Uwaga, długie! Co Wy na to?

01.01.04, 20:53
Znalazłam taki oto tekst w Internecie, czy zgadzacie się z autorką?

Narodzinom dziecka nieodłącznie towarzyszą dwa uczucia: radość i ból. "W
bólu rodzić będziesz" mówi Biblia i te słowa przypominają o jego
nieuchronności.
Ból jest niejako "wpisany" w naturę porodu. W odróżnieniu jednak od sytuacji
choroby, gdy jest sygnałem świadczącym o patologii, w przypadku porodu jego
pojawienie się jest związane z całkowicie naturalnym i prawidłowym procesem
fizjologicznym. Nie informuje o niewłaściwym funkcjonowaniu organizmu, czy o
zagrożeniu życia, lecz o tym, że nadejście dziecka jest bliskie.

Ciało kobiety jest przygotowane do radzenia sobie z bólem i wysiłkiem. Wraz
z pierwszymi skurczami budzi się instynkt, który podpowiada rodzącej, jak ma
się zachowywać, aby poród był bezpieczny dla dziecka i jej samej. Zaczynają
także działać hormony precyzyjnie sterujące jego przebiegiem. Najważniejszym
z nich jest oksytocyna, odpowiedzialna za pojawienie się i trwanie skurczów
a co za tym idzie - bólu.

Ból narasta stopniowo, ale rodząca ma szansę "oswoić" go dzięki innemu
hormonowi - endorfinie. Hormon ten - pochodna morfiny jest odpowiedzią
organizmu na ból i naszym naturalnym autoznieczulaczem. Ma także działanie
euforyzujące i stąd przypuszczenie, że jest odpowiedzialny za tworzenie się
pierwotnej więźi między matką a dzieckiem.

Rytm porodu jest stały i przewidywalny. Po skurczu następuje przerwa dająca
możliwość odpoczynku i zebrania sił. Kobieta pokonuje, skurcz po skurczu,
drogę dzielącą ją od dziecka. Jest jak alpinista, który, krok po kroku
przybliża się do szczytu. Im bliżej tego szczytu tym jest jej trudniej.
Ogarnia ją zwąštpienie, rozpacz, chęć wycofania się. Lecz gdy jest już na
szczycie przeżywa euforię i dumę z samej siebie.

Często tak właśnie kobiety przeżywają poród swego dziecka. W tym magicznym
czasie, w którym przeplatają się skrajne emocje, fizyczny wysiłek i ból,
rodzi się nie tylko dziecko ale i, w pewnym sensie, matka. Jeśli wie, że
poradziła sobie sama daje jej to poczucie niezwykłej mocy. Ta moc rodzi
miłość do dziecka, gotowość do opiekowania się nim, odpowiadania na jego
potrzeby. Radość i duma jaką przeżywa kobieta po porodzie powoduje, że
prawie natychmiast zapomina o bólu jaki jej towarzyszył.

Współczesne kobiety bardzo boją się porodu. Ten lęk jest owocem wyobrażeń
kształtowanych na podstawie słuchanych opowieści, obejrzanych filmów,
przeczytanych książek. We współczesnym świecie wielką moc ma telewizja. Obok
rodziców i szkoły jest trzecim, a często niestety podstawowym źródłem, z
którego dzieci czerpią swą wiedzę o świecie. Jak silny jest to wpływ
przekonałam się sama, gdy moja dziesięcioletnia córka oświadczyła, że nigdy
nie urodzi dziecka, bo "to tak straszne boli". Chwilę wcześniej obejrzała
fragment popularnego serialu, w którym główna bohaterka rodziła dziecko.

Jeden filmowy fragment okazał się mieć większy wpływ na jej wyobraźnię, niż
rozmowy ze mną, podczas których starałam się jej pokazać narodziny dziecka
jako radosne, pozytywne kobiece doświadczenie. Ile rozmów będę jeszcze
musiała z nią odbyć, aby zatarł się lęk wywołany telewizyjną sceną?

Badacze amerykańscy dokonali analizy 296 programów telewizyjnych, w których
ukazany był poród. Tylko w jednym z nich scena narodzin dziecka odpowiadała
rzeczywistości i wzbudzała pozytywne emocje. W pozostałych programach było
to wydarzenie sensacyjne, przerażające, bolesne, pełne krwi. Takie fałszywe
wyobrażenie zostaje zakodowane w świadomości młodych kobiet i, jeśli nie
spotkają nikogo, kto by wyprowadził je z błędu, filmowa fikcja staje się
podstawą do przewidywania przebiegu własnego porodu. Sama myśl, że coś
takiego mogłoby stać się ich udziałem, wzbudza paniczny lęk.

Kolejnym źródłem informacji są inne kobiety. Widoczny brzuch przyszłej matki
prowokuje wiele z nich do wynurzeń na temat własnego porodu. Przede
wszystkim opowiadają takie historie osoby, które same przeżyły trudny poród.
Podświadomie mają nadzieję, że opowiadanie po wielokroć horroru jaki stał
się ich udziałem uwolni je wreszcie od traumatycznych wspomnień. Ale to nie
działa. Powtarzanie w nieskończoność bolesnych szczegółów pogłębia jeszcze
bardziej negatywne uczucia, a w ich słuchaczkach budzi przerażenie. Nie bez
powodu, w jednym z plemion południowoamerykańskich, za straszenie porodem
osoba wykluczana była ze społeczności.

Teraz w Polsce rodzą młode kobiety, których matki same przeżyły poród w
latach 70 i 80-tych, w okresie rozkwitu totalitarnego położnictwa.
Przedmiotowe traktowanie, urągające ludzkiej godno?ci procedury
przygotowawcze, zwielokrotniony ból poprzez przymus rodzenia w
niefizjologicznej pozycji, nadmierne sterowanie przebiegiem porodu ?rodkami
farmakologicznymi, nieliczenie się z uczuciami i potrzebami rodzącej,
bezduszne oddzielenie od dziecka tuż po porodzie sprawiło, że niewiele
kobiet dobrze wspomina to wydarzenie. Wspomnienia te przekazują dzi? swoim
córkom.

Dziś położnictwo "humanizuje" się. Modne jest mówienie, że poród jest
wydarzeniem rodzinnym, nie medycznym. Dopuszczenie męża do towarzyszenia
żonie przy porodzie, lepiej wyglądające sale porodowe, milszy personel to
kroki w dobrym kierunku. Nie oznaczają jednak, że dziś poród nie jest nadal
traktowany jak choroba. Wielu kobietom kojarzy się z zabiegiem wykonanym pod
kontrolą i przy pomocy specjalistów. Gdy ciężarna wyobraża sobie narodziny
swego dziecka to ma przed oczyma szpital, salę porodową, ubranych na biało
obcych ludzi. Widzi siebie jako "pacjentkę". Pokłada wielką wiarę w
możliwości medycyny, a coraz mniejszą we własne siły. Jako osoba "chora"
przenosi kontrolę i odpowiedzialność za przebieg porodu na innych: lekarza
lub położną. Sama czuje się bezradna i niekompetentna, nic więc w tym
dziwnego, że boi się tego co ma nastąpić.

Współczesna medycyna uwodzi kobiety wizją bezbolesnego, łatwego,
bezpiecznego porodu. W całym zachodnim świecie, a od jakiegoą czasu także i
w Polsce, toczy się dyskusja czy nowoczesna kobieta naprawdę musi przeżywać
ból w czasie porodu, czy nie jest on niepotrzebnym przeżytkiem. Poród
przestaje być spostrzegany jako konieczny, wielowymiarowy, ostateczny akt,
który kobieta musi przeżyć jak najpełniej, aby wejść w fazę macierzyństwa.
Nie traktuje się przeżywanego przez nią bólu jako potrzebnego elementu
skomplikowanego, precyzyjnego procesu zachodzącego w jej ciele i psychice,
lecz jako efekt uboczny wydalania dziecka z macicy. Więc jeśli to jest tylko
to, to dlaczego poród musiałby odbywać się w cierpieniu?

Oferta bezbolesnego porodu wzmaga jeszcze bardziej lęk przed nim. Narodziny
dziecka jawią się jako coś czemu na pewno nie można sprostać. Kobiety, które
zdecydowały się np. na poród w znieczuleniu dolędźwiowym, nie są w stanie
wytrzymać żadnego, nawet najlżejszego skurczu. Czekają z utęsknieniem na
moment kiedy będzie już można podać preparat. Po porodzie szczerze wierzą,
ze gdyby nie anestezjolog nigdy nie dałyby rady.

Czy "bez znieczulenia" poradzą sobie później z lękami towarzyszącymi
początkom macierzyństwa? Anna Otffinowska, prezes Fundacji "Rodzić po ludzku"

    • mamarta77 Re: Uwaga, długie! Co Wy na to? 01.01.04, 21:15
      generalnie zgadzam sie z autorka, poza ostatnim akapitem (pytanie, ale raczej
      napisane jak twierdzenie)
      pierwsze dziecko urodzilam bez znieczulenia, porod byl wzglednie krotki (silne
      i regularne skurcze trwaly 6 godzin) i nie mialam zadnych dodatkowych
      komplikacji. moglam tez chodzic, wiekszosc czasu stalam pod prysznicem co
      dawalo duza ulge i oczywiscie mimo ze plakalam z bolu ostatnie 2 godziny to
      zeczywiscie poszedl on w niepamiec natychmiast jak dostalam synka do
      przytulenia -A JEDNAK obecnie bedac w 8 tyg ciazy wiem juz ze kolejne dziecko
      chce rodzic w znieczuleniu, bo choc wiem juz ze porod nie jest takim horrorem
      jak przedstawiaja go filmy to jednak wolalabym go przezyc bez bolu. Zreszta
      wszystkie moje znajome ktore rodzily w znieczuleniu przezywaly ten porod
      wlasnie bardziej swiadomie niz ja -zamiast myslec o tym kiedy to sie skonczy i
      czy wytrzymam do konca cieszyly sie kolejnymi skurczami (ktore przeciez w
      znieczuleniu tez jednak czuc) i tym ze dzieciatko jest coraz blizej.
      podsumowujac: gdybym miala wybierac czy urodzic dziecko bez znieczulenia czy
      go w ogole nie urodzi to oczywiscie ze bym sie na nie zdecydowala, ale nie
      widze powodu dlaczego nie mam sobie ulzyc skoro medycyna daje taka mozliwosc?
    • jola.wie Re: Uwaga, długie! Co Wy na to? 01.01.04, 22:12
      Zgadzam się w 100%!!!!
      Urodziłam dwoje dzieci, przede mną trzeci poród.
      Przy pierwszym byłam młoda i głupia i nie walczyłam o swoje. Szpital nie czekał
      na "moje" skurcze, uznał że "już pora", dali mi oksytocynę i po niecałych 7
      godz. urodziłam.
      Przy drugim na wizycie lekarz uznał że "już pora", chociaż było przed terminem,
      i nie pytając mnie o zdanie wykonał bardzo bolesny masaż szyjki macicy, co
      wywołało lekkie skurcze. Po całym dniu takich lekkich skurczy, które (do dziś
      uważam, że były w jakiś sposób niefizjologiczne), poszłam do szpitala, gdzie po
      paru dobrych godzinach byli zniecierpliwieni brakiem postępu i też dali mi
      oksytocynę.
      Skurcze po oksytocynie są niby takie jak powinny być, ale ja mam na ten temat
      taką teorię, że to nie były "moje" skurcze, to nie było "moje" tempo i w
      efekcie były one bardzo bolesne,a ja, mimo dobrego przygotowania do porodu, za
      nimi "nie nadążałam".
      Marzenia o trzecim porodzie:
      1)naturalny początek, bez "indukcji"
      2)moje własne tempo, siła i natężenie skurczów
      3)mój własny, niepodyktowany przez szpital, czas na odbycie porodu
      4)możliwość swobodnego poruszania się, wyboru pozycji na każdym etapie
      5)poszanowanie tej indywidualności przez personel
      Jestem przekonana, że zapewnienie komfortu pobytu w szpitalu, przede wszystkim
      komfortu psychicznego, poczucia bezpieczeństwa i intymności ma decydujący wpływ
      na niezakłócony fizjologiczny przebieg porodu. Kiedy "pacjentka" jest
      zdenerwowana i zestresowana, jej organizm zapomina o endorfinach, a wydziela za
      dużo adrenaliny, która hamuje czynność skurczową i poród się przedłuża.
      DZIEWCZYNY, NIE JEDŹCIE ZA WCZEŚNIE DO SZPITALA!! A reszta pójdzie gładko.
      Zresztą, szpitale są teraz podobno inne, zobaczymy!
      Pięknie byłoby urodzić tak, jak pisze autorka artykułu. Jeszcze raz podkreślam,
      zgadzam się z nią w stu procentach!!
      pozdrawiam
      jola
      • nocnepisanie Re: Uwaga, długie! Co Wy na to? 01.01.04, 22:46
        Więc jak uchronić się przed ingerencją medyczną? Zwłaszcza przy pierwszym
        porodzie? Skąd wiadomo, że jeszcze nie czas do szpitala, zwłaszcza gdy się nie
        ma własnego samochodu, a do szpitala kawałek drogi?

