chi-li
10.10.09, 18:06
Nadszedł czas (38 tydzień), kiedy jestem przekonana, że w ciąży będę już do
końca świata. Drugi raz w życiu dopada mnie to samo uczucie. Koszmar.
Codziennie muszę trochę powyć. Czuję się jak w pułapce. Jak zapędzona w kozi
róg. Wydaje mi się, że niemożliwym fizycznie jest, żeby taki duży klocek
wyszedł przez tak małą dziurkę. To tak jak wypychać fortepian przez lufcik.
Jak wcześniej czytałam tego typu posty, już wiedziałam co to znaczy, ale
modliłam się, żeby mnie dopadło jak najpóźniej. Ciężko mi jak piorun, dół
boli, nogi w żebrach, małe poddusza regularnie, spać się nie da normalnie, na
biodrach ciągły ucisk jakby ktoś zaczepił na nich sznurki z pełnymi wiadrami,
depilacja nóg to katorga, nic sobie nie widzę, ręce spuchnięte, skarpet
nasadzić nie mogę, grzybica przechodzi swój renesans, hemoroidy mimo że już
nie bolą - bezczelnie wyglądają na zewnątrz, porodu boję się jak ognia, mimo
że pierwszy był błyskawiczny i bez komplikacji... Nie dawałam się psychicznie
do tej pory, ale właśnie pękłam... Niech już ten mały Mieszkaniec mojego
brzucha zmieni miejsce pobytu...