ardnaa
26.11.06, 00:19
Ja wiem, że Machina to nie jest miesięcznik dla początkujących matek. Ja
wiem, że powinnam o popkulturze, o artystach, o płytach, o przeżyciach natury
wyższej, ale obecnie to niemożliwe. Ni ch..a! Pisze Agnieszka Chylińska.
Ja jestem w szoku, jestem kontuzjowana i niech mi panowie Metz z Beliną
wybaczą, ale ja z pyskiem wypłowiałym, mózgiem otępionym jedną godziną snu na
dobę, z cyckami zaropiałymi jak po jakiejś supersesji sado maso, z wielką
pieluchą między nogami, ja obecnie nie mogę inaczej i o czym innym. Muszę to
napisać, muszę to z siebie wypluć, muszę to opisać, bo jakoś wcześniej z
takim opisem się nie spotkałam i może gdybym wiedziała...
Macierzyństwo to ściema! Wiem to na pewno! Poradniki, gazetki, reklamy
pieluch nawet: wszyscy kłamią! To pułapka, w którą dałam się złapać i teraz
zdezorientowana i zaszczuta chowam się po kątach, by mnie nie zauważył ssak,
którego powiłam parę tygodni temu, by mnie nie wypatrzył, nie wyczuł, że
jestem w pobliżu. Nawet nie o mnie ssakowi chodzi, ale o dwa nabrzmiałe
balony, które przy delikatnym nawet ruchu sikają strugami mleka. Zostałam
oszukana, uległam propagandzie, poleciałam na tysiaka i teraz mam!
A tak ładnie wszystko szło. Kupowanie koszulki rozmiar 54 z
napisem "Motorhead", wzdychanie i rozmyślanie nad tym, jak ukierunkuję ideowo
syna mojego pierworodnego. Roztkliwianie się nad parą skarpetek, wzdychanie
na widok uśmiechniętych bobasów widzianych przelotnie w centrach handlowych,
zaczytywanie się poradnikami i wiara w to, że się jest uwarunkowaną
genetycznie do bycia matką Polką, że się będzie stosować metody najbardziej
delikatne, nieinwazyjne, naturalne przy pielęgnacji i wychowywaniu cudownego
potomka
A tymczasem??? Dlaczego nikt mi nie powiedział o tym, że poród będzie
potwornym cierpieniem, i że się będę wstydziła przeć, myśląc cały czas o tym,
by nie narobić dziecku na głowę? Dlaczego darłam się w niebogłosy, tworząc
najbardziej spontaniczny tekst nowej piosenki pod tytułem "ja już ku.. nie
mam siły", naczytawszy się wcześniej o fantastycznych znieczuleniach,
technikach relaksacyjnych i innych takich? Dlaczego mamiono mnie opisami
fantastycznych przeżyć, wręcz erotycznych, podczas karmienia piersią, gdy
tymczasem okazało się , że bezzębny dziamdziak może zmasakrować suty w try
miga i domagać się co godzinę dalszej masakry, więcej krwi...
I dlaczego dopiero pod koniec jednego z poradników małymi literami było
napisane, że jeśli ma się chęć sprzedać swoje dziecko na allegro to powinno
się zwrócić do osoby duchownej z prośbą o poradę lub od razu zamknąć się w
psychiatryku... Ciekawe... I na czym miało polegać "wzmocnienie i rozkwit
związku, gdy pojawia się dziecko", jeśli jedyne co mam do powiedzenia mojemu
chłopakowi od miesiąca to: przynieś-wynieś-pozamiataj, nie rób tego tak,
możesz mi pomóc?, a może ty go przewiniesz?, nie wk**wiaj mnie, to twoje
dziecko, a to se go bierz, nie rozdwoję się, możesz tu łaskawie przyjść?
Nigdzie nie przeczytałam o tym, że dziecko drze gębę. Znalazłam wzmianki o
tym, że kwili, płacze, marudzi, gaworzy, ale nie ma nic o tym, że ma
syndrom "Blaszanego bębenka", znaczy się, że szyby pękają, gdy zaczyna ryczeć
od 16.00 do 23.30, by usnąć z uśmiechem i pozwolić mi zrobić siku, umyć się,
zjeść coś szybko. Koleżanki mi mówiły: Och, wiesz przy dziecku szybko się
chudnie. Teraz wiem dlaczego. Bo nie ma się czasu zjeść. Teraz też się drze,
a ja muszę oddać ten felieton i musi być dobry, z puentą, na poziomie, a mam
oczy na zapałki i piszę tę jedną kartkę jakieś sześć godzin, gdyż odskakiwać
muszę co chwila, bo kupa, bo płacz, bo mleko, bo coś tam i do tego jeszcze
burdel w mieszkaniu i kot zazdrosny porzygał się właśnie ostentacyjnie na
środku pokoju. Rokendrol, nie ma co...