kulka_76
21.02.06, 12:44
Czesc
Potrzebuje Waszej porady, moze ktoras z Was miala podobne dylematy, napiszcie
prosze, pomoze mi to uporzadkowac "balagan" w glowie
Rozpoczelismy jakies 2 cykle temu z mezem starania o dziecko. Na razie bez
efektu niestety

.
W zeszlym tygodniu, bardzo niespodziewanie dostalam oferte swietnej pracy:
jedna z tych "szans" zawodowych ktore zdarzaja sie raz na cale zycie.
Z bolem serca, ale zdecydowalam sie prace zmienic, z bolem, bo oznacza
niestety przerwe w staraniach na ... no wlasnie... nie wiem sama na ile.
Mam troche wyrzuty sumienia: czuje sie jak wyrodna potencjalna matka: kariera
nad rodzine, traktujaca dziecko jak kogos, kto moze poczekac na lepsze czasy.
Ohydnie sie z tym czuje. Do tego mam 30 lat, wiec nie powinnam z tym zwlekac
za dlugo.
Z drugiej strony mowie sobie, ze nowa praca pozwoli mi zapewnic mu lepsza
przyszlosc (w obecnej kiepskie perspektywy, w moim miescie z praca jest
ciezko), bezpieczenstwo. Do obecnej pracy po macierzynskim raczej bym nie
miala szansy juz wrocic (smutne ale prawdziwe).
Moj problem: pomijajac kwestie mojego wewnetrznego rozdarcia, ile powinnam wg
Was odczekac? Nie wiem do konca jakie sa realia w "nowej" firmie jesli chodzi
o traktowawnie kobiet na macierzynskim (moje stanowisko jest bardzo
specjalistyczne) wychowawczego bym raczej nie brala, bo maz ma prace "w domu"
i uzgodnilismy, ze jesli nie bedziemy mogli sobie pozwolic na moj wychowawczy
to dla niego nie jest problemem zajmowanie sie dzieckiem w domu)
Czy zajscie w ciaze na przyklad po pol roku pracy jest "nie fair"? Jak byscie
to ocenily patrzac z boku?
Zle sie czuje z tym, ze musze podejmowac tego typu decyzje

(((
pozdrawiam Was serdecznie

Kasia