schaapje
27.08.08, 21:37
Pierwszy poród był wywoływany, więc zupełnie nie mam porównania, bo
do ostatniej chwili nic sie nie działo. po prostu kiedyś w nocy
odeszły mi wody...
a teraz czuję się, jakby mój poród już się zaczął i trwał od kilku
dni - odkąd zaczęłam miec większośc ksiązkowych obajwów porodu, a
dokładnie:
- skurcze - kilka regularnych, co 10 minut, czasami tak bolesnych,
że prawie wyję z bólu... i cisza na godzinę, dwie, a potem od nowa,
niezaleznie od pory dnia
- bol promieniujący w pachwinach i udach - pojawia sie
niespodziewanie, głównie wieczorem przy większej aktywności małego -
mam wrażenie, że mnie od środka rezerwie... ale przechodzi
- spora ilość śluzu, podejrzewam, że były tez kawałki czopu,
pomieszane z krwią (zarówno brązową, jak i jasnoczerwoną)
o oczyszczaniu jelit, wiciu gniazda, poddenerwowaniu i braku
cierpliwości nie wspomnę
No i czuję się, jakbym siedziała na bombie z opóźnionym zapłonem...
I powoli dostaję zajoba - czy ja w ogóle kiedykolwiek urodzę?
pierwsze dziecko zdecydowało się wyjść 5 dni po terminie, ale
przynjamnioej do tego czasu siedziało spokojnie

. a teraz mam
wrazenie, że ten poród juz dawno się rozpoczął i tylko jakoś nie
może sie skonczyć...
Ile czasu u Was utrzymywały się podobne objawy? jak nie zwariować
udając, że nie czujecie kolejnego skurczu przepowiadającego i nie
widzicie czerwonych nitek w śluzie???