Cesarka krok po kroku.

21.10.03, 17:21
Witam wszystkie przyszłe Mamy i Ich Maleństwa.
Ja jestem już szczęśliwą mamą 3 tyg. Karoliki, którą urodziłam właśnie przez
planowane cc ze względów medycznych. Chcę więc podzielić się informacjami na
temat przebiegu cesarki widziane oczami pacjentki. Sama bezskutecznie
szukałam wiadomości co i jak będą mi robili, myślę więc, że ten moj list Wam
sie przyda. Oczywiście opis nie jest pozbawiony subiektywnych odczuć, ale to
nieuniknione.
Termin operacji (tak, tak, bo to jest operacja!) wyznaczono na pocz. 39 tyg.
Zrobiono mi EKG. Dzień wcześniej zrobiono mi lewatywę ("szpitalną" z wody,
mydła i wazeliny ale b. skuteczną i oczywiście jednorazową)i ogoliłam (mogłam
zrobić to sama - zaopatrzcie sie w prywatną maszynkę do golenia) wzgórek
łonowy aby włosy nie wplątywały się w szew i nie przyklejały do opatrunku
(cięcie przeprowadza się poziomo tuż nad linią włosów). Ja radzę również
przycięcie wszystkich pozostałych włosów, bo w czasie połogu, gdy odchodzą
krwawe skrzepy z oburczającej sie macicy, wszystko przykleja się do nich i
utrudnia to utrzymanie czystości. Kolację zjadłam już ograniczoną. Potem nie
wolno już ani jeść ani pić sad (przed operacją trzeba być na czczo).
Wieczorem przyszedł anestezjolog i przeprowadził wywiad lekarski. Nie miałam
żadnych przeciwskazań i mogłam wybrać rodz. znieczulenia. Świadomie
zdecydowałam się na ogólne (mimo wszystko, nie mogłam się przełamać
na "grzebanie" przy kręgosłupie) ale najpierw zapoznałam się z wszystkimi za
i przeciw w bdb stronie o znieczuleniu (morfeusz2000).
Rano ubrałam się w szpitalną koszulę (krótka, zawiązywana jedynie pod szyją
na jeden troczek) i założono mi wenflon (niestety na lewą rękę, a na sali
operacyjnej cała aparatura ustawiona była po prawej stronie i kłuto mnie
jeszcze raz sad), podano pierwszy z serii antybiotyków (osłaniających
organizm matki przed infekcją związaną z nacięciem powłok brzusznych)oraz
założono cewnik do cewki moczowej (trochę szczypało, ale rurkę siostra
posmarowała żelem więc poszło szybko i nie bolało) i przyklejono przewód do
uda (zabawne jest pierwsze uczucie: chce się sikać, można czy nie? - ponieważ
rurka znajduje się w cewce moczowej, zniesione jest uczucie parcia na pęcherz
i mocz sam leci do zbiorniczka), potem przewieziono mnie na salę operacyjną.
Połozono mnie na tzw "koźle" czyli płaskim łóżku porodowym, przypięto nogi do
podpórek, pielęgniarka anestezjologiczna założyla na palec czujnik pracy
serca. Obłożono mnie zielonymi płachtami i ustawiono taki ekranik na poziomie
klatki piersiowej przesłonięty materiałem (żebym nie widziała jak bym się
przez przypadek obudziła podczas cięcia???). Do wenflonu podano środek
wstrzymyjący pracę jelit. Po tym zaczęło sie na poważnie: bardzo szybko
(trochę boli w takim tempie) wstrzyknięto dwie strzykawki środka
znieczulającego\usypiającego (?) z jednoczesnym przystawieniem maski gazowej
do twarzy. W tym samym momencie lekarz zaczął mnie ciąć, zdążyłam poczuć
jeszcze lekkie ukłucie na brzuchu i zasnęłam. Intubacja robiona jest już po
zaśnięciu pacjentki.
Dziecko wyjmowane i odcinane od pępowiny jest natychmiast, tak więc ryzyko
otrzymania przez nie dawki środków znieczulających i usypiających jest
minimalme. Moja Mała już po 5 min. znoszona była na Oddział, gdzie wpadła w
stęsknione ramiona dumnego taty!!! Mnie zwieziono po ok. 40 min. i od razu
byłam z córą i mężem! Karmić zaczęłam już tego samego dnia wieczorem (cesarka
nie jest tu żadnym przeciwskazaniem).
Wybudzają jeszcze na sali operacyjnej, ale całkowita przytomność wracała mi
powoli dopiero na łóżku szpitalnym. Nie pamiętam jak "przekulałam" się na
łóżko, a podobno zrobiłam to sama z niewielką pomocą położnej która położyla
na prześcieradło podkład (trzeba mieć swój - kto by chciał leżeć na
zakrwawionym prześcieradle, a pościel nie jest zmieniana!) i włożyła mi
między nogi takie pieluszki Belli wyglądające jak ogromne podpaski (też
lepiej mnieć swoje - szpitalna lignina jest mniej przyjemna). Cały czas był
ze mną mąż (jest to bardzo ważne, aby ktoś bliski był z Wami w tym dniu,
zwilży usta (pić jeszcze nie wolno), poda i odbierze dziecko, pomoże się
obrócić itp. - siostra nie jest przy Was cały czas tak jak bliscy!). Zaraz po
wybudzeniu nie mogłam wydobyć z siebie głosu (efekt intubacji, śluzówka
gardła sie wysusza) - przydatna jest wtedy woda niegazowana i chusteczki
higieniczne, którymi można zwilżyć usta - bardzo pomaga! Przez 3 dni nic sie
nie je (jelita muszą dopiero zacząć pracować), dostaje sie kroplówki z
glukozą i elektrolity. Podłączonym się jest do cewnika oraz do drenu z rany,
którym odchodzi krwawe osocze. Pić niewielkie ilości wody niegazowanej mogłam
dopiero drugiego dnia. Początkowo jak się leży, to nic nie boli - działają
środki znieczulające, jednak obrócić się jest bardzo ciężko - ciągną szwy i
bolą pocięte mięśnie. Leżałam najpierw tylko na bokach - mniej bolało, po
trzech dniach mogłam położyć sie również na plecach. O samodzielnym
podniesieniu się aby usiąść na łóżko długo nie mogło być mowy a było jeszcze
gorzej gdy chciałam się położyc (wymagało to użycia pociętych mięśni
brzucha) - widziałam wszystkie gwiazdozbiory! Dobrym sposobem jest
podnoszenie i opuszczanie razem z Tobą oparcia łóżka - nie korzystasz wtedy z
mięśni brzucha, ale musi to zrobić ktoś, bo samemu nie da rady. Co do bólu,
to bardziej niż rana (prawie jej nie czułam i nie boli nadal!) bolało mnie
obkurczanie się macicy - zwłaszcza jak się karmi (jest to cecha osobnicza,
jedne kobiety nic nie czują, inne jak ja odczuwają to bardzo boleśnie sad)
dostawałam dożylnie dolargan na przemian z pyralginą i dało sie jakoś
funkcjonować. Problemem jest jak sobie poradzić z atakiem kaszlu lub
kichnięciem - rada jest tylko jedna: unikać tego! Na nogi wstałam następnego
dnia rano do łazienki, aby się trochę opłukać - przydatna jest wtedy gąbka,
którą można się namydlić i spłukać nie mocząc całego ciała (pod prysznic z
tymi wszystkimi rurkami nie chciała iść). Zejść i wejść na łóżko oraz iść
pomogła mi położna, ale myłam się i wróciłam sama. Zawsze na początku ktoś
musi być przy Was, bo łatwo zasłabnąć! Początkowo szłam zgieta, ale już
trzeciego dnia po odłączeniu od rurek chodziłam sama w miarę prosto.
Trzeciego dnia oprócz zdjęcia rurek zrobiono mi wieczorem kolejną lewatywę
celem "obudzenia" jelit. Na czwarty dzień mogłam jeść 3x zupę mleczną (przez
cały dzień owsianka, bleee), potem lekkostrawna dieta (wszystko gotowane).
Przyznam się, że trochę się wyłamywałam od reżimu dietetycznego i na
szczęście uszło mi to na sucho, wieczorem trzeciego dnia wypiłam szklankę
mleka i zjadłam parę biszkoptów (jeszcze nic się nie je!), piątego dnia
rodzinka przyniosła mi obiadek z pieczonego kurczaka (a miało być wszystko
gotowane!).
Co do opieki nad dzieckiem to w każdym szpitalu jest inaczej, ale Karolina
była cały czas ze mną. Przez pierwsze 2 dni przewijały i kąpały ją siostry,
potem już tylko kąpały a przewijałam ją sama. Sprawiało mi to sporo
trudności, aby podnieść się z pozycji leżącej na każdy płacz dziecka (o bólu
pisałam wcześniej), ale nie mogłam słuchać jak płacze, a siostry długo nie
przychodziły. Co do karmienia, to w drugim dniu była dokarmiana sztucznie, bo
skończyła mi się siara, a nie zaczął się produkować polarm właściwy (zalew
zaczął się na trzeci dzień). Aby dziecko nie odzwyczaiło się od piersi, gdy
nie chciało ssać pustej, to przed karmieniem z butelki polewałam brodawkę
mlekiem sztucznym i dawałam trochę possać, aby nie straciło odruchu ssania
piersi. Aby było mi lżej, i żebym nie musiałam się podnosić, Małą wyjęłam z
jej łóżeczka i leżała cały czas ze mną w moim łóżku - mogłam ja karmić na
żądanie bez zbędnych ruchów.
Do domu poszłam w 6 dobie po cesarce (zapomniałam powiedzieć, że dzień
opieracji, to doba zerowa) w stanie dobrym. Mogłam samodzielnie powoli
chodzić,
    • majcia74 Re: Cesarka krok po kroku. 21.10.03, 17:45
      Przede wszystkim ogromnie Ci gratuluję Córeczkismile)
      Fajny i szczegółowy opis cc. Myślę, że pomoże wielu przyszłym mamusiom i nie
      będą się z lękiem zastanawiały "a co teraz czy co dalej?..."
      Ciekawa jestem jeszcze w jakim szpitalu i mieście rodziłaś?

      Pozdrawiam
      Maja i Groszek /28tyg./
      • novikaa Re: Cesarka krok po kroku. 21.10.03, 18:33
        Witam! Bardzo wielkie dzięki, przeczytałam to wszystko z wielką uwagą, ponieważ
        sama będę miała planowaną cesarke ze względów medycznych. Twój opis bardzo mi
        sie przydał, rozwiał wątpliwosci i naświetlił świetnie sytuacje. serdecznie
        dziękuję, życzę wiele zdrowia i szczęścia Karolince i dumnym Rodzicom,
        pozdrawiamsmile
        Kasia i 31 tygodniowy synsmile
        • amania Re: Cesarka krok po kroku. 21.10.03, 22:27
          Ja również serdecznie dziękuję. Też czeka mnie cesarka, której zresztą bardzo
          sie boję (pierwszy poród siłami natury). Jeszcze się zastanawiam, ale też
          chyba wybiorę znieczulenie ogólne. Nie wyobrażam sobie, żebym miała słyszeć co
          dzieje się wokół, z drugiej jednak strony w moim przypadku pewnie lepsze
          byłoby zewnątrzoponowe..... Jeszcze pomyślę.
          Naprawdę bardzo mi pomógł Twój list. Przynajmniej wiem co mnie czeka.
          • dollores1 Re: Cesarka krok po kroku. 22.10.03, 08:50
            Ja też będę miała cesarkę, więc już jakiś czas temu wypytałam o nia moja bliską
            koleżankę. Ona miała znieczulenie zewnątrzoponowe (ja tez takie będę miała).
            Opis różni się tylko tym, że mama jest świadoma. Po przewiezieniu na salę
            operacyjną dostaje się kroplówkę, po której podobno wszystkie dziewczyny
            zaczynają się trząść (nie wiadomo czy od kroplówki czy ze strachu smile). Potem
            siada się na łóżku, anastezjolog robi znieczulenie i prosi żeby się przez
            chwilę nie ruszać bo musi trafić między kręgi. To podobno jest najtrudniejsze,
            bo nie dość że dziewczyny się trzęsą po tej kroplówce (?) to jeszcze się
            stresują żeby się nie poruszyć przy podawaniu znieczulenia między kręgi. Potem
            jak już sie leży zakładają też ten ekran żeby kobieta nic nie widziała.
            Następnie lekarz przecina powłoki brzuszne, macicę i pęcherz (lub rozrywa
            tkanki rękoma - w zależności od wybranej metody) i w tym momencie lekarzy
            zalewają wody płodowe i krew od brody do stóp (tak przynajmniej było w
            przypadku koleżanki, musieli ja przenieść na inne łóżko bo pływała we krwi -
            ona jednak nie widziała tego, widział za to jej mąż smile). Potem wyjmują dziecko,
            czuje się lekkie szarpnięcie i jest po wszystkim. Po chwili dziecko kładą ci na
            piersi i to jest ten moment niewątpliwej przewagi zzo nad znieczuleniem
            ogólnym. Dalej wszystko jak przy opisie wyżej. Po zzo jest się dzień lub dobę
            na sali pooperacyjnej (bez dziecka).
            Tyle zapamietałam z opowiadania koleżanki. Jeśli coś pomyliłam lub pominęłam to
            z góry przepraszam.
            Aha, dodam że przy takim porodzie uczestniczy około 10 osób personelu
            medycznego - to dla tych nie wtajemniaczonych dziewczyn smile
            Pozdrawiam
            • majcia74 Re: Cesarka krok po kroku. 22.10.03, 09:18
              Ja miałam cesarkę przy znieczuleniu zzo, ale było to 10 lat temu... I było
              super! A wiecie dlaczego? Bo po histerii jakiej dostałam dowiedziawszy się, że
              ktoś mi "wbije igłę w kręgosłup" /he he tak to odbierałam właśnie/, a
              dowiedziałam się już na sali operacyjnej nastąpiło totalne rozluźnienie.
              Zrobiło mi się trochę duszno, a potem zaczęłam eksperymentować smile Tak, właśnie
              tak. Dotykałam ręką swojego uda i dziwiłam się, że czuję jakby to była gąbka, a
              to działało już znieczulenie smile) Śmiali się ze mnie i ukłuli mnie w tę "gąbkę"
              igłą pytając czy czuję i oczywiście nie czułam smile Potem już mi przywiązali
              łapki na boki żebym przypadkiem nie machneła kogoś i postawili już tradycyjnie
              parawanik żebym nie podglądała, ale byłam sprytniejsza bo pokazałam im że i tak
              wszystko widzę w ekranie pomiędzy lampami operacyjnymi - taka wielka lampa
              operacyjna ze srebrnym ekranem pomiędzy żarówami nad stołem operacyjnym smile Ubaw
              był po pachy po pielęgniarka anesteziologiczna, która siedziała przy mojej
              głowie też zaczęła tak podglądać przebieg operacji smile I nie było mowy o żadnym
              szoku czy czymś tam na widok przecinania powłok brzusznych bo raz, że obraz nie
              był doskonały to chyba byłam na jakimś środku uspokajającym i nie reagowałam na
              te "widoczki" tylko chłonełam wszystko wzrokiem smile To tyle z przyjemności
              wynikających z takiego znieczulenia. W tamtych czasach nie mógł być ze mną mąż
              przy operacji ani nie dostałam dzieciątka na piersi, ale od razu go /synka/
              zobaczyłam i oszołomił mnie dopiero CUD STWORZENIA jaki sobie wtedy
              uświadomiłam smile

              Pozdrawiam Wszystkie Obecne i Przyszłe Cesarzowe
              Maja i Groszek /28tyg./

    • chuda20 Re: Cesarka krok po kroku. 22.10.03, 13:16
      Wiam.
      Ja też miałam cesarkę planowaną ale moja troszkę różniła się od tej tu
      opisanej.Początek był taki sam więc nie będę się rozpisywać.Cewnik miałam
      zamontowany kilka godzin wczesniej-strasznie mnie on bolał.Tak więc radziłabym
      poprosić położną o założenie go tuż przed samym zabiegiem kdyż trwa to
      naprawde moment.Jeść nie mogłam ani pić od kolacji.Natomiast już następnego
      dnia po zabiegu dostałam przepyszną suchą bułkę(mówię wam była rewelacyjna smile )
      oraz picie.Podobnie z cewnikiem-pozbyłam się go również następnego dnia.Przez
      dwie doby mialam jeszcze kontrolę wydalania moczu-musiałam się zalatwiać do
      specjalnego pojemnika.Naszczęście żadnych drenów nie miałam i nie widziałam by
      którakolwiek z mam miała.Wstałam już o 6 rano następnego dnia po cięciu-tak mi
      kazali, oczywiście z pomocą położnej bo samemu jest trudno.Szwy strasznie
      ciągną ale trzeba chdzić by je rozchodzić(obok mnie leżala dziewczyna która
      była bardzo wrażliwa na ból i 10 dni po cesarce ona jeszcze nie potrafiła się
      wyprostowac-a to dlatego, że ciągle leżala)Z mojego pobytu na sali operacyjnej
      niewiele pamiętam bo trzęsłam się jak galareta i byłam przerażona, a potem
      usnęłam(znieczulenie ogólne).Wiem tylko tyle, że jak patrzyłam na zegarek byla
      13.50 a moja kruszynka urodziła się o 14 więc bardzo szybko.Ogólnie uważam że
      cesarka to super rozwiązanie-nie trzeba się tak nacierpieć jak podczas
      zwykłego porodu.Blizna jest malutka i prawie jej nie widać.Ja ogoliłam się
      sama w domku i sądzę że lepiej to jednak zrobić samemu.
      Pozdrawiam i zycxze odwagi
    • elasz4 Re: Cesarka krok po kroku. 22.10.03, 15:18
      Cześć witam wszystkie mamusie!
      Ja już od 6 miesięcy jestem szczęśliwą mamą i także miałam robioną cc, ale ze
      względu na to, że nie było postępu porodu i zdecydowano mnie pociąć. Muszę
      nadmienić, że ta decyzja została podjęta już w ostatniej fazie porodu, przy
      rozwarciu prawie 10 cm. Ze względu na to, że rodziłam w sposób naturalny to w
      momencie kiedy podjęto decyzję o operacji podano mi środki, które powstrzymają
      skurcze macicy. Wiadomo, że skurcze nie odeszły odrazu i dlatego w momencie
      wykonywania mi znieczulenia zewnątrzoponowego ja te skurcze po prostu miałam
      więc mniej więcej wyglądało to tak, że ja się zaczynałam wić to wtedy
      przerywali i w przerwie zrobiono mi zastrzyk. Wtedy to był dla mnie najgorszy
      moment, bo też miałam obawy żeby przypadkiem nie wkłuli mi się źle, ale
      wszystko skończyło się dobrze i nie miałam żadnych powikłań po zabiegu. W
      szpitalu w którym rodziałam nie było wyboru co do znieczulenia więc to nie był
      mój wybór, że miałam zo. Po cc i przewiezieniu mnie na salę dostałam kroplówki
      ale następnego dnia mogłam już normalnie jeść, najpierw kleik na wodzie a
      później normalne jedzenie. Z dochodzeniem po operacji nie miałam żadnych
      problemów, ale dlatego, że miałam dziecko i nie miałam wyboru, ponieważ ktoś
      musiał nim się zająć a panie pielęgniarki nie były chętne. Mogę powiedzieć
      tylko tyle, że doszłam szybko do siebie bo dużo chodziłam poskręcana i
      pozwijana ale chodziłam nie leżałam w łóżeczku dlatego, że zawsze po nocy było
      najgorzej, wszystko ciągnęło i bardzo bolało.
      A teraz jest już wszystko ok

      Pozdrawiam
      Ela
    • jogaj Re: Cesarka krok po kroku-po mojemu 22.10.03, 17:57
      Ja tez mialam cesarke, w styczniu tego roku,synek sie nie obrocil glowa w dol i
      byl duzy.Ja zdecydowalam sie na znieczulenie w kregoslup.Godzine przed zrobili
      mi lewatywe,wczesniej sama sie ogolilam,potem polozyli mnie na lozku i wlozyli
      cewnik,nic nie bolalo i mialam dwie kroplowki i to bylo najgorsze,lezec na tym
      lozku przez godzine i czekac az zleca kroplowki.Przwiezli mnie na sale
      porodowa,rozebrali do golaska,zalozyli czepek na glowe i kazali usiasc (wiem,ze
      czaem robio to na lezaco,na boczku) i wygiac sie w luk i wetdy miala robione
      znieczulenie,tzn. najpierw dokladna dezynfekcja miejsca wklucia potem miejscowe
      znieczulenie miejsca wklucia i potem wlasciwe wklucie.U mnie troche to trwalo
      to jestem tlusciutka i ciezko bylo znalezc miejsce,ale sie nie trzeslam tak jak
      to ktos pisal. Caly czas pielegniarka anestezjologiczna informowala mnie co
      bedzie i co sie dzieje.Trzymala ze reke itd. naprawd to nie bolalo.Potem sie
      szybko polozylam,bo juz nogi byly nie moje,podlaczyli mi na palec monitor pracy
      serca,przywiazali rece,zaslonili zebym nie widziala co sie dzieje.Zeby
      sprawdzic czy znieczulenie dobrze dziala szczypneli mnie,ale ja poczulam tylko
      jakby dotkniecie.Pani anestezjolog i pielegniarka caly czas mnie zagadywala i
      bylo fajnie, w lampie niestety nic nie widzialam sad Wyjeli Szymona tylko mi go
      pokazali i pozwolili pocalowac i zabrali do sali noworodkow gdzie czekal na
      niego tata,ktory nie mogl byc ze mna. No i wtedy byl pelen luz,bo lekarz ze mna
      zaczal gadac,zartowac bylo bardzo sympatycznie,leciala muzyczka i my wszyscy
      sobie gadalismy. Potem przlozyl mnie na lozko i pojechalam do sali
      pooperacyjnej. Bylo mi bardzo,bardzo zimno i mialam okropne dreszcze.Tego dnia
      doslalam jeszcze chyba ze 4 kroplowki i jakis antybiotyk-rutynowo.Nie pozwolili
      mi podnosic nawet glowy i lezalam plasko na plecach prze 24 godziny.To bylo
      njagorsze to lezenie bez mozliwosci ruszenia sie.Na 8 godzin polozyli mi na
      brzuchu jakis worek. Maz mogl byc tylko chwile. Po dwoch godzinach od operacji
      przyniesiono mi synka i polozono obok mnie i tak juz ze mna lezal caly
      czas.Przychodzli go tylko przewinac.Probowali go dokarmiac przez strzykawke
      glukoza,ale on nie chcial.Pokarm pojawil sie rano nastepnego dnia.Zabieg mialam
      o 15.40, caly kolejny dzien znowu kroplowki,a i jeszcze mierzyli mi cisnienie
      co godzine przed pierwsza dobe. Wieczorem wyciagneli cewnik,zdjeli opztrunek i
      pozwolili mi wstac,ale bylo to trudne,bylo mi slabo,jednak po drugiej probie
      sie udalo i przeszlam sama do normalnej sali.Rano nastepnego dnia (poltora dnia
      po porodzie)sama poszlam pod prysznic,kazali wyszorowac rane i juz sam wszystko
      robilam przy synku.Ciezko bylo wstawac,ale wstawalam sama,bez pomocy i
      chodzilam prosto,bo naprawde tak mniej boli.Mialam jescze 4 kroplowki, nie
      mialam zadnych drenow! i to chyba nie jest normalne.
      Urodzilam w piatek,a w poniedzialek bylam juz w domu.Jak jechalismy czulam
      wszystkie nierownosci w drodzesmile Po 3 dniach pojechalam na zdjecie szwow.
      Na poczatku bolalo,ale szybko robilo sie lepiej,mozna prosic o srodki
      przeciwbolowe.
      Chetnie odpowiem na kazde pytania.
      Rodzialam w Szpitalu Miejskim w Gdyni.
      Pzdrowienia-Jola z Szymonem (24.02.2003)
      • dollores1 Re: Cesarka krok po kroku-po mojemu 22.10.03, 18:40
        Przepraszam z góry za być może głupie pytanie, ale interesuje mnie czy w czasie
        całej operacji musiałaś leżeć nago, czy po zrobieniu znieczulenia ubrali cię w
        jakąś koszulę, czy cokolwiek innego????
        • jogaj Re: Cesarka krok po kroku-po mojemu 22.10.03, 20:50
          Bylam nago caly czas,wlasciwie to sie ubralam dopiero nastepnego dnia po
          opreacji,ale w ogole mi to nie przeszkadzalo,bylam przykryta,a dziecko mialo
          latwy dostep do piersi,na poczatku ciezko sie ruszac,a tak ilosc niezbednych
          ruchow byla ograniczona.
          Chyba w trakcie wszystkich operacji trzeba byc nago,ja to sobie wytlumaczylam
          tak,ze oni musza miesc do Ciebie latwy dostep w kazdej chwili,jakby dzialo sie
          cos nieprzwidzianego.
          Pozdrawiam-Jola z Szymonem
    • cardamomo Super wątek! 22.10.03, 18:52
      Świetny wątek - bardzo dziękujęsmile))
      Ja jestem na początku ciąży (12 tydz.), ale chciałabym mieć cc na życzenie.
      Wasze listy odpowiedziały na wszystkie moje pytania i bardzo dziękuję za to,
      że nie ma w nich sensacji i krytykowania cc (Opinie typu: "Uważam, że
      prawdziwa kobieta powinna zrobić wszystko, żeby urodzić naturalnie" okropnie
      mnie denerwują). Jeszcze raz serdeczne podziękowaniasmile
    • antonina_74 Re: Cesarka krok po kroku. 22.10.03, 19:24
      Witaj,
      po pierwsze gratuluje narodzin coreczki! Ja mialam cc w trakcie porodu (brak
      postepow - po raz drugi sad i postaram sie tu napisac co bylo inaczej

      Kolację zjadłam już ograniczoną. Potem nie
      > wolno już ani jeść ani pić sad (przed operacją trzeba być na czczo).

      Ja mialam cc 2-3 godziny po jedzeniu - tuz po kolacji odeszly mi wody i 2 godz.
      pozniej okazalo sie ze trzeba ciac.

      > Wieczorem przyszedł anestezjolog i przeprowadził wywiad lekarski. Nie miałam
      > żadnych przeciwskazań i mogłam wybrać rodz. znieczulenia. Świadomie
      > zdecydowałam się na ogólne (mimo wszystko, nie mogłam się przełamać
      > na "grzebanie" przy kręgosłupie) ale najpierw zapoznałam się z wszystkimi za
      > i przeciw w bdb stronie o znieczuleniu (morfeusz2000).

      Tez mialam znieczulenie ogolne, ze wzgledu na mozliwosc odklejenia sie lozyska -
      ale nikt mi nie powiedzial ani slowa o rodzaju znieczulenia, chociaz mieli na
      to jakies 10 minut sad

      > Dziecko wyjmowane i odcinane od pępowiny jest natychmiast, tak więc ryzyko
      > otrzymania przez nie dawki środków znieczulających i usypiających jest
      > minimalme. Moja Mała już po 5 min. znoszona była na Oddział, gdzie wpadła w
      > stęsknione ramiona dumnego taty!!! Mnie zwieziono po ok. 40 min. i od razu
      > byłam z córą i mężem! Karmić zaczęłam już tego samego dnia wieczorem (cesarka
      > nie jest tu żadnym przeciwskazaniem).

      Ja dostalam dziecko do karmienia dopiero po ok. 18 godzinach, kiedy pozwolono
      mi wstac - zdziwilam sie ze tak dlugo kazali lezec ale za to jak juz wstalam to
      pozwolili chodzic bez ograniczen.

      - siostra nie jest przy Was cały czas tak jak bliscy!).

      Moze byc - koszt ok. 120-150 zł za noc

      Zaraz po
      > wybudzeniu nie mogłam wydobyć z siebie głosu (efekt intubacji, śluzówka
      > gardła sie wysusza) - przydatna jest wtedy woda niegazowana i chusteczki
      > higieniczne, którymi można zwilżyć usta - bardzo pomaga! Przez 3 dni nic sie
      > nie je (jelita muszą dopiero zacząć pracować), dostaje sie kroplówki z
      > glukozą i elektrolity.

      Ja nie jadlam tylko w 1. dobie, w 2. dostałam kleik ryżowy, w 3. dobie suchary
      i biszkopty i zupę.

      Podłączonym się jest do cewnika oraz do drenu z rany,
      > którym odchodzi krwawe osocze.

      Nie miałam drenu ani cewnika dłużej niż to absolutnie konieczne - cewnik wyjęli
      w momencie kiedy wstałam (ok. 18 godzin po operacji) - czy dobrze zrozumiałam e
      miałaś cewnik przez 3 dni?

      Zawsze na początku ktoś
      > musi być przy Was, bo łatwo zasłabnąć! Początkowo szłam zgieta, ale już
      > trzeciego dnia po odłączeniu od rurek chodziłam sama w miarę prosto.
      > Trzeciego dnia oprócz zdjęcia rurek zrobiono mi wieczorem kolejną lewatywę
      > celem "obudzenia" jelit.

      Niestety to chyba standard...

      > Co do opieki nad dzieckiem to w każdym szpitalu jest inaczej, ale Karolina
      > była cały czas ze mną. Przez pierwsze 2 dni przewijały i kąpały ją siostry,
      > potem już tylko kąpały a przewijałam ją sama.

      Ja od momentu kiedy dostałam malutką (w 1. dobie jeśli cc to doba zerowa)
      musiałam zajmować się nią sama, bez kąpania bo kąpały położne.
      A reszta chyba wszystko tak samo smile
      A.
      • kags fajny watek 23.10.03, 12:07
        Dzieki, ze bylyscie wszystkie tak szczegolowe! Antonina... jestem pod
        wrazeniem tego wszystkiego co napisalas, swietny pomysl!!! Dalam do
        przeczytania ten watek Tatuskowi... w trakcie czytania wydusil z siebie: "to
        jakis horror". Coz, nikt nie powiedzial, ze bedzie latwo... sad
        Na prosbe Tatuska, moze ktoras z Was moze z takimi szczegolami opisac
        porod "naturalny"? Widze, ze on tez jest przerazony tym wszystkim jak ja... A
        ja najzwyklej w swiecie boje sie...
        Pozdrawiam.
        KaGS
        • elasz4 Re: fajny watek 23.10.03, 13:23
          Czesć Kags, czy na pewno chcesz tego posłuchać ?!!!!!!!!
          Bo według mnie nie należy to do niczego przyjemnego.

          Ale jeśli nadal jesteś chętna to muszę tylko nadmienić parę rzeczy żebyś była
          świadoma. To moje pierwsze dziecko, chciałam rodzić w sposób naturalny bo skoro
          nie było żadnych komplikacji to czemu nie spróbować. Nie miałam opłaconego
          lekarza ani położnej.

          No a teraz zacznijmy od początku.
          Rodziłam 6 dni po wyznaczonym terminie, bo mojemu synkowi nie spieszyło się na
          świat. Wody odeszły mi w domu koło 23 wieczorem (jak dla mnie to fantastyczne
          uczucie, najpierw było tąpnięcie a później ciepło), poszłam wziąść prysznic i
          pojechaliśmy do szpitala. Ja rodziłam w szpitalu oddalonym o około 30
          kilometrów od mojego miejsca zamieszkania, już w samochodzie zaczęłam mieć
          skurcze, ale jak się później okazało to była "bułka z masłem". Zajechaliśmy do
          szpitala tam standardowe przyjęcie, wypisanie wszystkich dokumentów, zapłata za
          poród rodzinny, golenie, mierzenie miednicy no i jazda na porodówkę. Aha
          okazało się jeszcze, że mam zielone wody, więc zwrócono na mnie baczniejszą
          uwagę. Na sali (rodziłam w pojedynczej sali, bo szpital przeszedł remont i są
          tam tylko pojedyncze sale z własnymi łazienkami) podłączono mnie do KTG i
          okazało się, że są to skurcze i nie skurcze czyli dopiero początek porodu.
          Przyznam się, że skurcze były na tyle intensywne (bolesne) i z małymi
          przerwami, że trochę wariowałam (przez cały poród nikt nie zaproponował mi
          żadnych środków przeciwbólowych, znieczulenia, itp.). Wydawało mi się, że nie
          można tego wytrzymać, a jeśli chodzi o rozwarcie to 1 cm na 2 godziny czyli jak
          dla mnie to strasznie wolno, z resztą lekarze i położne też tak uważały, bo co
          jakiś czas były konsultacje. Każdy lekarz, a w sumie było ich 4 plus położna i
          przełożona położnych mnie badali wkładając całą rączkę więc później to już mało
          czułam i nie stanowiło to dla mnie problemu. Najgorzej to było podczas badania
          kiedy miałam skurcz.
          Leżałam sobie na tej porodówce, skurcz za skurczem, i położna zrobiła mi
          lewatywę, to było około 5 rano. W sumie sama lewatywa była spoko, ale potem to
          zaczęła się jatka, tzn. lewatywa powoduje wypróżnienie no i leje się z
          człowieka a nie może tego powstrzymać, ja w łazience podczas załatwiania miałam
          skurcze więc przyznam, że to całe wypróżnianie było dla mnie najbardziej
          upokarzające. Kiedy człowiek załatwiał się gdzie popadnie, ale nikt nie miał do
          mnie żadnych pretensji, położna była w porządku, żadnych uszczypliwych uwag czy
          jakiś głupich tekstów, ale ten wstyd, że człowiek nad tym nie może zapanować.
          Po wypróżnieniu się chciałam wziąść prysznic i tutaj skurcz za skurczem, a ja
          klęczałam w tym brodziku lub nogi w brodziku a reszta na zewnątrz(oczywiście
          nago) i próbowałam przetrwać skurcze. Czas oczywiście leciał nieubłaganie wolno
          i o 7 rano zmieniła się położna (nowa zmiana) i od tego czasu (po lewatywie)
          przy rozwarciu 5 cm zaczęły się skurcze parte. Problem polega na tym, że wtedy
          nie wolno przeć gdyż nie ma pełnego rozwarcia (10 cm), ale trudno nie przeć
          skoro uczucie jest takie, że wszystko cię rozrywa w środku no i nie wolno
          krzyczeć, ale nie mogłam nie krzyczeć. Ból niesamowity, trudno go opisać. Mój
          mąż mówił mu później, że położna przeskalowywała 4 razy KTG, więc on widział
          jakie to było bolesne, jedynie co to nie mógł tego odczuwać. No i tak od tej 7
          rano zaczęło się oczekiwanie na pełne rozwarcie, a trwało to bardzo wolno i
          długo. Skurcze macicy były coraz większe, ja praktycznie to przelatywałam przez
          ręcę mojemu mężowi w momencie kiedy skurcz odchodził. Fakt, że podczas porodu
          prosiłam go żebyśmy nie mieli więcej dzieci. I już po porodzie on sam
          stwierdził, że Paweł będzie naszym jedynym dzieckiem. Ale to wszystko trwało
          tak, że koło godziny 12 kiedy rozwarcie dochodziło do 8 cm pozwolono mi przeć.
          Nie będę mówić, że mało czułam po tych wszystkich badaniach, które wykonywali
          lekarze i położne, że moja pochwa była tak obolała, że aż nie bolała. Wiem, że
          to może absurd co teraz napisałam, ale naprawdę to jest takie uczucie. Przyznam
          się, że parcie to już było wybawienie, bo jak nadchodził skurcz to trzeba było
          przeć i to boli ale przynosi niesamowitą ulgę. I teraz coś zabawnego, bo też
          były momenty zabawne. W momencie kiedy miałam zacząć przeć to położna
          wytłumaczyła mi co i jak, ale synek nie szedł i zebrało się całe konsylium 4
          lekarzy ze 4 położne i uczyli mnie przeć i mówią "chwycić nogi i całą siłą
          wypychać dzieciątko" no to pierwszy raz robię i nic, no to potem odpoczynek (a
          ja miałam skurcze raz za razem, wię nie było praktycznie żadnych przerw na
          odpoczynek) więc oni mi każą odpoczywać, a ja tutaj chwytam za nogi no to one
          (położne) "tylko podczas skurczu ma pani przeć" no to ja do nich, że jest
          następny skurcz no i tak raz za razem, ale dziecko nie chciało wyjść, więc
          postanowili zrobić próżnociąg, ale nie mogli chwycić główki Pawełka, więc
          zdecydowali się na cesarkę i powiem ci, ze jak lekarz powiedział "No to tniemy"
          to była najwspanialsza chwila, bo wiedziałam, że to zaraz się skończy i
          rzeczywiście po około godzinie było już po wszystkim.
          Chciałam rodzić naturalnie, niestety nie wyszło, ale cieszyłam się, że było mi
          dane spróbować bo dzięki temu byłam w stanie docenić cesarskie cięcie i może
          dlatego potem dzień po porodzie ja skakałam po łóżku bo ból po cięciu cesarskim
          to nic w porównaniu do bólu podczas porodu.

          No to chyba wszystko, zapomniałam jeszcze napisać, ze wszędzie jest pełno
          krwi,a le o tym na pewno wiesz.
          • kags fajny/niefajny watek 23.10.03, 13:56
            Elasz, dziekuje Ci bardzo za ten list... Chcialam tego posluchac!!! Wszyscy
            powtarzaja "na tym opiera sie swiat, ze ktos kogos urodzil". Trzeba sie
            odczlowieczyc... Masz racje, to jest upakazajace.
            Tym bardziej boli walka miedzy zwolennikami i przeciwnikami cc na zyczenie...
            To jak gwalt na moim psycho i fizis...
            Wydrukuje Tatuskowi... niech poczyta...
            Jeszcze raz dziekuje.
            Pozdrawiam serdecznie.
            KaGS
            • aniaop Re: fajny/niefajny watek 23.10.03, 14:46
              Ja wiec napisze o swoim pierwszym porodzie, zebys miala porownanie.
              Wody odeszly mi o godz 23.30, nie mialam zadnych skurczy, ale zadzwonilam do
              swojej poloznej poinformowac ja o tym (mialam oplacona.) Polozna Gosia kazala
              mi spokojnie czekac na skurcze i sprobowac polozyc sie spac. Zadzwonilam do
              meza, ktory byl w delegacji w innym miescie (bylam tydzien przed terminem) i
              kazalam mu wsiadac w samochod i przyjezdzac. O 2 w nocy zaczelo sie
              pobolewanie, cos jak przed miesiaczka. Wystepowalo co 7-5 min, ale ja nie
              moglam uwierzyc, ze to skurcze. O 3 zadzwonilam do Gosi i umowilysmy sie na 5
              rano w szpitalu. Gosia na przyspieszenie porodu kazala mi chodzic i masowac
              brodawki, ale nie robilam tego, bo chcialam, zeby maz zdazyl przyjechac, wiec
              siedzialam skulona. Gdzies o 3.30 zaczelo bolec mocniej, ale wciaz do
              wytrzymania, skurcze co 4 min. O 4 przyjechal maz i 20 min pozniej zaczelismy
              zbierac sie do szpitala. Wtedy nastapilo moje przerazenie, bo poczulam pierwszy
              skurcz party. Do szpitala jechalam ze skurczami partymi i recznikiem miedzy
              nogami, bo wody znow odchodzily. Na izbie przyjec ominela mnie cala papierkowa
              robota, bo dokumentacje wypelnilysmy z Gosia 2 tyg wczesniej. Gosia zbadala
              mnie (bezbolesnie)- rozwarcie bylo juz na 8cm. Caly czas tryskalam wodami, ale
              czyste, przezroczyste. Wybralismy sale z mezem, przebralam sie w koszulke i
              klapki. Gosia podlaczyla KTG i przypomniala o prawidlowym oddychaniu. Wtedy
              uspokoilam sie zupelnie, jakos przeszly skurcze parte i przestalo bolec. Po 15
              min Gosia ponownie mnie zbadala i bylo juz pelne rozwarcie. Aha, bardzo wazna
              rzecz, nie mialam zadnej lewatywy, w moim szpitalu w ogole sie jej nie robi.
              Zaczelysmy pracowac nad wstawieniem glowki do kanalu rodnego, tzn w pozycji
              polsiedzacej przyciagalam kolana do brody i troche parlam. W miedzyczasie Gosia
              podgolila troche wlosy na wzgorku lonowym. Poniewaz taka pozycja mi nie bardzo
              odpowiadala, zaczelismy spacerowac po pokoju i w czasie skurczu kucac i przec.
              To bylo efektywniejsze i glowka wstawila sie. Moglysmy przeniesc sie na lozko i
              zaczac wypierac dziecko. Rodzilam w pozycji polsiedzacej i w czasie skurczu
              przyciagalam kolana do brody, a maz przyciskal mi glowe do klatki piersiowej.
              Po dwoch takich skurczach pomyslalam, ze bedzie ciezko, ale Gosia poprosila
              druga polozna do pomocy. Pani ta po prostu tylko polozyla mi reke nad
              brzuszkiem, aby wyparta juz troche corcia nie cofala sie do srodka. Po
              nastepnym skurczu Gosia wziela moja reke i dala mi pomacac glowke, ktora juz
              sie czulo i wtedy wiedzialam, ze przy nastepnym skurczu juz urodze. I fakt
              zobaczylam czarna glowke miedzy nogami, ktora nagle lypnela do mnie okiem.
              Gosia zabronila mi przec, przekrecila glowke i juz bez zadnego parcia Zuzia
              byla na swiecie. Byla 6.00, czyli godzine od naszego przyjazdu do szpitala.
              Zuzia darla sie, Gosia owinela ja w recznik i polozyla mi na brzuchu a dumny
              tata przecial pepowine. I tak coreczka sobie lezala, ja dostalam zastrzyk z
              oksytocyny na urodzenie lozyska (bo nie mialam zadnej kroplowki) oraz pobrano
              mi krew na WR. Lozysko wyszlo samo (nic juz nie parlam). Gosia obejrzala je i
              pokazala nam. Potem zabrala sie za szycie. Nie bylam nacinana, ale mialam
              malutkie pekniecie sluzowki I stopnia, na ktore dobrze byloby zalozyc 2 szwy.
              Dostalam zastrzyk ze znieczuleniem i Gosia szyla (nie bolalo wcale). Jedyna
              rzecz, ktora byla nieprzyjemna, to, ze badala, czy nie mam zadnych pekniec w
              odbycie, ale ladnie uprzedzila, ze musi mi wlozyc palec w pupe. Zuzia caly czas
              szycia lezala mi na brzuchu owinieta w pieluszki i kwilila. Po szyciu maz
              zabral corke na wazenie, mierzenie i ogladanie przez pediatre a ja w tym czasie
              mialam cwiczyc miesnie Keagla, czyli jakby wstrzymywanie siusiu. Jedyna rzecz
              nieprzyjemna, to polozna z calej sily naciskala mi na brzuch, aby zmusic macice
              do obkurczania i wtedy polecialo troche krwi. I to byla praktycznie jedyna
              krew, jaka widzialam, pokoj w zadnym razie nie przypominal rzezni, a porod
              krwawej jatki. Dostalam tez woreczek z lodem miedzy nogi, bo mialam opuchniete
              krocze. Maz z cora wrocili i pierwszy raz przy pomocy Gosi przystawilam ja do
              piersi. Lezalysmy a mala uczyla sie ssac. O 8.00 po 2 godz od porodu Gosia
              pozwolila mi wstac i weszlam do wanny wziac prysznic. Kazala mi wtedy tez
              pierwszy raz zrobic siusiu, troche pieklo. Ona w tym czasie ubrala dziecko i
              przelozyla do szpitalnego lozeczka na kolkach. Po kapieli zalozylam czysta
              koszule, podkladke Belli miedzy nogi i zjadlam sniadanie i wypilam herbate.
              Gosia zmierzyla mi cisnienie i temperature. Potem ponownie siedzac na fotelu
              przystawilam dziecko do piersi. O 8.20 samodzielnie przeszlam i przejechalam
              winda na II pietro na poloznictwo a maz ze mna pchajac wozek z dzieckiem. Nie
              bolalo mnie siadanie, wstawanie, chodzenie. Sama od razu wszystko robilam przy
              sobie i przy dziecku.
              To tyle, kazdy porod wiec jest inny.
              • aniaop Re: fajny/niefajny watek 23.10.03, 14:48
                Aha, ze szpitala wyszlam 2 dni pozniej, czyli w 3 dobie. Pozdrawiam
                • kags Re: fajny/niefajny watek 23.10.03, 15:00
                  AniNo tak... zdaje sobie sprawe, ze czasem jest inaczej. Ale... co ja bede
                  mowic, i tak sie boje. Na roznych ludzi sie trafia, na rozne warunki, a do
                  tego pieniazki czynia "cuda"... Okropne.
                  Pozdrawiam wszystkie Mamuski, te oczekujace rowniez smile Oby byly przy Was
                  takie "Gosie", by w szpitalu bylo po ludzku i bez komplikacji.
                  KaGS
              • elasz4 Re: fajny/niefajny watek 23.10.03, 15:09
                Cześć w pełni się z tobą zgadzam. Każdy poród jest inny, ja też leżałam w
                szpitalu z dziewczyną, która urodziła w ciągu 45 minut tyle minęło od momentu
                kiedy odeszły wody do urodzenia córeczki. Ale ja opisałam jak było u mnie,
                jatka była w łązience, a krew później na sali może od tych ciągłych badań, nie
                wiem, ale fakt, że było jej bardzo dużo.
                Jak przeczytałam ty miałaś opłaconą położną, która zadbała o ciebie, ja nie
                miałam takich luksusów i nie wiem jak bym wspominała swój poród gdybym też
                miała opłaconą położną.
                Cieszę się, że tak krótko (w miarę) to u ciebie trwało i będziesz miała miłe
                wspomnienia z tego wydarzenia.

                Pozdrawiam
                • aniaop Re: fajny/niefajny watek 23.10.03, 15:25
                  Dzieki. Ja tez uwazam, ze mialam ekspresowy porod i jestem stworzona do
                  rodzenia dzieci. Oby maz byl bardziej chetny. Pozdrawiam serdecznie
            • elasz4 Re: fajny/niefajny watek 23.10.03, 14:56
              Nie wiem czy jesteś w ciąży czy nie, czy dopiero planujecie, ale powiem ci, że
              o tym bólu się szybko zapomina, bo jak tulisz czy widzisz tę małą istotkę to
              wiesz, że było warto to wszystko znieść.
              Jak ci wcześniej napisałam nie miałam nikogo opłaconego i przez cały poród nie
              dostałam żadnego znieczulenia nawet nie padła taka propozycja, ale wiem, że za
              pieniądze można było dostać morfinę i rodzić świadomie, ale w miarę
              bezboleśnie, dlatego teraz nie wiem czy przypadkowo nie szukałabym dojścia do
              jakiejś położnej.
              I jeszcze jedno mimo naszych prośb jedno do drugiego (mąż i ja), że nie chcemy
              przez to jeszcze raz przechodzić i nie chcemy mieć więcej dzieci to nasze
              zdanie się bardzo szybko zmieniło i w pewnym momencie zaczęliśmy się starać o
              drugie, może nie starać ale nie robiliśmy niczego żeby maluszek się nie pojawił.
              I jeszcze druga rzecz jak pokażesz mój post swojemu "Tatuśkowi" to niech go to
              nie przerazi i przypadkowo niech nie zdezerteruje jeśli planowaliście wspólny
              poród, bo obecność mężczyzny, który jest świadomy tego co się dzieje bardzo
              pomaga, a poza tym, to są słowa mojego męża "Bardzo się hamowali", więc to
              wszystko tłumaczy.

              Pozdrawiam i nie bój się
              • utka Re: fajny watek ! 23.10.03, 15:27
                Dziewczyny, bardzo, bardzo Wam dziekuje za te Wasze porodowe refleksje - ja w
                ciazy jeszcze nie jestem ale staramy sie juz, a ze wzgledu na slaby wzrok musze
                liczyc sie z cesarka - tak mowi moj gin no i okulista.

                odezwe sie jak juz bede w ciazy a poki co pozdrawiam Was wszystkie serdecznie

                utka

              • aniaop Re: fajny/niefajny watek 23.10.03, 15:31
                aha, a propos znieczulenia. Jedyne jakie mialam, to to do szycia, miejscowe. W
                trakcie porodu nie mialam zadnego i ja nie zaryzykowalabym morfiny ze wzgledu
                na dziecko
                • elasz4 Re: fajny/niefajny watek 24.10.03, 08:00
                  Wiesz rzeczywiscie morfina to nie najlepszy pomysl, ale zwróć uwagę na jedno w
                  tym szpitalu stosuje się ją jako środek przeciwbólowy i morfinę dostaje się
                  przez 3 doby po cięciu cesarskim mimo, że kobiety karmią piersią i przecież
                  przedostaje się ona do mleka matki, ale nikt się tym nie przejmuje z resztą
                  będąc w pełni obiektywnym to przecież jako środek przeciwbólowy musi być podany
                  preparat o "końskim działaniu", a nie jakiś homeopatyczny preparacik. Dlatego
                  ja jak napisałam rodziłam bez żadnych środków przeciwbólowych ale jeśli
                  miałabym wybór to bym je po prostu wzięła.

                  Pozdrowionka
              • kags Re: fajny/niefajny watek 23.10.03, 15:32
                Elasz, jestem w ciazy i to dopiero poczatek, az glupio sie przyznac 8 tydzien.
                Nie mniej jednak juz przerazaja mnie te wszystkie zmiany zachodzace w moim
                ciele. Od kiedy tylko pamietam bylam zdecydowana na cc... Zdaje sobie sprawe,
                ze moze byc tak jak napisala Nowa_mama, ze moze byc tez tak jak opisalas TY, a
                pozniej Aniaop... Nie da sie tego przewidziec. A przeraza sytuacja polskiej
                gospodarki, a co z tym idzie naklady na opieke zdrowotna. Boje sie porodu
                naturalnego i jezeli komus nie dam w lape, to nikt nie da mi skierowania na
                cc... a cc na zyczenie w szpitalu panstwowym to min. 3 tys. zl... + ok. 150 -
                200zl za dobe. Moze to niewiele za strach, ale na Boga, "zmuszanie" do porodu
                naturalnego to gwalt na moim JA.
                Tatusiek chce byc przy porodzie, to dla mnie wazne. Nie powiem, mine mial
                nieciekawa jak czytal posta od Nowej_mamy...
                Boje sie... Nic nie poradze, ze porod odbieram jako cos niehigienicznego, a
                plejada poloznych, przelozonych, pielegniarek, lekarzy ogladajacych moje
                napuchniete krocze nie nastaraja pozytywnie... Coz, moze mi sie odmieni smile

                Jeszcze raz wszystkim Wam dziekuje.
                Postaram sie nie histeryzowac wink))
                Pozdrawiam,
                KaGS.
                • medunia Re: fajny/niefajny watek 23.10.03, 18:19
                  Kags, zgadzam się z Tobą w 100% we wszystkim, co napisałaś. Mam takie same
                  odczucia, które niestety często spotykają się z ostrą krytyką. Ja też myślę o
                  cc. Jeśli miałabyś ochotę pogadać, napisz na priv. Ja też jestem na początku
                  ciąży (14 tydz.) Mogłybyśmy podzielić się przemyśleniami i informacjami.
                  Pozdrawiam, medunia
                • elasz4 Re: fajny/niefajny watek 24.10.03, 08:14
                  Nie przejmuj się tym tak bardzo. Ja muszę przyznać, że czułam się świetnie
                  podczas ciąży, poza początkiem kiedy to nadwarżliwość na zapachy doporowadzała
                  mnie do rozpaczy. A im mój brzuszek był większy tym czułam się bardziej
                  seksowna, wiem, że to może dziwne, bo wtedy kobiety najbardziej narzekają, ale
                  czułam się świetnie i teraz jak widzę kobietki z brzuszkami to im trochę
                  zazdroszczę.
                  Wiesz ja też zawsze chciałam rodzić w ludzkich warunkach czyli w prywatnym
                  szpitalu gdzie nikomu nie będę musiała dać w łapę żeby mną się zajął, bo też
                  uważam, że płacenie nie jest w porządku, ale skończyło się na szpitalu
                  państwowym bez opłacania nikogo tylko dlatego, że w okolicy nie ma żadnego
                  prywatnego szpitala, a z opłacaniem to po prostu nikogo nie znałam i dlatego
                  nikomu nie dałam, chociaż myśleliśmy o tym do samego porodu.
                  Jeśli chodzi o te badania podczas porodu, to powiem ci, że w pewnym momencie o
                  tym przestajesz myśleć i jest ci wszystko jedno. Ja jak napisałam rodziłam w
                  oddzielnej sali z własną łazienką czyli w komfortowej sytuacji, ale jak byłam
                  już półprzytomna z bólu to nie miało to dla mnie znaczenia, że znowu ktoś mnie
                  bada czy , że są otwarte drzwi do sali i każdy może mnie zobaczyć. Chociaż na
                  pewno taka pojedyncza sala daje pewien komfort. Z resztą gdybym miała rodzić
                  powtórnie to pojechałabym znowu do tego samego szpitala, ale z jednym wyjątkiem
                  opłaciłabym tym razem położną.

                  Dlatego trzymaj się cieplutko, pamiętaj tak jak ty będziesz przechodzić ciążę
                  tak twój dzidziuś będzie to odczuwał. I jeszcze jedno po urodzeniu synka
                  zrozumiałam co to znaczy "Cud narodzin", to prawdziwe szczęście i
                  najpiękniejsze chwile w twoim życiu i wiedz, że dla swojej dzidzi jesteś w
                  stanie dużo więcej znieść niż się tobie teraz wydaje.

                  Pozdrowionka
                  • utka Re: fajny/niefajny watek 24.10.03, 08:47
                    Witam Was wszystkie,
                    wczoraj wydrukowalam sobie wszystkie Wasze listy i mielismy razem z mezem
                    wieczorna lekturke - i dzis chcialam Wam napisac o naszych refleksjach, ale jak
                    weszlam na watek i przeczytalam ostatni list Kags, to jakbym sibie uslyszala -
                    dkladnie o tym chcialam napisac, wiec juz nie bede sie powtarzac. Kags -
                    dzieki ! Dokladnie tak samo to czuje. Jestem strasznie wstydliwa i kazda
                    wizyta u ginekologa to dla mnie ogromny stres, wiec nie wyobrazam sobie,nawet w
                    najczarniejszych snach, jak moglabym lezec zupelnie naga i kazdy moglby sobie
                    mnie podotykac i pobadac. Dla mnie to jest niesamowicie upokarzajace ...
                    Wiem ze w Polsce nie mozna liczyc na wiele, ale wydaje mi sie, ze takie
                    oddzialy jak poloznictwo, powinny byc jakimis miejscami szczegolnej troski,
                    przyjemnymi, czystymi, milymi i bardzo intymnymi - wlasny pokoj z laziena, maz,
                    lekarz i/lub polozna - jak nie ma komplikacji to chyba wystarczy, nie ?

                    Dziewczyny prawde mowiac nie wiem, nie mam zadnych doswiadczen, ale porod po
                    prostu mnie przeraza. Chce miec 3-4 dzieci, ale jak mam je rodzic w takich
                    warunkach, to dzieki.
                    Choc na pewno elasz ma racje - to jest bol o ktorym pewnie szybko zapominasz,
                    ale mimo wszystko uwazam, ze kobiety powinny rodzic w godniejszych warunkach!!!

                    Pozdrawiam weekendowo
                    utka
                    • elasz4 Re: fajny/niefajny watek 24.10.03, 09:36
                      Cześć Utka !
                      W pełni się z tobą zgadzam, że kobiety powinny rodzić w bardziej ludzkich
                      warunkach niż dotychczas.
                      Ja nigdy nie myślałam o tym żeby mieć dzieci, tzn. jakoś byłam do tego
                      nastawiona negatywnie z różnych powodów, ale w głównej mierze bałam się
                      panicznie porodu. Zawsze słyszałam o tym, że poród boli bardziej niż bolesna
                      miesiączka, a ja właśnie należę do osób, które w trakcie miesiączki żyją na
                      mocnych prochach bo ból jest niesamowity, a jakoś żyć trzeba. Dlatego to mnie
                      powstrzymywało przed chęcią posiadania dzieci. Ale stało się chociaż nie
                      przestałam się bać, dlatego między innymi zaczęliśmy z mężem chodzić do szkoły
                      rodzenia, bo chciałam się z tym wszystkim oswoić wcześniej i może przestać się
                      bać. Ja też nasłuchałam się wielu opowieści z porodów, które nigdy nie należały
                      do miłych wręcz przeciwnie było to zazwyczaj bardzo upokarzające doświadczenie
                      i też się buntowałam, mówiłam tak nie wolno, tak nie można.
                      Właściwie przestałam się bać dopiero jak zobaczyłam swojego synka.
                      I fakt, że poród nie należy do najprzyjemniejszych, ale zwróć uwagę, że nie ma
                      znaczenia czy rodzisz naturalnie czy przez planowane cc kiedy nie czeka się na
                      odejście wód tylko robi się ją przed planowanym terminem porodu w związku z tym
                      nie doświadczasz bólu związanego ze skurczami to jednak to też może być
                      upokarzające kiedy leżysz nago jak napisała Jogaj, ja np. miałam na sobie
                      koszulkę i cieszę, że nie byłam naga.
                      Dlatego poród to doświadczenie, które trzeba przeżyć jeśli chce się mieć
                      dzidzię, bo ewentualnie można jeszcze adoptować.
                      Dlatego nie martw się, ja teraz na wszystko patrzę tak, że można to przeżyć, a
                      powiem ci, że nie jestem pierwszą i ostatnią kobietą, która po trudnym porodzie
                      myśli o następnym dziecku, bo gdyby było tak, że to doświadczenie powoduje, że
                      nie chcemy mieć więcej dzieci to prawie wszyscy bylibyśmy jedynakami, a wielu z
                      nas by nie było bo przecieć mamy starsze siostry czy braci.
                      Głowa do góry, a jak już urodzisz swoje pierwsze dzieciątko to zmienisz zdanie.
                      A może należysz do kobiet, które gubią dzieci i poród dla ciebie to
                      będzie "bułka z masłem" ?

                      Powiem ci, że moja mama po urodzeniu mojej siostry (2 dni męczarni, dziecko
                      urodziło się w ostatniej chwili i w skali Apgar dostałoby zaledwie parę
                      punktów, bo żyło) to jak zaszła w drugą ciążę to był przerażona i spanikowana,
                      ale ja urodziłam się tak szybko i bezboleśnie (o ile poród może być
                      bezbolesny), że stwierdziła, że może mieć więcej dzieci.

                      Dlatego głowa do góry i nie martw się na zapas

                      Pozdrawiam
                      • dollores1 Re: fajny/niefajny watek 24.10.03, 10:36
                        A ja zgadzam się z dziewczynami które mają niezbyt pozytywne nastawienie do
                        porodu. Ja na szczęście będę miała cesarkę i nie wyobrażam sobie żebym mogła
                        rodzić naturalnie. Wiem że o bólu się zapomina, ale jakoś mnie to nie
                        przekonuje. Poza tym też jestem wstydziocha i nie podoba mi się poród (szkoda
                        że to jest urządzone w ten sposób przez naturę). Już się boję jak to będzie
                        przy cesarce, tzn. wiem dokładnie jak ona wygląda ale nie wyobrażam sobie leżeć
                        nago w obecności kilkunastu osób na sali. Chyba mnie wywalą z tej porodówki
                        zanim urodzę (bo nie pozwolę się rozebrać do naga i wiem że będę trudną
                        pacjentką). Potem też nie wyobrażam sobie leżenia bez gaci i podtrzymywania
                        podpaski ręka w drodze do łazienki (znając moje szczęście to pewnie po drodze
                        spotkałabym stado ludzi odwiedzających dziewczyny po porodzie). Wszyscy mi
                        mówią że o skrepowaniu się zapomina w takich momentach, ale są różni ludzie a
                        ja znam siebie i wiem że to będzie ciężkie przeżycie dla mnie, personelu i
                        mojego męża też smile.
                        • jogaj Re: fajny/niefajny watek 24.10.03, 11:13
                          Dziewczyny moja rada, ktora mi samej bardzo ulatwila porod i wszystkie zwiazane
                          z nim "rytualy" POROD TO TYLKO SPOSOB NA SPOTKANIE ZE SWOIM DZIECIATKIEM, ja
                          staralam sie tak myslec przez cala ciaze i naprawde mi to pomoglo.
                          Co do skrepowania, to ja tez miala takie obawy,jestem tlusciutka i zawsze
                          staram sie nie pokazywac siebie,bo nie ma co ogladac,ale to napradwe nie mialao
                          zadnego znaczenia,ja myslalam tylko o tym,zeby moj synek byl zdrowy i zeby juz
                          sie urodzil,a potem zebysmy mogli juz isc razem do domku.
                          Co do badania przez lekarzy ja rowniez tego nie lubilam,ale przez cala ciaze co
                          miesiac bylam badana,pod koniec nawet co dwa tygodnie,nie mowie,ze do tego
                          mozna sie przyzwyczaic,ale troche inaczej sie na to patrzy.
                          Pozdrowienia wraz z zyczeniami poprawy warunkow porodu we wszystkich szpitalach-
                          Jola z Szymonem (9mieciecy)
                        • kassik Re: fajny/niefajny watek - do dollores 24.10.03, 22:03
                          Nie martw się, nie wywalą Cię. Jestem po cc i za 3 miesiące kolejna. Fakt, że
                          musisz się rozebrać (jak przed każdą inną poeracją). Ja musiałam zdjąć koszulę
                          dopiero na sali operacyjnej dokąd poszłam na własnych nogach (z rurką od
                          cewnika w ręku hi,hi) ale po podaniu znieczulenia przykryli mnie zielonymi
                          płachtami, tak więc nie czułam się głupio (zresztą dla lekarzy gołe kobitki to
                          codzienny widok).Na sali pooperacyjnej byłam nago ale pod kołdrą, tak więc nie
                          jest źle, da się przeżyć. Mnie osobiście najbardziej przeszkadzały lewatywy
                          (jedna przed cc a druga na 4 dobę)i golenie krocza. Teraz będę mądrzejsza i
                          ogolę się przed wyjazdem do szpitala i lewatywę też zrobię jeszcze w domu
                          (można kupić w aptece gotowe zestawy). Aha, nie chodziłam po oddziale bez
                          majtek. Kupiłam sobie takie jednorazowe i w nosie miałam to co mówią
                          pielęgniarki. Zdejmowałam je tylko przed obchodem. Tak robiły prawie wszystkie
                          dziewczyny. Nie wyobrażam sobie, że musiałabym chodzić jak ostatnia sierota z
                          pieluchą między nogami i ściskać ją udami lub podtrzymywać ręką.
                          Po cc dostawałam prze 2 doby zastrzyki przeciwbólowe, które trochę ogłupiały a
                          potem ich nie chciałam i dostawałam codipar, który wystarczał w zupełności. Nie
                          potrzebowałam żadnych "końskich dawek" a tym bardziej morfiny. Przecież morfina
                          to jeden z najsilniejszych leków przeciwbólowych. Któraś napisała, że to norma
                          po cc wierzyć mi się nie chce. Takie leki nie są potrzebne.
                          Pozdrawiam i życzę cc bez zbędnych kłopotów i zakłopotania.
                          Kasia
                          • elasz4 Re: fajny/niefajny watek - do dollores 27.10.03, 08:26
                            Czesć Kasiu
                            To ja pisałam na temat morfiny, akurat w szpitalu w którym ja rodziłam to jest
                            norma z resztą wiedziałam już o tym wcześniej, ponieważ uczęszczałam do
                            przyszpitalnej szkoły rodzenia i położna mówiła nam, że to jest norma. Wiesz
                            każda z nas opisuje swoje doświadczenia, ja np. wzpominam cesarkę bardzo miło i
                            w ogóle nie cierpiałam dlatego po dwóch dobach zrezygnowałam ze środków
                            przeciwbólowych, ale widziałam kobiety, które miały takie rany po cesarce, że
                            strasznie cierpiały i ten lek przeciwbólowy był dla nich zbawieniem.
                            A poza tym napisałaś, że dostawałaś lek przeciwbólowy, który nieco ogłupiał
                            więc skąd wiesz co to było ?
                            Przecież to także mogła być morfina lub jakiś lek będący pochodną. Ja nie
                            piszę, że w tym szpitalu w którym rodziłam to jest standardowy środek
                            przeciwbólowy, który stosuje się zawsze i wszędzie, ale w wyjątkowych
                            sytuacjach, ja miałam przy cesarce, a jedna dziwczyna z którą rozmawiałam miała
                            podczas normalnego porodu jako środek zmniejszający ból. Wiesz uważam, że coś
                            trzeba przeżyć żeby mówić, że ktoś nie mówi prawdy. Dlatego polecam ci poród w
                            Kaliszu w Wojwódzkim Szpitalu Matki i Dziecka i wtedy możemy wymienić poglądy.

                            Pozdrowienia
                        • jgrze Re: fajny/niefajny watek 24.10.03, 23:00
                          To chyba jakaś perwersja ze strony personelu... Miałam dwie cesarki i w żadnym
                          wypadku naga nie leżałam. Za pierwszym razem miałam własną koszulkę do
                          rodzenia, za drugim szpitalną.
        • antonina_74 Re: fajny watek 24.10.03, 16:29
          kags napisała:

          > Dzieki, ze bylyscie wszystkie tak szczegolowe! Antonina... jestem pod
          > wrazeniem tego wszystkiego co napisalas, swietny pomysl!!!

          To nie ja smile ja tylko porownalam swoje doswiadczenia z doswiadczeniami autorki
          watku smile
          A.
          • kags Re: fajny watek 24.10.03, 16:54
            tak, tak... wiem smile pokickalo mi sie troszke wink
            ale watek i tak fajny.
            jeszcze raz wszystkim dziekuje.
            buzka,
            KaGS
    • mama_wiktora Re: Cesarka krok po kroku. 24.10.03, 10:27
      1. Do opisu cesarki nic nie dodam. Rada na kaszel po cesarce - strasznie
      kaszlałam więc musiałam opracować metodę bo bym się chyba udusiła - otóż ja na
      leżąco kładłam sobie poduszkę na brzuchu i podciągałam mocno zgięte nogi do
      brzucha, ale na prawdę mocno, tak żeby przytrzymały brzuch, można docisnąć
      kolana rękami, dopiero wtedy kaszleć, ta sama operacja jest możliwa na siedząco
      ale to trochę wyższa szkoła jazdysmile

      2. Myślę sobie, że będąc w ciąży nie powinnyście czytać opisów porodów ani
      słuchać koleżanek, są osoby, w tym i ja, które przebieg porodu miały dość
      drastyczny (dopiero po 16 godzinach zrobiono mi cesarkę), ale nie każda z nas
      tak ma, zdajcie się na lekarza, któremu ufacie, polecam zajęcia w szkole
      rodzenia, ćwiczenia oddechowe i nie tylko, zabezpieczcie ewentualne podanie
      znieczulenia zo(u mnie było na życzenie, ale wykonywała je tylko jedna pani,
      której akurat nie było), o reszcie zdecydujecie razem z lekarzem i położną w
      trakcie porodu.

      3. W moim przypadku nie mogę narzekać na warunki szpitalne podczas porodu, choć
      sam poród niestety spowodował że kompletnie nie panowałam nad fizjologią,
      szczerze mówiąc wówczas było mi wszystko jedno, ale położna pilnowała, żeby
      salowa od razu posprzątała, tak aby wszyscy "uczestnicy" porodu mieli bardziej
      komfortowo. Ja wiem że to jest krępujące, ale człowiek w jakimś stopniu składa
      się z fizjologii, może tak być że podczas porodu nie będzie to zależało od
      waszej woli, zaakceptujcie to, to jest ludzkie

      Pozdrawiam i życzę dużo optymizmu
      Gosia
      • utka Re: Cesarka krok po kroku. 24.10.03, 10:55
        Gosia, hej,
        ja wiem, ze porody sa rozne - mojej kolezance np. wody plodowe odeszly rano,
        wziela spokojnie prysznic, ok. 10 pojechala sama samochodem do szpitala a o ok.
        13 wysylala wszystkim sms-y z wiadomoscia o narodzinach pierworodnej coreczki -
        modelowo nieprawdaz. Mnie juz nawet nie o to chodzi, bo wiem, ze przezyc to
        trzeba. Ja sie najbardziej boje tego braku prywatnosci. Bardzo bym chciala by
        maz byl przy mnie a jednoczesnie to jest wlasnie osoba, przed ktora najbardziej
        bym sie wstydzila, gdyby 'cos' fizjologicznego mi sie przytrafilo; przed innymi
        zreszta tez .... Ta cala sprawa z lewatywa, goleniem wzgorka lonowego, byciem
        badana (czy trzeba czy nie) przez 10 osob to naprawde upokarzajace.
        Ja dzieci i tak bede miec bo to w tej chwili najwazniejsza sprawa dla mnie, ale
        czemu cala sprawa zwiazana z warunkami w jakich sie rodzi tez nie moze
        byc 'cudem'

        dzieki Wam Kobietki za wszystko co napisalyscie.
        • mama_wiktora Re: Cesarka krok po kroku. 27.10.03, 10:04
          W moim szpitalu nie byłam badana przez "wycieczki" lekarzy i studentów, w
          trakcie porodu położna z jakąś tam regularnością badała rozwarcie itp, ale też
          podmywała mnie, zmieniała często podkłady. Nigdy w życiu nie przeżyłam takiego
          momentu, żeby tak zupełnie nad sobą nie panować. Ale wtedy było mi wszystko
          jedno, chciałam żeby to się wszystko jak najszybciej skończyło. Zresztą co to
          wszystko znaczyło w obliczu cudu w postaci mojego synka, który w końcu pojawił
          się na świecie?
          Co do niespodzianek porodowych, lepiej nic nie jeść, pić też niedużo, lewatywę
          zrobić na samym początku porodu, jest szansa, że uda się tego uniknąć.
          Pozdrawiam
          Gosia
    • kags Re: Cesarka krok po kroku. 24.10.03, 12:00
      Witam Was wszystkie!
      Zaskoczyla mnie dzisiaj ilosc Waszych odpowiedzi! A jednoczesnie wreszcie
      zobaczylam, ze nie jestem sama ze swoim "problemem".
      Wszystkie mamy zgodnie twierdza, ze jak sie zobaczy dziecko, to o wszystkim
      sie zapomina... a jezeli nie??? Nie chcialam miec dzieci, ciaza, porod,
      karmienie piersia... to wszystko bylo dla mnie okropne. Do tego tak naprawde
      nigdy za dzieciakami nie przepadalam. Moze to wynikalo jedno z drugiego...?
      Mam dosyc slow "nie przesadzaj, wszystkie przez to przechodzilysmy"... no ale
      czy ja nie mam prawa myslec po swojemu? Nie mam prawa sie bac, wstydzic...
      Nie chce tez zeby moj organ plciowy wygladal (tak mawia moja przyjaciolka)
      jak "jeż zadziabany saperką"... wink
      Ktos mi kiedys przygadal, ze jezeli taki mam stosunek do ciazy i dzieci, to
      nie powinnam ich nigdy miec... ze sex jest dla odpowiedzialnych ludzi itd.
      Poczatek ciazy, a ja czuje sie okropnie, fizycznie i psychicznie. Moj partner
      jest zachwycony, ze bedziemy miec dziecko... A ja go za to czasem nienawidze,
      bo czuje sie jak inkubator, jakbym spelniala juz tylko funkcje powloki dla
      DZIECKA... JA juz nie istnieje... Przez to wszystko nie mam teraz nawet ochoty
      na sex. Nie moge pozbyc sie mysli, ze we mnie jest dziecko, widok porodu,
      jeża... Widze tez jak moje cialo sie zmienia, nie podoba mi sie to... i zadaje
      sobie pytanie "jak to moze podobac sie mojemu mezczyznie?"...

      Pozdrawiam Was wszystkie cieplutko.
      KaGS
      • utka Re: Cesarka krok po kroku. 24.10.03, 12:31
        Kags - to ja utka/dandelion z 'Kuchni' to tak jakbysmy znaly sie juz troche -
        tak czytam Twoje listy i troche odnajduje w nich sama siebie. To troche - to
        patrzenie na porod, potrzeba prywatnosci, wstydliwosc itp. Ja natomiast bardzo
        chce miec dzieciaczki i mam ogromna nadzieje, ze juz niedlugo te moje marzenia
        sie spelnia.
        Sama jeszcze nie mam takich doswiadczen, ale ponoc takie zanizone 'ego' jest
        tylko na poczatku ciazy, radosc wraca juz w drugim trymestrze i zycze Ci by
        byly to dla Ciebie naprawde cudowne miesiace. Twoj Maz Cie bardzo kocha i
        zawsze jestes dla niego atrakcyjna a w ciazy to pewnie moze nawet bardziej, bo
        nosisz tez czastke jego.
        sciskam
        • kags Re: Cesarka krok po kroku. 24.10.03, 12:42
          Hej Utka/Dandelion! Fajnie, ze sie tu tez sie spotkalysmy smile Widzisz, ja
          strasznie to przezywam, moze przesadzam, histeryzuje... no ale co poradze,
          taka wlasnie jestem, ale MUSZE jakos sobie z tym poradzic. Wlasnie - musze...
          Mam nadzieje, ze to wszystko jakos minie, no i zaleje mnie fala macierzynskiej
          milosci...
          Dzieki za mile slowa.
          Pozdrawiam,
          KaGS
      • elasz4 Re: Cesarka krok po kroku. 24.10.03, 12:45
        Cześć Kags

        Jeśli w jakiś sposób moje posty cię zdenerwowały to przepraszam, nie było moim
        zamiarem przekonywanie cię do tego, że musisz przez to przejść bo taki już nas
        los. Ja cię w pełni rozumiem, że nie ciągnie cię do dzieci i wcale nie jesteś
        zachwycona tym, że jesteś w ciąży, chociaż myślę, że scierają się w tobie dwie
        osoby, z jednej strony jesteś tym przerażona i wcale tego wszystkiego nie
        chcesz, ale z drugiej strony przepraszam za to co teraz powiem, ale skoro
        kochaliście się bez żadnego zabezpieczenia to wiedziałaś, że możesz zajść w
        ciążę ?!!! Jakbyś nie chciała mieć nigdy dzieci to przecież można sobie
        podwiązać jajaniki i chociaż taki zabieg kosztuje to jednak to mało w
        porównaniu z tymi wszystkimi wydatkami na dzieci od momentu ich poczęcia.
        Dlatego myślę, że po części ty się bardzo cieszysz z tego powodu, że jesteś w
        ciąży i pragniesz swojego dzieciątka, ale równocześnie jesteś tak przerażona,
        bo w końcu za niecałe 9 miesięcy czeka cię ta cała szopka z porodem i to nie
        jest tak, że kiedyś to się zdarzy tylko już tak szybko.
        A to, że twojemu partnerowi podoba się to jak się zmienia twoja figura, to
        uważam, że to normalne, czy chciałabyś żeby mówił ci, że jesteś odpychająca
        będąc w ciąży, wtedy dopiero byś się zadręczała.
        Ja po urodzeniu maluszka (6 miesięcy temu) nie wróciłam do dawnej figury,
        przytyłam kilka kilogramów i praktycznie muszę wymienić całą garderobę. I wiesz
        ostatnio byłam u swojego ginekologa i marudziałam mu, że muszę przejść na jakąś
        dietę, a on się mnie zapytał czy te diety to mój pomysł czy mąż mi to
        podpowida, wtedy mój mąż powiedział mu, że ja mu się bardzo podobam taka jak
        jestem teraz i wtedy on stwierdził, że właśnie o to chodzi i w pełni się z nim
        zgadzam, ważne są odczucia naszych partnerów, bo przecież to oni są naszym
        lustereczkiem w którym się przeglądamy.

        Dlatego trzymaj się cieplutko
        • kags Re: Cesarka krok po kroku. 24.10.03, 13:21
          Nie, Elasz, nie zdenerwowaly... No ale co do zabezpieczenia, chyba wiesz, ze
          100% metody nie ma... a podwiazanie jajnikow... eee, takie radykalne
          posuniecia nie sa w moim stylu. To troche tak jakbym teraz z tym moim
          strachem, przerazeniem i wszystkim innym zdecydowla na usuniecie ciazy, a
          przeciez tego nie zrobie. Moze jestem "niedorobiona" kobieta itd.
          Co do mojego "cieszenia sie, ze jestem w ciazy" to osobny rozdzial, na pewno
          Tatusiek cieszy sie bardziej... i nie wiem czy podoba sie jemu moja figura, mi
          sie nie podoba. Zawsze bylam chuda, ale proporcjonalna, bo wysportowana... Na
          innych watkach pisalam o tym jakie mam teraz problemy z cera, wiec nie dotyczy
          to tylko mojego ewentualngo przytycie tu i owdzie. No i psychika... Moj
          partner ucieka od szczerych rozmow o tym wszystkim, moze mysli, ze tak jest
          lepiej... a nie jest, bo czuje jakbym w tym procesie uczestniczyla sama.

