urodziłam :o - przeżyłam horror

    • katka_tk Re: urodziłam :o - przeżyłam horror 25.06.09, 10:21
      deela gratuluję dziecia i łączę się z toba w koszmarze wybudzania z narkozy,
      miałam podobną jazdę, tylko o simsach 3 nie jęczałam, ale drugi raz uśpić się
      nie dam!!!
    • maiwlys Re: urodziłam :o - przeżyłam horror 25.06.09, 15:10
      Gratuluje dziecia, wspolczuje bardzo takich przezyc i naprawde
      nikomu ich nie zycze.
      Niestety moja kolezanka rowniez miala CC i rowniez niestety "na
      zywca" bo znieczulenie "nie zadziałało" (??), normlanie czuła jak ja
      kroja...nawet nie chciała mi za bardzo o tym opowiadać żeby nie
      straszyć.
      Trzymajcie się zdrowo!
      • roksanaa22 Re: urodziłam :o - przeżyłam horror 25.06.09, 16:20
        Czasem tak jest,że znieczulenie nie złapie jak powinno.Wtedy
        niestety zespół ratuje się podaniem dużej ilości tzw głupiego jasia
        lub wstrzykuje miejscówkęuncertain
        • sarah_black38 Horror to miałam ja 18 lat temu 25.06.09, 22:31
          rodząc pierwsze dziecko - po długim porodzie urodziłam przez cc dziecko w głębokiej zamartwicy ( 3pkt.).O horrorze porodu nawet nie chcę wspominać. Nauczona przykrym doświadczeniem po 14 latach drugi poród. Miałam swojego lekarza. Wskazania do CC :
          - pierwsza cesarka
          - uterus duplex ( podwójna macica)
          - wiek 37 lat

          Dzień przed terminem położono mnie na jednoosobową salę na patologii, następnego dnia planowane cięcie, bez bóli , bez rozwarcia. Państwowa położna trzymała mnie za rękę ( autentycznie, nawet nie wiem jak mój Anioł się nazywał). Znieczulenie super działało, poszło gładko. Córcia zdrowa jak rybka, ja w dobrej formie, Pan Doktor przychodził na połóg i pytał o samopoczucie. W podziękowaniu za opiekę i sprawne cc kupiłam kwiatki i czekoladki. I jestem mu bardzo wdzięczna za cud narodzin.

          Jak widać i w państwowym szpitalu można i tak.
    • rupiowa Re: urodziłam :o - przeżyłam horror 25.06.09, 22:44
      w sumie to troche glupio pisac: gratuluje!
      Ja przepraszam ze tak z butami wleze w Twoj watek ale ja np przy drugim sn
      zostalam zalatwiona przez polozna tak, ze zanim ruszyla tylek po anestezjologa
      to bylo juz 8 cm. I miedzy tym 8 a 10 cm darlam sie jak opetana o ironio! "Nie
      dam rady". Pech chcial, ze dalam tongue_out
    • semi-dolce No to gratulacje !!! 26.06.09, 01:02
      A u mnie ktg działało w drugą stronę. Tzn. było tak, że leżąc wieczorem we
      wlasnym łóżku stwierdziłam, że cos się dzieje. Nastepnego dnia miałam termin i
      miała się zgłosic do szpitala. Pomyślałam sobie, że może rodzę a może nie i to
      sa tak osławione skurcze przepowiadające, których wczesniej nie miałam. Leżałam
      i myslałam i doszłam do wniosku, że rodze czy nie to idę spać, bo jesli nie to
      po co mam zarywac noc, a jesli tak to mam ostatnia okazje by sie wyspać. O 5
      rano obudziły mnie regularne skurcze co 5 minut. Poszłam pod prysznic. Co 4
      minuty. No to jade do szpitala, ale najpierw sniadanie i herbatka. Dojechałam do
      szpitala chwilę przed 7. Podłączyli mnie pod kłamliwe ktg, które orzekło, że nie
      rodzę. A ja sie upierałam, że jednak rodzę. Nie, nie rodzę a oni miejsc nie mają
      i mam sobie jechac do domu. Jak usłyszałam, że miejsc brak to mi sie
      przypomniało i wyciagnęłam kartę ciąży i skierowanie od lekarza z tegoż szpitala
      na poród w tym szpitalu. Położna nadal twierdziła, że nie rodzę, ale miejsca już
      były. Zbadał mnie lekarz. Siedzę na tym fotelu a on mówi, że nie, nie rodzę
      "szyjka długa, brak rozwarcia". Pomyślałam sobie, że co on pie..., raz że
      rodze, dwa że szyjkę skrócona i rozwarcie na 2 cm miałam 2 tygodnie temu. I
      wtedy miałam skurcz. Wyraz twarzy lekarza uległ przemianie lekkiej i diagnoza
      także - teraz brzmiała "o ku..., to co brałem za szyjke to pęcherz płodowy,
      natychmiast na blok!". Ha, więc jednak rodzę. Dla pocieszenia powiedział jeszcze
      przy nastepnym skurczy "spokojnie, przed 9 będzie już pani miec dziecko". Była 7:20.

