aguniak821
13.05.09, 14:38
Witam wszystkie mamusie...sama niedługo (mam nadzieję) nią zostanę
po raz drugi. Jetsem w 40 tygodniu ciąży, termin porodu miałam na
wczoraj, ale jak narazie dzidzia nie chce przyjść na świat.
Najciekawsze z tego wszystkiego jest to , że od 5 miesiąca ciąży aż
do 37 tygodnia byłam na podtrzymaniu, brałam fenoterol i lekarz cały
czas uparcie twierdził , że moja szyjka macicy skraca się bardzo
szybko. Kiedy byłam w 35 tygodniu skierował mnie do szpitala bo
mówił że jest bardzo duże zagrożenie i ,że szyjka praktycznie mi
zanikła. Byłam przez niego ostatnim kłębkiem nerwów. W szpitalu
potrzymali mnie przez 3 dni, porobili KTG i wypuścili bo nic się nie
działo- lekarz ze szpitala tylko pod nosem mówił, że on nie widzii
żadnego poważnego zagrożenia. Wróciłam do domu i dalej leżałam , nie
robiąc kompletnie nic. I tak aż do 37 tygodnia. Kiedy odstawiłam
tabletki - mój lekarz powiedział , że w przeciągu kilku dni urodzę,
bo ciąza jest baardzo nisko, no i szyjka jest zanikła. A ja
chodziłam, chodziłam o dalej chodzę....Kiedy byłam u niego wczoraj
nawqet powiedział, że ciąża jest dosyć wysoko i nic nie
wskazuje ,.że na dniach urodzę. To jakaś parodia , czy ci lekarze
się na niczym nie znają??? Czy w ogóle potrzebne było mi to
faszerowanie lekami i leżenie?? Co sądzicie o tym . Piszcie