A może tak miłe odzywki położnych i lekarzy?:)

25.08.09, 20:49
Kiedy wieziono mnie w trybie natychmiastowym na cc, nerwy mi puściły
i zaczęłam się trząść jak galareta.
Na to za rękę chwyciła mnie położna, pogłaskała i powiedziała:
"Proszę się nie bać, my jesteśmy tu dla Pani i Pani dziecka,
wszystko będzie dobrze".

Taki mały gest, a ile o człowieku mówi.
    • meresanch Re: A może tak miłe odzywki położnych i lekarzy?: 25.08.09, 20:51
      dobry wątek
      miłe słowa
    • prochottka1 Re: A może tak miłe odzywki położnych i lekarzy?: 25.08.09, 21:16

      polozna powiedziala jak rodzilam w wodzie
      "jak dla mnie to pani moze na glowie stanac, zrobie wszystko zeby odebrac taki
      poröd"
      • anusia1912 Re: A może tak miłe odzywki położnych i lekarzy?: 25.08.09, 22:03
        Chciałam rodzić sn po kilku godzinach zdecydował lekarz o cc upłakałam się
        okropnie... Położna która od samego początku była blisko..Ania nie płacz..za pół
        godzinki będziesz trzymac swoje największe szczęście!smile
    • dziub_dziubasek Re: A może tak miłe odzywki położnych i lekarzy?: 26.08.09, 10:21
      Kiedy się darłam jak opętana z bólu (nie byłam w stanie oddychać) przyszła
      dyżurna połozna i powiedziała "strasznie ciężko to pani znosi" takim ciepłym,
      współczującym tonem a następnie próbowała mi pomóc (na szczęście okazało sie, ze
      rozwarcie szybko postępuje i godzinkę później tuliłam już dziecko).
    • gazeta_mi_placi Re: A może tak miłe odzywki położnych i lekarzy?: 26.08.09, 12:02
      Jakoś ten wątek cieszy się bardzo małym zainteresowaniem.
      • cipcipkurka Re: A może tak miłe odzywki położnych i lekarzy?: 26.08.09, 12:31
        Nooo, ciekawe czemu. Może łatwiej powiesić psy na takiej, co pije
        wino raz w tygodniu, może przyjemniej poradzić, jak odpyskować pani
        na poczcie. A może po prostu takich miłych gestów i słów od
        położnych/lekarzy jest jak na lekarstwo?
        • gonia28b Re: A może tak miłe odzywki położnych i lekarzy?: 26.08.09, 12:38
          cipcipkurka napisała:

          > Nooo, ciekawe czemu. Może łatwiej powiesić psy na takiej, co pije
          > wino raz w tygodniu, może przyjemniej poradzić, jak odpyskować
          pani
          > na poczcie. A może po prostu takich miłych gestów i słów od
          > położnych/lekarzy jest jak na lekarstwo?

          w jednym i drugim przypadku nasuwa się jedno pytanie - po co pisać
          na forum?

