Dodaj do ulubionych

Niezmiernie ważny problem kolorystyczny

19.06.14, 17:55
Uch, nie wiem co robić :)
Kupiłam sobie kiedyś koszulkę w lumpie, bo była ładna, a ja musiałam coś kupić.
https://fotoforum.gazeta.pl/photo/3/se/pj/ymyf/ihrAjNNS7ub16mHAwX.jpg
To było lekko licząc dwa lata temu, nie miałam jej na sobie jeszcze nigdy :) Problem w tym, że nie pasuje - ani do mnie (wyglądam w tym odcieniu beżu jak średnio świeży trup), ani do moich ubrań. Właśnie wyjęłam z garnka z barwnikiem dżinsy, koszulę i spódniczkę i zaczęłam się zastanawiać nad przefarbowaniem problemowej koszulki - jako pierwszy przyszedł mi do głowy fiolet, bo taki mam wsad do gara na jutro. Tylko że są dwa 'ale'. Po pierwsze, koszulka jest z jedwabiu, ale ma sztuczną koronkę, i ta koronka pewnie nie złapie, nie wiem czy fiolet z beżową koronką wyglądałby dobrze. No więc przyszła mi do głowy czerń, widziałam gdzieś ostatnio stanik z beżowo-złotą koronką na czarnym tle i to wyglądało całkiem całkiem. Ale po drugie, ona jest w sumie całkiem ładna w tym beżu i nie wiem czy nie zbrzydnie, jak ją przefarbuję. Uch.
Więc może zostawić tak, i nosić 'odcinając' od twarzy np niebieską kolią? Tylko nie wiem jaki dół wymyślić, co pasuje do takiego kawomlecznego beżu? Jakoś zawsze unikałam tego koloru.
Obserwuj wątek
    • pierwszalitera Re: Niezmiernie ważny problem kolorystyczny 19.06.14, 21:48
      Fantastyczny kolor. Grzech przefarbować. Moim zdaniem wszystkim kobietom jest ładnie w kolorach nude, no chyba, że kolor zawiera dużo żółtego, ale tak nie jest w tym przypadku. Jeżeli faktycznie ci w tym akurat nietwarzowo, w co wątpię, bo to jest zwykle problem percepcji, przyzwyczajenia i czasem źle dobranego makijażu/koloru włosów, to odciąć od głowy kolorowym naszyjnikiem, fiolet albo czerń ładnie by komponowały.
      • neiti89 Re: Niezmiernie ważny problem kolorystyczny 19.06.14, 23:01
        Jeżeli faktycznie ci w tym akurat nietwarzowo, w co wątpię,
        > bo to jest zwykle problem percepcji, przyzwyczajenia i czasem źle dobranego mak
        > ijażu/koloru włosów,
        Prawdę mówiąc ja prędzej przefarbowałabym ciuch, a nie niszczyła włosy farbą, ale rzecz jasna co kto woli ;) Poza tym wychodzę z założenia, że to ubranie ma pasować do mnie, a nie ja do niego :D W beżach w zasadzie w ogóle nie chodzę - blondynka, raczej blada, jasne oczy, brwi, usta... Jak ubiorę coś cielistego/beżowego/kremowego to wyglądam w najlepszym przypadku jak nago (zwłaszcza z dystansu), a w najgorszym rzeczywiście jak zwłoki :P

        Jak dla mnie powyższe ubranko wyglądałoby równie dobrze tak samo w czerni i fiolecie, jeżeli koronka miałaby pozostać bez zmian :) Ogólnie fasonowo ciekawa rzecz, myślę, że też bym nabyła, nawet, jakbym miała nie nosić :P Mam w szafie kilka takich rzeczy, które po prostu musiałam mieć, a zakładam jedynie na konwent, gdzie każdy ciuch dozwolony :)
        • pierwszalitera Re: Niezmiernie ważny problem kolorystyczny 20.06.14, 11:33
          neiti89 napisał(a):

          > Prawdę mówiąc ja prędzej przefarbowałabym ciuch, a nie niszczyła włosy farbą, a
          > le rzecz jasna co kto woli ;)

          Najczęściej jest odwrotnie, najpierw farbujemy włosy nieodpowiednią farbą, a potem okazuje, że coś tam nie pasuje.


          Poza tym wychodzę z założenia, że to ubranie ma p
          > asować do mnie, a nie ja do niego :D W beżach w zasadzie w ogóle nie chodzę - b
          > londynka, raczej blada, jasne oczy, brwi, usta... Jak ubiorę coś cielistego/beż
          > owego/kremowego to wyglądam w najlepszym przypadku jak nago (zwłaszcza z dystan
          > su), a w najgorszym rzeczywiście jak zwłoki :P

          Pisałam już, kwestia percepcji. Jasne kolory nude są przepiękne, kobiece, odmładzają i działają na skórę jak fotoshop, ale jak ktoś przyzwyczaił się do ostrego kontrastu ciemnych kolorów, to wydaje się sobie blady. Poza tym, atutem naturalnej blondynki jest właśnie jasna cera i jasna oprawa oczu, wiele kobiet z takim typem urody psuje się właśnie dokoloryzowaniem się na ciemniejsze typy, by wyglądać jak te, co blond biorą z tuby u fryzjera. ;-)
          • neiti89 Re: Niezmiernie ważny problem kolorystyczny 23.06.14, 20:28
            No cóż, zgadam się w zasadzie ze wszystkim ;)
            Ciekawi mnie jeszcze ostateczna decyzja autorki wątku co do ciucha, czy faktycznie przefarbowała (i jak to wyszło?) czy jednak zostało beżowo, ale za to z mocnym czarnym paskiem, czerwonym koralem czy innym, ożywiającym elementem :)
          • mankencja Re: Niezmiernie ważny problem kolorystyczny 29.06.14, 14:02
            Jasne kolory nude są przepiękne, kobiece, odmła
            > dzają i działają na skórę jak fotoshop,

            Tak, ale moim zdaniem bardzo ważny jest tu odcień. Próbowałam sobie kiedyś dobrać szminkę "nude" i w niektórych odcieniach wyglądałam jak trup z żółtaczką, a w innych całkiem ok.
            • pierwszalitera Re: Niezmiernie ważny problem kolorystyczny 29.06.14, 14:38
              mankencja napisała:

              > Tak, ale moim zdaniem bardzo ważny jest tu odcień. Próbowałam sobie kiedyś dobr
              > ać szminkę "nude" i w niektórych odcieniach wyglądałam jak trup z żółtaczką, a
              > w innych całkiem ok.

              Tak, ale ja pisałam o ubraniach. "Gołe" ubrania zlewające się ze skórą noszę bez problemu, w szminkach typu nude nie jest mi w ogóle dobrze, bo to nie jest naturalny kolor ust i "wysysają" mi one usta z koloru jak wampir. Ubrania w kolorze skóry ciała, to co innego niż usta w kolorze skóry ciała (nie ust).
      • nastazjaa Bzdura. 13.07.14, 20:40
        pierwszalitera napisała:

        > Moim zdaniem wszystkim kobietom jest ł
        > adnie w kolorach nude, no chyba, że kolor zawiera dużo żółtego, ale tak nie jes
        > t w tym przypadku.

        Mit tego samego pokroju, jak np. "każda kobieta wygląda dobrze w czerwonej szmince" (w którymś z jej odcieni). Nawet taka z malutkimi usteczkami, opadającymi kącikami ust, głęboką bruzdą nosowo-wargową i genetycznymi cieniami pod oczami? Nie sądzę.

        Wszystkie wskazane przez Pierwszą Literę przykłady to kobiety ładne lub piękne. Całkiem dużo prawdy jest w tym, że "ładnemu we wszystkim ładnie" . U ładnych ludzi błędy kolorystyczne nie rzucają się w oczy tak bardzo, jak w przypadku tych, którzy mają np. wielkie, krzywe nosy, blizny potrądzikowe niedające się ukryc pod makijażem, wspomniane dziedziczne cienie pod oczami, zapadnięte powieki, malutkie oczy itp. Dobrze dobrany kolor w przypadku tych mniej urodziwych może zdziałac cuda, ale także ten źle dobrany może za to zrobic "masakrę" z twarzą.

        Nieprawda, że każda kobieta może znalesc "swój" odcień beżu/nude. Tak samo nie każdemu pasuje czerń (kolejny mit, że w czarnym to każdy dobrze wygląda) czy czerwona szminka.
    • teresa104 Moim zdaniem NIE farbować 22.06.14, 19:55
      Sama nie bardzo lubię się z beżami, niektóre nie tyle podbijają niedoskonałości cery, one je tworzą, gasnę, ginę, nagle mam okrutne cienie pod oczami, wokół ust żółtą maskę, zielone skronie. Ale.
      1. Beże są bardzo modne w tym sezonie, jeśli ta koszulka jest jedwabna, to jest na tyle szlachetna, że sama się obroni.
      2. Wystarczy nieco biżu, w moim przypadku naprawdę cienki naszyjnik w konkretnym kolorze i oczy ożywają, cera wygląda lepiej.
      Dlatego z całkowitą premedytacją kupiłam niedawno taki cielisty sweterek i noszę (raz koleżanka, z którą umówiłam się w mieście, powiedziała mi, że myślała, widząc mnie z daleka, że jestem goła do pasa), najlepiej w dzień, gdy niewiele mogę zarzucić swojej skórze, nieco letniego odcienia skóry też ratuje sprawę, zimą ten kolor na pewno będzie dla mnie nie do założenia.
      Dlatego noś, ciesz się, nie niszcz.
      • kasica_k Re: Moim zdaniem NIE farbować 25.06.14, 00:55
        teresa104 napisała:

        > Sama nie bardzo lubię się z beżami, niektóre nie tyle podbijają niedoskonałości
        > cery, one je tworzą, gasnę, ginę, nagle mam okrutne cienie pod oczami, wokół u
        > st żółtą maskę, zielone skronie.

        To samo - beże podbijają niedoskonałości oraz robią ze mnie monolit, jeśli nie skontrastuję ich niczym. Nie zgadzam się z tezą, że każdej kobiecie jest dobrze w kolorach cielistych. Noszę takie kolory, ale jako tło dla wzorów, kontrastowych lamówek, dodatków. Mam bladoróżową sukienkę - gdyby nie czarne lamówki wokół dekoltu i rękawów, nie zwróciłabym na nią w ogóle uwagi. W zestawieniu z czarnym jest rzeczywiście twarzowa, stylowa i elegancka, bez tego robiłaby ze mnie świnkę :) To w ogóle fascynujące, jak kilka cienkich pasków innego koloru może przeobrazić całe ubranie.

        W omawianym przypadku jednak też bałabym się farbować. Nigdy nie wiadomo, co wyjdzie. Poszłabym w dodatki, biżuterię. A najpewniej jednak nie kupiłabym takiej, choć obiektywnie jest bardzo ładna.
        • pierwszalitera Re: Moim zdaniem NIE farbować 25.06.14, 11:18
          kasica_k napisała:

          > To samo - beże podbijają niedoskonałości oraz robią ze mnie monolit, jeśli nie
          > skontrastuję ich niczym. Nie zgadzam się z tezą, że każdej kobiecie jest dobrze
          > w kolorach cielistych. Noszę takie kolory, ale jako tło dla wzorów, kontrastow
          > ych lamówek, dodatków. Mam bladoróżową sukienkę - gdyby nie czarne lamówki wokó
          > ł dekoltu i rękawów, nie zwróciłabym na nią w ogóle uwagi. W zestawieniu z czar
          > nym jest rzeczywiście twarzowa, stylowa i elegancka, bez tego robiłaby ze mnie
          > świnkę :)

          To sprawa percepcji oraz pewnie też gustu. Ja nie mam nic przeciwko monolitom, bo nie jestem zdania, że kolor własnej skóry wymaga ukrycia. To co dla niektórych jest "świnką", dla mnie jest więc stylowym podkreśleniem urody. Nie potrafię z kolei zrozumieć sympatii dla krzykliwych wzorków przytłaczających twarz, to dla mnie estetyczne nieporozumienie. Kontrast beżu, czy innego nude z czarnym uważam jednak za ładny, to klasyczny zestaw i pasuje zawsze.
          • kasica_k Re: Moim zdaniem NIE farbować 25.06.14, 20:22
            pierwszalitera napisała:
            >
            > To sprawa percepcji oraz pewnie też gustu. Ja nie mam nic przeciwko monolitom,
            > bo nie jestem zdania, że kolor własnej skóry wymaga ukrycia. To co dla niektór
            > ych jest "świnką", dla mnie jest więc stylowym podkreśleniem urody.

            Koloru własnej skóry raczej ukryć się nie da :) Natomiast przyobleczenie się od stóp do głów w kolor własnej skóry chyba rzadko jest dobrym pomysłem. Ubranie zlewające się ze skórą nie wygląda moim zdaniem dobrze. Beże stosuję w takich częściach garderoby jak spodnie, zaakceptowałabym w dodatkach, albo na płaszczu czy kardiganie, czyli właśnie w miejscach, gdzie są odgraniczone od gołej skóry. Albo, jak już wspomniałam, gdy ciuch wykończony jest lamówką innej barwy.

            > Nie potraf
            > ię z kolei zrozumieć sympatii dla krzykliwych wzorków przytłaczających twarz, t
            > o dla mnie estetyczne nieporozumienie. Kontrast beżu, czy innego nude z czarnym
            > uważam jednak za ładny, to klasyczny zestaw i pasuje zawsze.

            Bardzo lubię wzory, kocham się w kontrastach i uważam przekonanie o tym, że muszą przytłaczać, za nieporozumienie. Są różne typy urody i dany wzór, który na jednej osobie może wyglądać przytłaczająco, na innej będzie się świetnie komponował.
            • maggianna Re: Moim zdaniem NIE farbować 25.06.14, 21:55
              Zgadzam sie z Kasica. Beżowe/nude spodnie ok, nawet beżowy płaszcz (z intensywnie kolorowym szalikiem) wyglada na mnie akceptowalnie ale w samych beżach na gorze wygladalabym jak chora a na pewno nie byłoby to stylowe podkreślenie urody. Pare razy usiłowałam nosić takie ubrania i za kazdym razem zatroskane towarzystwo pytalo sie czy dobrze sie czuje bo wyglądam na chorą :-)
              Za to krzykliwe i intensywne kolory swietnie podkreślają moja urodę, wszystko zależy pd koloru skory, włosów i typu karnacji.
              • kasica_k Re: Moim zdaniem NIE farbować 26.06.14, 01:19
                maggianna napisała:

                > Zgadzam sie z Kasica. Beżowe/nude spodnie ok,

                Nawet powiedziałabym, że beż wyjątkowo dobrze nadaje się na spodnie. Zawsze staram się mieć jakieś beżowe spodnie :) Ale buty już mi się nie podobają. Nigdy nie przekonałam się do trendu na buty nude/beżowe.
                • teresa104 Buty nud(n)e 26.06.14, 05:55
                  A ja się przekonałam pewnego razu. Pamiętasz może mój płaszcz mandaryna / Kościuszki? Żeby mu nie robić konkurencji i generalnie nie narobić pstrokacizny, zastosowałam do niego nogi w kolorze gołym + blade buty (akurat jasnoszare, bardzo jasno, beżowych w jeden dzień nie udało mi się znaleźć). I to był ten jeden przypadek, kiedy wypluwałam wszystkie słowa złe o beżowych butach.
                    • teresa104 Re: Buty nud(n)e 26.06.14, 12:07
                      Takie:
                      pl.ecco.com/pl-pl/collection/ladies/heels/sculptured+75-242683-01163?data=ladies/heels
                      Ale szukałam beżyku, warunek miałam jeden: żeby nie wyglądały jak plastikowe nogi manekina. Się nie udało.
                      • kis-moho Re: Buty nud(n)e 26.06.14, 12:21
                        Dla mnie to jest spełnienie marzeń osoby, która nosi obcasy raz czy dwa razy na rok. Mam jedną parę butów, które pasują do wielu bardzo różnych rzeczy, i nie zajmują miejsca w szafie. Poza tym łudzę się, że nieco wydłużają mi nogi ;o) Były też świetnym wyjściem na ślub, nie miałam ochoty na białe koszmarki - normalnie wyglądające białe buty to prawdziwy jednorożec. Przez tą uniwersalność moim zdaniem biją na głowę czarne czy kolorowe (poza może szarymi).
                      • kasica_k Re: Buty nud(n)e 26.06.14, 15:34
                        But ładny. Niestety, jak większość Ecco ostatnio, nie na mnie. Mierzyłam z tego albo b.podobnego modelu inny kolor i wpijały mi się tą krawędzią w wierzch stopy w sposób uniemożliwiający zrobienie 2 kroków. To teraz wiem, że odpowiedź na pytanie "na kogo oni to robią" brzmi "na teresę104" :-)
                  • martvica Re: Buty nud(n)e 03.07.14, 11:01
                    Odnośnie nud(n)ych butów, które całe życie bojkotowałam - są teraz popularne takie różne sandałki z kwiatkami. Istnieje spora szansa że będę potrzebowała bardzo niskobudżetowych sandałków na luźne wesele w weekend. A takie nudne kwiatkowe buty w bardzo przyjaznej cenie mi się rzuciły w oczy jakiś czas temu, chociaż myślałam że może by się je dało przefarbować na jakikolwiek kolor :P
                    Czy coś takiego by pasowało do kolorowych kwiecisto-wzorzystych sukienek w stylu takim, takim albo takim? Niby mam fioletowe szpilki, ale wszyscy w trójkę zdajemy sobie sprawę że to fikcja i nie wytrzymamy ze sobą dłużej niż pięć minut.
                    • martvica Re: Buty nud(n)e 08.07.14, 15:28
                      Kupiłam sobie takie coś:
                      https://www.ibuty.com.pl/userdata/gfx/62744ee61b75b1bd4162166765dd5778.jpg
                      a kwadrans później w innym sklepiku drugie, też z kwiatkami, ale w kolorze mniej więcej morskim, w których poszłam na wesele. I te beżowe, przy całej mojej niespecjalnej sympatii do beżów, zaczynają mi się nawet podobać :) Gdybym wiedziała, że dorwę zielone, to w życiu bym tych beżowych nie kupiła, ewentualnie czarne (też były), ale jak się głębiej zastanowiłam to chyba tymi dwiema parami obskoczę wszystkie możliwe ciuchy, bo jak jedne nie pasują, to drugie ujdą.
                      • teresa104 Re: Buty nud(n)e 08.07.14, 15:42
                        Jak dla mnie to mają po sześć kwiatków za dużo:) Raz kupiłam sobie podobne z kryształem jakimś i ostatecznie wyszło mi, że wolę chodzić z dziurą po krysztale. Ale fajnie, że Ci pasują. Jak jest się w miarę konsekwentnym w zakupach, to nagle okazuje się, że wiele rzeczy do siebie pasuje i da się połączyć. Nie da się jednak ukryć, że to zjawisko widać najlepiej przy dużej ilości odzieży.
                        • martvica Re: Buty nud(n)e 09.07.14, 21:29
                          Jestem w lekkim szoku, bo nie lubię różnych faflunów na butach, a tu kupiłam dwie pary z kwiatkami w ciągu godziny. Zupełnie nie wiem jak to się właściwie stało. Wymyśliłam te beżowe z kwiatkami, bo beżowe gładkie by chyba były za nudne, a zielone kupiłam ze względu na kolor, a nie kwiatki.

                          Ciuchów mam przerażającą ilość i nie zawsze mi się udaje z nich skomponować zestaw, czasem czekają rok albo dwa na partnera idealnego. Ale z tymi butami mi jakoś wyszło, no nie jestem w stanie teraz wymyślić nic, co nie będzie pasowało do żadnych :)
                • pierwszalitera Re: Moim zdaniem NIE farbować 26.06.14, 10:14
                  kasica_k napisała:

                  > Nawet powiedziałabym, że beż wyjątkowo dobrze nadaje się na spodnie.

                  Na jędrnej pupie tak. Spodnie w beżu (białe zresztą też) są bowiem niemiłosierne dla cellulitu. Widać każde wgłębienie. Przyjrzyj się kiedyś kobietom tak ubranym na ulicy.
                  • kasica_k Re: Moim zdaniem NIE farbować 26.06.14, 11:28
                    To prawda, dlatego jasne portki warto nosić trochę luźniejsze :)

                    A właśnie, jest jeszcze jedno zastosowanie beżu, zdaje się ostatnio szalenie modne, które do mnie nie trafia - beżowe legginsy. No chyba że na naprawdę wybitnych nogach :)
            • pierwszalitera Re: Moim zdaniem NIE farbować 25.06.14, 22:32
              kasica_k napisała:

              Natomiast przyobleczenie się od
              > stóp do głów w kolor własnej skóry chyba rzadko jest dobrym pomysłem. Ubranie
              > zlewające się ze skórą nie wygląda moim zdaniem dobrze.

