porod rodzinny czy nie?

21.03.05, 14:22
Hej, takie rozne mysli mnie nachodza...przed ciaza mialam straszne migreny i jak czulam ten bol -
czesto trzydniowy, nie chcialam widziec nikogo...Obawiam sie, ze obecnosc mojego partnera przy
porodzie tylko moze mnie irytowac. Tak wiec do konca nie wiemy czy bedziemy rodzic razem,
zwlaszcza, ze on nie czuje jakiegos wielkiego parcia w tym temacie. Nie sadze tez, zeby to rozluznilo
nasze wiezi. Chyba wole rodzic sama, a potem "zapoznac" ojca z jego dzieckiemsmile Napiszcie o swoich
doswiadczeniach. Czy jest wsrod Was jakas, ktora zalowala, ze rodzila z partnerem/mezem? Jestem
ciekawa Waszych opinii w temacie: czy porod to "ostatni bastion kobiecosci" (tak stalo w jednym
artykule nt. porodow) i lepiej, zeby nasz towarzysz zycia nie ogladal nas w takiej sytuacji czy wrecz
przeciwnie-jego obecnosc jest niezbedna itp.etc.
Pozdrawiam
Sugar
    • kanna Re: porod rodzinny czy nie? 21.03.05, 19:05
      Dla mnie obecność nmęża była niezbędna - dawała wsparcie, poczucie
      bezpieczeństwa i pomoc "techniczną" (załatwiał rozmowy z połoznymi, pomagał mi
      wstać itp.).
      Mąj mąż jest dojrzały, spokojny, nie panikuje z byle powodu. Był dla mnie
      prawdziwym oparciem i przy pierwszym, i drugim porodzie.
      Zaraz po prodzie pilnował dziecka, rozmawiał z pediatrą, a kiedy mała trafiła
      do cieplarki chodził i ja oglądał.

      Ma doskonały kontakt z obojgiem dzieci, ale nie sądzę, żeby to była zasługa
      obecnosci przy porodzie. Jego obecnośc ważna była głównie dla mnie.

      pozd. Ania
      • joanna1982 Re: porod rodzinny czy nie? 21.03.05, 21:36
        mój mąż też był przy porodzie. Dzielnie mi towarzyszył. Pomagał wstawać z łóżka
        chodził ze mna po korytarzu masował plecy a później jak położna kazała mi kucać
        i przec to mnie trzymał i pomagał wstać. Nigdy nie zapomnę jego słów jak już
        urodziła się główka to powiedział "kochanie jeszcze raz i mamy naszego
        dzidziusia". Był dla mnie oparciem i pomocą tym bardziej że poród był długi
        choć mało bolesny
    • gocha34 Re: porod rodzinny czy nie? 22.03.05, 00:04
      Ja też rodziłam z mężem,choć nie od początku było to takie oczywiste,wahał
      się,ja nie nalegałam,ale ucieszyłam się gdy zdecydował że będzie.do szkoły
      rodzenia nie chodziliśmy,także do końca też nie wiedział co nas czeka.Poród był
      długi i ciężki,uczestniczył we wszystkich zabiegach i badaniach,a ja w tym
      cierpieniu szukałam jego dłoni i spokojnych oczu.Teraz nie wyobrażam sobie że
      mogłoby Go nie być ze mną.Zakończenie porodu było nieprzewidziane-spadało tetno
      dziecka i musiało być szybkie cięcie cesarskie.Mi chciało się płakac,On mnie
      pocieszał podczas przygotowywania do cięcia.Ponieważ ja miałam znieczulenie
      ogólne nie słyszałam pierwszego krzyku dziecka,za to On słyszał,był z tego
      bardzo dumny.Dziecko urodziło sie zdrowe i po zbadaniu to Mąz trzymał w
      objęciach naszą Kochaną Córeczkę i czekali aż ja sie wybudzę,była to
      najpiękniejsza chwila w moim życiu mialam ich oboje w tak ważnej dla nas chwili.
      Minęły juz trzy lata,jestem w ciąży,Marysia we wrześniu będzie miała rodzeństwo
      i jest to dla nas oczywiste ,że drugie dziecko też przywitamy razem na tym
      świecie!
    • monika_oli Re: porod rodzinny czy nie? 23.03.05, 12:16
      Mój mąż także był ze mną przy porodzie i podobnie jak poprzedniczki nie żałuję
      tego. Jednak podpowiem jeszcze inne rozwiązanie - mąż nie musi być przez cały
      czas z Tobą. Możecie się umówić, że jeśli uznasz jego obecność za niepożądaną,
      to on po prostu wyjdzie.
      m.
    • pomme Re: porod rodzinny czy nie? 23.03.05, 16:50
      Sugarbox, u mnie zanosi sie na podobna sytuację. Mąż jakos nie bardzo sie kwapi
      do towarzystwa a i ja nie nalegam ( nic na siłę)Wręcz obawiam sie że w jego
      obecności będę rozklejona i rozkapryszona. Poza tym nie wiem jak on by zniósł
      moje bóle i darcia w niebogłosy. Ja myślę że poród rodzinny to kwestia
      charakterów. nie umiem stwierdzić jaki jest lepszy bo nigdy nie rodziłam i nie
      mam porówania ale uważam że każdy powinien rodzić w warunkach komfortowych dla
      niego i tyle...
      • pasmois Re: porod rodzinny czy nie? 23.03.05, 22:36
        Ja bede rodzic 2 raz, ale 1 z obecnym mezem. Na poczatku on byl przeciw, ja
        chcialam. Dla mnie bylo wazne zeby byl ze mna ktos bliski, na kim moge polegac,
        zaufac. Poprosilam przyjaciolke czy chciaialaby byc ze mna. To bylo na poczatku
        ciazy.
        Zaczelismy chodzic na szkole rodzenia, moj maz czyta ze mna gazety i ksiazki,
        choc bez szalenstwa i juz wiemy ze w momencie ZERO bedziemy razem. ostatnio
        powiedzial ze nie wyobraza sobie siebie czekajacego pod drzwiami, kiedy jego
        Syn wita sie ze Swiatem.
        Dajcie sobie czas, nie odsuwaj Meza od ciazy i tego co sie dzieje z Toba, ale
        tez nie narzucaj, mezczyzni maja inny tryb. Jesli masz czas/mozliwosci idzcie
        na szkole rodzenia. W zadnym razie nie naciskaj ani jego ani siebie.
        • pomme Re: porod rodzinny czy nie? 24.03.05, 09:34
          Ależ dokładnie tak jest ani go nie odsuwam ani nie nalegam. Do gina chodzimy
          razem USG ogladamy razem, do szkoły rodzenia tez sie zapisaliśmy. Oboje
          wczytujemy sie co tydzień co dzidzia ma juz nowego, ale o porodzie rodzinnym
          nie myslimy i ja nie czekam az on sie zdecyduje. Jak bedzie, tak bedzie; sam
          zdecyduje czy chce byc ze mna czy obok. Wiem,że jeżeli sie nie zdecyduje na
          pewno nie poczuje sie opuszczona.smile
    • izia30 Re: porod rodzinny czy nie? 24.03.05, 09:13
      rodziłam z męzem, prawdę mówiąc nie wyobrazam sobie zeby było inaczej. mój mąż
      okazał się bardzo opanowany, pomagał. podtrzymywał na duchu, kł ócił sie gdy ja
      już nie miałam sił, cały czas był obok i służył męskim ramieniem, robił mi
      masaz, ocierał pot z czoła, przypominał o oddychaniu. a gdy mała już była na
      świecie biegał wokól całował mnie po policzkach i krzyczał "widziałaś?". to było
      cudowne przeżycie zobaczyc jak tuli naszą córeczke jeszcz wisząca na pępowinie.
      nie widział żadnej krwi, o jej istnieniu dowiedział sie dopiero po obejrzeniu
      zdjęc. powiedział ze wyglądałam wtedy najcudniej na świecie (jak zobaczyłam
      zdjęcia to prawdziwy zombi z oczkami na słupkach), nie słyszał mojego krzyku.
      chyba wspólny poró pomógł mu docenić ile to wysiłku, pracy, bólu, i jaki
      wspaniały efekt. mam wrazenie ze jego miłośc do mnie wzrosła, szacunek też, a
      zrodziło się z miejsca wielkie uczucie do maleństwa. wytworzyła się między nimi
      jakas tajemnicza więx która trwa do dziś dnia (ma 21mcy).
      pamiętaj że decyzję musicie podjąć oboje, a mąż moze opuscić sale porodowa w
      dowolnym momencie.
      pozdrawiam
    • mgg1 a ja mam dylemat - siedze na torbie!!!!!pomozcie!! 24.03.05, 10:03
      moj maz zdeycydowal, ze pojdzie ze mna..ale ja obawiam sie, ze chce tego ze
      wzgledu na mnie..jest przy tym ogromnym esteta..i ja jestem przerazona skutkami
      tego wielkiego przezycia dla nas samym na przyszlosc...
      wiem, ze nie lubi brutalnych scen i krwi...
      z drudieg strony tyle sie naczytal i naogladal przecinania pepowiny przez
      tatusiow, ze koniecznie chce wziac w tym udziall.kupilismy kamere i on cwiczy
      filmowanie..a ja dopiero teraz sie przerazilamm na dobre...
      a co bedzie potem, jak bedzie do mnie podchodzil? skoro juz teraz mam poczucie,
      ze jestem dla niego aseksualna?
      mam mieszane uczucia i wiem, ze moze miec potem szok..horrory i nie dotknie
      mnie przez nastepne 5 lat - ??????
      pomozcie, bo ja lada moment ide rodzic!!!!!
      • haras2 Re: a ja mam dylemat - siedze na torbie!!!!!pomoz 24.03.05, 14:42
        Hej, tu kolejna zona estety, a jednak rodzilismy razem (a on na dodatek mdleje
        na widok krwi, ale okazalo sie, ze tylko wlasnej!!). Oboje jestesmy zdania, ze
        fizjologia czlowieka nie wyszla Panu Bogu najlepiej i nie afiszujemy sie z nia,
        a jednak... porod to co innego. Primo: co by nie mowic to jest fizjologia "z
        wyzszej polki" - zwazywszy na efekt smile). Secundo: moj maz stal przy mnie i
        patrzyl mi w oczy, a nie w krocze. Generalnie mialo tak byc, ze bedzie ze mna
        do momentu samego rodzenia (dlugie godziny skurczow wcale nie sa specjalnie
        nieestetyczne, natomiast latwiej je zniesc w towarzystwie), ale jakos tak
        wszystko poszlo, ze byl ze mna do konca. Nie przecinal pepowiny, nie chcielismy
        tego. Po prostu byl i mnie bylo lzej na duchu, a kiedy po porodzie mnie szyli i
        zbierali "do kupy" to caly czas byl przy naszej coreczce, to bylo dla niego
        wielkie przezycie (on uwaza, ze dla niej tez, ale ja tam wiem, ze spala jak
        susel smile) No ale moze czula, ze ktos ja trzymal za lapke). Niedlugo znow
        bedziemy rodzic, teraz juz bez watpliwosci razem. Ale rozumiem opory. Nic na
        sile. Pamietac jednak trzeba, ze maz zawsze moze wyjsc pred sale porodowa (nie
        widzi krwi i tych rzeczy, a jednak JEST, chocby po to, zeby popedzic po polozna
        gdy cos sie dzieje zle, moj porod byl w nocy i trwal 10 godzin, wiec polozna
        troszke sobie spala...). A jesli nie chce byc WOGOLE to moze ktos inny bliski?
        Siotra, przyjaciolka (najlepiej z doswiadczeniem). Pozdrawiam i powodzenia!
        Magda
    • izia30 Re: do mgg1 24.03.05, 10:10
      w tej chwili masz przestac panikować! to ostatnia rzecz jakiej teraz
      potrzebujesz. jeżeli mąż uzna że dłużej nie da rady to wyjdzie. mój też jest
      estetą, żadnej krwi nie widział, nie był równiez świadkiem brutalnych scen (jego
      zdaniem). i napewno nie przestał mnie kochac, nie stałam sie aseksualna, choć
      pewnie łatwiej mu było znosić abstynencje przez kilka pierwszych tygodni, ale
      nie dlatego że go odrzucało, ale dlatego że widział jak się męczę.
Pełna wersja