mama-ola
16.02.09, 11:51
Uspokajam, że nie będzie to wątek o charakterze "podejmijcie za mnie
decyzję"

Po prostu ciekawa jestem opinii innych ciężarówek.
A więc tak. Właśnie mi leci 34tc. Jak zadzwoniłam do szpitala w
sprawie szkoły rodzenia, to mi powiedzieli, że kurs trwa 10 tygodni
i że jest dla mnie za późno, ale mogę przyjechać i poprosić położną,
może się zgodzi mnie przyjąć. A mnie się tak sobie chce iść i prosić
o łaskę, i motywować, i przekonywać... (mnie się generalnie mało co
chce).
Druga sprawa to taka, że do autobusu mam dobre 15-20 minut piechotą,
potem tymże autobusem jeszcze z 15 minut. (Czy mi się chce tak łazić
i jeździć? Średnio...)
Trzecia sprawa to ciągle bóle brzucha. Wtedy w ogóle mi się nic nie
chce, tylko zwinąć się w kłębek i leżeć. Trudno mi iść między ludzi
i zachowywać się społecznie, jak się źle czuję.
A "za" jest chyba tylko jeden argument. Ja tych oddechów i innych
takich pomocnych przy porodzie zachowań nie umiem. Poprzedni poród
trwał u mnie bardzo długo, urodziłam gdzieś tak na piątej serii
partych, a położna ciągle nade mną biadoliła "ona nie umie
przeć", "ona nie umie oddychać", "ona wciąga powietrze w policzki"
(zamiast gdzieś tam).
No może jest i drugi argument "za" - jak się skończy przyszpitalną
szkołę rodzenia, to chyba lepiej na taką pacjentkę patrzą przy samym
porodzie (dają papier, że się tu do szkoły chodziło), no i można
oswoić kąty.
I tak się zastawiam, czy iść do tej szkoły rodzenia czy nie. Niby
argumentów przeciw jest więcej, ale one wszystkie chyba są na moim
lenistwie oparte... (O pieniądze nie chodzi, szkoła kosztuje 100 zł,
tyle wolnych środków mam

) A Wy byście poszły na moim miejscu?