Dodaj do ulubionych

Nabici w butelkę (i nie tylko)

10.03.09, 17:45
Do rzeczy absolutnie zbędnych zaliczam- rogal do karmienia, poduszkę
w kształcie dmuchanego koła by usiąść po porodzie, elektroniczną
nianię, leżaczek Fisher Price, podgrzewacz do butelek, ręczniki
niemowlęce (te z okryciem na główkę), pościel z baldachimem, mam
chęć dopisać również stertę (niestety ciągle rosnącą) zabawek mego
dziecka i karuzelę z misiami

Zamiast podgrzewacza przydał mi się zdecydowanie czajnik elektryczny
z funkcją podgrzewania wody, leżaczek hmm... Usia nie chciała w nim
leżeć, teraz też nie - woli siedzieć. Rogal i kółko - pomyłka.
Baldachim od pościeli nie zostal zalożony nawet raz, radzę raczej
kupić moskitierę. Co do karuzeli mam mieszane uczucia - córa się nią
interesuje dopiero teraz.
Obserwuj wątek
    • a.mysz Re: Nabici w butelkę (i nie tylko) 11.03.09, 08:07
      a u mnie ciut odwrotnie:
      rogal do karmienia - super wygoda, ba , mam nawet 2 sztuki smile;
      reczniki z kapturkiem - super, mam chyba ze 4;
      posciel z baldachimem - super, 2 komplety - oprocz uroczego wygladu,
      stanowia wyrazny znak dla moich zwierzat, gdzie nie wolno wskakiwac ;
      karuzela z pilotem - bomba, dzieciakowi nie przerywam kontemplacji a
      wlaczam ustrojstwo wink
      wanna na stelarzu, z odplywem - super, jestesmy wysocy i schylanie
      sie nad zwykla wanna byloby dosc niewygodne.

      kompletnie niewykorzystane:
      sterylizator do butelek;
      lezaczek - wykorzystany tylko czesciowo - wygodniejszy jest fotelik
      samochodowy. Jak bym miala kupowac raz jeszcze, wybralabym porzadna
      hustawke

      tak wiec dosc indywidualna jest to sprawa
    • anettchen2306 Re: Nabici w butelkę (i nie tylko) 11.03.09, 08:43
      Wszystko zalezy od indywidualnych preferencji rodzicow i dziecka smile
      Dla mnie ksiezycowa poducha do karmienia i ukladania maluszka to
      jedna z najbardziej przydatnych rzeczy i najlepszy moj zakup.
      Karuzela moje dzieci nigdy sie nie interesowaly, podobnie jak
      wszelkimi matami edukacyjnymi. Podgrzewacz wykorzystywalam jak
      najbardziej. Elektroniczna niania nie byla nigdy potrzebna i jej nie
      kupilam, z baldachimu po pierwszym dziecku zrezygnowalam - to tylko
      skladnica kurzu. Stelarz na wanienke i wanna z odplywem to super
      sprawa. Wszystko jest wiec wzgledne.
      • ophelia78 Re: Nabici w butelkę (i nie tylko) 11.03.09, 10:49
        Ja jeszcze przed porodem, ale w szkole rodzenia położna twierdziła, że:
        - Baldachim to tylko ładnie wygląda, a poza tym zbiera kurz, jednocześnie
        blokując dostęp świeżego powietrza;
        - karuzele są dla rodziców - bo ładnie wyglądają (i ładnie kosztują: jak
        oglądałam w Smyku to poniżej 100 zł nic nie było) a dzieci i tak ich nie widzą.
        Mają po prostu jeszcze za słaby wzrok. A jak już zaczynają je widzieć, to też
        zaczynają po nie sięgać rączkami i trzeba karuzelę zdjąć, zeby sobie jej nie
        zrzuciły na głowę.

        Praktycznego doświadczenia nie mam, ale brzmi to dla mnie dość sensownie...
        • gyokuro Re: Nabici w butelkę (i nie tylko) 11.03.09, 11:11
          Ja rogala do karmienia nie miałam, więc uważam za niepotrzebny. Z leżaczkiem
          jest różnie - jedne dzieci lubią, inne nie. Ja przy pierwszym nie miałam, ale
          teraz kupię, mając nadzieje, że "zajmie" mi dziecko jak będę musiał coś
          zrobić... Karuzelę miałam, ale nie była potrzebna raczej. Miałam matę edukacyjna
          i syn ją bardzo lubił. Baldachim od razu uznałam za siedlisko kurzu i nie
          kupiłam. Teraz tez nie zamierzam.
          Podgrzewacz to pomyłka - ale siostrze bardzo się przydał.
          Co do wanienki ze stelażem (nie 'stelarzem'!!!), to nie miałam - mąż zbił z
          desek takie coś, co nakładaliśmy na wannę i na tym stawialiśmy wanienkę zwykłą.
          Zupełnie nam to wystarczyło.
        • mxilka Re: Nabici w butelkę (i nie tylko) 11.03.09, 16:28
          Co do karuzeli się nie zgodzę. Mojemu siostrzeńcowi w wieku około 1 miesiąca
          zamontowałyśmy karuzelkę (29 zł - zwyczajna plastykowa, nakręcana, z kilkoma
          zabaweczkami, nawet pozytywkę ma, ale ją wyłączyłyśmy, bo dźwięk był nieciekawy,
          zabawki też można powiesić według uznania). Mniej więcej w tym okresie zaczął
          przyglądać się przedmiotom więc kręcące się zabawki bardzo go interesują...
          Pewnie za dwa miesiące nie będzie to już dla niego frajdą, póki co świetnie się
          sprawdza...
          • joanna_r79 Re: Nabici w butelkę (i nie tylko) 12.03.09, 17:54
            My też mamy taką prostą karuzelę po starszym synu, za jakieś 30 zł i małemu (ma prawie pół roku) bardzo się podoba. Po za tym zabawki można zdiąć i będą słóżyły za grzechotki.
            Dałam się siostrze namówić na baldachim i użwam tylko stelaża do przywieszania różnych zabawk. Wydatek zbędny.
            Wanienki zwykła i tak zaraz przenieśliśmy się do wanny bo mały uwielbia chlapać.
            Matę mamy z tiny love porzyczoną od siostry męża, mały ją lubi. Ale gdybym miała sama kupić wybrała bym coś tańszego.
            Termometry do wody, elektroniczne nianie ( chyba że ktoś ma ogromny dom ja wolę osobiście dziecko doglądać), leżaczki uważm za zbędne.
            Ale tak naprawdę to kwestia indywidualna.
            • pklimas Re: Nabici w butelkę (i nie tylko) 17.03.09, 13:33
              odchowalismy dwojke dzieci bez smoczka i pampersow
              zwykła pieluch tetrowa powoduje, ze dziecko szybciej uczy sie sikac
              do nocnika a podwojne pieluchowanie w tetrze dobrze wpływa na rozwoj
              bioderek.
              Rzeczy opiane w artykule to jakies abstrakcje.
                • ponika Re: Nabici w butelkę (i nie tylko) 19.03.09, 19:00
                  Ortopedzi zdecydowanie twierdzą, że szerokie pieluchowanie u dzieci
                  (przynajmniej tych predysponowanych) jest bardzo skuteczne, dużo ciekawsze niż
                  pakowanie dzieciaka w tzw uprząż Pawlika czy inne szyny i gipsy (bo tak leczy
                  się dysplazje...)
                  • kzwti Re: Nabici w butelkę (i nie tylko) 20.03.09, 10:27
                    Popieram...
                    Mój syn maiał dysplazję lewego stawu biodrowego, jak sie później
                    okazało wrodzoną, Na nieszczęście w związku ze strajkami w służbie
                    zdrowia została ona późno wykryta (dziwne że przy wypisie nic nie
                    stwierdzono, choć dla mnie od razu było coś nie tak, ale lekarze
                    wiedzą lepiej "wszystko ok proszę się nie przejmować i zgłosić na
                    kontrolę"). Gdyby przy wypisie albo po 4-6 tygodniach (nie po 4
                    miesiącach) wyszła by ta dysplazja to po szerokim pieluchowaniu
                    przez pewien czas było by po sprawie. A tak... 2 miesiące w rozwórce
                    Koszli dzieciak spędził. To dopiero był koszmar dla dziecka i dla
                    nas przy okazji. Całe szczęście wszystko się dobrze skończyło ...
                  • nglka Re: Nabici w butelkę (i nie tylko) 20.03.09, 21:34
                    ponika napisała:

                    > Ortopedzi zdecydowanie twierdzą, że szerokie pieluchowanie u dzieci
                    > (przynajmniej tych predysponowanych) jest bardzo skuteczne, dużo ciekawsze niż
                    > pakowanie dzieciaka w tzw uprząż Pawlika czy inne szyny i gipsy (bo tak leczy
                    > się dysplazje...)


                    Nic nie pisałaś o dzieciach u których stwierdzono dysplazję - co do tego - nie
                    wiem, być może w takiej sytuacji wszystko jest takie, jak to opisujesz. Pisałaś
                    o szerokim pieluchowaniu jako pozytywnym wpływie na rozwój bioder, co ja
                    odebrałam jako profilaktykę - natomiast samo szerokie pieluchowanie bez
                    stwierdzonej konieczności wcale nie zapobiega powstaniu dysplazji samej w sobie.
                    Rozmawiałam na ten temat z dwojgiem ortopedów, ponieważ pediatra na dzień dobry,
                    bez wywiadu, zalecił stosować podwójne, szerokie pieluchowanie aż dziecko
                    skończy 4 miesiące
        • epb3 Re: Nabici w butelkę (i nie tylko) 20.03.09, 09:44
          ophelia78 napisała:

          > - karuzele są dla rodziców - bo ładnie wyglądają (i ładnie kosztują: jak
          > oglądałam w Smyku to poniżej 100 zł nic nie było) a dzieci i tak ich nie widzą.
          > Mają po prostu jeszcze za słaby wzrok. A jak już zaczynają je widzieć, to też
          zaczynają po nie sięgać rączkami i trzeba karuzelę zdjąć, zeby sobie jej nie
          zrzuciły na głowę.
          >

          No bo wlasnie nie wiem dlaczego rodzice to wszystko kupują przed urodzeniem albo
          tuz po.
          Noworodkowi karuzela nei jest potrzebna - ale 2-3 miesięczne dziecko a i owszem
          ją widzi bardzo sie nią interesując(przynajmniej moje).
          jak byl coraz wiekszy to skracalam sznurki, a zdjęłam jak mial prawie pol roku.


          a jesli chodzi o nianię elektroniczna to przydaje nam sie tylko na wyjazdach(np.
          Rodzice mają duzy dom, albo na wakacjach male spi w domku a my na tarasie
          odpoczywamy itd.)


          ale kazda z rzeczy o jakiej piszecie moze byc jednym przydatna a drugim nie.
          dlatego przyszle Mamy muszą same zdecydowac.
          i napewno nie kupowac tego wszystkiego przed urodzeniem malucha.
          • maroco1977 Re: Nabici w butelkę (i nie tylko) 20.03.09, 12:53
            No bo wlasnie nie wiem dlaczego rodzice to wszystko kupują przed urodzeniem alb
            > o
            > tuz po.
            > Noworodkowi karuzela nei jest potrzebna - ale 2-3 miesięczne dziecko a i owszem
            > ją widzi bardzo sie nią interesując(przynajmniej moje).
            > jak byl coraz wiekszy to skracalam sznurki, a zdjęłam jak mial prawie pol roku.

            i tu sie mylisz, moj syn ma dwa tygodnie a bez muzyki z karuzelki i swiatla z
            niej nie usnie. moze i male dzieci nie widza za dobrze, ale na swiatlo reaguja
            znakomicie, wiec nie wmowicie mi, ze jest nieprzydatna w wieku niemowlecym. Z
            reszta co was obchodzi czy ktos kupuje przed czy po urodzeniu, za wasza kase
            kupuje czy jak? Irytuje mnie to ciagle marudzenie mojej rodziny i niektorych
            znajomych, a na co to dziecku, a na co tamto, my sie obylismy bez itd. jak dla
            mnie moga dzieci w worki po kartoflach pakowac, a ja bede dalej kupowac to co
            uznam za stosowne. Moj problem, ze wydalam na wyprawke nie 3tys. tylko 15tys. i
            niczyj wiecej, jesli wydam kolejne 5tys, to tez moj problem. Nie widze zadnego
            naciagania w tym, ze po poznaniu upodoban mojego syna inwestuje teraz ekstra w
            elektroniczna hustawke, bo on lubi sie bujac. Nikt mi tego nie podpowiedzial,
            sama zadecydowalam. Co dziennie jestesmy bombardowani reklama i lapani chwytami
            marketingowymi, ale jeszcze nie widzialam domu w ktorym by bylo wszystko co
            reklamuja, wiec nie widze sensu za grosz w tym artykule. Z reszta kto nie ma
            kasy i tak nie kupi, wiec gdzie tu naciagactwo.
      • kasia-90 Re: Nabici w butelkę (i nie tylko) 20.03.09, 16:25
        Mnie też się wydaje, że jest sprawą indywidualną, jakie akcesoria
        kotóry rodzic wykorzysta przy dziecku. O rogalu do karmienia na
        przykład nie wiedziałam, natomiast karuzelka z odgłosami natury
        stała się niezbędnym elementem zasypiania naszego maleństwa.
      • tutuna Koronna zasada - koniec języka za przewodnika 28.09.10, 11:07
        Koronna zasada - koniec języka za przewodnika sprawdza się również w tym przypadku. Najlepiej popytać rodzinę czy dzieciatych znajomych ale "wiedzę" tę przez 2 podzielić, a jak coś nie wydaje się przekonujące - dopytać.
        Tym sposobem nasza niania elektroniczna (u nas mocno przydatna) nie kosztowała 700 a 99 i była marki Lidl (Silver Crest), podobnie z poduchą do spania na boku (w moim przypadku okazała się być genialnym wynalazkiem), którą po odpowiednim ułożeniu można stosować również jako poduszkę do karmienia (instrukcje m.in. na you tube), a po w innym przypadku robi za świetny zagłówek - też no name zakupiona za 29,99 zamiast 69.

        I jeszcze jedno - nie kupować na zapas tzw "przydasiów" - jeśli będą naprawdę niezbędne, to zawsze można dokupić.
    • owca2105 Re: Nabici w butelkę (i nie tylko) 11.03.09, 11:10
      Poduszkę do siadania po porodzie albo takie dmuchane kółko, to koleżanki kazały
      mi brać obowiązkowo, bo na stówę nie dam rady bez tego siedzieć. I co ? I 2
      godziny po porodzie siedziałam bez problemów, pomimo dużej opuchlizny, ale
      nacięcia nie było.
      Obowiązkowo kazały tez kupić odciągacz pokarmu, ale ja się uparłam i nie
      kupiłam. I co? I dobrze zrobiłam, bo kiedy spróbowałam pożyczonym laktatorem to
      nawet 50 ml nie ściągnęłam, a dłońmi nawet ze 150.
      W rożkach to nawet nie umiem dziecka trzymać, a nie mówiąc już o karmieniu.
      Podgrzewacz planowałam kupić, ale po namysłach doszłam do wniosku, że przecież i
      tak karmię piersią, więc to co mam podgrzewać, to podgrzeje w kubeczku z gorącą
      wodą.
      Kolejna sprawa to stojak do wanienki. Przydał się ze dwa razy, kiedy jeszcze
      bałam się Małą kąpać. Teraz wanienka stoi na pralce i tak jest nam wygodniej.
      I jeszcze 2 rzeczy, bez których rzekomo nie mogłam się obejść. Koszula i
      biustonosz do karmienia.
      A guzik. Kupiłam zwykłą koszulę z kilkoma guziczkami i zapłaciłam 15 a nie 70
      zł. A do porodu miałam na ramiączkach, zwykłą zakrywającą pupę. I nie musiała to
      być specjalna koszula do porodu, bo i tak skoro widzieli już u mnie wszystko, to
      nie miałam problemu z podciągnięciem koszuli i wywaleniem biustu na czas
      pierwszego karmienia. Położna sama przykryła mnie prześcieradłem.
      A biustonosze do karmienia to w moim przypadku niewypał. Mam duży biust i żaden
      ze staników które oglądałam, nie podtrzymywał go tak jak chciałam. Z resztą skąd
      miałam wiedzieć jaki mam kupić rozmiar?
      Kupiłam kilka bawełnianych staników za kilkanaście złotych w różnych rozmiarach.
      I dobrze zrobiłam, bo 3 dni po porodzie miałam ogromne piersi, a potem już
      wszystko wróciło do normy i jest taki jak przed ciążą. Dlatego cieszę się że nie
      wydawałam na staniki dużo kasy.
      Może i te tanie szybciej się rozciągają i trzeba je wyrzucić, ale i tak bardziej
      mi się to opłaca.

