Ciąża to nie choroba...

16.02.11, 21:35
Tak się zastanawiam, ponieważ ciągle czytam posty krytykujące kobiety w ciąży, które domagają się swoich praw, a jak wiadomo wykreślono je z Ustawy o pomocy społecznej w 2004 jako uprzywilejowane. Teraz nawet w kolejce na badania czy w jadącym autobusie jest traktowana na równo ze zdrowym mężczyzną 25 letnim. Pamiętajmy, że w ciąży organizm kobiety ciężarnej przez 9 miesięcy wykonuje pracę taką, jaką wykonuje organizm alpinisty wspinającego się na Mount Everest.

A więc, zakładając, że kobieta nie jest w ciąży i człowiek ma następujące objawy:
nudności, wymioty, zawroty głowy, omdlenia, bóle podbrzusza, żylaki, opuchliznę łydek, rąk, kłopoty z poruszeniem się - czy taką osobę uznajemy za zdrową? Nie mówiąc o wynikach morfologii i ich totalnym bałaganie - co jest traktowane u ciężarnych jako norma.
Ja rozumiem, że są ciężarne, które nie odczuwają tych objawów, ale znaczna większość je ma.

Dlaczego kobieta, która np. wydała na świat kilkoro dzieci- obywateli pracujących na nasze emerytury, przemęczyła się całą ciąże, przeszła bolesny poród, poświęciła na wychowanie znaczną część swojego życia i będąc w kolejnej ciąży traktowana gorzej niż ktoś kto oddaje krew? Czy ona nie dała życia innym? Czy nie zasługuje na szacunek i przywileje?
Ja uważam, że takie osoby powinny być traktowane na równo i nie powinno się pozbawiać przywilejów takiej matce.


    • dmuchawcelatawce Re: Ciąża to nie choroba... 16.02.11, 21:41
      Zgadzam się. Denerwuje mnie też tekst o ciąży, która nie jest chorobą. To wymysł bezdzietnych pań i panów-osłów.
      • iwonagos Re: Ciąża to nie choroba... 16.02.11, 21:57
        Jestem w 3 ciąży. Pracuję, w każdej ciąży pracowałam. Jestem zdrowa, dobrze się czuję, uważam, że ciąża to nie chorobasmile A jeżeli któraś z pań źle się czuje, jej ciąża jest zagrożona, po prostu idzie na L4. Wtedy to zupełnie inna sprawa.
        • alawinx Re: Ciąża to nie choroba... 17.02.11, 12:45
          I ta Pani na L4 z ciążą wysokiego ryzyka , to nie musi już chodzić do lekarza i robić badań w ciąży?
        • anina-1 Re: Ciąża to nie choroba... 17.02.11, 13:35
          I dojeżdżałaś autobusem codziennie do pracy, kiedy nikt nie ma prawa ci ustąpić miejsca siedzącego? Trzymałaś się kiedyś siedzenia albo rurki z wielkim brzuchem jak kierowca mocniej przyhamował?
          • gazeta_mi_placi Re: Ciąża to nie choroba... 19.02.11, 18:12
            > I dojeżdżałaś autobusem codziennie do pracy, kiedy nikt nie ma prawa ci ustąpić
            > miejsca siedzącego?

            Pisze, że w ciąży czuła się dobrze, więc dlaczego miałaby nie móc w stanie przejechać autobusem do pracy? Zaś ciężarne źle czujące się w ciąży mogą skorzystać z L4 i w związku z tym nie musieć dojeżdżać do pracy.

            >albo rurki z wielkim brzuch
            > em

            W autobusie nie widziałam, ale tym ciężarnym trzymanie się rurki w niczym nie przeszkadza:

            lol24.com/wideo/taniec/taniec-na-rurze-w-ciazy-2770
    • jeza_bell Re: Ciąża to nie choroba... 17.02.11, 10:25
      anina-1 napisała:

      Dlaczego kobieta, która np. wydała na świat kilkoro dzieci- obywateli pracujący
      > ch na nasze emerytury, przemęczyła się całą ciąże, przeszła bolesny poród, pośw
      > ięciła na wychowanie znaczną część swojego życia i będąc w kolejnej ciąży trakt
      > owana gorzej niż ktoś kto oddaje krew?

      Głupoty pleciesz.
      Każda z nas rodzi dzieci DLA SIEBIE nie dla społeczeństwa i emerytur.

      Tak, zdrowa ciąża to nie choroba.
      Kilka minut po teście ciążowym u niektórych kobiet szybciej pojawia się L4 niż jakiekolwiek uciążliwe objawy.
      • alawinx Re: Ciąża to nie choroba... 17.02.11, 12:47
        jeza_bell napisała:

        > Tak, zdrowa ciąża to nie choroba.

        Zdrowa tak. A od tego czy zdrowa czy zagrożona jest lekarz a nie ty.
        Nawet jeśli jesteś w ciąży to nigdy nie wiesz jak ona się potoczy dalej.
        Ja też chodziłam córką do pracy do końca - tzn do 8 miesiąca aż mi wody płodowe odpłynęły.
        • iwonagos Re: Ciąża to nie choroba... 17.02.11, 13:01
          Ej, wyluzuj alawinx, o co ten krzyk?

          Ciąża to nie choroba. To fakt niepodważalny i nie ma o czym dyskutować. W jakim sensie niby to ma być choroba? To po co zachodziłaś w ciążę? Koniecznie chciałaś sobie pobyć chorą?

          Inną kwestią jest praktycznie brak jakichkolwiek przywilejów dla ciężarnych kobiet. To jakieś nieporozumienie. W poprzedniej ciąży w 8 miesiącu zachorowałam na zapalenie oskrzeli. W kolejce do lekarza rodzinnego z gorączką 40 st czekałam 3 godziny. Myślałam, że tam zejdę. Prosiłam ludzi, żeby mnie przepuścili, ale usłyszałam taką wiązankę, że odpuściłam. Wiele razy spotykały mnie przykrości w kolejkach w sklepach, na poczcie. Dla mnie to po prostu niewyobrażalne chamstwo ludzi. Dotyczy to przede wszystkim kobiet, bo to one robią najwięcej krzyku w takich sytuacjach.
          • alawinx Re: Ciąża to nie choroba... 19.02.11, 11:41
            Oczywiście, że nie choroba, Z tym się zgadzam. Tylko mi chodzi o ciąże wysokiego ryzyka. Leżałaś 5 miesięcy plackiem w łóżku z przerwą na cotygodniową wizytę lekarską i badania krwi?
            Ja leżałam i wiem jaki stres przeszłam i co przechodziłam gdy w kolejce do labolatorium dostałam skurcze.
        • jeza_bell Re: Ciąża to nie choroba... 17.02.11, 18:00
          alawinx napisała:


          > Nawet jeśli jesteś w ciąży to nigdy nie wiesz jak ona się potoczy dalej.

          Tak, dlatego koniecznie należy na początku udać się na zwolnienie lekarskie. Na wyrost, bo a nuż coś...
          https://emoty.blox.pl/resource/hahaha.gif
          • kobietka_29 Re: Ciąża to nie choroba... 18.02.11, 08:19
            jeza_bell, w tym punkcie przyznam Ci racje. U niektorych dosc szybko pojawia sie L4. Ale powtorze za inna forumowiczka- sa kobiety, ktore praktycznie od razu ida na zwolnienie, choc nie ma ku temu wskazan a sa tez i takie, ktore pracuja do konca ciazy. Mam nadzieje, ze ja bede nalezec do tej drugiej grupy. Wlasnie rozpoczelam prace i tym bardziej zalezy mi na tym, by pracowac tak dlugo, jak tylko sie da. W pracy czuje sie fatalnie, ale zagryzam zeby. Martwie sie jedynie o dziecko, bo jak dotad nie moglam utrzymac zadnej ciazy, a czesto boli mnie brzuch. Tym bardziej wkurzaja mnie kobiety, ktore wypraszaja lewe L4. Znam kobiete, ktora urodzila juz 5 dzieci- zaden porod nie trwal u niej dluzej niz 2 godziny. Zadnych komplikacji ani w ciazy ani w trakcie porodu. A od poczatku kazdej ciazy (praktycznie tak, jak piszesz, od pozytywnego testu) juz jest na zwolnieniu do czasu rozwiazania. Po porodzie oczywiscie nalezy jej sie macierzynski. Po macierzynskim, choc maz bezrobotny siedzi w domu, ona bierze wychowawczy. Po wychowawczym bierze pare dni opiekunczego. A po opiekunczym, choc juz w tym momencie jest od ponad roku na zwolnieniu, bierze jeszcze roczny urlop wypoczynkowy. Potem idzie na 2 tygodnie do pracy i gdy szefowa przedluza jej umowe, ta kobieta znow wrecza szefowej zaswiadczenie o kolejnej ciazy i L4. I tak to juz sie ciagnie od 4 lat. I w tym momencie nie zgodze sie tez ze stwierdzeniem, ze kobiety rodza dzieci dla spoleczenstwa i dla przyszlych rent. Czesto bywa, ze w rodzinach, ktore ciesza sie licznym potomstwem, chodzenie do pracy nie jest wcale czyms oczywistym. Wiem, ze nie zawsze tak jest. sama pochodze z rodziny wielodzietnej, w ktorej i ojciec i matka pracowali od mlodosci do renty i tym samym wpoili nam, ze chodzenie do pracy jest czyms oczywistym. Ale w dzisiejszych czasach taka oczywistosc jest coraz zadsza. Natomiast rodziny, ktore taki przyklad daja, zadko decyduja sie na wiecej niz 2 dzieci.
      • cheeringup Re: Ciąża to nie choroba... 18.02.11, 08:34
        jeza_bell, jeśli uważasz że rodzisz dziecko dla siebie to jesteś w dużym błędziesmile
        Dziecko niestety rodzi się dla innych, i to już nie tylko chodzi o emerytury czy PKB. Pomyśl w taki sposób, że ty te swoje dzieciątko wypieścisz, wychuchasz i wydmuchasz... wychowasz a ono i tak w pewnym momencie powie: "papa mama, zakochałam/em się, biorę ślub i radź sobie sama"smile Więc nie mów mi, że dziecko rodzisz dla siebie.... to bardzo egoistyczne podejście, w dodatku utopijne...
        • jeza_bell Re: Ciąża to nie choroba... 18.02.11, 10:44
          cheeringup napisała:

          jeśli uważasz że rodzisz dziecko dla siebie to jesteś w dużym błędzi
          > esmile

          Źle mnie zrozumiałaś.
          Dziecko przychodzi na świat z potrzeby wewnętrznej, z serca, z miłości rodziców etc. Dopiero potem powoli wypuszczasz je w świat kochając miłością rozsądną i ucząc po drodze życia. Taka jest kolej rzeczy.
          Natomiast oblekanie tego oczywistego faktu w "emerytury" i "społeczeństwo" zalatuje sloganami PRL i tyle.
    • alawinx Re: Ciąża to nie choroba... 17.02.11, 12:44
      Wiesz co, nie ma sensu na ten temat rozmawiać, bo większość Pań ciężarnych tutaj to chyba z urojoną ciążą albo takie które nigdy źle w ciąży się nie czuły.
      Swoją drogą założę się, że nawet jak sa w ciąży 5 minut w kolejce nie stoją tylko paję drą żeby je przepuścić.
      • marlena-78 Re: Ciąża to nie choroba... 17.02.11, 17:50
        Ja uważam, że nie ma sę co unosić bo mozna sobie krzywdę zrobić. Śmieszą mnie tylko "Matki-Polki" co to pracują do samego porodu, tuż po porodzie wracają do pracy bo są "uczciwe" (ale nie wobec siebie i swojego dziecka). Matki-Polki, które stoją w kolejce do lekarza kilka godzin i trzeba je za to podziwiać itd. Ale po co narażać siebie i przede szystkim dziecko. Wiem, że wywołam burzę ale to jest moje zdanie i mam prawo je mieć.
        • iwonagos Re: marlena78 17.02.11, 18:43
          No właśnie. Każdy ma swoje zdanie. Mnie natomiast śmieszą takie kizie-mizie, które tuż po zrobieniu testu idą na L4. A jeszcze bardziej śmieszą mnie te, które są na tyle głupie, że siedzą w domu dopóki nie odchowają dziecka (tak z 10 lat najlepiej...). Z reguły owym kiziom tak się za przeproszeniem d.pa rozleniwia, że jak już jedno dziecię mają odchowane, rodzą następne. I tak oto owe kizie-mizie śmieją się z Matek-Polek, które wracają do pracy i pracują na swoją EMERYTURĘ.
          Reasumując - której z powyższych pań będzie bardziej śmiesznie w wieku emerytalnym?wink Kizi - mizi, czy Matce - Polce?
          I moja droga, mnie jako Matkę - Polkę pracującą w ciąży i wracającą po macierzyńskim do pracy po prostu stać na to, żebym nie musiała stać w kolejkach kilka godzinwink Nie muszę też czekać, aż mój małżonek na mnie zarobi, albo rodzic się zlitujewink