              Tu się zdecydowanie nie zgodzę:

              https://grafika.redakcja.pl/Kobieta.obiekt2.aspx/380/0/Kobieta/ab95a750-6ef1-4bb8-8a53-ead2744d8ce3_20090526085808_Angelina-jolie-cannes-2009.jpghttps://imalbum.aufeminin.com/album/D20110209/745366_YTVHI5I8HTWSQCPSS8T2DK5I7WMSG5_nude-22_H163112_L.jpg https://cdn3.photos.erdbeerlounge.de/images/cms/article/1/1/8/11877/AICS/fs/210/290/Nicole-Kidman-im-weissen-Abendkleid-auf-der-Oscar-Verleihung_11877.jpg

              > Bardzo lubię wzory, kocham się w kontrastach i uważam przekonanie o tym, że mus
              > zą przytłaczać, za nieporozumienie.

              Tak, jeżeli ma się do tego wyczucie. Wzory są bardzo trudne do kombinowania i szybko wygląda się koszmarnie zamiast ładnie. Ale teoretycznie można nosić wszystko, co się chce i nie przejmować się opinią innych.
                • pierwszalitera Re: Moim zdaniem NIE farbować 26.06.14, 10:27
                  kasica_k napisała:

                  > Ja też się nie zgodzę :) No żadna mnie nie zachwyca. Rozumiem, że to może się p
                  > odobać, skoro gwiazdy się tak masowo w te nudziarze przyoblekają, ale mnie się
                  > nie podoba.

                  Mnie się bardzo podoba. O gustach nie ma co dyskutować, ale zanim się coś przekreśli ze względu na małą popularność na rodzimej ulicy, warto spróbować. Zresztą jestem zdania, że to nie sprawa koloru, a jakości tkanin, beż wymaga pewnej klasy, inaczej wygląda jak ścierka do mycia naczyń, a o jakość to często w sklepach trudno. Jakiś tam czarny, czy fioletowy na taniej chińskiej bawełnie wygląda faktycznie nieco lepiej. Niestety, pomiędzy tanimi ścierkami, a ubraniami wysokiej jakości w astronomicznych cenach, nie ma często wielkiego wyboru, więc bierze się tanią czerń, czerń się zawsze obroni. ;-)
                  • kasica_k Re: Moim zdaniem NIE farbować 26.06.14, 11:22
                    Bo ja wiem, słaba jakość w każdym kolorze wygląda źle. Nawet zwłaszcza w czarnym, białym. No ale może nie każdy to widzi, dlatego tzw. młodzi projektanci tak często sięgają po materiały czarne i szare. Zawsze można udawać, że czarno-bura szmata dlatego wygląda jak szmata, że taki był zamysł artysty :) Od przekreślania czegokolwiek jestem daleka, nawet wczoraj widziałam beżową bluzkę, która mi się podobała. Ale miała błyszczącą wstawkę. Po prostu dla mnie ten kolor domaga się jakiegoś ożywienia. Podobny stosunek mam do bieli.
        • kis-moho Re: Moim zdaniem NIE farbować 25.06.14, 13:17
          > To samo - beże podbijają niedoskonałości oraz robią ze mnie monolit, jeśli nie
          > skontrastuję ich niczym.

          A mi się wydaje, że cała ta dyskusja jest mało konkretna, bo beż beżowi nierówny. Są beże z domieszką szarości, żółtawe, różowawe, i nawet delikatna zmiana w stronę jednego z tych odcieni daje dramatyczne efekty. Nie do końca też jestem przekonana rozróżnieniem na blondynki i brunetki, wydaje mi się, że decydująca jest skóra - czy jest różowawa, czerwieni się, albo jest w niej sporo żółtego. Jednym słowem, nie skreślałabym beżyków tak od razu, bo bywają fajne, trzeba sobie za to dobrze dobrać odcień. Ale stwierdzenie, że beżyki są eleganckie i każdemu pasują to też nieprawda, bo źle dobranymi chyba najłatwiej jest z siebie zrobić kilkudniowego trupa z żółtaczką. To chyba trochę jak z cielistymi lakierami do paznokci, niektóre są piękne, a w innych skórki robią się czerwone, albo paznokcie niebieskie.
          • kasica_k Re: Moim zdaniem NIE farbować 25.06.14, 20:30
            kis-moho napisała:
            > Jednym słowem, nie skreślałabym beżyków tak od razu, bo bywają fajne, trzeba so
            > bie za to dobrze dobrać odcień. Ale stwierdzenie, że beżyki są eleganckie i każ
            > demu pasują to też nieprawda, bo źle dobranymi chyba najłatwiej jest z siebie z
            > robić kilkudniowego trupa z żółtaczką. To chyba trochę jak z cielistymi lakiera
            > mi do paznokci, niektóre są piękne, a w innych skórki robią się czerwone, albo
            > paznokcie niebieskie.

            Pełna zgoda co do paznokci - tutaj po prostu trzeba starannie dobrać odcień, i można wyglądać świetnie. Ubiór jednak to trochę inna para kaloszy i znacznie większa powierzchnia :) Raczej nie wyobrażam sobie siebie w beżowym total looku i to bez względu na odcień, podczas gdy paznokcie nude nawet ze 3 razy w życiu miałam ;) Najmniej twarzowe są bluzki - w beżowych/bladoróżowych wyglądam, jakbym zapomniała włożyć ubranie. Dużo lepiej jest, gdy się cieliste tło ożywi jakimś wzorem, choćby np. białymi groszkami czy innym delikatnym rzucikiem.
              • kasica_k Re: Moim zdaniem NIE farbować 26.06.14, 01:32
                No właśnie. To samo mam zresztą z kolorem białym, bladym różem i w ogóle wszystkimi jasnymi pastelami - całościowy strój w takim kolorze niczym nie skontrastowany to dla mnie murowane skojarzenie z koszulą nocną :) Np. lubię firmę byInsomnia i ich sukienkę Megan, ale w takim kolorze nie wyszłabym na ulicę: static.shoplo.com/7935/products/th1024/aaac/3106-megan-roz-modelka3.jpg - to znaczy, może z jakimiś mocnymi dodatkami tak (zwykle podoba mi się zestawienie pasteli z czernią), ale jeśli jakaś rzecz nadaje się do noszenia tylko z dodatkami, to wolę kupić co innego :)
          • teresa104 Prawda z tymi beżami 25.06.14, 20:53
            Ale na przykład takiemu osobnikowi jak ja, któremu pastele nie służą, łatwiej jest beż całkiem skreślić, niż wdawać się w studia nad odcieniem beżu i domyślanie się, w dziwacznym oświetleniu sklepu i przymierzalni, jaki ten beż jest naprawdę.
            Jak pisałam jednak wyżej, na beż się nie obrażam, mogę beż teraz założyć.
    • martvica Re: Niezmiernie ważny problem kolorystyczny 24.06.14, 10:58
      Po rozważeniu wszystkich za i przeciw jednak zadrżała mi ręka, boję się zepsuć ciuch :) Ale nadal nie mam pojęcia, do czego ją założyć. Pół mojej szafy jest czarna, pół fioletowa, a pozostałe pół w innych kolorach, jakieś róże, błękity, oliwki, kolorystycznie by się jeszcze coś od biedy znalazło, ale zostaje jeszcze faktura, ten gnieciuch będzie trudny do zestawienia, chyba po prostu będę musiała o nim pamiętać jak łażę po lumpeksach :)

      A z kolorystyką własną też mam problem - wyjściowo jestem chłodnym typem, niebieskie oczy, myszowate włosy podbite henną (odrosty mam srebrzyste, i to nawet ładnie wygląda na takich paru milimetrach, ale na całej długości byłaby totalna nijakość), cera jasna zimą, opalająca się latem, a ogólnie różowa - to kwestia naczynkowości chyba, mega łatwo się rumienię, przy temperaturze niższej niż +10 stopni mam czerwony nochal i wyglądam jak alkoholiczka. Moim ulubionym przytwarzowym kolorem na słoneczną część roku jest intensywny fiolet z domieszką różu, cera się robi promienna, oczy niebieszczeją jeszcze bardziej, a włosy intensywnieją.
      • teresa104 Re: Niezmiernie ważny problem kolorystyczny 24.06.14, 11:31
        Hm, właśnie w coraz mniej urokliwym mieście Hel kupiłam za 9,90 narzutkę

        https://fotoforum.gazeta.pl/photo/1/ta/jb/fdu3/IhDtghQig6Js0ytu1B.jpg

        która chyba by Ci podeszła. Kopsnij się do Helu, namiot BUTIK z różowymi żaglami, ul. Wiejska. Dużo sztuk było. Narzutka bardzo miła, żywy kolor (chyba żywszy, niż wyszedł na zdjęciu), cieniutka, delikatna jak bawełniana rajstopka dla dziecka, w sam raz, żeby się okryć w ciepły dzień, jeśli się nie lubi, a ja nie lubię, świecić golizną. Całkowicie probiuściasta, bo cały tors jest odkryty, jak by nie naciągać.
        • martvica Re: Niezmiernie ważny problem kolorystyczny 03.07.14, 10:50
          Hal mi ciut nie po drodze, ale farbnęłam sobie białą 'pomiętą' koszulę na podobny odcień. Muszę zrobić porządki w szafie, ogarnąć ten stos ubrań i poprzymierzać. Nie wiem jak to się dzieje, że szafa pęka w szwach, ale żeby znaleźć coś pasującego do jakiegoś elementu, to jest problem ;)
      • pierwszalitera Re: Niezmiernie ważny problem kolorystyczny 24.06.14, 22:31
        martvica napisała:

        > Po rozważeniu wszystkich za i przeciw jednak zadrżała mi ręka, boję się zepsuć
        > ciuch :) Ale nadal nie mam pojęcia, do czego ją założyć. Pół mojej szafy jest c
        > zarna, pół fioletowa, a pozostałe pół w innych kolorach, jakieś róże, błękity,
        > oliwki, kolorystycznie by się jeszcze coś od biedy znalazło, ale zostaje jeszcz
        > e faktura, ten gnieciuch będzie trudny do zestawienia, chyba po prostu będę mus
        > iała o nim pamiętać jak łażę po lumpeksach :)

        Noś z czarnym i fioletem, pasuje super. Ja często noszę kombinację chłodnych kolorów z ciepłymi, na przykład szary ze złotem, czerń z beżem albo niebieski z żółtem. Mieszanie różnych faktur to też żaden problem, gdy zostaniesz przy dwóch kolorach. Do takiej bluzeczki fajnie wyglądają rozpinane swetry, nawet takie grubawe. Można też zamotać kolorowy jedwabny szaliczek zamiast naszyjnika. Ja spróbowałbym tego kawowego beżu też z chłodnym błękitem, kobaltem, albo dżinsem, jeżeli w takich kolorach ci ładnie. Trochę jak tu:

        https://d34bv7qwnn87op.cloudfront.net/images/outfits/7019790/braun-und-blau_web.jpg https://dvuifktgrlu5d.cloudfront.net/images/outfits/10203617/blau-gold_web.jpg

        Z bladym błękitem też ujdzie, chociaż mnie się mniej podoba:

        https://de1.vmstatic.com/turnover-damen-strickjacke-1325220227-gr-38-m-blau-cardigan-blue-cement-307814894-0-150-04.jpg https://de1.vmstatic.com/only-damen-strickjacke-15083704-geenie-l-s-open-cardigan-knt-gr-34-xs-mehrfarbig-cloud-dancer-blue-bell-marina-312128678-0-150-04.jpg
        • martvica Re: Niezmiernie ważny problem kolorystyczny 03.07.14, 10:48
          Mam gdzieś asymetryczną czarną spódnicę z warstw półprzezroczystej szmatki, może ujdzie :) I gdzieś się pętała falbaniasta długa spódnica w kolorze morskim, z aksamitu i satyny, chociaż wtedy na dole się upiekę a na górze zamarznę ;)

          I dżins, jakoś nie wpadłam na dżins. Klasycznie mam koszulę z takiego cienkiego, nieklasycznie przedwieczna, mocno taliowana kurteczka po mamie właśnie farbuje się na fioletowo.

          To może nawet coś wymyślę. Dzięki, dziewczyny :)
      • martvica Re: Niezmiernie ważny problem kolorystyczny 03.07.14, 10:39
        Nie jest, w każdym razie wydaje mi się że nie jest ;) Wisiała wśród letnich koszulek i bluzek. Ma takie naleciałości bieliźniane, bo to taki styl, ale chyba jest normalną koszulką.
        Mam jeszcze problem z ramiączkami, jakbym ją machnęła na czarno to bym jej dała szerokie satynowe wstążki pod te falbaniaste ramiączka, żeby je poszerzyć i nie musieć nosić straplessa pod spód, jak zostanie beż to nie wiem czy mi się uda odpowiedni odcień dobrać :)

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka