Czy modlicie się o swoje fasolki?

31.10.03, 09:40
Nie jestem nawiedzona deotką, ale uważam że taka modlitwa może nam pomóc.
Sama modlę się o zdrowie swojej córeczki od pierwszch dni, proszę Boga żeby
tylko wszystko było dobrze, żeby poród przebiegł bez komplikacji.
A o moją kruszynkę modlę się do Matki Bożej Licheńskiej, mam taką modlitwę,
od samego początku miałam jakies komplikacje, a to pęcherzyk się nie
wypełniał a to skurzce się pojawiły to coś tam jeszcze, wiec modlę się o
zdrówko mojej dzidzi taką modlitwą:



Modlitwa matki oczekującej dziecka

Maryjo Najlepsza Matko!
Pod moim sercem noszę najdroższy skarb - dziecię owoc miłości małżeńskiej i
dar Stwórcy. Przez Ciebie która pod sercem nosiłaś Jezusa Zbawiciela świata,
proszę dobrego Boga bym mogła szczęśliwe urodzić moje dziecko i by ono pod
Twoją szczególną opieką wzrastało w łasce, Amen.
    • magdalena_76 Re: Czy modlicie się o swoje fasolki? 31.10.03, 09:54
      Pewnie że tak...
      i myślę, że maluszek jest teraz bardzo blisko Pana Boga - taki malutki i
      niewinny, a może On patrzy z większą miłością na mnie - bo noszę takiego
      aniołka pod sercem...
      Pozdrawiam cieplutko
      Magda
    • majcia74 Re: Czy modlicie się o swoje fasolki? 31.10.03, 09:57
      Modliłam się o swoje dwie poprzednie fasolki, ale... straciłam je w 9 i 18
      tygodniu ciąży. Może mnie Bóg pokarał za grzechy, nie wiem...
      W maju tego roku ktoś w złości życzył mi żeby ten mnie tak samo pokarał i
      pierwsze co sobie pomyślałam to najgorsza kara jaką miałam od Boga czy też od
      losu to właśnie te dwie straty.
      Dlatego boję się już modlić, ale jak tylko gorzej się poczuję czy coś jest nie
      tak to powtarzam jak mantrę do mojego Groszka "Walcz Maleńki, walcz, nie daj
      się. Wytrzymaj i urodź się zdrowy na przekór całemu światu"...
      I tak walczy mój Groszek o życie już 29 tygodni. Kocham go bardzo i myślę, że
      już bliżej niż dalej i to też daje mi i jemu siłę do dalszej walki.

      Maja i Groszek /29tyg./
      • utka Re: Czy modlicie się o swoje fasolki? 31.10.03, 10:10
        Dziewczyny, to bardzo piekne to o czym piszecie !
        Ja bedac 16 pazdziernika w kosciolku, zeby podziekowac za naszego Ojca Swietego
        i prosic o zdrowie dla niego, dowiedzialam sie, ze w tym tez dniu swoje swieto
        obchodzi Sw. Gerard Redemptorysta - patron wszystkich kobiet oczekujacych
        potomstwa - Wasz patron. Pamietajcie tez o nim w modlitwach, a wierze, ze
        potrafi wyprosic niejedno.

        pozdrawiam cieplutko i weekendowo
        utka
        • magdalena_76 Re: Czy modlicie się o swoje fasolki? 31.10.03, 10:19
          Utka, a jak byłam "nieżywa" na początku ciąży to bardzo chciałam wiedzieć, czy
          ktoś taki jest bo mi potrzeba było wsparcia!!! A czym on zasłużył na tak
          szlachetne miano - może wiesz?
          Buziaki
          M.
          • utka Re: Czy modlicie się o swoje fasolki - ŚW. GERARD 31.10.03, 10:31
            Madzia ponizej masz notke biograficzna o Św. Gerardzie - sorry bo troche
            przydluga.

            Zycze Ci Krakusko Droga i innym Mamusiom wielu cudownych chwil w oczekiwaniu na
            malenstwa. No i sama mam zamiar do Was dolaczyc za miesiac lub dwa.

            utka

            Św. Gerard Majella

            Gerard urodził się w 1726 roku, w Muro, małym miasteczku na południu Włoch.
            Miał szczęście mieć za matkę Benedyktę, która nauczyła go niezmierzonej i
            nieograniczonej miłości Boga. Czuł się szczęśliwy, ponieważ miał poczucie, że
            jest blisko Pana Boga.

            Kiedy miał zaledwie 12 lat, umiera jego ojciec i na nim spoczywa troska o
            utrzymanie rodziny. U jednego z mieszkańców miasteczka uczy się krawiectwa, ten
            traktuje go bardzo surowo i często nawet go bije. Po czterech latach
            terminowania, kiedy mógł już otworzyć własny warsztat krawiecki mówi, że chce
            iść na służbę do miejscowego biskupa Lacedonii. Przyjaciele namawiają go, żeby
            tego nie robił. Ale szykanowania i ciągłe wyrzuty, które powodują, że po paru
            tygodniach służący odchodzą, Gerarda nie odstraszają. Poddaje się wszystkiemu i
            trwa na służbie u biskupa przez trzy lata, aż do jego śmierci. Gdy Gerard jest
            przekonany, że taka jest Wola Boża, zgadza się na wszystko. Nie zważa na bicie
            go przez krawca, czy szykanowanie przez biskupa; w cierpieniu dostrzega sposób
            naśladowania Chrystusa. Mając to na uwadze zwykł był mówić: „Jego Ekscelencja
            chce mojego dobra”. Już wtedy długie godziny spędzał Gerard przed Jezusem w
            Najświętszym Sakramencie, który jest Sakramentem jego Pana ukrzyżowanego i
            zmartwychwstałego.

            W roku 1745, w wieku 19 lat, wraca do Muro i otwiera zakład krawiecki, który
            dobrze funkcjonuje. Jednak Gerard za swoją pracę pobiera niewielkie
            wynagrodzenie i praktycznie prawie wszystko co posiada rozdaje. Odkłada tylko
            sumę konieczną na utrzymanie swojej matki i sióstr, a resztę rozdaje ubogim
            albo na msze św. za dusze w czyśćcu. Żadne wydarzenie nie jest dla niego bez
            znaczenia; wszystko pomaga mu wzrastać w miłości ku Bogu. Podczas Wielkiego
            Postu w roku 1747 chce jak najbardziej upodobnić się do Chrystusa. Podejmuje
            więc surowe pokuty i, aby być wyśmianym oraz upokarzanym przez innych, udaje
            głupka i cieszy się, że ludzie na ulicy śmieją się i kpią z niego.

            Pragnie całkowicie oddać się na służbę Bogu i prosi o przyjęcie do OO.
            Kapucynów, ale ci odmawiają spełnienia jego prośby. Mając 21 lat próbuje życia
            pustelniczego. Jego pragnienie upodobnienia się do Chrystusa jest tak gorące,
            że chętnie podejmuje się odegrania głównej roli w przedstawieniu Męki Pańskiej,
            roli Chrystusa, w katedrze w Muro.

            Spotkanie z Redemptorystami

            W roku 1749 grupa 15 misjonarzy redemptorystów przybywa do Muro, aby prowadzić
            misje w trzech parafiach tego miasteczka. Gerard bardzo gorliwie uczestniczy w
            misjach i odkrywa, że to jest właśnie droga dla niego. Prosi więc o przyjęcie
            do Redemptorystów, ale o. Cafaro, ze względu na słabe zdrowie kandydata, nie
            zgadza się na jego prośbę. Gerard do tego stopnia naprzykrza się misjonarzom,
            że w momencie opuszczania przez nich miasta, o. Cafaro poleca rodzinie zamknąć
            go w mieszkaniu.

            Gerard stosuje pewien wybieg, dzięki któremu w przyszłości będzie znajdował
            szczególne zrozumienie w sercach młodzieży - wiąże ze sobą prześcieradła z
            łóżek i spuszcza się przez okno, aby dopędzić grupę misjonarzy. Przebiegł
            prawie 18 km zanim to osiągnął. „Zabierzcie mnie ze sobą, dajcie mi okazję
            spróbować; jeżeli próba nie wyjdzie możecie mnie wyrzucić na ulicę”, mówił
            Gerard. Wobec takiego uporu o. Cafaro nie pozostało nic innego, jak dać mu
            przynajmniej szansę. Posyła więc Gerarda do Deliceto, z listem, w którym
            pisze: „Przysyłam wam innego brata, który nie nadaje się do pracy….”

            Gerard całkowicie rozmiłowuje się w tej formie życia, którą św. Alfons,
            założyciel Redemptorystów, przewidział dla członków swojego Zgromadzenia. Jest
            bardzo szczęśliwy z odkrycia, że miłość do Jezusa w Najświętszym Sakramencie
            stanowi centrum ich życia oraz że bardzo istotna jest dla nich miłość do Maryi,
            Matki Jezusa. Swoje pierwsze śluby zakonne składa 16 lipca 1752 roku. Ku jego
            wielkiej radości była to Uroczystość Najświętszego Odkupiciela i równocześnie
            święto Matki Bożej z Karmelu. Od tego dnia, z wyjątkiem krótkiego pobytu w
            Neapolu i czasu spędzonego w Caposele, gdzie umiera, całe swoje życie przeżył
            we wspólnocie Redemptorystów w Iliceto.

            Etykieta „nieużyteczny” nie będzie już wkrótce aktualna. Gerard jest wspaniałym
            pracownikiem i w następnych latach będzie pracował jako: ogrodnik,
            zakrystianin, krawiec, furtian, kucharz, stolarz i murarz podczas prac
            remontowych w Caposele. Jest bardzo pojętny – wystarczy, że pójdzie do
            warsztatu rzeźbiarza i bardzo szybko nauczy się robienia krzyży. Jest skarbem
            dla wspólnoty, a jego ambicją jest, żeby zawsze i we wszystkim pełnić Wolę Bożą.

            W roku 1754 jego kierownik duchowy poleca mu, żeby napisał na kartce, jakie
            jest jego największe pragnienie. I napisał: „Bardzo kochać Pana Boga; być
            zawsze zjednoczonym z Bogiem; czynić wszystko dla Pana Boga; kochać wszystkich
            ze względu na Pana Boga; wiele dla Pana Boga cierpieć; jedyne co się w życiu
            liczy, to pełnienie Woli Bożej”.

            Ciężkie życiowe doświadczenie

            Prawdziwa świętość zawsze jest wypróbowywana przez krzyż. W roku 1754, Gerard
            przechodzi przez ciężką próbę, dzięki której nabył szczególnej mocy pomagania
            matkom i ich dzieciom. Do dzieł jego szczególnej gorliwości należy zaliczyć
            zachęcanie i pomaganie dziewczętom, które chcą wstąpić do klasztoru. Często
            stara się o zdobycie dla ubogich dziewcząt przepisanego posagu, bez którego nie
            można było wówczas wstąpić do klasztoru.

            Neria Caggiano to jedna z tych dziewczyn, którym pomagał Gerard. Traci jednak
            pragnienie życia w klasztorze i po trzech tygodniach wraca do domu. Celem
            usprawiedliwienia swojej decyzji, Neria rozpowszechnia fałszywe wiadomości o
            zakonnicach w klasztorze. Kiedy jednak prosty lud nie wierzy w jej opowiadania
            o życiu w klasztorze poleconym jej przez Gerarda, postanawia w obronie swego
            dobrego imienia skompromitować swego dobrodzieja. Pisze więc list do św.
            Alfonsa, przełożonego Redemptorystów, w którym oskarża Gerarda o popełnienie
            grzechów nieczystych z młodą dziewczyną, córką rodziny, w której domu Gerard
            często zatrzymywał się podczas swoich misjonarskich podróży. Święty Alfons
            wezwał Gerarda, żeby się wytłumaczył z tych oskarżeń. Zamiast się bronić,
            Gerard, za wzorem swego Boskiego Mistrza, milczy. W tej sytuacji, św. Alfons
            nie miał nic innego do zrobienia, jak surowo ukarać młodego zakonnika. Zakazuje
            mu więc korzystania z przywileju przyjmowania Komunii Świętej i wszelkiego
            kontaktu ze światem zewnętrznym.

            Nie było łatwo dla Gerarda zrezygnować z zapału o zbawienie drugich, nie da się
            jednak tego porównać z faktem zabronienia mu przyjmowania Komunii Świętej.
            Cierpi do tego stopnia, że prosi o pozbawienie go przywileju służenia do mszy
            św., ponieważ obawia się, że z powodu tak wielkiego pragnienia Komunii Świętej
            mógłby kapłanowi wyrwać z rąk konsekrowaną hostię.

            Wkrótce potem Neria poważnie zachorowała i sama napisała do św. Alfonsa, że jej
            oskarżenia wobec Gerarda były fałszywe, że je sama wymyśliła i są oszczerstwem.
            Święty Alfons poczuł się bardzo szczęśliwy na wieść, że jego syn jest niewinny.
            Ale Gerard, który nie popadł w przygnębienie wskutek tej próby, nie przeżywa
            specjalnej radości, gdy został uniewinniony. W obydwu wypadkach czuł, że
            spełnia się Wola Boża i to mu wystarcza.

            Cudotwórca

            Niewielu świętych może się poszczycić tyloma cudami, które przypisuje się
            świętemu Gerardowi. Proces jego beatyfikacji i kanonizacji ujawnia, że dokonał
            bardzo wielu cudów wszelkiego typu i rodzaju.

            Często wpada w ekstazę rozważając o Bogu i Jego Woli. W tych przypadkach było
            widać, że jego ciało
            • utka Re: Czy modlicie się o swoje fasolki - ŚW. GERARD 31.10.03, 11:10
              no tak a najwazniejsze o Św. Gerardzie mi sie nie wkleilo - przepraszam -
              ponizej, dlaczego Św. Gerard jest patronem matek oczekujacych potomstwa

              pzfka

              Często wpada w ekstazę rozważając o Bogu i Jego Woli. W tych przypadkach było
              widać, że jego ciało unosi się kilka centymetrów ponad ziemię. Wielu naocznych
              świadków stwierdza, że więcej niż jeden raz można go było zobaczyć i rozmawiać
              z nim w dwóch różnych miejscach równocześnie. Większość cudów zdziałał, aby
              przyjść z pomocą innym. Nadzwyczajne zdarzenia, o których tu mówimy są czymś
              normalnym, gdy patrzy się na jego życie. Przywraca życie pewnemu chłopcu, który
              spadł z bardzo wysokiej skały; błogosławi słaby plon zboża biednej rodziny i
              zboża wystarcza im do najbliższych zbiorów; w wielu wypadkach rozmnaża chleb
              przeznaczony dla ubogich. Pewnego dnia chodzi po wzburzonych wodach, aby
              doprowadzić łódkę pełną rybaków do pewnej przystani. Wiele razy Gerard wyjawia
              ludziom ich ukryte grzechy, których się wstydzili wyznać na spowiedzi,
              doprowadzając ich do skruchy i pokuty po otrzymaniu rozgrzeszenia.

              Również jego cudowny apostolat na rzecz matek jest przyczyną jego sławy jeszcze
              za życia. Pewnego dnia, gdy wychodził z domu swoich przyjaciół, rodziny
              Pirofalo, jedna z córek zwraca mu uwagę, że zostawił w domu swoją chusteczkę do
              nosa. Natychmiast w swojej proroczej wizji Gerard mówi: „Zatrzymaj ją sobie.
              Któregoś dnia ci się przyda”. Chusteczka jest przechowywana jako miła pamiątka
              po Gerardzie. Kilka lat później dziewczyna, której pozostawił tę chusteczkę,
              znalazła się w niebezpieczeństwie śmierci w czasie porodu. Przypomniała sobie
              słowa Gerarda i poprosiła o chusteczkę. Prawie natychmiast niebezpieczeństwo
              minęło i urodziła przepiękne dziecko. W innym przypadku, matka prosi Gerarda o
              modlitwę ponieważ znalazła się w niebezpieczeństwie wraz z dzieckiem, które
              nosi w swoim łonie. Obydwoje natychmiast ocaleli i odzyskali zdrowie.

              Śmierć i chwała

              Ponieważ Gerard był słabego zdrowia, było oczywiste, że zbyt długo nie pożyje.
              W roku 1755 nawiedza go gwałtowny krwotok połączony z biegunką i śmierć może
              nastąpić w każdej chwili. Nie mniej jednak musi jeszcze dać wielką lekcję na
              temat mocy posłuszeństwa. Jego kierownik duchowy prosi go, żeby wyzdrowiał,
              jeżeli taka jest Wola Boża. Natychmiast znika choroba, a on opuszcza łóżko i
              włącza się w życie wspólnotowe. Wie jednak, że jest to tylko chwilowe
              polepszenie i pozostaje mu jeszcze niewiele ponad miesiąc życia.

              Wkrótce potem wraca do łóżka i przygotowuje się na śmierć. Poddaje się
              całkowicie Woli Bożej. Na drzwiach swojej zakonnej celi umieszcza napis: „Tutaj
              spełnia się Wolę Bożą, tak jak chce Bóg i jak długo będzie chciał”. Często
              można słyszeć, jak powtarza następującą modlitwę: „Boże mój, pragnę umrzeć, aby
              wypełnić Twoją Wolę”. Niedługo przed północą 15 października 1755 roku jego
              niewinna dusza ulatuje do nieba.

              Kiedy umiera Gerard, brat zakrystianin ze wzruszenia uderza w świąteczny dzwon,
              zamiast w dzwony pogrzebowe. Tysięczne tłumy stają przy trumnie „swojego
              świętego”, aby zabrać jakąś pamiątkę od tego, który tyle razy przychodził im z
              pomocą. Po śmierci Gerarda prawie w całych Włoszech dzieją się za jego
              wstawiennictwem cuda. W roku 1893, zostaje on beatyfikowany przez Papieża Leona
              XIII, a 11 grudnia 1904 roku, Papież Pius X zalicza go w poczet świętych
              Kościoła Katolickiego.

              Święty matek

              Na skutek cudów dokonanych przez Boga za wstawiennictwem św. Gerarda dla dobra
              matek, mamy Włoskie podjęły wielkie starania, żeby ogłosić go ich patronem. W
              czasie procesu beatyfikacyjnego stwierdzono, że Gerard był znany jako „święty
              od szczęśliwych porodów”.

              Tysiące matek mogły doświadczyć mocy św. Gerarda poprzez „Bractwo św. Gerarda”.
              Wiele szpitali swoje oddziały porodowe poświęca św. Gerardowi i pomiędzy
              pacjentki rozdzielane są medaliki oraz obrazki św. Gerarda wraz z umieszczoną
              tam odpowiednią modlitwą. Tysiącom dzieci rodzice nadawali imię Gerarda w
              przekonaniu, że poród był szczęśliwy dzięki wstawiennictwu świętego. Nawet
              dziewczynkom nadawano jego imię i stąd powstały interesujące przekształcenia
              imienia "Gerard" na: Gerarda, Geralina, Gerardina, Geriana i Gerardita.

        • agaa5 Re: Czy modlicie się o swoje fasolki? 31.10.03, 10:20
          Ja też choć nie tak często. Nie mam jakiejś specjalnej modlitwy raczej taka
          rozmowa z Bogiem.
          Pozdrawiam
          Aga
        • lastka Re: Czy modlicie się o swoje fasolki? 31.10.03, 10:24
          Wiesz Majciu jak też ostatnio usłyszałam od kolegi z pracy takie słowa które
          sprawiły mi wręcz fizyczny ból, bo najpierw zaczał mi docinać że jestem jakbym
          miała urodzić czworaczki co jest nieprazwdą bo przez 20 tygodni przytyłam ok, 6
          kg, na moje stwredzenie, że będzie jedno dziecko bo bije jedno serduszko on mi
          odpowiedział ze "twoje dziecko może mieć jedno serce ale dwie głowy albo...i tu
          wszyscy ryknęli gromkim śmiechem a potem jeszcze posypały się komentarze,
          że "naświetlam" swoje dziecko więc może być...i lepiej by było żeby takie
          dzieci drogą naturalnej selekcji były usuwane z organizmu a nie przytrzymywac
          sztucznie przy życiu (brałam tabletki na podtrzymanie), powiedziałam im co
          myślę i wyszłam a łzy aż mnie duiły w gardle...tym bardziej pomyślałam sobie,
          że dobrze że widziała swoje dzieciulko na usg i ma jedną główeczkę i wszystko
          jest ok. Nie dajmy się złym ludziom, oni są zawistni i żli a my musimy myśleć o
          swoich fasolkach i wierzyć w to, że Bóg nam pomoże i nasze dzieciulki będą
          silne i zdrowe smile)
          I jeszcze jedno nie myślmy o złych rzeczach, musimy myśleć pozytywnie.
      • apolka Re: Czy modlicie się o swoje fasolki? 31.10.03, 10:45
        Bóg nie karze za grzechy, to wymysły dewotek, które nienawidzą świata i ludzi,
        pamiętaj o tym. To, co Ci się przytrafiło było bardzo przykrym doświadczeniem,
        nie wiem, jak wpłynęło na Twoje życie ale wiem, że z każdego nieszczęścia
        człowiek może "wyciągnąć" coś dla siebie, starać się, aby nie poszło na marne,
        aby wyniknęło w konsekwencji coś dobrego. Chociażby przez to, że otworzy
        szerzej oczy, stanie się bardziej wrażliwy, skieruje swoje myśli w jakąś
        stronę... . Znam dwie dziewczyny, którym nie było dane cieszyć się życiem
        swoich dzieci, jedna urodziła chore w 7 a druga w 6 miesiącu. Zaraz po porodzie
        dzieci umarły. I tak sobie pomyślałam, że może to była właśnie ta łaska, że nie
        będą się zajmowały chorymi dziećmi, może nie radziłyby sobie? Bóg obdarza nas
        różnymi doświadczeniami, wierzę, że zawsze są one "na nasze siły", tylko że my
        się czasem za szybko poddajemy. Modlę się więc o to, by poradzić sobie z tym,
        co przygotował dla mnie. Żebym umiała przyjąć i wykorzystać ten dar, jaki
        będzie. Modlę się też o zdrowie mojego maleństwa.
        • glupiakazia Re: Czy modlicie się o swoje fasolki? 31.10.03, 11:51
          Apolko bardzo pięknie to napisałaś. Ja przede wszystkim codziennie dziękuję za
          wszystko czym zostałam obdarzona, a głównie za miłość, w której On się
          przejawia i którą jest. Codziennie polecam Opiece Jego i Matki Najlepszej moich
          bliskich, męża i 2 córki i najbliższych (tzn. 20 tyg. Fasolę). Poprzednią ciążę
          straciłam, ale widać tak miało być i dziękuję Mu za to, że ze mną nic się wtedy
          nie stało i że mogę być z moją rodziną. Znalazłam też bardzo piękną modlitwę
          matki w stanie błogosławionym i odmawiam ją codziennie (nic nie działa tak jak
          wytrwała modlitwa):

          Umiłowany Ojcze, dziękuję Ci, że dałeś mi łaskę noszenia i dania życia. Pozwól
          mi dziękować dojrzale za ten wielki dar. Uświęć ofiarę mego wysiłku, stań przy
          mnie w trudnej godzinie, abym mężnie wytrwała i zrodziła zdrowe dziecko. Razem
          z mężem powierzamy je Twojej ojcowskiej opiece i przyjmiemy wszystko, co
          przyjdzie nam wykonać i wycierpieć. Udziel mi dobrych i czystych myśli, abym
          karmiła dziecko nie tylko moją krwią lecz także Twoją miłością, dobrocią i
          prawdziwą radością. Nie daj nam nigdy zapomnieć, że dziecko zostało nam
          powierzone, aby się stało dzieckiem bożym. Przez Chrystusa Pana Naszego, Amen.

          • madeyowa Re: Czy modlicie się o swoje fasolki? 31.10.03, 14:57
            Modliłam się codziennie za swoje Fasolki, a kiedy w drugiej ciąży pojawiły się
            poważne komplikacje codziennie odmawiałam Różaniec za moją córcię. Bardzo mi
            to pomagało.
      • jaga2003 Re: Czy modlicie się o swoje fasolki? 31.10.03, 15:10
        Majeczko!
        Ja się nie modlę z tego samego powodu!!! Modliłam się bardzo za pierwszym razem
        i nie udało się, więc teraz wolę nie przypominać Panu Bogu, że coś jeszcze może
        mi zabrać. Nawet do kościoła boję się chodzić - wiem, że to strasznie głupie,
        ale tak jakoś...Będziemy się modlić dziękczynnie, jak urodzimy piękne, zdrowe
        bobasy smile)))
        pozdrawiam,jaga