          Tak więc, śmiej się ze mnie, w ogóle mi to nie przeszkadzawink A jeżeli ma Ci to jeszcze poprawić humor....wink
          • alawinx Re: marlena78 19.02.11, 11:36
            Marlena ale ty nigdy tak naprawdę nie wiesz, czy ta "kizia mizia" poszła na zwolnienie bo miała taki kaprys czy dla tego, że wysłał ją lekarz bo np. dwie ciąże już straciła.
            Wcześniej już pisałam, chciałam na siłę chodzić pierwszą ciążą do pracy to urodziłam w ósmym miesiącu - moje dziecko ma z płucami problemy do teraz.
            W drugiej ciąży chodziłam do czasu aż wylądowałam w szpitalu w czwartym miesiącu i leżałam plackiem do końca 36 tygodnia. Musiałam często chodzić na badania i nikt nigdy nie przepuścił mnie bez kolejki, ale i ja się o to nie prosiłam. Raz gdy chciałam chleb kupić w sklepie(bo mąż był w szpitalu) bez kolejki a brzuch miałam naprawdę wielki usłyszałam niezły ochrzan od pewnego pana.
            Teraz jestem w 9-tym tygodniu i nadal chodzę do pracy,, chociaż wiem że być może nie będę miała już gdzie wrócić, bo nie wiadomo czy firma będzie istniała.
            Pozabierano mi wszystkie zaplanowane urlopy - nawet te, na których miałam się udać do lekarza, ponieważ kierowniczka stwierdziła, że jak pójdę na macierzyński to będę miała wolne wtedy. Powiedziała mi żebym się nie ważyła do końca lipca iść na zwolnienie bo ona chce pojechać na wakacje. Miałam zaplanowany urlop przed wielkanocą - nie mogę iść. Miałam zaplanowany urlop na wyjazd do alergologa i endokrynologa i nie mogę go wziąć. I teraz ja naprawdę zastanawiam się czy w takiej sytuacji nie pójść na zwolnienie. A naprawdę wolę chodzić do pracy, jak się trochę rozruszam, czuję się lepiej i zawsze jestem między ludźmi.
            • cheeringup Re: marlena78 19.02.11, 18:51
              współczuję... ja chyba byłabym już na zwolnieniu. Chociaż ze względu na wczesną ciążę bym pewnie nie mówiła. Moim zdaniem, jeśli pracodawca jest wobez nas ok to nasza przyzwoitość wymaga od nas tego samego, ale jeśli pracodawca nas traktuje tak jak Ciebie to trzeba myśleć o sobie.... taki lajf.
      • aneta79_1979 Każdy ocenia w/g siebie więc.... 18.02.11, 08:14
        alawinx napisałasmirkwoją drogą założę się, że nawet jak sa w ciąży 5 minut w kolejce nie stoją tyl
        > ko paję drą żeby je przepuścić.

        chyba Ty tą japę tak darłaś stojąc w kolejcewink ja jestem na l-4 od 5 tyg-ZALECENIE LEKARZA-pracuję w szpitalu gdzie jestem narażona na wiele szkodliwych czynników i do tego straciłam już ciążę-Chcesz być baba-herod to bądź ale nie narzucaj swojej woli innym!!! Pozdrawiam
        • alawinx Re: Każdy ocenia w/g siebie więc.... 19.02.11, 11:23
          A ty wiesz o co mi wogóle chodziło?
          • aneta79_1979 nie, nie wiem, 21.02.11, 10:47
            musisz mi to wytłumaczyć!!!
    • aleksandra1357 Re: Ciąża to nie choroba... 17.02.11, 19:40
      Ciąża to nie choroba, ale będąc w zdrowej, niezagrożonej ciąży czułam się jak ciężko chora. Nie mogłam oddychać, stać, chodzić, spać, miałam zgagę, mdłości, bóle wszystkiego. To nie jest choroba, ale objawy są łudząco podobne do chorobowych.
      A matka, która idzie po macierzyńskim do pracy, choć nie musi, to nie jest matka. I niech się tak nie nazywa.
      Ile jadu na tym forum. Najlepiej spotkajcie się i pozabijajcie.
      • martabg Re: Ciąża to nie choroba... 17.02.11, 20:29
        A matka, która idzie po macierzyńskim do pracy, choć nie musi, to nie jest matka

        Rany... Ile jadu na tym forum.
        • nancy_callahan Re: Ciąża to nie choroba... 17.02.11, 21:37
          te dyskusje są takie urocze...
          Jak zwykle przewijają się sakramentalne "ciąża nie choroba" i "jad na forum".
          Zaczynam poważnie przypuszczać, że niebawem zostanie ukuta teoria o powstawaniu w organizmie kobiety w ciąży jakiegoś tajemniczego jadu znajdującego swe ujście li tylko na forach internetowychsmile
          ******************
          Twój biust nawet o tym nie śnił...
      • iwonagos Re: Ciąża to nie choroba... 17.02.11, 21:40
        A matka, która idzie po macierzyńskim do pracy, choć nie musi, to nie jest matka. I niech się tak nie nazywa.
        he[/b]hehe. sweetwink

        Ni[b]e mogłam oddychać, stać, chodzić, spać, miałam zgagę, mdłości, b
        > óle wszystkiego. To nie jest choroba, ale objawy są łudząco podobne do chorobow
        > ych.

        Nie zachodź więcej w ciążę, bo umrzesz kobito!
        • aleksandra1357 Re: Ciąża to nie choroba... 17.02.11, 22:26
          Iwona, poczekaj do 9 miesiąca, zobaczysz, jak się będziesz czuła. Mi siadło spojenie łonowe - to się zdarza w ciąży, a nie oznacza choroby, tyle że każdy ruch sprawia potworny ból.
          • iwonagos Re: Ciąża to nie choroba... 17.02.11, 23:04
            Jak się czuje kobieta w 9 miesiącu ciąży to ja doskonale wiem. Jestem w 3 ciążysmile Dlatego twierdzę, że ciąża to nie choroba. Gdybym tak uważała, nie decydowałabym się na dziecismile
            • iwonagos Re: Ciąża to nie choroba... 17.02.11, 23:31
              A, i nie będę się udzielała w wątku, bo NIE JESTEM MATKĄwink
              Po pierwszym i drugim macierzyńskim wróciłam do pracy i po 3 macierzyńskim też mam zamiarwink
              • aleksandra1357 Re: Ciąża to nie choroba... 18.02.11, 00:36
                To już przynajmniej wiem, czemu masz trójkę dzieci. Jak z nimi nie przebywasz, tylko oddajesz na przechowanie komu innemu, to można sobie urodzić nawet dziesiątkę.
                PS. Ja też byłam 3 razy w ciąży.
                • cheeringup Re: Ciąża to nie choroba... 18.02.11, 08:19
                  Iwona, przyłączam sięwink ja też nie będe matką, bo wracam do pracy po macierzyńskim... biedne to moje dziecko... ciekawe tylko skąd bym wzięła na pieluchy jakby nie pracowała....
                  aż mi brak słów na takie komentarze, typu "wyrodna matka ta co pracuje"... żal się kobiet robi.
                  • kobietka_29 Re: Ciąża to nie choroba... 18.02.11, 08:43
                    A ja nie musze pracowac ani na pieluchy ani na "maselko i chlebek" (jak to mawia moja mama). Obydwoje z mezem mamy dobre wyksztalcenie. On pracuje jako inzynier i zarabia wiecej sam niz moja siostra i jej maz razem, lacznie z zasilkiem rodzinnym na dwojke dzieci. Ale jestem taka glupia, ze nawet pomimo ponad 60 odmownych podaniach i poltora roku walki o prace, wreszcie ja znalazlam i nie zamierzam z niej zrezygnowac. Juz slyszalam na forum, ze jestem oszustka, bo wiedzac jeden dzien o ciazy, jednak nastepnego dnia podpisalam umowe o prace. Ale jakoze jestem glupia, zamierzam pracowac do konca. I taka wredna jestem, ze po macierzynskim tez chce wrocic szybko do pracy. I mam nadzieje, ze moj pracodawa bedzie mnie jeszcze wowczas chcial widziec w pracy i ze dostane wogole miejsce w zlobku.
                    Nie mam nic przeciwko ciezarnym na L4, o ile na prawde sa do tego wskazania. Ale wiem, ze sa i znam takie przyklady kobiet, ktore wykorzystuja prawo i pracodawcow. Wiem tez, ze jako rodzic, jestem zobowiazana byc mojemu dziecku dobrym przykladem. I choc moze to kogos zaboli, poswiecanie sie "dla dziecka" poprzez siedzenie w domu czasem nawet kilka lat, dopoki dziecko nie odrosnie, wcale nie uwazam za dobry przyklad. Pozatym mysle, ze kazdy pracuje dla siebie. Mi praca, choc finansowo nie jestem na nia zdana, daje komfort psychiczny- wiem, ze jestem niezalezna i ze robie cos dla wlasnej przyszlosci. Nie musze sie martwic, z czego bede zyc, gdy moze mezowi za kilka lat zmieni sie wizja zwiazku i postanowi sie rozstac. Nie musze sie martwic, co bedzie, gdy sie zestarzeje i zostane sama bez srodkow materialnych, bo wdowich rent juz panstwo nie bedzie placilo a moje dzieci beda mialy wlasne problemy. I takie podejscie nie ma absolutnie nic wspolnego z tym, czy ktos sie w ciazy dobrze czuje czy nie. Raczej z wychowaniem i przykladem wyniesionym z domu rodzinnego.
                    • cheeringup Re: Ciąża to nie choroba... 18.02.11, 09:03
                      kobietka_29 popieram w pełnismile ja jeszcze myślę, żeby podyplomówkę robić jak się małe urodziwink ale zobaczymy jak to będzie...
                      gdybym się uparła, to pewnie wyżylibyśmy z pensji mojego męża i byłoby ok. Ale ja chcę pracować, to mi daje jak powiedziałaś pewne poczucie niezależności. Nie lubię nikogo prosić o kasę na sukienkę czy krem do rąk, i nie chodzi tu o to, że mój mąż to sknera .... po prostu lubię mieć swoje pieniądze i już.
                      Ja na razie pracuję, ale ja się czuję bardzo dobrze, oprócz senności która mi już też trochę przechodzi. Nie mam zamiaru iść na L4, chyba że będę musiała... co ja bym robiła w domu sama?? chyba bym oszalała!!
                      Dziecko na pewno nie straci na tym, że mama idzie do pracy. Moim zdaniem nie liczy się ilość a jakość. Co z tego, że będę siedziała z dzieckiem do momentu aż pójdzie do szkoły jak mu przez cały czas będę puszczała teletubisie albo inne super rozrywki tylko po to, żeby nie zawracało mi głowy?? mam być sfrustrowaną mamą co siedzi w domu i tylko pierze, sprząta itd. Nie wierzę też w to, że mężczyzna doceni to późnij...choćby złoty był i kochany i super-extra... to i tak będzie myślał, że kobieta siedzi w domu i nic nie robi. To oczywiście powiedziałam w uproszczeniu...
                      Pamiętajmy, że każda kobieta ma ambicje i one mogą się różnić. Jednych ambicja jest taka, żeby ich dzieci miały prasowane pieluchy a innych taka, żeby mogły się również spełnić zawodowo... ale mówienie, że mamy które wracają do pracy po macierzyńskim to nie-mamy jest daleko posunięte i bardzo krzywdzące, wręcz jestem oburzona.
                    • m.b.g Abstrahując 18.02.11, 15:17
                      Wiesz, że "u nas w DE" umowy nie są automatycznie przedłużane do dnia porodu?
                      Tak się pożegnałam z poprzednią pracą, umowa poprostu wygasła...
                      • kobietka_29 Re: Abstrahując 20.02.11, 10:42
                        O matko boska! Nie wiedzialam. To po co ja zachodzilam w ciaze? Myslalam, ze w ten sposob bede mogla posiedziec sobie kilka lat na macierzynskim i wychowawczym, pobierajac pelna pensje i niepracujac... No w morde jeza.
                • iwonagos Re: aleksanda1357 18.02.11, 15:13
                  Łoj, ale mi dowaliłaś, chyba siknęwink
                  Tak, oddaję na przechowanie. Właściwie to podrzucam jak kukułkawink
                  Tak, trafiłaś w 10wink Własnie mam taki zamiar.