      Ale jak już ktoś wspomniał każdy ma inne oczekiwania. Dobrze , że żyjemy w
      takich czasach i możemy wybierać z setek bardziej lub mniej przydatnych rzeczy.
      Ale czasami warto się zastanowić, czy faktycznie nam to potrzebne, bo kasę można
      wydać na coś innego.
      • magdalaena1977 Re: Nabici w butelkę (i nie tylko) 12.03.09, 17:34
        owca2105 napisała:

        > A biustonosze do karmienia to w moim przypadku niewypał. Mam duży biust i żaden
        > ze staników które oglądałam, nie podtrzymywał go tak jak chciałam.
        Są biustonosze do karmienia (zwane karminikami) nawete w dużych rozmiarach
        (chyba do polskiej miseczki P), ale trzeba je kupić w internecie.
        Zapraszam na forum w celu dobrania odpowiedniego stanika:
        forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=32203
    • malgorzata-mamydlamam.pl Laktator? 11.03.09, 14:24
      Na szkole rodzenia podczas zajęć z doradcą laktacyjnym wmówino nam, że laktator to niezbędna rzecz dla matek karmiących.No i nie taki zwykly, ręczny, bo szkoda tracić na niego energię, ale najnowszej generacji laktator elektryczny firmy Avent (kosztujący kilkaset zeta). A że byłam zamierzającą karmić piersią pierworódką, to - rzecz jasna - zaczęłam poszukiwać laktatora dla siebie. No i wyszło na to,że w końcu żadnego nie kupiłam, gdyż stwierdziłam, iż: po pierwsze - szkoda mi kasy (nawet na ten najtańszy), po drugie - nie wiem, czy będzie mi on faktycznie potrzebny (ponoć w sytuacjach awaryjnych w szpitalu są jakieś na stanie), po trzecie - nie zamierzam w najbliższej przyszłości wracać do pracy, więc nie będę musiala odciąać pokarmu. W praktyce okazalo się, że najlepszym laktatorem na świecie jest moja córka! Ani razu nie miałam w rękach innego laktatora. Laktatory dostępne na rynku są dobre chyba przede wszystkim dla matek karmiących, które wracają do pracy i decydują się na odciąganie pokarmu, by pociecha jadla zdrowo. Notabene, podziwiam takie kobiety!
      • flowerbomb5 Re: Laktator? 11.03.09, 15:36
        Mnie z kolei laktator uratowal od zastoju w piersiach, jak ktos
        przezyl to wie ze zastoj to wysoka goraczka i w ostatecznosci powrot
        do szpitala na zabieg.
        Karmienie to bylo dla mnie bardzo bolesne doswiadczenie. Bol nie do
        opisania, krwawienie. Nie ustepowalo to tygodniami. Zadne nakladki,
        nic nie pomagalo. Dopiero odciaganie laktatorem zapobieglo zastojowi
        pokarmu. Faktycznie laktator Aventu okazal sie niezbedny i
        niezawodny.
        • kiraout Re: Laktator? 11.03.09, 16:42
          Dla mnie niezbędny okazał się sterylizator. Ale wiedziałam juz wtedy, ze mała
          będzie na butelce od 3-go miesiąca; używałam go przez ponad rok, tak mi się
          spodobało smile
          podobnie laktator (elektryczny musteli)
          Baldachim - w życiu nie kupiłabym big_grin
          sterty ciuszków (te ilości podawane w wyprawkach są jakieś z księżyca)
          kosmetyki? - wystarczą te najpotrzebniejsze, resztę zawsze można dokupić
          elektroniczna niania? - tylko jak dziecko śpi na Minny piętrze
          rożki, beciki - w lecie?
          buciki dla noworodka? też słyszałam, ze niezbędne, ha, ha...
          dla mnie wanienki na stojakach z odpływami i wodotryskiem wink są zbędne.
          podobnie jak ręczniki z kapturkiem (chyba, ze z niemowlaczkiem jedziemy nad wodę
          (i tam będzie się kąpał), ale chyba nie z noworodkiem)
          Całkiem sporą kwotę, która mi zostaje po tych cięciach przeznaczam na bujany
          fotel z mothercare (lub innego) dla swojej własnej wygody i mojego kręgosłupa.
          Dla mnie niezbędny!!!!


          Pozdrawiam smile
        • eliska82 Re: Laktator? 05.05.11, 14:58
          No ja popieram. Miałam zastój pokarmu.. 41 stopni gorączki izba przyjęć, kroplóweczki i inne przyjemności. Miałam za dużo pokarmu, mały nie wyjadał wszystkiego. Więc laktator przyjął się wzorcowo, ale jak ktoś ma pokarmu mało albo akurat i nie potrzebuje smilesmile to niech nie kupuje ;P
    • kudlata28 Re: Nabici w butelkę (i nie tylko) 11.03.09, 16:50
      1.rogal do karmienia-nie używałam, było mi niewygodnie
      2. poduszkę w kształcie dmuchanego koła by usiąść po porodzie- WSPANIAŁA RZECZ
      3.niania elektroniczną -NIE UŻYWAŁAM
      4.leżaczek Fisher Price- SUPER SPRAWA
      5. podgrzewacz do butelek- NIE UŻYWAM
      6.ręczniki niemowlęce (te z okryciem na główkę) FAJNE, ALE NIEKONIECZNE
      7.pościel z baldachimem- BALDACHIM NIE UŻYTY ANI RAZU
      8. laktator- SUPER PRZYDATNY

      Czyli co mama to inne zdanie, dobrze, że same możemy wybierać smile
    • ru1da Nabici w butelkę (i nie tylko) 11.03.09, 17:53
      Karuzela na pilota owszem kosztuje 250 zł ale w Smyku, a wg mnie każdy zakup w
      tym sklepie to kompletna głupota. Przykład - ta sama karuzela na allegro ok 90
      zł z dostawą do domu. W naszym przypadku się sprawdziła - może nie tyle
      karuzela, co pilot - córka zasypiała z nim w objęciach nawet jak szły zęby. Już
      jej się niestety znudziło
    • nglka Re: Nabici w butelkę (i nie tylko) 11.03.09, 17:56
      wzawadzka napisała:

      > elektroniczną nianię,

      - to był jeden z moich najlepszych zakupów

      > leżaczek Fisher Price,

      - uzywany do teraz, choć nie Fisher Price (córka 6 m-cy)

      > ręczniki niemowlęce (te z okryciem na główkę),

      - używamy tylko ich i do teraz
    • agnieszkaela Re: Nabici w butelkę (i nie tylko) 11.03.09, 18:48
      Ile mam tyle opini. Ile dzieci tyle potrzeb.
      Artykul jest niedopracowany jak wiekszosc na tym portalu. To, ze
      ktos kupuje elektroniczna nianie do mieszkania 40 metrowego, nie
      oznacza ze jest to zbedny wydatek w dwupietrowym domu z ogrodem na
      przyklad. Itd.
      • nglka Re: Nabici w butelkę (i nie tylko) 11.03.09, 19:26
        agnieszkaela napisała:

        > Ile mam tyle opini. Ile dzieci tyle potrzeb.
        > Artykul jest niedopracowany jak wiekszosc na tym portalu. To, ze
        > ktos kupuje elektroniczna nianie do mieszkania 40 metrowego, nie
        > oznacza ze jest to zbedny wydatek w dwupietrowym domu z ogrodem na
        > przyklad. Itd.

        u nas to rewelacja w mieszkaniu 48 m.kw ;]
        corka spi plytko, wiec zamykamy drzwi do pokoju..
        musimy reagowac na kwilenie (ktorego bez niani nie slychac), bo jak sie rozbeczy
        to nici ze spania ;]

        w domu rodzicow, pietrowym - nie wyobrazam sobie pobytu bez niani!
    • patriot1 Nabici w butelkę (i nie tylko) 11.03.09, 19:49
      laktator-jak najbardziej,ale już po powrocie do domu kiedy okazało
      się ,że mam gorączkę a biust rozsadzało..
      ręczniki i rożek(od razu wyrzuciliśmy ten sztywny wkład)-jak
      najbardziej służą do dzisiaj-rożek jako kołderka na której układam
      dziecko aby nie kłaść go bezpośrednio na kanapy,koce itp
      podgrzewacz do butelek-zbędny,bo karmię cycem
      huśtawka-może i fanaberia,ale zajmie na jakiś czas dziecko gdy chce
      się mieć "wolne ręce"

      stosy ubranek-zgadzam się,że to zbędny wydatek-zwłaszcza zimą,gdy
      większość czasu spędziłam z dzieckiem w domu,a najwygodniejszy strój
      to zwykły pajacyk a nie bluzy,swetry spodnie itp
      karuzela-u nas z IKEI za kilkanaście-14zł(?)-takie zwierzątka z
      materiału) uczepiona na pasku od swetra do dzisiaj podoba się synkowi
      biustonosze do karmienia-jak nabardziej tak
      koszule do karmienia-nigdy nie ubrałam
      skojarzone szczepionki+rotawirus- tak
        • lia.13 Re: Nabici w butelkę (i nie tylko) 20.03.09, 11:24
          dlatego, ze koca nie pierze się co tydzień, a używając go bez żadnej ochrony
          szybko by się zabrudził, zatem trzeba by go było wyprać, a wyprany koc już nie
          spełnia tak swojej funkcji jak nowy. Nie chodzi o to, ze koca nie należy używać,
          żeby zawsze był nowy big_grin, ale o to, że
          jako dorosła osoba śpię na kocu przykrytym prześcieradłem, żeby nie zapocić
          koca. W ciągu dnia jestem ubrana i nie licząc twarzy o rąk koc nie ma
          bezpośredniego kontaktu ze skórą. Dziecko też sie poci, a na dodatek pluje,
          czasem mu się uleje i później co, dalej kładziesz dziecko na takim "orzyganym"
          kocu? dlatego lepiej nie kłaść ani siebie ani dziecka bezpośrednio na kocu. Bez
          względu na to jak byłby milusi i jak bardzo miałoby się na to ochotę wink
    • jul-ita Nabici w butelkę (i nie tylko) 11.03.09, 21:36
      laktator- ręczny, dla mnie konieczny, gdy wróciłam do pracy, a nadal chciałam
      małą karmić naturalnym mleczkiem, niestety dość męczące odciąganie ręczne, w
      związku z czym wzpożyczyłam do niego elektroniczną dostawkę smile
      wanienka ze stelażem- idealna, probowaliśmy bez, niestety skończylo się bólem
      kręgosłupa,
      karuzelka- bardzo tania- fantastyczna, mała interesowała sie nią praktycznie od
      początku,
      mata edukacyjna- jedna z najtańszych, super!
      sterta ubranek- na szczęście większość z odzysku, więc bez większych kosztów smile
      rożek- akurat używałam, mogłam przenosić małą z większym prawdopodobienstwem, że
      się nie obudzi smile
      ręczniki z kapturkiem, używamy do tej pory smile
      poduszka- płaska, specjalna dla niemowląt i kołderka- dla mnie idealne- używamy
      od 4 m-ca
      łóżeczko drewniane- najprostsze w świecie- idealne,

      bardzo cieszę się , że nie kupiłam ( ponieważ nie byłyby przydatne):
      elektronicznej niani
      łóżeczka na biegunach
      leżaczka
      kasku ochronnego, pomimo wielu namów smile
      butelek do picia mleka- najpierw karmiłam piersią, potem przyzwyczaiłam małą do
      picia z kubka

      żałuję że nie kupiłam kuchenki mikrofalowej- łatwiej byłoby podgrzewać obiadki smile

    • gonia28b Nabici w butelkę (i nie tylko) 11.03.09, 21:53
      "armia naciągaczy" - wierzę głęboko, iż większość ludzi ma jednak
      swój własny rozum i sami oceniają, co będzie im tak naprawdę
      potrzebne...
      niebezpiecznie zaczyna się robić w momencie gdzy do tego "lobby"
      zaczynają wkraczać, szpitale, poradnie i szkoły rodzenia.
      a co gorsza jeśli zaczynają "terroryzować".
    • ruta.dl niania el. 11.03.09, 22:56
      sprawdza sie tylko i wylacznie w domu pietrowym z ogrodem. Dziecie
      spi na gorze a Ty mozesz isc spokojnie ugotowac obiad, pielic
      ogrodek czy zejsc do piwnicy zrobic pranie.

      dla mnie bez sensu sa:
      - nozyczki do paznokci - wystarcza zwykle i odrobina ostroznosci.
      Ani razu nie zadrapalam dziecka
      - recznik z kapturem - lepszy zwykly kapielowy, bo wiekszy.
      - baldachim - wiglada pieknie w sklepie, ale zbiera kurz i brakuje
      dziecku powietrza. To samo ochraniacz do lozeczka (szczegolnie na
      lato).
    • mrs.solis Re: Nabici w butelkę (i nie tylko) 12.03.09, 03:30
      Mi np. rogal sie przydal nawet bardzo,poduszki w ksztalcie kola nie
      uzywalam, bo mialam cc. Elektoniczna niania ma racje bytu jak ktos
      ma duzy dom,a nie mieszkanie kilkupokojowe. Lezaczek sie
      przydal,podgrzewacz do butelek rowniez. Recznik z kaputrkiem jest
      wygodniejszy i uzywam ich do dzisiaj. Poscieli niemowlakom sie nie
      zaleca,wiec nie mialam, tak samo jak zadnego baldachimu. Karuzele
      mielismy zamiar kupic ,ale nigdy nie bylo czasu i jakos przezylismy
      bez. Wanienki,setek ciuchow dla noworodka,lozeczek z bajerami tez
      nie kupilismy. W ogole to z kupnem niekotrych rzeczy warto poczekac
      do czasu ,az dziecko sie urodzi. PO co kupowac drogie staniki do
      karmienia jak moze sie okazac,ze po porodzie kobieta nie bedzie
      miala pokarmu,to samo sie tyczy laktatorow i innych bajerow.

          • monixdream Re: Możliwe 21.03.09, 14:04
            posh_emka napisała:

            > Koleżanka urodziła pół roku temu, laktator sobie kupiła przed
            porodem-pokarmu
            > NIGDY nie miała-ani przez moment.

            A co ma do tego laktator??? Jak nie przystawiała dziecka do piersi,
            to nic dziwnego, że nie miała pokarmu.
            "Nie jest także prawdą tzw. brak pokarmu. Mleko wytwarza się
            automatycznie jako skutek ssania. Matka wytwarza tyle pokarmu, ile
            potrzebuje dziecko przekazujące przez częstotliwość ssania swoje
            zapotrzebowanie. Im częściej i intensywniej ssie, tym tkanka
            gruczołu sutkowego wytwarza więcej pokarmu."

            Źródło: "Naturalne planowanie rodziny, (red. M. Troszynski),
            Warszawa 2005.

            Douczyć się, kobiety, a nie urban legends rozgłaszać!
            • marweg25 Re: Możliwe 22.03.09, 19:00
              Taa teoria jest zawsze piękna szczególne NLP, ale niestety natura
              nie zawsze działa. Przyjmij do wiadomośći, że tak jak niektóre
              kobiety nie są w stanie bez wspomagania medycznego donosić ciąży ani
              urodzić - to przecież też 100 % natura. Tak niektóre po prostu nie
              mają pokarmu prawie wcale i choćby bobas spędzał 24h na dobę przy
              cycu to nic to nie daje prócz frustracji obojga. Nawet panie z
              poradni laktacyjnej nie są w stanie nic poradzić.
              • monixdream Re: Możliwe 23.03.09, 10:18
                marweg25 napisała:

                > Taa teoria jest zawsze piękna szczególne NLP, ale niestety natura
                > nie zawsze działa. Przyjmij do wiadomośći, że tak jak niektóre
                > kobiety nie są w stanie bez wspomagania medycznego donosić ciąży
                ani
                > urodzić - to przecież też 100 % natura. Tak niektóre po prostu nie
                > mają pokarmu prawie wcale i choćby bobas spędzał 24h na dobę przy
                > cycu to nic to nie daje prócz frustracji obojga. Nawet panie z
                > poradni laktacyjnej nie są w stanie nic poradzić.


                Najwyraźniej dziecko jest źle przystawiane i nieefektywnie ssie. Nie
                spotkałam jeszcze matki, która chciałaby karmić, a nie mogła. Bardzo
                dużo zależy zależy od "chcejstwa" (czytaj - nastawienia).
                • green_naranja Re: Możliwe 23.03.09, 11:02
                  No tak, najlepiej to miec z gory obrana strategie odpowiadania.
                  Wyobraz sobie, ze ja spotkalam matke, ktora chciala karmic i nie
                  mogla-jej "chciejstwo" nie mialo nic do rzeczy przy tzw. oporze
                  materii. Czy tu tez znajdziesz wytlumaczenie odnoszace sie
                  do "nastawienia" czy psychiki owej matki?
                  • monixdream Re: Możliwe 24.03.09, 12:46
                    green_naranja napisała:

                    > No tak, najlepiej to miec z gory obrana strategie odpowiadania.
                    > Wyobraz sobie, ze ja spotkalam matke, ktora chciala karmic i nie
                    > mogla-jej "chciejstwo" nie mialo nic do rzeczy przy tzw. oporze
                    > materii. Czy tu tez znajdziesz wytlumaczenie odnoszace sie
                    > do "nastawienia" czy psychiki owej matki?

                    Ale co to znaczy chciała i nie mogła? Konkrety poproszę.
                    • green_naranja Re: Możliwe 25.03.09, 11:46
                      Ale czego tu nie rozumiesz? CHCIALA, czyli byla na to psychicznie
                      przygotowana, taka metode karmienia sobie obrala.
                      W szpitalu nauczono ja prawidlowego przystawiania dziecka, dziecko
                      umialo ssac, cala sytuacja byla obserwowana wieolokrotnie przez
                      czujne polozne, ktore nie mialy zastrzezen...ale organizm matki nie
                      produkowal pokarmu.
                      Proste.
                      • monixdream Re: Możliwe 25.03.09, 17:56
                        green_naranja napisała:

                        > Ale czego tu nie rozumiesz? CHCIALA, czyli byla na to psychicznie
                        > przygotowana, taka metode karmienia sobie obrala.
                        > W szpitalu nauczono ja prawidlowego przystawiania dziecka, dziecko
                        > umialo ssac, cala sytuacja byla obserwowana wieolokrotnie przez
                        > czujne polozne, ktore nie mialy zastrzezen...ale organizm matki
                        nie
                        > produkowal pokarmu.
                        > Proste.

                        Znaczy była chora? Bo jak nie, to zajrzyj na forum eksperckie
                        Karmienie Piersią. Tam możesz znaleźć odpowiedzi na takie, jak
                        Twoje, stwierdzenia. Jedną zacytuję, pani Moniki Staszewskiej,
                        położnej i doradcy laktacyjnego (w kontekście cięcia cesarskiego):
                        "A tu właśnie cytat z p. Moniki, na dobry początek:

                        "Synteza mleka rusza około 16 tygodnia ciąży - nawet u kobiet z
                        niedorozwojem gruczołu sutkowego, które w istocie nie są w stanie
                        wykarmić swoich dzieci wyłącznie swoim mlekiem.. Tyle, że często
                        tego nie widać, bo produkcja jest bardzo mała, a na dodatek pokarm
                        wyprodukowany, nie zjedzony ma otwarta drogę powrotu. Jak macice
                        opuści dziecko i łożysko droga powrotna zostaje prawie całkowicie
                        zamknięta, a na dodatek na skutek zmiany hormonalnej produkcja
                        zostaje wzmożona (nie ma tutaj znaczenia czy dzecko urodzi się
                        drogami natury czy poprzez cc). A dobrze ssące dziecko jest
                        najsilniejszym bodźcem do rozkręcenia laktacji pełna parą. Ale
                        najpierw dziecko ma dostać siarę czyli pierwsze mleko przygotowane
                        specjalne z myślą o specyficznych potrzebach świeżo urodzonego
                        człowieka. Bo taki ludzik potrzebuje przede wszystkim przeciwaciał
                        i innych białek, nie koniecznie jeszcze dużych ilości wody. W
                        efekcie mamy pokarm bardzo skondensowany w zupełnie nie mlecznym
                        kolorze płynący kroplami nie strużkami. I właśnie tak ma być.
                        Dopiero po kilku dniach (w przypadku wcześniaków mleko-siara
                        utrzymuje się znacznie dłużej, bo dłużej specyficzna ochrona jest
                        dziecku potrzebna - wszak nie chroni go już organizm mamy) z piersi
                        zaczyna wypływać płyn bardzie kolorem i konsystencja przypominający
                        mleko, jest go wówczas oczywiście również objętościowo więcej i
                        zwykle na początku każdego karmienia płynie strużkami. Ponieważ
                        siara jest często "niedoceniana" - nie ma koloru mleka, nie ma jego
                        konsystencji, ssanie czy odciąganie polega na wydobywaniu
                        pojedynczych kropli - niektórzy uważają, że w pierwszych dniach
                        po porodzie nie ma pokarmu. Ale to jest na prawdę fizjologicznie
                        niemożliwe.
                        Problem może się natomiast pojawić jeśli dziecko źle
                        ssie, lub odciąganie boli wtedy w istocie nie sposób uzyskać te
                        gęste krople siary, Na dodatek taka sytuacja może powodować
                        opóźnienie przejścia siary w mleko przejściowe, a potem właściwe, bo
                        nie ma po prostu odpowiedniego bodźca. Cały ten proces może zostać
                        zburzony nie tyle przez samo ciecie cesarskie, ale przez niektóre
                        praktyki z nim powiązane - np. odśluzowanie dziecka po urodzeniu -
                        jeśli jest niedelikatne maluch nie chce wziąć dobrze głęboko piersi
                        do buzi, bo boi się, że znowu będzie bolało, brak pomocy kobiecie po
                        cc w jak najdogodniejszym przystawieniu dziecka do piersi, pojenie
                        lub dokarmianie (szczególnie jeśli odbywa się przez smoczek), nie
                        przynoszenie dziecka mamie w pierwszej dobie, wmawianie że po cieciu
                        cesarskim pokarm pojawia się później.
                        monika staszewska"

                        O i jeszcze ten wątek:
                        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=570&w=16277328&v=2&s=0
                • edittt Re: Możliwe 30.09.10, 22:54

                  > Najwyraźniej dziecko jest źle przystawiane i nieefektywnie ssie. Nie
                  > spotkałam jeszcze matki, która chciałaby karmić, a nie mogła. Bardzo
                  > dużo zależy zależy od "chcejstwa" (czytaj - nastawienia).


                  By Zy DURA
                  matko jak mnie takie laski wnerwiają
                  otóż SĄ kobiety które chcą a nie mogą karmić swoich dzieci naturalnie
                  nie mają pokarmu lub mają go za mało
                  niejedna w depresję wpadła przez takie jak ty, co to od "chciejstwa" uzależniają jej jakość jako matki

                  ja problemu nie miałam, 1,5 roku na piersi, 6 mies wylącznie
                  ale przybierała a ze mnie się lało
                  jednocześnie dwie bliskie mi osoby MUSIAŁY dokarmiać od samego początku (dzieci nie przybierały prawidłowo)
                  jedna MUSIAŁA zrezygnować bo MUSIAŁA się leczyć, a samym "chciejstwem" matki nie da się zwalczyć ani niezależnej od niej choroby, ani sprawić, że noworodek zaczyna na maminym mleku przybierać.

