tata przy porodzie nie

27.05.04, 17:07
napiszcie wy, ktore nie planujecie porodu z mężem/ partnerem z powodów innych
niż medyczne i powiedzcie dlaczego.Zaczynam sie czuć jak ufoludek w zwiazku
ze swoją decyzją (być może złą)o rodzeniu bez męża - spotykam (także i na
forum) prawie samych entuzjastów/entuzjastki porodów rodzinnych. Powiedzcie
szczerze, co myślicie o obecności ojców przy porodach i dlaczego jesteście na
nie.

    • aka_78 Re: tata przy porodzie nie 27.05.04, 17:28
      Ja nie planuje, bo ani on ani ja nie widzimy po prostu takiej potrzeby.
      Moim zdaniem to sprawa kobiet mimo wszystko, a i tak bedzie caly czas blisko
      (na korytarzu). Poza tym mowiac o porodzie rodzinnym masz na mysli wszystkie
      fazy czy tylko te z fizycznym wypchnieciem dziecka na swiat? bo jesli chodzi o
      etapy wczesniejsze, to nie widze przeciwskazan, zeby maz byl kolo mnie, masowal
      i dodawal otuchy, jednak w TYM momencie nie chcialabym go miec przy sobie. Moze
      jakby moj maz bardzo nalegal to bym sie zgodzila, ale na szczescie w tej
      kwestii jestesmy zgodni i oboje jestesmy NA NIE.
      • kasiasz10 Re: tata przy porodzie nie 27.05.04, 17:39
        Ja będę rodziła prawdopodobnie z mężem. Jeszcze nie byłam w ciązy, on juz
        zapowiadał ze nie wyobraza sobie innej opcji. Ja nie byłam przekonana do tego
        pomysłu, ale z czasem dałam się namówić. Mój mąż zna mnie lepiej niz ja siebie,
        wie ze jestem panikarą i pewnie będę go potrzebowała. Jest strasznie przejęty
        ciążą, urządzaniem sie na nowosmile)) mam wrazenie ze to nie ja a mój mąż jest
        ciężarnysmile)) poza tym, szczerze mówiąc boję się porodu a świadomość ze nie będe
        sama jakś mnie nastraja bardziej optymistycznie.
        Ale wiem jedno, jakby nie chciał, nigdy, przenigdy nie namawiałambym Go na to.
        Nie ma nic gorszego niż naciskanie na męża, partnera i twoerdzenia ze ma być i
        koniec. Jeśli sam chce i sam o tym powie, jestem za, ale jesli wyraźnie daje do
        zrozumienia ze nie ma na to ochoty to po co?? Nic na siłę..bo potem moze byc
        przykro.\

        Kasia i Wiercipieta 31.08
        • maminka1 Re: tata przy porodzie nie 27.05.04, 17:54
          Hej
          Ja już na początku ciązy stwierdzilam, że chcialabym "rodzić z mężem" ale tylko
          do pewnego momentu, tzn. uprzedzilam go, że jak przyjdzie do parcia, to pewnie
          go wyproszę. I tak tez się stało - ku oburzeniu położnych! Dobrze, że bym ze mną
          na początku - leżałam pod ktg i kroplówką, miałam z kim pogadać, prosił położną,
          kiedy była potrzeba itp. Nie bolało mnie bardzo, więc jego funkcja była czysto
          towarzyska. Ale jak naprawdę się zaczęło, to go poprosiłam, żeby wyszedł - i nie
          mial mi tego za złe. Nie wiem, w czym mialby mi pomóc - wiłam się jak w ukropie,
          nie dawałam się dotknąć, zrobil się koło mnie tłok - położne, lekarze itp... Po
          10 minutach było po wszystkim, dzieciaczek trafił potem do tatusia, który
          asystowal przy badaniach itp., a potem przyniósl go mamusi smile To był piękny widok smile
          Może jak będę rodzila drugi raz, to pozwolę mu zostac do konca - jeśli bardzo
          zechce...
    • magdabi Re: tata przy porodzie nie 27.05.04, 18:15
      Bezwzględnie ojciec albo ktokolwiek bliski. Takie kobiety "nie samotne" są
      całkiem inaczej traktowane przez cały medyczny personel. Przy świadkach z
      zewnątrz nie używają sobie za bardzo na rodzącej.
    • adriana.wiedenska Re: tata przy porodzie nie 27.05.04, 18:49
      JA TEŻ NIE MAM ZAMIARU ZAPRASZAĆ MOJEGO MĘŻA NA SALĘ PORODOWĄ. MÓJ UKOCHANY JAK
      WIĘKSZOŚC FACETÓW TO SZALONY HIGIENISTA I LUBI SZCZUPŁE KOBIETKI, WIĘC POMIMO
      OGROMNEJ I NIEPODWAŻALNEJ MIĘDZY NAMI MIŁOŚCI TO JEDNAK OBAWIAM SIĘ JEGO
      PÓŹNIEJSZEJ REAKCJI. POZA TYM SŁYSZAŁAM, ZE ONI NIE POTRAFIĄ SIE ZACHOWAC NA
      SALI. JA BIORĘ ZE SOBĄMOJĄ MAMĘ. ONA TO PRZESZŁA DWUKROTNIE I WIE CO I JAK A
      ONI NAJZWYCZAJNIEJ MOGĄ SIE PRZESTRASZYĆ. WIE WIEM, ZE NIE POWINNI, BO TO
      PIEKNE I WZNIOSŁE CHWILE, ALE JA GDYBYM MOJEGO UKOCHANEGO WIDZIAŁĄ W TAKIM
      STANIE TO BYM PEWNIE ZEMDLAŁA.
      • bourgeonek Re: tata przy porodzie nie 31.05.04, 22:20
        Moj maz asystowal mi przy pierwszym porodzie i bedzie to robil juz niedlugo
        przy drugim.
        Bardzo milo oboje to wspominamy. Byl przy mnie od poczatku do konca - nawet w
        oststniej fazie porodu. Oczywiscie nie stal w moim kroczu, a u wezglowia, takze
        oszczedzilismy sobie widoku wychodzacej glowki, chociaz polozna namawiala go
        zeby zobaczyl, ale ja sie nie zgodzilam, a on na to przystal.
        Nie wyobrazam sobie porodu bez niego. Ale w pelni rozumiem i akceptuje decyzje
        innych co do samodzielnych porodow. Niektorzy faceci sa bardzo wrazliwi na
        wiodok krwi, czy tez cierpienia najblizszej osoby. I trzeba to uszanowac.
        Najwiekszym przezyciem dla mojego meza byla wlasnie jego bezsilnosc, to ze nie
        mogl NIC zrobic zeby ulzyc mi w cierpieniu.

    • psotna Re: tata przy porodzie nie 27.05.04, 19:22
      To jest dosyć ciężkie pytanie. Moja doktor powiedziała, że nie można naciskać
      na mężczyznę i to musi byc jego decyzja. Ponoć jest jakaś praca naukowa na ten
      temat, która wskazuje, że na siłę ciągnięci panowie do porodu bardzo często
      potem odchodzą od swoich partnerek. Tak naprawdę to musi być decyzja mężczyzny
      i tyle. Mój mąż nie wyobraża sobie, że mógłby nie być na porodzie - co mnie
      bardzo cieszy. Powiedziałam mu, że gdy będzie chciał wyjśc to w każdej chwili
      może to zrobić. Niedawno czytałam wypowiedzi panów na forum dotyczącego tego
      samego wątku, którzy twierdzili, że było to dla nich najpiękniejsze przeżycie.
    • nelka1313 Re: tata przy porodzie nie 27.05.04, 19:23
      Ja rodziłam niedawno, 3 maja. Mój mężulek był przy mnie cały czas,choć przed
      porodem miał obawy czy wytrzyma. Był cudowny nie wyobrażam sobie porodu bez
      niego. Sama świadomość, że jest obok dawała mi bardzo wiele.Narodziny dziecka
      to tak niepowtarzalne i wielkie przeżycie, że takie sprawy jak wygląd podczas
      porodu, krew itp. których obawiają się męzowie najbardziej-są po prostu
      niezauważalne przez nich.Mogę tu jedynie mówić o własnych doświadczeniach i
      odczuciach- ale po wspólnym porodzie stalismy sie sobie jeszcze bliżsi, czułąm
      jak bardzo mnie kocha szanuje i podziwia za to ,że w bólach dałam mu ukochany
      skarb.
      Decyzja musi jednak należeć do was- obojga! Ze swojej strony dodam tylko,że ja
      nie wyobrażam sobie takiej chwili bez niego!Najszczęśliwszej chwili w życiu!
    • triss_merigold6 U mnie nie zdecydowanie 27.05.04, 20:58
      Z kilku powodów:
      - w szpitalu mam zaufanie do lekarzy i personelu medycznego, potrafię
      powiedzieć o co mi chodzi i wyegzekwować właściwe traktowanie;
      - nie odczuwam lęku przed porodem, szpitalem itd., do tłumienia bólu poproszę
      znieczulenie;
      - nikt z rodziny nie jest mi w momencie porodu potrzebny, wolę fachowców;
      - względy estetyczne;
      - zawsze wiedziałam, że nie chcę towarzystwa partnera podczas porodu;
      - mogę być niemiła w sytuacji stresowej i nie chcę wyżywać się na facecie;
      - nie chciałabym oglądać czyjegoś porodu nie chcę żeby ktoś oglądał mój (poza
      personelem medycznym oczywiście)
      • 1jagienka Re: U mnie nie zdecydowanie 28.05.04, 13:58
        witaj, nie wiem czy już kiedyś rodziłaś, ale poród to przeżycie nie podobne do
        czegokolwiek. Jestem osobą równie zdecydowaną i stanowczą, jednak kiedy
        przyszło co do czego zachowywałam się jak ostatnia bezradna sierota. poza tym
        lekarz nie był w stanie zrobić zzo i booolało jak nie wiem, nie byłam w stanie
        nawet przekląć, a co dopiero egzekwować cokolwiek. Ja ostatecznie miałam
        cesarkę, ale mąż był ze mną niemal cały czas i jestem mu za to wdzięczna.
        gdybym nawet rodziła naturalnie, a on by się potem brzydził, czy coś w tym
        stylu, to byłby ostatnią świnią nie wartą zachodu. Nie chcę nikogo obrazić, ale
        denerwują mnie efemeryczni, rachityczni delikatniusie i poród w pojedynkę jest
        dla mnie do przyjęcia tylko wtedy, gdy kobieta tego chce. Ale każdy ma prawo
        wyboru
        pozdrawiam
    • myszka_80 Re: tata przy porodzie nie 27.05.04, 21:34
      Ja osobiście też wolałabym rodzić bez męża, ale nie mam za dużego wyboru, mąż
      mój jest lekarzem i od poczatku mówi,że musi tam być koniecznie. Nie wiem jak
      to będzie, ale trochę się boję,że to własnie on będzie mnie bardziej stresował
      niż poród.Pozdrawiam
    • iwoku Re: tata przy porodzie nie 28.05.04, 02:15
      Nie czuję się fanatyczką porodów rodzinnych. Mąż był przy mnie, bo sam do tego
      dojrzał. Z perspektywy czasu myśle,że mogłabym rodzić sama, ale byłoby mi
      trudniej. Pomógł mi oswoić się w zupełnie obcej przestrzeni i okiełznać czas,
      który podczas porodu płynie w zupełnie innym tempie. Po prostu siedział obok-
      bo rozmowa czy masaż mnie drażniły. Może wcześniej wyobrażał sobie swoją rolę
      bardziej aktywnie? Sama jego obecność w pierwszej fazie porodu była dla mnie
      olbrzymim wsparciem. W fazie parcia straciłam poczucie rzeczywistości- wtedy go
      nie zauważałam. A to co było potem- te pierwsze chwile we troje, to chyba jeden
      z najpiękniejszych momentów w naszym życiu.
      Nie potrafię myśleć o tym w kategoriach " nieestetyczne". Jak potraktować wtedy
      zmiany wyglądu kobiety podczas ciąży? wszystkie sytuacje, które spotykają
      kobietę w połogu? czy po prostu starzenie?

      • ella1976 Re: tata przy porodzie nie 28.05.04, 08:31
        Dziewczyny dobrze się zastanówcie czy na pewno chcecie rodzić same! Pomijając
        nawet aspekt przeżywania wspaniałych pierwszych chwil we troje. Weźcie jednak
        pod uwagę że nie zawsze poród trwa 2 godziny, czasem trzeba przeleżeć 9-10
        godzin (u mnie mimo podawania oxytocyny tyle trwał) położne i lekarz przychodzą
        tylko co jakiś czas sprawdzać postęp porodu, zostałybyście więc same! A tak
        macie przy sobie swojego faceta można pogadać, poda wodę, wymasuje plecy,
        poprawi ktg, jest na prawdę pomocny. A jeśli chodzi o drugę fazę to dla mnie
        była ona zbawieniem bo nareszcie skończył się ból. Czułam że teraz wszystko
        zależy ode mnie, więc tym bardziej mój mąż mi nie przeszkadzał!
        Zresztą to chyba zależy jakie realcje panują między małżonkami, my poznaliśmy
        się będąc nastolatkami i już wtedy planowaliśmy, że kiedyś będziemy rodzić
        razem (nie wiedzieliśmy nawet że w tamtych czasach nie było jeszcze takiej
        możliwości, bo porody rodzinne dopiero raczkowały -1991 r.)
        A więc wasz poród w waszych rękach, od was zależy jak będziecie go wspominały.

        ps. a poza tym myślę, że warto aby facet wiedział ile nas kosztuje urodzenie
        dziecka...
    • malgosik77 Re: tata przy porodzie nie 28.05.04, 08:57
      My obydwoje nie chcemy rodzić razem. Ja, bo gdy mnie cos boli wolę zostać z tym
      sama, a mój mąż po prostu boi sie panicznie krwi. No ja nie będę sie jeszcze
      stresowac tym, że on zemdleje i trzeba go będzie reanimować wink Po co mu taki
      wstrząs, jeśli nie chce, to nic na siłe smile, jeszcze później nie dojdzie do
      siebie do końca. Oczywiście w I fazie porodu, gdy można chodzić, kręcić sie i w
      ogóle, moge z nim posiedzieć, żeby szybciej leciał czas. Przy fazie
      decydującej, wolę zostac sama, a mąż i tak będzie sie z przejęcia kręcił po
      korytarzu i co chwilę kogos dopytywał jak ja sie czuję. Jeśli chodzi o
      personel, to mam pełne zaufanie, bo wybrałam osoby, które znam, poza tym mam
      taki charakterek, że jak ktoś mi nadepnie na odcisk w takim momencie, to go
      zaraz ustawie (oczywiście moge byc nieprzytomna z bólu i może mi sie tak teraz
      wydawać, ale nie mam obaw z tym związanych).
      Tak więc ja jestem na nie dla "pełnych" porodów rodzinnych, ale to sprawa
      indywidualna smile
      Pozdrawiam wiosennie
      Małgosia
      • b-bis Re: tata przy porodzie nie 28.05.04, 12:41
        Dziwne czasy nastały !!!
        Moja mama rodziła mnie bez taty, babka mamę bez dziadka i pewnie podobnie było
        wiele pokoleń wstecz... Nie jestem zapyziałą tradycjonalistką, zastanawiam się
        tylko nad niektórymi zagadnieniami społeczno-kulturowymi i myślę sobie, że
        gdyby asysta mężczyzn przy porodzie była czemuś potrzebna, to już dawno kobiety
        upomniałyby się o to... Skoro babka i tak rodziła dzieci w domu, to czemu nie
        poprosiła dziadka, żeby został przy niej (wiem z rodzinnych opowieści, że
        podobno bardzo ją kochał). W społecznościach prymitywnych i nawet u zwierząt
        też obserwujemy zwyczaj instynktownego izolowania się samic (kobiet) na czas
        porodu. Myślę, że wielu panów jest obecnie pod presją pewnej mody - bo kolega z
        pracy był przy żonie, bo żona twierdzi, że wszystkie jej koleżanki rodziły z
        mężami... Może warto się zastanowić nad tym fenomenem niezwykłych doznań
        ojcowskich przeżywanych podczas porodu. Może im zwyczajnie nie wypada się
        przyznać, że tak naprawdę to nie tylko pozytywne wspomnienia pozostały im w
        pamięci... W końcu mężczyźni to wzrokowcy !!!
        Mój mąż od zawsze ma do mojej kobiecości nabożny stosunek a ja robie wszystko,
        żeby być dla niego takim właśnie przedmiotem uwielbienia. Czuję się silną
        kobietą i niezniosłabym, żeby ktoś bliski patrzył na moje cierpienie, na moją
        słabość... Rodzenie dzieci to nasz babski "przywilej". Ja stawiam na zaufaną
        pomoc medyczną a przywilejem mojego męża niech będzie zobaczyć zdrowe dziecko i
        szczęśliwą żonę "już po wszystkim"... Pewna jestem, że będzie nas kochał i
        doceniał, pomimo że trudu rodzenia nie zobaczy.
        Pozdrawiam serdecznie i pięknych porodów życzę !


        • atlantis75 Re: tata przy porodzie nie 28.05.04, 14:50
          b-bis napisała:
          > Moja mama rodziła mnie bez taty, babka mamę bez dziadka i pewnie podobnie było
          > wiele pokoleń wstecz...

          A moja babcia wspominała, że rodziła z mężem smile Akuszerka nie zdażyła i dzielnie
          pomagał jej ukochany Władek. Szkoda, że już nie żyją, bo teraz podpytałabym się ich
          o szczegóły. Poza tym przeżyli razem 50 lat, to chyba poród nie wpłynął
          traumatycznie na dziadka.



          >Nie jestem zapyziałą tradycjonalistką, zastanawiam się
          > tylko nad niektórymi zagadnieniami społeczno-kulturowymi i myślę sobie, że
          > gdyby asysta mężczyzn przy porodzie była czemuś potrzebna, to już dawno
          kobiety upomniałyby się o to...

          Skąd wiesz, że się nie upominały? Tyle, że nie było w zwyczaju. Poza tym, idąc
          podobnym tropem, dziś ogromna większość kobiet pracuje zawodowo, a kiedyś
          nasze praprapra... pracowały w domu. A w jeszcze dawniejszych czasach kobieca
          menstruacja była uważana za nieczystą i w tym czasie kobieta musiała opuścić
          domostwo lub przebywać w specjalnie do tego przeznaczonym pomieszczeniu. Czy
          to było złe? Nie mamy możliwości zapytania się o to kobiet żykących w tamtych
          czasach, ale przypuszczam, że traktowały to jako coś normalnego. Tak samo teraz
          porody rodzinne nikogo już nie dziwią. Myślę, że zmiany obyczajowe na temat
          porodu to element bardziej złożonego procesu społecznego, tzn. zmiany roli
          mężczyzn i kobiet w wielu innych dziedzinach życia (praca, wykształcenie itp.). Poza
          tym kiedś ludzie żyli we wspólnotach, domach wielopokoleniowych, nawet w
          rodzinnych wsiach, a to dzieliło świat męski i żeński grubą kreską. Mężczyźni nie mieli
          wstępu do kobiecego świata i na odwrót. Rodzące były otoczone kobietami: matką,
          siostrami, ciotkami, babkami, które wspierały je przed, w trakcie i po porodzie. Dziś
          jest inaczej. Domy wielopokoleniowe to rzadkość, ludzie na skutek rozwoju cywilizacji
          migrują i więzy rodzinne ulegają rozluźnieniom. Dlatego kobiety szukają wsparcia
          wśród najbliższych ludzi z otoczenia i taką osobą jest mąż, partner. Zresztą
          panowie chcą się angażować, przeżywają ciążę, potem poród, pomagają w pracach
          przy dziecku itp. Ta zmiana samoświadomości nie jest zła. A tradycja staje się tu i
          teraz, bo za 300 lat to co dla nas jest nowinką, dla innych pokoleń będzie tradycją.


          >Myślę, że wielu panów jest obecnie pod presją pewnej mody - bo kolega z
          > pracy był przy żonie, bo żona twierdzi, że wszystkie jej koleżanki rodziły z
          > mężami...

          I właśnie dlatego nie należy mężczyzn zmuszać do uczestnictwia w porodzie. Tak
          samo jak nie należy siłą kobiety wyganiać do pracy (bo kariera taka modna), skoro
          realzuje się w domu przy trywialnych "garach" wink To musi być świadomy wybór,
          rozsądny i pozbawiony presji. Mężczyzna też ma język w gębie i skoro żona nalega,
          a on nie chce to powinien to wyrazić jasno i mądrze. A rozsądna żona powinna
          zrozumieć decyzję odmowną smile A czy tak jest to inna sprawa...

          Może warto się zastanowić nad tym fenomenem niezwykłych doznań
          > ojcowskich przeżywanych podczas porodu. Może im zwyczajnie nie wypada się
          > przyznać, że tak naprawdę to nie tylko pozytywne wspomnienia pozostały im w
          > pamięci... W końcu mężczyźni to wzrokowcy !!!

          Tak samo warto zastanowić się także nad fenomenem "doznań" wieku starczego wink
          Ja także jestem wzrokowcem, chociaż kobieta ze mnie pełną parą. Będę rodzić, nie
          mam wyjścia wink Ewentualnie oczy zamknę wink
          A tak na poważnie... chłop wyłącznie wzrokowiec może nas zostawić w każdej chwili,
          niekoniecznie po sesji porodowej. A to pierwsza zmarszczka go będzie razić, a to
          nie wytrzyma naszych chorób... Poza wzrokiem jest jezscze coś...

          > Mój mąż od zawsze ma do mojej kobiecości nabożny stosunek a ja robie wszystko,
          > żeby być dla niego takim właśnie przedmiotem uwielbienia.

          A mój mąż powiedział, że bądzie mnie uwialbiał i w trakcie wspólnego porodu smile


          Czuję się silną
          > kobietą i niezniosłabym, żeby ktoś bliski patrzył na moje cierpienie, na moją
          > słabość... Rodzenie dzieci to nasz babski "przywilej". J

          Masz do tego prawo. Ja tymczasem w chwilach cierpienia potrzebuję wsparcia
          najbliżej osoby. Nie boję się, nie wstydzę, pokazać mojej słabości. Po prostu inny
          charakter. Ani leszy, ani gorszy. Inny.





          Pewna jestem, że będzie nas kochał i
          > doceniał, pomimo że trudu rodzenia nie zobaczy.

          A ja pewna jestem, że mój mąż będzie nas kochał, pomimo iż trud rodzenia zobaczy.
          Najważniejsze jest nasze poczucie słuszności tego co robimy.
          A do autorki wątku mam słowo: nie przejmuj się uwagami innych. Chcesz rodzić
          sama? To twoje prawo smile))

          Pozdrawiam. Atlantis w 16 tc
    • inez21 Re: tata przy porodzie nie 28.05.04, 14:37
      do b-bis myslę że to trochę dziwne porównanie bo dawniej nie było
      komputerów ,światła telefonów i ludzie radzili sobie czy to znaczy że my też
      nie powinniśmy korzystać z tego? W medycynie też wiele się zmienia dawniej na
      wszystkie choroby łącznie z anemią stosowano upust krwi dzisiaj jest to raczej
      żadka metoda. Czy to zle że chcemy isć z duchem czasu? Myślę że nie wolno
      nikogo zmuszać na siłę do porodów rodzinnych, jeśli mężczyzna nie chce
      uszanujmy to bo zmuszanie go przyniesie więcej szkody niż pożytku.Jeśli kobieta
      nie chce to też nie warto jej namawiać bo po co ma być przy porodzie skrępowana
      i zawstydzona? ale może warto aby mąż był w pobliżu wrazie gdyby w trakcie
      porodu zmieniła zdanie. Śmieszy mnie jedynie mówienie o poczuciu estetyki u
      mężczyzn i o tym że przerażeni i zniesmaczeni porodem zostawiają swoje
      żony.Znam setki małżeństw które rodziły razem i żaden mąż nie mówił przy tym o
      estetyce,żaden nie porzócił potem żony,a wręcz przeciwnie kochają się
      nadal ,decydująsię na kolejne wspólne porody,a tacy ojcowie mają od poczatku
      dobry kontakt z dziećmi, nie boją się ich brać na rece ani przewijać.Myślę że
      kiedy decydujemy się być razem to na dobre i złe, nie tylko wtedy gdy jesteśmy
      piękne zdrowe i młode ,ale też w bólu cierpieniu i w chorobie, a także w
      starości która naprawdę piękna nie jest.Rozumiem że może być wiele powodów dla
      których oboje nie chcą być razem przy porodzie ,ale kobiety które boją się o
      odczucia estetyczne mężów to chyba nie są pewne ich miłości, a co będzie gdy
      będziecie chore?? czy wtedy też odseparujecie się od mężów żeby nie widzieli że
      cierpicie i żle wyglądacie???!!! Pozdrawiam i życzęrozważnych i przemyślanych
      decyzji o wspólnych porodach.
    • justynafx Re: tata przy porodzie nie 28.05.04, 17:03
      Niektórym z was wydaję się, że facet to siedzi podczas porodu między nogami i
      gapi się co tam wychodzi. Przecież kobieta jest osłonięta od pasa w dół i
      podczas wielu badań często mąż jest poprostu przepraszany na korytarz. Podczas
      samego porodu siedzi w takim miejscu, że nic nie widać!!!
      Dla mnie nie jest wyobrażalne, że mój facet miałby się mnie BRZYDZIĆ !!!! Jak
      to? Do zrobienia dziecka jest potrzebne dwoje ludzi!!! A później co...najlepiej
      wymyślać różne powody, żeby mieć spokój.
      Moja mama nie rodziła z tatą, bo poprostu nie wolno było nikomu wejść na
      oddział, a co dopiero na salę porodową. Tata czekał pod szpitalem, a mama
      opowiadała, że bardzo jej brakowało kogoś bliskiego w tych długich 10
      godzinach...9.30 godziny leżała albo spacerowała, a sam poród jako wyjście
      dziecka na świat trwało może pół godziny.
      To jest moje zdanie, ale wybór naturalnie należy do Was smile
      Pozdrawiam
      Justi
    • triss_merigold6 Wygląda na to, że trzeba się tłumaczyć... 28.05.04, 20:12
      Sądząc po postach kierowanych do kobiet, które nie chcą obecności męża czy
      partnera przy porodzie wygląda na to, że ich decyzje są co najmniej dziwaczne.
      Entuzjastki porodów rodzinnych starają się przekonać te którym idea porodu z
      facetem niezbyt przypada do gustu i udowodnić jak świetne jest to przeżycie.

      W takim razie wyjaśnię dosadniej: poród jest dla mnie zjawiskiem i
      doświadczeniem fizjologicznym. Muszę to przeżyć chcąć mieć dziecko na świecie.
      Zachwycać się nie muszę, w końcu każda dzieciata kobieta to przeżyła. Histeria
      czy strach w niczym nie pomogą. Poród może trwać długo i w tym czasie można
      robić sporo rzeczy, nikt mnie siłą nie przywiąże do łóżka więc o złe
      traktowanie ze strony lekarza czy położnej się nie martwię. Facet jest mi
      doskonale zbędny, nie lubię kiedy ktoś nade mną stoi, martwi się, dopytuje jak
      się czuję. Jak mnie coś boli wolę być sama ew. pod opieką medyczną.
      Kwestie estetyczne są dla mnie istotne o tyle, że nie chciałabym być świadkiem
      czyjejś operacji lub innego zabiegu i nie życzę sobie żeby ktoś mnie w takiej
      sytuacji oglądał.
      • kalinosia Re: Wygląda na to, że trzeba się tłumaczyć... 28.05.04, 21:15
        ha, też tak myslę. Ja jeszcze nie jestem w ciąży (ale staram sięsmile), ale z
        mężem czasem sobie gadamy o takich sprawach. Ja wiem, ze będę miała cc i mój
        mąż pomimo to chce byc przy tej operacji. A ja nie bardzo chcę. Ale może
        zmienie zdanie, jak będę już w ciąży...
    • inez21 Re: tata przy porodzie nie 28.05.04, 21:50
      dziewczyny każda z nas ma prawo do wolnego wyboru, ja nie usiłuję nikogo
      zmuszać do porodów rodzinnych wrecz przeciwnie uważam że powinna być to
      przemyślana decyzja obojga małżonków.Rozumiem triss że wolisz być sama ze swoim
      bólem i wcale mnie to nie dziwi,mnie tylko potwornie drażni to gadanie o
      poczuciu estetyki u mężczyzn,o ich delikatności o możliwości omdlewania przy
      porodzie,no bo kto tu w koncu jest tą słabą płcią????? kto kogo ma chronić?????
      Wydaje mi sięże u kobiet podejście do porodu ,do obecności męża na porodówce i
      wiele innych rzeczy zmienia się z chwila wystąpienia pierwszych skurczy tego
      nie da się komuś przekazać to trzeba przeżyć.
    • latajacamysz Re: tata przy porodzie nie 28.05.04, 22:23
      My też razem zdecydowaliśmy, że lepiej dla nas trojga, będzie jeżeli tatuś
      odegra tradycyjną rolę. Tzn zawiezie mnie do szpitala, dopilnuje formalności,
      wszystkich zawiadomi i będzie mnie bronił prze "hordą" rodzinki.
      Po prostu wiem, że bardzo by się stresował widząc jak jestem zmęczona obolała.
      Chciałby pomóc, a jego pytania czy czegoś mi nie brak może poduszke, może pić
      lub jeść itp doprowadziły by mnie do szału i lekarza on by bardziej
      potrzebował.
      Mam porywczy temperament, a potem mniałabym moralnego kaca.
      Nie wiem czy to tylko tymczasowa moda na obecność męża, ale każdy powinien to
      rozważyć indywidualnie. Nie oglądać się na inne pary.
      Chcę zaznaczyć, że do szkoły rodzenia chodzimy razem, ponieważ oboje chcemy w
      tym jak najpełniej uczestniczyć i jak najwięcej się dowiedzieć.
      ściskamy,
      Mysza, Bobo i Tatuś
    • aprze Re: tata przy porodzie nie 29.05.04, 17:09
      Cześć
      ja dwoa razy rodziłam z mężem i teraz jestem w trzeciej ciąży i On też będzie przy mnie.
      pozdrawiam, agnieszka
    • kornelcia75 Re: tata przy porodzie nie 18.06.04, 23:27
      Ja tam tez sie ciesze ze rodzimy razem, w koncu to takie przezycie.pamietam
      słowa mojej mamy kiedy mi powiedziała ze jak mnie rodziła to nie zapomni tego
      uczucia kiedy została sama wsród obcych ludzi.Nie namawiałam go ale nasi
      znajomi którzy rodzili razem maja same piekne wspomnienia.cieszę sie ze bedzie
      przy mnie,miałam kilka zabiegów w szpitalu i nie zapomne bólu w sercu moim i
      jego kiedy musiał sobie pójsc.Mój syn zobaczy swoich rodziców odrazu i to mnie
      ciezy.
      • grzalka Re: tata przy porodzie nie 19.06.04, 02:19
        Jak nie tata, to przydalby sie ktos bliski- zawsze jest z kim pogadac, a
        czasami porod trwa i trwa....
Pełna wersja