nic mnie nie cieszy

01.04.06, 18:00
Moje maleństwo przyjdzie n świat za ok.10 tygodni.niestety aż trudno przyznać
się przed sobą że nie cieszy mnie to. zastanawiam się co się ze mną
dzieje.dzidziuś był zplanowany (a może był w planach ale przyszedł tak nagle)
mąż bardzo się cieszy, rodzina również oczekuje,ja natomiast wolałabym o tym
nie wspominać nikomu, a najlepiej wrócić do tego momentu decyzji i jeszcze
raz się nad tym zastanowić. nie mogę sie niczym zając,na niczym skupić,mam
wrażenie marnowanego czasu (jestem na L4 od 1,5 miesiąca) nic mnie nie
absorbuje, nie mam najmniejszej ochoty skałdać małe ubranka, urządzać pokoiku
dla małego. może ja po prostu nie nadaję się na mamę i nie potrafię się w tym
odnaleźć. wszystkie mamy przyszłe i obecne w moim środowisku zachowują się
jak urodzone do macierzyństwa. mąż uważa że moje odczucia są normalne w ciąży
i nie chce nawet rozwijać rozmowy o moich wątpliwościach, mama, reszta
rodzinki i znajomi wciąz wypytują o różne rzeczy związane z małym (oh ech jak
to super itd.) ucinam więc szybko każdy wątek.głupio się nawet przyznać że
mam odmienne odczucia. pewnie tutaj na forum są też tylko happy mamy ale
jestem przynajmniej bardziej anonimowa.
nie sądzę jednak że to takie normalne. wiem że coś jest nie tak. czy można
nie kochać i nie czekać na własne dziecko. to nawet brzmi strasznie....
    • matuska Re: nic mnie nie cieszy 01.04.06, 19:16
      Hmmm jak bym widziala siebie w pierwszej ciazy.Bylam identyczna, mialam takie
      same odczucia i nic mnie nie bawilo.Powod prosty--strach przed nowymi
      obowiazkami, koniec nienormowanego czasu, koniec latania z kumelami po
      imprezkach.Powodow takiego stanu jest wiele, nie martw sie mysle ze po urodzeniu
      Odezwie Ci sie ta matczyna milosc i chec do zycia.
    • lolinka2 Re: nic mnie nie cieszy 01.04.06, 19:16
      Jeśli nie masz ochoty skupiać się na dziecku, skup się na sobie. Nie jestes
      nienormalna, jesteś inna i mam 200% pewność że po porodzie nastawienie ci się
      zmieni (choć moze nie od razu). Ze mną w poprzedniej ciaży było tak, że musiałam
      ją w całości przeleżeć, jestem pracoholikiem, kiedy zaszłam w ciażę, rozwijałam
      właśnie bujną karierę, miałam 1500 pomysłów a tu klops i łóżeczko do
      odwołania... Uwierz mi, ze nie miałam ochoty zachwycać się dzidziusiem, raczej
      mi się to widziało jak wyjątkowo wyrafinowana forma pasożytnictwa i to dopiero
      poczatek tej drogi... Nie zachwycałam się ruchami, nie zachwycałam się ciuszkami
      (kupowałam, ale z rozsądku), łózeczkami, wózkami, nie kontemplowałam cudowności
      stanu odmiennego (dla mnuie był czymś w podobie terminalnego stadium raka,
      biorąc pod uwagę samopoczucie). Mogę powiedzieć uczciwie, że młodą pokochałam
      dopiero w kilka dni po narodzinach. Patrzyłam na nią w szpitalu, czułam się
      odpowiedzialna...i kropka. Podchodziłam do niej stricte zadaniowo: zrobic to to
      i tamto. Dopiero po jakimś czasie pojawiła się miłość.

      Teraz jest inaczej, ta ciąża też jest planowana, a jakże, tyle ze ja czuję się o
      niebo lepiej, znoszę ją nieźle, pomimo pewnych komplikacji. I teraz mogę się
      poczuć w ciąży, nacieszyć tym stanem, pracuję cały czas i zamierzam aż do
      rozwiązania, żeby nie czuć ze coś tracę, coś na zasadzie 'mieć ciuciu i papu'.