          co do tematu wątku chętnie bym coś napisała, ale nic szczególnego
          nie utkwiło mi w pamięci - myślę raczej, dlatego że zwyczajną
          uprzejmość traktuję całkiem naturalnie...
    • adzia_p Re: A może tak miłe odzywki położnych i lekarzy?: 26.08.09, 13:31
      mnie wzruszyło jak połozna mnie dopingowała "mama przyj, jeszcze
      trochę" moze to nic wielkiego,ale do tej pory to pamiętam.wbrew
      obiegowej opinii-polozna z dyzuru,a dolozyła staran by mi pomoc.
      • mamma12 Re: A może tak miłe odzywki położnych i lekarzy?: 26.08.09, 14:02
        ja przeżyłam i miłe i niemiłe traktowanie w czasie ciąży
        tych miłych było zdecydowanie więcej smile
    • leneczkaz Re: A może tak miłe odzywki położnych i lekarzy?: 26.08.09, 14:32
      Cały poród (cc) był miły i przyjemny. Od przyjazdu do szpitala do wyjęcia synka
      minęło 15 min. CC do wyjęci- 5 min. smile
      Usłyszałam płacz a po kilku minutach głos męża: jaki śliczny. Lekarz pokazał mi
      małego i powiedział: wiiiiiiiidać, że chłop smile (wieeelkie jajasmile)
      Potem mnie zaszyli i odwieźli na górę. Po chwili lekarz wbiegł z szampanem i
      wyłoili go z moją rodziną big_grin (ja umaczałam usta).
      Za 30 min. przynieśli synka do cycolenia, pokazali jak i poszli. Rodzice też się
      zawinęli i zostaliśmy w wielkiej sali sami z mężem i synkiem. Cudowne chwile..
      Potem co 5 min. ktoś przychodził i pytał czy nie dać czegoś przeciwbólowego,
      przynosili wodę i soki.
      Na drugi dzień dostałam na śniadanie.. Nutellę big_grin
      Ogólnie było rewelacyjnie. Mogę tak 'rodzić' i sześcioro ;p
      • gazeta_mi_placi Re: A może tak miłe odzywki położnych i lekarzy?: 26.08.09, 15:56
        To było w państwowym szpitalu w Polsce?
        • leneczkaz Re: A może tak miłe odzywki położnych i lekarzy?: 26.08.09, 16:15
          W prywatnym w Polsce.
          Ale nie było to bardzo drogie (oczywiście tu dla każdego sprawa wygląda
          inaczej). Ale nie przekroczyło 2 tyś.
          • gazeta_mi_placi Re: A może tak miłe odzywki położnych i lekarzy?: 26.08.09, 16:42
            Może uściślijmy temat: "miłe odzywki...w państwowych szpitalach" smile
            Może uzbierają się ze dwa posty wink
            • leneczkaz Re: A może tak miłe odzywki położnych i lekarzy?: 26.08.09, 16:57
              Tu nic miłego nie mam do powiedzenia. Raz zwiałam na własną odpowiedzialność
              (musiałam podpisać, że narażam życie swoje i dziecka) o 22 w nocy a drugi raz 3
              dni na nerkę leżałam i nawet usg nie zrobili.
              Dlatego wybrałam prywatny smile
    • pojawaj Re: A może tak miłe odzywki położnych i lekarzy?: 26.08.09, 16:44
      Ja miałam nagłe cc (ginęło tętno dziecka). Operował mnie najjaśniejszy pan
      dyrektor szpitala. Przez cały czas była przy mnie przecudowna anestezjolog,
      która uspokajała mnie, że wszystko będzie i jest dobrze, a byłam w niezłej
      panice i cc było robione ze znieczuleniem podpajęczynówkowym, więc cały czas
      byłam przytomna.

      Po porodzie położne zajmowały się małą, pomagały, kąpały, pytały czy sobie
      radzę. A dyrektor przez cały mój pobyt w szpitalu przychodził sprawdzać moje
      samopoczucie, i "jego" dziecka smile

      Był też niemiły akcent, kiedy w nocy bezpośrednio po cc zawołałam położną, która
      miała nocny dyżur i poprosiłam o środek przeciwbólowy - dowiedziałam się, że
      trzeba było wykupić sobie położną, bo ona nie ma czasu. Dopiero interwencja męża
      sprawiła, że dostałam leki...
    • ikaes Re: A może tak miłe odzywki położnych i lekarzy?: 26.08.09, 22:17
      Co prawda nie jestem w ciąży, ale lubię sobie tu czasem coś
      przeczytać, tak z przyzwyczajenia po dwóch ciążach.
      Rodziłam w państwowym szpitalu jak najbardziej i wspominam i porody
      i pobyty bardzo miło.
      Pierwszy raz w 2002 r. rodziłam bardzo długo, kiedy synek pojawił
      się na świecie i wydał z siebie pierwszy dźwięk, lekarz
      powiedział: "No, syrenę to on ma". Potem przy zszywaniu
      rozmawialiśmy sobie z lekarzem o sąsiadach itp. i to było najlepsze
      znieczulenie (bo mimo znieczulenia czasem to kłucie czuć).
      W ogóle po porodzie położna powiedziała mi, że poród ze mną to była
      czysta przyjemność (nie darłam się, robiłam co mi kazali, wszystko
      spokojnie się odbyło).
      Potem, gdy okazało się, ze FRanek ma zapalenie płuc bardzo szybko
      się nim zajęli. Potem doszła żółtaczka, przy której normalnie dzieci
      leżą z mamami w pokoju, tylko na lampach w kuwetkach. Ja trochę się
      bałam, że Franek tam nie uleży bo on za nic w świecie nie chciał być
      w kuwetce. Ale nie powiedziałam tego lekarce. Ale ona sama przyszła
      i powiedziałą, że zabiera go na noworodki do inkubatora, bo
      ten "aktywny młody człowiek", jak go nazywała, wyskoczy z tego
      wózeczka (Franek był najgłośniejszy i rzeczywiście wszyscy go
      rozpoznawali). Dopiero 3,5 roku później, kiedy urodziłam córcię
      zorientowałam się, że ona nie zabrała go do inkubatora dlatego, że
      wyskoczyłby z wózeczka, tylko dlatego, że miał tak wysoką bilirubinę
      (18,5), że musiał być w inkubatorze, bo lampy w kuwetce były za
      słabe. A ona nie chciała mnie po prostu denerwować jeszcze bardziej,
      bo wystarczyło mi już to jego zapalenie płuc. Wiem to, bo kiedy
      rodziłam córcię na sali leżała dziewczyna, której mały miał chyba 15
      i też lekarz mówił, ze powinien leżeć w inkubatorze, ale niestety
      wszystkie były zajęte.
      Trochę się rozpiszę, ale trudno. Bo z Frankiem leżałam 10 dni i
      trochę się działo.
      Kiedy Franek leżał "na Hawajach" przychodziły położne po mleko (nie
      dawały mi go do karmienia, bo kiedy mi go dały, to on zamiast jeść
      spał, a przy żółtaczce każda minuta jest cenna). Kiedyś weszłam na
      noworodki, Franek się drze, pytam się dlaczego, położne powiedziały,
      że pewnie głodny, ale one mu już więcej nie mogą dać, bo pęknie (nie
      uwierzycie, ale on zjadł tego mleka jakieś 80-100 ml, co dla
      noworodka jest dużym wyczynem).
      Innym razem idę sobie korytarzem, zaczepia mnie pielęgniarka z
      noworokdów i pyta mi się, czy wiem, co moje dziecko robi, ja na to,
      zę nie wiem: "Proszę pani, on śpi, a my na palcach chodzimy, żeby
      się tylko nie obudził". Bo on się tam cały czas darł i biedne juz
      miały uszy popuchnięte od tego wrzasku.
      Kolejna opowiastka: zawiozłam Franka na noworodki po karmieniu (jak
      jeszcze mi go dawały do karmienia) i jakoś tak napomknęłam w
      rozmowie, że on ma zapalenie płuc. Na co ona stwierdziła "Proszę
      pani, on może mieć wszystko chore, ale płuca to on ma zdrowe" (to
      przez te wrzaski oczywiście).
      Dokarmianie też było bez próśb. Bo Franek tak się darł z głodu, ja
      jeszcze mleka nie miałam, a on się duży urodził i dużo potrzebował.
      Pod koniec drugiego dnia przyszła położna z mlekiem i powiedziała,
      że czy chcę, czy nie, ona go dokarmi, bo mi dziecko w końcu z głodu
      umrze (żeby nie było jak najbardziej chciałam, nie wiedziałam, że on
      się z głodu drze). Jak dostałam w końcu mleka, nażarł się i od tej
      pory spał.
      Inna kwestia - leżała ze mną na sali też przez 10 dni dziewczyna,
      która powoli dostawała depresji chyba, bo coś nie tak było do końca
      z dzieckiem, lekarz przyszedł i sam zaproponował jej psychologa, ale
      ona odmówiła. Potem położne same przynosiły jej "taki nasz szpitalny
      koniaczek na uspokojenie".
      W ogóle ten pobyt wspominam baaardzo mile, mimo, że aż 10 dni, aż mi
      się nie chciało do domu wychodzić.
      Były też i niemiłe polożne, ale takie laluny były tylko dwie, więc
      do przeżycia.
      Córkę rodziłam w tym samym szpitalu, ale pobyt był krótki, bez
      komplikacji, więc po prostu było miło.
    • nglka Re: A może tak miłe odzywki położnych i lekarzy?: 27.08.09, 01:04
      "Nina? Dajesz dziecku na imię Nina? No, to na moim dyżurze, kochana, nie
      urodzisz i już!".
      • nglka Re: A może tak miłe odzywki położnych i lekarzy?: 27.08.09, 01:08
        A anestezjolog, która mnie trzymała za rękę gdy się hiperwentylowałam przed
        zapaścią i nawijała do mnie jak głupia, żebym tylko skupiła się na czymkolwiek
        innym niż to, co odbijało się w lampie, to będę wdzięczna jeszcze długo wink
Pełna wersja