              • tolula Re: Możliwe 24.03.09, 13:23
                ja jak rodziłam miałam styczność z kobitką która nie miała pokarmu bo miała
                zrosty gruczołów co jej wyszło po usg piersi
                • monixdream Re: Możliwe 24.03.09, 21:00
                  tolula napisała:

                  > ja jak rodziłam miałam styczność z kobitką która nie miała pokarmu
                  bo miała
                  > zrosty gruczołów co jej wyszło po usg piersi

                  Ja nie piszę o sytuacji, gdzie z powodu choroby matka nie może
                  karmić piersią, chociaż tylko przy NIEKTÓRYCH chorobach jest to
                  niemożliwe. Myślę o takich, kiedy matka mówi "wisi na cycku 24
                  godziny i mam wrażenie, że się nie najada, za mało przybiera na
                  wadze" itp, itd. W takich sytucjach jest możliwa pomoc i dalsze
                  karmienie.
                  • marweg25 Re: Możliwe 25.03.09, 09:54
                    Głupoty gadasz i tyle. Nawet panie z poradni laktacyjnych nie były w
                    stanie pomóc a dziecko drastycznie zaczęło spadać na wadze. Czasami
                    po prostu się nie da i tyle.
                    A takie baby jak ty ze swoimi tekstami, że " chciec to móc" są
                    główną przyczyną depresji poporodowej.
                    • monixdream Re: Możliwe 25.03.09, 17:32
                      marweg25 napisała:

                      > Głupoty gadasz i tyle. Nawet panie z poradni laktacyjnych nie były
                      w
                      > stanie pomóc a dziecko drastycznie zaczęło spadać na wadze.
                      Czasami
                      > po prostu się nie da i tyle.
                      > A takie baby jak ty ze swoimi tekstami, że " chciec to móc" są
                      > główną przyczyną depresji poporodowej.

                      Super! Fajnie stać się przyczyną czyjejś depresji poporodowej. Nie
                      zapomnę o kartkach na święta. Powodzenia przy następnym karmieniu.
            • tutuna Re: Możliwe 28.09.10, 11:14
              To nie jest urban legend - w rodzinie mam przypadek dziewczyny, która pomimo chęci szczerych, przystawiania, miliarda konsultacji w poradni laktacyjnej i stałych wizyt pielęgniarki laktacyjnej w domu, pokarmu miała tyle, co kot napłakał.
              Jej lekarz prowadzący skomentował to - "tak czasami bywa i nikt nie wie dlaczego."
    • asjula1 Nabici w butelkę (i nie tylko) 12.03.09, 10:16
      Przede wszytskim caly ten stuff butelkowy - sterylizator, szczotki, BUTELKI.
      Przy karmieniu piersia przydawaly mi sie tylko przy recznym sciaganiu (nawiasem
      mowiac teraz uwazam, ze cale to sciaganie po karmieniu jest TOTALNIE bez sensu,
      tylko udrecza matke i dziecko, ktoremu potem - zgodnie z zaleceniami strzykawka
      wlewalam do buzi to sciagniete, a on nie mial na to najmniejszej ochoty i darl
      sie w nieboglosy.
      Poza tym, przeciez skoro dojadl ze strzykawki, potem mniej zje z piersi -
      KOMPLETNY BEZSENS. Sciagnie zaburza tylko rytm laktacji (dajac zarobic
      producentom laktatorow) - nie mowie o jakichs sytuacjach typu praca - wyjazd itd.

      Oceniam jako SUPERPOTRZEBNE:
      - lezaczek do kapieli - odkrylismy go jak maly mial 5 miesiecy i w ogole to bylo
      zbawienie dla naszych powyginanych w chinskie osiem kregoslupow. Maly lezal sam
      i trzeba go bylo tylko pilnowac.

      - hustawka (Fisher Price z rybkami) - 15 minut wybawienia na siusiu itd.wink) Maly
      byl (i jest) maruda straszna, a tu lezal jak zahipnotyzowanywink - najlepszy zakup
      na allegrosmile
      Moge komus sprzedac, bo juz wyroslsmile

      - wozek X-lander - serio. Taka moze reklama troche, ale po wozeniu malego pol
      roku terkoczacym i podskakujacym superhiper za 2000 CHICCO, byl WYBAWIENIEM.
      Mieciutko amortyzowany, pompowane kola - sam jedzie.
      Troche oparcie za bardzo w moim lezy, ale teraz sa nowe, moze cos poprawili, a
      jak nie - poducha. I tak jest super.

      - sterylizator do mikrofali - zbawienie po wygotowywaniu (fakt, ze ja troche
      przesadzalam z ta sterylizacja)


      Przydaly sie:

      - rogal - glownie do kladzenia wokol malego, zeby sie nie obijal (taki wielki
      mamy, recznie uszyty)

      - kubek niekapek AVENT - trzeba gumke zdejmowac do mycia, troche upierdliwe, ale
      maly lubi z niego pic

      - poduszki z kanapy do oblozenia kanapy dookola po pierwszym spadnieciu z niej
      sad(( Wywalic meble z oparciami na czas wedrowek, poprzystawiac do scian, innych
      mebli, albo oblozyc czyms grubo ...
      U nas leza juz kilka miesiecy

      - lozeczko - WYLACZNIE do przystawienia do kanapy, zeby maly nie spadlwink Nie spi
      w nim.

      - podgrzewacz - uzywalismy do zupek w sloiczkach, ale w sumie to chyba szybciej
      pod ciepla wode polozyc. No i sie nie zagrzeje za mocno, co tu sie zadarza, jak
      cos zle ustawisz

      Zakupy bez sensu:
      - monitor oddechu - nie spi w lozeczku, wiec nie byl potrzebny (stoi nieuzywany,
      a kupe forsy kosztowal)

      - lezaczek - zupelnie nie chcial w nim lezec

      - mata edukacyjna Lamaze - tez bez sensu zakup, nie chcial lezec na brzuchu na
      tym podniesieniu (choc znam mame, ktorej dziecko przepadalo za tym)

      - karuzelka Fisher Price - najbardziej wkurzajaca na swieciesad Baterie starczaly
      na kilka dni (takie wielkie paluchy), slabo swiecila (zadne tam obrazki na
      syficie, ledwie bylo cos widac), w koncu sie zepsula i wywalilismy - tylko
      porysowany brzeg lozeczka zostal
      • owca2105 Re: Nabici w butelkę (i nie tylko) 12.03.09, 10:47
        nie zgodzę się z Tobą, że odciąganie to całkowity bezsens i, że napędza kasę
        producentom laktatorów.
        Ja laktatora nie kupiłam a pokarm odciągam i zamrażam. Odciągam ręcznie do
        wygotowanej szklanki a potem przelewam do specjalnych woreczków i siup do
        zamrażarki.
        Dzięki temu, kiedy jestem na uczelni albo chce gdzieś wyskoczyć moje dziecko
        ciągle je mój pokarm i nie musi być na sztucznych mieszankach. Wystarczy
        wyciągnąć woreczek, rozmrozić i przelać do butelki. Tyle samo czasu zajmuje
        przygotowanie mieszanki. Nie dość, że zdrowiej dla małej, to jeszcze dużo
        taniej, bo 30 woreczków kosztuje 25 zł.
        A jak się ma dużo pokarmu to przecież to by było barbarzyństwo wylewać,
        zwłaszcza, że przechowując w odpowiednich warunkach można mleko zamrażać nawet
        pół roku.
    • alicja0000 Re: Nabici w butelkę (i nie tylko) 12.03.09, 11:04
      to co jednemu jest zbędne innemu się przyda. Ja żałuję tylko bardzo ale to
      bardzo, że nie kupiłam właśnie poduszki z dziurą do siedzenia po porodzie. Długo
      się męczyłam, nie móc usiąść i ciągle miałam nadzieję, że moja dolegliwość w
      kroczu z dnia na dzień się zagoi. Niestety -trwało to 5,5tygodnia a ja robiłam
      większość rzeczy na leżąco lub stojąco. To była masakra i bardzo żałuję, ze nie
      miałam ten poduszki.
      Zbędne rzeczy wg mnie to:
      $ karuzela (interesuje mojego synka tylko jak gra a gra około 2 minut),
      $ podgrzewacz butelek (na szczęście tego nie kupiłam, podgrzewam wodę w czajniku
      elekt.)
      $ mata edukacyjna(mój mały bawi się nią tylko 5 minut, potem się wkurza nie
      wiedzieć czemu)
      $ laktator (ściągnęłam mleko tylko 5 razy,tak samo mogłam ściągnąć ręcznie)
      $ rogala do karmienia nie zakupiłam bo zawsze wydawał mi się rzeczą zbędną

      Leżaczek bardzo przydatny choć na początku psioczyłam na niego bo mały osłabił
      sobie przez niego mięśnie pleców ale to nasza wina-za wcześnie go do niego
      wkładaliśmy. Teraz spełnia świetną rolę zastępczej matki wink mogę spokojnie coś
      w domu zrobić, ciągając małego w leżaczku ze sobą smile
      Pozdr.
    • agakop30 Ad. poduszki do siedzenia 12.03.09, 13:21
      Ja używałam koła ratunkowego, dmuchanego.
      Nie kupowałam specjalnej poduszki z dziurą, tylko pożyczyłam od
      starszego dziecka koło do nauki pływania.
      Zakup takiego koła to niewielki koszt, a przyda się dziecku na
      basenie kiedyś.
      • lupobianco Re: Ad. poduszki do siedzenia 12.03.09, 14:25
        jak Was czytam, to mi wychodzi,ze ja straszna "gadzeciara" jestem ; )
        u mnie na +
        + monitor oddechu
        + wanienka na stelazu z odplywem (super sprawa, moj kregoslup do
        dzis mi dziekuje ; )
        + karuzelka (jakas taka zwykla)
        + lezaczek (mialam wypasiony bujaczek z Fisher Price ale zadnej z
        dodaktowych funkcji nie wykorzystywalam)
        + reczniki z kapturkiem do dzis uzywamy
        + sterylizator do butelek
        + tony ubranek, body itp.-odziedziczonych, kupionych na
        wyprzedazach, pozyczonych itd (nie musialam tak czesto pralki
        wlaczac tylko zbieralam az sie uzbiera normalny wylkad do pralki,
        moja siostra nie miala tyle "szmatek" i u niej pralka chodzila
        codziennie)

        - termometr do kapieli
        - laktator reczny (miala 2 rozne,zaden nie zadzialal)
        - rogal do karmienia (szlescil strasznie i jakis taki nieporeczny
        byl)
    • ata99 Nabici w butelkę (i nie tylko) 12.03.09, 14:11
      Trochę mi się nie podoba wrzucanie do jednego worka problemu nadmiaru gadżetow
      do "obsługi " malucha i szczepionek skojarzonych i dodatkowych. To zupełnie
      różne sprawy. Fakt, że kosztuję, ale ich zakup nie oznacza moim zdaniem
      straconej kasy.
    • paskudek1 Re: Nabici w butelkę (i nie tylko) 12.03.09, 14:18
      ja się tylko nie zgodzę, że nie mozna oddac używanego laktatora czy nocnikasmile Sama pożyczałam od kolezanki laktator emektryczny i potem oddawałam. MNie posłużył krótko ale jednak. Co do nocnika to moje dziecko korzystało z nocnika po starszym braci ciotecznym, siostrze stryjecznej i po dziecku sąsiadki smile i problemu z tym nie mam ani ja ani dziecko.
    • mamand Nabici w butelkę (i nie tylko) 12.03.09, 14:48
      "Szczepionki skojarzone to takie, które zastępują kilka tradycyjnych
      szczepień. Zamiast kłuć dziecko trzy razy: przeciw odrze, śwince czy
      różyczce, można zastosować jedną szczepionkę skojarzoną. Mniejsza
      liczba kłuć to dla większości rodziców kluczowy argument. Niestety,
      nie jest ona finansowana przez NFZ - trzeba za nią płacić, i to
      całkiem sporo"

      przykład totalnie do czapy

      no akurat szczepionka przeciw odrze, śwince i różyczce to skojarzona
      szczepionka obowiązkowa i bezplatna ;>
      • agula.2 Re: Nabici w butelkę (i nie tylko) 12.03.09, 16:49
        Ja też uważam że ile mam tyle opinii,to co dla jednej jest zbędne dla innej jest niezbędne.Ubranek miałam bardzo dużo,też zbierałam przez kilka dni żeby cały wkład był,dzięki temu nie musiałam codziennie prać i prasować,przy pierwszym dziecku baldachim zachwycał,przy drugim stwierdziłam że to tylko siedlisko kurzu i kupiłam pościel bez baldachimu,ktoś napisał że ochraniacz do łóżeczka całkiem zbędny,dla mnie niezbędny,kiedy zdejmowałam do prania i dziecię przez kilka godzin nie miało to nie mogłam słuchać jak głową tłucze po szczebelkach,karuzelka córcię interesowała bardzo,synkowi też zakupuiliśmy ale zainteresowania nie było,więc od dziecka też zależy,mata edukacyjna,stolik edukacyjny,stojak z zabawkami też nie był hitem,dziecko interesowało się przez chwilę tylko,huśtawka sprawdziła się świetnie ale leżaczek w ogóle,laktator ręczny to kompletny niewypał,kupiłam dwa ale nie dało się korzystać,jak miałam zapalenie piersi i czterdzieści stopni gorączki to wybawieniem największym okazał się laktator elektryczny,kto to przeżył to wie o czym mówię,ręczniki z kapturkiem barzdzo fajne,używamy do dzisiaj,korzystaliśmy ze szczepionek skojarzonych i dodatkowych i nie uważam że był to zbędny wydatek.Mogłabym tak pewnie wyliczać bez końca,ale nie o to chodzi,w moim odczuciu ten artykuł jest naprawdę niedopracowany.
    • rubus0 Nabici w butelkę (i nie tylko) 13.03.09, 09:01
      A w moim przypadku bardzo przydało się:
      rożek do karmienia - miałam wolne ręce i mogłam poczytać książke.
      elektryczna niania - mogłam wykąpać się gdy synek spał bądź pójść do kuchni z której normalnie nie usłyszałabym go. Ale niańki to chyba do dużych domów.
      Baldachim nawet nie kupiłam, zbieracz kurzu i blokuje dostęp powietrza. Mój syn śpi zawsze wciśnięty w ściane lub sztachetki łóżeczka, więc od jednej strony miałam ochraniacz, żeby było mu milej.
      Co do laktatora. Polecam go matkom, które szybko planują wrócić do pracy a chcą karmić własnym mlekiem, dodatkowo wszystkim mamom, które niestety będą musiały zostawiać maleństwo w szpitalach z powodu różnych chorób lub wad wrodzinych. Ja w ten sposób syna karmiłam tylko własnym mlekiem przez ponad 6 miesięcy. Ale tu odrazu polece laktator elektryczny, ponieważ wygodniej i szybciej. Z laktatorami jest tak, że na początku ściąga się bardzo mało ale z czasem biust się przyzwyczaja i można odciągać naprawdę dużo.
      Woreczki od przechowywania mleka. Ja przechowywałam w wygotowanych słoiczkach, najzwyklejszych do przetworów. W poradni i szpitalu powiedziano mi, że one naprwadę wystarczą. A dzięki temu oszczędziłam mnóstwo pieniędzy.
      co do wanienki na stelażu. My na zwykłą wannę zbiliśmy z desek stelaż i było dobrze, choć w pewnym momencie plecy zaczynają boleć. Ale za to z wylaniem nie było żadnego kłopotu, poprostu przechylaliśmy i już.
      Rzeczywiście z wieloma rzeczami dobrze jest przemyśleć, wybrać modele a po porodzie zobaczyc czy się przyda. Gdy wcześniej wybierze się modele to kupić już może każdy, nawet sąsiadka smile
      • meli-mama Re: Nabici w butelkę (i nie tylko) 13.03.09, 09:41
        Faktycznie artykuł jest trochę przasadzony. Macie rację dziewczyny z
        tymi szczepionkami na przykład. Ale myślę, że autorce chodziło o to,
        że rodzice, których nie stać nie powinni się czuć gorsi i słuchać
        przykrych uwag w przychodni - to o to chodzi z tym nabiciem w
        butelkę. Albo, że jak ktoś nie kupil leżaczka-bujaczka to żeby go
        nie krytykować.

