"złośliwość losu"...?

01.08.07, 12:37
witam.
nie wiem, czy jestem w tym odczuciu jedyna, ale już mnie to do szału doprowadza!
odkąd staramy się o dziecko - dużo znajomych dookoła właśnie zostało
rodzicami. normalnie co chwila dowiaduję się, że albo ktoś zaszedł w ciążę,
albo właśnie urodził.
to nie tak, że mnie to "boli", czy mam "za złe". nie - cieszę się z faktu, że
komuś już się poszczęściło, ale jednocześnie wpędza mnie to w panikę. no i nie
ukrywam, że troche im zazdroszczę (nie mylić z zawiścią).
dodatkowo szczęśliwi rodzice mają w zwyczaju wysyłać mailem zdjęcia swoich
pociech i czasami moja skrzynka pęka od fotek bobasów!
rozdarta sie czuję, bo z jednej strony fajnie, a z drugiej - ja się staram i
na razie efektów brak ;-/
czy to się dzieje na zasadzie "głodnemu chleb na myśli"...???
    • agnrek Re: "złośliwość losu"...? 01.08.07, 12:40
      Tak, to jest ta prosta zasada - dzieci zawsze się rodziły, ale Ty ich nie
      pragnęłaś, więc nie zwracałaś uwagi. Teraz jesteś w temacie i inaczej to odczuwasz.
      • mia17 Re: "złośliwość losu"...? 01.08.07, 12:45
        no właśnie, chyba tak to "działa"... ;-/
    • kasia2705 Re: "złośliwość losu"...? 01.08.07, 12:43
      Swietnie Cie rozumiem, ja tez tak mialam, staralam sie prawie 2 lata z moim ex
      i nic a dookola kazdy rodzil/zachodzil a ja cieszylam sie i za razem martwilam
      coraz bardziej. Teraz mam synka i...znow sie martwie, bo staram sie o kolejna
      ciaze....tak w kolko macieju...
      aj, juz z tego wszystkiego nie chce coreczki a jeszcze jednego synka, bo my
      baby mamy tylko same klopoty z tymi hormonalnymi hustawkami wink ...
      pozdrawiam i glowa do gory (choc mi dzis tez wyjatkowo opada...)
      kasia
      • mia17 Re: "złośliwość losu"...? 01.08.07, 12:47
        dziękuję za dobre słow wink
        hehe - troszkę mi lepiej, jak przeczytałam to, co napisałaś (że miałaś podobne
        odczucia). już zaczynałam się zastanawiać, czy jestem "złą kobietą" wink
        ale to chyba normalne, że jeśli człowiek czegoś chce i do czegoś dąży to skupia
        się głównie na tym i to dookoła siebie zauważa.
        • kasia2705 Re: "złośliwość losu"...? 01.08.07, 12:53
          Oj do zlej Ci daleko. Ja nie naleze do zawistnych ludzi, mysle, ze ciesze sie
          czesto i mocno z tego, ze innym sie udaje, ze podrozuja, kupuja samochody,
          domy, wygrywaja na loterii, rodza dzieci.... ale kiedy sama staralam sie bez
          skutku to kazda wiadomosc o ciazy wsrod znajomych rozdzierala mi serce. Trudno
          sie bylo cieszyc, no ale co zrobic? Nie przejmuj sie, uda sie i Tobie, z
          pewnoscia!
          smile)))
          kasia
          • agnrek Re: "złośliwość losu"...? 01.08.07, 12:57
            Ja w grudniu 2006 poroniłam, nie dość, że przed i po zabiegu leżałam na sali z
            ciężarnymi, to jeszcze za ścianą płakało niemowlę. Oczywiście, w poczekalni u
            ginekologa same ciężarne, jak nigdy. Wszędzie wkoło dzieci, porody, ciąże.
            Nawet, gdy poszłam na masaż kręgosłupa, recepcjonistka od razu mnie spytała:
            "Pani na kurs rodzenia?", bo akurat tego dnia się w tym miejscu zaczynał. No i
            obsiadły mnie ciężarne z mężami.
            Teraz jestem w 20 tc i mam bliźnięta smile
            • mia17 Angrek - 01.08.07, 13:03
              GRATULUJĘ!!!
              pamiętam Cię z wcześniejszych moich postów, ale jakiś czas mnie tu nie było i
              nie wiedziałam, że spodziewasz się bliźniaków wink))) naprawdę - szczerze gratuluję!
              mam nadzieję, że i do mnie w końcu uśmiechnie się los i najpóźniej do końca tego
              roku zajdę w ciażę wink
              • agnrek Re: Angrek - 01.08.07, 13:04
                dziękuję smile
                Życie pisze tak dziwne scenariusze, że naprawdę nie spodziewamy się, co nas
                jeszcze spotka i chyba to jest najlepsze! Najważniejsze to nie poddawać się, los
                sam się uśmiechnie smile
                • mia17 Re: Angrek - 01.08.07, 13:07
                  tak, to jest prawda wink
                  najważniejsze to nie poddawać się pomimo zniechęcenia, które nas czasem dopada.
                  życzę Ci dużo zdrówka i spokojnego przebiegu ciąży. no a potem lekkiego porodu i
                  słodkich maluchów!
          • mia17 Kasiu, 01.08.07, 13:05
            tak dokładnie jest. cieszę się razem ze znajomymi, oglądm zdjęcia ich pociech -
            a w głębi serca mnie ściska. i czarne myśli mimowolnie przychodzą do głowy ;-/
            3 miesiące temu moja Przyjaciółka została szczęśliwą mamą, więc jestem na
            bieżąco odnośnie szczepień, wyżynania się zębów, karmienia, itp...
            • kasia2705 Re: Kasiu, 01.08.07, 14:51
              Bedzie dobrze! smile
    • mia17 hehe - właśnie... 01.08.07, 15:58
      wrociłam z zakupów. i kogo spotkałam w sklepie...?
      znajomą w zaawansowanej ciąży! nie widziałyśmy się kilka miesięcy i proszę
      bardzo - w temacie... ;-/
    • sagia78 Re: "złośliwość losu"...? 01.08.07, 16:06
      A mnie najbardziej denerwuja pytania typu: "a wy sie kiedy postaracie"
      albo "wasza kolej teraz, to kiedy bedziecie mieli dzidzie" no zesz.... co mam
      wszystkim w kolo powtarzac ze sie staram? okropne to jest.
      • mia17 Re: "złośliwość losu"...? 01.08.07, 16:15
        ooo - to tez mnie drażni, jak cholera ;-/
        po pierwsze - nie będę się wszystkim tłumaczyła, że sie staramy.
        a po drugie - nikomu nic do tego, czy i kiedy.
        • madzia.waw Re: "złośliwość losu"...? 01.08.07, 17:09
          Nie mogę patrzeć na alkoholiczki, patologiczne rodziny, gdzie dzieci rodzą się
          od tak od niechcenia. Moja koleżanka usunęła ciążę od tak, bo miała inne plany,
          a jak chciała mieć dziecko to zaszła w ciążę na życzenie. Świat jest
          niesprawiedliwy. Pół roku temu po 3 letnich staraniach poroniłam.
          JA BARDZO ZAZDROSZCZĘ wszystkim, co mają dzieci.
          • mia17 Madziu, 01.08.07, 19:51
            doskonale Cie rozumiem... też się czasem zastanawiam nad tym wszystkim. ale
            dochodze do wniosku, że nic nie dzieje sie bez powodu.
            na wszystko przychodzi czas i chociaż może się nam wydawać, że właśnie teraz
            jest dobra pora np. na dziecko - całkiem możliwe, że za miesiąc, dwa lub 5
            będzie lepsza wink ciężko to przyjąć, jak człowiek czeka - ale ja to sobie tak
            tłumacze.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja