justyna302
04.07.06, 09:37
Chciałam podzielić się z Wami swoimi odczuciami i zapytać czy to co czuję
jest normalne. Proszę, nie nazywajcie mnie egoistką, bo naprawdę nie jestem
nią, sama martwię się swoim podejściem..
Jestem mężatką z rocznym stażem, niedawno dowiedzieliśmy się z mężem ze
zostaniemy rodzicami.
Mąż się cieszy... a mnie jest smutno!!!
Kłębią mi się po głowie różne myśli, ale nie typu "ojej nie wyszumiałam
się", "ojej, stracę figurę!". Broń Boże.. To tak jakby dopadła mnie jakas
niespodziewana depresja..
Są to odczucia typu, że coś się kończy, że ja i on przemijamy, że dajemy nowe
życie, a nasze odchodzi.. że nasi rodzice i dziadkowie wkrótce umrą, a my też
odtąd należeć będziemy do świata przemijającego.. Ze narodziny = czyjaś
śmierć.. Słowem, że zamiast myśleć o cudzie tworzenia, myślę nieustannie o
śmierci.. O nieuchronności zmian.. o straszliwym upływie czasu, o tym, ze nie
ma nic stałego, że nie można zatrzymać biegu zdarzeń.. Czuję się przybita!
Nie spotkałam się, żeby kobiety dopadała depresja przedporodowa, więc może
coś ze mną nie w porządku? Jak to możliwe zeby się w ogole nie cieszyc??