        A jak już się znajdzie w szpitalu? Ostro protestować przeciw kroplówce? I jak
        wywalczyć dogodną dla siebie pozycję i swobodę poruszania się? I czy ta walka
        z personelem szpitala w ogóle wyjdzie rodzącej na dobre? Prawdę mówiąc trochę
        mnie dziwi, kiedy kobiety piszą, ze były do czegoś zmuszane. W jaki sposób
        zmuszane? Chyba Was nikt nie trzymał na siłę w pozycji leżącej?

        Moje znajome rodziły albo przez cesarkę, albo wszystko miały zaplanowane od A
        do Z i jechały do porodu mimo braku skurczy "bo ich lekarz był na dyżurze" i
        miały poród indukowany. Oczywiście ze znieczuleniem zo. Chwaliły sobie taki
        poród bardzo, więc jestem zaskoczona tym tekstem.
        • jola.wie płachta na byka 02.01.04, 11:35
          Piszę do inicjatorki wątku, bo wydaje mi się, że cała reszta wypowiedzi jest ze
          sobą dosyć zgodna, a mianowicie wszystkie panie ustosunkowały się do ostatniego
          akapitu i zdania końcowego, który podziałał na nie jak płachta na byka. Mnie
          się zaś wydaje, ze autorka artykułu nikomu nie odmawia decyzji o znieczuleniu,
          ten artykuł na litość boską nie jest wymierzony przeciwko kobietom, które nie
          potrafią poradzić sobie z bólem porodowym, kiedy go już przeżywają. Skoro nie
          potrafią, znaczy, że ma miejsce jakaś patologia, jakaś nieprawidłowość i
          farmakologia jest właśnie po to, i szpital jest właśnie po to, żeby w takich
          sytuacjach pomóc! Inaczej po co jechać do szpitala? Każda mogłay sie przecież
          męczyć w domu sama. Bardziej wydaje mi się chodzi o to, że wizja bólu
          porodowego potrafi wiele kobiet skutecznie odwieść od zamiaru posiadania
          własnego biologicznego potomstwa. I to jest nieporozumienie! A ten artykuł
          ukazuje ból jako nieodłączną składową i to w dodatku naturalną, pisze go osoba,
          która naprawdę wie, co mówi, nie są to jej teoretyczne wymysły! Ten artykuł
          oswaja ze zjawiskiem bólu porodowego i zmienia do niego nastawienie. Każdy ból
          zawsze jest zwielokrotniony, kiedy się go boimy, kiedy nie wiemy, dlaczego
          cierpimy i jak to się skończy. W przypadku bólu porodowego nie mamy takich
          wątpliwości. Tyle. (a opinie facetów na ten temat, zwłaszcza, jeśli nie są
          zgodne z naszymi należy bezwzglęnie puszczać mimo uszu! czy któraś z Was
          polemizuje na temat jakości olejów samochodowych albo zabiera głos w sprawie
          objawów niewydolności prostaty swojego partnera?)
          Co do ingerencji medycznej: człowiek uczy się na własnych błędach i własnych
          doświadczeniach. Dziś z całą pewnością wiem, że to, co spotkało mnie dwanaście
          lat temu nie powinno mnie spotkać ani teraz, ani wtedy. Byłam kawałkiem mięsa
          na łóżku porodowym z zakazem schodzenia z niego. O basen musiałam dopominać się
          za każdym razem kilkakrotnie, choć sala pełna była ludzi (?). Położna zwracała
          się do mnie bezokolicznikami ("położyć się", "przewrócić się" itp.), lekarz nie
          zwracał się do mnie wcale. Pielęgniarka coś mi tam wtykała, coś wstrzykiwała, a
          na moje pytania co to i po co, uśmiechała się ironicznie i bynajmniej nie
          informowała. Dla jasności sprawy dodam, że byłam już mocno pełnoletnia i nie
          rodziłam w zakładzie karnym, tylko w renomowanym szpitalu i po znajomości.
          Pierwszy ludzki odruch jaki mnie spotkał, to po godzinie od porodu pielęgniarka
          zwróciła się do mnie z uśmiechem (!?), którego personel skąpił mi przez
          ostatnie 12 godzin, i z pytaniem: "napije się pani herbatki?". Szok.
          Masz prawo do informacji, możesz się jej domagać w każdym czasie. Personel ma
          obowiązek ci jej udzielić. Mało tego, ma obowiązek konsultować z tobą wszelkie
          posunięcia farmakologiczne. KONSULTOWAĆ, to znaczy uzgadniać PRZED ich
          zastosowaniem. Personel ma cię PRZEKONAĆ o zasadności ich stosowania. A ty masz
          się na to ZGODZIĆ. Ma UZASADNIĆ, dlaczego nie powinnaś czegoś zrobić w danym
          momencie. To ty odczuwasz, a nie oni. Oni są ślepi, ty jesteś ich przewodnikiem.
          Pozdrawiam
          jola

