Jak stres w pracy wpłynie na moją ciążę?

06.09.08, 10:04
Powiedziałam Szefowi o ciąży, w nadziei, że będzie to miał na
uwadze.
Niestety od dnia kiedy się dowiedział, już mi zrobił dwie karczemne
awantury, które kończą sie w moim przypadku płaczem w ubikacji,
potwornym bólem głowy i totalnym wybiciem z rytmu. Potem jeszcze 2
dni sie wewnętrznie trzęse po takich akcjach.
Poza tym ciągle mnie ze wszystkim pogania, a pracy mam już niemało i
wiem, ze wkrótce będzie jej jeszcze wiecej.
Jakoś niebardzo sobie coś robi z mojego stanu, bo przychodzi o 16:20
i zaczyna "jeszcze to, jeszcze tamto, niech Pani jeszcze tam
zadzwoni i koniecznie jeszcze tamto..." Efekt: znowu wychodzę o
17:30.

Naprawde nie wiem co robić, bo nie uśmiecha mi sie siedzenie 8
miesięcy na L4 i jakieś kontrole z Zusu, ale jak widać moje prawa w
ogóle nie są honorowane a nawet traktowanie mnie w pracy jest
dalekie od zwykłej ludzkiej życzliwości.

My takie awantury mamy na porządku dziennym, albo to na mnie trafi,
albo na kogoś obok, ale tak naprawde każdy dzień w pracy jest
nerwowy i nie wiadomo w jakim nastroju szef przyjdzie i na kogo sie
będzie darł. A potrafi dać czadu, naprawdę, dla mnie to przypadek
kliniczny furiata.
    • titerlitury Re: Jak stres w pracy wpłynie na moją ciążę? 06.09.08, 10:18
      A może zaryzykuj i powiedz mu, by starał się zmienic trochę swoje
      zachowanie. Powiedz o tym, ze jego awantury wywołuja taki a nie
      innyc efekt, ze przez ciążę jestes bardzo wrażliwa, i ze nie prosisz
      o przymykanie oka, jesli jest z czegoś niezadowolony, tylko o inną
      formę przekazania uwag. Powiedz to z usmiechem, spokojnie. Jak
      poskutkuje będzie fajnie, jak nie, to i tak niewiele tracisz, bo z
      tego co piszesz atmosfera jaka kreuje jest dla Ciebie trudna do
      zniesienia.

      Ja niestety nie mogę pracować. Praktycznie całą ciążę jestem na
      zwolnieniu, ale żadnej kontroli z ZUSu nie miałam smile
      • emigrantka34 Re: Jak stres w pracy wpłynie na moją ciążę? 07.09.08, 20:58
        Stres na kazda ciaze wplywa niedobrze i postaraj sie z nim
        porozmawiac, a jezeli okaze sie, ze to nic nie daje, to po prostu
        postaraj sie o zwolnienie, jest tyle ciekawych rzeczy do robienia w
        domu, a najwazniejsze - to w ciazy spokoj miec!!!
    • deodyma Re: a moze powinnas zwrocic mu uwage... 06.09.08, 10:32
      na jego zachowanie? ja rozumiem, ze szef to tez czlowiek i jak kazdy
      z nas, moze miec zly dzien, ale ze codziennie sie na Was wyzywa...
      to juz przesada. zwroc mu uwage na jego zachowanie i zapytaj go, czy
      jemu by bylo milo pracowac w takiej atmosferze? jesli nie poskutkuje
      i facet dalej bedzie sie na Tobie wyzywal, na Twoim miejscu bez
      jakichkolwiek wyrzutow sumienia, rzucilabym mu l4smile praca praca, ale
      jak ktos by mial po mnie jezdzic, jak po dzikiej swini...
    • maciusia30 Re: Jak stres w pracy wpłynie na moją ciążę? 06.09.08, 11:31
      ja jeszcze nie powiedzialam ale zaraz to zrobie od poczatku jestem
      na zwolnieniu u mnie podobne nerwy znieczulica kompletna
      nie mam wyrzutow bo tu chodzi o mnie o zdrowie mojego dziecka
      a ZUS?jestes w ciazy zawsze kobiecie cos dolega a jak cie nie
      zastana w domu to bylas u lekarza na badaniach...
    • nikitka78 Re: Jak stres w pracy wpłynie na moją ciążę? 06.09.08, 14:25
      jeśli rozmowa z szefem na temat jego zachowania nie pomoże idź na
      l4, szkoda nerwów i zdrowia twojego i dziecka.
    • majcikg Re: Jak stres w pracy wpłynie na moją ciążę? 06.09.08, 14:37
      Poza tym wszystkim może zwróć szefowi uwagę, że zgodnie z prawem
      pracy wręcz nie wolno Ci pracować w godzinach nadliczbowych i nie ma
      żadnego prawa Cię do tego zmuszać. Jak to wszystko nie pomoże to
      faktycznie idź na zwolnienie. Kontrolami z ZUS się nie przejmuj,
      zresztą na zwolnieniu ciążowym lekarz wpisuje kod "chory może
      chodzić", więc nie masz obowiązku siedzenia w domu 24h.
      A stres, szczególnie jeżeli odbija się na Tobie jeszcze przez 2 dni
      po starciu z szefem, nie jest najzdrowszy, ani dla Ciebie, ani dla
      Twojego dziecka.
    • kalinazkalinowa [...] 06.09.08, 16:01
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
    • zadomowienie Re: Jak stres w pracy wpłynie na moją ciążę? 08.09.08, 09:59
      Hej,

      Niestety pracodawcy potrafia w tych sprawach byc bardzo wredni. Moja
      koleżanka w drugim miesiącu ciązy poszła na L4 bo bardzo źle się
      czuła, a wcześniejszą ciążę poroniła. NOTORYCZNIE nachodziły ja
      kontrole z ZUSu bo jej szefowa nie potrafiła przeżyc ,że dziewczyna
      siedzi w "tak wczesnej" ciąży w domu. Muszę tu nadmienic ,że moja
      koleżanka stukała dla mniej naprawdę dużą kasę ze sprzedaży. Po
      usłyszeniu tej historii, aż mi sie wierzyc nie chciało ,że ciężarnej
      kobiecie można robic takie numery. Notoryczne nękanie
      telefonami ,żeby wróciła do pracy, stres, stres i jeszcze raz
      stres... Sama potrafie zrozumiec nerwy założycielki postu bo wiem
      czym jest taki szef. Sama mam podobnego. Niby tu taki stateczny
      ojciec rodziny, jego żona jak była w ostatniej ciązy to od samego
      początku siedziała na L4 żeby tam czasem nikt jej nie zdenerwował. A
      od kiedy dowiedział się ,że ja jestem w ciązy wstapił w niego
      diabeł. Ciągłe pretensje , nerwy i awantury. Ja już podjęłam
      decyzje... Czekam do 15-go bo wtedy mam wypłatę i spadam na L4.
      Muszę poczekac na wypłatę bo szef stosuje metodę kogo nie widzi temu
      nie płaci. Przekonałam się o tym nie jeden raz będąc np na wakacjach-
      "nie widze cię w biurze nie muszę ci płacic." Moja rada dla
      założycielki postu - UCIEKAJ! Praca jest i zawsze znajdzie sie inna.
      Idz na zwolnienie. Po co się denerwowac. Mówię Ci ,że to straszna
      ulga wyrwac się od takiej osoby. Ja choc to nastapi za jakiś moment
      juz czuję wielka ulgę. Wazna jesteś teraz Ty i twoje dziecko! A co
      robic w domu? Po 7 latach z takim idiota to ja będę odpoczywac ,
      czytac ksiązki, poduczę się języka z mysla o przyszłości. Głowa do
      góry.
    • kartoffeln_salat Re: Dziękuję za zrozumienie... 08.09.08, 11:13
      Dziękuję za zrozumienie, bo w pracy nie bardzo moge na nie liczyć.

      Co do prób rozmowy z szefem, to szkoda zachodu. Było już takich ze
      trzydziestu przede mną, i tylko wychodzili z płaczem. On uważa, ze w
      swojej firmie moze każdym pomiatać. I straszyć sądem pracowniczym,
      albo zrujnowaniem opinii w następnej pracy.
      Zresztą nie mam zamiaru byc orędowniczką ucisnionych. I tak nie mam
      zamiaru wracać tam po urodzeniu dziecka, bo niby jak miałabym się
      nim zając przy takim obciążeniu godzinowym??

      Szkoda tylko, że tak się to prawo przyjazne kobiecie objawia w
      praktyce.

      Co do PIPu - nie raz już u nas byli - nic sie jeszcze nie
      zmieniło smile.
      • kartoffeln_salat Re: Dziękuję za zrozumienie... 08.09.08, 12:05
        Dziś nie poszłam do pracy, bo rzygam jak kot - właśnie koleżanka z
        pracy dzwoniła, że już jest awantura bo nie przyszłam.
        Szef darł sie 40 minut jakim jestem wyzyskiwaczem, opie..czem i
        ble ble ble.
        Bosze, a sam ma 2 dzieci.
        • deodyma Re: ciekawe, czy w domu tez tak sie sadzi:) 08.09.08, 12:13
          a moze siedzi cicho pod pantoflem zonysmile dlatego tez na Was sie
          wyzywa bo w domu nie ma nic do powiedzeniasmile
        • majcikg Re: Dziękuję za zrozumienie... 08.09.08, 12:19
          To też fajna koleżanka, że jeszcze dzwoni Cię zdenerwować.
          Daj sobie spokój z tą pracą, idź na L4. Szczególnie jak nie
          zamierzasz tam wracać po urodzeniu dziecka. Do porodu masz
          zwolnienie lekarskie, potem macierzyński i nic tego nie zmieni. A
          zdrowie Twoje i Twojego dziecka jest ważniejsze, niz problemy
          życiowe szefa.
        • szklanapulapka2 Re: Dziękuję za zrozumienie... 08.09.08, 12:29
          O matko dziewczyny, włos mki sie jeży na głowie, gdy to czytam!!!
          jak tak w ogóle można?. Ja jestem nauczycielką z 13 letnim stażem
          pracy i w życiu nie spotkałam sie z podobnym traktowaniem kobiety w
          ciąży w mojej placówce. A trochę tych ciąż było, i nas -
          nauczycielek i dwie czy trzty uczennice - gimnazjalistki. Ja w ub.
          roku całe 12 miesięcy przesiedziałąm na urlopia na poratowanie
          zdrowia. 20 czerwca, w dniu, kiedy skońcvzył mi sie urlop odebrałam
          pozytywny wynik testu ciążowego. Bardzo sie bałam, co będzie, gdy
          dyrektor się dowie, tym bardziej, ze akurat od września mamy zmianę
          dyrektora na zupełnie obcego człowieka. Niestety, moja ciąża była
          ciążą wysokiego ryzyka, nie dość że po in vitro, to jeszcze
          obarczona leżeniem w szpitalu, krwotokami itd., tak więc zwolnienie
          w sumie przysługiwało mi od pierwszego dnia. Pod koniec sierpnia
          przyjechałam do szkoły i porozmawiałam najpierw ze "starą" dyrekcją.
          Kobitka ucieszyła sie bardzo (dodam, ze wczesniej udzieliła mi
          bezzwrotnej pożyczki na poratowanie zdrowia, bo wiedziała, ile
          wydaję kasy lecząc się), gratulowałą, powiedziała, że najważniejsze
          jest dziecko, żeby dbać o siebie, a pracą sie nie przejmować, bo
          zawsze mam tam swój etat i swoje miejsce. Potem po rozpoczęciu roku
          byłam na rozmowie u nowego dyrektora, który ze skóry wyłaził, żebym
          sie broń Boze nie zdenerwowała, nie potknęła, myślałam, ze na
          lektyce będzie mnie nosił. Ja musiałąm wrócić do pracy na tydzień,
          bo po urlopie zdrowotnym nie mogłam od razu przejsć na zwolnienie,
          to przez ten tydzień dyrektor i koleżanki z pracy dbały o mnie,
          jakbym była co najmniej ich najbliższą rodziną. W czwartek czyli w
          przedostatni dzień pracy dyrektor przyszedł do mnie na 6 godz.
          lekcyjnej z propozycją, ze on już skonczył swoje zajęcia, i, jeśli
          czuję sie zmęczona, to mogę iść do domu, on zajmie sie po koleżeńsku
          moją klasą. No i tak byłam i jestem traktowana. Dyrektor powiedział
          mi wprost, ze nie wyobraża sobie, zeby cokolwiek mogło mi sie stać
          przez pracę czy stres z nią związany.
          Dlatego nie rozumiem, jak można być takim bydlakiem, jak Wasi
          szefowie? Chyba naprawdę uciekłabym na L4 bez żadnych wyrzutów
          sumienia...
          • kartoffeln_salat Re: Dziękuję za zrozumienie... 08.09.08, 12:45
            Jak wspomniałaś pracujesz w szkole - państwowa praca. Może nie ma
            kokosów, ale też i nie ma takiego cisnienia.
            W prywatnej firmie codziennie się czuje na plecach oddech szefostwa -
            a bo za duzo papieru zużywasz, a to sok dla klientów sie rozlał, jak
            to tyle ołówkow i żółtych karteczek potrzeba.
            Kasa juz im z mózgów sieczkę zrobiła.
            Mimo,ze moj szef móglby tymi pieniedzmi cały Bangladesz podratować,
            to za wszystko nam potrąca - za kuriera nawet, ze ze swojej winy nie
            dojechał na czas i trzeba było drugi raz wysłać.

