Strasznie mi źle...

20.11.03, 20:50
Cześć dziewczynki!
Z góry przepraszam Was za taki wątek, ale nie mogę się powstrzymać i muszę o
swoim żalu napisać do Was, mam nadzieję, że mi to wybaczycie...
18 listopada odeszło ode mnie moje kochane psisko, z którym się znaliśmy 12
lat. Nie ma co ukrywać, że był pełnoprawnym członkiem naszej rodziny. Brakuje
mi go na każdym kroku, gdzie nie spojrzę... Chciałabym dać upust swojemu
żalowi, wypłakać się wręcz spazmatycznie, albo gdzieś biec zupełnie bez celu
i krzyczeć, ale właśnie nie mogę tego zrobić, bo jestem w ciąży. Dlatego
pozwoliłam sobie taką sprawę poruszyć na tym forum, może któraś z Was też
przez to przechodziła i wie jak opanować ten straszny smutek i żal...
    • juliaaaaa Re: Strasznie mi źle... 20.11.03, 20:58
      Kasiu,
      wiem, co czujesz, bo jestem psiarą i straciłam już dwa psy. Za każdym razem
      strasznie to przeżywałam. Ostatni pies odszedł od nas trzy dni przed
      Wigilią... Możesz się domyślić jakie to były święta. Co zrobiłam, żeby
      zmniejszyć smutek? Po nowym roku pojechałam na Palucha, skąd pochodzą
      wszystkie moje zwierzaki i wzięłam najsmutniejszą pokrakę. Nie twierdzę, że
      zastąpił starego - to niemożliwe - ale dał nam dużo radości i jest z nami do
      dziś. A w schronisku spędził 2 lata!!! Teraz jest najszczęśliwszym psem na
      świecie. A my dzięki niemu!
    • cardamomo Re: Strasznie mi źle... 20.11.03, 21:39
      Kasiu,

      ja również doskonale Cię rozumiem. Każde z moich zwierzaczków opłakiwałam
      bardzo bardzo, począwszy od chomika (kiedy przez 3 dni od płaczu dostałam
      gorączki 39 stopniowej), poprzez kolejne zwierzątka. Teraz mam kota, który
      kilka razy wyskoczył z 1 p. na spacer, a podczas tego czasu szalałam z
      rozpaczy i w spazmach płaczu oczami wyobraźni widziałam go przejechanego przez
      samochód.
      Szczerze Ci współczuję - to tak, jak opłakiwanie najbliższej osoby w rodzinie,
      której nikt i nic nie zastąpi, ale może pojawić się ktoś, kto pozwoli ukoić
      choć odrobinkę nasz ból.
      W tym roku zmarł po bardzo krótkiej (zaledwie 1 miesiąc) chorobie mój
      najukochańszy dziadek, który nigdy nie chorował, zawsze był bardzo aktywny
      i "na chodzie". Kiedy byłam dzieckiem, szył dla mnie kapcie i woził mnie
      motorem na jagody. To było w kwietniu tego roku i wtedy postanowiłam, że muszę
      mieć dziecko, które pozwoli przysłonić mój ból i może będzie podobne do mojego
      dziadka. 4 m-ce później byłam już w ciąży i lubię myśleć, że mój dziadek
      patrzy na to i się cieszy razem ze mną.

      Piszę o tym, bo wydaje mi się, że sytuacja jest bardzo podobna - nieważne, czy
      odszedł bliski nam człowiek, czy zwierzak, odszedł po prostu ktoś kochany.
      Myślę, że najlepszą rzeczą jaka możesz zrobić, to odczekać chwilę, aż ból
      będzie choć troszeczkę mniejszy (czas NAPRAWDĘ keczy rany) i wziąć do domu
      nowe zwierzątko, najlepiej młode, które swoimi wygłupami sprawi, że zaczniesz
      myślec o kimś nowym, kto potrzbuje Twojej opieki. Ja wierzę w reinkarnację i
      zawsze sobie mówię, że być może nowe zwierzątko, które przynoszę do domu jest
      wcieleniem poprzedniego.

      Głowa do góry. Wiem, że Ci smutno. Przesyłam Ci moc pozdrowień i trzymam
      kciuki, żebyś wkrótce poczuła się lepiej.
    • kasia9641 Re: Strasznie mi źle... 21.11.03, 11:07
      Bardzo dziękuję Wam za te słowa, przynajmniej wiem, że są na tym świecie osoby,
      które mnie zrozumiały. Wiem, że czas leczy rany i czekam na to... Oczywiście
      nigdy nie zapomnę mojego czarnucha! Może kiedyś pojawi się jakiś nowy kumpel,
      ale jeszcze trochę musimy poczekać, na razie byłoby za wcześnie...
      • madeyowa Re: Strasznie mi źle... 21.11.03, 11:40
        Ja wprawdzie nie straciłam psa, ale mam w stosunku do niego straszne wyrzuty
        sumienia. Brita jest z nami 5 lat. Dopóki nie było dzieci szaleliśmy na jej
        punkcie. Traktowaliśmy ją dosłownie jak własne dziecko(co wywoływało
        dwuznaczne spojrzenia w naszej rodzinie). Kiedy pojawiły się dzieci, pies
        zszedł oczywiście na plan dalszy. Od kilku miesięcy nasza Brita siedzi w
        kojcu. Bardzo ciężko jej się do tego przyzwyczaić, przegryza siatkę, wyje.
        Codziennie wypuszczam ją na kilka godzin, żeby polatała po ogródku, ale ona
        wtedy godzinami dobija się do drzwi. Na spacer z nią nie chodzę, no bo dwoje
        dzieci i jeszcze dog niemiecki.......strasznie bym się umordowała. Na noc
        biorę ją do domu, bo już jest dosyć zimno, a te psy podobno nie są wytrzymałe
        na mróz. Niestety nie mogę już jej trzymać w domu, ponieważ któregoś dnia
        ugryzła mojego synka w ucho. Całe szczęście, że niezbyt mocno i że mąż akurat
        był w pobliżu. Synek nawet jej wtedy nie zaczepiał tylko po prostu sobie
        podskakiwał. Nasza rodzina obstawała przy tym, żeby ją komuś oddać, ale ja nie
        miałam sumienia tego zrobić, bo jestem do naszego psa bardzo przywiązana.
        Zrobiliśmy jej więc spory kojec, ale niestety pies od małego przyzwyczajony do
        siedzenia w domu nie może się przystosować do nowych warunków. Szkoda mi jej
        bardzo, ale z drugiej strony nie mogę ryzykować zdrowia moich dzieci, bo nasz
        pies jest o nie bardzo zazdrosny i nigdy nie wiadomo co by jej mogło strzelić
        do głowy.
    • kags Re: Strasznie mi źle... 21.11.03, 14:21
      hej Kasiu!
      ja doskonale cie rozumiem. stracilam swoja psinke juz jakis czas temu, ale
      najgorsze, ze to stalo sie w Wigilie... wlasciwie to minelo juz pare lat, ale
      ja caly czas ja pamietam i nosze w serduszku.
      w zeszlym roku znowu stracilam kicie... tez kilka dni przed swietami. to byl
      koszmar. teraz nawet mam lzy w oczach.

      ja tez szybko nie chcialam brac innych zwierzakow, ale stalo sie tak, ze
      urodzily sie gdzies kociaki... no i obiecalam, ze wezme... w koncu wzielam 3!
      bo nie moglam zadnego wybrac, a reszty rodzenstwa skazac na smierc.
      i tak... mam 3 siedmiomiesieczne koty... i jestem w 13tyg. ciazy smile))
      co do reinkarnacji... ja tez wierze, ze w kazdym z nich sa "duszyczki" moich
      zwierzakow... czasem az nie moge w to uwierzyc smile))

      trzymaj sie cieplutko,
      to prawda, ze czas "leczy rany"... a raczej pozwala oswoic sie z ta nowa
      sytucaja.
      zycze ci powodzenia.
      sciskam,
      KaGS
      • agaa5 Re: Strasznie mi źle... 21.11.03, 19:56
        Kasiulku współczuję Ci. Rozumiem co czujesz bo sama mam 10 letniego psiaka. I
        zgodzę się z Wami że pies to najwierniejszy, najbardziej bezinteresowny
        przyjaciel. Na dzień dzisiejszy niepotrafię sobie wyobrazić co będzie jak go
        zabraknie.Nie nie mogę . Życzę Ci by czas ukoił ból i tak będzie. A może za
        miesiąc, dwa pomyśl o nowym czworonogu, który nie będzie sobowtórem ale
        przysporzy Wam dużo radości i miłości.
        Trzymaj się. Aga
    • joan78 Re: Strasznie mi źle... 21.11.03, 21:23
      Bardzo mi przykro Kasiu z powodu twojego psiaka.
      Podobnie czułam się dwa lata temu kiedy straciłam mojego -12 letniego wtedy
      kundelka. Płakałam ja i cała moja rodzina. Chyba nie ma na to rady. Trzeba
      przejść swój okres żałoby. A z czasem smutek przygasa.
      Dla mnie najgorsze było to że musiałam podjąć decyzję o uśpieniu mojego pieska.
      I wyraz jego oczu- pełnych zaufania- kiedy prowadziłam go do lekarza
      prześladuje mnie do dziś. A kiedy przypomnę sobie ten okropny dzień jeszcze
      dziś zdarza mi się popłakać. Bo to trochę tak jak bym zabiła swojego
      przyjaciela- a nawet więcej- istotkę totalnie ode mnie zależną i ufającą że mu
      pomogę. Mój pies miał raka i bardzo cierpiał. Przychodził, patrzył w oczy, a w
      tych oczach miał prośbę: pomóż mi. A ja nie mogłam mu pomóc... I do dziś nie
      wiem czy słusznie zrobiłam decydując się na skrócenie jego życia.

      Potem nie chciałam już mieć psa. Jednak okazało się że niewiele mam w tej
      kwestii do powiedzenia. Bowiem to pies upatrzył sobie mnie. Przygarnęłam z
      ulicy suczkę ( dwuletnią podobno), która okazała się stworzonkiem kochanym,
      uroczym i bardzo ale to bardzo wdzięcznym. Grzeczniejszego psa to chyba bym
      sobie nie wymarzyła.
      Mam teraz trochę obaw. W marcu pojawi się na świecie moje dzieciątko i boję się
      jak zareaguje na nie pies. Mam wiele obaw gdyż nie wiem jaką przeszłość miała
      moja suczka, czy miała kontakt z dziećmi itp. Jak ją znalazłam była bardzo
      bojaźliwa i wycofana. Z tego co zauważyłam nie przepada za dziećmi.

      A może któraś z was miałaby pomysł jak postępować by pies przyzwyczaił się do
      nowej sytuacji?

      Asia
      • monique76 Re: Strasznie mi źle... 21.11.03, 21:40
        Kasi strasznie współczuję...
        A Tobie Asiu mogę doradzić jedno - daj psu czas na oswojenie się z dzieckiem...
        Moja Sunia nie lubiła i nie lubi dzieci... Ale do Dominiki zaczyna powoli
        podchodzić.. Jak wrócilismy ze szpitala z maleńką Dominiką to pies obwąchał
        zawiniatko, polizał dzidzie po głowie, zdziwił się jak zawiniatko zaczeło
        płakać... I powoli, powoli zaczyna się przyzwyczajać do sytuacji... Dominika
        daje jej smakołyki i pies zaczyna czaić, że to małe to nie jest żadne
        zagrożenie...
        Ale i tak kontakty pies-dziecko są pod ścisłą kontrolą, bo pełnego zaufania do
        suni nie mam...
        • dzidzia_78 Re: Strasznie mi źle... 21.11.03, 23:53
          cześć!
          Strasznie mi przykro z powodu odejscia twoujego psiaka. Sama mam dwa ( jaminka-
          12 lat i dobermana- 7 lat). Obydwa mieszkają ze mną w domu. Jaminik śpi z
          rodzicami pod kołdrą a doberman na podłodze na której jest pościelona kołdra i
          jest przykrywany kocykime żeby czasami nie zmarzł.
          Sama jestem w ciąży i nie wiem jak one przyjmą nowego członka rodziny ale jakoś
          damy rade z mężm i rodzicami poustawiać całe to psie towarzysto.
          Pozdrawiam Was gorąco
          Marta i 16 tyg. brzuszek ( i dwa pieski)
    • kasia9641 Re: Strasznie mi źle... 23.11.03, 14:20
      Jeszcze raz Wam dziękuję...
      Wiem, że moja jamka się nie męczyła, bo po prostu stanęło mu serduszko i śmierć
      była natychmiastowa. Poza tym pochowaliśmy go w ogródku moich teściów, pod
      sosenką. W każdej chwili mogę tam podjechać i choć chwilę postać koło niego,
      pogadać z nim...
      Teraz z kolei denerwuję się, bo mój teść źle się poczuł, są właśnie z moim
      mężem w szpitalu, czekam na jakiś sygnał od nich. I też jest to serce...
Pełna wersja