clarisse
29.06.12, 12:32
Z cyklu "czy ja jestem dziwna, czy to świat" oraz "muszę sobie pojęczeć".
Większość eleganckich pantofelków robi mi kuku z tyłu pięty, tzn. obciera w okolice ścięgna, tam gdzie but się kończy. Wystarczy, żeby był wykończony lekko nierówno, albo nawet it to nie - obciera do bąbli i do krwi. Albo na samym ścięgnie, albo tuż obok po ciele - zależnie od tego, w czym tkwi źródło problemu.
Owszem: mogę nosić inne buty, ale 1) źle się czuję w butach nie trzymających pięty (klapki/chodaki) 2) jeśli but na pięcie trzyma wyłącznie paseczek, to MUSI być jeszcze pasek poziomy trzymający w kostce, bo inaczej źle się czuję, pięta mi kłapie o buta, fuj - innymi słowy but musi być wysoko zabudowany, żeby trzymał - a tymczasem wiele osób twierdzi, że takie wysoko zabudowane i zapaskowane buty skracają mi optycznie nogi, które i tak są niezbyt długie a owszem przysadziste
Owszem: mogę sobie zaklejać plasterkiem, ba - nawet naklejać plastry żelowe po 10 zł za 5 sztuk, które problem niwelują. Ale do cholery... mam sobie to doliczać do ceny buta czy jak? Zasadniczo jak mnie fiszbina uwiera, mogę udziabać fiszbinę (buta nie bardzo) - staram się kupować nie "stanik z dziabiącymi fiszbinami + plasterki" tylko "stanik z dobrymi fiszbinami".
Istnieją na to jakieś lepsze metody? Jakieś fasony butów (zaznaczam, chodzi mi o styl elegancko/wyjściowo/biurowy, nie o glany, ani obuwie sportowe, ani nawet mokasyny). Czy oprócz zwracania zdwojonej uwagi na to, co robi mi but podczas przechadzki po sklepie, jest coś jeszcze, co mogę zrobić?
W sumie z butami mam problem. Noszę rozmiar 36, ale część tych 36 jest za duża, więc odpada w przedbiegach. 35 z reguły za małe, a do tego zwykle na tycie (wąziuchne) nóźki, a ja mam stopę raczej w dolnej strefie stanów szerszych. 35.5 - nie wiem czy istnieje. Z tych, które pasują na długość - średnio jest mi wygodnie w jakichś 10% butów, które mierzę. Z tego większość mi się a) nie podoba b) podoba mi się, ale nie do każdego stroju pasuje c) podoba mi się, ale wiele razy słyszałam że wyglądam niekorzystnie (bo skracają). Przy zakupach butowych dostaję szału. (Trochę to tak jak kiedyś było ze stanikami i ubraniami. Teraz dobieranie stanika polubiłam, ubrania ograniczyłam do probiściastych z definicji i dzięki temu nie mam stresu. Ale buty. Buty nadal mnie męczą :(