                  Pracuję, bo lubię i chcęwink Po to skończyłam studia i aktualnie jestem w trakcie 3 podyplomówki. Tak, podrzucam swe biedne dzieci ludziom i jadę co dwa tygodnie na zajęcia do miasta oddalonego o 100 km. Straaaaszne, no niewink?
                  Na pewno takiej Afgance jak TY trudno sobie wyobrazić, że kobieta w dzisiejszych czasach zdobywa wykształcenie, dobrą pracę, dobrze zarabia, wychowuje dzieci i jest szczęśliwa, zadbana. O zgrozo ma tipsy i makijaż na co dzieńwink.

                  Siedź sobie do us..nej śmierci w domu z dziećmi i nie krytukuj tych kobiet, które preferują inny tryb życia. Nie wypowiadam się na temat twojego podejścia do życia, więc nie prowokuj mnie, żebym to zrobiła dziuniawink
                  • aleksandra1357 Re: aleksanda1357 18.02.11, 18:41
                    No proszę, Iwanagos, piszesz, że nie napiszesz, co myślisz o moim trybie życia, a ja jednak wyczytałam to między wierszami i wyzwiskami do mnie skierowanymi.
                    Skąd wiesz, może jestem matką, która wraca po macierzyńskim, bo musi i nie rozumiem, jak tak można robić z własnej woli i dlatego tak piszę?
                    Zostaw sobie swoje dziecko nawet po porodzie, jeśli masz ochotę, tylko strasznie mi żal Twoich dzieci, co to mają spełnioną, szczęśliwą mamusię, tylko widują ją w weekendy, tzn. co drugi weekend. Czy nie pytają w drzwiach: "Nianiu, kim jest ta pani?"
                    Martwi mnie trochę, że będę musiała żyć wśród takiej zwichrowanej psychicznie młodzieży, a potem w chorym społeczeństwie. Będę żyć wśród nieszczęśliwych, sfrustrowanych ludzi niepotrafiących kochać.
                    bo mamusi zamarzyła się kariera i kilku miesięcy w domu posiedzieć nie mogła, bo to zbyt wielkie poświęcenie. Może jakaś terapia by się przydała, żebyś mogła pokochać własne dzieci? Może ktoś Cię w dzieciństwie skrzywdził?
                    A tipsy to dla mnie zwykła wiocha, ale co kto lubi smile
                    • lal-a85 [...] 18.02.11, 19:07
                      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
                    • lal-a85 Re: aleksanda1357 18.02.11, 19:13
                      tylko strasznie mi żal Twoich dzieci, co to mają spełnioną, szczęśliwą mamusię, tylko widują ją w weekendy, tzn. co drugi weekend. Czy nie pytają w drzwiach: "Nianiu, kim jest ta pani?"
                      Martwi mnie trochę, że będę musiała żyć wśród takiej zwichrowanej psychicznie młodzieży, a potem w chorym społeczeństwie. Będę żyć wśród nieszczęśliwych, sfrustrowanych ludzi niepotrafiących kochać.
                      bo mamusi zamarzyła się kariera i kilku miesięcy w domu posiedzieć nie mogła, bo to zbyt wielkie poświęcenie. Może jakaś terapia by się przydała, żebyś mogła pokochać własne dzieci? Może ktoś Cię w dzieciństwie skrzywdził?



                      buhaaaaaaaaaaaaa. A to ci dobrewink Podniecaj się dalej.
                      Myślę, że już powinnaś popełnić sepukuwink Tragiczne jest życie wśród zwichrowanej psychicznie młodzieży.... Ooooo, nie mówiąc już o tym jak bardzo smutne i tragiczne jest życie w chorym społeczeństwie. Ta wizja jest potworna.... hahahahahwink
                    • iwonagos Re: aleksanda1357 18.02.11, 19:24
                      Taaaa
                      A może zechciałabyś udzielić mi terapii? Rozgryzłaś mnie. Nie kocham swoich dzieci. Wynika to z faktu skrzywdzenia mnie w dzieciństwie przez złych ludzi... Tak, to takie przykre, że własne dzieci wołają za mną NIANIU.... Patrząc mi głęboko w oczy zadają pytanie: kim jesteś pani?
                      Twe słowa głęboko mnie wzruszyły.... Przeraziła wizja życia w społeczeństwie złym, pełnym sfrustrowanych ludzi, zwichrowanych psychicznie..... A to wszystko przeze mnie, bo pracuję, bo popełniłam już dwuktotnie starszliwy błąd i po macierzyńskim wróciłam do pracy....
                      O rany, jaka ja jestem niedobra dla społeczeństwa. Ludzie, wybaczcie mi proszę!!! Pewno już wiele osób zwichrowałam psychicznie. Biję się w pierś! Ludzie, bądzcie wdzięczni aleksadnrze1237. To ona nawróciła mnie na prawidłową drogę, dzięki niej mniej będzie w tym społeczeństwie psycholi....
                      Dziękuję Ci droga aleksandro.
                • lal-a85 [...] 18.02.11, 16:38
                  Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
              • alawinx Re: Ciąża to nie choroba... 19.02.11, 11:45
                Ja też zamierzam, tylko martwię się że nie bardzo będę miała gdzie wink
      • 1matka-polka Re: Ciąża to nie choroba... 18.02.11, 09:31
        A potem miałaś poród jak amputację, hehe.
        Widzisz a mi w ciąży nic nie jest i co zazdrościsz?
        A jad jest przez takie jak ty umęczone i cierpiące, co nie potrafią zrozumieć, że są w mniejszości i chcą żeby inni też cierpieli, bo życie to pasmo nieszczęść i jedna wielka tragedia.
        • kobietka_29 Re: Ciąża to nie choroba... 18.02.11, 10:12
          1matka-polka napisała:
          > A jad jest przez takie jak ty umęczone i cierpiące, co nie potrafią zrozumieć,
          > że są w mniejszości i chcą żeby inni też cierpieli, bo życie to pasmo nieszczęś
          > ć i jedna wielka tragedia.

          Moja bratowa w 6tc plakala, ze zaraz poroni, bo musiala przejsc od parkingu po jednej stronie ulicy na poczte po drugiej stronie ulicy, niosac bardzo ciezki...list... A na zwolnieniu byla juz od 5tc. Zeby nikt nie przestal sie nad nia litowac, byly w kazdej z (jej pieciu) ciaz tragiczne historie o tym, ze dostala zakazenia wod plodowych bo ma takie spuchniete nogi, albo ze dziecko sie napilo wod i zatrulo, ze dziecko sie powiesilo na pepowinie itd. Do lekarza biegala co drugi tydzien. Ale nie na badania tylko po L4. Biedaczka przed innymi udawala tak ciezko chora, ze nawet nie miala sily zmyc talerza. A pare razy w tygodniu, bedac na zwolnieniu lekarskim, zapieprzala 5km na rowerze do miasta na "shopping". Ale jak tu nie miec motywacji do ujajania pracodawcy, jezeli dostaje sie 100 pensji, nie pracujac?
          Wredna jestem. Moze dlatego, ze naleze do tych, co zle znosza ciaze, a sie zmuszam do chodzenia do pracy... wink Coz, moja zmiana sie zbliza. Czas na mnie. Narazie dziewczyny!
          • cheeringup Re: Ciąża to nie choroba... 18.02.11, 10:21
            ja nie sądzę, żeby akurat te 100% płaconego chorobowgo było wystarczającą motywacją do tego, żeby skoczyć od razu na L4. 80% to też nie mało, siedzisz w domu, oszczędzasz na benzynie, biletach i rajstopach i bilans zysków wychodzi na zerowink Myślę, że to kwestia charakteru. Chcę być fair w stosunku do mojego szefa, żeby później oczami nie świecić, przecież w końcu człowiek do pracy wraca i musi z ludźmi pracować.
            U mnie jedna taka też od razu na L4... i niestety wszyscy wiedzą jak jest. Co zrobić??

            U nas w firmie widzę taką prawidłowość, że dziewczyny pracuja do 7-8 mc i idą wtedy na zwolnienie, i to jest ok. Ja też tak zamierzam. Ale zamierzam też pomagać na ile będę mogła z domu, i mój szef o tym będzie wiedział.

            PS
            ja tu nie piszę o ciążach zagrożonych albo o paniach, które ledwo żyją bo mają takie mdłości. Ja sama czuję się super dobrze, ale w zeszłym tygodniu tak mi się spać chciało że do 16 nie wytrzymałam i musiałam się urwać pod pretekstem... smile U mnie na razie jeszcze nie wiedzą o ciaży...
      • prigi Re: Ciąża to nie choroba... 18.02.11, 16:30
        > A matka, która idzie po macierzyńskim do pracy, choć nie musi, to nie jest matk
        > a. I niech się tak nie nazywa

        aleś poleciała po bandziesmile
        muszę powiedzieć mojej córce, aby przestała nazywać mnie mamą.
        nie ma jak jedyna słyszna wersja matkowania tongue_out

        wróciłam do pracy, bo tak chciałam. nie wymagała ode mnie tego sytuacja finansowa, nikt nie groził mi utratą pracy itd. po prostu lubię myśleć o rzeczach innego kalibru, niż zupki i pieluchy, a do tego kontaktować się z osobami, które rozmawiają podobnym językiem do mojego. po to się uczyłam i zdawałam egzaminy, abym mogła wybierać szerokość swoich horyzontów. teraz prawie od poczatku jestem na L4. nie chciałam, bardzo mi to nie na rękę, tęsknię za "wyzwaniami" w pracy, za kłótniami z mistrzamiwink, nie cierpię siedzieć w domu. nie nadaję się do tego po prostu. ale co zobić-ani lekarz, ani kierownik, ani prezes nie chcieli mnie widzieć w pracy, więc tak kwitnę od paru miesięcy. nie rozumiem, jak można dobrowolnie położyć się do łóżka na 9miesiecy-masakra
      • lal-a85 [...] 18.02.11, 16:45
        Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
        • kicia_beauty [...] 19.02.11, 16:42
          Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
          • aleksandra1357 Re: aleksandra 19.02.11, 17:01
            Tylko na tyle Was stać, nie-matki. Na wyzwiska. Od dawna mi się zdawało, że macie jakiś problem ze swoją psychiką, dlatego uciekacie do pracy przed własnym dzieckiem.
            • gazeta_mi_placi Re: aleksandra 19.02.11, 18:19
              99% mężczyzn w Polsce ma coś z psychiką wobec tego bo tyle po urodzeniu się dziecka wraca na pełen etat do pracy, często już tydzień po.
            • kobietka_29 zazdrosc 20.02.11, 11:09
              Drogi trollu, albo to wieloletnie siedzenie z dzieckiem w domu tak bardzo Cie ograniczylo, albo zwyczajnie nie mozesz przezyc tego, ze inne kobiety maja dobre wyksztalcenie, prace i potrafia pogodzic zawod z wychowywaniem dziecka.
              Moi rodzice maja 5 dzieci. Pracowali odkad ukonczyli 16 lat. Obydwoje. Moja mama po porodzie nie pozostala w domu dluzej niz na urlop macierzynski. W momencie przejscia na rente miala 42 lata doswiadczenia zawodowego. Czy ktos to pobije w dzisiejszych czasach? Oczywiscie, babcia byla czesto proszona o opieke nad dziecmi. Ale babci najczesciej nie chcialo sie nami zajmowac. Mialam 4 lata, gdy rodzice nauczyli mnie czytac i pisac, zebym miala co robic, gdy bede siedziala sama w domu i czekala na ich powrot z pracy. Ja sama dzis bym czegos podobnego nie zrobila. Za bardzo bym sie bala, zostawic dziecko same w domu. Ale takie byly czasy. Zlobek ani przedszkole nam nie przyslugiwalo. I wiesz co? Nie mam tego rodzicom za zle. Przeciwnie. Mam ogromny respekt do mojej mamy. Moi rodzice potrafili pogodzic prace, dzieci i prowadzic jeszcze gospodarstwo rolne. Dla mnie to, co oni osiagneli, jest czyms wielkim. Moi rodzice urodzili sie obydwoje w trakcie wojny. Nie mieli szansy, zdobyc wyksztalcenie. Ale pomimo pracy i wielu innych obowiazkow, potrafili wychowac wszystkie swoje dzieci tak, ze kazde z nich ma co najmniej mature, w tym troje skonczone studia wyzsze (nie tylko w Polsce ale i zagranica). A powiedz, ile jest kobiet, ktore "poswiecaja sie " wylacznie wychowywaniu dziecka "dla jego dobra" (w rzeczywistosci jednak tylko i wylacznie dla wlasnej wygodny i z braku innych perspektyw), a jednak osiagaja na tym polu bardzo mierne rezultaty?
              samo wychowanie dziecka jest niewatpliwie wielkim i waznym zadaniem. Ale nikt nie moze powiedziec, ze moja mama byla zla matka, bo potrafila pogodzic dwie (a raczej trzy) rzeczy na raz. Przeciwnie, wlasnie dlatego jest ona dla mnie najwspanialsza i najwieksza kobieta na swiecie.
              • aleksandra1357 Re: zazdrosc 20.02.11, 11:43
                Kobietko, Twoja matka była wspaniałą kobietą, z tego co piszesz. Ale czasy były inne, miałaś rodzeństwo, więc nie siadziałaś pewnie z tą książką sama, nie wiem.
                Ja nikomu nie każę siedzieć w domu do usr... śmierci, mi tylko chodzi o ten pierwszy rok. Nie rozumiem, dlaczego niektóre kobiety z własnej woli wracają po 4 miesiącach od porodu do pracy. Rok to przecież minimum. Rozumiem, że czasem nie ma wyboru, ale skoro nie trzeba, to jak można takie maleństwo zostawiać i imię rozwoju zawodowego? Inteligentna osoba, decydując się na dziecko, powinna spróbować tak zaplanować swoje życie, żeby choćby rok temu dziecku "poświęcić". Oczywiście sama czerpie z tego wiele korzyści dla swojego rozwoju. Dlaczego tak się ceni "rozwój zawodowy", cokolwiek to oznacza, a tak mało ceni się rozwój duchowy, którego można doświadczyć w kontakcie z dzieckiem?
                Nie chciałam pisać o sobie, ale tak się składa, że mam wykształcenie, wymarzoną pracę, rozpoczęłam kolejne studia, ale moim priorytetem są dzieci i wiem, że mnie potrzebują. Jak odchowam na tyle, że będę mogła je bez wyrzutów sumienia komuś zostawić, to wrócę do pracy. To jest dla mnie dojrzałe podejście.
                • kobietka_29 Re: zazdrosc 20.02.11, 11:51
                  Wlasnie, czasy byly inne. I z ta ksiazka musialam siedziec caly dzien sama. Mieszkalismy na wsi i moje rodzenstwo wyjezdzalo do szkoly o godzinie 7.00 a wracalo dopiero o 15.00, gdy rodzice juz byli w domu. Mi to jakos w rozwoju nie zaszkodzilo. Znam natomiast z lat szkolnych wiele rowiesnikow z miasta, ktorych matki byly "zawodowymi mamusiami". Wiele z tych dzieci dzis jest bez wyksztalcenia, uzaleznionych, zyja na koszt panstwa. A te mamusie albo sie rozwiodly i nie majac z czego zyc, chodza w wieku przedemerytalnym sprzatac toalety, albo tez zyja na koszt panstwa.
                  • aleksandra1357 Re: zazdrosc 20.02.11, 12:11
                    Kobietko, ale w tym co piszesz nie ma bezpośredniego związku przyczynowo-skutkowego. Chyba nie twierdzisz, że dzięki temu, że siedziałaś sama w domu, a rodzice musieli pracować, do czegoś doszłaś, a dzieci, których matki siedziały w domu, się stoczyli. Może to też jest tak, że są matki bez wykształcenia, które siedzą w domu, bo nie mogą znaleźć pracy i przy okazji rodzą dzieci, ale wcale się nimi nie zajmują, oglądając przez cały dzień seriale, ale to jest patologia. Ja mam na myśli kobiety wykształcone i świadome swojego macierzyństwa.
                    Poza tym Ty miałaś 4 lata, a nie 4 miesiące, jak zostałaś sama.
                    Przykro mi też, nie ustosunkowałaś się do reszty moich argumentów.
                    Czy uważasz zatem, że dla rozwoju dziecka lepszy jest od wczesnego niemowlęctwa brak miłości i odpowiedniej opieki, bo to da tym dzieciom kopa i będą bardziej samodzielne?
                    Maleńkie dziecko nie potrzebuje lekcji samodzielności, tylko dużo miłości, przytulania i poczucia bezpieczeństwa. Najlepsza niania nie da mu tego nawet w części, a dobrych niań jest niewiele.
                    • kobietka_29 Re: zazdrosc 20.02.11, 12:23
                      Owszem, poniekad tak twierdze. Pozatym juz wczesniej pisalam, ze moja mama wracala do pracy tuz po urlopie macierzynskim, a nie po 4 latach. Po 4 latach, podobnie jak i dzies, pewnie musialaby szukac sobie nowej posady.
                      Dlaczego wedlug Ciebie chodzenie do pracy, jest rownoznaczne z brakiem milosci?
                      • aleksandra1357 Re: zazdrosc 20.02.11, 15:29
                        kobietka_29 napisała:

                        > Dlaczego wedlug Ciebie chodzenie do pracy, jest rownoznaczne z brakiem milosci?

                        Uważam, że dobrowolne pójście do pracy po 4 miesiącach od porodu jest równoznaczne z brakiem miłości. Możecie mnie teraz rozszarpać na strzępy, ale takie jest moje zdanie. Bo dla dziecka to ogromny stres i cierpienie, a jak się kogoś kocha, to mu się nie funduje takiego cierpienia. Brzmi logicznie? Oczywiście, można sobie wmawiać, jakie dziecko z nianią jest wesolutkie, ale tak małe dziecko potrzebuje opieki jednej osoby, żeby wytworzyć więź emocjonalną.
                        I jeszcze jedno: zostawiłam ostatnio mojego 6-miesięczniaka z babcią na parę godzin (musiałam wyjść). Bawił się, śmiał, nie ma jeszcze lęku separacyjnego, ale jak wróciłam, to płakał długo w moich ramionach i czułam, jak uchodzi z niego całe napięcie. Niby się bawił, ale był potwornie spięty i nieswój, bo brakowało mu matki, jak powietrza. Dziecko jest gotowe zostawać dłużej bez matki, jak zaczyna raczkować, ale i wtedy do niej często powraca, żeby naładować baterie.
                        • prigi Re: zazdrosc 20.02.11, 16:05
                          niesamowite dla mnie jest to, jak łatwo oceniasz ludzi. nie znając ich, ich relacji rodzinnych, godzin pracy itd.
                          atakujesz nieznane ci osoby
                          jedyne co chcesz osiągnąć, to to, że kobiety zadowolone z siebie, ze swojego życia wpadną w kompleksy i przytakną ci, że swoich dzieci nie kochają. do tej pory im się wydawało, że to miłość bezgraniczna do córki/syna, a to po prostu macierzyńska zachcianka uncertain
                          problem polega na tym, że te kobiety znają swoją wartość i nikt obcy z forum nie zachwieje ich (i mojej również) samooceny i ich uczuć do swoich dzieci.
                          żyj i daj żyć innym.



                          • aleksandra1357 Re: zazdrosc 20.02.11, 16:13
                            prigi napisała:

                            > niesamowite dla mnie jest to, jak łatwo oceniasz ludzi. nie znając ich, ich rel
                            > acji rodzinnych, godzin pracy itd.
                            > atakujesz nieznane ci osoby
                            > jedyne co chcesz osiągnąć, to to, że kobiety zadowolone z siebie, ze swojego ży
                            > cia wpadną w kompleksy i przytakną ci, że swoich dzieci nie kochają. do tej por
                            > y im się wydawało, że to miłość bezgraniczna do córki/syna, a to po pros
                            > tu macierzyńska zachcianka uncertain

                            Nie oceniam ludzi, tylko ich postępowanie. A co do godzin pracy i sytuacji, to powtarzam do znudzenia, że chodzi mi o dobrowolny powrót do pracy.
                            Bezgraniczna miłość i zostawienie niani na cały dzień? Hm, jakoś mi się to nie zgadza.
                            • prigi Re: zazdrosc 20.02.11, 16:53
                              no ale ty ewidentnie nie dopuszczasz do siebie myśli, że część matek lubi swoją pracę i chętnie do niej wraca. ja też piszę o takich właśnie osobach, które wracają bo chcą.

                              nie wiem, gdzie ty pracujesz, ale są miasta inne niż np.Warszawa czy Poznań , gdzie nie siedzi się całe dnie w pracy, tylko 8h. w moim przypadku od 6 do 14tej, wcześniej od 7 do 15tej, i resztę dnia mam dla córki i nie długo dla syna. w tym momencie zrealizowane są potrzeby dwóch osób-zarówno moja do samorealizacji, jak i córy do otrzymania dawki miłości i zainteresowania niesfrustrowanej i zadwolonej z życia matki
                              • aleksandra1357 Re: zazdrosc 20.02.11, 18:17
                                > no ale ty ewidentnie nie dopuszczasz do siebie myśli, że część matek lubi swoją
                                > pracę i chętnie do niej wraca. ja też piszę o takich właśnie osobach, które wr
                                > acają bo chcą.

                                No przecież właśnie o takich osobach piszę, co tak bardzo lubią swoją pracę, że cierpienie dziecka je nie obchodzi. Ta miłość do pracy przed miłością do dziecka jest dla mnie właśnie niezrozumiała. Dużo lepiej rozumiem matki, które muszą wrócić do pracy.
                                Ja sama uwielbiam swoją pracę, ale mogę bez niej rok wytrzymać, świat mi się nie zawali. Jakoś praca nie warunkuje mojego dobrego samopoczucia, szkoda że Twoje tak.
                              • aleksandra1357 Re: zazdrosc 20.02.11, 18:51
                                prigi napisała:

                                > nie wiem, gdzie ty pracujesz, ale są miasta inne niż np.Warszawa czy Poznań , g
                                > dzie nie siedzi się całe dnie w pracy, tylko 8h.

                                Rozumiem, że pracujesz w domu? Niektórzy do pracy dojeżdżają. Praca, wyszykowanie się rano i dojazdy to 10 h. Niemowlę śpi 12-15 h na dobę. Ile czasu ma matka dla dziecka?
                                • prigi Re: zazdrosc 20.02.11, 19:28
                                  źle rozumiesz. nie pracuję w domu. przy córce dojeżdżałam 45km w jedną stronę do pracy. teraz dojeżdżam już tylko 20km.
                                  i tak, pracuję w biurze, głównie przy komputerze, ale również dużo w terenie.
                                  wstaję o 5 rano, szykuję się błyskawicznie, o 5.30 schodzę do auta i przed 6 odpalam komputer w biurze. w domu jestem z powrotem o 14.20-30, zależnie od natężenia ruchu.
                                  mój mąż córę odprowadzał do dziadków, teraz do przedszkola, na 7.30, więc dzieciak nie był całe dnie poza maminymi ramionami.
                                  i uważam, że można pogodzić, bez większych wyrzeczeń, pracę, wychowanie dziecka na niesfrustrowanego człowieka. wystarczy spróbować i wszystko dobrze ułożyć.
      • edittt Re: Ciąża to nie choroba... 19.02.11, 13:08
        a kiedy droga aleksandro twoim zdaniem można iść do pracy, jeśli pójście po macierzyńskim oznacza nie-bycie matką? po wychowawczym? po podstawówce dziecka? po gimnazjum? po liceum? po studiach? po ślubie? po odchowaniu wnuków? do jakiego wieku trzeba te wnuki odchować?

        po co kobiety się uczą, zdobywają zawód, doświadczenie skoro fakt zostania matką oznacza bycie matką wyłącznie? a łączenie ról?

        i patrząc dalej - czy ojciec który w ogóle nie zostaje w domu na ojcowskim nie jest ojcem w ogóle? czyżbyśmy mieli wokół siebie społeczeństwo sierot i pół-sierot?

        zastanów się czasem zanim coś chlapniesz, bo nie dość że sprawiasz przykrość kobietom które MUSZĄ iść do pracy, to jeszcze kompletnie bez sensu próbujesz wzbudzić poczucie winy w kobietach które do pracy CHCĄ iść.

        u mnie ci się nie udało. gdybym chciała cale życie spędzić z dziećmi 24 h na dobę to zostalabym przedszkolanką. nie każdy ma do tego powołanie i nie oznacza to ani trochę NIE-BYCIA matką. dla moich dzieci jestem matką stuprocentową, choć i za pierwszym razem wróciłam do pracy po macierzyskim i za drugim razem też zamierzam.

        a jesli chodzi o ciążę - sa kobiety które przechodzą ten stan lekko i z przyjemnością, są i takie które cierpią. gdyby nie specyfika mojej pracy która pozwala mi skrócić czas pracy w gorszy dzień i pracować zdalnie, też bym musiała ciążę przeczekać na L4, ze względu na siebie i dziecko. ciąża to nie choroba ale ciąża różne choroby wywołuje lub aktywuje.
        • aleksandra1357 Re: Ciąża to nie choroba... 19.02.11, 13:43
          Editt, pisałam o matkach, które chcą wrócić do pracy, a nie musza. Zostawienie półrocznego dziecka, to jest dla niego prawdziwy dramat i hardcore, spójrzmy prawdzie w oczy. Nie wiem, czemu nie możecie pogodzić się z tym faktem. I nie wiem, jak można, będąc matką, skazywać swoje własne dziecko na takie cierpienie. Po co macie dzieci, skoro praca jest dla Was ważniejsza?
          Najlepiej siedzieć z dzieckiem 2-3 lata, a jeśli nie można, to chociaż rok, a potem na pól etatu. Czemu niektóre kobiety nie mogą poświęcić tych paru miesięcy więcej dla swojego dziecka?
          Rozumiem doskonale, że niektóre matki muszą pracować i to jest dramat, ale czemu niektóre robią to z własnej woli? Mój rozum nie jest w stanie tego ogarnąć.
          W pracy każdego można zastąpić, matka jest dla dziecka niezastąpiona. Lub ojciec. Jak ojciec zostaje w domu, to ok. Chodzi o to, żeby dzieckiem opiekowała się osoba najbliższa, związana z nim emocjonalnie, bo niania dziecka nie kocha.
          W życiu jest czas na karierę, zabawę, studia podyplomowe, podróże itd. Ale jest też czas poświęcenia się dziecku, gdzie inne sprawy idą na bok. Oczywiście, potem można podróżować z dzieckiem itd., ale niektóre "matki" lubią sobie zrobić urop na Majorce od swoich dzieci ("podróże to moja pasja, a dziecko chce mieć przecież szczęśliwą mamusię").
          Nikt mi nie wmówi, że zostawienie dziecka po macierzyńskim z nianią z własnego wyboru jest ok. Nie jest ok.
          • alawinx Re: Ciąża to nie choroba... 19.02.11, 14:02
            Gdy urodziła się córka oczywiście musiałam wrócić do pracy, bo nie miałam warunków aby tego nie robić. Gdy wracałam musiałam zostawić ją z nianią a ona miała 3,5 miesiąca. Myślałam że tego nie przeżyję. Niańki zmieniały mi się często bo wiadomo, jedna znalazła pracę, druga wyjechała za granicę a trzecią zwolniłam sama bo zjadała zupki dziecka - chociaż miała posiłki zapewnione bo ja pracowałam 12 godzin ( nikt nie wytrzyma tyle bez jedzenia).
            Gdy 2 lata później rodziła moja kierowniczka miała macierzyńskiego chyba 24 tygodnie (ja bodajże 12 czy 14) i ona oczywiście była na zwolnieniu od przysłowiowych 2 kresek.
            5 lat po kierowniczce rodziłam znowu ja i znowu miałam krótkie macierzyńskie a po macierzyńskim nie udzielono mi urlopu wypoczynkowego ( chociaż wiem że powinni, w niektórych firmach jednak jak chcesz pracować to musisz słuchać).Myślałam, że oszaleję chociaż zostawiałam syna już u dziadka.
            Też nie potrafię zrozumieć kobiet, które idą do pracy a nie muszą. Ale taka ich wola i musimy to uszanować. Jednak to się kiedyś odbija na stosunkach pomiędzy matką a dzieckiem.
            Zresztą widać jak te kobiety odnoszą się do innych na tym forum chociażby. Pewnie do własnych dzieci tak samo.
          • edittt Re: Ciąża to nie choroba... 19.02.11, 18:56
            wróciłam do pracy po 6 mies, na poł etatu, gdybym nie wrócila nie mialabym pracy, pewnie nie miałabym też powrotu do branży w której pracuje czyli zasadniczo kanał
            to nei tylko względy finansowe decydują o powrocie do pracy ale być albo nie być w ogóle
            poświęcisz 2-3 lata dziecku a potem czeka cię dramat braku jakiejkolwiek pracy lub pracy poniżej kwalifikacji, trzeba wziąć pod uwagę wszystkie czynniki przy tej decyzji, czasem niania lub babcia to lepsze rozwiązanie niż zestresowana mama na wychowawczym - tego daje się nie bierzesz pod uwagę

            weź też w swoich sądach pod uwagę że fakt, że zdarzają się nianie bardzo oddane swojej pracy, ja z naszą nianią mam do dziś kontakt (od roku już u nas nie pracuje) i zrobię wszystko, żeby do drugiego przyszła też pracować
            nasza niania moją córkę traktowała jak swoją ukochaną wnuczkę, może nawet lepiej...
    • alawinx [...] 19.02.11, 11:54
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
      • cheeringup Re: Dlaczego jesteście takie złośliwe 19.02.11, 14:21
        zastanawiam się na jakiej podstawie sądzisz, że mamy ktore pracują mają gorszy kontakt ze swoimi dziećmi niż mamy które z nimi siedzą. Masz jakieś badania, dowody naukowe?? Bo mówienie co Ci się wydaje nie jest dla mnie zadnym "za" żebym nie wróciła do pracy.
        Zresztą, tak jak mówiłam wcześniej...nie liczy się ilość a jakość. Nie sądzę zebyscie wszystie miały tyle pomysłów, talentu pedagogocznego, wiedzy i czasu na organizowanie dziecku 10h zabaw, które je rozwinie i wystymuluje. A dobra niania i dobra przedszkolanka właśnie to potrafią, znają się na tym.
        • jeza_bell Re: Dlaczego jesteście takie złośliwe 19.02.11, 14:51
          cheeringup napisała:

          Nie sądzę ze
          > byscie wszystie miały tyle pomysłów, talentu pedagogocznego, wiedzy i czasu na
          > organizowanie dziecku 10h zabaw, które je rozwinie i wystymuluje. A dobra niani
          > a i dobra przedszkolanka właśnie to potrafią, znają się na tym.

          W takim układzie może by znaleźć kogoś, komu oddamy dzieciaka na jakieś... 18 lat big_grin
        • aleksandra1357 Re: Dlaczego jesteście takie złośliwe 19.02.11, 15:44
          cheeringup napisała:

          > Zresztą, tak jak mówiłam wcześniej...nie liczy się ilość a jakość. Nie sądzę ze
          > byscie wszystie miały tyle pomysłów, talentu pedagogocznego, wiedzy i czasu na
          > organizowanie dziecku 10h zabaw, które je rozwinie i wystymuluje. A dobra niani
          > a i dobra przedszkolanka właśnie to potrafią, znają się na tym.

          To niestety są argumenty po prostu niemądre. Owszem, dziecko 3-letnie potrzebuje zabaw z równieśnikami, gier i stymulacji i to zapewnia mu przedszkole, ale i tak wystarczyłyby mu 4 h dziennie w przedszkolu do prawidłowego rozwoju, a nie 8.
          A mówić o 4-miesięcznym maluszku, że potrzebuje organizowania inteligentnych gier, z którymi matka nie da sobie rady, jest jakimś totalnym nieporozumieniem. Do 8 mies. życia mniej więcej największą atrakcję i stymulacją jest uśmiech matki, przytulanie, gilgotanie, mówienie do dziecka, prykanie ustami itd. Każdy niemowlak woli raka-nieboraka od narbardziej wypasionej zabawki, bo uwielbia kontakt z najbliższą osobą i to umożliwia mu rozwój. Dziecko starsze woli wykonywać z mamą prace domowe (wrzucać rzeczy do pralki, mieszać ciasto) niż bawić się w wydumane "stymulujące" zabawy z nianią. Dziecko rozwija się właściwie bez żadnej specjalistycznej stymulacji, wystarczy odrobina inwencji. Dla dziecka najciekawsze są najzwyklejsze rzeczy: kamyczki, liście, woda w kranie, kostki lodu. A jeśli matka nie wie, jak się bawić ze swoim dzieckiem, to niech przeczyta jakąś książkę albo pójdzie na warsztaty, bo bycie matką, to nie tylko urodzić i oddać, też się trzeba dokształcać, szczególnie jeśli chodzi o wychowanie, bo to bardzo trudne.
          Dziecko potrzebuje spędzać dużo czasu z rodzicami. Jeśli tego nie otrzymuje, to nie liczy się "jakość" spędzonej wieczorem godziny z dzieckiem, ono ma w sobie niezaspokojone potrzeby i to zawsze wyjdzie, wcześniej czy później. To hasło "jakość nie ilość spędzonego czasu", to tylko łatwa wymówka dla zapracowanych mamuś, za którą nic nie stoi. Co to jest ta słynna jakość? Jakaś super edukacyjna gra? A dziecko woli się schować pod kocem i masz go szukać i tak bez końca i to jest dla niego prawdziwa "jakość".
          Cheeringup, skoro niania zna się lepiej na rozwoju niż Ty i lepiej się zajmie Twoim dzieckiem, to po prostu brak mi słów.
          I owszem, są badania i dowody naukowe na to, jak rozstanie z matką traumatycznie wpływa na dziecko, była o tym ostatnio mowa a propos ustawy żłobkowej. Można łatwo znaleźć w internecie, jeśli komuś zależy.
          • cheeringup Re: Dlaczego jesteście takie złośliwe 19.02.11, 17:15
            już Cię widzę jak codziennie ze swoim maluchem cierpliwie wkładasz pranie do pralki, gotujesz i prasujesz... widzę, że dla Ciebie macierzyństwo wygląda jak na reklamach bobosoczków. A ja podchodzę jednak realnie, wiem, że będzie ciężko, że przede mną pełno chwil zwątpienia i zniecierpliwienia. Moim zdaniem dziecko potrzebuje mamy w pełni pogodzonej ze swoją rolą, jeśli dla Ciebie jest to wychowywanie małego i bycie z nim 24h. to ja nie mam nic przeciwko i nie naskakuję na Ciebie, Twój wybór. Tylko zastanów się jaki wydźwięk ma Twoje stwierdzenie, że mamy, które chodzą do pracy to nie-mamy.
            Niestety kobieta musi pogodzić kilka ról... jestem odpowiedzialna za swoje dziecko i mam zamiar dać mu najwięcej ile mogę, nie zapominając o sobie. Trudno, może to wg. Ciebie egoizm ....
            a co do ustawy żłobkowej to jest tylu przeciwników co zwolenników. Poczytaj sobie jak te sprawy są rozwiązane w Holandii czy Skandynawiii... dzieci tam żyją i się dobrze mają,
            • aleksandra1357 Re: Dlaczego jesteście takie złośliwe 19.02.11, 17:40
              Nie pisałam o ustawie żłobkowej, tylko o badaniach, o które pytałaś, trzeba czytać ze zrozumieniem. Wiem doskonale jak to jest w Holandii i innych prorodzinnych krajach (żłobek: 5 dzieci, 3 opiekunki, doskonałe warunki, a dzieci i tak płaczą).
              Ja nie buduję nierealnego obrazka, tylko tłumaczyłam, że nie trzeba wymyślnych gier stymulujących znać, bo fajniejsze jest wkładanie rzeczy do pralki.
              Ja wiem, że macierzyństwo jest bardzo trudne. Leczę się na depresję poporodową, która dopadła mnie po drugim dziecku. Nie jest łatwo, czasem mam dość, ale... nie będę uciekać przed problemami na 10 h do pracy, oddając dziecko obcej babie.
              Kobiety potrzebują odskoczni, bo będąc tylko w domu można zwariować, wiem to. Byłam bliska szaleństwa. Ale można wrócić po roku na pół etatu albo wychodzić wieczorami/ w weekendy w innych celach, żeby podreperować psychikę (sporty, spotkania z przyjaciółmi, jakieś kursy językowe i inne). Parę godzin w tygodniu bez dziecka wystarczy, by nie zwariować, nie trzeba uciekać na całe dnie, bo to jest nieludzkie wobec dziecka (podkreślam cały czas, że chodzi mi o pracę z wyboru nie z konieczności).
              • cheeringup Re: Dlaczego jesteście takie złośliwe 19.02.11, 17:48
                tylko nie rozumiem, dlaczego uważasz że kobieta która pracuje i ma dziecko (chociaż nie musi) to od razu od dziecka ucieka. Ja na ciebie nie naskoczyłam, a ty na mamy, które pracuję tak. Trzeba umieć zrozumieć poglądy innych osób i je szanować, Ty tego nie potrafisz, obstawiasz swoje stanowisko jako jedyne słuszne.
                • aleksandra1357 Re: Dlaczego jesteście takie złośliwe 19.02.11, 19:15
                  cheeringup napisała:

                  > tylko nie rozumiem, dlaczego uważasz że kobieta która pracuje i ma dziecko (cho
                  > ciaż nie musi) to od razu od dziecka ucieka. Ja na ciebie nie naskoczyłam, a ty
                  > na mamy, które pracuję tak. Trzeba umieć zrozumieć poglądy innych osób i je sz
                  > anować, Ty tego nie potrafisz, obstawiasz swoje stanowisko jako jedyne słuszne.

                  Ja naskoczyłam w odwecie za to, co któraś napisała, że kizia-mizia z lenistwa sobie kolejne dziecko robi, bo jej sie nie chce pracować. To nie było naskoczenie?
                  Uważam moje stanowisko za słuszne. Gdybym tak nie uważała, nie byłoby moim stanowiskiem.
                  • cheeringup Re: Dlaczego jesteście takie złośliwe 19.02.11, 19:20
                    Twoje stanowisko nie wydaje się być jedynym słusznym...
          • prigi Re: Dlaczego jesteście takie złośliwe 19.02.11, 17:38
            wiesz co, teoria swoją drogą a praktyka swoją.

            kocham mojego chrabąszcza tak mocno jak potrafię, ale nic na to nie poradzę, że jestem typem samotnika i długotwała zależność kogokolwiek od mojej osoby doprowadza mnie do szału. robię się nerwowa i niesympatyczna. jedyne o czym wtedy marzę, to "uciec" gdziekolwiek na parę godzin, aby tylko chwilę odetchnąć swoim życiem.
            może to i egoistyczne, ale gwarantuję ci, że dla mojej córy czas, który spędzam z nią po pracy jest dużo ciekawszy i szczęśliwszy niż czas spędzony non stop od pobudki do zaśnięcia

            i wytłumacz mojej 3,5 latce, że wystrcza jej 4 godziny przedszkola, bo jak odbieram ją po ok 7h to każe mi czekać na siebie, bo nieskończyła się jeszcze bawić, a ja stoję w drzwiach jak ten kołek i 20min.

            piękny byłby świat, gdzie każdy jest przewidywalny i identycznie reaguje jak nakazują mądre książki i jeszcze mądrzejsi specjaliści. ale tak nie jest i nie rozumiem dlaczego odbierasz matkom prawo do życia według swoich norm i grozisz zwichrowanymi ludźmi w przyszłości. z mojego doświadczenia wynika, że to raczej dzieci matek, które spędziły z nimi kilka lat w domu, są płaczliwe, strachliwe i nie potrafią odnajdywać się w codziennych trudach 5 latka
        • gazeta_mi_placi Re: Dlaczego jesteście takie złośliwe 19.02.11, 18:16
          Matki-menelki najczęściej nie pracują więc siedzą ze swoimi dziećmi cały czas w domu a ich dzieci rzadko kiedy są zdrowe czy lepiej rozwijające się niż dzieci normalnych pracujących kobiet.
      • alawinx Do moderatora 20.02.11, 09:18
        A co w tym poście było takiego że naruszył regulamin? A wyżej posty obrażające dziewczyny, wyzywające je od głupich nie łamią regulaminu?
        • alawinx Re: Do moderatora 20.02.11, 09:25
          A też usunięte - przepraszam.
    • gazeta_mi_placi Re: Ciąża to nie choroba... 19.02.11, 18:24
      >> Dlaczego kobieta, która np. wydała na świat kilkoro dzieci- obywateli pracujący
      > ch na nasze emerytury, przemęczyła się całą ciąże, przeszła bolesny poród, pośw
      > ięciła na wychowanie znaczną część swojego życia i będąc w kolejnej ciąży trakt
      > owana gorzej niż ktoś kto oddaje krew?

      A co z matkami które:

      -wydały na świat tylko jedno dziecko

      albo

      -miały bezbolesny poród ze znieczuleniem

      albo

      -ciążę zniosły wspaniale

      albo

      -wydały na świat niepełnosprawne dziecko które na pewno nie będzie pracowało na naszą emeryturę lub wydała na świat dzieci które wyemigrowały do Niemiec lub USA czyli z pracowania na naszą polską emeryturkę też lipa?
      • anina-1 Re: Ciąża to nie choroba... 20.02.11, 18:21
        A skąd wiesz czy osoba oddająca krew nie uratowała życia mordercy w więzieniu?
        • jeza_bell Re: Ciąża to nie choroba... 20.02.11, 18:39
          anina-1 napisała:

          > A skąd wiesz czy osoba oddająca krew nie uratowała życia mordercy w więzieniu?

          ????

          To nie człowiek wg ciebie?
        • gazeta_mi_placi Re: Ciąża to nie choroba... 20.02.11, 18:55
          A skąd wiesz czy kobieta w ciąży nie urodzi przyszłego psychopatę, gwałciciela, pedofila czy seryjnego mordercę?
          • gazeta_mi_placi Re: Ciąża to nie choroba... 20.02.11, 18:58
            Albo co gorsza honorowego dawcę krwi który umie upominać się o swoje prawa w kolejce?
          • sanpja Re: Ciąża to nie choroba... 21.02.11, 10:36
            To może wcale nie rodźmy i będzie spokój.
            • sanpja Re: Ciąża to nie choroba... 21.02.11, 10:43
              wyginiemy w naturalny sposób, nikt nie będzie musiał na emeryturę zbierać i nikt nikomu życia nie będzie ratował. Bo rozumiem że skoro dzieci mające płacić składki na nasze emerytury są niepotrzebne to nie musimy też rodzić honorowych krwiodawców.
              • gazeta_mi_placi Re: Ciąża to nie choroba... 26.02.11, 20:42
                Zaszłaś w ciążę aby dziecko mogło pracować na emerytury? To bardzo szlachetne z Twojej strony, bo zdecydowana większość kobiet zachodzi w ciążę bo ma taką chęć po prostu smile
      • anina-1 Re: Ciąża to nie choroba... 20.02.11, 20:31
        gazeta_mi_placi napisała:
        >
        > A co z matkami które:
        > -wydały na świat tylko jedno dziecko
        > albo
        > -miały bezbolesny poród ze znieczuleniem
        > albo
        > -ciążę zniosły wspaniale
        > albo
        > -wydały na świat niepełnosprawne dziecko które na pewno nie będzie pracowało na
        > naszą emeryturę lub wydała na świat dzieci które wyemigrowały do Niemiec lub U
        > SA czyli z pracowania na naszą polską emeryturkę też lipa?

        Znieczulenia już nie dają w szpitalach, można zapomnieć o bezbolesnym porodzie (z pewnością nie można tego bólu porównać do oddania krwi). A przede wszystkim widać ile wiesz na temat ciąży i porodów skoro myślisz, że poród ze znieczuleniem jest zupełnie bezbolesny.
        Jedno dziecko to też podarowanie życia, a niepełnosprawny człowiek to również takie samo życie jakie ratować może krwiodawca.
        "Ciąże zniosła wspaniale" - hehehe - baja, w którą nie wierze i mi może ktoś pisac dyrdymały na forum, kogo na oczy nie widziałam, szczególnie owłosiony facet, który podaje się za kobiete u cudownie spędzoną ciąże. Znam dziesiątki kobiet w ciąży i każda z nich miała jakieś dolegliwości.


        A na twoje pytania mogę zadać takie same:
        A co z krwiodawcami, których krew się nie przydała? Jeśli mieli bezbolesne pobieranie krwi? Uratowali niepełnosprawne dziecko?
        Twoje pytanie są idiotyczne jak te, które przytoczyłam
        Kobieta może urodzić zarówno morderce jak i krwiodawce krwi, zdrowe i niepełnosprawne dziecko. Ale co to ma do rzeczy? Ma w sobie życie, a to jest istotne. Chyba przed wpuszczeniem do kolejki kobiety w ciąży nie pytasz się czy aby na pewno ma zdrowe w sobie dziecko bo inaczej ma iść na koniec?

        Nadal nie odnalazłam odpowiedzi, dlaczego kobieta wydająca na świat nowe życie ma mieć mniejsze prawa do przywilejów, a jej ciąża oraz poród są umniejszane, wręcz sprowadzane do bezbolesnych.





        • jeza_bell Re: Ciąża to nie choroba... 20.02.11, 22:33
          anina-1 napisała:


          > Nadal nie odnalazłam odpowiedzi, dlaczego kobieta wydająca na świat nowe życie
          > ma mieć mniejsze prawa do przywilejów

          A czego się spodziewasz jako kobieta ciężarna?
          Skoro już marzą ci się przywileje, co będzie później? Ciąża trwa kilka miesięcy, macierzyństwo znacznie dłużej i zapewniam cię, że dolegliwości ciążowe w porównaniu do tego co cię czeka przez następnych dobrych parę lat to pikuś big_grin


          • anina-1 Re: Ciąża to nie choroba... 20.02.11, 23:53
            Ja nie mówię tego w swoim imieniu
          • 1matka-polka Re: Ciąża to nie choroba... 21.02.11, 10:27
            Buehehe, czemu ja nie mam żadnych dolegliwości, czuję się wyobcowana, tylko takie marne mdłości na początku, buuu.
            • sanpja Re: Ciąża to nie choroba... 21.02.11, 10:33
              To dziękuj Bogu za to i nie ubliżaj innym, bo nie każdy musi się tak czuć jak ty. A poza tym który to tydzień?
              • 1matka-polka Re: Ciąża to nie choroba... 21.02.11, 10:43
                A z 19 będzie.
                • sanpja Re: Ciąża to nie choroba... 21.02.11, 10:47
                  O - no to jeszcze bardzo dużo przed Tobą. Dla mnie okres od 16 do 32 tygodnia (mniej więcej) był super - góry mogłam przenosić. Ale czasem w okolicach 36 tygodnia możesz się zdziwić, bo jak całą ciążę nie rzygałam to wtedy zaczęłam. Tak że lepiej nie chwalić dnia przed zachodem słońca bo może się zmienić. Nawet jeśli nie jesteś pierwszy raz w ciąży, każda jest inna.
                  • 1matka-polka Re: Ciąża to nie choroba... 21.02.11, 11:03
                    Toż to z rachunku prawdopodobieństwa wynika, że coś mnie dopadnie, jak nie rzyganie to coś innego, mega bolesny poród, bóle z krzyża, albo próżnociąg i kleszcze lub pęknięcie 4 stopnia, problemy z laktacją i upośledzone dziecko.
                    Ja się dziwię, że mnie jeszcze samochód nie przejechał ani żadna doniczka mi na łeb nie spadła wink
                    • sanpja Re: Ciąża to nie choroba... 21.02.11, 15:44
                      To pierwsze raczej wyklucz bo niezbyt przyjemne i lepiej żeby się zdrowe urodziło. A z tą doniczką to uważaj, bo moja koleżanka dzisiaj jechała samochodem i akurat jej na szybę bryła lodu z dachu kamienicy 4-ro piętrowej spadła. W dodatku właścicielem tej kamienicy jest prawdopodobnie policja więc nawet przyjechać nie chcieli.
                      • 1matka-polka Re: Ciąża to nie choroba... 22.02.11, 08:26
                        Lol, że też mi się takie rzeczy nigdy nie zdarzają...
        • sanpja Re: Ciąża to nie choroba... 21.02.11, 10:20
          Jak czytam te wszystkie posty powyżej to zastanawiam się ile z nas tak naprawdę jest w prawdziwej ciąży.
          Zastanawia mnie jak osoby, które nie mają (podobno) żadnych dolegliwości ciążowych, są pierwszy raz w ciąży i mają po dwadzieścia parę lat mogą porównywać się do ogólnie chorej kobiety która chodzi 3 może i kolejny raz w ciąży i do czterdziestki dużo jej nie brakuje.
          Do kobiety która pisze że ma hashimoto i niedoczynność tarczycy oraz astmę. Ktoś kto miał wycięte guzki na tarczycy nie ma pojęcia czym jest hashimoto a do tego niedoczynność. Już sama ta choroba powoduje wieczne zmęczenie i można sobie tylko wyobrazić jak ta kobieta się czuje gdy dojdzie jej jeszcze ciąża. Oczywiście w ciążę zachodzić nie musiała, ale to nie powód aby wpierać jej że czuje się tak samo dobrze jak młódka.
          Sama byłam w ciąży mając 21 lat i mając już prawie 36 lat i nikt mi nie powie że nie ma różnicy w samopoczuciu. Co prawda wiele z tamtej ciąży nie pamiętam ale pamiętam że czułam się o wiele lepiej niż teraz. Inną sprawą jest pójście na chorobowe od przysłowiowych dwóch kresek, ale to nie znaczy że wszystkie idą bo im się należy, są takie co idą bo mają szkodliwą dla ciąży pracę. Poza tym ciąże są różne i jedna drugiej nie równa.
          A te Panie, które tu najwięcej piszą o tym, że ciąża to nie choroba, to w innych wątkach opisują jak to właśnie dzisiaj w sklepie ktoś wpuścił je bez kolejki. Więc nie rozumiem po co z tego skorzystały?
          I tu nie chodzi o to że honorowemu krwiodawcy nie należy się bez kolejki tylko o to że nie powinien pchać się przed kobietą w ciąży. Zwłaszcza że legitymację honorowego można dostać już po pierwszym oddaniu krwi a na następne pójść dopiero za rok.
          • julita165 Re: Ciąża to nie choroba... 22.02.11, 16:01
            Nie ma co uogólniać. Ja mam 36 lat, jestem w pierwszej ciąży ( 9tc ) i w piątek jadę do Włoch na narty smile czuję się świetnie bo naprawdę niewielką nadwrażliwość piersi i senność godzinkę-dwie wcześniej niż normalnie trudno uznać za chorobę. Więc nie traktuję się jak chorą i żyję sobie najzupełniej normalnie
            • anina-1 Re: Ciąża to nie choroba... 22.02.11, 20:51
              heheeh - 9 tc mówisz ?smile To kawał ciąży już przeszłaś, masz doświadczenie wink

              • julita165 Re: Ciąża to nie choroba... 22.02.11, 21:39
                Żadnego ! po prostu piszę, że nie czuję się chora więc się nie zachowuje jak chora
                • anina-1 Re: Ciąża to nie choroba... 23.02.11, 10:36
                  Poczekajmy jak ci minie 9 miesięcy i poród. Wtedy poproszę o opinie smile Czy z wielkim brzuchem, szczególnie w upał będziesz w stanie wystać w długiej kolejce, nie mając żadnych przywilejów. Albo stojąc w autobusie. Czy będziesz się czuć tak samo jak mężczyzna siedzący sobie, a ty stojąc nad nim. Przecież ciąża to samo zdrowie smile
                  • iwonagos Re: Ciąża to nie choroba... 23.02.11, 11:00
                    Jako kobieta, która przeszła dwie ciąże i będąca w 3: jeden poród w styczniu, drugi w sierpniu, w dwóch ciążach praca do końca ciąży, nadal będę twierdzić, że zdrowa ciąża to nie choroba. Zapytuję też po raz kolejny: skoro uważasz się za chorującą, dlaczego zachodzisz w ciążę i narażasz na szwank swoje cenne zdrowie?
                    • anina-1 Re: Ciąża to nie choroba... 23.02.11, 16:15
                      iwonagos napisała:
                      Zapytuję też po raz kolejny: skoro uważasz się za
                      > chorującą, dlaczego zachodzisz w ciążę i narażasz na szwank swoje cenne zdrowi
                      > e?

                      Uważasz, że kobieta źle znosząca ciąże nie ma prawa pragnąć dziecka, rodziny, poświęcić się i dać życie innemu człowiekowi nawet kosztem własnego zdrowia? Gdybyś źle znosiła ciąże nie urodziłabyś dziecka? Nie warto przecierpieć tego aby tulić istotę w ramionach? Jesteś wogóle kobietą skoro takie pytania zadajesz?
                      • lal-a85 Re: Ciąża to nie choroba... 23.02.11, 22:01
                        Skoro masz ochotę mieć dzieci, poświęcić się dla nich, dla drugiego człowieka, to poświęcaj się, ależ proszę bardzo. Nie rozumiem tylko po jaką cholerę zawracsz wszystkim za przeproszeniem 4 litery? Poświęcaj się, ale nie marudź, nie zatruwaj wszystkim życia. Leż w łóżu skoro uważasz się za chorą i tyle.
                        Trujesz i trujesz, że ciąża to choroba. Po jaki gwint to robisz? Żeby potruć dla idei? Skoro taka jesteś pełna poświęcenia to się poświęcaj, a nie narzekaj na swój los. Większość kobiet zachodzi w ciążę i żadna się nie zachowuje jak ty. Znoszą z pokorą swój los. Nikt nie powiedział, że ciąża to bajka, ale to nie oznacza, że jest chorobą.
                        A skoro się uważasz za taką chorą, to nie zachodź w ciążę, dobrze ci jedna z babek powiedziała.
                        • anina-1 Re: Ciąża to nie choroba... 24.02.11, 14:50
                          Ani słowa nie naspałam tu o sobie, ani swoim samopoczuciu. Nie napisałam nigdzie, że ciąża to choroba.
                          Jak nie rozumiesz tematu i nie masz nic mądrego do powiedzenie to lepiej nie pisz i nie zaśmiecaj wątku swoimi wymysłami. A jak ci przeszkadza temat to nie wchodź i nie czytaj. Forum jest po to aby dyskutować.
                          • iwonagos Re: Ciąża to nie choroba... 24.02.11, 15:16
                            No właśnie: forum jest po to, aby dyskutować. Dobrze, że przynajmniej tyle wieszwink
                            Więc dyskutuj i nie narzucaj wszystkim swojego zdania, a przede wszystkim nie krytykuj tych, którzy mają inne zdanie niż ty. Jedno zdanie na każdy temat to musi być na Białorusiwink
                            • anina-1 iwonagos 01.03.11, 11:01
                              Zarzucasz innym cechy charakteru, które sama posiadasz. Nie ustąpisz nikomu i nie możesz znieść, że ktoś inny ma inne zdanie niż ty na koniec nazywając kogoś głupszego od siebie bo brakuje ci inteligentnych argumentów prócz wyzwisk, więc wielce ustępujesz. Ja piszę o prawach kobiet ,a ty na mnie i na moją ciąże ciągle naskakujesz. Weź się odemnie odczep bo ja i moja ciąża to moja sprawa i ja tu swoich osobistych przeżyć nie poruszam. Jak masz kompleks niższości to idź się lecz, a nie czepiaj innych.
                              • alawinx Re: iwonagos 01.03.11, 11:52
                                I dziwne jest to, że niektóre posty moderator momentalnie usuwa. A jak jedna drugą wyzywa od głupszych to jakoś tego nie zauważa. Coś mi się to dziwne wydaje.
                    • sanpja Re: Ciąża to nie choroba... 23.02.11, 17:02
                      A to już uważam trochę pytanie nie na miejscu.
                      W drugą ciążę np. zaszłam jak byłam zdrowa a kończyłam ją już chora - i co miałam usunąć?
                      Wiesz, że nie zawsze można kontrolować swoje zajście w ciażę, nawet przy najlepszych środkach antykoncepcyjnych. No chyba, że ktoś ma wyciętą macicę.
                  • julita165 Re: Ciąża to nie choroba... 23.02.11, 11:12
                    Nie twierdzę wcale, że każdy do końca ciąży dobrze się czuję ! Ale to nie jest dowód, że ciąża to jest choroba. Przecież to byłby jakiś absurd. Poza tym chyba trzeba odróżnić ciążę i choroby z nią współistniejące. Pewnie, że jak ktoś jest na coś chory przed ciążą to może ona spowodować wzmożenie objawów tej choroby ale to jest zupełnie co innego. Nie twierdzę też, że kobiecie w ciąży nie należy ustąpić miejsca czy przepuścić w kolejce!
                    • sanpja Re: Ciąża to nie choroba... 23.02.11, 17:14
                      Wiesz ale autorce wątku chyba nie chodzi dosłownie o to, że ciąża to choroba, bo wiadomo że chorobą nie jest. Ale jest to stan fiziologiczny, w którym większość kobiet odczuwa dolegliwości jak przy poważnej chorobie. Jak się takich dolegliwości nie odczuwa to trzeba zrozumieć inne kobiety, które naprawdę odczuwają. I chodzi też o to, iż w danym momencie w kolejce do lekarza 25 letni zdrowy mężczyzna napewno lepiej czuje się od takiej kobiety choćby w 7 tc. I też nie chodzi tu o to żeby on jako krwiodawca nie wszedł do tegoż lekarza bez kolejki - niech idzie bo mu się należy - tylko chodzi o to, że z ustawy usunięto zapis o tym aby kobiety w widocznej ciąży były przyjmowane poza kolejnością.
                      Oczywiście trudno aby chciały wchodzić do ginekologa bez kolejki bo to nawet dla mnie byłoby śmieszne ( tam jest większość w ciąży). Tak samo jestem przeciwna do jakichkolwiek uprawnień bez kolejki własnie u prywatnego lekarza. No chyba, że jest to pediatra a ktoś przyjdzie z dzieckiem z wysoką gorączką to wtedy nie ma co gadać, ja wpuszczam od razu. Albo zdarzyło mi się, że przyszedł Pan prywatnie do internisty i poprosił mnie żebym go wpuściła bo strasznie mu słabo - wpuściłam go - okazało się, że Pan miał zawał. Nawet lekarz był w szoku i wiadomo nie wziął od niego ani grosza.
                      • anina-1 Re: Ciąża to nie choroba... 23.02.11, 18:26
                        Dziękuje sanpja za zrozumienie smile Dokładnie napisałaś to o co mi chodziło, ładnie ujęłaś
                  • iwonagos Re: Ciąża to nie choroba... 25.02.11, 12:54
                    Piszę to już kolejny raz: jestem w 3 ciąży. Mam za sobą dwa porody (pracowałam niemal do końca ciąży), mam 38 lat, pracuję, męża mam za granicą, mieszkam na wsi, więc wszędzie muszę dojechać. I nie użalam się nad sobą i nie skolmę, że ciąża to choroba. Będę powtarzać po tysiąckroć, że zdrowa ciąża to nie choroba. Ciąża to piękny stan.
                    A, swoje drugie dziecko urodziłam w sierpniu, więc wiem co to znaczy mieć wielki brzuch tą porą.
                    Nie wiem, czy zdajesz sobie sprawę (widzę, że nie bardzo..... i właściwie szkoda słów, bo coś nie bardzo z Twoim rozumowaniem...), że poruszasz wciąż dwie sprawy i mieszasz je ze sobą:
                    1. Uparcie twierdzisz, że ciąża to choroba
                    2. Cały czas poruszasz sprawę braku przywilejów dla kobiet ciężarnych. Gdy którakolwiek z nas pisze, że ciąża to nie choroba, ty z uporem maniaka napadasz na nas z wielką buzią i piszesz srutu tu-tu w koło tzw. Macieja, że nie wiemy, co to znaczy stać w kolejkach, a jak się będziemy czuły, jak nam ktoś nie ustąpi miejsca w autobusie i takie tam. Dziewczyno: żadna z nas nie twierdzi, że kobiety w ciąży nie powinny mieć przywilejów. Ktoś, kto nie ustępuje miejsca czy nie przepuszcza w kolejce ciężarnej jest wg mnie zwykłym chamem. Ale co to ma wspólnego z ciążą jako chorobą???? Bo nie bardzo rozumiem Twój tok myślenia....
                    • sanpja Re: Ciąża to nie choroba... 27.02.11, 15:02
                      A po który kroć tobie trzeba powtórzyć, że nikt nie mówi że ciąża to choroba i że każdy znosi ją inaczej? !!!! Napisane wyraźnie - nie choroba - ale wiele objawów podobnych jest do choroby. Coś taka uparta? Zawsze musisz mieć ostatnie słowo?
                      • iwonagos Re: sanpja 27.02.11, 16:27
                        Ok. Jest takie stare, dobre przysłowie: "ustąp głupszemu"....
                        A więc ustępujęwink
                        • sanpja Re: sanpja 28.02.11, 11:37
                          Najpierw naucz się czytać ze zrozumieniem, potem możesz mnie obrażać.
              • nati-5588 Re: Ciąża to nie choroba... 15.03.11, 13:34
                jak slysze te wszystkie teksty typu ledwo 2 kreski na tescie a juz L4 lub zanim poczula jakiekolwiek objawy ciazy to ju zna L4 to bym nogi z du... powyrywala! do cholery to mam narazac dziecko wchodzac na 5 metrowe drabiny aby myc okna lub dzwigac 10 15 kg kartony albo wdychac opary roznych swinstw na hali produkcyjnej tylko dlatego ze ciaza to nie choroba?? ni epo to tyle czasu staralam sie o dziecko zeby teraz tylko dla idei pracujacych kobet zostac w pracy i nie isc na L4. Nie mowie praca biurowa czy inna ale nie ciazko fozyczna to ok spoko nie widze problemu ale jak slysze ze taka ze mnie leniwa krowa bo do roboty nie chce mi sie w ciazy chodzic to mnie krew zalewa!! nie kazdy ma taka idealna prace i nie nalzey nikogo osadzac tylko dlatego ze od 4 tyg ciazy jest na L4
            • sanpja Re: Ciąża to nie choroba... 23.02.11, 14:21
              julita165 napisała:

              > i w piątek
              > jadę do Włoch na narty smile

              Serio????? Będziesz jeździć na nartach w ciąży???? surprised
              • julita165 Re: Ciąża to nie choroba... 23.02.11, 14:33
                Serio smile w dodatku byłam dziś u lekarza i ujawniłam swoje plany. Powiedziała, że skoro ciąża przebiega jak dotychczas prawidłowo i nie widzi żadnego zagrożenia ciąży, a ja czuję się bardzo dobrze to ona nie widzi przeciwwskazań bylebym tylko się jakoś tym sportem nie zamęczała smile.
                Ale rzeczywiście narty w ciąży nie są dla każdego. Pomijając same jakieś nieprawidłowości związane z ciążą można jeździć na nartach w I i jeszcze na początku II trymestru jeśli się środek ciężkości zanadto nie zmienił smile pod warunkiem, że się ten sport naprawdę dobrze opanowało. Ja jeżdżę od 3 roku życia więc naprawdę kontroluję w 100% swoje poczynania na stoku i zagrożenie wiąże się nie z tym co sama zrobię tylko np ktoś we mnie wjedzie...no ale samochód też może mnie potrącić. Na pewno nie można zaczynać nauki jazdy bo to się nieodmiennie wiąże z wieloma upadkami smile
                • sanpja Re: Ciąża to nie choroba... 23.02.11, 16:59
                  julita165 napisała:

                  > naprawdę kontroluję w 100% swoje poczynania na stoku

                  Naprawdę - to nigdy nie możesz kontrolować tego w 100%. Ale baw się wspaniale i bezpiecznie.
                  • julita165 Re: Ciąża to nie choroba... 23.02.11, 19:06
                    No dobra - te 100% to pewna przenośnia. Ale podobnie jak nie mogę kontrolować w 100% wielu innych spraw a przecież nie położę się z tego powodu do łóżka smile
                    • sanpja Re: Ciąża to nie choroba... 24.02.11, 09:13
                      Nikt ci nie każe kłaść się do łóżka. Jedź i baw się dobrze. Ja bym się bała ale ja zawsze miałam problemy z ciążą.
              • 1matka-polka Re: Ciąża to nie choroba... 24.02.11, 08:35
                W 9 tc to cała macica jest schowana za kośćmi miednicy, musiałaby połamać miednicę albo zderzyć się z czołgiem, żeby płodowi coś się stało.
                • sanpja Re: Ciąża to nie choroba... 24.02.11, 09:10
                  Twoja może jest.
                • alawinx [...] 24.02.11, 09:49
                  Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
                  • 1matka-polka Re: Ciąża to nie choroba... 24.02.11, 11:02
                    Ale mi dogadałaś, ajajajajaj.
          • kobietka_29 Re: Ciąża to nie choroba... 26.02.11, 11:35
            Nie wiem, kogo mialas na mysli, piszac o tych krytykujacych, ktore w wieku 20 lat sa w ciazy i czuja sie swietnie. Mam 30 lat, jestem po ciezkim poronieniu, ciazy biochemicznej, w tej ciazy czuje sie fatalnie- od ponad dwoch tygodni prawie nic nie jadlam. A jednak nie jestem zdania, ze caly swiat ma nade mna plakac i skakac. Chodze do pracy, dojezdzam w jedna strone godzine zatloczonym pociagiem, potem przesiadka na nie mniej zatloczone metro. Najczesciej stoje i nie robie furii, ze ktos nie ustapil mi miejsca, bo przeciez jestem w 8 tc i mam wypisane na czole, ze jestem w ciazy. Potrafie zrozumiec kobiety, ktore pracuja w zawodach, zagrazajacych ciazy lub ktore cierpia na rozne choroby i dlatego ida na zwolnienie. Tez bym poszla. Ale nie znosze kobiet, ktore wykorzystuja ciaze dla wlasnej wygody. A takich znam bez liku. Robi mi sie tez niedobrze, gdy czytam posty, w ktorych jakas sfrustrowana siedzeniem w domu kobieta, obwinia inne kobiety, ze maja czelnosc wracac do pracy po urodzeniu dziecka.
            • misiontko999 A u mnie jest jeszcze inaczej 26.02.11, 14:09
              Mam 36 lat. To moja 2 ciąża. Pierwsza obumarła w 8 tyg.
              Pracuję w szkodliwych warunkach. Niby my jako pracownicy nie mamy płacone do pensji szkodliwego, ale ogólnie jest nakaz, że jak ciąża, to od razu na L4. W poprzedniej ciąży poszłam na zwolnienie zaraz po zrobieniu testu, ale niestety nie udało się, dzidziuś umarł. Staraliśmy się rok. I jest. 2 kreseczki. Zwolnienie lekarskie mam, ale z przykazem leżenia.
              Więc mnie, tak czy inaczej L4 się należy.
              Jeżeli natomiast chodzi o przywileje dla ciężarnych, to nie korzystam, bo ciąża nie jest widoczna.
              Aha, jestem też Zasłużonym Honorowym Dawcą Krwi. Mam oddane 8,5 litra krwi. Ale niestety nie korzystam z tego przywileju. Kiedyś, 2 lata temu, chciałam wejść do internisty poza kolejnością, bo miałam paskudne grypsko i ledwo stałam na nogach. Ale wszystkie starsze osoby podniosły takie larum, że mi się głupio zrobiło. Wyszłam z przychodni i zamówiłam przez telefon wizytę lekarską. smile
              Też oczywiście sądzę,że ciąża to nie choroba.
              Pozdrawiam. smilesmilesmile
        • sanpja Re: Ciąża to nie choroba... 23.02.11, 17:19
          anina-1 napisała:

          >
          > "Ciąże zniosła wspaniale" - hehehe - baja, w którą nie wierze i mi może ktoś pi
          > sac dyrdymały na forum, kogo na oczy nie widziałam, szczególnie owłosiony facet
          > , który podaje się za kobiete u cudownie spędzoną ciąże. Znam dziesiątki kobiet
          > w ciąży i każda z nich miała jakieś dolegliwości.
          >
          Też mi się wydaje, że niektórzy tu to zwykłe trolle.
    • easyblue moja szwagierka 24.02.11, 19:21
      jak katarynka powtarzała : ciąża to nie choroba.
      Jak była w 2 miesiącu siedziała juz w domubig_grinDD

      Ps. Nie, nie czuła się źlesmile
      • alawinx Re: moja szwagierka 25.02.11, 11:26
        Ja już pisałam, że te co tu najwięcej krzyczą, że ciążę przechodzi się super i nie należy domagać się przywilejów to pierwsze gonią po zwolnienie i wszędzie włażą bez kolejki.
        • cheeringup Re: moja szwagierka 01.03.11, 15:05
          nie wiem...ja takich nie znam. Nic mi nie dolega oprócz senności, zreszta teraz już nawet to tylko pod wieczór i jakoś ani razu nie pomyślałam o zwolnieniu.... jak na razie myślę żeby pracować a nie siedzieć w domu bo bym chyba zwariowała... współczuję dziewczynom co muszę leżeć albo siedzieć w domu, to musi być koszmar.
Pełna wersja