      Po drodze na blok zaliczyłam jeszcze usg, które orzekło, że dziecię ponad 4
      kilo. Dwoje lekarzy debatowało i stwierdziło, że nie dam rady sama. I co ja na
      to. Ja na to, w amoku jakimś, no bo rodze a oni debatuja, że nie mam teraz czasu
      na rozmowę z nimi bo akurat rodzę i pogadamy potem, a teraz ide rodzić sama,
      samodzielnie, sn. No i poszłam.

      Siedzę na łóżku porodowym, połozna podłączyła kolejne ktg ("ooooooo, to jeszcze
      dłuuuugo") bada mnie i mówi "spokojnie, zaraz pójdzie pani na piłke". Na jaka
      znowu piłkę myslę sobie, ja rodzę a nie żadną piłkę. Spokojnie, jeszcze sporo
      czasu mówi ona. I wtedy miałam pierwszy party. O ku...! mówi ona. Ale zaraz się
      uspokoiła, poinstruowała jak się oddycha (bo nie chodziłam do szkoły rodzenia) i
      rodze sobie. A ona gada i gada i troszczy się i miła jest ogólnie. Bardzo miła,
      tylko mi przeszkadza jak tak gada więc jej mówię, coby zamilkła, pogadamy potem,
      teraz rodzę. Zapanowała cisza. Po kilku partych byłam juz tak wsciekła, że
      zaczęłam przeć bez skurczy. Na scianie wisiał zegar i tylko patrzyłam która
      godzina, bo przed 9 ma sie skończyć, wg słów lekarza. Prę i prę, ze skurczem czy
      bez juz mi wszystko jedno, byle tylko urodzić. 8:30 - jeszcze tylko pół godziny.
      8:35 - jeszcze 25 minut. 8:40 Borys leży na moim brzuchu i się drze...

      Na koniec pozwoliłam połoznej w końcu pogadać - usłyszałam cudowne słowa, jaka
      to byłam dzielna i wspaniała - i za te słowa wtedy bardzo jej byłam wdzięczna,
      dodały otuchy i sił. Ogólnie poród wspominam dobrze, tylko nikt, łącznie z
      aparatura, nie chciał mi cholera uwierzyć, że jednak rodzę wink
      • semi-dolce A za zzo 26.06.09, 01:08
        faktycznie w takim wypadku powinni ci zwrócic.
    • uczula deela 26.06.09, 10:33
      ty to potrafisz smile horror napisac smile smile a zametu ile tym sprawic!
      heh...ech...tylko kto by ci w to uwierzyl smile
      zwlaszcza w te karte graficzna heheheh co pod simami nie polecismile
    • nikaa818 Re: urodziłam :o - przeżyłam horror 26.06.09, 10:56
      o w mordę. gratuluję poczucia humoru po czymś takim!
      • bweiher Deela,kuźw.a jego mać! 26.06.09, 12:22
        No gratulejszyn i w ogóle ale czytając Twoje opowieści z krypty nie
        wiedziałam czy się śmiać czy ci współczuć.no troszkę się śmiałam tongue_out
        Ty piszesz lepiej niż niejeden pisowy !! Ja też często miewam humor
        wisielczy ale Twój to fuul wypas.
