27.03.08, 15:49
      Moim zdaniem zmuszanie męża do obecności przy porodzie nie ma sensu. Lepiej z
      nim porozmawiać i co najwyżej spróbować przekonać, ale nic na siłę. Jeśli nie
      chce - trudno, trzeba to zrozumieć. Mój mąż początkowo miał wątpliwości - jak
      się okazało wynikały one z mylnego wyobrażenia o jego roli przy porodzie.
      Myślał, ze będzie musiał asystować, pomagać położnej podczas "krwawego" etapu
      porodu, gdy dziecko już będzie wychodzić na świat. Bał się oglądać tego
      wszystkiego od przodu. Natomiast, gdy dowiedział się, na czym ma w
      rzeczywistości polegać jego rola od razu zmienił zdanie i na pytanie lekarki
      podczas USG, czy będziemy rodzić razem sam odpowiedział, że TAK smile Niestety
      kilka dni później okazało się, że mam wskazania do cc i tak mąż jednak nie
      będzie miał tej przyjemności uczestnictwa w narodzinach córeczki, lecz będzie
      zmuszony czekać na jej pierwszy krzyk przed salą operacyjną.

      Co do groźby rozwodu - dziś wszystko jest dobrym pretekstem, by się rozstać.
      Ludziom coraz trudniej być razem. Jeśli łączy Was prawdziwe uczucie i
      zrozumienie to ja bym się tego nie obawiała. W końcu bycie razem nie polega
      tylko na przyjemnościach i oglądaniu partnera zawsze uśmiechniętym, pięknym,
      pociągającym. Życie ma też tę drugą, mniej atrakcyjną stronę i partner jest
      m.in. po to, by w takich chwilach nam towarzyszyć i trzymać za rękę - może
      niekoniecznie dosłownie ale przynajmniej w przenośni. A jeśli tego nie potrafi -
      no to chyba nie trafiliśmy na właściwą osobę.
    • mamajulki080506 Re: Partner przy porodzie a pozniejsze ryzyko roz 28.03.08, 13:52
      mój mąż był przy porodzie, ale decyzję o jego obecności bądź nie
      pozostawił mnie...
      miał obserwować, czy wszystko jest ok i zadziałać "w razie czego"...
      nie głaskał, nie masował, nie zagadywał, bo ja tego nie chciałam i
      lepiej, że nie wchodził mi wtedy w drogę...podawał wodę i tylko był
      i to wystarczyło...nie gapił się też w krocze, bo stał przy głowie...

      czy wspólny poród jest przyczyną rozwodu? coraz więcej par rodzi
      razem i część z nich się rozwodzi, to normalne....za czasów moich
      rodziców porodów rodzinnych nie było, ale rozwody tak...
    • gajbek Re: Partner przy porodzie a pozniejsze ryzyko roz 29.03.08, 12:54
      Myślę że jest to sprawa indywidualna , i nie jest to wykładnikiem
      przyczyny rozwodu.
      • pacynka27 Re: Partner przy porodzie a pozniejsze ryzyko roz 31.03.08, 09:46
        Mój mąż początkowo nie chciał być przy porodzie. Ja mówiłam, że jak był przy
        robieniu to powinien być i przy rodzeniu. W miarę postępowania ciąży jego
        postawa sie zmieniła. Nie tylko zmienił zdanie ale nawet się zaczął bardzo
        cieszyć na ten wspólny poród. Do dziś jest dumny, że pierwszy widział małego,
        przeciął pępowinę, pierwszy wziął go na ręce i zaniósł do mycia a potem
        przyniósł do mnie. Nie wyobraża sobie, że mogłoby go nie być przy drugim porodzie.

        Jednak nie wszyscy mężczyźni nadają się do porodów z partnerką. Na pewno nie
        zmuszałabym faceta, któremu słabo robi sie na widok krwi czy niemowlęcej kupy smile
    • majka150 Re: Partner przy porodzie a pozniejsze ryzyko roz 21.04.08, 22:02
      Mój mąż był przy narodzinach naszego syna.W tej chwili nie jest już
      moim mężem.Ta sytuacja nie wpłynęła na jego stosunki z dzieckiem ani
      na to jak układało nam sie w małżenstwie.To sprawa
      indywidualna.Każdy reaguje inaczej,tak jak inne jest podejście do
      kwestii ojcostwa.Ale mimo wszystko faktem jest ze dzieki jego
      obecności czułam sie lepiej,tak jakoś bardziej bezpiecznie
      chyba.Właściwie to on był zemną przez cały ten czas a położne
      przychodziły tylko sprawdzić jak posuwa sie akcja i szły położyć sie
      do dyżurki(był to srodek nocy)Nie planowaliśmy porodu rodzinnego to
      był czysty przypadek.Poprostu w trakcie jego wizyty u mnie w
      szpitalu odeszły mi wody i został zemną dopuki nie urodziłam.Akurat
      byłam sama na sali porodowej i lekarz tylko dlatego pozwolił mu
      zostać.Teraz jesteśmy na ostatniej prostej można powiedzieć ale nie
      wiem czy chciala bym aby mój partner był przy samym porodzie.Może we
      wstępnej fazie tak ale potem chyba wolała bym zeby poczekał gdzieś w
      pobliżu nie biorąc udziału do konca w całym wydarzeniu.Ale jak juz
      wspomniałam to sprawa indywidualna.
    • stenia44 Re: Partner przy porodzie a pozniejsze ryzyko roz 22.04.08, 00:22
      Ja mysle, ze zycie malzenskie zmienia nie sam porod, ale to co "po".
      Dziecko jest najcudowniejszym bez watpienia darem, ale faktem jest,
      ze zmienia zycie partnerow o 180%. Juz nie ma wspolnych wolnych
      wieczorow sam na sam, dawania calej uwagi tylko i wylacznie
      partnerowi. Sa nieprzepane noce, nerwy, ciagly brak czasu. Nie kazdy
      facet potrafi wytrzymac i wtedy szuka odskoczni, latwiejszych i
      przyjemniejszych doswiadczen. Nie kazdy jest takim frajerem, ale
      wcale nie jest ich malo. Moj maz bedzie ze mna przy porodzie i niech
      sie dzieje wola nieba. Ja bardziej sie obawiam tego, zebysmy
      potrafili znalezc zloty srodek we wszystkim po narodzeniu
      dzieciatka. Kochamy je juz calym sercem i wyczekujemy dnia, ale
      wiadomo, ze nie bedzie latwo. Pozdrawiam!
    • ewelka1308 Re: Partner przy porodzie a pozniejsze ryzyko roz 22.04.08, 10:20
      będę rodzić dopiero za 6 miesięcy i choć jeszcze nie rozmawialiśmy o
      tym, jestem pewna, że mój mąż będzie przy porodzie. Ja to wiem.
      Ciąża od samego początku bardziej jego wprawia w euforię niż mnie-
      choć również bardzo się cieszę, że będziemy mieć dziecko; chyba po
      prostu mam bardziej stonowany charakter a Daniel o dziecku marzył
      zanim się pobraliśmy i byliśmy na studiach. Mój kolega nie chciał
      być przy porodzie-bo to takie intymne, będzie przeszkadzał, nie
      wszystko musi widzieć. Ale w końcu się zdecydował i teraz mówi, że
      to była właściwa decyzja a wcześniejszych słów się wstydzi.
      Pokolenie naszych rodziców nie miało takich możliwości. Pamiętam,
      jak rodziła moja ciocia-miałam wtedy 13 lat i porody rodzinne nie
      były popularne. A mój wujek-siedział u nas w domu i dzwonił raz na
      jakiś czas. Ja koczowałabym chociaż pod szpitalem ale takie były
      czasy.
      Osobiście uważam, że wspólne porody nie są czynnikiem rozwodowym. I
      przyznam, że gdyby mój mąż nie chciałby być przy porodzie wówczas
      zaczęłabym się zastanawiać, czy to jest facet, na którego zawsze
      mogę liczyć. Ale wiem, że na niego mogę liczyć. Był przy mnie, kiedy
      na raka chorowała i umierała moja mama. Siedział przy niej, trzymał
      za rękę, rozmawiał i rozweselał,zwalniał się z pracy i był pierwszy,
      kiedy miała mieć operację, biegał ze mną po lekarzach, nie wahał się
      przyjąć ją do naszego jednego pokoiku, choć było bardzo ciasno, a
      później pomagał nam zmieniać mamie pampersy, przekręcać ją, wycierać
      twarz a w końcu ryczeć jak bóbr ze mną po jej śmierci. To mój ojciec
      nie interesował się mamą w czasie choroby, nawet nie odwiedził jej w
      szpitalu. A chorowała tylko 3 miesiące. Gdyby żyła, sama założyłabym
      jej sprawę rozwodową i pozbawiła go wszystkigo.
      Tak więc skoro facet nie wytrwa przy porodzie, to co będzie, gdy
      spotka nas jakiś nieszczęście?
Pełna wersja