    • agnesp76 Re: Czy modlicie się o swoje fasolki? 31.10.03, 14:56
      Moja córka zgłębiając tajniki tematu 'skąd się biorą dzieci' doszła do
      etapu: 'gdzie jest dziecko zanim jest w brzuszku' i nie pytając nikogo sama
      sobie odpowiedziała - doszła do wniosku, że dzieci są w niebie i dopiero jak
      rodzice bardzo chcą, to jak śpią to Bóg wkłada takie dziecko do brzuszka mamusi.
      Piękne
      • lastka Re: Czy modlicie się o swoje fasolki? 31.10.03, 15:00
        Cudowne, aż się uśmiechnęłam do monitora smile)))
        • agnesp76 Re: Czy modlicie się o swoje fasolki? 31.10.03, 18:45
          Jeszcze odnośnie tego gdzie są dzieci przed brzuszkiem - to było w wieku może 4
          lat (nie pamiętam dokładnie) - teraz 6 lat (taki trochę głupawy wiek, w którym
          wypowiedzi na dowolny temat zawsze zmierzają do pupki, dupki, siurka itp.)
          zapytałam o to samo. Odpowiedziała:
          - Nie wiem... Może w pupie?
    • praktycznyprzewodnik Re: Czy modlicie się o swoje fasolki? 31.10.03, 17:10
      Ja za wszystkie odprawiałam dziewięc pierwszych piatków.
    • amanda2002 Re: Czy modlicie się o swoje fasolki? 31.10.03, 17:31
      Niestety! Ja juz skonczylam sie modlic do Boga. Dlaczego?
      Dlatego ze od kiedy sie dowiedzialam ze jestem w ciazy modlilam sie co
      dziennie o zdrowie mojej coreczki. I jaki tego koniec? Zabral mi ja do siebie
      w 37 tygodniu ciazy!! Moze modlilam sie za bardzo?
      Teraz jestem znowu w ciazy i powiem wam ze modlic sie juz nie bede bo moze to
      dziecko mi tez zabierze do siebie? Czasami sie zastanawiam co mu (Bogu)
      zrobilam ze zabral mi to co bylo dla mnie najcenniejsze?
      • isma Re: Czy modlicie się o swoje fasolki? 31.10.03, 17:55
        Amando,
        to bardzo smutne, co napisalas. Mam nadzieje, ze teraz juz wszystko bedzie
        dobrze - ale co to znaczy dobrze?
        W czasie ciazy przeszlam powazna infekcje wirusowa i bardzo balam sie o nasza
        coreczke, mozna powiedziec, ze szalalam ze strachu. Wygladalo na to, ze dziecko
        bedzie uposledzone umyslowo, prawdopodobnie gluche...
        I, wiesz, uspokoilam sie dopiero wtedy, kiedy przyszly do mnie slowa "nie moja,
        ale Twoja wola niech sie stanie". To byla moja jedyna modlitwa o nasza corke.
        Chyba - mowie chyba, po byloby pewnie pycha twierdzic to na pewno - bylam w
        stanie wtedy zaakceptowac wszystko, kazdy wybor losu.
        Maria Stella jest od pietnastu miesiecy z nami. Slyszy i widzi. Jest zwykla,
        inteligentna, pogodna, chorujaca wprawdzie czesto dziewczynka, ale jest. A ja
        nie dyskutuje z ludzmi, ktorzy uzalaja sie nad nia i nade mna, ze "nic" nie
        mozemy jesc, bo zaraz uczulenie, ze musimy uwazac na kurz, plesnie, welne i
        dziesiatki innych rzeczy.
        Wierze, ze przyjdzie juz niedlugo taki dzien, ze bedziesz szczesliwa, jako mama
        takze.
        Pozdrawiam.
        • amanda2002 Re: Czy modlicie się o swoje fasolki? 31.10.03, 18:48
          Ismo!
          Dziekuje ci za cieple slowa!
          Ja tez mam nadzieje ze tym razem bedzie dobrze, probuje w to uwierzyc ale to
          nie jest takie latwe! Tesknie za moja coreczka i mam zal do Boga ze mi ja
          zabral. Bardzo sie nacierpialam w moim zyciu a smierc mojej coreczki dobila
          mnie totalnie!
          Pozdrawiam cie mocno!
          Monika
          • tjoanna Re: Czy modlicie się o swoje fasolki? 31.10.03, 21:10
            Razem z mężem każdego wieczora modlimy się za maleństwo. Szczególnie na
            początku ciąży miałam mnóstwo różnych niepokojów i to bardzo mnie uspokajało:
            ja robię to, co mogę, żeby było dobrze, ale "nie moja wola...". Uczyło
            zaufania.
            Joanna
      • grrrrw Re: Czy modlicie się o swoje fasolki? 02.11.03, 19:38
        Amanda, ja czytałam Twoja Opowieść, a Ty zapewne moją, bo spotkałysmy sie
        na "poronienie". Ja wtedy tez sie modliłam.
        • amanda2002 Re: Czy modlicie się o swoje fasolki? 03.11.03, 12:36
          Czesc Grrrrw!
          Ja tez czytalam twoja smutna historie i jest mi naprawde przykro! Wiesz ja
          mam rozne mysli i dobre i zle ale czasami poprostu mysle ze moze ja za bardzo
          kochalam i chcialam i dlatego Bog mi ja odebral? Sama juz nie wiem w co mam
          wierzyc...
          Pozdrawiam cie bardzo!
      • praktycznyprzewodnik Re: Czy modlicie się o swoje fasolki? 02.11.03, 19:41
        "Kochani Rodzice, nie myslcie ze Waszym dzieciom Toniemu i Anice przydazyło sie
        cos złego. Oni maja tylko chwilowe problemy z łodzią. Niedługo je zobaczycie
        całe i zdrowe, przysiegam". Pippi
    • santta Re: Czy modlicie się o swoje fasolki? 01.11.03, 11:13
      Czytam i płaczę... Boże jak cudownie jest być w ciąży, urodzić i potem miec to
      swoje najwieksze szczęście przy sobie. Dziękuję....
      • agatunka Re: Czy modlicie się o swoje fasolki? 01.11.03, 12:35
        Aż mi się przyjemnie zrobiło jak to przeczytałam. POozdrawiam Agata i 34 tyg
        brzuszek
Inne wątki na temat:
Pełna wersja