        Jezzzuu dziewczyno,pisz częściej proszę Cię big_grin
    • anik_29 Re: urodziłam :o - przeżyłam horror 26.06.09, 12:15
      współczuję horroru, ale mimo wszystko fajnie się czytasmile
      Gratuluję i powodzenia!
    • ewa-konewa O porodzie i szpitalu bielańskim. 24.10.09, 22:49
      Deela gratuluje, choć nie jestem pewna czy to dobrze straszyć i tak przerażone
      ciężarówki takimi historiami.
      Ja ze swojej strony chętnie dorzucę parę groszy o porodzie i szpitalu Bielańskim.
      Otóż dziewczyny, ja moim porodem byłam mile zaskoczona. Byłam akurat tą
      szczęściarą której specjalnie nie bolało. Głowa do góry! Trafiają się i mało
      bolesne porody.
      Chciałabym natomiast przestrzec wszystkich przed szpitalem bielańskim. To co tam
      wyprawiają to skandal. Banda konowałów i tyle.

      W moim przypadku było tak:
      Nadszedł dzień na kiedy miałam termin porodu. Niewiele sobie z tego robiłam bo
      ostrzegano mnie, że pierworódki najczęściej rodzą po terminie i żebym się nie
      nastawiała.
      Rano jem śniadanie ale czuje się nieswojo, nic nie boli ale coś jest nie halo.
      Koło południa czuje lekki ćmiący ból i to co jakiś czas. Myślę: pewnie zjadłam
      coś nieświeżego.
      Godzinę później orientuje się, że ten ból przypomina lekkie bóle menstruacyjne i
      że koleżanka tak właśnie opisywała początek porodu. Jadę więc sobie na KTG do
      bielańskiego.
      Przyjmuje mnie tam drobna, ciemnowłosa lekarka o twarzy dziewczynki. Stwierdza,
      że są skurcze, ale to wcale nie świadczy o tym, że dziś urodzę. "To może trwać
      jeszcze nawet 3 dni". Odsyła mnie do domu i mówi żebym przyjechała jak skurcze
      będą regularnie co 5 min.
      Wracam do domu, sprzątam, jem duuuży obiad ( na wypadek jakby mnie jednak czekał
      dziś jakiś większy wysiłek) i zajmuje się swoimi sprawami.
      Około 19 skurcze robią się częstsze i mocniejsze. Takie jak bolesna miesiączka z
      tym, że pomiędzy skurczami czuje się dobrze.
      Wskakuje do wanny i polewam brzuch wodą a pomiędzy skurczami gramy z mężem w szachy.
      W końcu jednak skurcze są co 5 minut i pojawia się krew.
      Jedziemy do szpitala.
      W bielańskim ta sama niska ciemnowłosa lekarka wita mnie słowami " nie przyjmujemy"
      - Może najpierw zrobicie mi KTG żeby zobaczyć co się dzieje.
      Położono mnie na kozetce i z łaski zaczęto robić ktg.
      Przy trzecim skurczu czuje jak fala ciepłej wody zalewa mi nogi. Odeszły wody.
      Pielęgniarka krzyczy:
      - Pani doktor! odeszły jej wody - i natychmiast odłącza mi aparaturę KTG
      Nagle do pokoju wchodzi jakiś facet w drewniakach i zielonym kitlu i najeżdża na
      mnie z pretensjami.
      - Po co tu pani przyjechała?! Nie wie pani, że my od trzech dni nie
      przyjmujemy?! Przecież doktor musiała to pani rano powiedzieć!
      - Ale nie powiedziała. Przecież nie przyjechałabym do szpitala do którego wiem
      że mnie nie przyjmą.
      - No to może zapomniała powiedzieć .
      I gość wyszedł.
      Potem poszłam na fotel, zostałam zbadana. Pielęgniarka dała mi zwój ligniny
      żebym sobie wytarła gacie. ( Wody płodowe były żółte a nie miałam niczego na
      zmianę, więc wyglądałam jakbym się zsikała).
      Kolejne dwie godziny przy coraz boleśniejszych i częstszych skurczach , w
      mokrych gaciach, spędziłam na plastikowym krzesełku w poczekalni.
