daka_tbg
06.06.08, 13:19
Witajcie kobitki. Dodajcie mi otuchy - bo wymiękam.
I poród w 2006 sn trwał jakieś 27 godz. (nie maiłam rozwarcia mimo bóli).
W szpitalu nie chcieli podłączyć mnie pod "pompę - ale po 3 dniach i nocach -
podłączyli.
Bez znieczulenia, personel niezbyt miły - wypchali mi 4 kg. córkę.
Teraz jestem w 9 mc. (2 lipca termin), każdy mnie pociesza że drugi poród
szybciej i łatwiej i że w ogóle miodzio - a ja mam takiego pietra.
Myślałam o zzo ale i lekarz i położna mi odradzają (mentalność jakaś czy coś)
twierdzą żeby mnie znieczulić rozwarcie musi być na 6 cm. żeby akcja porodowa
się nie cofnęła- a to już końcówka i że dam radę.
36 tc dziecko podobno ważyło 3400 więc jeśli drugie rodzi się większe to chyba
przekroczę wagę 4,5 kg.
Jak urodziłam córę położna sie pyta - i jak - a ja odpowiedziałam - za 2 lata
wracam po syna - i tak sobie wykrakałam.
Byłam twardzielem aż do teraz.
Zaczęłam pić jakieś herbatki z liści malin, łykam jakieś tabletki z wiesiołka
(na rozwarcie szyjki macicy), coś się zaczyna dziać typu bóle krocza, brzucha
(miesiączkowe)) - a ja zaczynam panikować.
Nie potrafię jakoś pozytywnie nastawić się do tego porodu.
Jak sobie poradziłyście ze strachem przed porodem kobietki?