          Co do odczuc naszych partnerow... Hmmm, troche sie nie zgadzam, bo nie
          wyobrazam sobie takiej mozliwosci gdybym mojemu partnerowi podobala sie o np.
          30kg grubsza i chcialby zebym przytyla... jest to dla mnie nie do przyjecia,
          bo nie sadze zebym sama sie z tym dobrze czula...
          • elasz4 Re: Cesarka krok po kroku. 24.10.03, 14:04
            Masz rację Kags, trochę przegięłam tym bardziej, że też nie cieszę się z tych
            paru kilogramów i koniecznie chcę schudnąć, ale chciałam cię jakoś pocieszyć
            żebyś nie była taka zdołowana.
            Ja też nie chciałabym przytyć 30 kilogramów bo pewnie bym się czuła okropnie.
            No to trzymaj się i mam nadzieję, że twoje złe samopoczucie minie i miną
            problemy z ciałkiem
          • utka Re: Cesarka krok po kroku. 24.10.03, 14:09
            Droga Kags - no pewnie, ze najwazniejsze, zebys Ty dobrze czula sie ze soba i
            byla szczesliwa. Mysle, ze Twoj maz powiedzialby to samo.
            Nie wiem, czy Cie to pocieszy choc troche, ale ja juz teraz, nie bedac jeszcze
            nawet w ciazy, mam klopoty z cera, wlosami i 3 (!) moze zbednymi kilogramami -
            do tego jestem straszna panikara, ale to naprawde straszna i zawsze skupiam sie
            tylko na najczarniejszych scenariuszach. I powiem Ci w sekrecie, ze ja sie juz
            nawet boje byc w ciazy i ze zazdroszcze Ci ze juz 8 tygodni za Toba !

            Pozegnam sie z Toba sentencja z Monty Pytona - always look on the bright side
            of life - Tobie i sobie zyczac, by slowa te zapadly nam w serca

            ps. jak juz bede w ciazy, to bedziemy sie straszyc i narzekac razem - Tobie
            pewnie dawno przejdzie a ja bede Ci gledzic 'za uchem' .......

            pzfka
            • kags Re: Cesarka krok po kroku. 24.10.03, 14:30
              Dzieki za mile slowa po raz kolejny!
              Tobie Utka zycze spelnienia marzen oraz tego zeby w ciazy minely te wszystkie
              problemy wink
              A Monty Pythona kocham smile))

              P.S. Co do "czarnych scenariuszy" to jestem przekonana, ze lepiej zdawac sobie
              sprawe, ze takie tez istnieja...

              Sciskam serdecznie,
              KaGS
    • kingaolsz Re: Cesarka krok po kroku. 24.10.03, 17:08
      Hej Dziewczyny!
      Osobiscie tez mialam planowana cesarke w 39 tygodniu i roznila sie szczegolami
      od tych juz opowiedzianych wiec pisze.
      Ja na dzien przed w szpitalu dostalam jakies tabletki , powiedziano mi co jesc
      i pic i do kiedy wolno i odeslano do domu. Tam zrobilam sobie dllluuuga
      kapiel, glolenie , mycie wlosow i do lozeczka.
      Mialam wrocic o 7:30 rano i tak zrobilam.
      Poniewaz w miedzyczasie ktos sie sjawil przede mna i byla nieplanowana cesarka
      to mna sie najeto o 9 rano.
      Mialam zewnatrzoponowe znieczulenie. Niestety zakladanie u mnie bylo z
      komplikacjami i trwalo godzine, ale jak juz zalozone bylo to chwila i nic nie
      czulam. Caly czas maz byl przy mnie, nawet na minute mnie nie zostawil.
      Potem zdjeto mi adidasy ( wink tak weszlam na sale + koszula z tylu rozpieta i
      czepek) i lezalam na stole. Zalozono cewnik wiec nic nie czulam. Po jakims
      czasie tylko zaczelam sie trzasc ( ale wiedzialam ze taki sa czasem objawy )
      ale wiedzialam ze wtedy nie nalezy z nimi "walczyc" tylko sie odprezyc i bylo
      lepiej. Niestety jeden ze srodkow jaki mi podano przez zzo wywolal u mnie
      straszny wzrost cisnienia i tetna ( 180), drgawki sie pogorszyly a ja myslalam
      ze umre plus pojawil sie niesamowity bol glowy. Po 10 minutach jednak udalo im
      sie to powstrzymac.
      Wtedy do akcji wkroczyl chirurg i zalozono parawanik. Operacja tez byla dluga
      bo ponad godzine, ale najwyrazniej mojemu dziecku sie nie spieszylo. W koncu
      go wygonili i polozyli na mojej piersi. Pierwsze co zrobil moj synek to mnie
      obsiusial wink))) Potem go wzieli do badania i wazenia, a tatus podarzyl za
      naszym malenstwem. Pamietam ze wracajac jakby od niechcenia rzucil ze mnie
      zszywaja i wszystko widzial. Reszta to juz jakies pol godzinki trwala. W
      miedzyczasie wyniesiono dziecko z sali i podano mojej mamie na korytarzy (
      nikt sie nie przejmowal sterylnoscia).
      Nastepne 2 godziny spedzilam na sali pooperacyjnej, karmiac malego i po
      godzinie od operacji sama jadlam kanaki z jajkiem i majonezem ( takie
      podawali). Mierzono mi cisnienie co 5 minut a jak wszystko bylo ok to zabrali
      na normalna poporodowke.
      Tam po 10 godzinach od operacji , zdjeto cewnik i kazano sie ubrac ( samej)
      umyc i oporzadzic i ze od tego czasu nikt mi nie bedzie pomagal przy dziecku (
      sama karmie, podnosze, przewijam, wstaje itd). I to dopiero byl najgorszy
      moment, w sumie cala noc to byl koszmar. W ciagu dnia byla ze mna mama i maz,
      ale nocami bylam non stop na nogach i nie spalam w ogole. Dziecko sie darlo a
      pielegniarki uwazaly ze nie ich zadaniem jest zajac sie dzieckiem.
      Po dwuch dobach wyszlam do domku, tam przynajmniej bylam u siebie, choc maly
      mial nadal dosc mocna zoltaczke ( po 2 tygodniach minela). Jedyne co to od
      tamtego czasu juz nigdy nie przespalam nocy sad i nadal o tym marze a dzis
      mija 6 miesiecy.
      Jeszcze jedno to do dzis mam problemy z blizna a przez 8 tygodni
      trwalo "wydobywanie sie" lichii.
      Dzis patrzac w stecz, sama operacja nie byla straszna ale wszystkiego tego co
      dzialo sie pozniej mozna bylo uniknac rodzac naturalnie ( choc nie mialam na
      to szans, bo glowka byla za duza).

      I dwa slowa do dziewczyn chcacych "planowac na zyczenie" , osobiscie odradzam
      bo to wcale nie jest latwiejsze wyjscie. A tym co musza, to trzymajcie sie i
      pomyslcie ze kiedys musi wszystko sie ulozyc.

      Pozdrawiam serdecznie i zycze samych 3 godzinnych porodow naturalnych wink
      • amania Re: Cesarka krok po kroku. 24.10.03, 19:14
        Chciałam napisać do wszystkich dziewczyn, które boja sie naturalnego porodu.
        Jestem po jednym porodzie naturalnym (4,5 roku temu) i jakieś 2,5 mies. przed
        planowana cesarką. Pierwszy poród odbył sie w asyście męża i mojego lekarza.
        Ale i tak było ciężko, 13 godzin w sali porodowej, powstrzymywane bóle parte
        (bo nie było pełnego rozwarcia)i jeszcze parę innych niemiłych wspomnień.
        Mimo to z chęcią przeżyłabym to jeszcze raz! Po "latach" wspominam to juz
        całkiem miło i wszystko oddałabym za mozliwość urodzenia drugiego dziecka w
        taki sam sposób. Niestety jest to absolutnie niemożliwe...
        W kazdym razie uwierzcie mi, poród naturalny da się przeżyć.
        Pod względem estetycznym nie jest może szczególny, ale cóż - efekt jest tego
        wart. Naprawdę!
        • kingaolsz Re: Cesarka krok po kroku. 25.10.03, 10:39
          Hej Amania!!!
          Podzielam Twoje zdanie, choc nie rodzilam naturalnie a przez ciecie. Ale
          wole "nieestetyczny" porod naturalny ( a co do bolu to jest juz coraz wiecej
          pomocy) niz to nieestetyczne "cos" na dole mojego brzucha. Nie dosc ze po
          cesarce zostaje okropna oponka wiszaca nad blizna to u mnie jeszcze sama
          blizna sie nie zagoila dobrze. Nie jest to ladny widok no i drogie kolezanki,
          po cesarce trudniej jest zrzucic ten tluszczyk na brzuszku.
          Jeszcze raz zycze szybkich i latwych porodow naturalnych
    • anndelumester Cesarka była super.... 25.10.03, 12:25
      przynajmniej w moim przypadku..
      szybko, zero powikłań u juniora, sama też bardzo szybko wróciłam do domu (w
      sumie 4 doby w szpitalu) i do formy.
      no i co dla mnie było bardzo ważne, mój poród nie rzutował na nasze życie
      seksualne.
      normalnego porodu chyba bym nie przezyła,
      • pyzapyza Re: Cesarka była super.... 26.10.03, 00:25
        Jeszcze się jednego boję przy porodzie siłami natury - u mnie w rodzinie jest
        skłonność kobiet do wypadania macicy i narządów rodnych na starość sad((((
        strasznie się tego boję!
        • martapol Re: Cesarka była super.... 26.10.03, 08:09
          Witaj
          ja wlasnie mam zagozenie wypadniecia macicy, na razie jest obnizona a mam 26
          lat!. Porod byl trodny zakonczony kleszczami, bo maly mial duza glowe (obwod
          37 zm) na szczescie wszystko skonczylo sie dobrze dla niego a jak widac dla
          mnie nie za bardzo. Teraz jestem 2 raz w ciazy i na razie zrobie wszystko zeby
          miec cesarke.
          Pozdrawiam
    • nowa_mama Re: Cesarka krok po kroku. 26.10.03, 23:25
      Witam wszystkie Forumowiczki! Od chwili opisania mojego cc nie mialam dostepu
      do komputera i dopiero teraz moge zobaczyc co nowego. Najpierw chce wszystkim
      Wam podziekowac za opinie i uzupelnienia mojego opisu wlasnymi
      doswiadczeniami. Bardzo jestem zdziwiona i mile zaskoczona iloscia listow oraz
      zainteresowaniem jakie wywolal moj list (52!). Powiem, ze z drzeniem serca
      otwieralam strone z taka iloscia opinii!
      Jedyne co chce dodac, to to, ze poprzednio zabraklo mi miejsca na pare
      drobnych uwag koncowych oraz oczywiscie na pozegnanie sie z czytelniczkami i
      zlozenie im zyczen powodzenia przy porodzie, jaki by on nie byl - co
      niniejszym czynie! Trzymajcie sie Wszystkie dobrze, niech narodziny Malenstwa
      wynagrodza Wam wszystkie ewentualne niedogodnosci!
      Nowa_mama i Karolinka.
      • kags :))) 27.10.03, 10:46
        Fajnie sie zrobilo na tym forum... Troche obnazylyscie temat tabu smile))
        Pozdrawiam.
        KaGS
Pełna wersja