      W międzyczasie nikt mi już KTG nie robił , lekarka wyraźnie była wkurzona moją
      obecnością i zła , że musi dzwonić po szpitalach i szukać mi miejsca. Wszystkie
      warszawskie szpitale odmówiły a lekarka spojrzawszy ze zniecierpliwieniem w
      sufit stwierdziła, że nie może już więcej się mną zajmować i idzie odebrać inny
      poród.
      Ja sobie tak dalej siedziałam i nikt się mną nie interesował.
      Bóle były mocne ale do zniesienia. Gorszy był chyba stres, że nie ma kto odebrać
      mojego porodu. Na szczęście w nieszczęściu, jak pisałam, miałam lekki poród i
      bez komplikacji.
      Po jakimś czasie lekarka wróciła i powiedziała, że ma dla mnie miejsce w
      Pruszkowie i żebyśmy lepiej sami tam szybko jechali. O ile zapomniano o KTG gdy
      siedziałam w poczekalni, o tyle o dokumencie, że dobrowolnie opuszczamy szpital
      nie zapomniano. Naprawdę nie wiem dlaczego mąż to podpisał. Chyba tylko dlatego
      żeby się z nimi nie użerać i że byliśmy w szoku. Na odchodnym pielęgniarka
      przyłożyła mi KTG do brzucha i woła do lekarki:
      -Pani doktór słyszy?! Jest bicie serca!
      Jakby w razie czego chciały mieć dowód , że opuszczam szpital z żywym dzieckiem
      w brzuchu.
      Na szczęście mąż zachował tyle zdrowego rozsądku i zapytał o adres szpitala w
      Pruszkowie.
      Lekarka znów zrobiła zniecierpliwioną minę i ... podała dwa.
      - Tu albo tu
      _ to może pani sprawdzi do cholery gdzie dokładnie znajduje się oddział
      położniczy w Pruszkowie!
      Tu znów minka obrażonego misia, telefon do Pruszkowa i mamy adres.
      WYGONIONO MNIE ZE SZPITALA 2 GODZINY PO ODEJŚCIU WÓD PŁODOWYCH ZE SKURCZAMI
      PORODOWYMI CO MINUTĘ!!!! JAK SPOTKACIE TĄ NISKĄ CIEMNOWŁOSĄ LEKARKĘ O TWARZY
      DZIEWCZYNY POWIEDZCIE JEJ ŻE JEST KONOWAŁEM I Z TAKIM PODEJSCIEM DO PACJENTA NIE
      NADAJE SIĘ NAWET NA WETERYNARZA!!!!
      Ledwo wyszłam ze szpitala i mąż dociągnął mnie do samochodu. W samochodzie
      powiedziałam, że chyba nie dam rady dojechać do Pruszkowa. Pojechaliśmy prosić o
      litość na Inflancką. ( mimo, że przez telefon odmówili przyjęcia)
      Tam skurcze już miałam dość ostre, rozwarcie 5 cm i od razu poleciałam na sale.
      45 minut potem było już po wszystkim....
      Na Inflanckiej dobrze się mną zajęli, personel ( no może z wyjątkiem kucharek)
      jest miły. Jedynie narzekałam na duchotę w salach i łóżko ze skaju w którym
      pociłam się jak mysz.
      Co do porodu to u mnie akurat było lekko. Skurcze rozwierające oczywiście
      bolały, ale dało się to znieść a ćwiczone na szkole rodzenia oddychanie bardzo
      pomagało. Tak naprawdę bolesne były trzy ostatnie skurcze rozwierające. Prawie
      się popłakałam. Ale one razem wzięte przecież trwały jakieś 3 minuty. Pomiędzy
      skurczami ból mijał jak ręką odjął. Bóle prące już tak nie bolą. Pamiętam jak
      rodziłam, myślałam sobie " o kurde przestało boleć" Synka urodziłam po czterech
      skurczach, po piątym - łożysko.
      Pisze te szczegóły żeby was pocieszyć. Głowa do góry poród też może być
      niestraszny. ( ja nie miałam znieczulenia bo i nie było czasu).
      No i koniec mojej historii. Nie pytajcie czemu podpisaliśmy ten świstek o
      dobrowolnym opuszczeniu bielańskiego. Zrobiliśmy to w amoku i bez sensu. Nie
      mieli prawa nas nie przyjąć.
      A dlaczego przez telefon Inflancka odmówiła? Mają na pieńku z bielańskim „bo
      tam źle traktują pacjentki” ( tak mi powiedział lekarz). Zresztą już kilka osób
      opowiadało, że przez telefon szpitale odmawiają a jak się przyjedzie to znajduje
      się miejsce.
      • deela Re: O porodzie i szpitalu bielańskim. 24.10.09, 23:06
        ee ja nie mowie ze kazdy porod jest ciezki
        ja sie wrecz upieram ze ja jakas pechowa jestem
        gratuluje szybkiego porodu, szczesciara z ciebie smile
        • bombalska Re: O porodzie i szpitalu bielańskim. 25.10.09, 00:32
          Haha! Dodalam sobie Twoj watek do ulubionych smile)))))

          ...ale i tak najlepsze jest ostatnie zdanie wink
          • celina_123 Re: O porodzie i szpitalu bielańskim. 27.10.09, 17:40
            to i ja wtrącę swoje 3 grosze o bielańskim smile w sumie obsługa po porodzie była
            ok, ale to tylko chyba dlatego, że mój synek dobę był na OIOMie i się nade mną
            zlitowali.
            Masakra była przy porodzie.
            Jak jeździałm na ktg przed porodem zawsze miałam okazję trafiać na takiego
            młodego lekarza. I zawsze z twarzą wlepioną w moją kartę ciąży mówił, że jeżeli
            będę dzisiaj rodzić to od razu mogę jechać do innego szpitala, bo my tu nie mamy
            miejsc (nie wiedział, że mam swojego lekarza wink Jak przyjechałam ze skurczami
            porodowymi to on też tam był. Jak zobaczył skierowanie do szpitala od mojego
            lekarza to uśmiech od ucha do ucha, prawie zaniósł mnie na rekach do gabinetu,
            mojemu mężowi prawie butów nie zaczął lizać i jak mnie zbadał to rzecze:" no
            pani Alusiu to dzisiaj rodzić będziemy, 4 cm!" smile spoko,spoko wiem, będzie super.
            Zaprowadzili mnie na porodówkę, przyjechała moja położna. Kazała mi się położyć
            i zaczęła sie seria jakichś dziwnych ruchów i posunięć. Napieprzało mnie jak
            cholera, czekałam na anastezjologa aż mi zrobi znieczulenie chyba 1,5 godz.(ale
            usprawiedliwiony - miała w tym czasie cesarkę). W każdym razie położna co chwila
            mnie badała, mówiła że super, że zaraz urodzę rozwarcie szybciutko się
            powiększało. Ale jak dostałam znieczulenie to się zaczęło. Położna z wieloletnim
            doświadczeniem, której miałam oczywiście zapłacić,nie wiedziała, że na poród nie
            czeka się w pozycji na plecach (musiała jej o tym przypomnieć lekarka), nie
            wpadła na to, że zamiast dawać mi basen i potem cewnikować, to ja do cholery
            mogę sama iść do kibla i się wysikać, nei wpadła również na to, że jak jej
            powiedziałam ze chyba znieczulenie mi się kończy, żeby się mnie zapytać czy chcę
            jeszcze, tylko od razu zawołała anestezjologa. A ja byłam tak nieprzytomna i jej
            ufałam, ze myślałam że tak trzeba właśnie, no skąd mieliśmy z mężem wiedzieć, że
            tak być nie powinno...
            I po tej końskiej dawce znieczulenia zatrzymała mi się akcja porodowa. To ta
            zamiast podac mi oksytocynę i skrócić ten poród, bo od długiego czasu miałam 10
            cm, to ona czekała aż się skurcze pojawią. I tak czekała głupia bicz, że dziecku
            tętno zaczęło spadać. Ale ona tego nie zauważyła, bo leżała na kozetce i czytała
            gazetę, co wylookał mój małżonek. Jak to zobaczyła, ręce jej się zatrzęsły,
            zadzwoniła po pomoc i zawieźli mnie natychmiast na cesarkę. Ja nie wiedziałam co
            się dzieje, ona była zdenerwowana więc ja też. Na operacyjnej tętno już było
            spoko, więc lekarz stwierdził: "dać jej oksytocyny i zaraz urodzi". Ja
            pierd...jak to pisze to mi się wszystko trzęsie...i zawieźli mnie z powrotem na
            tę porodówkę. Ale skurczy jak nie było tak nie ma, więc musiałam przeć na sucho.
