nocnepisanie
01.01.04, 20:53
Znalazłam taki oto tekst w Internecie, czy zgadzacie się z autorką?
Narodzinom dziecka nieodłącznie towarzyszą dwa uczucia: radość i ból. "W
bólu rodzić będziesz" mówi Biblia i te słowa przypominają o jego
nieuchronności.
Ból jest niejako "wpisany" w naturę porodu. W odróżnieniu jednak od sytuacji
choroby, gdy jest sygnałem świadczącym o patologii, w przypadku porodu jego
pojawienie się jest związane z całkowicie naturalnym i prawidłowym procesem
fizjologicznym. Nie informuje o niewłaściwym funkcjonowaniu organizmu, czy o
zagrożeniu życia, lecz o tym, że nadejście dziecka jest bliskie.
Ciało kobiety jest przygotowane do radzenia sobie z bólem i wysiłkiem. Wraz
z pierwszymi skurczami budzi się instynkt, który podpowiada rodzącej, jak ma
się zachowywać, aby poród był bezpieczny dla dziecka i jej samej. Zaczynają
także działać hormony precyzyjnie sterujące jego przebiegiem. Najważniejszym
z nich jest oksytocyna, odpowiedzialna za pojawienie się i trwanie skurczów
a co za tym idzie - bólu.
Ból narasta stopniowo, ale rodząca ma szansę "oswoić" go dzięki innemu
hormonowi - endorfinie. Hormon ten - pochodna morfiny jest odpowiedzią
organizmu na ból i naszym naturalnym autoznieczulaczem. Ma także działanie
euforyzujące i stąd przypuszczenie, że jest odpowiedzialny za tworzenie się
pierwotnej więźi między matką a dzieckiem.
Rytm porodu jest stały i przewidywalny. Po skurczu następuje przerwa dająca
możliwość odpoczynku i zebrania sił. Kobieta pokonuje, skurcz po skurczu,
drogę dzielącą ją od dziecka. Jest jak alpinista, który, krok po kroku
przybliża się do szczytu. Im bliżej tego szczytu tym jest jej trudniej.
Ogarnia ją zwąštpienie, rozpacz, chęć wycofania się. Lecz gdy jest już na
szczycie przeżywa euforię i dumę z samej siebie.
Często tak właśnie kobiety przeżywają poród swego dziecka. W tym magicznym
czasie, w którym przeplatają się skrajne emocje, fizyczny wysiłek i ból,
rodzi się nie tylko dziecko ale i, w pewnym sensie, matka. Jeśli wie, że
poradziła sobie sama daje jej to poczucie niezwykłej mocy. Ta moc rodzi
miłość do dziecka, gotowość do opiekowania się nim, odpowiadania na jego
potrzeby. Radość i duma jaką przeżywa kobieta po porodzie powoduje, że
prawie natychmiast zapomina o bólu jaki jej towarzyszył.
Współczesne kobiety bardzo boją się porodu. Ten lęk jest owocem wyobrażeń
kształtowanych na podstawie słuchanych opowieści, obejrzanych filmów,
przeczytanych książek. We współczesnym świecie wielką moc ma telewizja. Obok
rodziców i szkoły jest trzecim, a często niestety podstawowym źródłem, z
którego dzieci czerpią swą wiedzę o świecie. Jak silny jest to wpływ
przekonałam się sama, gdy moja dziesięcioletnia córka oświadczyła, że nigdy
nie urodzi dziecka, bo "to tak straszne boli". Chwilę wcześniej obejrzała
fragment popularnego serialu, w którym główna bohaterka rodziła dziecko.
Jeden filmowy fragment okazał się mieć większy wpływ na jej wyobraźnię, niż
rozmowy ze mną, podczas których starałam się jej pokazać narodziny dziecka
jako radosne, pozytywne kobiece doświadczenie. Ile rozmów będę jeszcze
musiała z nią odbyć, aby zatarł się lęk wywołany telewizyjną sceną?
Badacze amerykańscy dokonali analizy 296 programów telewizyjnych, w których
ukazany był poród. Tylko w jednym z nich scena narodzin dziecka odpowiadała
rzeczywistości i wzbudzała pozytywne emocje. W pozostałych programach było
to wydarzenie sensacyjne, przerażające, bolesne, pełne krwi. Takie fałszywe
wyobrażenie zostaje zakodowane w świadomości młodych kobiet i, jeśli nie
spotkają nikogo, kto by wyprowadził je z błędu, filmowa fikcja staje się
podstawą do przewidywania przebiegu własnego porodu. Sama myśl, że coś
takiego mogłoby stać się ich udziałem, wzbudza paniczny lęk.
Kolejnym źródłem informacji są inne kobiety. Widoczny brzuch przyszłej matki
prowokuje wiele z nich do wynurzeń na temat własnego porodu. Przede
wszystkim opowiadają takie historie osoby, które same przeżyły trudny poród.
Podświadomie mają nadzieję, że opowiadanie po wielokroć horroru jaki stał
się ich udziałem uwolni je wreszcie od traumatycznych wspomnień. Ale to nie
działa. Powtarzanie w nieskończoność bolesnych szczegółów pogłębia jeszcze
bardziej negatywne uczucia, a w ich słuchaczkach budzi przerażenie. Nie bez
powodu, w jednym z plemion południowoamerykańskich, za straszenie porodem
osoba wykluczana była ze społeczności.
Teraz w Polsce rodzą młode kobiety, których matki same przeżyły poród w
latach 70 i 80-tych, w okresie rozkwitu totalitarnego położnictwa.
Przedmiotowe traktowanie, urągające ludzkiej godno?ci procedury
przygotowawcze, zwielokrotniony ból poprzez przymus rodzenia w
niefizjologicznej pozycji, nadmierne sterowanie przebiegiem porodu ?rodkami
farmakologicznymi, nieliczenie się z uczuciami i potrzebami rodzącej,
bezduszne oddzielenie od dziecka tuż po porodzie sprawiło, że niewiele
kobiet dobrze wspomina to wydarzenie. Wspomnienia te przekazują dzi? swoim
córkom.
Dziś położnictwo "humanizuje" się. Modne jest mówienie, że poród jest
wydarzeniem rodzinnym, nie medycznym. Dopuszczenie męża do towarzyszenia
żonie przy porodzie, lepiej wyglądające sale porodowe, milszy personel to
kroki w dobrym kierunku. Nie oznaczają jednak, że dziś poród nie jest nadal
traktowany jak choroba. Wielu kobietom kojarzy się z zabiegiem wykonanym pod
kontrolą i przy pomocy specjalistów. Gdy ciężarna wyobraża sobie narodziny
swego dziecka to ma przed oczyma szpital, salę porodową, ubranych na biało
obcych ludzi. Widzi siebie jako "pacjentkę". Pokłada wielką wiarę w
możliwości medycyny, a coraz mniejszą we własne siły. Jako osoba "chora"
przenosi kontrolę i odpowiedzialność za przebieg porodu na innych: lekarza
lub położną. Sama czuje się bezradna i niekompetentna, nic więc w tym
dziwnego, że boi się tego co ma nastąpić.
Współczesna medycyna uwodzi kobiety wizją bezbolesnego, łatwego,
bezpiecznego porodu. W całym zachodnim świecie, a od jakiegoą czasu także i
w Polsce, toczy się dyskusja czy nowoczesna kobieta naprawdę musi przeżywać
ból w czasie porodu, czy nie jest on niepotrzebnym przeżytkiem. Poród
przestaje być spostrzegany jako konieczny, wielowymiarowy, ostateczny akt,
który kobieta musi przeżyć jak najpełniej, aby wejść w fazę macierzyństwa.
Nie traktuje się przeżywanego przez nią bólu jako potrzebnego elementu
skomplikowanego, precyzyjnego procesu zachodzącego w jej ciele i psychice,
lecz jako efekt uboczny wydalania dziecka z macicy. Więc jeśli to jest tylko
to, to dlaczego poród musiałby odbywać się w cierpieniu?
Oferta bezbolesnego porodu wzmaga jeszcze bardziej lęk przed nim. Narodziny
dziecka jawią się jako coś czemu na pewno nie można sprostać. Kobiety, które
zdecydowały się np. na poród w znieczuleniu dolędźwiowym, nie są w stanie
wytrzymać żadnego, nawet najlżejszego skurczu. Czekają z utęsknieniem na
moment kiedy będzie już można podać preparat. Po porodzie szczerze wierzą,
ze gdyby nie anestezjolog nigdy nie dałyby rady.
Czy "bez znieczulenia" poradzą sobie później z lękami towarzyszącymi
początkom macierzyństwa? Anna Otffinowska, prezes Fundacji "Rodzić po ludzku"