Nawet nie wiem jak zatytułować ten wątek...

18.07.07, 15:49
...ani czy dobrze trawiłam z tym problemem. Czytam wasze wątki i widzę
szczęśliwe przyszłe mamy. A ja? No właśnie: 26 lat, 6 lat po ślubie i nadal
bez dzieci. Dlaczego? Bo boję się ciąży, porodu, tych obowiązków, które na
mnie spłyną. Bo zbyt dobrze jest mi teraz - wolna i bez żadnych obowiązków.
Bo nie obudził się we mnie instynkt macierzyński.
Tak myślałam do tej pory. Ale zdarzyło się coś, co uświadomiło mi, że nie z
tych powodów bronię się przed zajściem w ciążę. Mnie to wszystko przeraża
ponieważ nie chcę mieć dziecka z własnym mężem, nie widzę w nim ojca. Ten
jego charakter i zachowanie. Na codzień w miarę w porządku, ale jeśli
pomyślę, że miałbybyć ojcem moich dzieci? Jego charakter zupełnie do tego nie
pasuje. Brak w nim tej czułości i troski, którą chciałabym, żeby mnie
otaczał, kiedy będę w ciąży.
Zapytacie pewno czemu nie myślałam o tym wcześniej. Bo jak się ma 20 lat
wychodząc za mąż to się nie myśli o takich rzeczach, a pewnych rzeczy się nie
dostrzega.
Mąż nie wie o tym co myślę bo przecież mu nie powiem; sorry, ale z Tobą to ja
dzieci mieć nie będę. A jakich argumentów używa, kiedy próbuje namówić mnie
na zajście w ciążę? Trzeba się zdecydować bo chciałbym, zeby moje dziecko
pamiętało jeszcze jakie mam włosy, albo, żeby nie zostało sierotą jak będzie
w podstawówce.
A gdzie to, że dziecko powinno być owocem miłości?

No i co wy o tym sądziecie?
    • malgosiaw32 Re: Nawet nie wiem jak zatytułować ten wątek... 18.07.07, 16:30
      Nie wiem czy to cię pocieszy ale faceci inaczej podchodzą do tego niż my. Często
      uczucia budzą się w nich dopiero gdy zobaczą dziecko i rosną coraz bardziej
      razem z Maleństwem. Mój Mąż owszem troszczył się o mnie gdy byłam w ciąży ale
      też nie zachowywał się tak jak to nieraz faceci nie słuchał odgłosów z brzucha,
      nie głaskał go itp, dziecko było dla niego pojęciem abstrakcyjnym. A teraz widzę
      jak wiele w nim czułości i jak bardzo kocha naszą córeczkę.
    • mal_art Re: Nawet nie wiem jak zatytułować ten wątek... 18.07.07, 16:38
      Dobrze trafiłaś, dobrze... Naprawdę nie same tu szczęśliwe mamuśki, co świata
      poza własnym brzuchem nie widzą...
      Nie znam Twojego męża - faceci bywają bardzo różni trudno na podstawie mojego
      egzemplarza tego gatunku wnioskować coś o Twoim... Ale parę rzeczy mogę
      podpowiedzieć do przemyślenia. Ten jego charakter i zachowanie - jaki
      mianowicie? Brak czułości i troski - a czego tak naprawdę się po nim
      spodziewasz? Troskę można okazywać na różne sposoby, może te jego do Ciebie nie
      docierają, nie dostrzegasz ich? Ten oklepany przykład : Jak pan okazywał żonie,
      że ją kocha? Umyłem jej samochód wink
      Jego żarty mogą świadczyć o niedojrzałości i lekkim podejściu do poważnej w
      końcu kwestii. Ale może on takimi żartami przykrywa własne lęki? Na przykład
      takie, że nie sprosta roli ojca?
      Nie chcę go bronić, bo nie znam i nie wiem - ale zastanowić się nad nim trzeba.
      I nad tym, czy w ogóle jest człowiekiem odpowiedzialnym, czy możesz teraz na nim
      polegać, czy mogą na nim polegać inne osoby (rodzice, przyjaciele)? Tylko może
      nie w kwestii, czy wyrzuca śmieci, ale w sprawach ważniejszych? Czy macie o czym
      rozmawiać? Czy zgadzałoby się Wasze podejście do tego, jak wychowywać dziecko,
      jak sobie to w ogóle wyobrażacie?
      Chyba na wiele z tych pytań nie ma dobrych odpowiedzi, ale postawić je sobie
      trzeba. No i w wieku 26 lat masz przed sobą jeszcze sporo czasu na podejmowanie
      decyzji (no, chyba, że sama masz jakieś problemy zdrowotne? Albo może on jest
      starszy?)
      Poradzić Ci mogę tylko tyle, żebyś sama zastanowiła się nad związkiem i żebyście
      dużo rozmawiali o tym dziecku, zanim się na nie zdecydujecie. I zebyś nie miała
      nierealistycznych oczekiwań typu "jak będę w ciąży, będzie mnie nosił na rękach,
      obsypywał kwiatami, gadał do brzucha, koniecznie uczestniczył w porodzie, a
      dziecko pokocha od pierwszego wejrzenia". Czasem tak jest, ale nie zawsze. Życie
      to nie telenowela... Po prostu temu wizerunkowi macierzyństwa i ojcostwa z gazet
      i reklam nikt sprostać nie może, ani Ty, ani on.
      Pozdrawiam i życzę udanych rozmów! Malwina
    • mynia0 Re: Nawet nie wiem jak zatytułować ten wątek... 18.07.07, 16:40
      jakbym czytała słowa mojej kuzynki... i rozwód wisi na włosku. właśnie z
      powodów, o których piszesz... bo on nie dojrzał do roli ojca, bo jest za mało
      odpowiedzialny, bo ja jeszcze nie jestem gotowa, bo to, bo tamto... no i efekt
      jest, jaki jest. rozstanie. mówiąc nawiasem, jej mąż / jeszcze mąż/ jest
      wspaniałym ojcem - ma dziecko z inna kobietą.

      skąd wiesz, jakim ojcem będzie Twój mąz? a może ciaza i dziecko obudza w nim
      to, czego oczekujesz? a jeśli nie ma na to szans, to po co jestes z tym
      meżczyzną, skoro nie odpowiada Ci jego charakter?

      musisz przemyśleć swoją postawę. jeżeli rzeczywiście nie chcesz dzieci, nie
      ukrywaj tego , bądź z meżem szczera. a jeśli tylko szukasz wymówki- uważaj, bo
      może sie to źle skończyć. sa faceci, którzy naprawdę chca miec dzieci i
      poświęcą dla nich małżeństwo - tak, jak to zrobił mąz kuzynki. proponuję
      szczera rozmowę z mężem. jak długo chcesz ukrywac swoje poglądy? to jest
      nieuczciwe, moim zdaniem.

      a argumenty? no cóż, ja nie widze w nich nic złego. sama zostałam matką dośc
      późno / 28 lat/, spieszyliśmy się z 2 dzieckiem, bo chciałam, żeby dzieci
      miały matkę, a nie babcię.inaczej się wychowuje dzieci w wieku 20-30 lat, a
      inaczej później. i to widać nie tylko po rodzicach, ale przede wszystkim po
      dzieciach. na wszystko jest czas i miejsce.
    • nero-ego Re: Nawet nie wiem jak zatytułować ten wątek... 18.07.07, 16:40
      To bardzo smutne, co napisałaś.W takim razie, moim zdaniem, powinnaś coś postanowić. Albo decydujesz się na życie z niekochanym mężem, bez dziecka, albo poszukaj inney materiał na ojca swojego dziecka, oczywiście po uprzednim odejściu od niego. Jesteś jeszcze bardzo młoda, ale nie zmienia to faktu, że jesteś już 6 lat po ślubie i Twoje uczucia do męża się nie zmieniają. Moim zdaniem, powinnaś zmienić swoje życie i postawić sprawę uczciwie. Nie pozbawiaj się radości macierzyństwa, tylko dlatego, że trafiłaś na nieodpowiedniego partnera.Pozdrawiam...nero
    • net79 Re: Nawet nie wiem jak zatytułować ten wątek... 18.07.07, 17:02
      A ja napiszę inaczej, jego argumenty są uzasadnione, choć może niezgrabnie
      ubiera je w słowa, ja sama straciłam matke mając 23 lata, mój brat jak miał 11
      to stanowczo za wczesnie i dla niego i dla mnie. Przepraszam wszystkie starsze
      mamy i życze jeszcze wiele lat życiasmile
      Piszesz, że on nie dorósł do roli ojca i Twoim zdaniem się na niego nie nadaje,
      choc to on próbuje rozmawiac na ten temat, że już czas...
      Ja w pierwszxej ciąży myślałam kurcze, ale chyba nie z tym facetem i okazał się
      najwspanialszym ojcem jakiego znam, dzieci go mocno uduchowiły i skleiły nasz
      związek. Jest wioelu czułych facetów, którzy nie podołaja roli ojca i wielu
      gruboskurnych, których dzieci rozczulają...
      Problem chyba tkwi jednak w jakimś praku zaufania, do twojego mężczyzny i jakiś
      brakach w związku, nad którymi warto popracowac we dwoje...
      czujesz, że nie czas, nie z nim, nikt cie nie może zmusić, ale musisz stanąć po
      którejś stronie, bo może gdzieś w głebi jego serca marzenia o dziecku są tak
      duże, że nie fair jest go trzymac w zawieszeniu. ty musisz wiedziec czego
      chcesz, tgak samo jak my nie wiemy jak odnajdziemy się w roli matki, tak samo
      jest z facetami, może być ciężko, albo pozytywnie się zdziwimy, na dwoje babka
      wróżyła...
      • mocpytan Re: Nawet nie wiem jak zatytułować ten wątek... 18.07.07, 18:53
        a ja wam dopiszę doświadczenie z własnego dzieciństwa.
        mój ojciec uwielbial i nie widział świata poza moją mamą. jak ja się urodziłam
        siedział 3 dni pod oknem szpitala [zima] bo nie mógł wejść na salę, poród z
        komplikacjami, cc, itd
        szalał i byłam jego oczkiem w głowie.
        potem, dostał intratną posadkę, zaczął bardzo dużo przebywać za granicą, [czasy
        prl-u],pojawiły się kobiety, jedna, druga, kolejna, alkohol, imprezy, matka
        przestała się liczyć, ja razem z nią.

        do tej pory mamy fatalne kontakty, ojciec nigdy [za wyjątkiem pierwszego roku?
        dwóch?] się mną nie interesował, nigdy nie powiedział mi, że mnie kocha, nigdy
        nie mogłam na niego liczyć itd....

        chciałam tylko dać do zrozumienia to, co już niektóre z was napisały - ten,
        który jest ideałem przed ciążą czasem potem traci zainteresowanie do dziecka
        [jakby to była zabawka], traci miłość a może byc też odwrotnie.
        ot przewrotność losu i chyba njprędzej to by w tych wyborach, decyzjach dobra
        wróżka pomogła albo jaki jasnowidz smile)))
        • nielicha_kobita Re: Nawet nie wiem jak zatytułować ten wątek... 18.07.07, 21:12
          Mój mąż też nie należy do tych "czułych". Staraliśmy się o dziecko, bo to ja
          bardzo tego chciałam (on wolał motor). Poród rodzinny? - bał się, nie bardzo
          chciał, w końcu się zgodził. A teraz? - świata nie widzi poza swoją ukochaną
          córeczką, a lada moment urodzi nam się druga smile
          Myślę, że człowiek nie jest w stanie przewidzieć do końca własnych zachowań, a
          co dopiero drugiej osoby. Poza tym ideałów nie ma, nie wiedziałaś? wink
          Ja kocham bardzo swojego męża, chociaż potrafiłabym wymienić całą listę jego
          negatywnych cech. Cóż, staram się je zaakceptować, chociaż czasem nie jest
          łatwo.
    • kasian00 Re: Nawet nie wiem jak zatytułować ten wątek... 18.07.07, 21:37
      Tak samo myślałam jak Ty! O dziecku zaczęłam myśleć po 12 latach małżeństwa.
      Jeszcze jesteś młoda i masz czas na dzieci. A faceci wbrew pozorom też się
      zmieniają.
    • laura801 a ja cię rozumiem:) 18.07.07, 21:57
      w pierwszym małżeństwie panicznie bałam się ciąży, dojrzałam do niej dopiero
      przy drugim mężu - pragnęłam aby był ojcem mojego dziecka.
      może najpierw uporzadkuj sprawy malżeńskie, bo dziecko przełozy problemy
      rodzinne na później. pozdrawiam
      • yool125 Re: a ja cię rozumiem:) 18.07.07, 23:51
        Oj biedulko zapedzilas sie w kozi rog...ale nie rob nic na sile ze trzeba miec
        dziecko bo to najwyzszy czas...widac jeszcze nie!Jestes mloda napewno
        wartosciowa kobieta ktora najpierw sama musi poczuc sie szczesliwa by dac
        szczescie swej rodzinie!Moze to nie odpowiedni facet...zajdziesz w ciaze a potem
        jeszcze trudniej prostowac sciezki zastanow sie nad swoim zyciem kto wiem moze
        zobaczysz w nim siebie a obok swego obecnego meza...potem dziecko bedzie
        blogoslawienstwem...teraz mogloby stac sie ciezarem a tego nie znioslabys
        zapewniam!!!jeszcze bardziej unieszczesliwiona bo siebie obwinialabys o
        podejscie do meza i dzidzi bedziesz zyla z przeswiadczeniem ze inny wybor
        ...jakikolwiek...bylby lepszysadbadz dzielna i walcz on siebie i swoje
        szczescie!goraco sciskam
        • smutna_minka Re: a ja cię rozumiem:) 19.07.07, 09:12
          Dziękuję za wszystkie wpisy. Czasami dobrze podzielić się z kimś swoim
          problemem bo wtedy można spojrzeć na niego z innej strony.

          Ostatnio rozmawiałam z mężem na temat dziecka no i niestety znowu jednoznacznie
          z niej wynikało, że trzeba się zdecydować na dziecko bo wypadałoby je już mieć.
          Czasami tak się zastanawiam, czy te jego naciski nie są spowodowane tym, że
          jego brat, który brał ślub w październiku, za miesiąc będzie już ojcem. Wiecie
          jak to jest. Teściowie są wniebowzięci i niby nikt nic nie mówi, ale... to
          przecież my powinniśmy im dać pierwszego wnuka bo przecież jesteśmy już 6 lat
          po ślubie!!!
          A ja nie chcę się decydować na coś, do czego nie jestem jeszcze przekonana. 4
          lata temu, kiedy siostra urodziła dziecko byłam u niej w szpitalu i powiedziała
          mi wtedy, żebym nigdy się nie decydowała na dziecko tylko dlatego, że ktoś mnie
          naciska, że to ja powinnam tego chcieć. Bo okres ciąży i poród to bardzo ważny
          i trudny okres w życiu kobiety i żeby to przetrwać, trzeba tego dzieciątka
          naprawdę chcieć.
          Kilkakrotnie próbowałam porozmawiać z mężem o tym co mnie trapi, o moich
          wątpliwościach, ale za każdym razem jak próbuje mu powiedzieć, że boję się
          okresu ciąży i porodu oraz tego, czy sobie potem poradzę, słyszę, że chyba
          jestem nienormalna bo tyle kobiet na świecie przez to przeszło i że chyba po
          prostu lubię sobie wyszukiwać problemy.
          • laura801 a co cię obchodzą cudze problemy? 19.07.07, 11:20
            i że tyle bab przez to przechodzi? Przeciez to ty będziesz w ciąży, ty mu
            urodzisz dziecko, a nie inne baby. Z doświadczenia wiem, że jak jest się z
            odpowiednim człowiekiem to pragnie się mieć dziecko - bo przechodzicie przez to
            razem. Po prostu wydaje mi się, że obawiasz się, że będziesz przechodzić przez
            to sama, bo tyle bab jest w ciąży i rodzi to ty też urodzisz.
            • smutna_minka Re: a co cię obchodzą cudze problemy? 19.07.07, 11:47
              Chyba jest coś w tym co napisałaś. Boję się, że będę przez to przechodzić sama.
              Zwłaszcza, że widzę jak szwagier traktuje swoją żonę. Np. takie głupie docinki
              na temat tego jak grubo wygląda wypowiadane w towarzystwie innych osób. U nich
              to chyba rodzinne - zadaniem kobiety jest rodzenie dzieci, tak jest od pokoleń
              i tak ma być.
              I jeszcze to co napisałaś, że jak jest się z odpowiednim facetem to pragnie się
              dziecka - nieraz tak sobie myślę, że jak bym była z kimś innym to chyba łatwiej
              byłoby mi się zdecydować.
              • net79 Re: a co cię obchodzą cudze problemy? 19.07.07, 11:54
                Tzn, że nie o dziecko tu chodzi tylko o wasze obecne relacje. Nie odmawiaj
                sobie posiadania dzieci jesli ich chcesz, zmień faceta jesli związek z tym
                prowadzi do nikąd, tylko nie opieraj sie na przykładzie jego brata, tatu swojej
                siostry, bo mówisz o swoich uprzedzeniach tak jak by były sterowane tym co
                mówią inni. zastanów się nad swoim zyciem i coś postanów, bo gdybać i obawiać
                się możesz przez następne 15 lat i i tak nic z tego nie wyniknie.
    • majka-88 Re: Nawet nie wiem jak zatytułować ten wątek... 19.07.07, 09:44
      Tylko szczerość was uratuje, to nie dobrze że nie rozmawiacie ze sobą na takie
      tematy i tym trudniej będzie ci to teraz zrobić. Ale z drógiej strony z kąd on
      ma wiedzieć czedo ty od niego oczekujesz? Może postarałby się zmienić po za tym
      prawda jest taka że planowanie różni sie od rzeczywistości, wszystko może sie
      zmienić. Wam to by przydało sie poprostu wpaść. Ale najpierw musisz z nim
      szczeże porozmawiać żeby wiedzieć czy możesz na niego liczyć. Trzymam kciuki i
      powodzenia! Wszystko sie ułoży!
    • agnieszka.matylda Re: Nawet nie wiem jak zatytułować ten wątek... 19.07.07, 12:03
      Mysle,ze masz jeszcze czas.A do macierzynstwa trzeba dwoga.Jesli nie jestes
      pewna meza daj sobie spokoj.Wiem co mowie bo mam z takim facetem dziecko(mialam
      21 lat) byl mezem i raczej "dawca" niz ojcem oczywiscie wszystko sie
      skonczylo,ale to dluga historia,przez 6 lat sama wychowywalam syna a jego rola
      ograniczala sie do alimentow i odwiedzin 2 razy w roku.....Teraz mam 34 lata i
      jestem w 9 miesiacu ciazy z cudownym facetem ktorego jestem pewna.A moje
      instykty macierzynskie wariuja z radosci,jestem swiadoma i odpowiedzialna
      chociaz miedzy moimi dziecmi bedzie 13 lat roznicy.Pozdrawiam!

Pełna wersja