            Przy tym porodzie było chyba z 8 osób, położna wyciągała, lekarz napierał na
            brzuch i opieprzał położną już za wszystko. on odkręcał oksytocynę na maksa, ona
            ja przykręcała, jakieś to chore było, potem jak mnie nacięła to musiała zrobić
            to dwa razy bo łapa jej się zatrzęsła. Już myślałam, że nie urodzę. Aż w końcu
            pojawił się mój maluszek...tylko, że nie oddychał, dostał 4 pkt, dlatego był na
            OIOMie. Na szczeście wszystko dobrze się skończyło, ale razem z mężem
            przeżyliśmy chwile grozy. Teraz wiem, że to się zdarza i nawet jak się przydarzy
            to nie trzeba się bać, dzieci mają zajebiste zdolności adaptacyjne, musiał
            poleżeć w ciepełku trochę i doszedł do siebie. Też go ten poród zmęczył ździebko.
            Także poród w Bielańskim był koszmarny. Położna kompletnie się nie sprawdziła.
            Natomiast lekarz, dr Wieczorek, który był przy porodzie był naprawdę spoko,
            czułam że wie co robi, czułam się bezpiecznie.
            Za drugim razem rodze gdzie indziej!!! smile no chyba, że ta trauma z tym miejscem
            mi przejdzie smile
      • paul_ina Re: O porodzie i szpitalu bielańskim. 26.10.09, 12:18
        no Ewa, jesteś zuch nie dziewczyna, gratuluję szybkiego porodu i siły ducha smile

        wniosek jest jeden - nie można być dla tych konowałów zbyt miłym, trzeba uzbroić
        się w postawę roszczeniową i pie...ć konwenanse.
    • paul_ina Re: urodziłam :o - przeżyłam horror 26.10.09, 12:07
      niby horror, ale ja się uśmiałam, wybacz sad

      gdzie konkretnie te tortury?
      • deela Re: urodziłam :o - przeżyłam horror 27.10.09, 01:42
        w bielanskim w wawce
        • kawka74 Re: urodziłam :o - przeżyłam horror 27.10.09, 08:43
          Cholera, mnie nie do śmiechu, bo to jest jeden ze szpitali, w które celuję, tam mam najbliżej i tam się mną naprawdę dobrze zajęli po poronieniu i później kilka razy na IP.
          ożeszwmordęno
          • insomnia0 Re: urodziłam :o - przeżyłam horror 27.10.09, 20:05
            mnie odesłsli z bielanskiego.. no i dobrze..dziwnie sie tam mozna czuc..jak masz
            lekarza z tamtego szpitala..to ok..ale jak jestes tylko ich pacjentką.. to mają
            Cie w d....
            przynajmniej moje takie odczucia...
            • ewa-konewa Re: urodziłam :o - przeżyłam horror 29.10.09, 23:32
              Ja w bielańskim miałam lekarza prowadzącego, chodziłam tam to szkoły
              rodzenia, miałam tam robione wszystkie badania a i tak mnie odesłali.
              Teraz myślę , że to lepiej. Na Inflanckiej przynajmniej się mną
              dobrze zajęli.
          • deela Re: urodziłam :o - przeżyłam horror 27.10.09, 20:49
            kawka to ty gdzies kolo mnie mieszkasz? boze jaki ten swiat maly
            ja tam na dluzsza mete nie narzekam na obsluge itp
            pechowa jestem z tym rodzeniem
            a juz drugi raz tam rodzilam i skoro po pierwszym razie nie ucieklam to
            tragicznie nie bylo
            a ciecie na zywca zdarza sie niestety wszedzie
            • kawka74 Re: urodziłam :o - przeżyłam horror 27.10.09, 21:22
              > kawka to ty gdzies kolo mnie mieszkasz?

              A bardzo możliwe smile Autobusem mam jakieś 10-15 minut, autem jeszcze szybciej, więc byłoby wygodnie. Ale czy, kurna, zdrowo...?