        Mam znajomych z dwójką dzieci, których podziwiam. Jak byłam w ciąży
        i ich odwiedzałam to nie wierzyłam własnym oczom: nie kupili
        wanienki dla coreczki tylko co wieczór któreś z nich wchodziło z
        malutką pod prysznic, a jak nauczyła się siedzieć to robili basenik
        w czystym brodziku. Nie zaopatrzyli się w przewijak tylko
        jednorazowe maty z rossmana (oczywiście można używać wiele razy).
        Kupili dobre łóżeczko turystyczne, które służyło i do spania i jako
        kojec i w podróże. Jak na to wszystko patrzyłam to czułam ogromne
        wyrzuty, że dla mojej corki kolkcjonuję tyle gadżetów. Ale
        faktycznie część z nich bardzo się przydała. Miałam ogromne problemy
        z karmieniem piersią, i z wagą dziecka, więc od początku mała byla
        dokarmiana. Po kilku miesiącach nie chciała już pić z piersi, ale
        zależało mi, żeby dostawała chociaż trochę mojego mleka, więc
        nieoceniony okazał się laktator elektryczny Medeli (kupiłam z
        allegro). 10 minut i porcja ściągnięta. Nie zgodzę się z teorią
        wygłoszoną w artykule, że wydawanie pieniędzy na poradnię laktacyjną
        to błąd - ja otrzymałam fachową pomoc i dzięki temu mogłam karmić
        córkę przez kilka miesięcy. Ale walkę o pokarm przypłaciłam prawie-
        depresją. To co pisalyście o lobby szkół rodzenia to trochę prawda,
        np. jest w tej chwili taka propaganda karmienia piersią, że matki,
        które mają problemy czują się gorsze. Ja przez trzy miesiące
        walczyłam o pokarm, którego do końca miałam za mało i żadne techniki
        nie pomagały zwiększyć ilości. Piewrsze dwa miesiące siedziałam albo
        z małą przy cycu, a jak szła spać to godzinami z laktatorem i
        zbierałam każdą kropelkę. Teraz już wiem, że nie można nic na siłę,
        ani ogromnym kosztem, bo na prawdę nic by się nie stało, gdybym
        sobie wcześniej odpuścila. No ale odbiegłam od tematu. Pozdrawiam
        was serdecznie i zachęcam do sprzedawania nieużywanych gratów na
        allegro albo oddawania potrzebującym rodzicom. Czasem jest krucha
        sytuacja i ktoś z chęcią weźmie używany nocnik czy laktator. A sama
        chętniej kupiłabym na allegro np. termometr po czyimś dziecku niż o
        polowę drożej w sklepie. Poza tym często rodzice sprzedają cale
        pakiety, np. komplet ubranek dla chłopca 0-3 plus zabawki.
        Spróbujcie, to się opłaca, bo zawsze część kosztów wraca do portfela.
    • esmeraldine Re: Nabici w butelkę (i nie tylko) 13.03.09, 09:53
      Kiedy rodziłam córkę 10 lat temu nie było rożków, rogali do
      karmienia czy odwrotnie, leżaczek to był zwykły leżaczek, który
      bujało się nogą i nie miał żadnych bajerów wink Niw spominając o niani
      elektronicznej czy innych cudach wink
      Córka wyrosła na zdolną i piękną (eh, ta matczyna skromność big_grin)
      młodą damę mimo tych 'braków'. Ale przyznaję, że teraz, kiedy od 3
      miesięcy upajam się moim równie pięknym synkiem, upajam się także
      leżaczkiem FP, który świeci, gra i wibruje i zachwyca, szkoda ze dla
      matek takich nie ma wink Bardzo sobie chwalę poduszkę z dziurką, bo
      naprawdę łatwiej mi się siedziało po porodzie. A teraz ją sobie
      kładę pod plecy kiedy oglądam tv wink Poduszka do karmienia trochę
      mniej się u mnie sprawdziła, ale to pewnie kwestia tego, że dwoje
      dzieci wykarmiłam bez niej i z trzecim też nie było problemu.
      Podgrzewacz do butelek nigdy natomiast jakoś nam się nie przydał,
      wystarczył garnek w gorącą wodą wink
      Ale doceniam wynalazki i piękne przedmioty dla matek i dzieci, z
      niektórymi rzeczami naprawdę jest łatwiej i po prostu przyjemniej smile
      • mxilka Re: Nabici w butelkę (i nie tylko) 13.03.09, 18:13
        > Kiedy rodziłam córkę 10 lat temu nie było rożków, rogali do
        > karmienia czy odwrotnie, leżaczek to był zwykły leżaczek, który
        > bujało się nogą i nie miał żadnych bajerów wink Niw spominając o niani
        > elektronicznej czy innych cudach wink
        > Córka wyrosła na zdolną i piękną (eh, ta matczyna skromność big_grin)
        > młodą damę mimo tych 'braków'.

        Wiele z tych wynalazków i gadżetów ma służyć wygodzie rodziców, a nie rozwojowi intelektualnemu dziecka... Nasi rodzicie też wychowywali nas bez tych rzeczy, a jednak chyba większość z nas uważa się za całkiem przyzwoitych ludzi wink
    • marsupilami25 Re: Nabici w butelkę (i nie tylko) 13.03.09, 11:04
      Kazda mama ma swoje upodobania i co dla jednej bedzie kitem u innej okaze sie czyms zupelnie niezbednym. Spotkalam sie z naciagactwem w szpitalu: robienie zdjec noworodkom. Mila pani zajrzala do naszego pokoju i zaczela grzecznie, ale stanowczo przekonywac jakie to sliczne pamiatkowe foto bedzie miec nasz syn. Moj chlop oczywiscie caly na TAK, ale ja podziekowalam, bo raz ze malemu narobilismy fotek zaraz po porodzie, a dwa cena 30 e to moim zdaniem sporo.
      Co do laktatora Avent elektronicznego to w moim przypadku strzal w 10tke - powrot do pracy. Obylam sie bez rogali, podgrzewacza, sterylizatora, lezaczkow, bujaczkow i tysiaca innych bzdur. Sterylizowalam laktator w garnku do gotowania na parze, ktory z calego kompletu naczyn uwazalam za najbardziej niepotrzebny ;-D
    • schparagi Nabici w butelkę (i nie tylko) 13.03.09, 11:21
      u nas też elektroniczna niania się przydała, choć kupiliśmy taką za
      100 PLN w Ikea - polecam. Muszę jednak zwrócić uwagę na pewne
      nieścisłości i nadużycia, które moim zdaniem pojawiły się w tym
      artykule. Po pierwsze z tego co wiem, na odrę, świnkę i różyczkę nie
      ma innej szczepionki niż skojarzona (czyli MMR). Sama chciałam
      zaszczepić dziecko osobnymi szczepionkami na te trzy choroby, ale
      okazało się, że nie ma takiej możliwości. Po drugie uważam, że
      niedopuszczalne jest wkładanie do jednego worka wciskania laktatorów
      i deponowania krwi pępowinowej. Wiem, że prawdopodobieństwo
      wykorzystania jej dla dziecka jest minimalne, ale już dla jego
      rodzeństwa, jak najbardziej. Poza tym komórki macierzyste są wciąż w
      fazie badania, więc naprawdę może się okazać, że to jest polisa na
      życie (przecież już wyhodowano z nich niektóre narządy!!).
      Oczywiście nie wolno nikomu mówić, że jeśli nie odda krwi to jego
      dziecko umrze na jakąś chorobę, ale też nie róbmy z tego
      naciągactwa.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka