magdabdg
05.02.09, 14:39
Na wstępie powiem, że rodziłam w Bydgoszczy w Szpitalu Miejskim nr.2 i jestem
bardzo zadowolona

Ogólnie mój poród to nieporozumienie, ponieważ byłam po terminie 8 dni i
zgodnie z zaleceniami zgłosiłam się do Szpitala (Biziela) na patologię. Gdy o
12 byliśmy w szipitalu tam mi uprzejmie oświadczyli, że nie ma miejsc i mam
jechać do Szpitala MIejskeigo. Już było źle, bo nie chciałam tam rodzić, ale
nie było wyboru. Dotarlismy tam, przyjęli mnie, podłączyyli do ktg, kazali
czekać. Zaraz wzięli mnie na USG, lekarka pytała czy mi wody nie odeszły, bo
mało jest, ja mówie, że raczej bym zauważyła i że nie mam żadnych skurczy. Po
USG kazali czekać. Za chwilę zawołali na badanie gin, potem kazali czekac.
Wnerwiałam już się, bo mogli by mi pokazać salę to bym się już chociaż
rozgościła, a zaraz przechodzi lekarka i informuje nas, że jedziemy na blok
porodowy nr 1
wyobraźcie sobie moją minę... Ja przyjechałam do szpitala
leżeć, bez żadnych skurczy, myślałam tylko o tym, że umrę z nudów w tym
szpitalu, a ona do mnie że bedę rodzić... No nic, poszliśmy na drugą izbe
przyjeć, kazali się ubrac do porodu, trochę formalności i na salę. Sala
jednoosobowa, bo Patryk jednak był ze mną i dzięki Bogu, że się na to
zgodziłam, bo sama bym umarła z nudów. połozyli mnie na łóżko , podłaczyli do
ktg i kroplówki i kazali dzwonic jak się zacznie... leżałam tak od 16 do 18,
bo o 18 bardzo fajna położna podłączyla mi oksy na przyspieszenie, dała piłke
zeby skakac jak bedzie bardzo bolec, zmierzyła rozwarcie - 4cm i powiedziała,
że jak już nie będę mogła wytrzmac to mi dadzą znieczulenie, ale to trochę
spowalnia poród,Patrykowi kazała mierzyc skurcze, dała mi 3 czopki zebym sobie
wsadziła i do dziś zastanawiam się co to było

No to leze tak wciaz bez
jakichkolwiek oznak rychlego porodu i umieram z głodu, bo od rana nic nie
miałam w ustach, ale zaraz zaczęłam coś czuć, wskoczyłam na piłkę, która mi
wcale nie dawała ulgi, ale jak położna mówiła, że mi pomoże to ja skacze,
zmierzyli rozwacie 6 cm, mówi, że szybciutki poród będzie i poszła. Ja
skaczedalej kiedy zachciało mi się siku, no to stojaczek, Patryk i do kibelka. Jak
wróciliśmy to piłeczka i już miałam co 2 min skurcz nie do wytrzymania, to
dzwonię po nią i mówię ,ze chce znieczulenie, a położna, że ok. Kładę się ona
patrzy i mówi, że to już 8 cm, za późno na znieczulenie i rodzimy. Ja nie
wiedziałam co mam robić ze sobą, ręce i usta mi zdrętwiały od tej kroplówki,
Patryk podawał mi wodę małymi łyczkami i kazałam mu iść po pomadke, bo usta mi
zaschły niemożliwie i denerwowało mnie to, jak wrócił, to całą ekipa juz była
i akcja się zaczeła o 19 od przebicia pęcherza płodowego, wody chlusnely
tak,ze lekarka chyba po twarzy dostała

potem słuchałam położnej i parłam
jak kazała, nie ma co tu ukrywać, dal mnie to był ból nie z tej ziemii. Trochę
mnie nacięli i o 19:14 Malutka była już z nami

po niej łożysko, czego w
ogóle nie poczułam, Patryuk wyszedł, znieczulenie i szycie... Pierwszej fazy
szycia nie czułam, ale później bolało dość mocno, chociaż myślę, że już po
urodzeniu mój próg odporności na ból jest sto razy wyższy

Poród błyskawiczny, ale ból straszny. Ogólnie wszytsko pamiętam jak przez
mgłę, dla mnie to był ogromny szok. Sama bym nie urodziła, Patryk był świetny,
nie bał się patrzeć, z resztą wtedy nie obchodziło mnie kto tam patrzy.
Życzę wszystkim takiego porodu jak mój, bo było szybko i personel był
fantastyczny

aha, dla mnie najdziwnejsze było uczucie jak dzidzia wychodzi, to
prześlizgiwanie się

nie zapomnę tego z pewnością
Do pań z BDG, polecam Szpital Nr 2, nie mam żadnych zastrzeżeń (może oprócz
prysznicy

)opieka wspaniała, nie było pielęgniarki która by byla niemiła,
pozdrawiam wsyztskie mamy