              Zależy mi na normalnym, kompetentnym personelu, który nie będzie się wydurniał w razie czego z porodem naturalnym, tylko mnie potnie, jak trza, nie będzie czekał, oglądał, tylko zrobi cięcie. Zależy mi na jednym - na zdrowym dziecku, żeby mi go nie uszkodzili głupimi decyzjami, zwlekaniem albo innymi pomysłami.
              Z drugiej strony wiem, że żaden szpital nie da mi stuprocentowej gwarancji.
              Z trzeciej strony na temat każdego, absolutnie każdego szpitala znajdą się dobre i złe opinie, nawet o św.Zofii, gdzie się wszyscy (w tym i ja w swoim czasie) garną.
              Z czwartej i tak mnie pewnie odeślą i wyląduję na Inflanckiej, czego bym bardzo nie chciała.
              No.
              Mam niby jeszcze trzy miesiące z kawałkiem, z jednej strony czas płynie wolno, ale z drugiej, zwłaszcza jeśli chodzi o podejmowanie ważnych decyzji, dziwnie się kurczy.
              • deela Re: urodziłam :o - przeżyłam horror 27.10.09, 22:17
                hmm jak gadalam z moim ginem to w wawie sa dwa szpitale ktore nie czekaja z cieciem
                bielański i bródnowski
    • iwonagos Re: urodziłam :o - przeżyłam horror 27.10.09, 11:59
      Gratulacje i współczucia. Ja urodziłam drugie dziecko sn w 10 min. Noooo pierwsze to inna bajka, cc po 16 h czegos podobnego do twoich przezyc. Ale juz nie pamietam tak bardzo jak to bylosmile
      • joanna.marta Fajne to.. ten opis... 29.10.09, 09:32
        Urodziłam troje dzieci. Każdy kolejny poród trudniejszy, cięższy,
        bardziej bolesny. Po tym trzecim tez mogłabym podobne zdania
        sklecić. Aż wierzyć się nie chce, że po pierwszym porodzie uważałam,
        że wyrwanie zęba bardziej boli. Dodam, że wszystkie trzy porody były
        naturalne.
        A co do KTG - jedna starsza położna (tuż przed emeryturą, bez
        żadnych studiów położniczych) mi powiedziała, że trzeba najpierw
        słuchać kobiety, a maszynki (tu o KTG) mają jedynie pomóc w
        diagnostyce, ale mogą się mylić. Ja tak miałam. Leżałam sobie
        podłączona do 'maszynki', nic nie czułam, myślałam żeby wstać bo
        nudno a skurcze piękne wychodziły na wydruku. Dzień później zwijałam
        się z bólu, skurcze co 3-4 minuty (wiem że to były skurcze, bo to
        był mój drugi poród), oczy zamykałam - tak bolało, a położna mówi,
        że zasypiam i na pewno nic mnie nie boli, bo na KTG - nie było NIC,
        żednego skurczu nawet małego. Położna nie uwierzyła, ale jakąś
        godzinę później musiała mnie nosić ze swoja koleżanką na porodówkę w
        trybie natychmiastowym, bo parte już się zaczęły. Pól godziny
        później córeczka była na świecie.
        Piszę to, byście miały świadomość, że KTG to tylko maszyna, która
        może się pomylić. I że macie słuchac swojego ciała, a nie tylko
        tego, co mówi położna (choć w wielu przypadkach ma rację i chce
        pomóc)
        • monikanu Re: Fajne to.. ten opis... 30.10.09, 09:33
          przeczytałam wasze wypowiedzi i włos mi się na głowie zjerzył, bo
          przceiż mają tyle porodów a co z tym się wiąże doświadczenie i oni
          nie wiedzą co będzie się działo ,że kobieta za chwilę urodzi ?
          Smią jeszcze odsyłać bo miejsca nie ma , skandal poprostu ja bym nie
          popuściła draniom ...to mi przypomina opowieści mojej kuzynki która
          rodziała 25 lat temu . Zyjemy w XXI wieku a porody wyglądają jak
          dawniej , no chyba że zapłacisz to możesz mieć lepiej.
          Gratuluję dziewczynom które rodziły w takim bólu i tyle godzin.
          Mam nadzieję ,że kiedyś te czasy odejdą w zapomnienie i kobiety
          bendą inaczej traktowane.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja