limes1
18.04.04, 14:11
Mam na myśli tych, którzy od razu lecą z pyskiem i gratulacjami, nie zważając
na swoje infekcje. Lecą cię obcałowywać, jakby to była najważniejsza rzecz
pod słońcem. Nie jestem niedotykalska, ale nie toleruję obśliniania przy
każdej okazji. Tymczasem mojej rodzinie i znajomym nie wytłumaczysz: z tego
powodu już w progu są awantury, bo ja się cofam i usiłuję coś powiedzieć, a
ktoś mnie łapie w objęcia, chociaż zasmarkany i z początkami grypy, i gęby
funduje. Już dwa razy załapałam jakąś infekcję, a jestem dopiero w 15.
tygodniu. Na szczęście obyło się bez leków, "pojechałam" na lekach babuni. Co
będzie dalej? A już najgorszy ojciec: po zakażeniu bakteryjnym, ledwo ze
szpitala wyszedł z tymi wszystkimi kulturami, nie wytrzymał, żeby mnie nie
wycałować. Kiedy usiłuję tłumaczyć, niby kiwają głowami, ale robią swoje.
Bardziej mnie to denerwuje, niż czyjeś durne uwagi. Macie podobny problem,
czy on dla was nie istnieje?