            Podejrzewam, że myslac o swoim bogactwie zatracił już w sobie
            odruchy ludzkie.
            Moze dlatego, tam u ciebie ludzie są jeszcze normalni.
            • zadomowienie Re: Dziękuję za zrozumienie... 08.09.08, 13:10
              Jakbym czytała o swoim... Mój szef nie rządzi pieniędzmi, one rządzą
              nim. Dlatego w pełni rozumiem jak się możesz czuć. Jesteśmy w bardzo
              podobnej sytuacji. Tyle że ja, jak juz pisałam dla własnego zdrowia
              psychicznego i fizycznego spadam od niego.
              • kartoffeln_salat Re: Dziękuję za zrozumienie... 09.09.08, 09:34
                wiesz, z tego co teraz się dzieje w firmie widzę, ze też tak
                powinnam zrobić. Ale nie wiem czy można tak siedzieć na L4 tyle
                miesiecy.
                Osobiscie wydaje mi sie to jakby nieuczciwe, bo za kilka tygodni
                moje mdłości i słabość pewnie miną i mogłabym pracować, ale w takiej
                atmosferze naprawde nie wiem jak to wytrzymywać??
                Boję sie, ze nerwy się skończą jakimiś krawawieniami, bo słyszałam o
                takich przypadkach. Przecież nie mogę do tego dopuścić!

                Co ja mam powiedzieć lekarzowi, że mam w pracy czysty mobbing?

