nowa_mama
21.10.03, 17:21
Witam wszystkie przyszłe Mamy i Ich Maleństwa.
Ja jestem już szczęśliwą mamą 3 tyg. Karoliki, którą urodziłam właśnie przez
planowane cc ze względów medycznych. Chcę więc podzielić się informacjami na
temat przebiegu cesarki widziane oczami pacjentki. Sama bezskutecznie
szukałam wiadomości co i jak będą mi robili, myślę więc, że ten moj list Wam
sie przyda. Oczywiście opis nie jest pozbawiony subiektywnych odczuć, ale to
nieuniknione.
Termin operacji (tak, tak, bo to jest operacja!) wyznaczono na pocz. 39 tyg.
Zrobiono mi EKG. Dzień wcześniej zrobiono mi lewatywę ("szpitalną" z wody,
mydła i wazeliny ale b. skuteczną i oczywiście jednorazową)i ogoliłam (mogłam
zrobić to sama - zaopatrzcie sie w prywatną maszynkę do golenia) wzgórek
łonowy aby włosy nie wplątywały się w szew i nie przyklejały do opatrunku
(cięcie przeprowadza się poziomo tuż nad linią włosów). Ja radzę również
przycięcie wszystkich pozostałych włosów, bo w czasie połogu, gdy odchodzą
krwawe skrzepy z oburczającej sie macicy, wszystko przykleja się do nich i
utrudnia to utrzymanie czystości. Kolację zjadłam już ograniczoną. Potem nie
wolno już ani jeść ani pić

(przed operacją trzeba być na czczo).
Wieczorem przyszedł anestezjolog i przeprowadził wywiad lekarski. Nie miałam
żadnych przeciwskazań i mogłam wybrać rodz. znieczulenia. Świadomie
zdecydowałam się na ogólne (mimo wszystko, nie mogłam się przełamać
na "grzebanie" przy kręgosłupie) ale najpierw zapoznałam się z wszystkimi za
i przeciw w bdb stronie o znieczuleniu (morfeusz2000).
Rano ubrałam się w szpitalną koszulę (krótka, zawiązywana jedynie pod szyją
na jeden troczek) i założono mi wenflon (niestety na lewą rękę, a na sali
operacyjnej cała aparatura ustawiona była po prawej stronie i kłuto mnie
jeszcze raz

), podano pierwszy z serii antybiotyków (osłaniających
organizm matki przed infekcją związaną z nacięciem powłok brzusznych)oraz
założono cewnik do cewki moczowej (trochę szczypało, ale rurkę siostra
posmarowała żelem więc poszło szybko i nie bolało) i przyklejono przewód do
uda (zabawne jest pierwsze uczucie: chce się sikać, można czy nie? - ponieważ
rurka znajduje się w cewce moczowej, zniesione jest uczucie parcia na pęcherz
i mocz sam leci do zbiorniczka), potem przewieziono mnie na salę operacyjną.
Połozono mnie na tzw "koźle" czyli płaskim łóżku porodowym, przypięto nogi do
podpórek, pielęgniarka anestezjologiczna założyla na palec czujnik pracy
serca. Obłożono mnie zielonymi płachtami i ustawiono taki ekranik na poziomie
klatki piersiowej przesłonięty materiałem (żebym nie widziała jak bym się
przez przypadek obudziła podczas cięcia???). Do wenflonu podano środek
wstrzymyjący pracę jelit. Po tym zaczęło sie na poważnie: bardzo szybko
(trochę boli w takim tempie) wstrzyknięto dwie strzykawki środka
znieczulającego\usypiającego (?) z jednoczesnym przystawieniem maski gazowej
do twarzy. W tym samym momencie lekarz zaczął mnie ciąć, zdążyłam poczuć
jeszcze lekkie ukłucie na brzuchu i zasnęłam. Intubacja robiona jest już po
zaśnięciu pacjentki.
Dziecko wyjmowane i odcinane od pępowiny jest natychmiast, tak więc ryzyko
otrzymania przez nie dawki środków znieczulających i usypiających jest
minimalme. Moja Mała już po 5 min. znoszona była na Oddział, gdzie wpadła w
stęsknione ramiona dumnego taty!!! Mnie zwieziono po ok. 40 min. i od razu
byłam z córą i mężem! Karmić zaczęłam już tego samego dnia wieczorem (cesarka
nie jest tu żadnym przeciwskazaniem).
Wybudzają jeszcze na sali operacyjnej, ale całkowita przytomność wracała mi
powoli dopiero na łóżku szpitalnym. Nie pamiętam jak "przekulałam" się na
łóżko, a podobno zrobiłam to sama z niewielką pomocą położnej która położyla
na prześcieradło podkład (trzeba mieć swój - kto by chciał leżeć na
zakrwawionym prześcieradle, a pościel nie jest zmieniana!) i włożyła mi
między nogi takie pieluszki Belli wyglądające jak ogromne podpaski (też
lepiej mnieć swoje - szpitalna lignina jest mniej przyjemna). Cały czas był
ze mną mąż (jest to bardzo ważne, aby ktoś bliski był z Wami w tym dniu,
zwilży usta (pić jeszcze nie wolno), poda i odbierze dziecko, pomoże się
obrócić itp. - siostra nie jest przy Was cały czas tak jak bliscy!). Zaraz po
wybudzeniu nie mogłam wydobyć z siebie głosu (efekt intubacji, śluzówka
gardła sie wysusza) - przydatna jest wtedy woda niegazowana i chusteczki
higieniczne, którymi można zwilżyć usta - bardzo pomaga! Przez 3 dni nic sie
nie je (jelita muszą dopiero zacząć pracować), dostaje sie kroplówki z
glukozą i elektrolity. Podłączonym się jest do cewnika oraz do drenu z rany,
którym odchodzi krwawe osocze. Pić niewielkie ilości wody niegazowanej mogłam
dopiero drugiego dnia. Początkowo jak się leży, to nic nie boli - działają
środki znieczulające, jednak obrócić się jest bardzo ciężko - ciągną szwy i
bolą pocięte mięśnie. Leżałam najpierw tylko na bokach - mniej bolało, po
trzech dniach mogłam położyć sie również na plecach. O samodzielnym
podniesieniu się aby usiąść na łóżko długo nie mogło być mowy a było jeszcze
gorzej gdy chciałam się położyc (wymagało to użycia pociętych mięśni
brzucha) - widziałam wszystkie gwiazdozbiory! Dobrym sposobem jest
podnoszenie i opuszczanie razem z Tobą oparcia łóżka - nie korzystasz wtedy z
mięśni brzucha, ale musi to zrobić ktoś, bo samemu nie da rady. Co do bólu,
to bardziej niż rana (prawie jej nie czułam i nie boli nadal!) bolało mnie
obkurczanie się macicy - zwłaszcza jak się karmi (jest to cecha osobnicza,
jedne kobiety nic nie czują, inne jak ja odczuwają to bardzo boleśnie

)
dostawałam dożylnie dolargan na przemian z pyralginą i dało sie jakoś
funkcjonować. Problemem jest jak sobie poradzić z atakiem kaszlu lub
kichnięciem - rada jest tylko jedna: unikać tego! Na nogi wstałam następnego
dnia rano do łazienki, aby się trochę opłukać - przydatna jest wtedy gąbka,
którą można się namydlić i spłukać nie mocząc całego ciała (pod prysznic z
tymi wszystkimi rurkami nie chciała iść). Zejść i wejść na łóżko oraz iść
pomogła mi położna, ale myłam się i wróciłam sama. Zawsze na początku ktoś
musi być przy Was, bo łatwo zasłabnąć! Początkowo szłam zgieta, ale już
trzeciego dnia po odłączeniu od rurek chodziłam sama w miarę prosto.
Trzeciego dnia oprócz zdjęcia rurek zrobiono mi wieczorem kolejną lewatywę
celem "obudzenia" jelit. Na czwarty dzień mogłam jeść 3x zupę mleczną (przez
cały dzień owsianka, bleee), potem lekkostrawna dieta (wszystko gotowane).
Przyznam się, że trochę się wyłamywałam od reżimu dietetycznego i na
szczęście uszło mi to na sucho, wieczorem trzeciego dnia wypiłam szklankę
mleka i zjadłam parę biszkoptów (jeszcze nic się nie je!), piątego dnia
rodzinka przyniosła mi obiadek z pieczonego kurczaka (a miało być wszystko
gotowane!).
Co do opieki nad dzieckiem to w każdym szpitalu jest inaczej, ale Karolina
była cały czas ze mną. Przez pierwsze 2 dni przewijały i kąpały ją siostry,
potem już tylko kąpały a przewijałam ją sama. Sprawiało mi to sporo
trudności, aby podnieść się z pozycji leżącej na każdy płacz dziecka (o bólu
pisałam wcześniej), ale nie mogłam słuchać jak płacze, a siostry długo nie
przychodziły. Co do karmienia, to w drugim dniu była dokarmiana sztucznie, bo
skończyła mi się siara, a nie zaczął się produkować polarm właściwy (zalew
zaczął się na trzeci dzień). Aby dziecko nie odzwyczaiło się od piersi, gdy
nie chciało ssać pustej, to przed karmieniem z butelki polewałam brodawkę
mlekiem sztucznym i dawałam trochę possać, aby nie straciło odruchu ssania
piersi. Aby było mi lżej, i żebym nie musiałam się podnosić, Małą wyjęłam z
jej łóżeczka i leżała cały czas ze mną w moim łóżku - mogłam ja karmić na
żądanie bez zbędnych ruchów.
Do domu poszłam w 6 dobie po cesarce (zapomniałam powiedzieć, że dzień
opieracji, to doba zerowa) w stanie dobrym. Mogłam samodzielnie powoli
chodzić,