lekcewazenie w szpitalu

06.11.03, 09:02
Moja kolezanka ostatnio rodzila. porod wspomina dobrze natomiast opieke
pozniej jako koszmar. Pielegniarki ja totalnie olewaly, byly wstretne, a gdy
maluszka umyly calego pod kranem moczac pepek, Gosia nie wytrzymala i im
zwymyslala. Ja tez nie naleze do osob, ktore daja soba pomiatac - bez wzgledu
na okolicznosci. Sama pracuje w budzetowce i zarabiam grosze, ale swoja prace
wykonuje solidnie. Chcialam zapytac, jak mozna i do kogo jeszcze
interweniowac, gdy pielegniarki szczekaja lub maja cie w d....?
    • pysio8 Re: lekcewazenie w szpitalu 06.11.03, 09:21
      Cześć, ja też biję się z myślami, co zrobić???......

      Opisać moją szpitalną historię, włożyć w to sporo energii, wysłac, gdzie trzeba?
      Najbardziej boję sie konfrontacji, tego, że położna wszystkiemu zaprzeczy, a ja
      mam jedynego świadka-.... siebie .

      Poczyniłam juz pewne kroki, skontaktowałam się z warszawską fundacją "Rodzić po
      ludzku", wiem też, że mogę napisać do Warszawskiej Okręgowej Izby Pielęgniarek
      i Położnych- 00-042 Warszawa, ul. Nowy Świat 63

      Ale jakos nie wierzę, ze moje pismo zmieni cokolwiek sad((((((
      z drugiej strony, to, co mnie spotkało, męczy mnie i w końcu czuję, że wezmę
      się w garść napiszę i wyślę pisma , gdzie trzeba.

      Możesz poinformować o złym traktowaniu dyrektora placówki zdrowia oraz
      ordynatora oddziału ginekologiczno- położniczego.
      Z tym, że coś im udowodnić- sama wiesz, tam "ręka rękę myje."

      Zbieram się i zbieram i zła jestem na siebie, ze to tak długo trwa i że
      tchórzę.
      Muszę podjąc decyzję, i przestać narzekać!!!
      • malgog Re: lekcewazenie w szpitalu 06.11.03, 09:30
        Ale opisz proszę co się wydarzyło .
        Magosia
        • pysio8 Re: lekcewazenie w szpitalu 06.11.03, 09:35
          Fajnie, ze ktos chce to czytać, myslałam, że piszę głównie dla siebie, zeby
          odreagować smile)))))

          Popisałam na forum szpitale wątek o położnej z kaprzaka i o instytucie matki i
          dziecka w wa-wie.

          moze później cos dopiszę bo zaraz wychodzę, na razie!!!
          • malwes Re: lekcewazenie w szpitalu 06.11.03, 10:12
            Hej dziewczyny,

            Ja spędziłam parę miesięcy w jednym ze szpitali klinicznych w W-wie. Leżałam
            plackiem, korzystając z basenu więc wiem co to znaczy być na łasce położnych i
            salowych. Miałam do niektórych osób sporo zastrzeżeń a pewnego dnia (po kilku
            miesiącach znoszenia tego z uśmiechem) trafił mnie szlag. Dowiedziałam się kto
            w szpitalu jest odpowiedzialny za przyjmowanie skarg i zażaleń no i poskarżyłam
            się. W zasadzie poskutkowało i żadnych nieprzyjemności z powodu tego co
            zrobiłam nie miałam. Jestem zdania, że nie o wszystko trzebe drzeć koty ale nie
            można tez pozwolić na lekceważenie siebie.
            Pozdr.
            • kags Re: lekcewazenie w szpitalu 06.11.03, 10:29
              Dziewczyny!!! Rany kota! Reagujcie jakos, robcie z tym cokolwiek. Jezeli kazda
              z nas zle potraktowana powie "trudno", to nigdy to sie nie zmieni!!!
              Juz gdzies pislalam na forum o tym, ze polozne, pielegniarki maja pewne
              obowiazki w swojej pracy za ktore dostaja wynagrodzenie (nie wnikam jakie),
              ale to jest ich praca. Nie wyobrazam sobie dac poloznej w lape zeby traktowala
              mniejak czlowieka! Ja tez gdziestam pracuje i za wykonywanie swoich obowiazkow
              wg mojego widzimisie nie pobieram dodatkowych oplat. To jest jakas paranoja,
              absurd. Bez Waszej reakcji na zle traktowanie nic sie nie zmieni.
              Pozdrawiam Was wszystkie serdecznie.
              KaGS.
              • kasik8 Re: lekcewazenie w szpitalu 06.11.03, 11:30
                byl ostatnio na forum watek...poszanowanie i godnosc pacjenta...dosc duzo
                postow!! i przykladow zlego traktowania. Najsmieszniejsze jest to ze wielu
                mamom to nie przeszkadza. Tzn. twierdza, ze jesli sie zaplaci to tego nie
                ma...wiec jak ktos nie chce tego miec to niech placi a reszta jest sama sobie
                winna. I co wtedy robic??? JA juz sobie nerwy zrzarlam na komentarze na ten
                temat. Jedno wiem..ja nie dam soba pomiatac a grosza zlamanego tez nie dam.
                Pozdrawiam Kasik
                • kags ja tez Kasik, ja tez nie dam! 06.11.03, 12:01
                  3m sie!
                  pozdro,
                  KaGS
              • malwes Re: lekcewazenie w szpitalu 09.11.03, 10:28
                kags napisała:

                > Dziewczyny!!! Rany kota! Reagujcie jakos, robcie z tym cokolwiek. Jezeli
                kazda
                > z nas zle potraktowana powie "trudno", to nigdy to sie nie zmieni!!!
                > Juz gdzies pislalam na forum o tym, ze polozne, pielegniarki maja pewne
                > obowiazki w swojej pracy za ktore dostaja wynagrodzenie (nie wnikam jakie),
                > ale to jest ich praca. Nie wyobrazam sobie dac poloznej w lape zeby
                traktowala
                > mniejak czlowieka! Ja tez gdziestam pracuje i za wykonywanie swoich
                obowiazkow
                > wg mojego widzimisie nie pobieram dodatkowych oplat. To jest jakas paranoja,
                > absurd. Bez Waszej reakcji na zle traktowanie nic sie nie zmieni.
                > Pozdrawiam Was wszystkie serdecznie.
                > KaGS.

                Do Kags,

                Zgadzam się z Tobą. Ja nie zapłaciłam ani grosza ale doszłam do wniosku, że
                kłocenie się z bezpośrednio winnymi niewiele pomoże. Dowiedziałam się jaka jest
                w szpitalu oficjalna droga składania "reklamacji" i wykorzystałam to. Nie
                wymieniłam ani nazwisk ani konkretnych dat ale opowiedziałam odpowiedniej
                osobie jakie "zwyczaje" panują na oddziale i ta osoba zwróciła uwagę zarówno
                oddziałowej jak i ordynatorowi. Wieść się rozeszła, pewnie nie wszyscy byli
                pocieszeni że nie porozmawiałam z winnymi osobami ale ja uważałam, że nie
                jestem dzieckiem żeby się skarżyć po kolei najpierw położnej, potem
                oddziałowej, lek. prowadzącemu, ordynatorowi itp i zastanawiać się kto
                zareaguje. Ja jestem cierpliwa ale jak już się przeleje to mówię tylko raz i
                bezpośrednio temu w czyich kompetencjach leży załatwianie takich spraw.
                Miałam trochę wyrzutów że może niepotrzebne to było ale w końcu ja leżełam w
                szpitalu żeby walczyć o życie mojego dziecka a nie po to, by walczyć z
                personelem o najzwyczajniejsze w świecie poszanowania pacjenta.
                Pozdr
                • pysio8 Re: lekcewazenie w szpitalu 09.11.03, 11:05
                  Dobrze jest przeczytać, ze część z was ma już poza sobą składanie skarg na
                  personel medyczny. Takie posty zmotywowały mnie ostatecznie.
                  Dzisiaj piszę pismo, które osobiście dostarczę.
                  Z tym, ze podam nazwiska konkretnych osób, które były przy porodzie mojej córki.

                  Za dużo strachu najadłam się wówczas, żeby im podarować nieprofesjonalne,
                  nastawione na korzyści materialne zachowanie.

                  Robię też to dla kobiet będących w ciąży i dla tych, które dopiero planują
                  dziecko.
                  Nawet jeżeli wyprą się wszystkiego, nie mogę tego tak zostawić.

                  Zainteresowanym wyjaśniam, że w IMiDz w Warszawie spotkałam się z
                  łapówkarstwem, chamskimi odzywkami i wprowadzeniem mnie w błąd, co do postępów
                  w rozwieraniu się mojej szyjki macicy.
                  Pozdrawiam
                  • kags Re: lekcewazenie w szpitalu 09.11.03, 12:37
                    Pysio, Malwes! Dzieki!!!
                    Pysio Trzymam kciuki smile
                    Pozdrawiam,
                    KaGS.
    • antonina_74 Re: lekcewazenie w szpitalu 06.11.03, 12:14
      A mnie np. zwymyślał ...profesor! powiedział że jestem głupia i
      nieodpowiedzialna decydując się na drugie dziecko po cc, że "zrobiłam sobie"
      dzieciaka a teraz oczekuję cudów od medycyny, i że 29 lat to już nie jest wiek
      na rodzenie dzieci (młodsza się pani już nie zrobi, trochę długo się czekało,
      he, he). I to wszystko jak leżałam na łóżku porodowym a on wkładał łapsko...
      wiadomo gdzie smile A na koniec "no dobra już zrobię pani to cięcie" jakby łaskę
      robił a nie konieczny zabieg. I komu się poskarżyć na profesora???
      • kags Re: lekcewazenie w szpitalu 06.11.03, 15:08
        no comments...
        pozdro,
        KaGS
      • jaga2003 Re: lekcewazenie w szpitalu 06.11.03, 15:24
        Cześć - to jest takie okropne, że nawet nie wiem, co Ci odpisać sad(
        Chyba tylko tyle, że współczuję Ci bardzo a ten profesor to jakiś ostatni,
        hmmm, jak by go tu.... porównanie z męskim członkiem byłoby chyba
        komplementem... Na pociechę - to mu nie zostanie zapomniane i NA PEWNO się
        jeszcze doczeka kary bożej smile)
      • marta_km Re: lekcewazenie w szpitalu 06.11.03, 19:35
        niestety, niektórzy profesorowie to tacy zadufani w sobie buce, że zapominają
        o kulturze. Albo też stracili resztki kultury i klasy wskutek uderzenia wody
        sodowej do "profesorskiego mózgu". Ale taki profesor też ma zwierzchnika.Jest
        nim rektor odpowiedniej Akademii Medycznej lub dyrektor szpitala.
      • nataliaderylo Re: lekcewazenie w szpitalu 13.11.03, 09:47
        A co to za kutafon????????????? Podaj koniecznie nazwisko i szpital, trzeba go
        unikac jak ognia! Inaczej nic sie nie zmieni i jeszcze duzo mam i dzieci
        ucierpi.
        Pozdr
    • ka12 Re: lekcewazenie w szpitalu 06.11.03, 12:47
      chyba, gdyby cos sie dzialo, skorzystam z namiarow od pysi albo naglosnie
      sprawe w lokalnych mediach, bo to najbardziej skutkuje. W tym tygodniu czytalam
      np. artykul o kobiecie z mojego miasta, ktora w szpitalu (z certyfikatem
      jakosci!)spala na podlodze by moc zostac na noc ze swoja 2letnia coreczka, mimo
      ze lozka w sali byly wolne. Po tym arykule zadzwonilo wiecej rodzicow z
      podobnymi doswiadczeniami. Lekarka odpowiedzialna za oddzial tak sie
      wystraszyla, ze zadzwonila prywatnie do tej kobiety i prosila, zeby zmienila
      zeznania i powiedziala, ze spala na lozku. Nie wiem jaki bedzie final, bo
      artykul byl we wtorek, ale trzymam kciuki za babeczke i innych rodzicow.
      • pyzapyza Re: lekcewazenie w szpitalu 06.11.03, 19:24
        Kuźwa, nie wiem, cobym odpowiedziała, gdyby ktoś do mnie zadzwonił i prosił,
        żebym mówiła, że spałam na łóżku, jeśli spałam na podłodze!! Z tygodnia na
        tydzień, jak zbliża się poród robię się coraz bardziej agresywna i skończy się
        tym, że jak ktoś na mnie krzyknie w szpitalu, to odpalę taką wiąchą, że w pięty
        tym durniom ze szpitala pójdzie! Ja rozumiem, że można mieć zły dzień, etc.
        Nikt nie obiecywał pielęgniarkom, że będą zarabiały kokosy - może trzeba było
        iść na ekspedientki do mięsnego? Jak ja bym była niemiła dla naszych klientów,
        toby mnie szef bez skrupułów wywalił. I tyle.
        • kasik8 Re: lekcewazenie w szpitalu 06.11.03, 19:32
          A! I chcialam dodac jeszcze jedno...ze wspomnien o porodzie.
          Rodzilam sama ...lamali przepis za przepisem nie pytajac mnie o zgode w
          roznych sytuacjach kiedy o nia powinni spytac..kiedy juz wyszlam ..zlozylam
          skarge...wiecie jak ja skwitowali? ze mialam depresje poporodowa i nie
          pamietam co sie dzialo a wszystko co opowiadam to mi sie wydawalo. A ja
          ku...nigdy nie bylam bardziej przytomna! Dlatgo biore teraz meza...nikt mi nie
          wmowi, ze tak nie bylo! A slyszalam o przypadku, ze kobieta w trakcie porodu
          dochodzila swoich praw...zadala od poloznej np. informacji na temat jaki lek
          wlasnie dostala...albo ze chcialaby pochodzi troche po sali skoro sie dobrze
          czuje....informacja o "klutliwej mamie" dotarly do lekarza odbywajacego
          wlasnie dyzur. Pofatygowal sie do pani specjalnie...nachylil sie nad nia i
          wyszeptal przez zeby:"A teraz jak masz taki ciety jezyk to bedziesz rodzila
          dluzej, bez pomocy". Nie uwierzylabym, gdybym tej dziewczyny nie znala!
          Bo czy trzeba duzo? nie musza nam szkodzic moga nam poprostu niepomagac...
          Kasik
          • mamadwojga Re: lekcewazenie w szpitalu 07.11.03, 08:29
            Nie wierzę Kasik. Ja jestem normalnie łagodna jak baranek ale jak mi ktoś na
            odcisk nadepnie to..... Potrafię narobić rabanu. W szpitalu kiedy urodziłam i
            wydało mi się, że coś robią źle z moim synkiem to tak nawrzeszczałam na
            wszystkich obecnych że aż musieli mi dać leki na uspokojenie. Może dzięki temu
            potem leżałam sobie w dwuosobowej sali a pielęgniarki chodziły jak w zegarku.
            Jestem za tym by dochodzić swoich praw. I składać skargi na złe traktowanie.
            Po którejś skardze nie będą mówili że kobiety nie pamiętają co się działo i
            może do tych pustych głów coś dotrze. Nie można wszystkiego tłumaczyć marnymi
            zarobkami. Kto w tym kraju dużo zarabia? Teraz jest takie bezrobocie, że
            powinni szanować pracę i za marne grosze, bo lepiej taka jak żadna. Ja to się
            ostatnio chyba taka pyskata bardziej zrobiłam i skargi składam w spółdzielni,
            przychodni, sklepie... Nie można się godzić na bylejakość. Pozdrawiam.
    • majcia74 Re: lekcewazenie w szpitalu 07.11.03, 10:56
      No to i ja się dopiszę ze swoją traumą ze szpitala.
      Dwa lata temu rodziłam martwe dzieciątko w 18 tyg. ciąży. Rzecz bolesna
      fizycznie jak i duchowo sad Wiadomo. Poród wywoływany oksytocyną trwał dwa dni
      tj. od rana pierwszego dnia, przerwa w podawaniu oksytocyny na parę godzin w
      nocy i tak do 23.00 dnia następnego. Do macicy miałam "zamontowany" tzw.
      balonik, a ze mnie wystawała rurka z ciężarkiem powodująca dodatkowe
      rozwieranie się szyjki macicy od wewnątrz i z tego powodu musiałam przez cały
      ten czas płasko leżeć tak by ten ciężarek zwisał i ciągnął. Piszę o tym
      żebyście zrozumiały że ból był nieprzęciętny z czego zdawała sobie sprawę pani
      ordynator i pod koniec zleciła podanie mi dolarganu, chyba 100 /niepamiętam,
      byłam półprzytomna z bólu/, ale stało się tak że pani ordynator poszła do domu
      i została ze mną młoda lekarka na dyżurze i ta stwierdziła ze boi się podać
      taką ilość na raz i podzieliła dawkę na pół, podając mi w kilkugodzinowych
      odstępach. Nie muszę dodawać że oczywiście efekt był prawie żaden sad
      Nieważne.... ten ból mija, a ona zlekceważyła zalecenia ordynatora nie moje.
      Pewnie ze strachu i braku doświadczenia.

      Rekordzistką od lekceważącego stosunku do moich uczuć w szpitalu była natomiast
      salowa, która chcąc mnie pocieszyć gdy było już po wszystkim dowiedziawszy się
      od pielęgniarki, że dziecko martwe i malutkie powiedziała: "widzisz, takie małe
      gówno a tyle się namęczyłaś..." !!!! sad((((
      Wiem, że chciała mnie pocieszyć, ale to nie tamten ból tak pozostał w mojej
      pamięci jak te jej słowa..., a przecież to był mój synek...sad

      Maja i Groszek /30tyg./
      • asiaasia1 Re: lekcewazenie w szpitalu 07.11.03, 13:17
        Boże , bardzo Ci współczuję . Jestem wstrząśnięta . Życzę dużo szczęścia . Asia
      • pysio8 Re: lekcewazenie w szpitalu 07.11.03, 13:34
        Majcia, tak chciałabym coś krzepiacego Tobie napisać, ale nie wiem, co.
        Za kazdym razem, kiedy czytam posty dziewczyn, krórym umarło dziecko to płaczę
        i wiem, że to, co ja przeszłam jest niewspółmierne do waszych przeżyć.

        i może nie powinnam się skarżyć i opwiadać o wrednej położnej
        bo to złe, chamskie traktowanie jakoś mozna zcierpieć,a śmierci dziecka nie
        sposób.

        Pozdrawiam Ciebie i Groszka najgoręcej jak potrafię
        i wszystkie dziewczyny, które zechciały tutaj, w tym konkretnym wątku
        wypowiedzieć się.

        • gizmag Re: do Maji.\ 09.11.03, 18:53
        • gizmag Re: do Maji.\ 09.11.03, 18:59
          Maju bardzo ci współczuje wiem co czujesz ja przeżyłam taka samą tragedie jak
          ty.Musiałam urodzić moja córeczke martwą w 41 tygodniu.Różnica miedzy nami jest
          taka że mną zajeli sie w cudowny sposób.Pani ordynator powiedziała mi -
          dziewczyno jestes młoda potraktuj to wydarzenie jak zły sen ,jeszcze nie raz i
          nie dwa urodzisz piekne dzieci.Wiem że to żadne pocieszenie ale nikt nie był
          dla mnie oschły wręcz przeciwnie na wszystkie moje pytania starannie mi
          odpowiadali.Majeczko nie martw sie dla naszych aniołków cały czas świeci
          słoneczko i nam tez kiedys ono zaświeci i bedziemy mieć nasze aniołki z
          powrotem przy sobie (wierze w to że w nowych dzieciątkach jest kropla tych
          utraconych) .Pozdrawiam cie i zycze powodzenia.
      • kags Re: lekcewazenie w szpitalu 07.11.03, 15:05
        Majciu brak mi slow.
        Pozdrawiam,
        KaGS
Inne wątki na temat:
Pełna wersja