                • deodyma Re: tak. powiedz o tym lekarzowi. 09.09.08, 09:38
                  zreszta Twoj szef nie zastanawia sie nad tym, czy postepuje wobec
                  Was wszystkich uczciwie, prawda?
                • zadomowienie Re: Dziękuję za zrozumienie... 09.09.08, 09:39
                  Oczywiście ,że powiedz. Choć nie sądze,żeby gin robił problemy. Ja
                  powiem.
                • majcikg Re: Dziękuję za zrozumienie... 09.09.08, 12:32
                  Dokładnie. Powedz jaką masz sytuację w pracy, ile nerwów Cię to
                  kosztuje. Nie sądzę, żeby gin robił Ci jakieś problemy ze
                  zwolnieniem.
            • blueberry77 Re: Dziękuję za zrozumienie... 10.09.08, 11:49
              No nie! Ja pracuję w prywatnej firmie od 10 lat i nie zdarzyło się, żeby
              przełożony na mnie krzyczał. Zdarzają się dyskusje, czasem nawet burzliwe, ale
              jesteśmy w pracy partnerami, żadne wrzeszczenie czy poniżanie nie wchodzi w grę.
              Ten twój szef to zwykły cham i tyle.
              • kartoffeln_salat Re: Dziękuję za zrozumienie... 11.09.08, 08:47
                Prawda. Moje słowa zabrzmiały zbyt ogólnikowo i przez to
                niesprawiedliwie.
                Wczesniej też pracowałam w prywatnej firmie i gdy jedna z dziewczyn
                była w ciąży sam prezes do niej zadzwonił zpytaniem jak się miewa.
                A przecież ma milion ważnych spraw na głowie.
                Zadnej wrogości, żadnego wrzeszczenia.
                Była tam jedna kobieta, która raz nakrzyczała na podwładnych to
                dostała wypowiedzenie. I to było słuszne.

                W obecnej pracy wszystko jak w krzywym zwierciadle.
                To prawda - jest z niego nowobogacki prostak. A jakie ma o sobie
                mniemanie smile.



                • embeel Re: Dziękuję za zrozumienie... 11.09.08, 09:25
                  mam nadzieje, ze juz powiedzialas szefowi i siedzisz w domu. Mysl teraz o sobie
                  i o tym maluchu, ktory rosnie i potrzebuje zrelaksowanej mamy. Masz miesiac
                  spokoju, oderwania, wykorzystaj go dobrze. A szef nie jest bogiem, chociaz tak
                  mu sie pewnie wydaje, nic Ci nie zrobi. A ze cham i prostak...coz, takich
                  niestety sporo na swiecie, ale dobrych i wyrozumialych szefow na szczescie tez.

                  Pozdrawiam i odpocznij sobie. M
    • madnessa Re: Jak stres w pracy wpłynie na moją ciążę? 08.09.08, 13:30
      Jak to czytam to widzę moją szefową.... U nas w pracy jest ogólny mobbing (nie tylko kobiety w ciąży są źle traktowane, ale wszyscy pracownicy są zastraszani i ciągle wyzywani).
      A ja pracuję w BUDŻETÓWCE!!! Nasza dyrektorka zachowuje się jakby to była jej prywatna firma i od naszej pracy zależała wysokość jej wynagrodzenia...

      Ja jestem w 6 tc i aż się boję pomyśleć co będzie jak powiem że jestem w ciąży...
      • kartoffeln_salat Re: Jak stres w pracy wpłynie na moją ciążę? 09.09.08, 09:42
        Współczuję serdecznie, bo wiem co to codzienne obelgi, epitety i
        mieszanie z błotem. Przechodzę przez to niemal codziennie od 2 lat,
        odkąd pracuję w tej chorej firmie.
        Chciałam się juz wielokrotnie zwolnić, psychicznie nie wyrabiam tego
        tempa i traktowania. Straciłam jakąkolwiek radość z pracy, to jest
        jak udręka. A bardzo lubiłam zawsze chodzić do pracy i mój zawód.

        Miałam nadzieję, że im szybciej powiem o ciąży tym lepiej, bo to
        może cos zmieni, ale widzę, że jest jeszcze gorzej.
        I nie wiem naprawde z czego to wynika?
        Szef ma dzieci, wiec nie może to być zazdrość np. gdyby nie mógł
        mieć.Pracownika można zastąpić, zatrudnić nową osobę.
        Nie kapuję po co te nerwy i szykanowania.
        • zadomowienie kasa, kasa, kasa.... 09.09.08, 10:36
          Wynika to z tego ,że traci kogoś kto zna juz pracę. Piszesz ,że
          pracujesz tam juz 2 lata. Kasa i klapki na oczach. Dla
          takich "zamordystów" powinniśmy siedzieć w pracy 12 godzin dziennie,
          zrezygnować z połowy wynagrodzenia, siedzieć cicho i broń Boże
          żadnej rodziny. W świeta powinnyśmy zostawać w pracy i może wtedy by
          spojrzeli łaskawszym okiemsmile. Ale ja sie już sie na to nie piszę...
          Tym razem zrobie tak jak ja chcę.
          • kartoffeln_salat Re: kasa, kasa, kasa.... 09.09.08, 12:40
            Paradoks polega na tym, że w codziennych ubliżaniach zawsze mi
            wymyśla że jestem do niczego, do kitu, mam pół mózgu, i takie tam.
            Powinien się zatem cieszyć, ze niedługo nie będzie juz
            musiał "opłacać" mojej osoby.
            A tymczasem dostaje jeszcze większego wścieku - masz rację, to taka
            strategia. Ubliżać pracownikowi, żeby broń boże nie prosił o
            podwyżke, zdołować go, żeby nie chciał zmienić pracy (bo gdzie ją
            znajdzie jak jest takim zerem), i żeby dał się w efekcie poniżać i
            deptać, bo może szefowi to sprawia zwyczajnie radosc jak nawrzeszczy
            na kogoś. Wyładuje swoje kompleksy i frustracje.

            Zostawałam nieraz po godzinach, bralam prace do domu. A i tak zawsze
            za mało, za wolno i wszystko źle. Po 2 latach dochodzisz do wniosku,
            że nie da sie go zadowolić.
            Na szczescie nie uważam sie jeszcze za takie zero, zeby nie móc
            sobie znaleźć innej pracy smile
            • zadomowienie Re: kasa, kasa, kasa.... 09.09.08, 12:56
              I słusznie dziewczyno... Ja zaczęłam prace u niego na studiach. Na
              początku. Dał mi szanse i wielki sacun za to. Ale to co z niego
              wyszło, a to co dopiero teraz wychodzi... Sorry, wdzieczność też ma
              swoje granice. Myślę ,że 7 lat pracy z mobberem spłaciło dług.
              Kochana Ty moja ... poradzimy sobie lepiej niż mu sie zdaje. Teraz
              ważne są nasze bobasy.
              • kartoffeln_salat Re: kasa, kasa, kasa.... 10.09.08, 10:01
                bosze, dostalam wczoraj od gina miesiąc L4. Właśnie od godziny się
                zbieram jak to powiedzieć szefowi.
                Zazwyczaj jak mnie dopadła grypa lub przeziebienie i lekarz dawał
                tydzień, to ja mowiłam nie-nie-tylko-trzy-dni! A jak z tym do szefa
                dzwoniłam to było i-co-my-teraz-zrobimy-proszę-panią - z wielkim
                wielkim wyrzutem i pretensją.

                Jak ja mu powiem że mnie nie bedzie miesiąc!!!!!!????? smile
                To dla mnie taka abstrakcja, ze nawet sama w to jakoś jeszcze nie
                uwierzyłam.

                Szkoda tylko, że jak mu zepsuję humor to się pewnie wyżyje na innych
                pracownikach.

                • zadomowienie Re: kasa, kasa, kasa.... 11.09.08, 09:14
                  I dobrze. Masz miesięc spokoju. Tak jak juz Ci ktos wyżej napisał...
                  On nie jest wporzadku dla Ciebie , nie musisz mieć wyrzutów
                  sumienia. Wiem jak to cięzko przeskoczyć, ale myśl o sobie teraz.
                • ursz-ulka Re: kasa, kasa, kasa.... 11.09.08, 11:16
                  Mój szef sam stwierdził, że nie chce mnie widzieć bo zatrudnia ludzi
                  po to , żeby mu zyski przynosili a nie dziedzi rodzili. No i
                  stwierdził, że mam zniknąć mu z oczu, że mam podpisać papier, że sie
                  zwalniam, bo jestem u niego persona non grata. Bo przecież mogę się
                  gdizekolwiek zatrudnić, ukrywając swój "stan". Tak się złożyło, że
                  miałam szereg komplikacji ciążowych, więc dostałam zwolnienie
                  (wysyłałam pocztą). To z kolei twierdził, że nieładnie się
                  zachowałam, bo niektóre do końca ciąży u niego pracowały.
    • kamelia04.08.2007 w ciąży czy nie w ciąży szef nie ma prawa na 09.09.08, 10:50
      ciebie rozdzierać dzioba, urzadzac awantury itp bez powodu. Masz
      prawo mu stanowczo, ale grzecznie zwrócic mu uwage, zeby sie
      zachowywał, a jak nie poskutkuje to mozesz mu powiedziec, ze go
      oskarzysz o mobbing i to on bedzie sie musiał tłumaczyc, że mobbingu
      nie było, a nie ty. Czasmi to działa.
    • wiu Re: Jak stres w pracy wpłynie na moją ciążę? 11.09.08, 10:00
      ...i wraca stary temat "ciężarna w pracy".

      Wszystko zależy od firmy i od klasy człowieka. Są firmy, gdzie
      czasowy "ubytek" jednej osoby nie powoduje jakichs zbytnich ciężarów
      dla współpracowników i sa ludzie, którzy potrafią się kulturalnie
      dogadać w sytuacji ciąży pracownika, stosując obustronny kompromis.
      CIąże zdarzały się, zdarzaja i będą się zdarzać. Każdy kto zatrudnia
      kobiety musi brac pod uwagę, że moga one stac się matkami i pewnego
      dnia zniknąć minimum na te 16 tygodni macierzyńskiego. Do tego zycie
      obfituje w najróżniejsze komplikacje, które moga spowodowac
      wydłużenie owej absencji.
      Niestety, w wielu firmach nadal walczy się finansowo o przetrwanie i
      każde "obciążenie" stawia sprawę na ostrzu noża. Niestety też, wielu
      ludzi nie ma "klasy". Nadużywają i ciężarne i szefowie.
      Zalecam przede wszystkim spokój. Próbę uświadomienia sobie, co jest
      najważniejsze i na co można sobie pozwolić. To, czego nie możemy
      zmienić, musimy zaakceptować. Trzeba podjąc decyzję, a potem nie
      odwracać się za siebie. Zawsze warto dobrze pracować, żeby nie móc
      sobi epotem niczego zarzucić. Nie dadzą nam referencji, jak
      odejdziemy? Trudno. Przeciez ich do tego nie zmusimy. U przyszłego
      pracodawcy spokojnei i rzeczowo wyjaśnimy sytuację tego braku. A
      nasza postawa w nowym miejscu (w trakcie okresu próbnego) będzie
      świadczyć za nas lepiej niż świstek papieru.

      Ciężarna w pracy ewidentnie "może mniej", choćby w kwestii
      nadgodzin, długiej pracy przy komputerze, noszenia ciężarów. Ale nie
      jest to jej wina, przyczyna jest naturalna i nie ma co jej za to
      obwiniać. Trzeba spróbować tak to zorganizować, żeby "wilk był syty
      i owca cała". Na dobrego pracownika warto zaczekac nawet kilka
      miesięcy. Wracające potem do pracy matki mogą być potem bardziej
      odpowiedzialne, lepiej zorganizowane, bardziej zrównoważone.

      Wszystkim borykającym się z kłopotami jak w tym wątku życzę dużo
      wytrwałości..
Pełna wersja