Wiosenny kryzys konfekcyjny

08.04.13, 10:47
Co ja bym dała za dwa sensowne, wygodne acz nie nudne, zestawy codzienne, które mogłabym eksploatować przemiennie od teraz do lata... Pieniądze bym dała. Całą trzynastkę postanawiam na to puścić plus jedną fuchę nawet.

Czy tylko ja tak mam, że 90% moich ubrań nadaje się dziś na śmietnik i naprawdę mimo pękatej szafy i pękatszej komody nie mam co na siebie włożyć w związku lekkim ociepleniem i spodziewanym większym? A może w temperaturze na dworze powyżej 10 stopni (w słońcu) zachodzą jakieś zmiany neurologiczne, że nic posiadanego człowiekowi się nie podoba i nic z tego nie uważa za godne założenia na siebie?

Pewno nie jest to pierwszy mój wątek na ten temat, mnie to co roku dopada i bardzo męczące jest. Jeśli umiecie mi jakoś ulżyć, czy to konkretną radą, czy współodczuwaniem, to poproszę.
    • kasica_k Re: Wiosenny kryzys konfekcyjny 08.04.13, 13:29
      Stawiam na zmiany neurologiczne. Uleczalne wyłącznie na drodze szopingu, ale objawy z czasem łagodnieją i ciuchy z szafy też przestają tak bardzo straszyć :) Bez szopingu jednak nie ustępuje.

      Jeżeli nie chcesz puszczać majątku to kup: 1 sztukę ubrania dolnego, 1 sztukę dodatku (np. apaszka, szal) celem ożywienia góry, lakier do paznokci pod kolor i wino białe.

      Jeźlibym zaś miała puszczać trzynastki i fuchy, to strzeliłabym sobie: spódnicę barwną najchętniej w zygzaki, parę topów z krótkim, lekką nonszalancką kurtkę w kolorze przekornie burym, buty jakieś i torbę w kolorze nieczarnym (jakiś miodowy, coś takiego). A także spodnie w kolorze rzułtym (= neonowy z zielonkawą nutą).
      • kasia.winna Re: Wiosenny kryzys konfekcyjny 08.04.13, 15:40
        współczuwam, mam to samo tylko bardziej w związku z termokurczliwością - ubrania mi się zbiegły przez zimę, chyba od mrozu.
        A zakupy to perpetuum mobile:
        Kupiłam buty - nie mam spódnicy.
        Kupiłam spódnicę - nie mam bluzki.
        Kupiłam bluzkę - nie mam płaszcza.
        Kupiłam płaszcz - nie mam torebki.
        Kupiłam torebkę - buty nie pasują...
        • martulka_s Re: Wiosenny kryzys konfekcyjny 08.04.13, 17:32
          Jak to jest możliwe, że WSZYSTKIE moje torebki są takie beznadziejne, no jak ??? A trzynastkę już puściłam na coś innego : / Nie marudź jeno kupuj ; )
        • inez69 Re: Wiosenny kryzys konfekcyjny 08.04.13, 22:23
          Jesteście niemożliwe :):):)

    • genepi Re: Wiosenny kryzys konfekcyjny 08.04.13, 23:30
      Primo: nabyłaś piękna czerwoną kurtkę skórzaną.
      Secundo: kasia zapała ma nową kolekcję.

      Ergo: Twoje powody do marudzenia nie mają rzeczywistego uzasadnienia i proponowane powyżej wino pozwoli ci złapać mentalny pion. Możesz iść kupić już teraz bo to dobro dostępne 24/7.
      • teresa104 Ta. 10.04.13, 15:06
        Kurtkę zaimpregnowałam i powiesiłam w szafie. Czeka na moment, aż będzie się dało w niej chodzić bez drugiej z wierzchu.
        Sukienki Kasi Zapały są ładne, ale ja do pracy chodzę odziana raczej jak pracownik doku i tego stylu się trzymam, z różnych względów jest konieczny, nie mogę się bać ubrudzić, pognieść, mam pracę fizyczną jak się okazuje, z dalekimi dojazdami w dodatku. Stąd umiłowanie koszul i wdzianek (koniecznie z kieszeniami), w koszulowej bluzce zawsze wygląda się tak, że obleci, a zarazem nie strach podnieść rękę.
        Czyli potrzebny mi strój dokera w żakiecie.
        • tfu.tfu Re: Ta. 12.04.13, 20:08
          w życiu nie widziałąm dokera w żakiecie ;-P a mieszkałam prawie w stoczni glasgołowskiej: sami panowie w białych kombinezonach i kaskach, przyozdobieni z wierzchu kamizelą z odblaskiem.
          coś ściemniasz
          • teresa104 Re: Ta. 13.04.13, 18:27
            A jesteś pewna, że nie mieli żakietów pod spodem?
            • tfu.tfu Re: Ta. 13.04.13, 21:13
              na stówkę!
    • teresa104 Trochę zażegnałam 13.04.13, 18:23
      3 elementy na górę nabyłam. W jednym sklepie. Bardzo udany był to szoping, trwał 20 minut, pożarł 5 godzin fuchy. Dołów nie miałam odwagi mierzyć ze względu na opisane powyżej zjawisko rozszerzalności termicznej i możliwość pogorszenia sobie i tak niezbyt szampańskiego humoru. Ale utrzymuję tendencję kurczącą organizmu i jak tylko między paskiem jeansów a biodrem ukaże mi się dylatacja ruszę po spodnie. Póki co wygrzebałam z szafy stare nienoszone od jesieni.

      W ogóle z tym "stare" mam problem. Mam dużo ubrań, które są nieco podniszczone, da się je założyć, są we właściwym rozmiarze, lubię je, ale nie są już w stanie idealnym. Najgorzej jest z płaszczami i czarnymi koszulkami. Czarne koszulki zamierzam pofarbować, żeby odświeżyć tę czerń i dać im drugie życie. Z płaszczami nie wiem, co zrobić. Donaszam, powstrzymuję się przed kupnem nowych, no bo przecież "czarny mam, czerwony mam, zielony mam, beżowy mam", wszystkie ciut sprane i, kiedy trzeba się odstawić, robi się problem. Tylko że donaszanie 4 płaszczy zajmie mi parę lat. Parę lat w płaszczach coraz bardziej dziadowskich. Czy to się godzi? I złoszczę się na ten swój dupościsk zwany gospodarnością. A tak naprawdę powinnam zrobić duży zamach i zyskać miejsce w szafie.
      • tfu.tfu Re: Trochę zażegnałam 13.04.13, 21:21
        ja sobie zamiaruję uszyć spódnicę a la Conan Piękny (znaczy znaleźć kawałek kocyka i dwa paski, fantazyjnie udrapować i zadawać szyku ;-P)
        weź się nie męcz z tymi płaszczami. zapakuj w pudełko i wyślij to, czego nie nosisz, albo już Ci się nie podoba do jakiegoś domu samotnej matki, albo innej instytucji, albo wystaw na allegro.
        nie ma sensu się męczyć i donaszać imho.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja