chantal10
12.06.06, 21:49
We wrześniu z niemężem chcieliśmy zacząć starania, nawet pisałam tu na forum
troszke, ale może zacznę od początku ...
Około lipca mielismy jechać do Irlandii do pracy, pewno na dłuzej - rok, moze
dwa, i we wrześniu, zakładając, że pracę będziemy mieć, chcielismy starać się
o dziecko. W między czasie, po cichu liczymy na pracę w pewnej jednostce
tutaj w Polsce, ale dopóki byśmy tu pracy nie dostali - chcieliśmy siedzieć w
Irlandii. Ja łudziłam się, że że moze pracę tutaj dostałabym w tym roku
jeszcze, ale niestety - dowiedziałam się, że tu pracę dostane jak będę na 5
roku studiw (teraz jestem na 2) czyli przy dobrych wiatrach - za około 5 lat

To jest praca, gdzie przez pierwsze 2 lata mogą mnie wyrzucić nie podając
powodu, więc jasne jest, że jeżeli w ciągu tych 2 lat zaciążę - wywalą mnie
bez mrugnięcia okiem

A co do Irlandii - okazało się, że najwcześniej mozemy
byc tam we wrzesniu a i tak nie jest pewne jak z pracą będzie, więc
rozumiecie mnie, że ja juz nie wiem co mam robić, starac się, czy też może
odłożyc starania na "potem" czyli na za około 7 lat, bo chciałabym doktorat
robić, czego nie wyobrażam sobie mając maleńkie dziecko w domu

Teraz nie mam tu stałej pracy, niemąż też nie, ale w każdej chwili może
miec , tylko, że za 600 złotych. MARNOŚĆ nad marnosciami

Co mam robić, proszę, powiedzcie mi ... bo ja już sama nie wiem. Partner jest
wiecznym optymistą, zawsze mówi, że jakoś to będzie, że bedzie dziecko, no to
i ja wiem, ale kiedy?
Przepraszam za nieład, ale jakoś mi tak nędznie