oczekujacy
18.01.06, 13:31
Witajcie,
w prawdzie nie jestem kobietą, ale my faceci (przynajmniej niektórzy) też
strasznie przeżywamy mijające dni bez brzdąca raczkującego po dywanie.
W sumie nie wiem po co to piszę.... hmm...... często czytam to co Wy piszecie
i tak sie samo wzięło. Może też chcę się wygadać.... przed żoną udaja
strasznie mocnego żeby ona sie nie poddawała, ale w głębi serca często
słychać krzyk, który dusze w sobie zanim jeszcze zdoła się ze mnie wyrwać... :
(
Ponad 4 lata staramy się o dziecko. W sumie z nami jest wszystko w porządku,
ale rezultatu jak nie widać tak nie widać. Nie wiem, może to w naszej głowie
siedzi, pewnie pójdziemy do psychologa i może energoterapeuty zanim
zdecydujemy się na in vitro.
Przeszliśmy już wiele, ogrom badań, sprawdzeń, zastrzyków, tabletek, 3 razy
inseminacja i ....

Ale cóż, pozostaje nam tylko marzyć o dniu, w którym na teście zobaczymu dwie
mocna śmiejące sie do nas kreski.
Pozdrawiam wszystkich którym takie problemy są bliskie oraz tych którym się
udało, którzy już mogą wiele smutnych chwil spakować w torebkę i utopić w
najciemniejszym kącie domowego archiwum.
A my..... oczekujący - musimy wierzyć, czekać i marzyć bo żeby coś się
zdarzyło trzeba marzyć...
Trzymajcie się ciepło
Oczekujący.