          • kasik8 Re: płachta na byka 02.01.04, 21:37
            Ja bym sie Jolu tu z Toba zgodzila jak i nie. Swietnie miec wizje porodu
            naturalnego..tak jak pisze to pisarka artykulu. Zle jest straszenie zlymi
            doswiadczeniami..z drugiej zas strony dobrze jest czasem uslyszec prawde o
            porodzie (jesli sama o to pytam a nikt nie wciska mi tego na sile..wersji
            swojego porodu).
            I zdaje sobie sprawe, iz autorka artykulu mogla chciec dac nam jakgdyby wybor
            i uswiadomic, iz bezzasadny strach jest niedobry..ale z drugiej strony..w
            naszych szpitalach wizja takiego naturalnego porodu bylaby dosc ciezka do
            zrealizowania, jakiz wiec jest sens pisac o wyborze?
            Jesli jadac do szpitala podaje mi sie oksytocyne..moim zdaniem po to bym za
            dlugo tam nie zalegala..czuje sie presje "czasu" (trzeba dszybko bo zaraz moze
            wjechac nastepna lub nikt nie bedzie siedzial przy mnie wieki). A na taki
            naturalny porod trzeba miec niestety czas..kazda przeciez z nas ma pod siebie
            stworzony odstep skorczow, intensywnosc, postep porodu.
            Leki podawane sa jakgdyby wbrew a moze pomimajac pacjent..dopiero ewentualne
            dosadne zadanie nie podawania leku moze cos wskurac.. i tu malo ktora kobieta
            rodzaca po raz pierwszy to wie..tym bardziej jesli nie ma sluchac rad i
            doswiadczen innych. trzeba upominac sie o swoje prawa. O poszanowaniu i
            godnosci lepiej nie wspominac. Ja mam wrazenie ze godnie to znaczy za kase.
            Nigdy nie placilam i teraz tez nie bede placic. Znam jednak swoje
            prawa...pewnosci jednak nie mam czy je uszanuja. Dla mnie to loteria..na kogo
            trafie w szpitalu.
            A sam artukul wzbudzil we mnie mniejszane uczucia. Wszystko wyglada slicznie i
            chcialoby sie by tak bylo. Wyczowam tu jednak lekki "wstret" do srodkow
            pomocniczych, przeciwbolowych...ja wiem ze natura nas do tego
            stworzyla..jednak zapomiano tu napisac, ze pomimo natury i tylu kobiet
            rodzacych na tej ziemi od dawien dawna...kobiety umieraly, dzieci
            umieraly..nie byly wiec to lekkie porody. Niektore byc moze nie dostaly dawki
            swoich hormonow adekwatnie do bolu jakiego nie byly w stanie zniesc. Wiec
            sadze, ze czasem jest to konieczne..pomocne...ratujace..nie zawsze zle!
            Po coz by nam wiec byly inkubatory, szpitale, lekarze..skoro tak ladnie idzie
            to w parze z natura..wystarczyla by ciepla woda i akuszerka.
            To takie moje reflekse..pomimo tego iz sadze, ze artukul ok...do przeczytania.
            Ja mam zamiar teraz wziasc ZZO.. i nie bede sie czula przez to gorzej, nie
            bede czula ze nie sprostalam....raczej poczuje ze pomoglam dziecku, sobie..byl
            mniej wysilku nas to obu kosztowalo.
            Pozdrawiam Kasik
    • italia100 Re: Uwaga, długie! Co Wy na to? 02.01.04, 00:39
      Nie widzę powodu, zeby kobietom odmawiać znieczulenia podczas porodu. Łączenie
      decyzji o znieczuleniu z późniejszą niekompetencja w sprawowaniu opieki nad
      dzieckim to chyba lekkie naduzycie. Ból to ból, nie ma co filozofować, uważam,
      choć oczywiście to tylko moja opinia, że przeżywanie bólu w jakiś mistyczny
      sposób to fikcja. Ja chciałam rodzić bez znieczulenia, byłam przekonana, ze
      sobie poradzę i przygotowana na ból. Naprawdę,raczej nie mam zwyczaju
      rozczulać sie nad sobą. Tylko, że w pewnym momencie nie mogłam tego bólu
      opanować. Nie było żadnego przeżywania, czułam sie jak przedmiot, nie
      panowałam nad sobą. Jak dostałam znieczulenie zewnątrzoponowe to znowu mogłam
      działać, czyli świadomie i nie bez wysiłku, rodzić. I nie odebralo mi to
      poczucia dumy po urodzeniu mojej córki. Nie wiem, może pozbawiło
      mnie "niezwykłej mocy", ale do samodzielnego zajmowania się moim, wcale nie
      spokojnym, dzieckiem, wystarczyła mi moc zwykła, która wzięła sie z dobrej
      kondycji fizycznej i miłosci do córeczki.

      Myśle, ze takie artykuły mogą wzbudzać poczucie winy w kobietach, które
      dzielnie urodzily swoje dzieci w znieczuleniu. Odbieram go jak część
      wszechobecnej presji na kobiety, które mają ciepieć i poświęcać sie nawet
      wtedy gdy nie muszą. Nigdy nie słyszałam, zeby jakiś facet przekonywał innych
      facetów, żeby ból podczas jakiejś operacji czy zabiegu przeżywali "swiadomie
      i bez znieczulenia" bo tak jest naturalnie i bardziej honorowo.

      Myslę, ze dziś kobieta, a zwłaszcza matka ma tak wiele pola do popisu żeby się
      wykazać, że bohaterstwo porodu "w bólach" nie jest jej potrzebne, żeby
      udowodnić swoją wartość.

      Nie chciałabym dotknać kobiet, które świadomie urodziły bez znieczulenia. Ale
      nie odbierajmy tym, które podjeły inną decyzję satysfakcji (bo sie nie
      sprawdziły) i pewnosci siebie (bo teraz sobie nie dadzą rady).

      Pozdrawiam
      Anika
      • majcia74 Re: Uwaga, długie! Co Wy na to? 02.01.04, 01:12
        Brawo Anika!

        Napisałaś dokładnie to o czym pomyślałam czytając ten tekst.
        Uważam, że obecna moda na porody jak ja je nazywam "bliżej natury" bądź
        bezwzględnie "na żywca" jest często przeginaniem w drugą stronę i sposobem
        dowartościowania się przez niektóre męczennice choć pewnie częściej wynikają z
        przedmiotowego podejścia personelu szpitala do rodzącej. Takie jest moje
        odczucie oparte na pewnych już doświadczeniach.
        Nie neguję oczywiście faktu, że są na świecie kobitki twarde i stworzone do
        rodzenia i dla nich taki ból nie jest żadnym problemem, ale drażni mnie
        dyskredytowanie tych które zdecydowały się na znieczulenie i ukazywanie
        jako "gorszych" czy też "stratnych w doznania" już na starcie.
        Jest to poprostu nie w porządku.

        Maja i Groszek /38 tyd./
    • adria1977 Re: Uwaga, długie! Co Wy na to? 02.01.04, 01:38
      W pelni zgadzam sie z dwoma ostatnimi postami. Coreczke rodzilam w
      znieczuleniu, nie czuje z tego powodu zadnego dyskomfortu i nigdy, nawet przez
      chwile nie watpilam w swe macierzynskie sily (a Mala ma juz roczek i do
      spokojnych dzieci raczej nie nalezy wink). Zupelnie nie rozumiem, dlaczego tak
      czesto Mezowie sugeruja swym zonom, ze porod w znieczuleniu jest czyms gorszym
      (spotkalam sie wsrod znajomych z takim podejsciem). Mysle, ze powinna o tym
      decydowac tylko i wylacznie kobieta, w koncu chodzi tu o jej odczucia, a Maz,
      bez wzgledu na to jak blisko stoi, nie bierze na siebie Jej bolu... I mysle, ze
      kazdy wybor kobiety jest dobry, to tylko i wylacznie Jej sprawa. Wazne, by nie
      czula prseji kogokolwiek w zadnym kierunku. To oczywiscie tylko moja opinia.
      POzdrawiam cieplutko, wszystkiego dobrego dla Maluszkow smile.
      • malwes Re: Uwaga, długie! Co Wy na to? 02.01.04, 07:13
        Jak najbardziej popieram trzy poprzedniczki.
        Dla mnie również dodawania jakiejś mistyki do bólu porodowego jest czymś
        niepoważnym. Ból porodowy u człowieka jest dużo silniejszy niż u innych
        zwierząt głównie przez to, że postęp cywilizacyjny naszego gatunku nastąpił
        szybciej niż orgaznizmy fizjologicznie dostosowały się do "pionowej pozycji".
        Decyzja o korzystaniu ze znieczulenia bądź nie powinna być świadomym wyborem
        kobiety i nie powinna mieć nic wspólnego z żadną ideologią. Każda osoba
        przeżywa ból inaczej a dodatkowo siła jego natężenia zależy od wielu czynników,
        niekoniecznie związanych z wytrzymałością na ból. U tej samej kobiety dwa
        porody mogą być diametralnie różne.
        O zasadności znieczulenia można dyskutować jedynie z medycznego punktu widzenia
        a nie ideologicznego. Jakoś nikt nie dorabia filozofii do porodów indukowanych,
        cesarskiego cięcia, testów oxytocynowych. I niech tak zostanie! Jaka jest tak
        naprawdę różnica między zastosowaniem znieczulenia do porodu a do operacji
        ratującej życie? Poród jest tak samo naturalny jak naturalne jest to, że
        chorujemy i że organizm walczy o zdrowie. Wspomagamy tę walkę i wspomagamy
        poród. Jeśli którakolwiek z nas jest w stanie urodzić bez znieczulenia, to
        bardzo dobrze ale jeśli nie, to też dobrze. Pilnujmy lepiej tego, żeby każda
        kobieta miała prawo wyboru a nie tego, jaki on będzie.
        Bardzo gorąco pozdrawiam,
        Gosia
        • martynka30 Re: Uwaga, długie! Co Wy na to? 02.01.04, 10:08
          Podpisuje się obiema rękami pod postami poprzedniczek, jakie zgodne dziś
          jesteśmysmile. I dodam coś jeszcze, kiedyś czytałam (niestety nie pamiętam
          źródła), że poród żadnej innej samicy ssaka nie jest tak bolesny jak ludzki.
          Dlaczego? Niespotykany u innych ssaków rozwój mózgu spowodował niekorzystny
          stosunek wielkości główki dziecka do rozciągliwości kanału rodnego (ewolucja
          nie nadążyła). Zważywszy, że u innych samic ssaków nie pęka krocze przy
          porodzie i nie zakłada się szwów (a jeśli to sporadycznie) moim zdaniem brzmi
          to sensownie. Odsetek poważnych, w tym śmiertelnych komplikacji przy porodzie
          również u zwierząt jest nieporownywalnie niższy niż u ludzi (pamiętajmy jak to
          jeszcze było z kobietami 100 czy 200 lat temu). Ja sama miałam bardzo
          pozytywne nastawienie do porodu, chciałam rodzić bez znieczulenia. Przez
          pierwszych kilka godzin gratulowałam sobie tej decyzji. Póki skurcze trwały
          kilkadziesiąt sekund, a przerwy między nimi kilka minut dało się wytrzymać
          mimo dużego bólu. Ale kiedy skurcze zaczęły wystepować niemal bez przerw, nie
          byłam w stanie o niczym innym myśleć. Jaki świadomy poród? Może innym kobietom
          się to udaje, mnie to przerosło. Kiedy wieziono mnie na cesarkę cieszyłam się
          (wcześniej informacja o cc bardzo by mnie zmartwiła), bo myslałam tylko o tym,
          że wreszcie przestanie mnie boleć. Szanuje kobiety, które urodziły bez
          znieczulenia, ale uważam, że każda z nas powinna mieć wybór, a próba wywołania
          winy związanej ze znieczuleniem jest co najmniej dziwna. Pozdrawiam ciepło
          • cysia.b Re: Uwaga, długie! Co Wy na to? 02.01.04, 10:45
            A ja bym bardzo chciała urodzić bez znieczulenia. Zobaczymy jak to będzie już
            niedługo. Myślę, że poród dla kobiety może być bardziej bolesny w porówaniu z
            innymi samicamsmile, ponieważ człowiek generalnie skupia się na swoim bólu. Poza
            tym dochodzi stres szpitala.
            Zgadzam się jednak, że każda kobieta ma prawo podjąć decyzję o znieczuleniu i
            nie będzie przez to gorszą matką.
            Pozdrawiam
            Cysia
            • martynka30 Re: Uwaga, długie! Co Wy na to? 02.01.04, 11:04
              No ale gdyby to była tylko sprawa skupiania się na swoim bólu, to nie pękałaby
              nam krocza, tak jak innym samicom ssaków nie pekają prawda? Jeśli żadne inne
              zwierzę nie ma tak dużej głowy (łba) w stosunku do wielkości kanału rodnego to
              chyba i ból jest większy? Co nie znaczy, że nie można bez znieczulenia.
              Pozdrawiam ponownie
              • jola.wie krocze? 02.01.04, 11:38
                Krocze podobno może nie pęknąć. Można nad tym pracować!
                Co wy na to?
                j.
                • malwes Re: krocze? 02.01.04, 11:51
                  jola.wie napisała:

                  > Krocze podobno może nie pęknąć. Można nad tym pracować!
                  > Co wy na to?
                  > j.

                  Tak Jolu, masz rację - czasami może nie pęknąć. I faktycznie można nad tym
                  pracować. Są ćwiczenia i nawet jakiś przyrząd (nie mogę sobie przypomnieć gdzie
                  o tym czytałam ale na jakiejś polskiej stronie internetowej) - taki balonik,
                  ktory stopniowo nadmuchuje się do rozmiarów główki dziecka. Jest podobno i w
                  Polsce dopuszczony (jakiś szpital/ lekarz w Łodzi ma zezwolenie na
                  dystrybucję). Problem w tym, że:
                  - nie wszystkim wolno takie ćwiczenia robić,
                  - nawet ćwiczenia dna miednicy / Koegla są czasami niedozwolone w ciązy,
                  - większość z ćwiczeń przygotowujących krocze do porodu wymaga "wewnętrznej
                  ingerencji" co wg niektórych lekarzy zwiększa ryzyko zakażeń/ zabrudzeń
                  - to tylko mięśnie więc rezultaty moga być różne u niektórych osób a w
                  zależności od przebiegu porodu i wielkości dziecka mogą się okazać zupełnie
                  nieskuteczne.

                  Pewnie, że jeśli można czemuś zapobiegać, to warto próbować ale różnie z tym
                  bywa. A co do tej wypowiedzi, którą zamieścilaś wyżej wątku - myślę, że
                  najbardziej "kontrowersyjny" jest paragraf trzeci od dołu i to jego przekaz
                  najwięcej osób zkrytykowało.
                  Pozdrawiam Cię mocno,
                  Gosia (9 mc)




                  Współczesna medycyna uwodzi kobiety wizją bezbolesnego, łatwego,
                  bezpiecznego porodu. W całym zachodnim świecie, a od jakiegoą czasu także i
                  w Polsce, toczy się dyskusja czy nowoczesna kobieta naprawdę musi przeżywać
                  ból w czasie porodu, czy nie jest on niepotrzebnym przeżytkiem. Poród
                  przestaje być spostrzegany jako konieczny, wielowymiarowy, ostateczny akt,
                  który kobieta musi przeżyć jak najpełniej, aby wejść w fazę macierzyństwa.
                  Nie traktuje się przeżywanego przez nią bólu jako potrzebnego elementu
                  skomplikowanego, precyzyjnego procesu zachodzącego w jej ciele i psychice,
                  lecz jako efekt uboczny wydalania dziecka z macicy. Więc jeśli to jest tylko
                  to, to dlaczego poród musiałby odbywać się w cierpieniu?
                  • zonawstrachu przeciwnie niż w artykule 02.01.04, 12:02
                    kiedyś czytałam (już nie pamietam gdzie), ze rzadko bo rzadko, ale zdarza sie,
                    że po ciężkim porodzie matka odrzuca swe nowonarodzone dziecko. Jest wtedy w
                    szoku, który powinien minąć po jakimś czasie - informacja całkowicie sprzeczna
                    z tymi podanymi w ostatniej części artykułu.
                    • martynka30 Re: przeciwnie niż w artykule 02.01.04, 12:53
                      No to ja jeszcze pomarudzę. Mnie najbardziej zirytował koniec, sugerujący że
                      mamy, które skorzystały ze znieczulenia (trochę czytaj: "poszły na łatwiznę")
                      moga mieć problemy z poradzeniem sobie ze stresem wynikającym już z posiadania
                      dziecka. Co ma jedno do drugiego? Ból przy porodzie da się znieść (na cc
                      zawieziono mnie po 12h skurczy przy pełnym rozwarciu), jestem przygotowana na
                      to, ze przy następnym porodzie o ile uda mi sie naturalnie, to nie dostanę
                      znieczulenia (ze względu na poprzednie cc) i tak chcę mieć następne dziecko!
                      Ale dlaczego w przypadkach w których można ból zmniejszyć tego nie zrobić? Ten
                      artykuł jest napisany w sposób który sugeruje, że kobiety które nie zniosły
                      bólu i poprosiły o znieczulenie nie sprawdziły się, nie poradziły sobie...
                      • lena99 do Martnki30 - nie na temat 02.01.04, 21:49
                        martynka30 napisała:

                        > jestem przygotowana na
                        > to, ze przy następnym porodzie o ile uda mi sie naturalnie, to nie dostanę
                        > znieczulenia (ze względu na poprzednie cc)

                        Skąd to wiesz i dlaczego nie można mieć znieczulenia? Miałam cc ale drugie
                        dziecko chciałabym urodzić ze znieczuleniem zo. Proszę, napisz cos więcej na
                        ten temat.
                        Przepraszam, że nie na temat. Pozdrawiam
                        • martynka30 Re: do Martnki30 - nie na temat 03.01.04, 15:46
                          Uśmiejesz się pewniesmile))). Ale tak przeczytałam tutaj na forum, że podobno
                          znieczulenie w jakiś sposób zwiększa ryzyko peknięcia macicy po cc i wielu
                          lekarzy podobno w takich sytuacjach nie zgadza się na znieczulenie. Jeśli to
                          nieprawda, to ja bardzo się cieszęsmile.
                          • lena99 Re: do Martnki30 - nie na temat 03.01.04, 19:23
                            Witaj, nie wiem czy to prawda czy nie. Mam wielką nadzieję, że nie. Zapytam
                            mojej gin co o tym myśli. Pa
                  • jola.wie dla gosi 02.01.04, 19:02
                    Zainicjowałam nowy wątek na temat owego "balonika", ale nikt jeszcze się nie
                    złosił, szukam użytkowniczek. Nazywa się on EPI-NO i o nim za chwilkę.
                    Najpierw: jeżeli jest możliwość przygotowania się do czegoś to należy ją
                    wykorzystać, po to ćwiczę w ciąży, zeby pomóc mojemu organizmowi (mięśniom i
                    stawom) uporać się ze wzrostem wagi i stopniowym przemieszczaniem się środka
                    ciężkości. Urodzić "dołem" i liczyć na brak urazu krocza mogą jedynie nieliczne
                    kobiety, predystynowane przez naturę. W pozostałych przypadkach to tak jak
                    zrobić szpagat bez przygotowania i dziwić się, że się zerwało mięśnie i ścięgna.
                    A teraz wracając do "balonika": producentem jest zdaje się jakaś firma
                    szwajcarska, w każdym razie niemieckojęzyczna i stronę (czyli wyczerpujące
                    informacje) też mają w języku niemieckim (ew. angielskim, ale tu nie wiem, jaka
                    jest jej zawartość). Tak się składa, że biegle ten język znam i zapoznałam się
                    tam ze wszystkimi zamieszczonymi materiałami, statystykami robionymi w różnych
                    krajach europejskich, przedrukami czasopism dla położnych i innych fachowych
                    artykułów. Nie brakowało także opinii prywatnych użytkowniczek, ale to akurat
                    zawsze można sfabrykować. Uderzyło mnie, że odsetek porodowych urazów krocza
                    (np. w Niemczech i Szwajcarii) w ogóle jest znikomy, nie mówiąc o nacięciach,
                    które w porównaniu z naszymi rodzimymi praktykami wykonywane są wręcz
                    incydentalnie! Dlaczego tak jest? Okazuje się, że niemiecka kobieta jest
                    przygotowywana do porodu przez położną, do której chadza od jakiegoś 34 tc na
                    masaże krocza. Ta praktyka wydatnie zmniejsza konieczność jego nacięcia oraz
                    ryzyko innych urazów. (w którymś z wrześniowych wątków jedna z rozmówczyń
                    doradzała wykonywanie takiego masażu osobiście, czego nie mogę sobie wyobrazić
                    pod koniec ciąży, kiedy człowiek ma problem z oddychaniem, a co dopiero
                    sięganiem w tak odległe już wtedy obszary!). Ćwiczenia z balonikiem EPI-NO w
                    połączeniu z masażami statystycznie zmniejsza konieczność nacięć i ryzyko
                    pęknięć o jakieś 50-75%. EPI-NO jest przeznaczony dla JEDNEJ osoby, właśnie ze
                    względu na możliwość przenoszenia infekcji. Nie piszą o żadnych
                    przeciwwskazaniach do treningu (tak nazywają ćwiczenia z EPI-NO), chyba, że to
                    ciąża "leżąca", wtedy przeciwwskazaniem jest wszystko. Nie słyszałam też o
                    przeciwwskazaniach do wykonywania ćwiczeń Kegla (które służą raczej
                    uświadomieniu sobie występowania tych mięśni i ich wzmacniania poprzez
                    zaciskanie - trochę to sprzeczne z koncepcją treningu EPI-NO),za to we
                    wszystkich publikacjach zalecają ciężarnym ich wykonywanie.
                    Jasne, że nie da się przewidzieć rezultatu treningu Epi-No (chociaż producent
                    twierdzi co innego, no bo skoro jesteś w stanie nadmuchać balonik o średnicy 10
                    cm i go z siebie wypchnąć, to czemu nie miałabyś zrobić tego z główką dziecka,
                    która jest tych samych rozmiarów? logiczne), niemniej jednak z całą pewnością
                    możesz wytrenować mięśnie krocza rozciągając je, tak jak robiąc skłony w końcu
                    naciągniesz mięśnie ud tak, że będziesz mogła dotknąć głową kolan.
                    Może przez ten trening przy porodzie krocze ci nie pęknie, a może będzie
                    konieczne tylko niewielkie nacięcie, wierz mi, dwa szwy goją się inaczej niż
                    trzynaście!
                    Będę wdzięczna za wszelkie rzetelne informacje na powyższy temat (za, przeciw i
                    inne sposoby)
                    Pozdrawiam gorąco
                    jola (20 tc)
                    • malwes Re: dla gosi 02.01.04, 20:12
                      Hej Jola!
                      Fajnie - dzięki za informacje! Ja spróbuję przypomnieć sobie na jakiej polskiej
                      stronie ja to widziałam.....(?).
                      Pozdrawiam gorąco.
                      Gosia
                      • malwes EPI-NO 02.01.04, 20:20
                        Jolu,
                        Przypomniałam sobie! Nie jest tego dużo ale już jakiś początek informacji:

                        www.dlazdrowia.pl/wydarzenie/krocz.asp
                        Pozdrawiam,
                        Gosia
                        • jola.wie Re: EPI-NO 02.01.04, 21:01
                          Dzięki Gosieńko! Jak już mówiłam, mam dostęp do informacji "źródłowych", tam
                          jest ich znacznie więcej. Tak czy siak zamierzam się w to cudo zaopatrzyć,
                          chyba, że okaże się, że bezwzględnie będzie cesarka. Mam w każdym razie jeszcze
                          trochę czasu smile)))
                          (ależ to moje dzidzi dzisiaj ruchliwe! w przyszłym tygodniu wybieram się na
                          usg, już nie mogę się doczekać, może się dowiem, czy to facecik, czy kobietka,
                          choć właściwie jest mi wszystko jedno)
                          pozdrawiam
                          • aolka Re: EPI-NO 03.01.04, 20:58
                            bez balonika tez moze nie peknac! wystarczy dobra polozna, ktora zna sie na
                            rzeczy i pomasuje,a do tego ekastyczne miesnie pochwy. cwiczyc moze kazda!
                            polega to po prostu na napinaniu miesni.
                            a tak poza tym to ja sie zgadzam z autorka artykulu. za duzo sie mowi, ze porod
                            jest nieprzyjemny, bolesny itd. nikt nie mowi, ze to poczatek czegos pieknego!.
                            ja rodzilam bez znieczulenia, w calkiem normalnym szpitalu. pierwsze dziecko.
                            pierwsze bole o polnocy a o szostej synek byl juz da. pewnie ze bolalo, ale ja
                            jechalam do szpitala z nastawieniem, ze bedzie dobrze, ze wreszcie pozbede sie
                            tego ogromnego brzucha i dostane swojego syneczka, do ktorego bde mogla sie
                            wreszcie przytulic. wcale nie myslalm o bolu.
                            tez mi kazali lezec, ale sie nie dalam i lazlilam, zmienialam pozycje, na ta w
                            ktorej bylo mi akurat najwygodniej i.... bol naprawde mpzna przezwyciezyc,
                            wystarczy myslec o tym co cie czeka pozniej. u mnie to przynajmniej
                            poskutkowalo.
                            zycze powodzenia
    • mamamarka Re: Uwaga, długie! Co Wy na to? 04.01.04, 02:09
      No cóz... nie zgadzam sie tylko z zakonczeniem. ZAstosowalam znieczulenie jak
      mialam 5 cm rozwarcia i bylam juz tak wyczerpana ze trudno mi bylo kontrolowac
      moj oddech, miesnie juz nie chcialy dzialac.... jasne, ze jakby nie bylo
      mozliwosci to dalabym rade smile ale jesli jest mozliwosc zmniejszenie podkreslam
      ZMNIEJSZENIA bolu to dlaczego nie? To nie jest tak, ze nic nie czujemy!
      rodzenie po znieczuleniu tez bardzo boli! Znieczulenie jest tez a moze przede
      wszystkim srodkiem skracajacym 1 faze porodu bo powoduje wieksze rozwarcie od
      razu! I niech mi nikt nie wtlacza ze skoro rodzilam ze znieczuleniem to nie
      jestem w pelni mama... to jakas glupota. Dla mnie dziwne sa kobiety ktore bedac
      zdrowe i majac dobre warunki placa zeby im dziecko wyjeli przez ciecie.

      Polecam znieczulenie!!! Pozwala bardziej swiadomie i przytomnie rodzic, i
      bardziej sie cieszyc tym co sie dzieje!
      I je[li czyta to dziewczyna planujaca porod ze znieczuleniem to mowie ze to nie
      jest tak, ze nie boli. Boli ale mniej.

      A poza tym porod to jedna z piekniejszych a moze i najpiekniejsza chwila mojego
      zycia!

      Pozdrawiam Agnieszka mama Marka 27 dni
Pełna wersja