zabcia35
29.12.09, 13:08
Mój smutek, zal i bezsilność zrozumieją te z Was dla których
obecność meza przy porodzie była czymś oczywistym.
To nasze pierwsze i ostatnie narodziny naszego dłuuuugo
wyczekiwanego dziecka po 2 latach starań, 4 poronieniach.
Od poczatku gdy zrodziła się mysl o dziecku wiedzieliśmy ze chcemy
być razem w tej waznej chwili.
Zbliza sie finał.
Tymczasem z powodu tej cholernej rozdmuchanej świnskej grypy we
wszystkich szpitalach u mnie w miescie nie ma z tego powodu ani
porodów z mezem, ani odwiedzin.
Myslałam sobie, ze przeczekam, zacisne nogi

do stycznia, kiedy
ucichnie wielkie halo z powodu grypy i wszystko wróci do normy.
Ale dziś dowiedziałam się w Narodowym Instytucie Zdrowia
Publicznego, ze te zakazy beda obowiazywac w Polcse do kwietnia 2010.
Tym samym radość oczekiwania na wielkie wspólne przezywanie narodzin
zamieniła się w stan depresyjny.
Juz dziś wiem, ze poznam smak baby bluesa,któregom się boję tak
bardzo jak porodu w samotności...
Chce mi się wyć z tego powodu, czasu nie cofnę, nie popedzę do
przodu.
Najgorszy czas na rodzenie dzieci z wielu powodów to ta cholerna
zima.
Zazdroszcze wszystkim z terminami porodów na wiosnę i lato

Tez
miałam nadzieje ze bede tą szcześliwą wybranka losu.
Moim najwiekszym szczesciem jest to ze w ogóle doczekalismy sie na
tą ciążę... No cóż, nie mozna miec wszystkiego