      Szkoda troszkę ze maż nie chce z tobą pogadać o tym, bo on ma rację, że to
      normalne uczucia ale gdyby troszkę nad nimi z tobą posiedział, to lepiej by ci
      się zrobiło. Mój mąż po prostu skupiał sie na mnie, ja też, i to było
      najważniejsze, kiedy miałam jakiś przypływ cieplejszych uczuć, wykorzystywał to
      i gadał do brzuszka... przetrwaliśmy, bez konfliktów i pretensji jakichkolwiek.
      A reszta rodziny?? to średnio ich sprawa, nie przejmuj się...

      Teraz po prostu rekompensuj sobie wszystko czego ci brakuje, jak najwięcej
      przyjemności przez te 10 tygodni. A potem BĘDZIE fajnie. Ostatecznie nie jesteś
      jedyną z takimi wątpliwościami. Jeszcze mi się nasunęło, że fajnie byłoby w tej
      sytuacji zebyś zadbała o fajny poród (nie chodzi o kwestie boli czy nie ale o
      komfort psychiczny, brak pośpiechu, miły personel - również po, uczulam, bo
      miałam przejścia...). To potem rzutuje na resztę zycia w duzym stopniu. Ja mam
      zamiar teraz 'odczarować' kilka niefortunnych trafów z poprzedniego porodu. Mam
      nadzieję ze mi się to uda.
      • madal1 Re: nic mnie nie cieszy 05.04.06, 15:51
        Niestety odczuwam to samo co ty z tą różnicą, że jest to moje drugie dziecko
        niby planowane, ale może zbyt wcześnie "wyszło"... Być może bluźnię, ale nie
        jestem przygotowanado powtórnego macierzyństwa: czuję się fatalnie, poza tym
        dostałam własnie super podwyżkę pensji,a termin porodu i macierzyńskiego
        nakłada się na wcześniej zaplanowane audyty za co jestem odpowiedzialna w 100%
        i nie wiem jeszcze jak to powiedzieć prezesom.
        Jesteśmy także z mężem na samym początku budowy domu (nie ma najmniejszych
        szans skonczyć budowy przed porodem, także będziemy musieli upchać się w
        czwórkę w maleńkim mieszkanku...
        Mam małą córeczkę (2,5 roku) bardzo na nią czekałam, ale miłość do dziecka nie
        przyszła z chwilą narodzin, ale dużo dużo później.
        Kocham córeczkę, ale nie wiem jak to będzie z drugim dzieckiem.....
    • zebra12 Ja Was za to nie rozumiem! 05.04.06, 17:00
      Mam dwie córeczki - planowane i zawsze się bardzo z ciąży cieszyłam. Czekałam
      zawsze nw ieczór, żeby poleżeć sobie w spokoju i pogłaskać dzidzię przez
      brzuch, poczuć ruchy, pogadać do niej. Teraz jestem w trzeciej ciąży. Zupełnie
      nieplanowanej. Mieszkamy w maleńkim 36 metrowym mieszkaniu i to nie naszym,
      pracuję tylko ja, dzieci odchowane, a tu nagle ciąża. Ale wiecie co? I tak już
      kocham tego dzidziusia, czekam na jego bicie serca na USG, pierwsze kopniaczki.
      Nie wiem jak się dalej potoczy nasze życie. Nie mam znikąd wsparcia. nie mamy
      gdzie mieszkać. Ale kiedyś straciłam dwie ciąże i wiem jak to boli (
      psychicznie oczywiscie) Trzeba się cieszyć dzieckiem, bo to jest część nas!
      Część mnie i męża, maleństwo zdane na nas i dane dla nas. Może któraś się ze
      mną zamieni życiem? Chętnie przyjmę niedokończony dom, intratną pracę, która
      zostanie zawieszona na czas macierzyństwa lub dobrze zarabiającego męża. W
      zamian oddam męża artystę, który buja w obłokach i chodzi wciąż bez kasy, dziko
      zamieszkiwany lokal, pensję 1000 zł, z której żyjemy.
      Któraś chętna?
      • asia517 Re: do: zebry!!! 05.04.06, 21:17
        jesteś mądrą, dzielną kobietą. Trzyman za ciebie kciuki
        pozdrawiam
        Asia z majowym promyczkiem
        • zebra12 Re: do: zebry!!! 06.04.06, 17:03
          Dzięki Asia! Staram się! Mam dla kogo żyć i się tym cieszyć! W końcu nikt nie
          choruje na raka czy nie zginął w ywpadku samochodowym, żeby się załamywać. Moja
          koleżanka urodziła synka z zespołem Downa...Była załamana. To można zrozumieć.
          Ale teraz po 2 latach też się umie nim cieszyć. Jest kochany! Trzeba umieć
          znajdować w życiu radość we wszystkim, bo inaczej życie spędzimy jako
          zgnuśniałe staruszki mające w rzeczywistości 20-30 lat.
    • marii7 Re: nic mnie nie cieszy 05.04.06, 17:35
      Dziwnie się poczułam - jakbyś pisała o mnie...
      Jestem w 30 tygodniu, od 1,5 m-ca na L4 i marazm, który mnie dopadł. Mam pełno
      wątpliwości jak się ułoży moje życie. Czuję na sobie ogromną odpowiedzialność
      za dziecko.
      Dodatkowo, dobija mnie samotność w ciągu dnia. Mąż pracuje od rana do wieczora,
      a ja, do niedawna tak aktywna muszę siedzieć w domu, wymyślać sobie zajęcia,
      które nie są zbytnio atrakcyjne. Nie wiem, jak przetrwać tych 10 tygodni...
    • ryshia28 Re: nic mnie nie cieszy 06.04.06, 18:28
      Wiesz co, ja z początku czułam się tak samo.
      Wszystko zaplanowane, odroczona drakońska dieta, przepisowe 3 miesięczne
      przygotowania folikowe i witaminowe, normalnie zaczęłąm jeść, mąż się
      obronił,został zatrudniony na uczelni, ja na australijski staż sie nie
      dostałam, więc zdecydowaiśmy sie na dziecko, kiedyś trzeba smile, otworzyłam
      przewód doktorski,zaplanowałam dokończenie badań, poród w sierpniu-miał być
      lew, koniecznie dziewczynka-Julia, wszystko przemyslane.
      No i 1.próba, super od razu się udało, Byliśmy bardzo szczęśliwi!
      Testowaliśmy w czwartek a w piatek (4tydz) dostałam pierwszy krwotok. Straszny
      żal, łzy, a jednak z pomocą wspaniałego fachowca-lekarza-udało się pęcherzyk
      uratować. Jednak od razu położyłam sie plackiem do łóżka, spędziłam w nim 2tyg,
      kolejny krwotok, w 8tyg, nastepny. Nasze maleństwo silne, rozwijało się wśród
      tych pękających krwiaków prawidłowo. Jednak nie tak jak moja psychika. Ponad 2
      miesiące w łóżku, mnóstwo leków, okropne samopoczucie, dużo przytyłam,
      wątpliwości, strach, mąż cały dzień w pracy, na uczelni i budowie, okazało się,
      że jednak dostałam grant, ale wymarzona niegdyś Australia przeszła mi bokiem.
      Możesz sobie wyobrazić jak się czułam, wstyd się przyznać i grzeszę, ale byłam
      wręcz zła.
      Nic mnie nie cieszyło, dopiero na usg, na którym dowiedziałąm się, że to bedzie
      wymarzona dziewczynka, poczułam coś dziwnego, że zaczełam o niej mysleć tak
      inaczej, czekać na pierwsze ruchy, każde usg to radość nie z tej ziemi, nie
      moge się juz doczekać kompletowania wyprawki, urządzania pokoju. Do pracy nie
      wróciłam i nie wrócę juz do końca, ale o dziwo, wcale mi to nie przeszkadza,
      uwielbiam rano leniuchować w łózku i głaskać brzuch...
      Żaden grant, artykuł czy awans nie równa się z tym co czuję teraz...
      Jeszcze trochę poczekamy na naszą Juleńkę, aż do 4 sierpnia, ale warto było
      zostawić wszystko... dla niej.
      Zobaczysz, Ty równiesz przyznasz to niedługo....
      Pozdrawiam serdecznie
      Monika
    • ata1980 Re: nic mnie nie cieszy 06.04.06, 18:39
      Hej kobietkowinkzapewniam cię ze bedziesz cudowną mamą,a twoje malenstwo bedzie
      miało cudowną mame.J a jestem dopiero w 14 tygodniu,ale tez juz teraz mam
      czasami głupie myśli.Może poprostu to jest taka ucieczka przed strachem.Nie
      chcesz o tym myślec bo cie to przerasta na swój sposub.Ja bym ci radziła duzo
      czasu spędzać samej z sobą i maluszkiem w ciszy z dala od tych wszystkich ludzi
      i komętarzywinkpowodzenia trzymam kciukiwink
Pełna wersja